Wendland czyli pirackie Pomorze w XI-XII wieku

Ponad 2 miesiące nic nie dawałem na bloga, ale pani Justyna, którą serdecznie pozdrawiam, mieszkająca na stałe na Rugii w Niemczech napisała do mnie wczoraj mejla zaniepokojona, dlaczego nie ma żadnych tematów od dawna, i że ona chciałaby coś ciekawego poczytać w tematyce związanej z piratami morskimi, bo akurat zbliża się rocznica upadku Arkony 12 czerwca 1168…

Kobietom się nie odmawia, więc wrzucam prawie cały rozdział XVIII drugiej części mojej książki „Vandalowie i Wenedowie byli Przodkami Sławian Zachodnich”, nie ma tu chyba tylko opisu kątyny Świętowita, a w książce jest, bo skopiowałem to z moich notatek z brudnopisu, które się trochę różnią od oryginału, ale i tak wyszło prawie 60 000 znaków i około 30 stron w formacie A4, więc za dużo na post facebookowy ale na bloga pasuje idealnie.

Myślę, że nieźle to wyszło, sporo ciekawostek i cytatów z kronik opisujących naszych sławiańskich piratów morskich, o których do tej pory nie nakręcono żadnego fajnego filmu czy serialu!

WordPress pokazuje, że będzie tu 40 minut czytania, więc zapraszam do lektury 🙂

***************************************************************************

NA POCZĄTEK 10 CYTATÓW O WOLINIE, VINECIE i POMORZANACH 

1) Pisał o Wolinie w poł. IX wieku Geograf Bawarski:

„Wolinianie mają 70 grodów”

2) W 965 o Wolinianach Ibrahim ibn Jakub zanotował :

„Posiadają oni potężne miasto nad Oceanem, mające 12 bram. Ma ono przystań, do której używają przepołowionych pni. Wojują z Mieszkiem a ich siła bojowa jest wielka. Nie mają króla i nie dają się prowadzić 1 władcy, a sprawującymi władzę wśród nich są starsi”

3) Inny kronikarz arabski Ibn Said napisał :

„Powiadają, że należało ono do najpotężniejszego z królów Słowian. Opisywane jest jako wielkie. Jego port na morzu otaczającym stanowi cel, w którym zbiegają się liczne okręty. Jest najpiękniejszy z portów owych stron”

4) Ciągnące się 3 km wzdłuż Dziwny miasto to było 6-8 tysięcy ludzi, na Vinecie czasami utożsamianej z Wolinem była jedyna latarnia morska na słowiańskim Bałtyku.

W XI wieku pisał Adam z Bremy:

„W jej /Odry/ ujściu przesławne miasto Jumne… Jest oczywiście największe z miast, jakie są w Europie. Zamieszkują je Słowianie łącznie z innymi narodami Grekami i barbarzyńcami. Także sascy przybysze otrzymują prawo zamieszkiwania, byleby tylko przebywając tam nie występowali z oznakami swego chrześcijaństwa. Jest tam latarnia morska, którą mieszkańcy zwą ogniem greckim”

5) O rybołówstwie w XII wieku pisał Herbord:

„Jest tam niewiarygodna obfitość ryb tak z morza, jak z rzek, jezior i stawów, za denara zaś otrzymujesz wóz świeżych śledzi”

6) Herbord o Pomorzanach :

„Lud doświadczony w walkach na lądzie i morzu, przyzwyczajony żyć z rabunku i łupieży w przyrodzonej jakiejś dzikości zawsze nieposkromiony”

7) Ten sam autor dalej:

„Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów”

Wolin był ośrodkiem kultu Trzygłowa, stał tam jego złoty posag.
Sensacją archeologiczną stała się 4-twarzowa figurka Świętowita, którego głównym ośrodkiem kultowym była Arkona na wyspie Rugii, datowana na II poł. IX wieku.

8) Wielką czcią cieszyła się w Wolinie włócznia o zardzewiałym grocie. Wg „Żywotu z Prüfening” mieszkańcy wierzyli że :

„W niej znajduje się ich obrona i rękojmia zwycięstwa”

9) O uroczystościach w mieście pisał Ebo:

„Julin zwykł był na początku każdego lata obchodzić święto jakiegoś bożka przy tłumnym udziale ludzi i pląsach”

10) A Mnich z Prüfening dodaje :

„W całym mieście urządzano przedstawienia sceniczne, wszystko zmieszane z gwarem i hałasem…”

Badania cmentarzysk pozwoliły ocenić średnią wieku zmarłych Wolinian na 28 lat czyli żyli krótko i intensywnie.

ae2d3431a691dd94d5dcc20d6183a661

Każdy zna termin stworzony w XIX wieku czyli „wikingowie”, który odnosi się do skandynawskich piratów i handlarzy, niemalże bohaterów romantycznych i wyniesionych do poziomu popkulturowego. 
Wiking to nazwa nieznana przed XIX wiekiem, która oznaczała „piractwo”. 
Ludzie robili „wiking”, nie mogli być „wikingami” kiedyś w swoich czasach ale są Wikingami dziś dla historyków czyli piratami morskimi.
Językowe niuanse dotyczące współczesnego używania słowa „Wiking” odłóżmy na bok, faktem jest, że grupa historyczna znana jako „Wikingowie” nie była jednorodnym narodem. 
Pierwotne znaczenie słowa Wiking/Viking nie miało narodowości. 
Inskrypcje runiczne sugerują, że Viking był człowiekiem, który opuścił swoją ojczyznę, szukając przygód i zysku za granicą, z sugestią, że planuje wrócić do domu ze swoją nowo zdobytą fortuną i sławą.

Słowo to istniało zarówno w formie rzeczownika (víkingr – człowiek podróżujący w poszukiwaniu przygody), jak i w formie czasownika (viking – uczestnictwo w jednej z tych przygód), nawet jego pochodzenie jest dyskutowane.
W staronordyckim języku víkingr oznacza człowieka z vík, gdzie vík może mieć znaczenie zatoki, lub konkretnej zatoki zwanej Víkin na południu Norwegii.
Być może nazwa została tutaj zastosowana, ale zanim Sagi Islandczyków zaczęły powstawać po końcu epoki Wikingów, słowo víkingr wciąż miało sens taki jak „najeźdźca”, lub poszukiwacz przygód, który podróżował po morzach i oceanach szukając sławy i fortuny.

statek 2

Kultura pomorska została zbudowana na starszych kulturach, tak starożytnych, jak kultura ceramiki sznurowej czy późniejsza kultura łużycka, a także na wielu młodszych kulturach lokalnych wywodzących się głównie z kultury wielbarskiej.
Jednak plemienna świadomość Wendów została zbudowana na brzegach Morza Bałtyckiego, aż czasem wielkie wody stały się bardziej naturalnym środowiskiem dla nich niż rozległe ziemie, które kontrolowali. 
Morze było dla Wendów nie tylko źródłem żywności i zasobów, ale przede wszystkim drogą do bogactwa i siły militarnej.
W powszechnej świadomości okres średniowiecza w kontekście tematów „morskich” czyli piractwa, łupieżczych wypraw jakie miały wtedy miejsce na Morzu Bałtyckim, Morzu Północnym, kojarzy się prawie wyłącznie z Vikingami pochodzącymi ze Skandynawii czyli Germanami w rozumieniu Teutonami. 
To bardzo zafałszowany obraz rozpowszechniany metodą tzw.”hollywoodzką”.
Tymczasem przez jakieś 250 lat (950-1200 r) lub więcej (skąpe dane o czasach przed X wiekiem) na wodach tych dominowali Sławianie. 
Winę za ten fałszywy obraz ponosi strona nasza czyli sławiańska (polska) nie dbająca o propagowanie tej wiedzy na zachodzie. 
Trwające wciąż prace archeologów i historyków przedstawiają zgoła inny obraz tego czasu jaki miał miejsce w rejonie mórz Bałtyckiego i Północnego a nawet północnego Atlantyku od wybrzeży Norwegii aż do Islandii i być może Grenlandii (prawdopodobnie potwierdzające to odkrycia to tylko kwestia czasu). 
Poczynając od końca X wieku dominującą rolę na tych morzach przejmowali Sławianie Zachodni skutecznie eliminując element germański.
Sławianie jako lud byli znacznie liczniejsi od Skandynawów i większą liczbą dokonywali wypraw. 
Wszystkie wybrzeża bałtyckie i wyspy były regularnie napadane przez Wagrów (jedno z plemion Obodrzyców), Ranów i Pomorzan co doprowadziło do poważnego wyludnienia tych ziem. 
Jednak w mniejszym stopniu od Skandynawów zasiedlali oni zdobyte tereny. 
Średniowieczne piractwo na Bałtyku zawsze kojarzono z erą Vikingów. 
Sam fakt, że Sławianie nieźle poczynali sobie w tym rzemiośle jest mało znany.

Dla Pomorzan, piraci skandynawscy z którymi mieli dość dobre stosunki byli Skandami (ludzie ze Scandia), lub po prostu Niemcami, nazwy które teraz odnoszą się do Niemców, i z grubsza tłumaczy się jako „mutes”, ale w przeszłości można go było wykorzystać do ludzie z pewnego rodzaju opóźnieniem – od niemocy – z „brakiem”, czyli np. brakiem siły fizycznej i witalności, lub brakiem wspólnej mowy a który we współczesnym języku czeskim oznacza po prostu „chorobę”. 
Napewno Niemcy były ogólnie zbiorową nazwą dla wszystkich ludzi, którzy nie mówili językiem sławiańskim. 
Natomiast wszyscy, którzy mówili językiem sławiańskim i byli wzajemnie zrozumiałymi, byli Sławianami. 
Nie jest to wcale dziwne: języki sławiańskie zaczęły się oddzielać bardzo późno, dopiero w X wieku.
Pomorscy  piraci są zwykle określani jako Chąśnicy, co może być etymologicznie tłumaczone jako napad (chąsa) czy „morski atak”, a przez niektórych historyków jako Wiciędze, która jest rzadką nazwą, pochodzi od słowa Witeź ( rycerz), używanego dla bohaterów.
W źródłach zagranicznych Pomorzanie i Sławianie Połabscy określani są jako Wendy, Pomorze nazywa się Vendland (czasem używane też dla Polski), albo Slavia.

CHĄŚNICY

Piraci pogańscy których „domem i miłością” było Morze Bałtyckie.
Natura sławiańska to hardość ducha i wrodzona waleczność
Każdy był krzepkiej postury i dysponował dużą siłą fizyczną.
Używali toporów bojowych, mieczy, oszczepów, tarczy i łuków.
Rzadko ubierali się w kolczugi, częściej w kaftany z nabijanymi ćwiekami.
Okręty były zaliczane do łodzi długich tzw. Langskipów.
Napęd stanowil żagiel i 10-14 par wioseł.
Załoga to 24-30 ludzi i czasem 2-4 konie.
Okręty sławiańskie były mniejsze od skandynawskich, ale szybsze i zwrotniejsze.
Często robiono rekonesans przed ważną wyprawą, tak było np na Konungaheli gdzie wcześniej szpiedzy Racibora w przebraniu kupców zrobili rozeznanie portu i miasta.
Nalotów często dokonywano nocą z zaskoczenia.
Pirackie rajdy cechowała duża szybkość i sprawność.
Brano niewolników, kosztowności, broń, czasem bydło.

KALENDARIUM WAŻNYCH WYDARZEŃ :

950-1121 – niezależność chąśników wolińskich
952 – bitwa z Dunczykami koło Rugii
975 – inwazja na Danie, układ z dunskim królem Haraldem Sinozębnym
986 – bitwa pod Hedeby z Olafem Trygvasonem i bitwa na wodach Hiorung
994 – wyprawa z Danami na Anglie, walki z królem norweskim Olafem Trygvasonem u wybrzeży Norwegii.
1000 – bitwa pod Svold na Oresundzie dunskiego Swena Widlobrodego i szwedzkiego Olafa Skoltkonunga z norweskim Olafem Trygvasonem – chąśnicy walczyli po stronie szwedzko-duńskiej.
1002 – bitwa pod Odense
1006 – kolejna wyprawa wraz z Danami na Anglię
1042 – najazd na Danie
1043 – bitwa na pustkowiu Lyrskog z królem duńskim Swenem Estrydsenem
1044 – bitwa pod Helganen z Duńczykami
1045 – chąśnicy palą duński port Aarhus
1062 – bitwa pod Nisaa, chąśnicy po stronie Estrydsena przeciw Haraldowi Hardrade
1068 – bitwa pod Frysem, chąśnicy z Danami przeciw Norwegom
1069 – wspieraja króla norweskiego Haralda Hardrade w wyprawie na Anglię, bitwa pod Stamford Bridge (Londyn)
1072 – chąśnicy palą starą Uppsalę
1096 – napad na duński Aarhus
1108 – napad na ważny port szwedzki Birke
1109 – oblegają i zajmują Ujście
1135 – chąśnicy łupią i palą Roskilde – stolicę Danii
1136 – spalenie i złupienie do szczętu norweskiej Konungaheli
1138 – rajd na Hedeby
26.VI.1147 – obodrzyccy chąśnicy łupią Lubekę, wycinają krzyżowców pod Dębinem
jesień 1170 – najazd na Danię (6 grudnia bitwa u brzegów Falster)
1178-1180 – rajdy łupieżcze w Meklemburgii i na Łużycach
1184 – klęska i utrata floty pomorskiej pod Zingst
1185 – hołd lenny ks. Bogusława I kończy epokę chąśników

Głównymi pirackimi gniazdami byly: Wolin, Barda, Dobin, Wołogoszcz (Wolgast), Uznam, Lubusz, Choukówo, Szczecin, Jarosławiec, Jomsborg czy Starogard Wagryjski.

Pozatym wyspy – Rugia, Webrza (obodrzyccy Wagrowie), Borholm i płd. Skania.

vendland róz

WINETA / WOLIN / JOMSBORG

Wineta – legendarna wyspa była centrum handlu, w którym można było znaleźć ludzi z aż do Arabii lub Grecji. Jej bogactwo i egzotyczny, wieloetniczny charakter sprawiły, że Wolin został skojarzony z legendarną wyspą Wineta.
Związany był także z Jomsborgiem, kolejną legendarną bazą tzw. Jomsvikingów.
Prawdopodobnie o Jomsborgu pisał Adam z Bremy, kiedy opisywał osadę Jumne.
Część źródeł, takich jak: Fagrskinna, Knytlinga saga i Saxo Gramatyk, wskazują na króla Danii Haralda Sinozębego, z namiestnictwa którego Jomswikingami dowodził Szwed Styrbjörn, z kolei Jómsvikinga saga, Saga o Olafie Tryggvasonie i Eyrbyggja saga sugerują jarla Palnatokiego.

WINETA 1

Ponieważ teksty te powstały w drugiej połowie XIII wieku i zawierają wiele podobieństw do Jómsvikingasagi, przyjmuje się, że była ona źródłem informacji dla ich autorów. 
Natomiast rozbieżności dotyczące założyciela Jomsborga mogą wynikać z tego, iż opierano się na jednej z młodszych wersji Jómsvikingasagi, która swoje źródło mogła mieć w jednym z wcześniejszych, dziś zaginionych tekstów. 
Z kolei Fagrskinna czy Knytlinga saga wzorują się na najstarszej, niezachowanej do dziś wersji Jómsvikingasagi, która wskazywała Haralda Sinozębego jako założyciela Jomsborga.
Wszystkie źródła mówią natomiast o bardzo podobnym motywie założenia osady, którym miały być zbrojne starcia i najazdy wymierzone w Sławian. 
Wyprawy te doprowadziły do opanowania Vendlandu i w konsekwencji do powstania grodu, który początkowo funkcjonować miał jako wojskowy obóz. 
Według sag Jomsborg stał się z czasem rozległym miastem z fortecą i dużym portem, przy którym znajdowała się kamienna wieża z katapultami. 
Najstarsze zapiski mówią, że port mógł pomieścić trzy statki, ale w późniejszych tekstach jest wzmianka o 360 okrętach.

Osadę zamieszkiwała zbrojna grupa wojowników zwana Jomswikingami, która miała za zadanie strzec duńskiego panowania nad okolicznym terytoriami. 
O jej kształcie i działaniach decydował zarządzający grodem jarl. 
Z czasem Jomswikingowie zaczęli podbijać także sąsiednie ziemie oraz najeżdżać wybrzeża Danii i Norwegii.
Ostateczny kres ich działalności położył w XI wieku Magnus Dobry, który najechał i zniszczył Jomsborg, z osadą łączy się także postać norweskiego króla Olafa Tryggvasona, który miał tam spędzić 3 lata. 

Już w X wieku Jomsborg uznał zwierzchność Mieszka I który opanował Wolin w 967 roku a potem też Bolesława Chrobrego a polski książe / król wyznaczał kolejnych poszczególnych jarlów / dowódców Jomsborga.
Natomiast u ujścia Odry, na Ranie (Rugii) i w innych okolicach południowego pobrzeża bałtyckiego, aż po Wagrię zaginął wszelki ślad po bytności wikińskiej. 
Prymat w całości przejęli Sławianie, pod koniec XI wieku już nie Vikingowie pustoszą Europe kontynentalną, lecz piraci sławiańscy napadają na wybrzeża duńskie, szwedzkie i norweskie, bałtyckie Wendy brały też prawdopodobnie udział w wyprawach Knuta Wielkiego na Anglię.
Statki Sławian przeprawiają się przez Bałtyk aż do dalekiej Birki, którą doszczętnie niszczą, dalej do Gotlandii, czy też okolic dzisiejszego Sztokholmu.

A FURRORE SCLAVORUM LIBERA NOS DOMINE – „od furii Sławian uwolnij nas Panie!” – tak modlili się mieszkańcy wybrzeży duńskich i skandynawskich, a dlaczego to o tym niżej

Pomijając legendarne walki Wizymira, który miał odebrać Danii m.in. Rugię i Skanię, główne działania chąśników przypadają na XII wiek, pomorscy piraci używali niemożliwych do pomylenia czarnych żagli. 
Na dziobie umieścili czaszki zwierząt lub ich wrogów, albo od czasu do czasu wyrzeźbili jakiegoś potwora w drewnie. 
Byli ubrani w dzikie drapieżniki, przeważnie wilki, rzadziej dziki i niedźwiedzie, a przed atakiem wydali wyjące dźwięki. 
Przed walką ochlapali swoje tarcze morską wodą i rytmicznie uderzyli bronią. 
Niektóre grupy intonowały pieśni bitewne, ale ci bardziej zorganizowani milczeli podczas walki, aby lepiej słyszeć rozkazy.
Pomorzanie i Ranowie byli z reguły ogoleni i podgalali też włosy do gołej skóry, co później robiła również polska szlachta, związku tu chyba nie ma ale powodowało to, że różnili się od praktycznie wszystkich swoich sąsiadów.
Zwyczaj podgalania głów był znany i praktykowany u wszystkich plemion lechickich czyli zachodniosławiańskich, chodząc w 1000 roku po Wolinie młode Sławianki szukające męża – wojownika wiedziały odrazu kto jest od Lechitów a kto jest na przykład ze Skandynawii, Ragnar z serialu Vikings z podgoloną łepetyną i ogoloną facjatą przypomina bardziej Rana czy Pomorzanina niż człowieka ze Skandynawii, to tak na marginesie.

Skandynawscy i sławiańscy piraci byli oczywistymi rywalami, jednak ich motywacje i cele były zupełnie inne, Skandynawowie potrzebowali nowych ziem i ludzi ze względu na problemy wewnętrzne. 
Brakowało im środków na utrzymanie ich niewielkiej, ale rosnącej populacji i cierpieli na problemy zdrowotne z powodu chowu wsobnego wywołanego przez trudny teren, który oddzielał nawet stosunkowo bliskie wioski i miasta. 
I odwrotnie, Pomorzanie mieli wszystko, czego potrzebowali do dostatniego życia; jedynymi motywami, którymi dzielili się z Norsemenami, była pasja do bogactwa i chwały. 
Mimo że bałtyckie Wendy nie miały ambicji kolonialnych, możemy powiedzieć, że to, czym są obecnie wyspy w południowej Danii, które znajdowały się pod ich kontrolą w tym czasie, miało status kolonii. Wiadomości te potwierdzają nazwy miejscowe z południowych wysp duńskich, niewątpliwie sławiańskie.
Wzdłuż południowych wybrzeży wysp duńskich powtarzają się nazwy takie, jak „Vindeby”, „Vindehalle”, Vindeltrp”, na wyspach Langeland, Aero, Tasinge, także Vindebyhalt na Zelandii.
Fakty te potwierdzają wyniki prac archeologicznych.
Na Falsterii przy rzeczce Fribrodre (Przybrodzie?) odkryto stocznię z końca XI w. w której dokonywano remontów łodzi bez użycia nitów żelaznych – drewnianymi kołkami, co uznaje się za charakterystyczne dla sławiańskiego szkutnictwa.

Prawdopodobnie największą różnicą pomiędzy piratami sławiańskimi i normańskimi jest fakt, że Sławianie kontynuowali to rzemiosło nawet po chrystianizacji; ich „złoty wiek” piractwa datowany jest na X-XII wiek, Skandynawowie przez cały wiek XII mieli stały kontakt południowym wybrzeżem Bałtyku, na ich penetrację kupiecką wskazują różne “importy” skandynawskie: ozdoby, narzędzia, broń. 
Dowodem obecności kupców – wojowników są również groby wikińskie.
Przybysze z drugiej strony Bałtyku bywali również współpracownikami Sławian w ich zbójeckich zajęciach. 
W późniejszych czasach, z których zdaje nam relację Sakso Gramatyk, Sławianie napadali na Danię tak często i intensywnie, że część mieszkańców wysp nawiązała z nimi współpracę i się im wysługiwała.
Szczególnie mieszkańców Laalandii i Falsterii podejrzewano wręcz o sprzyjanie słowiańskim piratom i o donoszenie im o ruchach duńskiej floty. 

I tak mieszkańcy Falstrii i Lolandii wykupywali się Sławianom dorocznym haraczem.
Wyprawę duńską na Sławian w roku 1158 organizowano w tajemnicy przez Laalandczykami i Falsterczykami: 

“Później Lalandczycy i Falstriaci dostali rozkaz przyłączenia się do floty, żeby wiedząc wcześniej nie powiadomili skrycie Słowian o sprawie”

Mieszkańcy Falsterii mieli też współpracować czynnie ze Sławianami, przetrzymując uprowadzonych przez nich jeńców, w duńskiej kronice czytamy : 

“Gdy Słowianie podążali powoli, Absalon zdziwiony opóźnieniem skierował się na Falstrię, skąd wysłał dwie łodzie z całej floty, żeby wybadały co wrogowie robią. Jednej z łodzi kazał powtórzyć Zelandczykom, drugiej zaś Falsterczykom, że, jak sądzę, jeśli u nich zdarzy się jeniec od wroga, reszta floty zaatakuje, żeby go uwolnić. Zelandczycy, którzy to usłyszeli, przywołali łódź i zapewniali, że dołożą starań, żeby nie było konieczności uwalniać niesprawiedliwie więzionych”

Swoich szpiegów miała również druga strona, dla biskupa Absalona pracował niejaki Nicolas Falstericus, donoszący o poczynaniach Sławian:

“Mikołaj Falsterski, ponieważ znał język narodu słowiańskiego, w celu wybadania wroga oddzielnie wysłany został do Jaromara”

Szpieg duński działał również na wyspie MØn, skąd miał donosić w zamian za srebro szpieg miał donosić o ruchach floty sławiańskiej:

“To mianowicie w tym miejscu umówione było płacenie 12 grzywien srebra rocznie. Ustalili więc, że jeśli więcej niż cztery pirackie okręty zaatakują Danię, powiadomi Absalona. Nie co innego skłoniło go do tego niż obietnica ocalenia, ponieważ przed układem z sobą zawartym wspierał piratów”

Był to więc przekupiony współpracownik piratów, używając współczesnego terminu – podwójny agent, po stronie duńskiej walczyli również uciekinierzy ze Slawii, jak na przykład, Przycław, syn Niklota, brat obodrzyckiego Przybysława.

flota

PRZYCZYNY PIRACTWA SŁAWIAN
Helmold włożył w usta księcia Przybysława słowa oskarżenia wobec Niemców, którzy zmusili Sławian do szukania szczęścia na morzu: 

„Wasi książęta bowiem z taką surowością nas łupią, że z powodu danin i najtwardszego poddaństwa nam lepsza jest śmierć niźli żywot. Oto tego roku my, mieszkańcy tego maleńkiego skrawka kraju, zapłaciliśmy księciu owe tysiąc grzywien, dalej hrabiemu tyleż set, a jeszcze nie wywiązaliśmy się ze wszystkiego, lecz uciska się nas codziennie i krzywdzi aż do całkowitego wyniszczenia”.

I dalej:

”W jakiż sposób znajdziemy czas na tę nową religię, by budować kościoły i przyjmować chrzest my, którym codziennie się zapowiada usunięcie z ziemi? Gdyby chociaż była okolica, do której moglibyśmy zbiec. Oto gdy przechodzimy Trawnę, czeka nas tam podobna klęska, gdy kierujemy się do rzeki Piany, spotyka ona nas również. Cóż więc pozostaje nam innego, jak opuścić ziemię,udać się na morze i zamieszkać w głębinach? Gdzie jest nasza wina, jeśli wypędzeni z ojczyzny siejemy niepokój na morzu i wymuszamy środki do życia od Duńczyków i kupców żeglujących po morzach? Czyż nie jest to wina książąt, którzy nas popychają do tego?”

W opinii Helmolda,przybywającego na probostwie w Wagrii i opisującego dzieje podboju i chrystianizacji tamtejszych ziem, Sławianin jest wręcz synonimem pirata, już we wstępie do swojej kroniki scharakteryzował pirackie zajęcia mieszkańców wybrzeża sławiańskiego: 

„To są plemiona Winulów rozsypane po krainach , ziemiach i wyspach morskich. Cały ten lud oddany jest bałwochwalstwu, przebywa stale w ruchu i podróży, uprawia piractwo godzące z jednej strony w Duńczyków, z drugiej – w Sasów. Dlatego już nie raz i na wszelkie sposoby wielcy cesarze i kapłani zadawali sobie trud , by owe buntownicze i niewierne szczepy przywieść w jakiś sposób do uznania imienia Bożego i łaski wiary świętej”

Pomorze na tamte czasy było bogate, na planszy wojownik bałtyckich Wendów i całe spektrum rodzajów broni której mógł potencjalnie używać.

wendy 1

Helmold wskazuje, że głównym obiektem ataków piratów była Dania:

“Albowiem Dania po większej części składa się z wysp otoczonych zewsząd morzem, przeto niełatwo ustrzec je przed najazdem piratów. Znajdują się tam bowiem przylądki bardzo odpowiednie na kryjówki dla Słowian, wyruszając z nich niepostrzeżenie napadają na nie spodziewających się z zasadzki. Słowianie bowiem są szczególnie mocni w nagłych i nieoczekiwanych najazdach. Dlatego to w ostatnim czasie ten zbójecki zwyczaj u nich do tego stopnia się zadomowił, że porzuciwszy niemal w całości pożytki, jakie daje uprawa roli, skierowali swe siły ku wyprawom morskim. Jedyną przeto pokładali nadzieję w okrętach i one stanowiły dla nich jedyne bogactwo”

Musimy pamiętać, że powyższe słowa Helmolda odnoszą się do późnego etapu podboju ziemi Obodrytów i Wagrów, uprawa roli na wciąż pustoszonych przez wojnę terenach nie miała sensu, oprócz tego Sławianie byli wypierani przez nowych osadników z zachodu w ramach niemieckiego Drang nach Osten. 

00

W tej sytuacji pozostało im tylko zdobywanie środków do życia na morzu, interesujące jest, że kapłani chrześcijańscy nie wahali się przyjmować u piratów gościny. Helmold przebywał u piratów – Cieszymira i Przybysława i pisał w swojej Kronice że nie ma ludu serdeczniejszego i bardziej gościnnego niż słowiański.

Po chrystianizacji Ranów mieszkańców Rugii nie nazywa się już piratami, choć trudno przypuszczać, że od razu pozbyli się starych przyzwyczajeń, trwało to napewno jedno lub dwa pokolenia zanim piractwo całkiem zarzucono.
Można sądzić, że dopóki Sławianie – Pomorzanie, Obodryci, Wieleci, znajdowali się „poza” ówczesna cywilizacją, a więc byli Poganami i nie podlegali chrześcijańskiemu księciu, każda ich działalność wojenna mogła być zwana „rabunkiem”, a oni sami „barbarzyńcami” czy „piratami”. 
Duńczycy mieli też swoich korsarzy, z usług których korzystali duńscy królowie. 
W roku 1164 duński król Waldemar pozostawił w zdobytej Wołogoszczy pirata Wethemanna, a dla piratów i rabusiów, rabujących swoich współplemieńców, również na Pomorzu nie znano litości. 
Na wolińskim Wzgórzu Wisielców odkryto grób interpretowany jako skazańca.
W grobie leżał mężczyzna bez głowy, która leżała obok, a między jego nogami odnaleziono ślady słupa. 
Wiemy, że obcięcie głowy i wystawienie jej na słupie koło uczęszczanego szlaku wodnego było w późnym średniowieczu sposobem karania piratów, widać więc że i wśród Sławian nie każdy pirat znajdował schronienie, a za wystąpienie przeciw miejscowemu prawu srogo karano.

e1865c2c2ceae1798ab00ae3c056920f

Bardzo opłacalne było uprowadzanie ludności, niewykluczone, że handel ludźmi mógł być jednym z fundamentów bogactwa Pomorza w X-XII wieku, ciężko jednak oszacować jego skalę. O handlu tym wspomina Gall Anonim:

„A ilekroć łupiąc Polskę przyprowadzali (Pomorzanie) ze sobą jeńców z działu Bolesławowego, to natychmiast wysyłali ich na sprzedaż na wyspy barbarzyńców, jeśli zaś cokolwiek , czy to łupy, czy ludzi, przez pomyłkę zagarnęli z działu Zbigniewowego, to bezzwłocznie i bez zapłaty mu to odsyłali”

Być może dlatego że brat Krzywoustego – Zbigniew był ze związku sławiańskiego Władysława Hermana i był „urodzony z Pomorzanki”

Pomorze było pośrednikiem przekazującym srebro ze szlaków bałtyckich do Wielkopolski i na Śląsk.
Wniosek z tego, że stąd pochodziła co najmniej część towaru – niewolników, jaki wymieniono na arabskie srebro, uprowadzaniem ludzi zajmowali się np. sławiańscy Obodrzyce. 

I tak w czasie wyprawy na Wagrię Niklot odszedł z łupem i jeńcami, a po jego śmierci proceder ten wcale nie zanikł, bo po zdobyciu Orle przez Niemców i Duńczyków: 

„Polecił książę, by ktokolwiek z Duńczyków znajdował się w grodzie jako jeniec odzyskał wolność. I wyszła ich olbrzymia liczba”

Podobne łupy uprowadził z Pomorza biskup Absalon, jak pisał Saxo : 

“Absalon jednak, pamiętając, że pomoc ta została przez niego przyniesiona wbrew rozkazowi króla, aby nie doświadczyć jego niechęci, postanowił łaskę , którą zraził sobie lekceważeniem,odzyskać za cenę łupów. Kazał więc pędzić przed sobą do obozu szeregi bydła i prowadzić jeńców i tym widokiem ułagodził nieco wzrok króla na swoje przybycie”

Po ostatecznym podboju Sławianie nadal napadali na Danię, ale tym razem na rozkaz saski:

„Książę [Henryk Lew] pełen oburzenia zwołał książąt słowiańskich i wezwał ich, by pomścili się na Duńczykach”. 

Następnie :

„Przybyło wojsko słowiańskie, zajęło całą ową ziemię, zburzyło kościoły, lud wzięło do niewoli, a każdego stawiającego opór zabijało mieczem”

Korzyści z jeńców były trzech rodzajów. Po pierwsze służyli jako siła robocza, o czym świadczy choćby wzmianka u Helmolda o rezultacie wyprawy krzyżowej z 1147 roku: 

„Z niewoli słowiańskiej zwolniono wszystkich starców i niezdatnych, zatrzymując pozostałych, których krzepki wiek czynił zdolnymi do pracy”

Po drugie można było jeńca sprzedać, wiemy, że niewolnikami handlowano na targu w Mechlinie – Meklemburgu: 

“Słyszałem od innych, że w Mechlinie naliczono w dzień targowy 700 jeńców duńskich przeznaczonych na sprzedaż, gdyby tylko było dość kupujących”

Po trzecie wreszcie, można za nich było otrzymać okup, którego cena była zróżnicowana w zależności od osoby jeńca, mniej cenni jeńcy nie mogli oczekiwać dobrego traktowania w niewoli: 

“Widzieliśmy kajdany i rozmaite narzędzia tortur, którymi dręczono chrześcijan przywiezionych z Danii. Ujrzeliśmy tam kapłanów Pana wycieńczonych długotrwałym przebywaniem w więzieniu i nie był w stanie pomóc im biskup ani siłą, ani przez wstawiennictwo”

Jeden dobry jeniec mógł być warty więcej, niż cała gromada innych.
Szczeciński możny, Miecław (‚Mizlao’), za namową biskupa wypuścił swoich brańców, ale najcenniejszych zatrzymał: 

„Gdy usłyszał, że wchodzi, jeniec trzymany w tamtym miejscu wydał z siebie płaczliwy głos i wyciągnął z jamy rękę. Poruszony tym sługa Boży Wodalryk zbliżył się, żeby widzieć kim on jest. Zobaczył młodzieńca nieszczęśliwie za kark, kolana i stopy związanego żelazem. I w najpewniejszej relacji tak od niego usłyszał: Sługo boży, ulituj się nade mną i wyślij swoich ludzi, żeby mnie wyciągnęli z tego straszliwego jarzma niewoli. Jestem synem księcia duńskiego i książę Miecław trzyma mnie tu związanego, aby mój ojciec dał mu pięćset grzywien”

Ataki na Danię miały być jednym z głównych powodów i pretekstów do wyprawy krzyżowej na Wendów w roku 1147 która generalnie zakończyła się fiaskiem: 

„Trzecia armia krzyżowców złożyła śluby podjęcia wyprawy na ludy Słowian, przede wszystkim na ludy Obodrytów i Luciców, którzy z nami graniczą, by pomścić śmierć i zagładę, którą przynieśli wyznawcom Chrystusa, szczególnie zaś Duńczykom”

Piractwo nasiliło się wraz z niemieckim podbojem, jednak kwitło także wcześniej i na innych terenach. 
Nie da się jednak tym samym wytłumaczyć ekspansji morskiej Pomorza, czy takich arcypiratów, jak Ranowie, wydaje się, że jedną z przyczyn była słabość Danii. 
Sławianie korzystali z walk wewnętrznych Duńczyków, rabując zajętych wojną domową, a także sami biorąc w niej udział w charakterze najemników, albo strony wspierającej któregoś pretendenta. 
Aktywność korsarska Sławian bynajmniej nie zaczęła się w XI czy XII wieku, ale dużo wcześniej… już norweski skald Guthorm Sindri opiewając czyny Hakona Dobrego (920-961) wspomniał, że Skania stanowiła siedzibę dla sławiańskich wojowników.

Wg przekazu Adama Bremeńskiego w ręce piratów sławiańskich wpadł król duński Swen Widłobrody, ale o tym samym wydarzeniu Thietmar napisał, że król duński musiał wykupywać się od Normanów.
Kwestia ta jest nie do rozstrzygnięcia, ponieważ z jednej strony Adam Bremeński korzystał z miejscowej i skandynawskiej tradycji, za to był bardziej oddalony w czasie, z kolei Thietmar, który nienawidził Sławian co można wyczytać między wierszami jego kroniki i choć niemal współczesny – wszystkie napady morskie z reguły przypisywał Normanom.

Ciekawą sprawą jest również fakt że cesarz niemiecki wymienia Morze bałtyckie jako „Mare Rugianorum” w liście w 946 roku.

mare rugianorum

Z wieku XII mamy wiele szczegółowych informacji między innymi od Saxo Gramatyka i Helmolda, wynika z nich, że piraci sławiańscy, byli wręcz zadomowieni w Danii. Flota Sławian pojawiała się koło Fiony:

 „Krótko potem siły Słowian taką na Fionii uczyniły klęskę, że gdyby ponownie czegoś takiego doświadczyła, pozostałaby nieuprawiana, a dochody z niej zmniejszone do połowy, całkiem zostałyby zrujnowane”

Inny razem burza rozbiła flotę Sławian i wyrzuciła ją na wybrzeże Hallandu: 

„Tejże nocy flota Słowian płynąca na Hallandię w sile 1500 statków rozbiła się. Ci, którzy żywi wydostali się na brzeg, byli zabijani żelazem”

Gdy wojsko Sławian pustoszyło Falsterię i Zelandię, Sakso Gramatyk narzekał:

„W tym czasie bezczelność Słowian długo karmiona nieszczęściami Danii, (…) zaatakowała nas okrutnie piractwem”

Wyspy wykupywały się piratom, nie dowierzając swojej sile militarnej.
Na pustkowiach powstawały siedziby piratów, którzy z bliska nękali Duńczyków.
Ciągły rabunek rujnował rolnictwo, bano się przewozić pieniądze między wyspami w obawie przed napadami. Sławianie nękali także napadami siebie nawzajem.
I tak pretendujący do tronu księstwa obodrzyckiego:

“Henryk, syn Gotszalka, opuścił Danię, by powrócić do ziemi swoich ojców. Atoli ponieważ mu Krut zamknął w całości dostęp, ów zebrawszy pewną liczbę okrętów duńskich i słowiańskich uderzył na Starogard i cała prowincję nadmorską Słowian i uprowadził z niej ogromny łup. A gdy dokonał tego po raz drugi i trzeci, powstał wielki popłoch wśród wszystkich Słowian zamieszkujących wyspy i brzeg morza”

Podobnie postąpił niejaki Race z rodu Kruta, tyle ze wobec Lubeki.
Jak widać odwetowym, rabunkowo – niszczycielskim najazdom wewnątrz sławiańskim sprzyjały konflikty dynastyczne, osobne miejsce należy się Ranom.
I tak Helmold wspomina o dwóch najazdach Ranów na Lubekę.
Wyprawa za życia księcia Henryka zakończyła się ich porażką dzięki posiłkom niemieckim, natomiast po śmierci Henryka Lubeka została przez Ranów spalona:

“ Wszakże niewiele upłynęło czasu, a oto Rugianie uderzyli na pozbawione okrętów miasto i zburzyli przedmieście wraz z grodem”

Wg Helmolda Sławianie napadali też Sasów i to razem z Duńczykami:

„Również Duńczycy, korzystając z pomocy Słowian pustoszą najpierw Nordalbingów, następnie Sasów załabskich, napawają też Sasów wielkim przerażeniem”

Sakso Gramatyk pisał o wzajemnych rabunkach między plemionami niemieckimi:

„Rozumie się, że Fryzowie wraz z Holzatami i Ditmarszami, liczący na bezkarność z powodu nieobecności zarządcy, przybywali za dnia dla rabunku, w nocy dla kradzieży, i, gdzie władza nie sprostała, grabili nawet najgłębsze części grobów rozkopując je motykami, w podkopach ukrywali się przed strażami”

Tak więc wszyscy mieszkańcy wybrzeży Bałtyku rabowali u sąsiadów nie wyłączając nadmorskich plemion niemieckich – Nordalbingów, Helmold nie miał o nich najlepszego zdania: 

“[Hrabia Adolf] wiele zaś trudu włożył w poskramianie buntów Holzatów. Lud to bowiem był wolny i zawzięty, nieokrzesany i nieujarzmiony, odmawiający dźwigania jarzma pokoju”

Trudno w tym wszystkim odróżnić działalność zbójecką od wojennej.
Kronikarz napadanego ludu nazywa napastników rabusiami i piratami, natomiast swoich gdy napadają i rabują uważa za wojowników.

Siedziby piratów znajdowały się wzdłuż całego wybrzeża sławiańskiego.
Sakso pisał o brzegach rugijskich i lutyckich zatokach jako o siedzibach piratów: 

“[Absalom i Krzysztof] nie zadowolili się rodzimymi morzami, ale przeszukiwali i wybrzeża rugijskie i zatoki lutyckie”

Złą sławą siedziby pirackiej cieszyło się wybrzeże Wagrii. 
Starogardzkie możnowładztwo trudniło się niewątpliwie korsarstwem.
Już Adam Bremeński wspomniał o piratach zamieszkujących sąsiednią wyspę Fehmarn, a Helmold napisał, że Starogard i cała Wagria była zamieszkana przez najwaleczniejszych mężów ze względu na ciągłe walki z Sasami i Duńczykami. 
Przez całą pierwszą połowę XII wieku pobliskie wybrzeża pełne były siedzib pirackich, a wśród nich Starogard zajmował czołowe miejsce.

Wyprawy morskie nie mogły być podejmowane przez wyzutych z ziemi wieśniaków.
Organizacją łupieskich wypraw zajmowali się możni, bądź sami książęta.
U Wagrów był to na przykład, wspomniany przez Helmolda Rochel:

„a książę tego kraju zwał się Rochel; pochodził on z rodu Kruta, a był straszliwym piratem i bałwochwalcą [pirata et idolatra maximus]”

Ten stan rzeczy utrzymał się jeszcze jakiś czas po opanowaniu Wagrii przez Adolfa Holsztyńskiego, mimo podboju niemieckiego pozostawiono wybrzeże dawnym mieszkańcom :

„Zaś Starogard i Lutjenburg oraz inne ziemie położone nad morzem dał hrabia do uprawy Słowianom, zobowiązując ich do płacenia czynszu”

W kronikach są też ciekawe paradoksy, Sławianie – Poganie są „barbarzyńcami czcącymi demony” ale już po chrzcie dla tych samych ludzi jest zachwyt i podziw np. Helmold zachwycał się jak to „nasi Sławianie” dali łupnia Duńczykom :

“Syn zaś królewski imieniem Krzysztof, urodzony z nałożnicy, udał się z tysiącem pancernych, jak podają, do Starogardu,który po duńsku nazywa się Brandenhuse i spustoszyli jego nadmorskie tereny. (…) Gdy Duńczycy wycofywali się, poszli Słowianie za nimi w ślad i odbili swoje straty dziesięciokrotnie”

Wspomniany Rochel od Kruta nie był jakimś wyjątkiem, możnym organizującym wyprawy pirackie był np. Wyszak – właściciel 6 statków, cudownie ocalony z duńskiej niewoli. Jego pomnik stoi dziś na Wałach Chrobrego w Szczecinie.

00

Możnym jest również Mścisław, przetrzymujący zakładników.
Oprócz tych postaci, niewątpliwych piratów, w źródłach występują też inni pomorscy, obodrzyccy i rugijscy panowie. 
Kimś takim był wyżej wspomniany Przybysław, który tłumaczył misjonarzom przyczyny sławiańskiego piractwa. 
Inny możny to Cieszymir, u którego przetrzymywano uprowadzonych chrześcijan.
Z Pomorza znamy kolejną postać, Niedamira, właściciela co najmniej 3 łodzi.
Nie wiemy o jego dokonaniach pirackich, ale z pewnością odbywał dalekie podróże, ponieważ chrześcijaninem został w Saksonii, inny Pomorzanin, mieszkaniec Szczecina, Domasław, również został chrześcijaninem zapewne na obczyźnie, natomiast po małżeństwie ze Szczecinianką wrócił do obyczaju pogańskiego.
Duże znaczenie kupców – wojowników potwierdza relacja Sakso Gramatyka o Domaborze, możnym rugijskim, prowadzącym negocjacje z Danią w imieniu Ranów.

Szczególnie wyraźnie widoczne jest znaczenie polityczne możnych na Pomorzu. 
W żywotach Ottona z Bambergu ciągle jest mowa o jakichś radach możnych, spotkaniach i o negocjacjach z nimi, a oprócz księcia, także “sclavicae nobilitatis” składają hołd duńskiemu królowi po podboju Pomorza. 
“Sapientiores”, “primores”, “primates”, “nobiles acpotentes”, “maiores natu ac sapientiores” – ludzie ci decydowali o losach miast. 
Była to niewątpliwie warstwa kupiecko-piracka opierająca się również na własności ziemskiej, posiadająca do dyspozycji siłę niewolną i ludność uzależnioną w wyniku rozmaitych procesów gospodarczych. 
Wydaje się, że to działalność przede wszystkim tej grupy była motorem morskich wypraw rabunkowych ponieważ mieli środki, mieli łodzie i cieszyli się autorytetem.
Wyprawy na Duńczyków były też organizowane przez książąt pomorskich – wyprawę na Konungahelę o której zaraz będzie poprowadził Racibor zwany Królem Morskim.

Helmold wspomina również o “jaskini zbójów” – przystani piratów nad rzeczką Krempiną, w rejonie dzisiejszego Neustadt.
Zatoki i ujścia rzek od Trawny aż do Piany dawały schronienie piratom. 
Siedzibą piracką był niewątpliwie gród Orle nad Warnawą, gdzie przetrzymywano mnóstwo jeńców duńskich, również Dubin był wg Sakso siedliskiem piratów: 
“Wkrótce Dubin, znany piracki gród, został oblężony z dwóch stron…”
Nie inaczej postrzegano wyspę Rugię. W relacjach Sakso i Helmolda każdy mieszkaniec tej wyspy to w zasadzie synonim rozbójnika morskiego. 
Bardzo złą sławą okrutnych zbójów cieszyli się Wkrzanie, którym w 954 roku w walkach z Niemcami pomagał Siemomysł – ojciec Mieszka I.

Również miasta nad Pianą – Wołogoszcz, Uznam, Godźków – dały się we znaki mieszkańcom duńskich wysp, zamknięcie ujścia Piany dla piratów było jedną z przyczyn najazdów duńskich roku 1163: 

„Co więc dla nich przed królem postanowił, że nie tylko sami będą poddanymi, ale także nikogo z piratów do ujścia swojej rzeki nie dopuszczą i tym samym postanowieniem będą trzymać je bezpiecznym”

i w 1164 :

“Następnie latem ponowili wyprawę; ponieważ Wołogoszczanie podwójnie złamali sojusz; oto i rugijskich sojuszników przez bramę poza mury wypędzili i piratom pozwalali wypływać przez ujście rzeki Piany”

Z tym wszystkim wiązać się miało wciąż uprawiane, mimo niemieckiego podboju, „bałwochwalstwo” czyli pogaństwo : 

„Nadal bowiem składali oni ofiary demonom a nie Bogu i dokonywali łupieskich napadów na ziemię duńską”(Saxo Gramatyk)

Takie połączenie, morskiego rabunku, groźniejszego niż lądowego, bo bardziej nieprzewidywalnego,współżycia z dzikim i wzbudzającym strach morskim żywiołem, oraz trwanie w pogaństwie czyniło ze Sławian w oczach okolicznych chrześcijańskich ludów prawdziwe demony w ludzkiej skórze. 

Należy dodać, że także organizacja plemienna Sławian, nie tylko wczesnofeudalna, niejako sankcjonowała rozbój. W sławiańskiej kątynie losowano gdzie ma odbyć się wyprawa (pieszo czy łodziami), więc to bóg Wendów wskazywał cel napadu. 
Część łupów oddawano na ofiarę bóstwu plemienia, resztę zachowywano.
W ten sposób piractwo nie było moralnie złe, bo rabunek dokonywał się „przy współudziale i za zgodą” sławiańskich bogów.
SWAROŻYC (wróżba z konia i włóczni) i WELES (losy zakopane wcześniej z ziemi) dawali „zielone światło” na viking i byli niejako „wspólnikami’ pirackich wypraw jeśli obie wróżby wypadły pomyślnie. W rzeczywistości dla niektórych pomorskich plemion głównym źródłem wzrostu gospodarczego było piractwo, np dla Ranów.

wends 5

Rani lub Rujani (niemiecki : Ranen , Rujanen) czyli Ranowie były plemieniem zachodniosławiańskim mieszkającym na tej wyspie która dziś leży w północno-wschodnich Niemczech.
Mówi się że Ranowie byli odpryskiem Obodrzyców jak również mogli być czy poprostu byli związani ze starożytnymi Rugiami, Skirami i Swebami których są potomkami.
Jako ciekawostkę dodam że Ranowie też używali czarnych żagli, jak Pomorzanie którzy w listach książąt pomorskich nazywają ich „naszymi braćmi” czy „serdecznymi przyjaciółmi” (być może wspólny rodowód od Kruta jak pisał Żeromski) zupełnie jak 500 czy 600 lat wcześniej flota Genzeryka na Mare Vandali (Mare Nostrum – Morze Śródziemne) bo Vandali też śmigali na czarnych żaglach, czy to zbieg okoliczności czy poprostu pamięć o przodkach czyli Vandalach? 
Byli jednym z ostatnich, którzy najdłużej trzymali się slawiańskiego Pogaństwa, a wpływ ich centrum religijnego na Arkonę sięgał daleko poza plemienne granice.

„Ranowie zaś, których inni nazywają Rujanami, są ludem okrutnym, mieszkającym w środku morza. Nade wszystko oddani bałwochwalstwu, dzierżą pierwszeństwo wśród wszystkich ludów słowiańskich, posiadają króla i bardzo sławną świątynię. Stąd też z powodu szczególnej służby bożej w tejże świątyni zajmują pierwsze miejsce w poważaniu i choć sami nakładają jarzmo poddaństwa na innych, sami żadnego jarzma nie znoszą…” (Helmold)

Na karty historii dostali się dzięki kilku ówczesnym kronikarzom, głównie biskupom pełniących rolę dzisiejszych ‚rzeczników prasowych’ pracujących na rzecz władców ościennych (Dania, Polska, Cesarstwo Niemieckie). 
Każdy z nich kombinował jak tylko mógł by zawładnąć bogatą wyspą i przebogatym skarbcem pogańskiej świątyni w Arkonie stanowiącej centrum kultowe całej zachodniej Slawii.
Ostatnie w Europie wielkie sanktuarium kultu Świętowita leżało w miejscu obronnym, na wysuniętym w morze cypelku półwyspu Wittow, dla pewności odcięte od reszty wyspy głęboką fosą i masywnym wałem.

arkona szkic

Punkt szczytowy słowiańskiego piractwa przypada na pierwszą połowę XII wieku. 
Król duński Magnus Dobry, który najczęściej wyprawiał się na Sławian, był świadkiem początków ich korsarstwa.
Około 1043 roku Magnus wyprawia się na Wolin, niszczy dawny wikiński gród Jomsborg, po czym w drodze powrotnej w pobliżu Rany przegrywa bitwę morską z tymi wyspiarzami.
Jednak około 1059 roku Ranowie zostali zmuszeni do płacenia trybutu królowi duńskiemu Swenowi Estrydsenowi. 
Zależność ta była także tymczasowa, trwała bowiem do około 1086 roku.
Pomimo owej zależności Ranowie przejawiali ogromną aktywność na morzu. 
Pisał o nich około 1070 r. Adam Bremeński a „Saga rodu Knytlingów” wielokrotnie wspomina o napadach Ranów i Pomorzan na statki kupców skandynawskich. 
Ale nie tylko źródła pisane mówią o agresywnej działalności Ranów na morzu.
Ponownie musieli Ranowie ugiąć się pod jarzmem duńskim około 1100 roku, w tym bowiem czasie król duński Eryk Dobry (Eiegod), pamiętając, że byli oni niegdyś zależni od króla Swena Estrydsena, przedsięwziął wyprawę zbrojną.
Źródła skandynawskie nie wspominają o żadnych większych przedsięwzięciach piratów słowiańskich na przestrzeni lat 1100-1136. 
Ale był to spokój tylko pozorny. 
Ranowie szczególnie dali się we znaki mieszkańcom wybrzeży duńskich.
Wyspa Rana wraz z sąsiednimi wysepkami, półwyspami, głęboko w ląd wciętymi zatokami oraz płytkimi cieśninami, wreszcie samym położeniem na skrzyżowaniu wielkich szlaków handlowych na Bałtyku, stwarzała wymarzone warunki do morskiego rozbójnictwa, nie ominęli też Ranowie tej sprzyjającej okoliczności. 
W rozboju znaleźli tyle uroku, że z czasem uznali go za nie przynoszący ujmy zawód.
Organizowane przez nich niewielkie ekspedycje wyprawiały się po żywność, zaspokajając równocześnie podstawowe potrzeby powstającej klasy feudałów. 
Siła tych wypraw leżała w nagłym, niespodziewanym ataku. 
Szybkie i zwrotne statki Ranów mogły w krótkim czasie przerzucić całą ekspedycję na wrogie wybrzeże a ich siły zwiększyły się do kilkudziesięciu, a nawet setek łodzi, z których wszystkie mogły również transportować konie. 

ŁODZIE

Pomorskie okręty przeznaczone do piractwa na otwartym morzu były zazwyczaj adaptacjami statków handlowych. 
W tym przypadku dokonano modyfikacji drewnianych osłon po bokach, które zostały dodatkowo podniesione w celu ochrony przed pociskami. 
Część statku została zarezerwowana dla trzymania dwóch koni na pokładzie. 
Największe pomorskie okręty wykorzystywane do piractwa w XII wieku mogły pomieścić 44 ludzi i 2 konie i miały około 20 m długości. 
Oczywiście potrzebne były też lżejsze i bardziej wyspecjalizowane jednostki dla rzek i wybrzeży. 

Łodzie sławiańskie z okresu wczesnego średniowiecza miały charakterystyczne cechy konstrukcyjne: wykonywano je z dębiny, w sylwecie przypominały łodzie wikingów, dna miały spłaszczone (chociaż wytwarzano je z klepek łączonych na zakładkę).
Technika budowy wywodziła się ze sposobu, w jaki modyfikowano dłubanki, przytwierdzając do nich klepki burtowe, a następnie mocując do ich boków usztywnienia, wręgi.
Łodzie klepkowe budowano podobnie.
Do stępki mocowano najpierw dziobnicę i tylnicę.
Wycinano je z naturalnie wyrośniętych krzywulców, nadając zazwyczaj ich zewnętrznym krawędziom łukowe, zaokrąglone kształty.
W rezultacie łodzie miały podobnie uformowane dzioby i rufy, a połączone ze sobą stępka, dziobnica i tylnica stanowiły tzw. zestaw trzonowy.
Gdy był gotowy, układano kolejno, na zakładkę, pasy poszycia i mocowano je od tylnicy ku dziobnicy tak, by ewentualne łączenia dwóch klepek w pas zamykane były zgodnie z opływem wody.
Styki uszczelniano mchem i spajano drewnianymi kołkami o średnicy 10–15 mm, które z powodzeniem zastępowały żelazne gwoździe, wówczas jeszcze rzadko stosowane na Słowiańszczyźnie.
Po umocowaniu znacznej części poszycia lub po zakończeniu jego układania, wstawiano do środka usztywnienia (taki sposób budowy kadłuba nazywany jest techniką skorupową).
Były nimi denniki – belki lub krzywulce dopasowywane do miejsca przylegania, oraz przedłużające je na burtach wręgi.
Nad dennikami układano poziomo belki, które pełniły też funkcje ław. Usztywnienia były mocowane do klepek poszycia drewnianymi kołkami o większej niż w szwach poszycia średnicy (do 30 mm).
Do zachowania kierunku używano steru-wiosła lub specjalnej szerokiej płetwy mocowanej przegubowo do burty (zawsze prawej) w rufowej części kadłuba.
Głównym napędem słowiańskich łodzi morskich był od około X wieku prostokątny żagiel, rozpinany na maszcie stawianym w specjalnym klocu mocowanym do wręgów.
W wypadku braku wiatru poruszano łódź wiosłami opieranymi w dulkach-widełkach z naturalnych krzywulców, mocowanych do górnych krawędzi burt lub w specjalnie wyciętych otworach w klepkach burtowych.
Z końca XII wieku pochodzi najstarsze przedstawienie łodzi sławiańskiej, ukazanej na jednej z kwater drzwi katedry gnieźnieńskiej, obrazujących sceny z życia św. Wojciecha.

Główną przewagą okrętu słowiańskiego nad skandynawskim było to, że mógł on pływać po płytkich wodach. 
Piraci rzucali długie haki, aby złapać wrogie statki i przyciągnąć je bliżej. 
Czasem wiązali kilka statków, tworząc „mury” lub „mosty” na rzekach i w taki sposób mogli przechytrzyć swoich wrogów. 

Na zdjęciu Królowa południowego wybrzeża Bałtyku czyli łódź bojowa Orunia I która miała :
9 par wioseł, 18-20 piratów na pokładzie, wymiary w przybliżeniu :
13 metrów długości, 2,5 metra szerokości, 0,7 metra wysokości.

Odnaleziona w 1931 roku w Oruni koło Gdańska. 

aało

A tu zdjęcia po jej odrestaurowaniu, skleiłem cztery w jedno :

Łodzie z Ralswieku (Rugia) – w 1967 i 1968r. znaleziono tam fragmenty statków handlowych z IX – X w. z których największy miał 13-14 m długoci i 3-4 m szerokości.
Zbudowane były z desek dębowych, miały poszycie klinkierowe a poszczególne klepki łączone były z wręgami przy pomocy drewnianych kołków.
Szczeliny zapychano pakułami i zalewano smołą.

00

W 1153 roku Duńczycy stworzyli rozkaz rycerski, który działał na morzu i który istniał, aby chronić duńskie wybrzeże przed piratami.
Helmold opisuje, że duńscy żołnierze obawiali się szalonych Ranów którzy, jak twierdzi, szczególnie lubili walczyć z Duńczykami i atakowali w środku nocy.
Opisuje również, w jaki sposób jeden rycerz, znany ze swojej odwagi, gdy zobaczył czarne żagle na otwartym morzu, podniósł żagle w przeciwnym kierunku i, jak twierdzi Helmold, nawet zaszył dodatkowe kawałki materiału, aby złapać więcej wiatru i szybciej uciec, ale strach nie zawsze był jednostronny. 
Czasami zdarzały się dość niedorzeczne sytuacje, kiedy dwie floty czekały, aż mgła się podniesie, tylko po to, by zacząć uciekać na widok drugiej floty.
Czasami zdarzały się przypadki „grywania myśliwego i zdobyczy”. 

Lekka kawaleria, którą także transportowano morzem, zapewniała szybkość na lądzie, co decydowało niejednokrotnie o zaskoczeniu osad położonych dalej od brzegu morza. 
Konie pozwalały równocześnie na szybką ucieczkę w wypadku grożącego niebezpieczeństwa.
Zupełnie inny charakter miała wspólna wyprawa Ranów, Pomorzan, Obodrytów i Luciców na stolicę Danii Roskildę w roku 1135. 
Jakie były przyczyny tej wyprawy, jaki przebieg działań, czy zdobyto tylko miasto, czy także i gród, nie da się niestety odpowiedzieć. 
Sam fakt jednak, że zaatakowano stolicę nieprzyjacielskiego kraju, a więc miejsce zazwyczaj dobrze bronione, świadczy o dużym rozmachu tej wyprawy.

Ale największy sławiański i piracki rajd odbył się pod przewodnictwem pomorskiego księcia Racibora I z dynastii Gryfitów. 
Wielu badaczy sugeruje, że zainspirował i zasponsorował go Bolesław Krzywousty, który chciał w ten sposób osłabić Duńczyków.
Inna wersja mówi że był to niejako atak wyprzedzający bo Duńczycy potajemnie zjednoczyli się z Saksonami, aby zakończyć sławiański „terror” na Bałtyku. 
Pomorscy szpiedzy odkryli spisek, a Racibor zgromadził olbrzymią flotę, by rzucić się na duńskie wybrzeże i zniszczyć całą flotę wroga, po czym spalił chrześcijańskie serce Skandynawii, Konungahelę.
To położone w głębokim, utworzonym przez uchodzące do morza wody rzeki Götafeld fiordzie, w odległości 10 km od jej ujścia miasto pełniło rolę ważnego ośrodka morskiego i lądowego handlu Norwegii. 
Od strony morza broniły go wysokie i strome brzegi fiordu, od lądu natomiast potężny gród.

Wyprawa miała charakter ogólnosławiański. 
Jak podaje Snorre Sturlason, miało być 650 statków sławiańskich, na każdym z nich 44 ludzi i dwa konie. 
A zatem 28600 ludzi! 
Być może jest to zawyżona liczba co wcale nie umniejsza rozmachowi tej wyprawy.
Ludność Rany oblicza się dla tego okresu w granicach 15,000-20,000 ludzi.
Według obliczeń historyków-demografów dla społeczeństw rolniczych – do nich bowiem zaliczamy Sławian połabskich, a wśród nich i Ranów – w XII wieku wystawienie 1 wojownika na 10 mieszkańców to maksimum możliwości. 
A przecież dziejopisowie zgodnie świadczą, że Ranowie mieli obok Pomorzan najpotężniejszą flotę, czyli wg tych obliczeń byli zdolni wystawić 2000 wojowników. 
Tyle samo Pomorzanie, a nieco mniej Lucice i Obodryci. 
Liczba 10,000 wojowników przedstawia realne możliwości Sławian połabskich i Pomorzan, do tego jakieś zaplecze cywilne jeśli było, to wszystkich ludzi atakujących Konungahellę mogło być w granicach 15,000 co w sumie tylko jest na plus Sławian bo 2 x mniejszymi silami niż opisują to Skandynawowie zgnietli te dobrze ufortyfikowaną twierdzę.
Mieszkańcy Konungaheli zostali zaskoczeni całkowicie. 
Czytałem opisy bitwy po angielsku i wg nich np. Racibor musiał dyscyplinować wściekłych i agresywnych Ranów którzy wtedy byli Poganami i wpadali w szał bitewny, a on był już chrześcijaninem i były z tym problemy plus komplikacje wynikały z tego że książe pomorski nie chciał mieć reputacji pirata i łupieżcy tak oficjalnie do końca natomiast Ranowie łupili wszystko i wszystkich bez wyjątku nie zważając na „reputację” 

Większość mieszkańców była na wczesnej mszy, gdy do kościoła wpadł konno niejaki Ejnar z wieścią, że nieprzyjacielski statki ukazały się we fiordzie. 
Natychmiast też ludność przystąpiła do obrony, ale już Sławianie, którzy szczęśliwie ominęli wbite w dno fiordu pale, stoczyli bitwę z flotą norweską. 
Mieli stracić w niej 170 okrętów, jednocześnie flota norweska przestała istnieć. 
Po bitwie w porcie Wendy wysiadły na ląd i przystąpili do oblężenia grodu.
Miasto stało się łupem najeźdźców, jedynie potężnie obwarowany gród bronił się zaciekle, ale po długiej walce obrońcy Konungaheli musieli ulec. 
Wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn i kobiety Sławianie wzięli do niewoli, rannych, niedołężnych lub zbyt młodych podobno zabili. 
Ruiny grodu i miasta stały się ofiarą ognia. 
Konungahela, jedno z największych miast handlowych, przestała istnieć.
Dotkliwa klęska Norwegów stała się przyczyną kilku następnych po sobie wypraw odwetowych. 
W następnym roku roczniki duńskie odnotowują 3 starcia Skandynawów ze Sławianami.
Sigurt Slembe, wielmoża norweski, którego interesy zapewne bezpośrednio zostały naruszone w Konungaheli, przedsięwziął na własną rękę 2 wyprawy przeciwko grasującym na Bałtyku statkom sławiańskim. 
W pierwszej bitwie w okolicach Zelandii zwyciężył, zniszczył 8 statków, a ich załogi wymordował. 
Niedobitków, którzy dotarli do lądu, powiesił, jak to zwykle czyniono z piratami. 
Podobny był wynik drugiej bitwy morskiej Sigurta Slembe z piratami sławiańskimi, która się rozegrała między wyspami Man i Arö.
Podczas gdy Sigurt Slembe zdobywał na polach bitew ze Sławianami opiewaną później przez skaldów sławę, w Danii trwały przygotowania ogólnopaństwowe do rozprawy ze sławiańskimi rozbójnikami morskimi. 
Król duński Eryk II Emune zdecydował się wyprawić na Ranów, gdyż ci swymi napadami na wybrzeża wysp duńskich najbardziej dawali się we znaki. 
Ogromna flota duńska, licząca według Saxo Grammatyka 1100 łodzi morskich, co oczywiście jest znowu kronikarską przesadą, wypłynęła na podbój Rany. 
Celem ataku stała się Arkona – centralny ośrodek kultu religijnego wyspiarzy. 
Uprzedzeni Ranowie zamknęli się w grodzie i rozpoczęło się długotrwałe oblężenie.
Ranowie zorganizowali odsiecz: idąc nocą wzdłuż brzegu po znanych tylko rybakom mieliznach, zaatakowali nie spodziewających się z tej strony uderzenia Duńczyków. 
Mimo olbrzymich strat we flocie Duńczycy nie odstąpili od grodu, który nie był przygotowany na długotrwałe oblężenie i zmożona głodem Arkona poddała się. 
Obrońcy jej zobowiązali się przyjąć chrześcijaństwo pod warunkiem, że świątynia i posąg Świętowita nie zostaną zniszczone.
Król Eryk Emune pozostawił na wyspie biskupa misyjnego i towarzyszących mu misjonarzy, aby szerzyli chrześcijaństwo, a sam, zaniepokojony zamieszkami w Danii, zmuszony został do zwinięcia wyprawy i pośpiesznego powrotu do kraju, gdzie wkrótce zginął w wirze walk dynastycznych.
Skoro tylko zniknęły w morskiej dali żagle duńskich statków, Ranowie wypędzili duńskiego biskupa, sami natomiast pozostali wierni pogańskiemu Świętowitowi.
Duńczycy brali udział w krucjacie 1147 roku mimo uciążliwych dla kraju pirackich napadów Sławian. 
Ranowie wyludnili duńskie wybrzeża na całe dziesięciolecia!!!

Nic w tym dziwnego, w nieszczęsnym bowiem dla Danii okresie między śmiercią króla Mikołaja w 1134 roku a objęciem władzy przez Waldemara I Wielkiego w 1157 roku, wyspy duńskie wielokrotnie stawały się łupem korsarzy sławiańskich. 
Krucjata z 1147 nie odwróciła Sławian od rozbójniczego procederu na morzu. 
Wprost przeciwnie, Ranowie, których powaga wśród innych plemion Sławian połabskich po zwycięstwie przy ujściu Warnawy nad Duńczykami wzrosła do maksimum, zaczęli przejawiać nie spotykaną dotąd inicjatywę. 
Ich korsarska działalność doprowadziła do zamarcia handlu bałtyckiego, niejednokrotnie też uniemożliwiła swobodną żeglugę pomiędzy poszczególnymi wyspami duńskimi.

Mnisi z klasztoru w Kołbaczu zamieścili w swym roczniku pod datą 23 i 24 maja 1150 roku następującą notkę: 

„Była bitwa koło Arkony w Slawii, po czym Sławianie wyprawili się na Skanię”. 

Niewątpliwie przyczyną wyprawy Skanów na Ranów była chęć odwetu za sromotną porażkę, którą ci ponieśli w czasie nieszczęsnej krucjaty przed trzema laty przy ujściu Warnawy, ale były i głębsze przyczyny tego przedsięwzięcia. 
Zamknięcie handlu bałtyckiego oraz łowisk śledzi przy brzegach wyspy Rany dla chrześcijan postawiły Skanów wobec rozpaczliwej wprost sytuacji gospodarczej. 
Groził głód. 
Jedynym wyjściem było uderzenie w sprawców tego stanu, ale duńska wyprawa nie powiodła się. 
Skanowie ponieśli klęskę, na domiar złego Ranowie wyprawili się natychmiast na wybrzeże skandynawskie, które pirackim zwyczajem spustoszyli, doprowadzając kraj do jeszcze większej ruiny gospodarczej.
Nie słabnąca aktywność Sławian zmusiła Duńczyków do pewnych kroków obronnych, konieczność tego zrozumiał jeden z pretendentów do tronu duńskiego Swen Grade, który u brzegu wyspy Fionii i Zelandii zbudował dwa grody….

„aby były postrachem dla piratów i schronieniem dla mieszkańców”

jak pisał Saxo Gramatyk, ale nie na wiele się zdało to przedsięwzięcie. 
Przypuszczalnie w roku 1151 Sławianie nagłym atakiem zburzyli doszczętnie oba nowo zbudowane grody, po czym stoczyli bitwę, w której Swen Grade, „walcząc z wielkim męstwem”, poniósł klęskę.

W roku 1153 stolica Danii Roskilde już po raz drugi stanęła w obliczu niebezpiecznego najazdu Ranów i pomorskich Wendów. 
Sławianie, dysponujący olbrzymią liczbą statków, rycerzy i koni, dowiedziawszy się, że książę Waldemar wyjechał ze stolicy, postanowili ją zaskoczyć. 
Dlatego też nie palili osad w okolicy, aby ich dymy pożarów nie zdradziły. 
Konnica zdołała dotrzeć do murów miasta, gdzie doszło do starcia z oddziałem pod dowództwem rycerza Ratulfa. 
To pierwsze starcie zadecydowało o losie wyprawy. 
Duńczycy zdołali w tym czasie zorganizować obronę, a przedłużenie się bitwy pozwoliło im przejść do ataku. 
Sławianie musieli pośpiesznie powrócić na statki, nie był to jeszcze koniec działań zbrojnych. 
Swen Grade, w polityce wewnętrznej przeciwnik Waldemara, rozumiejąc, jaką groźbę stanowią Sławianie dla Danii jako całość, uderzył na ich powracającą z Zelandii flotę i odniósł nad nią zwycięstwo. 
Nie na wiele się to zdało. 
Najazdy Sławian nie tylko nie ustały, lecz przeciwnie, jeszcze się wzmogły!!!

W Roskildzie, która już dwukrotnie przeżywała najazdy piratów sławiańskich, utworzono specjalny zakon rycerski, którego celem miało być zabezpieczenie wybrzeży duńskich przed podobnymi najazdami. 
Początkowo „zakon”, który zresztą nie różnił się od innych organizacji korsarskich, posiadał zaledwie 28 statków, ale wojna z rozbójnikami sławiańskimi pozwoliła mu zgarnąć 82 statki, które zasiliły jego flotę. 
Nie znamy dalszych losów tej organizacji. 
Mimo uznania, jakim cieszyła się w Danii, nie przyniosła ona spokoju na Bałtyku.
Mniejsze i większe wyprawy pustoszyły nadal wybrzeża duńskie. 

Oto jak opisuje zniszczenia spowodowane przez sławiańskich piratów Saxo Grammatyk: 

„W owym czasie rozzuchwalili się piraci; od granic Sławian aż po Eidorę wszystkie wsie od wschodu, opuszczone przez mieszkańców, leżały bez uprawy roli. Zelandię od południa zalegała pustka”.

Łupieskie wyprawy Sławian nie ograniczały się zasięgiem do południowych wysp duńskich. Niejedna z nich sięgnęła północnych części Jutlandii. 
Roczniki duńskie odnotowują kilkakrotnie olbrzymie dewastacje w posiadłościach biskupa w Aarhus. 
O wysokości strat poniesionych przez biskupów w Aarhus może świadczyć spisany w roku 1183, a więc 15 lat po upadku Rany i podboju Pomorza przez Waldemara, testament, w którym biskup Swen określa swe majątki jako :

„wielkie w liczbie, ale małe w cenie z powodu położenia nad morzem i narażenia na najazdy Pogan”.

Okres działalności piratów słowiańskich na morzu zamyka duża wyprawa floty w 1184, liczącej według jednych źródeł 600, a innych 1500 statków, która pojawiła się w Sundzie. 
W chwili, gdy przepływała koło wyspy Joluholm, gwałtowna burza morska zniszczyła większość statków.

Podsumowując temat – Przewaga militarna Sławian w XII wieku na Bałtyku była miażdżąca.. 
Sławą i opinią rozbójnictwa morskiego Skandynawowie muszą podzielić się ze Sławianami, niestety niewiele jest relacji kronikarskich, które by mówiły bezpośrednio o pirackiej działalności Sławian. 
Jeżeli z tych nielicznych przekazów pisemnych rysuje się obraz takiej potęgi morskiej Słowian, to trzeba przyznać, że…..
MIT NIEPODZIELNEJ ERY WIKINGÓW ZOSTAŁ BRUTALNIE UNICESTWIONY PRZEZ BAŁTYCKICH WENDÓW!!!

Kamil Vandal

10/06/2021

https://ridero.eu/pl/author/baczewski_kamil_hmcux/

Scytowie : bardzo szczegółowy opis – Encyklopedia Iranica

Nie będę pisał bardzo długiego wstępu, zaznaczę tylko kilka uwag w kwestii technicznej :

Jest to przetłumaczony artykuł z 2018 roku z Encyklopedii Irańskiej z języka angielskiego na temat Scytów, obejmuje on trzy sekcje czyli :

  1. Historia .
  2. Archeologia .
  3. Kultura duchowa, religia i sztuka.

Na końcu mamy bibliografię która ma ponad 140 pozycji źródłowych i tytułów, na początku w sekcji 1.HISTORIA dodałem kilka kolorowych grafik, jak również mapę Scytii z plansz które są ogólnie dostępne w sieci, od sekcji 2. ARCHEOLOGIA rozpoczynają się szkice i rysunki których źródłem jest Encyklopedia Irańska, jest ich kilkanaście, zresztą wszędzie jest to w nawiasie zaznaczone.

Ponieważ cały artykuł jest objętościowo duży – wordpress pokazuje 70 minut czytania, porobiłem odstępy żeby to było ładnie i w sposób czytelny podane, każdy akapit tłumaczyłem oddzielnie, zamiast kopiować całość na zasadzie kopiuj-wklej przez internetowy translator, bo w taki sposób były poważne błędy w stylu ‚kali-mieć” lub zdarzała się np. zła odmiana gramatyczna jeżeli chodzi o nasz język polski, a tłumacząc po kawałeczku myślę że treść jest bez większych błędów, jeżeli ktoś gdzieś wychwyci jakiś błąd to tylko dlatego że objetość jest naprawde duża i coś mi mogło umknąć.

Usunąłem jedynie z oryginalnej wersji anglojęzycznej większość odniesień które były w nawiasach do jakiegoś konkretnego źródła, książki czy opracowania bo tych odniesień było bardzo dużo i przeszkadza to moim zdaniem w czytaniu tekstu a jak wspomniałem – bibliografia pod artykułem to jest ponad 140 tytułów.

Bardzo żałuje że nie zamieściłem tego opisu w mojej książce gdzie mam cały rozdział poświęcony Scytom bo lepszej charakterystyki tego ludu chyba nie czytałem, aczkolwiek Encyklopedia Irańska nie wspomniała o najeździe Scytów na Kulturę łużycką, szkoda, to chyba jedyny minus jaki można im wytknąć, widocznie z ich punktu widzenia nie było to aż tak ważne, jest tylko krótka wzmianka o atakach Scytów na północ i zachód od Morza Czarnego, a w linku źródłowym są też odnośniki do innych artykułów np. o języku Scytów, do Indo-Scytów, do Saków czyli do Scytów Ałtajskich czy do Massagetae którzy również należeli do plemion scytyjskich.

W tym konkretnym artykule są opisane tylko te 3 sekcje o których wspomniałem na początku.

Na koniec powiem tak – jeżeli ktoś po przeczytaniu tego artykułu dalej upiera się przy poglądach że lud Scytów to byli Sławianie czy Prasławianie to oznacza że jest idiotą bez piątej klepki.

Już abstrachuje od tego że Scytowie mówili językiem indoirańskim i jest to wiedza powszechna i niepodważalna i kwestia ta została dawno temu zbadana między innymi przez Rosjan, nasi Przodkowie nie mówili nigdy indoirańskim, równie dobrze można próbować dowieść że koń jest krową lub na odwrót, nic dobrego z tego nie wyjdzie, same bzdury.

Scytowie wykazywali bardzo duże związki z cywilizacją grecką i Encyklopedia Irańska mocno to podkreśla + mieli pochowki szkieletowe w kurhanach przez cały okres trwania ich cywilizacji, podczas gdy kultury uznawane za prasławiańskie takie jak Kultura łużycka, potem Kultura pomorska i Kultura przeworska paliły swoich zmarłych, a następnie składały ich prochy do popielnic – to jest bardzo ważne bo to oznacza kompletnie inne obyczaje i wierzenia niż te u Scytów.

Nawet genetyka się nie zgadza o czym też przecież wszyscy którzy się tym tematem interesują doskonale wiedzą bo nawet jakiekolwiek R1a Scytów to zawsze tylko odmiana indoirańska czyli R1a Z93 a więc nie sławiańska, a DNA Polaków jest bardzo podobne do ludzi z Kultury Ceramiki Sznurowej więc gdzie w tym są indoirańscy Scytowie?

To jest tak jakby głosić wszem i wobec że 2 + 2 = 5 i próbować na siłe do tego przekonać ludzi w sieci podczas gdy każdy rozgarnięty człowiek wie że równa się 4.

Dlatego po raz kolejny apeluje do wszystkich którzy „popłynęli” w jakiś rodzaj SCYTOMANII aby się opamiętali bo się poprostu ośmieszają…

Zapraszam już do lektury nt. tego co napisali o Scytach Persowie w swojej Encyklopedii.

Kamil Vandal 30/03/2021

**************************************************************************

HISTORIA

Angielska forma Scythian wywodzi się od greckiego Skýthai przez łacińskie Scythai. Nazwa jest również potwierdzona w tekstach akadyjskich: Áš-gu-za-aa, Iš-ku-za (-aa) oraz w Biblii w postaci šknz (wczesne zepsucie z ʾškwz: Rdz. 10: 3; 1 Chr. 1: 6; Jer. 51:27).

Porównanie tłumaczeń greckich i semickich pozwala na ustalenie początkowej formy etnonimu jako * škuδa- lub * skuδa-, z dźwięcznym międzyzębem oddanym przez greckie theta i semickie z. Pierwsza samogłoska w formie semickiej jest protetyczna, dzięki czemu na początku można uniknąć zbitki spółgłosek.

Etymologia nazwy jest niejasna. Herodot cytuje również formę Skolotoi jako samookreślenie Scytów, w przeciwieństwie do nazwy, którą używali dla nich Grecy: Skýthai. Nazwa Skolotoi jest zwykle interpretowana jako dialekt o tej samej nazwie z przejściem δ> l, który odnotowano również w innych słowach scytyjskich, a także w niektórych innych językach wschodniego Iranu, nawet jeśli ta interpretacja sprawia pewne trudności.

Ostatni element słowa -τοι może reprezentować przyrostek liczby mnogiej * -tæ (* š / skuδa-tæ> * š / skula-tæ> Skolotoi), który jest powszechny w językach północno-wschodniego Iranu. Etnonim scytyjski został odnotowany w tej samej formie dialektu w imionach królów scytyjskich Skýlēs (Hdt., 4.78-80), Scolopitus (Just., Epit. 2.4.1) <* š / skula-pita (r) -„Ojciec Scytów”, prawdopodobnie także Skílouros (Strabo, 7.4.3, 6).

LUD SCYTÓW

Historia Scytów jest nam znana z dwóch niezależnych od siebie grup źródeł – akadyjskich tekstów klinowych i grecko-rzymskich. Pierwsza grupa odnosi się tylko do najwcześniejszego okresu historii Scytów – VII wieku p.n.e, natomiast druga obejmuje całość.

Źródła greckie, zwłaszcza te dotyczące VII i VI wieku p.n.e., nie zawsze są wiarygodne. Zawarte w nich informacje historyczne są często mieszane z opowieściami zaczerpniętymi z folkloru i wyuczonymi konstruktami historyków, więc korzystanie z takich źródeł wymagało krytycznej analizy.

Najwcześniejsze, dobrze udokumentowane wydarzenia w historii Scytów to ich kampanie na Bliskim Wschodzie. Scytowie są wspomniani po raz pierwszy w asyryjskich „Kronikach” z Asarhaddon, które opowiadają o asyryjskiej ucieczce Manneuszy wraz z ich sojusznikami, Scytami, dowodzonymi przez Išpakaia.

Wydarzenia te datują się na okres od 680/79 do 678/7 p.n.e.

W późniejszych źródłach klinowych Scytowie są wymieniani w związku z wydarzeniami w Mannea lub Medii, czyli na północno-wschodnich i wschodnich granicach Asyrii (Iwantczyk, 1996).

Około 672 roku p.n.e scytyjski król Partatua poprosił o rękę córki asyryjskiego króla Asarhaddona obiecując zawarcie traktatu sojuszniczego z Asyrią. Prawdopodobnie doszło do tego małżeństwa i powstał sojusz. Scytowie prawdopodobnie dokonywali okresowych nalotów ze stepów na północy Kaukazu, gdzie mieszkali, na Zakaukazie i terytoria rozciągające się na południe aż do Medii, przynajmniej od wczesnych lat 680-tych p.n.e, jeśli nie wcześniej. Jednak w połowie lat 620-tych p.n.e ich działalność ograniczała się do terytorium na wschód od Asyrii, a dla Asyryjczyków pozostawali oni znikomym ludem granicznym, którego potęgi nie można porównać z potęgą Cymeryjczyków, innej grupy koczowników ze stepów.

W połowie lat 620-tych p.n.e, kiedy Asyria miała już trudności z kontrolowaniem pozostałości swoich posiadłości, podczas gdy nowe stany Babilonii i Medii nie stały się jeszcze naprawdę potężne, scytyjskie bandy zyskały większą swobodę działania.

Wykorzystali tę sytuację do prowadzenia dłuższych kampanii. Scytowie dotarli do granic Egiptu, splądrowali kilka miast w Palestynie i rozgromili Cymeryjczyków

Wydarzenia te były związane z imieniem scytyjskiego króla Madyesa, którego ojciec Protothyes / Partatua był prawdopodobnie żonaty z asyryjską księżniczką. W tradycji klasycznej są one odzwierciedlone jako okres „panowania scytyjskiego nad Azją”, którego czas trwania został zdefiniowany jako 28 lat przez Herodota i jako 8 lat przez Pompejusza Trogusa.

Znaczenie tego wydarzenia zostało szalenie wyolbrzymione w tradycji klasycznej pod wpływem scytyjskiego folkloru: w rzeczywistości jest to kwestia nie reguły, ale jeden lub kilka udanych i długich nalotów, podczas których Scytowie nigdy nie stracili kontaktu ze swoim głównym terytorium, stepu regionu północno-pontyjskiego i północnego Kaukazu. Jednak fakt, że kampanie scytyjskie pod koniec lat 70. i w połowie lat 20. VII wieku p.n.e były prowadzone przez ojca (Protothyes) i syna (Madyes), wskazuje, że wśród Scytów istniały grupy, dla których kampanie w Bliskim Wschód był tradycyjną okupacją na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

Zgodnie z klasyczną tradycją Scytowie podporządkowali sobie również Medie, która została od nich wyzwolona przez Cyaxaresa, który zabił przywódców scytyjskich podczas uczty w swoim pałacu (Hdt., 4.104-6). Prawdziwość tego faktu jest wątpliwa. Najazdy Scytów na Bliski Wschód ustały w ostatniej dekadzie VII wieku p.n.e.

Podczas gdy w VII wieku p.n.e Grecy kontaktowali się z eurazjatyckimi nomadami (najpierw Cymeryjczykami, a później także Scytami) głównie w Azji Mniejszej, to w trzeciej ćwierci VII wieku p.n.e. (prawdopodobnie pod jego koniec) zakładali swoje pierwsze kolonie na terytorium Scytów— osady na wyspie Borystenes na Morzu Czarnym i w pobliżu Taganrogu nad Morzem Azowskim, później w Panticapaeum, Olbii i innych miejscach.

Od tego czasu utrzymywali stały kontakt z Scytami. Przez cały VI wiek p.n.e. stosunki między koloniami greckimi a Scytami były głównie pokojowe, jednak istnieją nowe dane o możliwym zniszczeniu Panticapaeum przez Scytów w połowie VI wieku p.n.e.

Szczególnie aktywne kontakty handlowe Grecy utrzymywali nie z najbliższymi sąsiadami, scytyjskimi koczownikami ze stepów, ale raczej z osiadłą ludnością, która żyła dalej na leśnych stepach. Głównymi drogami zapewniającymi dostęp do leśnych stepów były duże rzeki, które wpadały do ​​Morza Czarnego.

Najbardziej znanym wydarzeniem w historii Scytów w VI wieku p.n.e była nieudana kampania Dariusza I Wielkiego. Zaproponowano różne daty tego wydarzenia – między 520 a 507 rokiem p.n.e – ale najpewniejsza data to rok 513 p.n.e.

Wątpliwe są również cele i skala tej kampanii: Herodot wyolbrzymił jej znaczenie. Chociaż Scytowie po kampanii Dariusza (w inskrypcjach Dariusza byli prawdopodobnie określani jako Sakā paradraya, „zamorscy Saka”) zostali umieszczeni na listach ludów podbitych przez Persów, kampania ta zakończyła się niepowodzeniem.

Zwycięstwo Scytów nad wcześniej niepokonanym Dariuszem wywarło głębokie wrażenie na ich współczesnych, w wyniku czego Scytowie zaczęli być postrzegani jako niezwyciężeni, przypisywano to ich koczowniczemu trybowi życia. Później, od czasów Eforosa (IV wiek p.n.e.), tradycja idealizowania Scytów zaczęła się zakorzeniać w literaturze klasycznej, częściowo w związku z ideą niezwyciężoności Scytów.

W VI wieku p.n.e, a prawdopodobnie także później, Scytowie nie byli zjednoczeni pod rządami jednego króla. Herodot (4.120) wspomina o trzech królach scytyjskich, którzy rządzili w czasie inwazji Dariusza: Scopasis, Taxakis i Idanthyrsos; ten ostatni prowadził zjednoczone siły Scytów i ich sąsiadów.

Władza królów scytyjskich była dziedziczna: Herodot (4.76) informuje nas o genealogii Idanthyrsosa, który pokonał Persów: był synem Sauliosa (a raczej Sauaiosa, obie formy są poświadczone w rękopisach), wnuka Gnourosa, prawnuka Lykosa i prawnuk Spargapeithesa.

W tym samym fragmencie Herodot informuje nas, że słynny mędrzec scytyjski Anacharsis pochodził z tej samej rodziny królewskiej, będąc synem Gnourosa i bratem Sauaiosa / Sauliosa. Herodot jest najwcześniejszym autorem wymieniającym Anacharsisa. Później Anacharsis miał stać się bardzo popularną postacią w literaturze greckiej, odgrywając rolę ucieleśnienia „mądrości barbarzyńców” i zaliczając się do „Siedmiu mędrców”.

Niektóre cechy tego pomysłu zostały już odnotowane w relacji Herodota (4.46, 76-77), a następnie jego wizerunek został użyty przez Eforosa przy tworzeniu wyidealizowanego obrazu Scytów; później miał stać się ukochaną postacią cyników, po tym, jak został definitywnie przemieniony w idealnego „człowieka natury”.

Nie jest jasne, czy istnieją jakiekolwiek historyczne podstawy dla tradycji dotyczącej Anacharsisa, to znaczy, czy istniał zhellenizowany książę scytyjski o tym imieniu: jest to całkiem możliwe. Jednak według Herodota w jego czasach Scytowie nie wiedzieli o Anacharsisie.

W Olbii tradycja dotycząca Anacharsisa istniała w jakiejś formie w połowie V wieku p.n.e : stamtąd zaczęła się historia o zabójstwie Anacharsisa w Hylaia, kiedy złożył ofiarę Matce Bogów, chociaż wyjaśnienie morderstwa (Anacharsis został rzekomo ukarany za wyrzeczenie się zwyczajów scytyjskich zamiast greckich) prawdopodobnie wywodzi się od samego Herodota.

Fakt, że w Hylaia istniał ołtarz Matki Bogów, potwierdził graffito z lat 550-530 p.n.e. Jednak nawet jeśli książę Anacharsis istniał, praktycznie wszystkie informacje o nim dostarczone przez autorów klasycznych odnoszą się do historii literatury greckiej, a nie historii Scytów.

Wkrótce po kampanii Dariusza w regionie północno-pontyjskim zaszły ważne zmiany. Nastąpił wyraźny wzrost liczby pomników grobowych, pojawiło się wiele nowych elementów w kulturze materialnej. Można to wytłumaczyć, odwołując się do penetracji regionu Północnego Pontu przez nową grupę nomadów przybywających ze wschodu w drugiej połowie VI wieku p.n.e.

Jednym z rezultatów tej penetracji było nasilenie się aktywności i agresywności Scytów. Niewykluczone, że konieczność odparcia inwazji perskiej doprowadziła do konsolidacji politycznej. Jednym z celów ekspansji Scytów była Tracja. Podczas jednego z nalotów w latach 490 – tych p.n.e Scytowie dotarli aż do Chersonezu Trackiego (Gallipoli; Hdt., 6.40, 84); jednak w Tracji Scytowie napotkali opór królestwa Odrysów.

Wkrótce wzdłuż Dunaju została ustalona granica między królestwami Scytów i Odrysów, a stosunki między dwiema dynastiami były przyjacielskie, co doprowadziło do aranżacji małżeństw dynastycznych (król scytyjski Oktamasades był synem księżniczki Odrysów).

Innym kierunkiem ekspansji Scytów była północ i północny zachód. Kilka ufortyfikowanych osad na leśnych stepach zostało zniszczonych; a Scytom prawdopodobnie udało się przejąć kontrolę nad osiadłą ludnością. Równocześnie Scytowie po raz pierwszy usiłowali podporządkować sobie greckie kolonie regionu północno-pontyjskiego, z którymi stosunki wcześniej układały się raczej pokojowo; wokół greckich miast istniały nieufortyfikowane osady wiejskie, a wiele miast nie miało murów obronnych.

W pierwszych dziesięcioleciach V wieku p.n.e. w wielu greckich miastach pojawiły się instalacje obronne, a jednocześnie osady w ich okolicy zostały zniszczone lub porzucone. Na nekropoliach greckich miast spotyka się pochówki ludzi zabitych strzałami z grotami typu scytyjskiego.

Ta ekspansja scytyjska miała różne konsekwencje w różnych częściach regionu północno-pontyjskiego. Scytom udało się ustanowić kontrolę polityczną nad greckimi koloniami w północno-zachodniej części regionu pontyjskiego i na zachodnim Krymie (Nikonion, Tyras, Olbia i Kerkinitis).

Dane dostarczone przez Herodota (4.78-80) świadczą o tym, że scytyjski król Skyles miał rezydencję w Olbii i pojawiał się tam co roku, podczas gdy jego siły obozowały poza murami miasta. Później w Olbii wybito srebrne monety z imieniem Eminakosa, być może przez gubernatora Oktamasadesa, następcę Skylesa, lub przez króla Scytów, który zastąpił Oktamasadesa.

W pobliskim Nikonionie wyemitowano monety z imieniem samego Skylesa. W drugiej połowie V wieku p.n.e miasto Kerkinitis (współczesna Eupatoria) składało hołd Scytom; fakt ten potwierdza bezpośredni dowód epigraficzny.

Sytuacja jaka zaistniała w Olbii w okresie dominacji Scytów jest nam dobrze znana. W okresie poprzedzającym całe terytorium wokół Olbii było pokryte gęstą siecią nieufortyfikowanych osad wiejskich (odnotowano ponad 70 takich osad z VI wieku p.n.e.), z których większość ziarna pochodziła z konsumpcji Olbii lub z eksportu.

W pierwszej ćwierci V wieku p.n.e. wszystkie te osady zniknęły, a Olbia utraciła bazę produkcyjną. Mimo to w Olbii nie zaobserwowano żadnych oznak upadku koniunktury gospodarczej; wręcz przeciwnie, nie spadł też handel zbożem. Niewykluczone, że w tym okresie zboże produkowano nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie miasta, ale także w zasiedlonych zbiorowiskach leśnych stepów, skąd przez Bug i Dniepr przywożono je do Olbii; następnie obywatele Olbii sprzedawali je do Grecji i otrzymywali w zamian inne towary.

W ten sposób pojawił się rodzaj podziału pracy: barbarzyńcy z leśnych stepów produkowali zboże, podczas gdy Olbia i prawdopodobnie inne kolonie greckie przyjęły rolę „agenta handlowego”, sprzedając je dla osiągnięcia zysku. System podlegał kontroli koczowniczych Scytów, którzy zamieszkiwali stepy oddzielające stepy leśne od wybrzeża i dominowali nad obydwoma tymi regionami . Tak więc utrata ich zaplecza rolniczego dla Olbii, Tyrasu i Nikonionu, zmusiła ich do specjalizacji w handlu, była wynikiem celowej „polityki gospodarczej” Scytów.

Scytyjska ekspansja w regionie Bosforu, gdzie istniało wiele greckich miast, była mniej udana. Być może początkowo udało im się ujarzmić Nymphaeum. Inne miasta bosforańskie stojące w obliczu zagrożenia ze strony Scytów połączyły siły w sojuszu kierowanym przez Panticapaeum. W wielu miastach Bosforu (Panticapaeum, Myrmekion, Tyritake, Porthmeus) zbudowano lub wzmocniono mury miejskie. Grekom bosforańskim udało się obronić swoją niezależność i na bazie tego sojuszu miast wkrótce ukształtowała się monarchia – królestwo bosforańskie ze stolicą w Panticapaeum.

W dolnym biegu Donu, gdzie grecka obecność była słabsza, konsekwencje ekspansji Scytów dały się odczuć wcześniej.

W trzeciej ćwierci VI wieku p.n.e osada Taganrog – jedyna grecka kolonia na tym terenie – została zniszczona. Scytowie odczuwali jednak potrzebę kontynuowania handlu z Grekami i na początku V wieku p.n.e. powstała osada Elizavetovka, która stała się głównym pośrednikiem w handlu między Grekami a barbarzyńcami na tym terytorium.

Ludność osady Elizavetovka była scytyjska, chociaż mogła w niej występować niewielka obecność Greków. W ten sposób istnienie greckiej kolonii dobiegło końca w wyniku ekspansji Scytów w tym regionie, a handel z Grekami znalazł się teraz bezpośrednio w rękach Scytów.

Z „Dziejów” Herodota (4.76-80) znamy imiona kilku królów scytyjskich, którzy panowali w V wieku p.n.e: Ariapeithes; Skyles, jego syn z Greczynki z Histrii, która zastąpiła go na tronie; oraz Oktamasades, syn Ariapeithesa z córki trackiego króla Teresa, który obalił Skylesa. Trzeci syn Ariapeithesa, Orikos, prawdopodobnie nigdy nie zasiadł na tronie. Wydawałoby się, że ta dynastia nie była związana więzami rodzinnymi z dynastią Idanthyrsos. Rządzili tymi Scytami, którzy kontrolowali północno-zachodnią część regionu pontyjskiego (od Dunaju do Olbii i okolic). Nie wiadomo, w jaki sposób ich domeny rozciągały się na wschód i czy panowali nad wszystkimi Scytami, czy tylko niektórymi z nich.

W ostatniej ćwierci V wieku p.n.e. sytuacja polityczna w regionie północno-pontyjskim uległa zmianie. Greckie miasta prawdopodobnie nie były kontrolowane przez Scytów i zaczęły odtwarzać swoje wpływy. Pod koniec V wieku i w IV wieku p.n.e Olbia nie tylko przywróciła kontrolę nad terenami wiejskimi, które należały do ​​niej w okresie archaicznym, ale je rozszerzyła; odnotowano około 150 osad z tego okresu. W tym samym czasie odbudowywano także wiejskie zaplecze Tyras i Nikonion. Wskazuje to na brak jakiegokolwiek większego zagrożenia militarnego ze strony scytyjskiej.

Pod koniec V wieku Scytowie stracili również kontrolę nad Nimfeum; miasto zostało włączone do królestwa bosforańskiego, które z kolei podbiło szereg terytoriów barbarzyńskich po azjatyckiej stronie Bosforu. Dane archeologiczne pozwalają przypuszczać, że w ostatniej trzeciej części V wieku p.n.e. doszło do wewnętrznych konfliktów między Scytami. Możliwe też, że pojawiła się nowa fala nomadów ze Wschodu, którzy zmieszali się z innymi Scytami, destabilizując w ten sposób sytuację, która jednak szybko się uspokoiła.

IV wiek p.n.e był świadkiem rozkwitu kultury scytyjskiej; to właśnie od tego czasu pochodzi zdecydowana większość znanych zabytków scytyjskich. Spośród 2300 pomników zarejestrowanych na stepach scytyjskich na początku lat 80. XX wieku około 2000 pochodzi z IV wieku p.n.e. Z tego okresu pochodzą również najbogatsze pochówki „królewskie”.

Stosunki między koloniami greckimi a Scytami były głównie pokojowe i prawdopodobnie istniały więzi dynastyczne między ich królami a władcami królestwa bosforańskiego. W kulturze scytyjskiej, szczególnie jej elity scytyjskiej, szybką i daleko idącą hellenizację można wywnioskować z wpływów greckich na sztukę tego okresu oraz z innych danych archeologicznych.

Duża część znanych nam wydarzeń z historii politycznej Scytów w IV wieku p.n.e związana jest z imieniem króla Ateasa. Jego działalność dotyczy południowo-zachodniej części Scytii i Tracji i datuje się od lat 60-tych IV wieku p.n.e do 339 p.n.e, kiedy zginął w bitwie z Filipem Macedońskim w wieku ponad 90 lat.

Początkowo Ateas z powodzeniem prowadził wojnę z Triballami i Istrianojami. Następnie sprzymierzył się z Macedończykami i zginął w wojnie, która rozpoczęła się po zerwaniu tego sojuszu. Nie jest jasne, czy Ateas był królem całej Scytii, czy tylko panował nad Scytami w zachodniej części strefy stepowej. To drugie założenie wydaje się bardziej prawdopodobne. Znaleziono jego monety, które prawdopodobnie zostały wyemitowane w greckim mieście Callatis na terytorium Tracji.

Ten fakt, a także relacje między Ateasem i Filipem wskazują, że przez pewien czas kontrolował on część terytoriów na południe od Dunaju, które tradycyjnie uważano za leżące poza granicami Scytii. Wydaje się, że utrata tych terytoriów i prawdopodobnie części terytoriów na północ od Dunaju przez Scytów była wynikiem klęski i śmierci Ateasa. Jednak populacja Scytów żyła poniżej Dunaju, w Dobrudży, co widać na podstawie dowodów archeologicznych.

Kolejnym znanym wydarzeniem z historii Scytów jest kampania generała Aleksandra Wielkiego Zopyriona, która miała miejsce w 331/30 p.n.e i była skierowana przeciwko Getom i Scytom.

30-tysięczna armia macedońska dotarła do Olbii i obległa ją, ale nie była w stanie jej zdobyć i została całkowicie rozgromiona przez Scytów. Sam Zopyrion tam zginął.

Innym scytyjskim królem z IV wieku p.n.e wymienionym w źródłach był Agaros, który prawdopodobnie brał udział w wewnętrznej wojnie między synami króla Bosporańskiego Pairisadesa w 310/9 po stronie Satyrosa II; po jego klęsce syn Satyrosa, Pairisades, szukał schronienia u Agarosa. Był prawdopodobnie królem tych Scytów, którzy mieszkali na stepach krymskich bezpośrednio przylegających do Bosforu.

Kultura scytyjska, tak jak to odnosi się do stepów regionu północnego Pontu, zanika nagle na początku III wieku p.n.e. Przyczyny jego upadku są niejasne i są przedmiotem dyskusji. Prawdopodobnie zbiegło się kilka negatywnych czynników (zmiany klimatyczne, kryzys gospodarczy wynikający z nadmiernego wypasu pastwisk itp.), i ważną rolę odegrała ekspansja Sarmatów – nowej fali nomadów przybywających ze Wschodu.

III wiek p.n.e to „mroczny okres” w historii Scytów. Nie znamy żadnego scytyjskiego ani sarmackiego pomnika na stepach północno-pontyjskich z tamtego czasu i do chwili obecnej nie ma na to zadowalającego wyjaśnienia.

Nie ma jednak wątpliwości co do początku ekspansji Sarmatów w III wieku p.n.e. Około 280 roku p.n.e Sarmaci penetrowali Krym, a nawet dotarli do okolic Chersonezu, co potwierdzają epigraficzne dowody.

Wydawać by się mogło, że od początku III wieku Scytowie rozpoczęli ekspansję przeciwko greckim osadom na zachodnim Krymie, które do tej pory znajdowały się pod kontrolą Chersonezu. W połowie III wieku p.n.e Chersonez stracił cały swój dobytek na północno-zachodnim Krymie, w tym miasta Kalos Limen i Kerkinitis, i był w stanie utrzymać się tylko na terytoriach bezpośrednio do niego przylegających.

W II wieku p.n.e Scytowie byli obecni tylko na terytorium Krymu, dolnego biegu Dniepru i Dobrudży, znanej jako „Scythia Minor”.

Na Krymie Scytowie do pewnego stopnia zachowali koczowniczy tryb życia, ale coraz bardziej osiadali i mieszali się z miejscową ludnością, zwłaszcza z Taurami, którzy zamieszkiwali góry Krymu.

Krymscy Scytowie najwyraźniej zakładali nowe królestwo w połowie II wieku p.n.e. Jego stolicą zostało założone w drugiej ćwierci II wieku p.n.e. miasto scytyjskie Neapolis (na miejscu współczesnego Symferopola).

Pomimo faktu, że nie można prześledzić archeologicznie żadnej ciągłości między późną kulturą scytyjską a kulturą scytyjską z IV wieku p.n.e, została ona prawdopodobnie zrealizowana przynajmniej w wyższych warstwach społecznych: królowie scytyjskiego Neapolis nazywali się królami Scytii. Zarówno starożytni autorzy, jak i Grecy z regionu północno-pontyjskiego uważali ich za Scytów.

Nowe królestwo scytyjskie było bardzo zhellenizowane i było bardziej podobne do monarchii hellenistycznych z dynastią pochodzenia barbarzyńskiego niż do królestwa scytyjskich koczowników z IV wieku p.n.e. Późne królestwo scytyjskie utrzymywało bliskie więzi z królestwem bosforańskim, a rządzące nimi dynastie łączyły małżeństwa.

Bardzo ważną pozycję w tym królestwie zajmował Argotos, od którego bosforańska królowa Kamasarye (wdowa po Pairisadesie II i matka Pairisadesa III) przyjęła tytuł za swojego drugiego męża; nie jest jasne, czy był Scytem, czy Grekiem. Wygląda na to, że Argotos zmarł około 125 roku p.n.e.

Najbardziej znany późnoscytyjski król Skiluros wydaje się panować w tym okresie. Skiluros kontrolował nie tylko środkowy i zachodni Krym (z wyjątkiem Chersonezu), ale także szereg terytoriów w północno-zachodniej części regionu północno-pontyjskiego.

Olbia była politycznie zależna od Skilurosa, który emitował tam monety ze swoim imieniem. Skiluros utrzymywał przyjazne stosunki z Bosforem, a jedna z jego córek wyszła za mąż za jednego z członków bosforańskiej rodziny królewskiej, który nosił imię Heraklides.

Skiluros nadal prowadził wrogą politykę wobec Chersonezu. Królestwo Scytów zostało rozgromione przez siły pontyjskiego króla Mitrydatesa VI Eupatora, którym przewodził jego generał Diofantes. Opierając się na wsparciu wieloletniego wroga królestwa scytyjskiego, Chersonezu, Diofantes – w trakcie trzech kampanii między 110 a 107 p.n.e – rozgromił ostatniego króla krymskiej Scytii, Palakosa, syna Skilurosa (który zmarł następnie) i przejął wszystkie twierdze scytyjskie, w tym stolicę Neapolis. Dawne posiadłości scytyjskie, w tym Olbia, znalazły się teraz pod kontrolą Mitrydatesa.

„Scythia Minor”, ​​która istniała w Dobrudży (Andrukh), miała znacznie mniejsze znaczenie niż królestwo krymskie. Wiemy o jej istnieniu dzięki rzadkim wzmiankom starożytnych autorów i inskrypcjom, a także dzięki temu, że jego królowie emitowali swoje monety w greckich miastach w zachodniej części regionu pontyjskiego.

Z inskrypcji i monet znamy imiona sześciu scytyjskich królów z Dobrudży: Tanusakosa, Kanitosa, Sariakosa, Akrosakosa, Kharasposa i Ailiosa, którzy panowali od drugiej połowy III wieku do początku I wieku p.n.e.

„Scythia Minor” w Dobrudży, podobnie jak królestwo scytyjskie na Krymie, przestało istnieć w wyniku ekspansji Mitrydatesa Eupatora.

W okresie postmitradesowym ludność scytyjska, która zakończyła już przejście na osiadły tryb życia, nadal istniała zarówno na Krymie, jak i w północno-zachodniej części regionu pontyjskiego (dolne partie Dniepru i Dniepru) i stopniowo ulegała asymilacji wśród innych grup etnicznych.

W I wieku n.e. Scytowie znów stali się silniejsi, a w latach 60-tych tego wieku oblegali Chersonez, który zmuszony był zwrócić się o pomoc do Rzymu. Gubernator prowincji Dolnej Mezji T. Plaucjusz Silvanus zorganizował przeciwko nim kampanię i Scytowie zostali pokonani; potem rzymskie garnizony stacjonowały w Chersonezie, a także w niektórych innych miejscach.

W źródłach z tego okresu często wspomina się o Tauro-Scytach, co odzwierciedla mieszany charakter ludności Krymu. Według danych archeologicznych, w II połowie I i I połowie II wieku n.e. późni Scytowie zostali w znacznym stopniu zasymilowani przez Sarmatów.

Greckie źródła wspominają o Scytach jeszcze przez długi czas, aż do końca okresu bizantyjskiego, ale od IV wieku p.n.e. termin ten był często używany jako zbiorowa nazwa północnych barbarzyńców i mógł oznaczać ludy, które nie miały nic wspólnego z historycznymi Scytami.

Na przykład autorzy bizantyjscy używali go do określenia Słowian lub tureckich koczowników. Termin „Scytowie” był również używany w podobny sposób w wielu źródłach z okresu rzymskiego.

ARCHEOLOGIA

Termin „kultura scytyjska” jest używany w literaturze archeologicznej zarówno w wąskim, jak i szerokim znaczeniu. Ściśle mówiąc, kultura archeologiczna Scytów była kulturą stepów i stepów leśnych Europy Wschodniej (w przybliżeniu od Dunaju do Donu) w VII-IV wieku p.n.e.

Niektóre cechy tej kultury (podobne, choć nie identyczne, kształty uzdy, broni i dzieł sztuki koni w stylu zwierzęcym, tzw. Trie scytyjskie) są zbliżone do kultur z tego samego okresu , które istniały w innych częściach stepów euroazjatyckich, nawet tak odległych jak Mongolia.

Z tego powodu niektórzy badacze mówią o „kulturach scytyjskich” Syberii, Ałtaju, Uralu etc. To przedłużone użycie terminu jest niefortunne i powoduje szereg błędów. Archeologiczny termin „kultura scytyjska”, nawet w swoim wąskim znaczeniu, jest nadal szerszy niż pojęcie „kultura historycznych Scytów”.

Scytyjska kultura archeologiczna obejmuje nie tylko Scytów ze stepów wschodnioeuropejskich, ale także populację leśnych stepów o których języku i pochodzeniu etnicznym trudno powiedzieć cokolwiek konkretnego, a także obejmowała Cymeryjczyków.

W rozwoju kultury scytyjskiej można wyróżnić trzy główne etapy.

Pierwszy z nich stał się znany jako wczesna kultura scytyjska.

W południowej części Europy Wschodniej kultura ta zastąpiła tzw. stanowiska typu Novocherkas. Data przejścia z tych kultur do wczesnej kultury scytyjskiej jest sporna; zaproponowano różne daty od połowy VIII do końca VII wieku p.n.e.

Najbardziej przekonująco uzasadnione wydaje się datowanie pojawienia się wczesnej kultury scytyjskiej na II połowę VIII wieku p.n,e. Podczas najazdów na Bliski Wschód pod koniec VIII i VII wieku p.n.e. Cymeryjczycy i Scytowie z archeologicznego punktu widzenia należeli do wczesnej kultury scytyjskiej, ale nie do jej najwcześniejszej fazy. Wczesna kultura scytyjska przestała istnieć w II połowie lub pod koniec VI wieku p.n.e.

Wczesna kultura scytyjska znana jest głównie z miejsc grobowych, ponieważ Scytowie byli nomadami i nie mieli stałych osad.

Osady występowały tylko na leśnych stepach, na których osiedlano się. Najważniejsze stanowiska scytyjskie z VII i VI wieku p.n.e. znajdują się na północno-zachodnich i południowo-wschodnich krańcach terytoriów scytyjskich, na leśnych stepach regionu Dniepru i na Kaukazie Północnym, podczas gdy na stepach oddzielających te dwa regiony występują nielicznie.

Należy to tłumaczyć nie faktem, że stepy te nie były okupowane przez Scytów (jak się czasem przypuszcza), ale zwyczajami ich pochówku; grzebali swoich zmarłych na skraju zajmowanego przez siebie terytorium. Na Kaukazie Północnym odnotowano szereg nekropolii scytyjskich składających się z kurhanów, z których niektóre wyróżniają się wielkim bogactwem i zostały określone jako królewskie lub arystokratyczne.

Najważniejsze z nich znajdują się w pobliżu wsi Kelermesskaya (Galanina), w pobliżu zagrody Krasnoe Znamya (Petrenko), Novozavedennoe II, Nartan, w pobliżu wsi Ulskiy i kurhan w pobliżu wsi Kostromskaya.

Pochówki złożono pod kurhanami, których wielkość zależała od statusu zmarłego. Pochówki odbywały się z reguły w dużych prostokątnych lub kwadratowych dołach pokrytych drewnem lub składowano je w drewnianych lub kamiennych sklepieniach wznoszonych na powierzchni ziemi, a następnie przykrywano kurhanem.

Zmarłych zwykle kładziono w wyprostowanej pozycji na plecach. Pogrzebom towarzyszyły grzebane konie z uprzężą (rysunek niżej – żródło : Encyklopedia Iranica ), których liczba odpowiadała stanowi zmarłego i mogła sięgać dziesiątki sztuk.

W niektórych przypadkach w pochówkach odkryto nie tylko konie jeździeckie, ale także konie pociągowe wraz z pozostałościami rydwanów. Rytuał pogrzebowy zastosowany w królewskich kurhanach z tego okresu, zwłaszcza w Kelermes tumuli, dość dokładnie odpowiada opisowi pogrzebu królów scytyjskich podanym przez Herodota.

W niektórych kurhanach nie znaleziono żadnych pochówków i wydaje się, że nie są to pomniki grobowe, ale sanktuaria (niektóre z ulskich kurhanów, w tym największe o wysokości 15 metrów, zawierały szkielety ponad 400 koni).

W kurhanach pochodzących z VII wieku p.n.e., z tego samego okresu, co najazdy Scytów na Bliski Wschód (kurhany Kelermes i Krasnoznamenskiĭ oraz niektóre z cmentarzyska Nartan), znajdowały się obiekty pochodzenia bliskowschodniego które ewidentnie zostały przywiezione z tych kampanii.

Niektóre z nich, na przykład miecz i topór z Kelermes, łączą cechy scytyjskie i bliskowschodnie i prawdopodobnie zostały wykonane przez rzemieślników z Bliskiego Wschodu na polecenie scytyjskich wodzów.

W późniejszych kurhanach (od ostatniej ćwierci VII wieku p.n.e.) nie było importu z Bliskiego Wschodu, ale pojawiły się przedmioty produkcji greckiej, co wiązało się z początkiem kontaktów z kolonistami greckimi.

Innym obszarem, w których skupiały się stanowiska wczesnoscytyjskie, w tym niektóre bogate, były leśne stepy wzdłuż rzeki Dniepr.

Najważniejszym z nich był kurhan Litoi (lub Melgunov), który został wykopany pod koniec 1763 na granicy stepowych i leśnych obszarów i zawierał „królewski” pochówek (Pridik).

Obiekty nowe bliskowschodniego odkryte w tym miejscu pochówku są bardzo podobne do tych znalezionych w tumulusach Kelermes. Miecze w złotych pochwach znalezione w kurhanach Melgunov i Kelermes zostały wyprodukowane w tym samym warsztacie. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Główna grupa stanowisk położona była dalej na północ wzdłuż obu brzegów Dniepru i jego dopływów. Najważniejszymi z nich były kurhany: Perepyatikha, Zhabotin 524, Dar’evka, Starshaya Mogila, Volkovcy, Popovka 8, Steblevo 15, a wśród późniejszych późniejszych kopii Gulyai Gorod 38, Bobrica 35 , Sinyavka 100, Medvin 2 / III, Repyakhovataya Mogila, Solodka 2, Shumeiko, Popovka 3.

Pochówki pod kurhanami składowano w przykrytych drewnem lub w drewnianych sklepieniach budowanych na powierzchni ziemi lub wpuszczanych do dołów. W niektórych przypadkach podpalano sklepienia przed zbudowaniem kurhanów. Obrzęd pogrzebowy był prawie identyczny w stosunku do tego, jaki można znaleźć na scytyjskich terenach na Północnym Kaukazie.

Obok miejscowych grobowych zbadano osady, zarówno ufortyfikowane, jak i nieumocnione w zakazie leśnego stepu; liczba zarejestrowanych do tej pory pierwszego typu wynosi kilkadziesiąt, drugi drugiego typu jest znacznie więcej.

Najważniejsze stanowisko miasta w regionie Dniepru to Trachtemirowo (600 ha, VII-VI wiek p.n.e), Motroninskoe (ok. 200 ha, VII wiek- 1. ćwierć V p.n.e) i Skoryĭ i Pastyrskoe (ok.18 ha, VI-III w. p.n.e).

Na wschód od nich, nad rzeką Vorską, zachodnim dopływem Dniepru, znajduje się tam największy miasto-obszar leśnej strefy stepowej – Belskoje, które pochodzi z VIII-IV wieku pne. Zajmuje obszar 4400 ha, długość jego obszaru wału do ponad 30 kilometrów, wewnątrz wału znajdują się trzy akropole z dodatkowymi fortyfikacjami zajmującymi się odpowiednio 120, 67 i 15 ha. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Szczególne znaczenie ma punkt Niemirowskoje w środkowym biegu południowego Bugu; pochodzi z VII-VI wieku p.n.e i powierzchnia powierzchnia 100 hektarów. Charakterystyczną cechą tego miejsca jest obecność znacznej ilości importowanej ceramiki greckiej pochodzącej z ostatniej ćwierci VII wieku pne, jako współpraca wspomagająca powiązania handlowe z pierwszą grecką kolonią w regionie północnego pontyjskiego, założoną ok. 625 roku p.n.e na wyspie Berezan u ujścia Bugu.

Wczesne scytyjskie miasta na stepach leśnych mają duże rozmiary i są otoczone wałami i fosami; często w ich wnętrzu wyodrębnia się obszar z dodatkowymi fortyfikacjami, czyli akropol.

W wielu miejscowościach miejskich odnotowano ślady obróbki metali. Domy mają ściany wsparte na drewnianej ramie; są zbudowane nad ziemią lub w niej zatopione. W przypadku stref miejskich tylko niewielka powierzchnia terenu jest zajęta przez budynki, kilka przypadków dotyczy tylko akropolu. Możliwe, że tereny bez budynków przeznaczono na obozy koczowniczych Scytów, którzy odwiedzali miasta tylko sezonowo, oraz na hodowlę zwierząt.

Na terytoriach oddzielających północnokaukaskie i leśne grupy stepowe odnotowano również szereg ważnych stanowisk wczesnoscytyjskich. Kopiec grobowy Krivorozhskiĭ na wschodnim brzegu Siwerskiego Donca i kurhan Temir-gora na Krymie pochodzą z VII wieku p.n.e.

Malowane greckie naczynia znalezione w tych tumulusach reprezentują najwcześniejszy znany grecki import z scytyjskich cmentarzysk. Pierwsza z nich zawierała także srebrną głowę byka i złotą obręcz pochodzenia bliskowschodniego.

Podobny zakres artefaktów z niewielkimi lokalnymi zmianami charakteryzuje stanowiska wczesnego Scytów. Typowa uzda konia składała się z wędzidła z brązu z końcami w kształcie strzemion lub wędzidła żelaznego z zapętlonymi końcami i częściami policzkowymi połączonymi z nimi za pomocą pasków. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Części policzkowe są zwykle wykonane z żelaza z trzema pętlami i zakrzywionym lub prostym końcem, lub są wykonane z kości z trzema otworami w środku i na końcach ozdobionymi przedstawieniami w stylu zwierzęcym; rzadziej są wykonane z brązu i mają trzy otwory. Użyto również drewnianych policzków z kościanymi końcami.

Te uzdy zawierały również separatory w miejscach skrzyżowania pasów, aby się nie zaplątały, a także ozdobne tabliczki. Nakładki na nos były również używane w uprzężach dla koni. Najbardziej rozpowszechnionym rodzajem broni był łuk i strzały. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Łuki scytyjskie były złożone; miały esowaty kształt i były raczej małe, co czyniło je wygodnymi w użyciu dla konnych wojowników. Używano grotów z brązu, rzadziej z kości i żelaza. Groty strzał z brązu były kompletne z gniazdem i dwu- lub trójpłatowym. Kształt grotów zmieniał się z czasem, ale podstawowa konstrukcja pozostała taka sama.

Groty strzał z brązu w kształcie scytyjskim, a także łuk, który był z nimi używany, były najbardziej zaawansowanymi typami broni strzeleckiej tamtych czasów. Dlatego nie później niż pod koniec II wieku pne Scytowie zostali przyjęci przez armie Bliskiego Wschodu, do których Cymeryjczycy i Scytowie kierowali swoje najazdy; wkrótce potem można je było znaleźć wszędzie.

Gorytoi (kołczany ze specjalnymi odcinkami na łuk zwisający z pasa wojownika) były używane do przenoszenia łuków i strzał. Szeroko stosowano włócznie o długości od 1,70 do 2,20 metra; groty włóczni były wykonane z żelaza i miały kształt liścia laurowego. Czasami te włócznie miały na dole okucia. Inną typową bronią Scytów były żelazne miecze i sztylety, tak zwane akinakai. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Były one głównie krótkie (50-70 cm), ale we wczesnym okresie scytyjskim używano również długich mieczy. Zarówno sztylety, jak i miecze posiadały osłonę krzyżową w kształcie serca lub w podobnym kształcie (tzw. „Motylek” lub „nerka”) oraz końcówkę w kształcie sztabki.

Czasami używano bimetalicznych kilofów; mieli żelazne ostrze i brązowe gniazdo. Wykorzystywano także inne rodzaje toporów bojowych. Pozostałości zbroi znaleziono nawet w najstarszych miejscach; składały się z brązowych i żelaznych płyt naszytych na skórzanej podstawie wzdłuż górnej krawędzi. Używano również hełmów tzw. Typu „Kuban”; były odlane z brązu i miały otwór na twarz.

W pochówkach scytyjskich, szczególnie elitarnych, zakończenia często występują w postaci dużych wydrążonych dzwonów o różnych kształtach ze szczelinami i małą kulką wewnątrz umieszczoną na wysokim gnieździe i często zwieńczoną odlewanym przedstawieniem głowy lub kompletną figurą zwierzęcia lub ptaka.

Były zwykle wykonane z brązu i rzadziej z żelaza. Pełniły funkcję kultową; w wielu przypadkach znajdowano je ze szczątkami wozów i rydwanów lub ze szkieletami koni, ale często znajdowano je również bez żadnego z nich.

Jednym z typowych atrybutów wczesnej kultury scytyjskiej było duże lustro z brązu, z tyłu którego pośrodku znajdował się uchwyt w postaci tabliczki uniesionej na dwóch małych słupkach lub w formie pętli. W tych pochówkach często znajdowano również odlane z brązu kotły o dużych wymiarach i okrągłym korpusie na wysokiej stopie.

Ich pionowe uchwyty były umieszczone na krawędziach naczyń i czasami miały kształt postaci zwierząt. Stele antropomorficzne ustawiono na szczycie kurhanów jako nagrobki.

Różne artykuły znalezione na stanowiskach scytyjskich zostały ozdobione przedstawieniami w stylu zwierzęcym. Odnotowano różnice stylistyczne między różnymi lokalnymi grupami kultury scytyjskiej, ale ogólnie styl ten jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech kultury wczesnego scytyjskiej.(rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Początki wczesnej kultury scytyjskiej nie zostały ostatecznie zidentyfikowane i są przedmiotem kontrowersji. Szereg jej elementów ma pochodzenie środkowoazjatyckie, ale wydaje się, że kultura ta przybrała swoją ostateczną formę na terytorium regionu Pontu Północnego, częściowo pod wpływem kultur Północnego Kaukazu i, w niewielkim stopniu z Bliskiego Wschodu. W odniesieniu do niektórych kategorii materiałów można zauważyć powiązania z kulturami przedscytyjskimi regionu północnego Pontu.

W drugiej połowie VI wieku p.n.e. w kulturze materialnej Scytów można zauważyć istotne zmiany; następnie od końca VI wieku p.n.e. rozpoczyna się nowy okres, który trwa do końca IV lub początku III wieku p.n.e. Niektórzy badacze uważają to za nowy etap w rozwoju kultury scytyjskiej (kultura klasyczno-scytyjska lub środkowoscytyjska), inni nazywają to pojawieniem się nowej kultury archeologicznej.

Podobnie jak w poprzednim okresie, kultura scytyjska w tym czasie jest reprezentowana głównie przez miejsca grobowe. Główny obszar zmian ich dystrybucji; większość z tych miejsc, w tym te najbogatsze, znajduje się na terytorium stepów pontyjskich.

Strefa, w której występuje szczególne skupienie elitarnych kurhanów, znajduje się w rejonie Dniepru. Wygląda na to, że Kaukaz Północny w tym czasie nie był już pod kontrolą Scytów; wydaje się, że bogate kurhany, takie jak kopce Siedmiu Braci i te w Elizavetovka lub Ulyap, zawierające elementy kultury scytyjskiej, należały do ​​miejscowej ludności.

Na stepach leśnych odnotowano także kurhany z V i IV wieku p.n.e, w tym „arystokratyczne” (np. Ryżanowka), choć nie są one tak znaczące jak na stepach. Wśród kurhanów z końca VI i V wieku pne szczególnie znaczącymi miejscami są Ostraya Tomakovskaya Mogila, Zavadskaya Mohila 1, , Novogrigor’evka 5, Baby, Raskopana Mogila w rejonie bystrza Dniepru i Zolotoi i Kułakowskiego kurhany na Krymie.

Jednak największe i najbogatsze kurhany, określane jako „królewskie”, pochodzą z IV wieku p.n.e. Są to Solokha, Bol’shaya Cymbalka, Chertomlyk, Oguz, Alexandropol oraz Kozel.

Do drugiej najbogatszej grupy kurhanów, które dla wygody określa się jako „arystokratyczne”, należą: Bierdjanskiĭ, Tołstaja Mogila, Czmyrewa Mogila, Five Brothers 8, Melitopol’skiĭ, Zheltokamenka, Krasnokutskiĭ.

Ponadto na terytorium stepów regionu Morza Czarnego odkopano około 3000 scytyjskich miejsc grobowych z IV wieku p.n.e, co znacznie przekracza całkowitą liczbę stanowisk scytyjskich ze wszystkich poprzednich okresów.

Miejsca pochówku o cechach scytyjskich istniały również w V i IV wieku p.n.e na terytorium niektórych greckich miast. Dotyczy to wielu bogatych pochówków z V wieku p.n.e. na nekropolii w Nymphaeum oraz niezwykle bogatego tumulusa Kul’-Oba niedaleko Panticapaeum, greckiego miasta na wschodnim brzegu Krymu.

Pochówki te należały prawdopodobnie do przedstawicieli arystokracji scytyjskiej, która cieszyła się szczególnie bliskimi więzami, być może rodzinnymi, w pierwszej kolejności z elitą Nymphaeum, a w drugiej z królewską rodziną Spartokidów lub arystokracją Bosforańską.

Pod koniec VI wieku p.n.e. pojawił się nowy obrzęd pogrzebowy.

Wraz z tradycyjnymi pochówkami w dużych dołach pojawiły się teraz złożone konstrukcje, tak zwane „katakumby”, składające się z pionowej studni i jednej lub więcej wychodzących z niej komór grobowych. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Liczba katakumb wzrosła w ciągu V wieku p.n.e, a w IV wieku p.n.e. budowle tego typu były bardzo często wykorzystywane do pochówków elitarnych. W dołach chowano tylko zwykłych ludzi. Ponadto zbudowano złożone kamienne sklepienia, wydaje się, że techniki budowlane przejęto od Greków.

Pochówkom elit, podobnie jak poprzednio, towarzyszyła duża liczba koni, chociaż te ostatnie były głównie chowane w oddzielnych grobach w jednym i tym samym kurhanie.

Głównemu pogrzebowi króla towarzyszył zwykle pochówek od trzech do dziesięciu osób, które stanowiły część jego bezpośredniego otoczenia. Pochówki tego rodzaju odnotowano w 38 z 40 największych kurhanów pochodzących z IV wieku p.n.e.

Pochówki żeńskie towarzyszące mężczyźnie spotyka się dość często zarówno w pochówkach elitarnych, jak i na mniejszych mogiłach.

Oprócz miejsc grobowych odkryto także scytyjskie miasta-miejsca z tego okresu. Wiele wcześniejszych miast-miejsc ze stepów leśnych nadal istniało, podczas gdy inne powstały, na przykład miejsce w Chotowskim z końca V lub początku IV wieku p.n.e i zajmujące obszar około 30 hektarów.

Najbardziej znanym miastem z tego okresu było jednak Kamenskoe nad Dnieprem w strefie stepowej, które istniało od końca V wieku p.n.e. do początku XX wieku.

Miasto zajmowało obszar 12 kilometrów kwadratowych i było chronione wałem i wodami Dniepru oraz jego dopływu Konka. Głównym zajęciem osiadłej ludności była obróbka metali.

Miasto Kamenskoe było prawdopodobnie największym dostawcą metalowych przedmiotów dla koczowniczych Scytów.

Część ludności prawdopodobnie zajmowała się rolnictwem. Mieszkania budowane na powierzchni ziemi miały wymiary około 10 x 20 metrów i składały się z kilku pomieszczeń. Znaleziono również ziemianki owalne i prostokątne. Tylko niewielka część terenu miasta została zabudowana.

To miasto było prawdopodobnie nie tylko ośrodkiem wytwórczym, ale także politycznym centrum Scytii. Terytorium, które nie zostało zabudowane, mogło zostać przeznaczone na kwaterę główną króla Scytów i jego świty podczas ich sezonowych wizyt w mieście.

Wydaje się, że w IV wieku p.n.e. niektórzy Scytowie zaczęli przyjmować osiadły rolniczy styl życia, który wcześniej był typowy tylko dla populacji leśnych stepów. W rezultacie w dolnym biegu Dniepru, oprócz miasta-miasta Kamenskoe, wyrosło szereg osad obronnych i nieumocnionych, w których głównym zajęciem ludności było rolnictwo. Część osiadłej populacji w Olbii była również pochodzenia scytyjskiego.

Główne zmiany nastąpiły w kulturze materialnej Scytów w V i IV wieku p.n.e. W drugiej połowie VI wieku p.n.e. rodzaj uzda końskiego całkowicie się zmienił. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Brązowe końcówki z końcówkami w kształcie strzemion zniknęły i zostały zastąpione żelaznymi z wygiętymi końcami, tworząc pętle. Części policzkowe użyte w połączeniu z nimi miały nowy kształt; miały nie trzy, ale dwie dziurki i nie były przymocowane do wędzidła, ale włożone w pętle na końcach. Kawałki policzków były wykonane z żelaza i brązu.

W V wieku p.n.e. miały kształt odwróconej litery S lub L, ale w IV wieku p.n.e. zostały one zastąpione policzkami w kształcie litery C. znaleziono również w V wieku, ale były mniej powszechne.

Łuki i strzały, tak jak poprzednio, były najpowszechniejszą bronią. Kształt i konstrukcja łuku pozostały takie same jak wcześniej, podczas gdy kształt goryto zmienił się nieznacznie, podobnie jak kształt użytych grotów strzał.

Stare typy ustąpiły miejsca trójpłatowym i trójskrzydłowym grotom strzał z brązu o wydłużonych proporcjach z wewnętrznym lub lekko wystającym gniazdem. Z biegiem czasu kształt tych grotów nieco się zmienił, ale ten typ pozostał w użyciu tak długo, jak istniała kultura scytyjska.

Zmienił się również kształt grotów włóczni; ich proporcje uległy znacznemu wydłużeniu. Żelazne akinakai nadal były używane, ale kształt ich osłon krzyżowych i terminali zmienił się.

W V wieku osłony krzyżowe do mieczy stały się cieńsze, a końcówki w kształcie pazurów stały się powszechne (w kształcie dwóch pazurów lub rogów).

W IV wieku p.n.e. większość mieczy i sztyletów posiadała wąską osłonę krzyżową w kształcie trójkąta z wycięciem w dolnej krawędzi i owalną końcówką. Odlewane hełmy typu Kuban nie były już używane na początku VI wieku p.n.e.

W drugiej połowie VI wieku p.n.e. używano hełmów łuskowych, które składały się z płytek żelaznych lub brązowych. Nadal szerzej stosowano hełmy typu greckiego; najczęściej spotykanymi były hełmy strychowe, ale używano także hełmów korynckich, chalcydzkich i trackich.

W IV wieku oprócz greckich hełmów szeroko stosowano greckie skwarki (knemidy). Użyto zbroi w przeważającej części zbroi w skali lokalnej, składającej się z płyt z żelaza lub brązu.

W V i IV wieku używano terminali, z których część wydawała się być rozwinięciem typów z poprzedniego okresu. Jednak najbardziej rozpowszechnione terminale były płaskie, z przedstawieniami zwierząt, scenami ataku zwierząt i, w rzadkich przypadkach, z przedstawieniami antropomorficznymi. Na tego typu terminalach zawieszano małe dzwoneczki.

W V wieku p.n.e. lustra z centralnym uchwytem zniknęły i zostały zastąpione przez lustra z płaską klamką z boku, których przykłady pochodzą z drugiej połowy VI wieku p.n.e.

W drugiej połowie VI wieku p.n.e. stosowano tzw. Lustra „typu olbskiego”, posiadające boczną rączkę, której końce zdobiono przedstawieniami bestii w stylu zwierzęcym.

W V i IV wieku p.n.e. antropomorficzne rzeźby nadal wznoszono na mogiłach, ale ich styl nieco się zmienił. W kulturze scytyjskiej z V i IV wieku pne artefakty w stylu zwierzęcym były nadal szeroko stosowane, ale cechy stylu ulegały zmianie; niektóre ze starych motywów zniknęły i zostały zastąpione nowymi tematami i motywami.

Można to częściowo wyjaśnić odwołując się do rozwoju wewnętrznego, a częściowo do wpływów zewnętrznych. Silne wpływy greckie zaobserwowano w sztuce scytyjskiej z IV wieku pne, kiedy znaczna część przykładów scytyjskich treutyków znalezionych w pochówkach królewskich i arystokratycznych została wyprodukowana przez greckich rzemieślników.

Niektóre elementy kultury materialnej Scytów w V-IV wieku p.n.e. reprezentują rozwój obiektów z wczesnej kultury scytyjskiej, ale wiele z nich prawdopodobnie przywieziono ze Wschodu. Najbardziej przekonującym wytłumaczeniem tego jest założenie, że nowa fala eurazjatyckich nomadów przybyła do regionu północnego Pontu w II połowie VI wieku p.n.e.

Koczownicy tej nowej fali, po zmieszaniu się z lokalnymi koczownikami scytyjskimi, najprawdopodobniej dali początek tej nowej kulturze. Bliższe kontakty z greckimi koloniami regionu północno-pontyjskiego doprowadziły do ​​coraz większej hellinizacji elity scytyjskiej, co było szczególnie wyraźne w IV wieku p.n.e.

Ostatnim okresem rozwoju kultury scytyjskiej, była późna kultura scytyjska, która istniała na terytorium Krymu i Dolnego Dniepru, zajmowanego głównie przez Scytów, od końca III wieku p.n.e. do III wieku n.e.

Z archeologicznego punktu widzenia była to zupełnie nowa kultura, która miała niewiele wspólnego z kulturą scytyjską IV wieku p.n.e. Późna kultura scytyjska ukształtowała się pod koniec III i na początku II wieku p.n.e. jako fuzja tradycji kulturowych Scytów z tradycjami miejscowej ludności z gór Krymu, Taurojów i greckiej ludności wybrzeża.

Populacja Scytii Mniejszej była zasiedlona, ​​a jej głównym zajęciem była hodowla zwierząt, korzystanie z odległych pastwisk i rolnictwo. Handel również odegrał ważną rolę; Późni Scytowie działali jako pośrednicy między klasycznym światem a barbarzyńcami ze stepów.

Najważniejszym miejscem w krymskiej Scytii było scytyjskie Neapolis, stolica późnego królestwa Scytów, które istniało od końca pierwszej ćwierci II wieku p.n.e do drugiej ćwierci III wieku n.e. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Neapolis zostało ufortyfikowane murem obronnym z basztami, a na jego terenie znajdowały się domy o kamiennych i mułowo-ceglanych murach. Gęstość budynku różniła się znacznie w poszczególnych okresach. Techniki budowlane były na ogół typowe dla architektury greckiej, chociaż kilka budynków zostało wzniesionych niedbale. Znaleziono także ziemianki i inne budowle związane z tradycjami barbarzyńskimi.

Pałac królewski odkryty w Scytyjskim Neapolis, pochodzący z II wieku pne, został zbudowany zgodnie z zasadami architektury greckiej. Około 125 roku p.n.e. przed fasadą pałacu wzniesiono mauzoleum Argotos w formie budynku antis zakonu doryckiego i ozdobiono naiskos z płaskorzeźbą i greckim inskrypcją w wierszu.

Postawiono tu także posągi kilku greckich bóstw, z których zachowały się cokoły z dedykacjami w języku greckim.

Około 115 roku p.n.e, w pobliżu centralnych bram Neapolis i tuż przy zewnętrznej stronie murów obronnych, zbudowano drugie monumentalne mauzoleum, w którym najwyraźniej został pochowany król Skiluros; zachował się pochówek króla.

Po upadku królestwa scytyjskiego za Diofantesa w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e. pałac królewski nie został odbudowany, a Neapolis utraciło status metropolii, ale nadal było głównym ośrodkiem miejskim.

Od początku I wieku p.n.e. do końca istnienia Neapolis istniał jednak w jego północnej części zespół kamiennych budowli typu greckiego. Od połowy II do pierwszej połowy III wieku n.e. interpretowano go jako „Pałac Północny”. Możliwe, że Neapolis pozostało centrum politycznym przynajmniej dla niektórych późnych Scytów.

W drugiej połowie I i do połowy II wieku n.e. wygląd miasta uległ zasadniczym zmianom. Praktycznie nie było w nim żadnych budynków, chociaż nadal istniały mury obronne, a także odnotowano budowle kultowe.

Miało to zapewne związek z wymianą osiadłej ludności na ludność koczowniczą, która wykorzystywała Neapolis jako ufortyfikowany obóz. Zmiana ta, wraz z zastąpieniem jednego rodzaju obrzędu pogrzebowego innym i pojawieniem się nowych cech w kulturze materialnej, pozwalają przypuszczać, że nastąpiła zmiana populacji i do pewnego stopnia asymilacja późnych Scytów przez Sarmatów, jednocześnie można było zaobserwować pewną ciągłość z poprzedniego okresu.

Od ostatniej ćwierci II do połowy III wieku n.e. scytyjski Neapolis zamienił się w nieumocnioną osadę zawierającą kilka chaotycznie rozrzuconych budynków.

Oprócz scytyjskiego Neapolis, późna kultura scytyjska jest dobrze znana z licznych osad, zarówno ufortyfikowanych, jak i niefortyfikowanych (odnotowano ich ponad 100) oraz towarzyszących im nekropolii.

Niedawne wykopaliska w Ak-Kaya / Vishennoe sugerują, że miejsce to odgrywało rolę politycznego centrum krymskiej Scytii przed Neapolis, w III-pierwszej połowie II wieku p.n.e.

Zbudowano tam dobrze chronioną fortecę, którą jak Neapolis zbudowano zgodnie z zasadami greckiej fortyfikacji. Stanowiska późnoscytyjskie znajdują się w dwóch głównych strefach: u podnóża gór krymskich i terytoriów bezpośrednio do nich przylegających, a także wzdłuż zachodniego wybrzeża Krymu.

Niektóre z tych osad pojawiły się na terenach wcześniejszych osad greckich, w tym w miejscowościach Kalos Limen i Kerkinitis, a niektóre zostały zbudowane od podstaw. Wiele nadmorskich osad było portami handlowymi.

Największe z późnych osad scytyjskich na Krymie po Neapolis i Ak-Kaya / Vishennoe to Bulganak, Ust-Alma i Kermen-Kyr.

Charakterystyczne nie tylko dla Neapolis i Ak-Kaya, ale także dla tych osad, było połączenie greckich tradycji architektonicznych i lokalnych. Szczególną grupą późnych osad scytyjskich są miejscowości-miasta położone po obu brzegach Dolnego Dniepru.

Ich kultura materialna była zbliżona do kultury późnych Scytów na Krymie, ale nadal byli bardziej zhellenizowani i wydawało się, że byli blisko związani z Olbią, jeśli nie politycznie zależni od tego miasta. Jeśli chodzi o „Scythia Minor” w Dobrudży, nie można było zidentyfikować jego scytyjskich stanowisk.

Późne pochówki scytyjskie można podzielić na dwie grupy: te znajdujące się pod kurhanami i złożone w płaskich nekropoliach. Kamienne sklepienia wzniesiono pod kurhanami, w których pochówki trwały dość długo; liczba zmarłych wahała się od kilku do stu i więcej. Pochówki tego typu były powszechne w II wieku pne, ale w niektórych przypadkach kurhany wzniesiono również w I i II wieku n.e.

Częściej jednak groby składano w nekropoliach płaskich. W okolicach Scytyjskiego Neapolis przebadano trzy nekropolie, wykopano także kilkadziesiąt innych nekropolii z których najdokładniej przebadano największą, z Ust-Almy.

Charakterystyczną cechą nekropolii z okresu od II wieku p.n.e. do I wieku n.e. są ziemne sklepienia, w których wielokrotnie składano pochówki (zawierały one nawet 40 szkieletów).

Zmarli leżeli na plecach w wyprostowanej pozycji.

W drugiej połowie I i pierwszej połowie II wieku n.e. obrządek pogrzebowy ulegał stopniowym zmianom. Podziemia dla pochówków wielokrotnych ustąpiły miejsca pochówkom indywidualnym w grobach z boczną komorą, które pojawiły się w drugiej połowie I wieku pne; pochówki składano również w prostych grobach płaskich.

Kultura materialna późnych Scytów nie miała wielu charakterystycznych cech i była podobna do kultury materialnej sąsiednich greckich miast i osad.

Doprowadziło to niektórych uczonych do uznania niektórych miejsc późnoscytyjskich, takich jak miasta-miasta Dolnego Dniepru, za zasiedlone przynajmniej częściowo przez Greków. Oprócz elementów klasycznych można w nich również zaobserwować inne, w tym elementy La Tène i elementy sarmackie.

KULTURA DUCHOWA, RELIGIA I SZTUKA

Scytowie nie mieli języka pisanego, dlatego ich niematerialna kultura, w tym ich mitologia, religia, eposy itd. mogą być zestawione tylko na podstawie danych pośrednich, które różnią się pod względem prawdziwości i możliwości informacyjnych.

Tego rodzaju dane są zbierane z pism autorów klasycznych, z podobieństw znalezionych w innych tradycjach irańskich, dowodów onomastycznych i archeologicznych itd.

Herodot podaje imiona bóstw czczonych przez Scytów, a także wspomina, którym greckim bóstwom odpowiadali. Nadał najwyższy status Tabiti utożsamianym z Hestią, a następnie wspomniał o Papaiosie (Zeus), Api (Gaia), Goitosyrosie / Oitosyros (Apollo), Agrimpasaie / Artimpasa / Arippasa (Afrodyta) i Thagimasadasie (Poseidon).

Chociaż wspomniał o kulcie Heraklesa i Aresa, nie zamieścił ich imion scytyjskich. Większość imion bóstw scytyjskich wywodzi się z irańskich korzeni, niektóre są bardziej przekonujące, inne mniej.

Tabiti jest zwykle uważana za boginię ognia, Papaios za władcę niebios, Api za bóstwo Wód i Ziemi. Obrazy innych bóstw są mniej wyraźne i bardziej hipotetyczne: Argimpasa jest zwykle uważana za boginię płodności i porównywana z Anāhitā (Anāhidem), a Thagimasadas jest uważany za boga wody i opiekuna koni, a zatem porównuje się go z bóstwem awestyjskim Apąm Napāt.

Thagimasadas wyróżnia się na liście Herodota: podczas gdy pozostałych siedmiu bogów jest czczonych przez wszystkich Scytów, Thagimasadas jest czczony tylko przez Królewskich Scytów.

Funkcje Goitosyrosa nie są jasne i porównuje się go z irańskim Mitra lub Vāyu. Wydaje się, że Herakles był uważany za Pierwszego Człowieka, przodka Scytów (por. Hdt., 4,5-10; w pierwszej wersji legendy przodek Scytów jest określany jako Targitaos, a w drugiej wersji jako Herakles).

Aresa – boga wojny, Herodot również wyróżnia. Według niego Scytowie nie wznosili posągów, ołtarzy ani świątyń dla swoich bogów, z wyjątkiem Aresa.

Sanktuaria Aresa zostały, według Herodota (4.62), wzniesione były w każdej prowincji i składały się z kopca zbudowanego z patyków z kwadratową platformą na szczycie, na której umieszczono „starożytne żelazne akinaki”, mające reprezentować Aresa.

Oprócz ofiar z owiec, kóz lub koni, jak zwykle w przypadku innych bogów, składano ofiary z ludzi i tylko jemu. Co najmniej jedna świątynia Aresa (która jednak tylko częściowo odpowiada opisowi Herodota) została odnotowana archeologicznie (Boltrik; por. Alekseev, 1980).

Imię jeszcze jednej bogini scytyjskiej, Dithagoia, jest wymienione w dedykacji córki króla Skilurosa zwanej Senamotis, znalezionej w Panticapaeum.

Scytowie mieli zawodowych kapłanów, ale kwestia, czy stanowili oni odrębną grupę dziedziczną i ogólnie, w jakim stopniu starożytny irański system pištrā nadal istniał w społeczeństwie scytyjskim, pozostaje przedmiotem dyskusji.

Wśród kapłanów istniała odrębna grupa transwestytów, określanych przez Herodota jako enareës (ἐνάρεες; 1,105,4; 4,67,2), a dokładniej przez Pseudo-Hipokratesa (Aër. 22) jako anarieis (ἀναριε ,ς, z irańskiego * anarya-, „niemęski”).

Często porównuje się ich do szamanów znanych wśród wielu ludów Eurazji (Meuli), ale nie ma podstaw do ich identyfikowania się z szamanami, mimo że łączy ich szereg wspólnych cech. Według Herodota (4.60) zwierzęta używane do składania ofiar były zwykle duszone; ofiary związane z przelaniem krwi były składane tylko Aresowi.

W mitologii scytyjskiej ważną rolę przypisano mitowi o Pierwszym Człowieku, pochodzeniu ludzi (tj.Scytów), ich królach i całej strukturze ich społeczeństwa. Mit ten, który pod wieloma względami odzwierciedla mity innych ludów irańskich, przetrwał w kilku wersjach w pismach wielu autorów klasycznych, najbardziej kompletna i najmniej zhellenizowana wersja została zachowana przez Herodota.

Analiza tej legendy wraz z innymi danymi ujawnia, że ​​w ideologii scytyjskiej dużą wagę przywiązywano do podziału społeczeństwa na trzy dziedziczne klasy lub kasty (wojownicy, kapłani i rolnicy), które wywodziły się od trzech braci, synów Pierwszego Człowieka.

Każda z klas była powiązana z jednym z trzech poziomów w Kosmosie: klasa wojowników, w skład której wchodzili także królowie, była związana ze światem wyższym, klasa kapłanów z poziomem średnim, a klasa rolników z niższym.

Władza królewska była uważana za świętą.

Idea xwarrah (xᵛarənah; chwała, blask), znajdująca się w różnych irańskich tradycjach, była bardzo ważna, w tym idea królewskiej xwarrah, charyzmy królewskiej, która miała pochodzenie niebiańskie i słoneczne.

Informacje dostarczone przez wielu autorów klasycznych pozwalają przypuszczać, że Scytowie mieli swoje własne epickie legendy.

Tak więc znaczna część klasycznej tradycji dotyczącej panowania Scytów w Azji prawdopodobnie wywodzi się z eposu scytyjskiego.

Większość znanych obiektów sztuki scytyjskiej należy do sfery sztuki użytkowej, dekoracji różnych przedmiotów codziennego użytku (uzdy, broń, naczynia itp.).

Sztuka scytyjska była głównie zoomorficzna. Charakteryzuje się specyficznym stylem, zwanym „stylem zwierzęcym”, charakteryzującym się dość ograniczonym zakresem obrazów (określonych zwierząt przedstawionych w określonych kanonicznych pozach), który zmieniał się w czasie, a także szeregiem standardowych technik ich przedstawiania.

Ciała zwierząt były zwykle modelowane przy użyciu dużych powierzchni, które łączyły się ze sobą pod kątem. Najbardziej znaczące części zwierząt (rogi kopytnych, pazury, nozdrza i pyski zwierząt drapieżnych, uszy obu grup, dzioby ptaków drapieżnych i oczy wszystkich trzech grup zwierząt) były mocno przesadzone i często stylizowane.

Niektóre części były czasami uzupełnione dodatkowymi przedstawieniami zwierząt lub ich części (np. gałęzie poroża jelenia lub szpony drapieżnych zwierząt były przedstawiane jako głowy ptaków drapieżnych z zakrzywionymi dziobami), urządzenie znane jako „transformacje zoomorficzne”.

Niektóre części ciał zwierząt (nogi lub kopyta, głowy ptaków itp.) były również często przedstawiane oddzielnie. Pomimo istnienia lokalnych odmian, scytyjski styl zwierzęcy był samodzielną jednostką i różnił się od stylu zwierzęcego charakterystycznego dla wschodnich regionów Eurazji.

Najczęściej przedstawiane w tym stylu zwierzęta można podzielić na trzy grupy – ptaki, kopytne i drapieżne – i dla każdej z nich występują charakterystyczne wzory ikonograficzne.

Ptaki (zwykle drapieżne) są przedstawiane głównie z rozpostartymi skrzydłami, ale czasami ze złożonymi; ich głowy są przedstawiane jeszcze częściej, osobno lub jako elementy „przekształceń zoomorficznych”.

Zwierzęta kopytne są najczęściej przedstawiane z nogami zgiętymi pod spodem i głową wyciągniętą do przodu; głowy kóz i jeleni są często odwrócone do tyłu. Rzadko są przedstawiane stojąc na prostych nogach.

Zwierzęta drapieżne, zwykle koty, są często przedstawiane zwinięte w okrąg, co stanowi jeden z najwcześniejszych i najbardziej typowych obrazów stylu zwierzęcego. Można je również znaleźć z nogami zgiętymi pod kątem rozwartym lub prostym.

W obrębie tych grup rzadko można rozróżnić gatunki zwierząt (np. wilki od kotów, gatunki kotów od siebie nawzajem, gatunki ptaków drapieżnych); prawdopodobne jest, że takie rozróżnienia przywiązywano niewielką wagę.

Zwierzęta kopytne są z reguły łatwiejsze do zidentyfikowania; najczęstszymi ich wizerunkami były jelenie, kozy i barany, podczas gdy inne gatunki, w tym konie i łosie, były rzadko przedstawiane.

Te trzy grupy zwierząt przedstawione w sztuce scytyjskiej były prawdopodobnie związane z trzema kosmicznymi horyzontami; ptaki z wyższym poziomem (niebios), kopytne ze średnim poziomem (ziemskim) i drapieżne, a także rzadziej przedstawiane węże i ryby, z niższym poziomem znajdującym się pod ziemią.

Obrazy fantazyjnych stworzeń nie są rzadkie w scytyjskim stylu zwierzęcym, ale w większości przypadków zostały przejęte. Najbardziej rozpowszechnionymi z nich są przedstawienia gryfów orlich. Wydaje się, że ten obraz został przyjęty z Bliskiego Wschodu i znajduje się głównie w miejscach odzwierciedlających wczesne kontakty z tym regionem (Kelermes); później rzadko można go znaleźć we właściwej sztuce scytyjskiej iw zniekształconej formie.

Pojawił się ponownie w IV wieku p.n.e. pod wpływem Grecji. W tym czasie pojawiły się również gryfy z lwami. We wczesnej kulturze scytyjskiej z VII-VI wieku p.n.e pospolite były przedstawienia baranów i gryfa – drapieżnego ptaka z baranim rogiem. Ten obraz był specyficznie scytyjski i nie był spotykany poza zasięgiem kultury scytyjskiej. Jest to prawdopodobnie przedstawienie xwarrah.

Scytyjski styl zwierzęcy pojawił się w Europie Wschodniej w dobrze ugruntowanej formie wraz z wczesną kulturą archeologiczną Scytów; żaden z jej elementów nie był obecny w przedscytyjskich kulturach regionu. Kwestia jego pochodzenia jest przedmiotem debaty.

Niektórzy badacze uważają, że ukształtował się on na terenie Europy Wschodniej pod wpływem Bliskiego Wschodu w okresie wypraw scytyjskich w VII wieku p.n.e.

Jednak bardziej uzasadnioną hipotezą jest sugestia, że ​​ukształtował się on we wschodniej części stepów euroazjatyckich, częściowo pod wpływem sztuki chińskiej. Świadczy o tym starszy wiek wschodnich stanowisk, w których znajdują się obiekty wykonane w stylu zwierzęcym (kurhan Arzhan) w porównaniu z obiektami wschodnioeuropejskimi.

Niektórzy uczeni próbują pogodzić te dwa punkty widzenia, sugerując, że styl zwierzęcy ewoluował jednocześnie i niezależnie od siebie na Zachodzie i Wschodzie Eurazji pod wpływem Bliskiego Wschodu i Azji Mniejszej, w pierwszej kolejności, a w drugiej – ż kultury Karasuków i brązów Ordos (teoria „policentryczna”).

Pomimo wyraźnego antropomorfizmu charakterystycznego dla religii scytyjskiej, we wczesnej sztuce scytyjskiej antropomorficzne przedstawienia można znaleźć tylko w jednej grupie artefaktów, stelach wzniesionych nad pochówkami. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Wszystkie znane nam stele przedstawiają uzbrojonych wojowników, twarze z dużymi oczami w kształcie migdałów, zwykle z wąsami, ale nie z brodami, a jeśli chodzi o szczegóły anatomiczne, to ręce i często fallusy. Zwykle przedstawiane są momenty obracania się, pasy, czasami hełmy, a także broń, taka jak miecze, topory, gorytoi i czasami bicze.

Szczególnie interesująca jest grupa sześciu rzeźb odkrytych w północno-wschodnim Iraku. Ogólnie przypominają rzeźby wczesnoscytyjskie, ale istnieje kilka istotnych różnic, w szczególności w przedstawieniu twarzy (brody zamiast wąsów) oraz ułożeniu i przedstawieniu dłoni.

Tylko jedna postać trzyma broń, topór, ale topór ma nietypowy kształt i znajduje się w dłoni postaci, a nie jest zawieszony na pasku. Możliwe, że rzeźby te należały do ​​grupy Scytów lub Cymeryjczyków, którzy brali udział w kampaniach na Bliskim Wschodzie, osiedlili się na tym terenie i stopniowo zatracili swoją tradycyjną kulturę.

Sztuka scytyjska podlegała w różnych okresach wpływom zewnętrznym. W VII wieku pne podczas kampanii na Bliskim Wschodzie główny wpływ wywarła na nią sztuka Bliskiego Wschodu.

Bogate pochówki w Kelermes i kopcu grobowym Litoi zawierają, oprócz rzeczywistych artefaktów scytyjskich i bliskowschodnich (np. misy i diademy, które były ewidentnie łupami lub darami dyplomatycznymi), inne artefakty, które łączyły elementy scytyjskie i bliskowschodnie (np. miecze).

Ich styl i większość obrazów nie były typowe dla sztuki scytyjskiej, ale jednocześnie odtwarzały typowe obrazy scytyjskiego stylu zwierzęcego; również kształt zdobionych artykułów jest typowo scytyjski.

Przedmioty te zostały prawdopodobnie wykonane przez rzemieślników z Bliskiego Wschodu dla Scytów. Kierując się własnymi tradycjami, uwzględnili jednocześnie wymagania zleceniodawców. Duża część obrazów z Bliskiego Wschodu nie została zasymilowana w sztuce scytyjskiej i nie została następnie odtworzona.

Wielokrotnie zwracano uwagę na podobieństwa między tymi znaleziskami a szeregiem artefaktów z tak zwanego „skarbu Ziwiye” w Kurdystanie. Korzystanie z nich jest jednak utrudnione przez fakt, że dokładne miejsce i okoliczności ich odkrycia nie są znane i nie można mieć pewności nie tylko, czy zostały znalezione razem, ale także czy wszystkie pochodzą z jednego i tego samego miejsce lub nawet czy są one autentyczne.

W V wieku p.n.e nastąpiły zmiany w stylu zwierzęcym, co częściowo można wytłumaczyć rosnącymi wpływami greckimi, a częściowo rozwojem wewnętrznym.

Możliwe, że niektóre innowacje można również wyjaśnić przybyciem nowej fali nomadów ze wschodu. Przedstawienia stają się mniej schematyczne, a oczy, uszy i usta zwierząt są przedstawione w bardziej realistyczny sposób.

Powierzchnie ciał zwierząt zaczynają być modelowane bardziej płynnie. Jednocześnie niektóre części ciał zwierząt i ptaków są przedstawiane w jeszcze bardziej przesadny sposób niż wcześniej; czasami są stylizowane. Na przykład dzioby ptaków są przedstawione w postaci dużej spirali. W większym stopniu wykorzystuje się technikę „przekształceń zoomorficznych”. Przedstawienia pojedynczej nogi kopytnego lub drapieżnego zwierzęcia stały się bardziej rozpowszechnione, podobnie jak przedstawienia ryb, które wcześniej były rzadkością.

Na leśnych stepach coraz częściej pojawiają się wizerunki łosi. W stylu zwierzęcym z VII-VI wieku p.n.e nie było przedstawień scen (tego typu wizerunki w cmentarzyskach Kelermes były pochodzenia bliskowschodniego); zwierzęta przedstawiano w izolacji lub rzadziej w kompozycjach antytetycznych („heraldycznych”).

Od V wieku p.n.e. rozpowszechniły się sceny walczących lub rozszarpujących się zwierząt, prawdopodobnie pod wpływem sztuki grecko-perskiej. Prawdopodobnie wpływy greckie były również przyczyną, dla której motywy roślinne zaczęły pojawiać się w sztuce scytyjskiej.

Zmiany zaszły również w przypadku steli wznoszonych nad grobami, które w najmniejszym stopniu podlegały hellenizacji. Zmieniła się prezentacja twarzy, oczy stały się zaokrąglone, rzadko pojawiały się wąsy, zaczęły pojawiać się wizerunki brody. Zmienił się kształt dłoni, a także sposób ich ułożenia; lewa dłoń praktycznie zawsze trzymała ryton, miecze były zwykle układane nie przed postaciami, ale po ich bokach, a także modyfikowano kształty gorytosów.

W IV wieku p.n.e nastąpił szczególnie wyraźny wzrost wpływów sztuki greckiej. Styl zwierzęcy nadal był używany, ale przedmioty artystyczne wykonane pod silnym wpływem Grecji lub po prostu przez greckich rzemieślników dla Scytów stały się powszechne.

W tej grupie znalazły się drobne przedmioty, takie jak tablice, a także najbardziej znane przykłady scytyjskiej toreutyki. Obiekty te nadal zawierały elementy stylu zwierzęcego, ale głównie stanowiły przykład tradycji sztuki greckiej. Niektóre z nich były przedstawieniami zwierząt, ale było szczególnie dużo przedstawień ludzi, w tym scen. Zwykle figurami byli Scytowie, ale w niektórych przypadkach były to tematy czysto greckie (na przykład historia Achillesa).

Niektóre przedmioty artystyczne znalezione w pochówkach scytyjskich były czysto greckie, niezwiązane ze Scytami ani pod względem stylu, ani tematyki (np. Kolczyki z Kul’-Oba). Jednocześnie jednak pojawiają się antropomorficzne przedstawienia, które zostały wyraźnie ukształtowane przez Scytów. Dotyczy to na przykład przedstawienia kobiecego bóstwa „Mistress of the Animals” z kopca grobowego w Aleksandropolu lub przedstawienia griffinomachy na terminalu ze Slonovskaya Bliznitsa.

Przedmioty wykonane przez greckich rzemieślników znaleziono we wszystkich pochówkach królewskich i arystokratycznych z IV wieku p.n.e. Niektóre przykłady scytyjskiej broni ceremonialnej wykonanej przy użyciu tej samej matrycy i praktycznie identycznej, znaleziono w kilku różnych kurhanach. Zostały wykonane mniej więcej w tym samym czasie, w jednym warsztacie, jako specjalne zamówienia dla wielu scytyjskich dynastii lub dla królów bosforańskich jako prezenty dyplomatyczne dla Scytów. (rysunek niżej – źródło : Encyklopedia Iranica)

Gorytoi ze scenami z życia Achillesa, na przykład, znaleziono w kopcach grobowych Chertomlyk, Melitopol, Five Brothers 8 i Il’intsy. Pochwy znalezione w kurhanach w Chertomlyk i Five Brothers 8 i zakupione przez Metropolitan Museum of Art (przypuszczalnie pochodzą z kurhanu Chayan).

Niektóre sceny przedstawione na greckich metalowych przedmiotach można śmiało zinterpretować jako ilustracje legend scytyjskich, znanych nam ze źródeł pisanych.

Dotyczy to na przykład przedstawień na kultowych naczyniach greckiej manufaktury z kurhanów Chasty w pobliżu Woroneża oraz z kurhanów Kul’-Oba na Krymie (plansza niżej – źródło : Encyklopedia Iranica) które ilustrują legendę o pochodzeniu Scytów i rywalizacja między trzema synami Heraklesa wydanymi przez Herodota.

Z tą samą legendą związane są częste przedstawienia udręczonej bogini, matki trzech braci (np. W Kul’-Oba, Tsymbalova Mogila i Bolshaya Bliznitsa). W sztuce grecko-scytyjskiej z IV wieku p.n.e. znajdują się także liczne reprodukcje niektórych innych scen, które prawdopodobnie mają znaczenie religijne i mitologiczne. Obejmują one przedstawienie siedzącej kobiety (najwyraźniej bogini) z lustrem oraz mężczyzny lub młodzieńca trzymającego przed sobą ryton (znaleziony w Kul’-Oba, Chertomlyk, Oguz, Verkhnii Rogachik, 1st Mordvinovskii, Melitopol , Nosaki 4 i inne tumulusy).

W jednym przypadku (tablica ze Sachnowki) ta para figur została umieszczona w środku wielocyfrowej kompozycji, w której występuje druga para postaci, często reprodukowana, dwóch Scytów pijących z jednego i tego samego rytonu (tzw. tak zwana scena braterska).

Inne sceny również mogą mieć często znaczenie mitologiczne lub epickie, ale ich specyficzna interpretacja ma znacznie bardziej hipotetyczny charakter (grzebień z Solokha, miska z Gaimanova Mogila, wazon z Chertomlyk i in.).

Rzeźba antropomorficzna była najbardziej konserwatywną odmianą sztuki scytyjskiej. Zdecydowana większość rzeźb z IV wieku p.n.e. była w tradycji scytyjskiej. Jednak wpływy greckie najwyraźniej przejawiają się w niektórych rzeźbach z tego okresu znalezionych na Krymie (Privetnoe, Chernomorskoe). Są to rzeźby, na których szaty i zbroje są wyszczególnione w stopniu, który jest nietypowy dla rzeźby scytyjskiej.

Dzieła sztuki scytyjskiej znajdują się w wielu muzeach, zarówno na terenie Rosji, jak i Ukrainy oraz poza nią. Największe z tych zbiorów znajdują się w Ermitażu w Sankt Petersburgu (gdzie znajdują się przedmioty znalezione podczas wykopalisk scytyjskich kurhanów w XIX i na początku XX wieku) oraz w Muzeum Historycznych Skarbów Ukrainy w Kijowie (w którym mieści się najwięcej scytyjskich dzieł sztuki z XX-wiecznych wykopalisk).

Mniej ważne zbiory znajdują się w Państwowym Muzeum Historycznym i Państwowym Muzeum Sztuki Ludów Wschodu w Moskwie, Instytucie Archeologii (Akademia Nauk Ukrainy) oraz muzeach regionalnych, m.in. w Charkowie, Zaporożu , Odessa i Kerch. Małe kolekcje sztuki scytyjskiej można również znaleźć w różnych innych muzeach, w tym w Antikensammlung (Berlin), Luwrze (Paryż), Ashmolean Museum (Oxford), Metropolitan Museum (Nowy Jork) i in.

Dzieła sztuki scytyjskiej były wielokrotnie publikowane.

Oryginalna sztuka scytyjska przestała istnieć po zniknięciu kultury archeologicznej Scytów na początku III wieku p.n.e.

Sztuka późnych Scytów została całkowicie zhellenizowana. Fragmenty rzeźb i malowideł ściennych znalezione w Scytyjskim Neapolis należą do tradycji greckiej i prawdopodobnie zostały stworzone przez greckich mistrzów.

Jednak tradycja wykonywania antropomorficznych nagrobków nie zanikła w późnym okresie scytyjskim; prymitywne rzeźby antropomorficzne często wznoszono w nekropolii. Były znacznie bardziej prymitywne niż te z IV wieku p.n.e, a szczegóły nie wydają się stanowić wyraźnej kontynuacji tego, co było wcześniej. Niekiedy znajdowano również surowe płaskorzeźby w grobowcach, które można porównać z tymi z Królestwa bosforańskiego.

Bibliografia :

Skróty (źródła klasyczne są zgodne z Oxford Classical Dictionary ).

CIRB:  Corpus Inscriptionum Regni Bosporani , wyd. V. Struve, Moskwa, 1965.

IG XIV: Inscriptiones Graecae XIV: Inscriptiones Siciliae et Italiae, additis Galliae, Hispaniae, Britanniae, Germaniae inscriptionibus , wyd. Georg Kaibel, Berlin, 1890.

IosPE:  Inscriptiones antiquae orae septentrionalis Ponti Euxini graecae et latinae , wyd. Basilius [Vasiliĭ] Latyshev, 3 tomy, St. Petersburg, 1885-1916.

DĄB: Otchet Imperatorskoĭ arkheologicheskoĭ kommissïi (St. Petersburg, 1859–1916).

SAA: State Archives of Assyria, Helsinki, 1987- (IV = I. Starr, red., Queries to the Sungod: Divination and Politics in Sargonid Assyria , Helsinki, 1990).

SEG:  Supplementum Epigraphicum Graecum , Leiden, Amsterdam, 1923-

Źródła.

Andreĭ Yu. Aleksiejew „O skifskom Arese” (Na Scytyjski Ares) Arkheologicheskiĭ sbornik Gosudarstvennogo Érmitazha 21, 1980, str. 41-43.

Idem, „Kurgan Chmyreva Mogila i data ego sooruzheniya” (Kopiec pochówku Chmyreva Mogila i data jego budowy), Soobshcheniya Gosudarstvennogo Érmitazha 50, 1985, s. 31–35.

Idem, „O datakh skifskikh kurganov Baby i Raskopana Mogila” (W dniach scytyjskich kurhanów Baby i Raskopana Mogila), Soobchsheniya Gosudarstvennogo Érmitazha 52, 1987, s. 28–31.

Idem Khronografiya Evropeĭskoĭ Skifii VII – IV vekov do n.è. (Chronografia europejskiej Scytii w VII-IV wieku p.n.e.) , Petersburg, 2003.

Pierre Amandry, BB Piotrovskij i Véronique Schiltz, red., Or des Scythes: trésors des musées sovietiques , Paryż, 1975.

Swietłana I. Andrukh, Nizhnedunaĭskaya Skifiya VI-nachale v. Zrobić N.E. (Scytia Dolnego Dunaju między VI a początkiem I wieku p.n.e.) , Zaporoże, 1995.

Michaił I. Artamonow, „Proiskhozhdenie skifskogo iskusstva” (Początki sztuki scytyjskiej), Sovetskaya arkheologiya, 1968, nr. 4, s. 27–45.

Władimir P. Babenchikov „Nekropol” Neapolya Skifskogo”(Necropolis Scytów Neapolu), w Pavel N. Shul’ts, ed., Istoriya arkheologiya drevnego Kryma , Kijów, 1957, s. 94-141. 

Valery M. Batchaev, „Drevnosti predskifskogo i ranneskifskogo periodov” (Antiquities from the pre-Scythian and Early Scythian period), w Vladimir I. Markovin, red.,  Arkheologicheskie issledovaniya na novostroĭkakh Kabardino-Balkarii, Nalchik, 1985, II, s. 7-115.

Svetlana S. Bessonova, Religioznye predstavleniya skifov (Koncepcje religijne Scytów), Kijów, 1983.

Svetlana S. Bessonova i Sergeĭ A. Skoryĭ, Motroninskoe gorodishche skifskoĭ èpokhi (miasto-miasto Motroninskoe z okresu scytyjskiego) , Kijów, 2001.

Rainer M. Boehmer, „Skythische Grabstelen aus Muğesir (Nordost-Irak)”, Baghdader Mitteilungen 29, 1998, s. 81–94.

Yuriĭ V. Boltrik, „Svyatilishche Areya v urochishche Nosaki” (Sanktuarium Aresa w Nosaki), w Arkheologicheskie issledovaniya na Ukrainie 1976-1977 gg. Tezisy, Użgorod, 1978, s. 61–62.

Yuriĭ V. Boltrik, Elena E. Fialko i Nikolaĭ N. Cherednichenko, „Berdyanskiĭ kurgan” (Kopiec Berdyansky), Rossiĭskaya arkheologiya , 1994, nr. 3, s. 140–56.

Pierre Briant, From Cyrus to Alexander: History of the Persian Empire, Winona Lake, In., 2002.

Evgeniĭ V.Chernenko, Skifskiĭ dospekh (zbroja scytyjska), Kijów, 1968.

Idem, „Drevneĭshie skifskie paradnye mechi (Melgunov i Kelermes)” (Najwcześniejsze scytyjskie miecze ceremonialne [Melgunov i Kelermes]), w: Alekseĭ I. Terenozhkin et al., Red., Skifiya Kavkaz, Kijów, 1980, s. 7- 30.

Evgeniĭ V. Chernenko i in. Skifskie pogrebal’nye pamyatniki stepeĭ severnogo Prichernomor’ya (scytyjskie miejsca grobowe na stepach północnego regionu pontyjskiego), Kijów, 1986.  

Jan Chochorowski i Sergeĭ Skoryĭ, „Die Zentralbestattung des Gross-Grabhügels von Ryžanovka im rechtsseitigen Teil des ukrainischen Waldsteppengebietes, Pratiques funéraires dans l’Europe des XIIIe-IVe s. av. J.-C. ”w Vasillica Lungu, red., Actes du IIIe Colloque International d’archéologie funéraire , Tulcea, 2000, s. 105–22.

Olga D. Dashevskaya, »Skifskoe gorodishche Krasnoe (Kermen-Kyr)« (The Scythian city-site of Krasnoe [Kermen-Kyr]), ” Kratkie soobshcheniya Instituta istorii material’noĭ kul’tury 70, 1957, s. 108–17 . 

Idem, Pozdnie skify Krymu: Svod arkheologicheskikh istochnikov D1-7 (The Late Scythians in the Crimea, Corpus of archeological sources D1-7), Moskwa, 1991.

Dmitriĭ I. Evarnitskiĭ, »Izvlechenie iz otcheta o raskopkakh, proizvedennykh letom 1897 g. bliz s. Mikhaĭlovo-Apostolova, Khersonskoĭ gub. i uezda ”(Wyciąg ze sprawozdania z wykopalisk przeprowadzonych latem 1897 r. w pobliżu wsi Mikhailovo-Apostolovo w prowincji i powiecie chersońskim), Otchet Imperatorskoĭ Arkheologicheskoĭ Komissii za 1897 g. , St. Petersburg, 1900, s. 133–37.

Elena E. Fialko, „Pogrebal’nyĭ kompleks kurgana Oguz” (Kompleks grobowy kopca Oguz), Evgeniĭ V. Chernenko, Vyacheslav Yu. Murzin i Sergeĭ A. Skoryĭ, red., Drevnosti skifov, Kijów, 1994, s. 122–44.

Olena J. Fialko i Yuri Boltrik, Napad skifiv na Trakhtemirovs’ke gorodishche (atak Scytów na miasto-teren Trakhtemirovo), Kijów, 2003.

Ludmila K. Galanina, Die Kurgane von Kelermes: „Königsgräber” der frühskythischen Zeit , Moskwa, 1997.

Nadieżda A. Gavrilyuk, Istoriya Ekonomiki Stepnoĭ Skifii VI-III vv. do n.è. (Historia gospodarki stepowej Scytii w VI-III wieku p.n.e.), Kijów, 1999.

Nadezhda A. Gavrilyuk i Valentina V. Krapivina, „Nizhnedneprovskie gorodishcha (k problem vozniknoveniya i razvitiya)” (Miasta-tereny Dolnego Dniepru [o problemie pochodzenia i rozwoju]) ”, Bosporskie chteniya 6, 2005, s. 68 -69.

Roman Ghirshman, Tombe principère de Ziwiyé et le début de l’art animalier scythe, Paryż, 1979.

André Godard, Le trésor de Ziwiyé (Kurdystan), Haarlem, 1950.

Nonna L. Grach, „Kul-Oba Studies”, Ancient Civilizations from Scythia to Syberia 7, 2001, s. 5-43.

Boris N. Grakov, Kamenskoe gorodishche na Dnepre (Miasto-miasto Kamenskoe nad Dnieprem), Moskwa, 1954.

Edvin Grantovskij, Indoiranische Kastengliederung bei den Skythen , XXV Internationaler Orientalisten-Kongress, Vorträge der Delegation der ZSRR, Moskwa, 1960.

Varvara A. Il’inskaya, Skify dneprovskogo lesostepnogo levoberezya (kurgany Posul ‚ya ) (Scytowie ze stepów leśnych na lewym brzegu Dniepru [Kurhany z regionu Sula]), Kijów, 1968.

Idem, Ranneskifskie kurgany basseĭna r. Tyasmin (wczesnoscytyjskie kurhany w dorzeczu rzeki Tyasmin), Kijów, 1975.

Varvara A. Il’inskaya, Boris N. Mozolevskiĭ i Alekseĭ I. Terenozhkin, »Kurgany VI v. Do n.è. u s. Matusov ”(Kopce pochówku z VI wieku pne w pobliżu wsi Matusow), w: Alekseĭ I. Terenozhkin i in., Red., Skifiya Kavkaz, Kijów 1980, s. 31-63.

Varvara A. Il’inskaya i Alekseĭ I. Terenozhkin, Skifiya VII-IV vv. do n.è. (Scytia w VII-IV wieku p.n.e.), Kijów, 1983.

Askold I. Ivantchik, Les Cimmériens au Proche-Orient, Fribourg and Göttingen, 1993.

Idem, Kimmeriĭtsy: Drevnevostochnye tsivilizatsii stepnye kochevniki VIII-VII vv. do n.è. (Cymeryjczycy: starożytne cywilizacje wschodnie i koczownicy stepowi w VIII-VII wieku pne), Moskwa, 1996.

Idem, „Une légende sur l’origine des Scythes (Hdt. IV, 5-7) et le problème des sources du Scythikos logos d’Hérodote”, Revue des études grecques 112, 1999a, str. 141–92.

Idem, „The Scythian ‚Rule over Asia’: The Classical Tradition and the Historical Reality”, w: Gocha R. Tsetskhladze, red., Ancient Greeks West and East, Leiden, 1999b, s. 497-520.

Idem, Kimmerier und Skythen : Kulturhistorische und chronologische Probleme der Archäologie der osteuropäischen Steppen und Kaukasiens Vor- und frühskythischer Zeit, Moskwa, 2001a.

Idem, „La légende„ grecque ”sur l’origine des Scythes (Hérodote 4.8–10)”, w: Valérie Fromentin i Sophie Gotteland, red., Origines gentium, Bordeaux, 2001b, s. 207–20.

Idem, Am Vorabend der Kolonisation : Das nördliche Schwarzmeergebiet und die Steppennomaden des 8.-7. Jhs. v. Chr. in der klassischen Literaturtradition: Mündliche Überlieferung, Literatur und Geschichte, Berlin i Moskwa, 2005.

Idem, „K voprosu o skifskom yazyke” (O problemie języka scytyjskiego), Vestnik Drevneĭ Istorii, 2009, no. 2, str. 62–88.

Idem, „The Funeral of Scythian Kings: The Historical Reality and the Description of Herodotus (IV, 71-72)”, w Larisa Bonfante, red., European Barbarians, Cambridge, 2011, s. 71–106.

Askold I. Ivantchik i Aleksandr M. Leskov, eds,. Ulskii Tumuli: Kultowa Burial Ensemble tej Scytów Okres tej Północnego Kaukazu , Moskwa i Berlin, 2015.

Karl Jettmar, „Die zentralasiatische Entstehung des Tierstils,” Beiträge zur allgemeinen und vergleichenden Archäologie 1, 1979, s. 145–58.

Anatoliĭ R. Kantorovich, „Klassifikatsiya i tipologiya èlementov ‚zoomorfnykh prevrashcheniĭ’ v zverinom stile stepnoĭ Skifii” (Klasyfikacja i typologia elementów „transformacji zoomorficznych” w stylu zwierzęcym Steppe Scythia), w: Alexandr V. Evgelevskiĭ,. Strukturno-semioticheskie issledovaniya arkheologii   I, Donetsk, 2002, s. 77–130.

Petr O. Karyshkovskiĭ and AG Zaginaĭlo, »Monety skifskogo tsarya Skila« (Coins of the Scythian king Skyles), w Valentin L. Yanin and Avraam A. Nudel’man, eds., Numizmaticheskie issledovaniya po istorii Yugo-Vostochnoĭ Evropy, Kishinevevropy, Kishinevevropy 1990, strony 3-15.

Jan F. Kindstrand, Anacharsis: The Legend and the Apophtegmata , Uppsala, 1981.

Vladimir A. Kisel ‚, Svyashchennaya sekira skifov: Ob odnoĭ nakhodke iz Kelermesa (Święty topór bojowy Scytów: Na znalezisku z Kelermes), Petersburg, 1997.

Idem, »Pamyatniki blizhnevostochnoĭ torevtiki iz kurganov Predkavkaz’ya i Severnogo Prichernomor’ya VII-nachala VI vv. Gotowe. (K probleme blizhnevostochnykh svyazeĭ skifov) ”(Przedmioty bliskowschodniej Toreutyki z kopców grobowych na przedkaukazie i północnym pontyjsku z VII-początku VI wieku pne [O problemie stosunków bliskowschodnich Scytów]) , streszczenie pracy doktorskiej dys., St. Petersburg State University, 1998.

Victor I. Klochko i Sergeĭ A. Skoryĭ, „Kurgan No. 15 bilya Stebleva u Porossi” (Kopiec nr 15 w pobliżu Steblevo w regionie Ros), Arkheologiya , nr. 2, Kijów, 1993, s. 71–84.

Sergeǐ G. Koltukhov „Kurhan Kulakovskogo” (The Kulakovsky kopiec pogrzebu), Khersonesskiĭ sbornik 9, 1998, s. 17-24.

Idem, „’Zolotoĭ’ Simferopol’skiĭ kurgan” („Złoty” kurhan w Symferopolu), Chersonesskiĭ sbornik 10, 1999a, s. 7–20.

Idem, Ukrepleniya Krymskoĭ Skifii (Fortyfikacje Krymskiej Scytii), Symferopol, 1999b.

Idem, „O krymskikh kurganakh s« kollektivnymi pogrebeniyami »” (O krymskich kurhanach z „zbiorowymi pochówkami”), w: Irina I. Gushchina i Denis V. Zhuravlev, red., Pozdnie skify Kryma, Moskwa, 2001, s. 59- 70.

Georg Kossack, „Von den Anfängen des skytho-iranischen Tierstils”, Skythika. Abhandlungen der Bayerischen Akademie der Wissenschaften, Phil.-hist. Klasse , NS 98, 1987, str. 24-86.

Galina T. Kovpanenko, »Kurgany skifskogo vremeni u s. Medvin v Poros’e ”(Kopce pogrzebowe okresu scytyjskiego w pobliżu wioski Medvin w regionie rzeki Ros”), w: Alekseĭ I. Terenozhkin et al., Red., Skify sarmaty, Kijów, 1977, s. 40-72.

Idem, Kurgany ranneskifskogo vremeni basseĭne r. Ros ‚ (kopce pogrzebowe z wczesnego okresu scytyjskiego w dorzeczu rzeki Ros), Kijów, 1981.

Sergeĭ D. Kryzhitskiĭ, Sergeĭ B. Buĭskikh, Anatoliĭ V. Burakov. and Valeriĭ M. Otreshko, Sel’skaya okruga Ol’viĭ (Rural hinterland of Olbia), Kijów, 1989.

Sergeĭ V. Kullanda i Dmitriĭ S. Raevskiĭ, „Eminak v ryadu vladyk Skifii” (Eminakes między innymi władcami Scytii), Vestnik Drevneĭ Istorii, 2004, nr. 1, str. 79–95.

Tamara M. Kuzniecowa, Zerkala Skifii VI III ww. do n.è. (Lustra ze Scytii w VI-III wieku p.n.e.), Moskwa, 2003.

Ya. Lazarevskiĭ, „Aleksandropol’skiĭ kurgan” (Kopiec pochówku w Aleksandropolu), Zapiski Rossiiskogo Arkheologicheskogo obshchestva 7, 1895, s. 24–46.

Ivan I. Loboda, Alexandr E. Puzdrovskij i JP Zajcev [Yuriĭ P. Zaĭtsev], »Prunkbestattungen des 1. Jh. N. Chr. in der Nekropole Ust’-Alma auf der Krim, ” Eurasia Antiqua 8, 2002, s. 295–346.

Vladimir E. Maksimenko, ed. Sarmaty Skifiya: Sbornik nauchnykh dokladov III Mezhdunarodnoĭ konferentsii „Problemy sarmatskoĭ arkheologii istorii” (Sarmatów i Scythia: zbiór prac naukowych w ramach 3. Międzynarodowa Konferencja „Problemy sarmackiej Alogy i Historii”) , Azow, 1997.

Anastasiya P. Mantsevich, »Golovka byka iz kurgana VI v. Do n.è. na r. Kalitva ”(Głowa byka z kopca grobowego z VI wieku pne na rzece Kalitva), Sovetskaya Arkheologiya , 1958, nr. 2, str. 196-202.

Idem, Kurgan Solokha , Leningrad, 1987.

Konstantin K. Marchenko, „K probleme greko-varvarskikh kontaktov v severo-zapadnom Prichernomor’e V-IV vv. Gotowe. (sel’skie poseleniya Nizhnego Pobuzh’ya) ”(W kwestii kontaktów między Grekami i barbarzyńcami w północno-zachodnim regionie pontyjskim w V-IV wieku pne [Osady wiejskie w dolnym biegu Bugu]), Stratum plus, 1999, nr. 3, str. 145–72.

Konstantin K. Marchenko, Viktor G. Zhitnikov i Viktor P. Kopylov, Elizavetovskoe gorodishche na Donu / Die Siedlung Elizavetovka am Don , Moskwa, 2000.

Inna N. Medvedskaya, „Periodizatsiya skifskoĭ arkhaiki i Drevniĭ Vostok” (Periodization of the Scythian Archaic Era and the Ancient Orient), Rossiĭskaya arkheologiya , 1992, nr. 3, strony 86–107.

Anna I.Melyukova, Vooruzhenie skifov (Weapons of the Scythians), Moskwa, 1964.

Idem, Krasnokutskiĭ kurgan (Kopiec Krasnokutskich), Moskwa, 1981.

Idem, red., Stepi evrope ĭskoy chasti SSSR skifo-sarmatskoe vremya (Stepy europejskiej części ZSRR w okresie scyto-sarmackim), Moskwa, 1989.

Catheline Metdepenninghen, „La relations entre l’art urartéen au temps du roi Rusa II et les épées- akinakes de Kelermès et de Melgounov”, Iranica Antiqua 32, 1997, 109–36.

Karl Meuli, „Scythica”, Hermes 70, 1935, s. 121–76.

Borys N. Mozolevskiĭ, Tovsta Mogila (kurhan Tołstaja Mogiła), Kijów, 1979.

Idem, »Skifskie kurgany v okrestnostyakh g. Ordzhonikidze na Dnepropetrovshchine (raskopki 1972-1975 gg.) ”(Scytyjskie kurhany w okolicach miasta Ordzhonikidze w obwodzie dniepropietrowskim [Excavations of 1972-75]), w: Alekseĭ I. Terenozhkin et al., Red. Skifiya , Skifiya red. Kavkaz, Kijów, 1980, s. 70–154.

Idem, „Skifskiĭ tsarskiĭ kurgan Zheltokamenka” (Scytyjski królewski kopiec grobowy Zheltokamenka), w: Alekseĭ I. Terenozhkin, Borys N. Mozolevskiĭ i Evegniĭ V.Chernenko, red., Drevnosti stepnoĭ Skifii, Kijów, 1982, s. 179-22, s. .

Idem, „K voprosu o skifskom Gerrose” (W kwestii scytyjskiego Gerrosa), Sovetskaya Arkheologiya , 1986, nr. 2, strony 70–83.

Oscar W. Muscarella, „Ziwiye” and Ziwiye: The Forgery of a Provenience, ” Journal of Field Archeology 4/2, 1977, str. 197–219.

Valery S. Ol’khovskiĭ, Pogrebal’no-pominal’naya obryadnost” naseleniya stepnoĭ Skifii (VII III w. Do n.p.) (Funerary i Pamięci Obrządki populacji step Scythia [7th do 3. wieku BCE] ), Moskwa, 1991.

Idem, „Pervyĭ Razmennyĭ kurgan u stanitsy Kostromskoĭ” (Pierwszy kurhan Razmennyi w pobliżu wsi Kostromskaya), Istoriko-arkheologicheskiĭ al’manakh 1, 1995, s. 85–98.

Valeriĭ S. Ol’khovskiĭ i Gennadiĭ L. Evdokimov, Skifskie izvayaniya VII-III vv. do n.è. (Rzeźby scytyjskie z VII-III wieku p.n.e.), Moskwa, 1994.

Elena V. Perevodchikova, „Tipologiya i èvolyutsiya skifskikh navershiĭ” (Typologia i ewolucja terminali scytyjskich), Sovetskaya arkheologiya , 1980, nr. 2, s. 23–44.

Idem, Yazyk zverinykh obrazov (Język obrazów zwierząt), Moskwa, 1994.

Vladimira G. Petrenko, herbu Scythian Necropolis of Krasnoe Znamya tym Północnego Kaukazu , Moskwie i Berlinie 2005.

Vladimira G. Petrenko, Vladimir E. Maslov i Anatoliǐ R. Kantorovich, »Khronologiya tsentral’noĭ gruppy kurganov mogil’nika Novozavedennoe-II« (Chronologia centralnej grupy kurhanów na cmentarzu Nowozawiedeńskim II), w Valeri I Gulyaev i Valeriĭ S. Ol’khovskiĭ, red., Skify sarmaty VII-III vv. do n.è .: Paleoèkologiya, antropologiya arkheologiya , Moskwa, 2000, s. 238–48.

Boris Piotrovsky, Liudmila Galanina i Nonna Grach, Scythian Art, Oxford and Leningrad, 1987.

Nadezhda N. Pogrebova, „Pozdneskifskie gorodishcha na Nizhnem Dnepre” (późnoscytyjskie miasta-tereny nad Dolnym Dnieprem), Materialy issledovaniya po arkheologii SSSR 64, 1958, s. 103–247.

Mariya N. Pogrebova i Dmitriĭ S. Raevskiĭ, Rannie skify drevniĭ Vostok (Early Scythians and the ancient Orient), Moskwa, 1992.

Sergeĭ V. Polin, „O khronologiĭ ranneskifskoĭ kul’tury (po IN Medvedskoĭ)” (O chronologii wczesnej kultury scytyjskiej [według IN Medvedskaya]), Rossiĭskaya arkheologiya , 1998, no. 4, s. 50–63.

Karl Praechter, „Der fünfte Anacharsisbrief”, Hermes 56, 1921, s. 422–31.

Evgeniĭ Pridik, »Mel’gunovskiĭ klad 1763 g.« (The Melgunov treasure of the year 1763), Materialy po arkheologiĭ Rossiĭ 31, 1911, s. 1-21.

Alexandr E. Puzdrovskiĭ, »Pogrebeniya Bitakskogo mogil’nika pervykh vekov n.è. s oruzhiem i konskoĭ uzdoĭ”(Pochowani w Bitak cmentarzyska z CE wczesnych wiekach zawierającej broń i uzdy konia), w Irina I. Gushchina i Denis V. Zhuravlev, eds., Pozdnie skify Kryma , Moskwa, 2001, ss. 122 -40.

Idem, Krymskaya Skifiya VO II v. Zrobić N.E. – III v. N.è. Pogrebal’nye pamyatniki (Krymska Scytia w II wieku pne – III wne. Pomniki grobowe), Symferopol, 2007.

Alexandr E. Puzdrovskiĭ i Alexandr A. Trufanov , Polevye issledovaniya Ust’-Al’minskogo nekropolya (Badania terenowe na nekropolii Ust-Alma), t. I-III. Symferopol, 2016-2017.

Dymitr S. Raevskiĭ, Ocherki ideologii skifo-sakskikh plemen (Eseje o ideologii plemiona Scytów-Saka), Moskwa 1977.

Idem, Model ‚ mira skifskoĭ kul’tury (Model świata kultury scytyjskiej), Moskwa, 1985.

Ellen D. Reeder, red., Scythian Gold : Treasures from Ancient Ukraine, Nowy Jork, 1999.

Franz H. Reuters, Die Briefe des Anacharsis, Berlin, 1963.

Renate Rolle, Michael Müller-Wille i Kurt Schietzel, red., Gold der Steppe : Archäologie der Ukraine, Schleswig, 1991.

Renate Rolle, Wiaczesław Yu. Murzin i Andreĭ. Yu. Alekseev, Königskurgan Čertomlyk : Ein skythischer Grabhügel des 4. vorchristlichen Jahrhunderts Teilbd , Mainz, 1998.

Dmitriĭ Ya. Samokvasov, Mogily Russkoĭ zemli (Groby ziemi rosyjskiej), Moskwa, 1908.

Véronique Schiltz, Les Scythes et les nomades des steppes: VIIIe siècle avant J.-C.-1 er siècle après J.-C., Paris, 1994.

Alexandr N. Shcheglov, Severo-zapadnyĭ Krym antichnuyu èpokhu (Północno-zachodni Krym w epoce antycznej), Leningrad, 1978.

Valentin P. Shilov, »Raskopki Elizavetovskogo mogil’nika v 1959 g.« (Wykopaliska cmentarzyska Elizawetowskiego w 1959 r.), Sovetskaya arkheologiya , 1961, nr. 1, strony 150–68.

Alexandr I. Shkurko, „O lokal’nykh razlichiyakh v iskusstve lesostepnoĭ Skifii” (O lokalnych różnicach w sztuce Forest Steppe Scythia), w: Anna I. Melyukova i Marina G. Moshkova, red., Skifo-sibirskiĭ zverinyĭ stil ‚ iskusstve narodov Evrazii, Moskwa, 1976, s. 90–105.

Idem, „Skifskoe iskusstvo zverinogo stilya (po materialam lesostepnoĭ Skifii)” (Scytyjska sztuka stylu zwierzęcego [na materiałach z Leśnego Stepu Scytii]), w Valeriĭ I. Gulyaev i Valeriĭ S. Ol’khovskiĭ, red., Skify sarmaty VII-III vv. do n.è .: Paleoèkologiya, antropologiya arkheologiya , Moskwa, 2000, s. 304-13.

Boris A. Shramko, Bel’skoe gorodishche skifskoĭ èpokhi: Gorod Gelon (miasto-miasto Belskoe z czasów scytyjskich: miasto Gelon), Kijów, 1987.

Pavel N. Shul’ts, Mavzoleĭ Neapolya Skifskogo (Mauzoleum w Scythian Neapolis), Moskwa, 1953.

Liina F. Silant’eva, „Nekropol ‚Nimfeya” (The necropolis of Nymphaeum), Materialy issledovaniya po arkheologii SSSR 69, 1959, s. 5–108.

Alexandr V. Simonenko, Sarmaty Tavrii (The Sarmatians of the Tauris), Kijów 1993.

Sergeĭ A. Skoryĭ, Kurgan Perep’yatikha (Kopiec Perepyatikha), Kijów 1990.

Idem, Skify dneprovskoĭ pravoberezhnoĭ lesostepi (Scytowie na leśnym stepie na zachodnim brzegu Dniepru), Kijów 2003.

Tat’yana N. Smékalová, Sergeǐ G. Koltukhov i Jurij P. Zajcew, Atlas pozdneskifskikh gorodishch predgornogo Kryma (Atlas tych ufortyfikowanych miejsc tych podnóża na Krymie), Petersburg, 2015.

Galina I. Smirnova, „Skifskoe poselenie na Nemirovskom gorodishche: obshchie dannye o pamyatnike” (Osada scytyjska w miejscu miasta Nemirowo: Ogólne dane na temat miejsca), Materialy po arkheologii, istorii ètnografii Tavrii 6, 1998, s. 77 -121.

Élla I. Solomonik, „Épigraficheskie pamyatniki Neapolya Skifskogo” (Epigraphic objects from the Scythian neapolis), Numizmatika èpigrafika 3, 1962, s. 32–44.

Klaus P. Stähler, „Zum Relief der Schwertscheide von Certomlyk”, in idem, ed., Zur graeco-skythischen Kunst, Münster, 1997, s. 61–84.

Klaus P. Stähler i H-Heige Nieswandt, „Der skythische Goryt aus dem Melitopol-Kurgan”, Boreas 14/15, 1991–92, s. 85–108.

Elena Stolyarik, „Scythians in the West Pontic Area: New Numismatic Evidence”, The American Journal of Numismatics 13, 2001, s. 21–34.

Erast A. Symonovich, Naselenie stolitsy pozdneskifskogo carstva (Populacja stolicy późnego królestwa scytyjskiego), Kijów, 1983.

Aleksiej I. Terenozhkin i Borys N. Mozolevskiĭ, Melitopol’skiĭ Kurgan (The Melitopol kopiec pogrzebu), Kijów, 1988.

Sergei R. Tokhtas’ev „Problema skifskogo yazyka v sovremennoĭ nauke” (Problem z języka Scytów w nowoczesnych badań), w Victor Cojocaru, etniczne kontaktów kulturalnych wymian północ SEST tej Czarnego Morza tej greckiej kolonizacji do tej osmańskiej podbój, Iasi, 2005, s. 59–108.

Vladimir P. Tolstikov, „K probleme obrazovaniya Bosporskogo gosudarstva” (W kwestii powstania państwa Bosporan), Vestnik Drevnej Istorii , 1984, nr. 3, s. 24–48.

Vladimir P. Tolstikov, Natalia S. Astashova, Georgiǐ A. Lomtadze, Olga Yu. Samar i Olga V. Tugusheva, Drevneĭshiĭ Pantikapeĭ. Ot apoĭkii – gorodu (The najwcześniej Pantikapajon. apoikia się mieście, Moskwa, 2017 r.

Marina Yu. Vakhtina, „Osnovnye kategorii grecheskoĭ importnoĭ keramiki iz raskopok Nemirovskogo gorodishcha” (Główne kategorie importowanej ceramiki greckiej z wykopalisk na terenie miasta Niemirowo), Materialy po arkheologii, istorii ètnografii Tavrii 6, 1998, s. 122-39.

Yuriĭ G. Vinogradov, Politicheskaya istoriya ol’viĭskogo polisa VII-I vv. do n.è. (Historia polityczna Polis of Olbia w VII-I wieku pne), Moskwa, 1989.

Idem, „Greek Epigraphy of the North Black Sea Coast, the Caucasus and Central Asia (1985-1990)”, Ancient Civilizations from Scythia to Syberia I, 1994, s. 63-74.

Idem, „Khersonesskiĭ dekret o„ nesenii Dionisa ”IOSPE I 2 , 343 i vtorzhenie sarmatov v Skifiyu” (Dekret z Chersonesus dotyczący „przenoszenia Dionizosa” IOSPE I, 343 i inwazji Sarmatów na Scytię), VDI , 1997 nie. 3, strony 104-24.

Yuriĭ G. Vinogradov i Yuriĭ P. Zaĭtsev, „Novyĭ èpigraficheskiĭ pamyatnik iz Neapolya Skifskogo (predvaritel’naya publikatsiya)” (Nowy obiekt epigraficzny ze Scytyjskiego Neapolis [publikacja wstępna]), Arkheologiya (Kijów), 2003, nr. 1, s. 44–53.

Alexeĭ A. Voloshinov, „Novye pamyatniki pozdneskifskoĭ skul’ptury iz yugo-zapadnogo i tsentral’nogo Kryma” (Nowe pomniki późnej rzeźby scytyjskiej z południowo-zachodniego i środkowego Krymu), w Irina I. Gushchina i Denis V. Zhuravlev, red. , Pozdnie skify Kryma, Moskwa, 2001, s. 147-55.

Mariya I. Vyaz’mitina, Zolota Balka (Zolotaya Balka), Kijów, 1962.

Tat’yana N. Vysotskaya, Pozdnie skify yugo-zapadnom Krymu (późni Scytowie na południowo-zachodnim Krymie), Kijów, 1972.

Idem, Neapol ‚: Stolitsa gosudarstva pozdnikh skifov (Neapolis: stolica stanu późnych Scytów), Kijów, 1979.

Idem, Ust’-Al’minskoe gorodishche nekropol ‚ (Miejsce-miasto Ust’-Alma i jego nekropolia), Kijów, 1994.

Eleonora V. Yakovenko, „Pastyrs’ke gorodishche skifs’kogo chasu” (Pastyrskoe city-site of the Scythian era), Arkheologiya (Kijów) 21, 1968, s. 175–86.

Idem, „Kurgan na Temir-Gore” (Kopiec grobowy w Temir- Górze ), Sovetskaya arkheologiya , 1972, nr. 3, strony 259–67.

Yuriĭ P. Zaĭtsev [Yurij Zaytsev], „Mavzoleĭ tsarya Skilura: fakty i kommentarii” (Mauzoleum króla Skilurosa: Fakty i komentarze), w: Irina I. Gushchina i Denis V. Zhuravlev, Pozdnie skify Kryma , Moskwa, 2001, s. , 13-58.

Idem, The Scythian Neapolis (2nd Century BC do 3rd Century AD): Investigations into the Graeco-Barbarian City on the Northern Black Sea Coast , Oxford, 2004.

Idem, „Oboronitel’nye sooruzheniya kreposti Ak-Kaya v tsentral’nom Krymu (èpokha èllinizma i rimskiĭ okres” (Konstrukcje obronne twierdzy Ak-Kaya na Środkowym Krymie (epoka hellenistyczna i okres rzymski), w Denis V , Zhuravlev, red., Mitridata duet weteran Bospor Prichernomor’e antichnosti, Moskwa, 2015, s. 164–73.

Yuriĭ P. Zaĭtsev and Valentina I. Mordvintseva, »Varvarskie pogrebeniya Kryma 2 v. Do n.è.-1 vnè.« (Pochówki barbarzyńskie na Krymie od II wieku p.n.e. do I wieku n.e.), u Borisa A. Raeva, Iwana I. Marczenki i Mariny G. Moshkova, red., Sarmatskie kul’tury Evrazii: problemy regionalne’noĭ khronologii, Krasnodar, 2004, s. 174–204. 

(Askold Ivantchik)

Pierwotnie opublikowano: 25 kwietnia 2018 r

Link źródłowy anglojęzyczny :

https://iranicaonline.org/articles/scythians

12 francuskich map pokazujących autochtonizm Sławian Zachodnich (Wenedów, Lugiów i Vandali)

Wrzucałem je w lutym 2020, ale byłem akurat w trakcie pisania książki i tam również mam te mapy i po jakimś tygodniu czy dwóch od wrzutki cofnąłem artykuł do kopii roboczych żeby nie wychodzić z treścią tego co będzie w książce przed szereg, ale książka jest już od kilku miesięcy do kupienia więc śmiało te mapy z powrotem wrzucam w przestrzeń publiczną.

Źródem map jest „Leibniz Institute for East and Southeast European Studies” w Ratyzbonie w Bawarii, jak ktoś lubi oglądać mapy to tu jest 1380 plików :
https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Leibniz-Institut_f%C3%BCr_Ost-_und_S%C3%BCdosteuropaforschung

Mapy są alfabetycznie posegregowane i pod hasłami EUROPA, MITTELEUROPA i OSTMITTELEUROPA są ciekawe mapy wydane w 1903 roku, pozmieniałem kolory żeby nie było tak szaroburo i je trochę wyostrzyłem i poprzycinałem, Francuzi 118 lat temu nie wzięli pod uwagę kossinowskiego bełkotu i nie mieli pojecia o bagnach nad Prypecią jako „kolebce ludów sławiańskich”

Polecimy chronologicznie, linki do map „nie wchodzą” bo pokazują mapę czyli to co już jest, żeby było łatwo je znaleźć to przy każdej mapie zaznaczyłem w nawiasie jaka jest jej kategoria w linku zbiorczym który jest podany wyżej.

1) Mapa emigracji Sauromatów, od V w. do I w. p.n.e. i kierunek tej migracji sugeruje że Veneti adriatycki przybył od nich, jak również Sławianie Południowi sa na Bałkanach dużo wcześniej niż mówi oficjalna wersja historii (OSTMITTELEUROPA)

2) Szkic ogólnego marszu Sławian z ziemi Sauromatów (nie z prypeckich bagien) na zachód i północny zachód Europy, od V w. p.n.e. do VIII w. n.e. Między Odrą a Wisłą Vandale, Ulmerugiowie, Wenedzi, Ariowie – zapewne chodzi o plemie Hariów, Lugiowie, Vidivariowie, Helvecones i Serbowie Łużyczcy. Mapa ta sugeruje że wszystkie wyżej wymienione plemiona mają pochodzenie sarmackie. (EUROPA)

3) Germania w czasie najazdów Cimbrów i Teutonów na Europę 113-101 pne. Wenedowie (Vendes) w Małopolsce (MITTELEUROPA)

4) Narody Germanii w I wieku n.e wg. Tacyta, Venedes (Vendes) w Małopolsce, Lugiowie na Mazowszu a Vandale na Pomorzu Gdańskim (MITTELEUROPA)

5) Mapa Slavii w III wieku n.e podczas inwazji Gotów na Cesarstwo rzymskie. Vandale są na Pomorzu Zachodnim a Wendes lub Venedes od Wisły do Dniepru (OSTMITTELEUROPA)

6) Moja ulubiona mapa z tej 12-tki – Mapa ludów Europy Środkowej w czasie pojawienia się Hunów w IV w. n.e. VANDALES OU VENDES NAD ZATOKA GDAŃSKĄ, obok są Venedes. Mapa ta potwierdza że Vandale są Sławianami! (MITTELEUROPA)

7) Mapa osad sławiańskich na początku V w. n.e. podczas najazdów Hunów, Wenedowie, Lugiowie i Vandale na ziemiach dziś polskich (OSTMITTELEUROPA)

8) Mapa świata sławiańskiego i germańskiego pod koniec V w. n.e., po rozproszeniu się Hunów. Wendes ou Venedes od Wisły do Donu, Lugie w centrum, na Pomorzu Vandale (kategoria EUROPA)

9) Mapa osad sławiańskich w VI wieku n.e., według Jordanesa, Winides jako największy szczep, Vendes na Pomorzu Zachodnim i w Meklemburgii, Vividariens na Pomorzu Gdańskim, Lechici w centralnej Polsce nad Wisłą (OSTMITTELEUROPA)

10) Mapa rozmieszczenia ludów sławiańskich, germańskich, fińskich i węgierskich w połowie VI wieku n.e., ok. 560 roku. Venedes ou Wendes od Odry do Dniepru, Lechici w centrum w miejscu Lugiów, Pomorzanie, Obodryci i Wieleci w miejscu Vandali z mapy nr 8 (EUROPA)

11) Mapa nowych osiedli tych ludów w Europie w połowie VII wieku (634-669) w wyniku osłabienia królestwa Awarów, nowego podziału Sławian, ekspansji Bułgarów i powstania królestwa Chazarów. Polanie wschodni dość wysoko, Rusini koło Kijowa, Lechici nad Wisłą, nad Bałtykiem bez zmian (EUROPA)

12) Mapa rozmieszczenia ludów, zwłaszcza Sławian, w Europie Wschodniej w IX w. n.e. w związku z najazdami Węgrów, Pieczyngów, Chazarów, Kumanów, Połowców, Bułgarów i Turków. Zamiast Vandali z poprzednich map mamy Pomorzan, Obodrytów i Wieletów, zamiast Lugiów mamy Lechitów, zamiast Wenedów mamy Polaków, Polan, Drevlan i plemiona wschodniosławiańskie (EUROPA)

Kamil Vandal

Pierwotnie 25/02/2020, powtórka 18/03/2021

Arminiusz -Wyzwoliciel Germanii

ARMINIUSZ (ur. w 17 r. p.n.e- zm. ok. 21 r. n.e) był księciem Cherusków, który zasłynął w 9 roku n.e dowodzeniem Germanami w Bitwie w Lesie Teutoburskim, gdzie Barbarzyńcy zniszczyli trzy legiony rzymskie co było jedną z największych porażek Cesarstwa w historii.

W literaturze starożytności i średniowiecza książę Cherusków nie odgrywał znaczącej roli. Dopiero ponowne odkrycie „Germanii” Tacyta w 1455 w klasztorze Hersfeld oraz „Roczników” z fragmentami o Arminiuszu w 1507 w klasztorze Corvey wzbudziły zainteresowanie jego postacią. Obie prace od epoki humanizmu stanowiły jeden z najważniejszych fundamentów niemieckiej świadomości narodowej, która rozwijała się wokół osoby Arminiusza.

Tacyt pisał o Arminiuszu:

„Był niekwestionowanym wyzwolicielem Germanii” (łac. liberator haud dubie Germaniae) (Roczniki 2,82.2)

Nawiązując do tych słów, Arminiusz został wyniesiony do rangi narodowej postaci symbolicznej w literaturze niemieckiej od XVI wieku.

Wizerunek Arminiusza nie był bynajmniej jednolity przed XVIII wiekiem. Niemieccy humaniści uczynili go pierwszym Niemcem nadając mu germańskie imie Hermann i stał się on narodowym bohaterem i częścią niemieckiego mitu założycielskiego z drugiej połowy XVIII wieku.

Dopiero w latach 70-tych XVIII wieku ten obraz Arminiusza został powoli zastąpiony bardziej trzeźwym podejściem w badaniach historycznych. Od tego czasu część historyków uważała go za przywódcę buntu germańskich oddziałów pomocniczych w rzymskiej służbie. Jego germańskie imię jest nieznane więc Hermann pozostał pobożnym życzeniem niemieckich humanistów.

POCHODZENIE I MŁODOŚĆ
Tylko kilka szczegółów biograficznych o Arminiuszu jest znanych aż do bitwy w Lesie Teutoburskim. Pochodził z jednej z wiodących rodzin swojego plemienia. Urodził się około 17 roku p.n.e jako syn Segimera , który miał wiodącą pozycję u Cherusków.

Rzymski historyk Wellejusz Paterkulus nazywa Segimera „princeps gentis eius” („pierwszy z jego plemienia”), co jest tłumaczone jako „książe”. (Historia rzymska, 2,118)

Imię matki Arminiusza nie zostało wymienione.

Ojciec Arminiusa tak jak jego wujek Ingomar przewodzili frakcji prorzymskiej wśród Cherusków. Podobnie jak jego brat Flavus , a Arminiusz przez długi czas służył jako przywódca stowarzyszeń germańskich (Ductor popularium) w armii rzymskiej i tym samym zaznajomił się z rzymskim systemem wojskowym.
(Tacyt, Roczniki 2,10)

Na tym stanowisku służył podczas kampanii która poprzedzała wojnę panonońską od późnej jesieni 4 roku n.e do co najmniej 6 roku n.e w obozie rzymskim. Uzyskał obywatelstwo rzymskie i stopień ekwity czyli rycerza (łac.Eques https://www.wikiwand.com/pl/Ekwici) oraz nauczył się języka łacińskiego.

Arminiusz był prawdopodobnie zaangażowany ze swoim stowarzyszeniem w tłumienie powstania panońskiego w latach 6–7 naszej ery. https://www.wikiwand.com/pl/Powstanie_w_Panonii

Przypuszczenia, że zrobił karierę w rzymskiej armii jako „zawodowy oficer” lub dowodził „siłą blisko związaną z regularnymi jednostkami pomocniczymi” Cherusków są nie do udowodnienia.

Około 7/8 roku Arminiusz powrócił na obszar plemienny Cherusków. W tym czasie nie miał wyłącznej władzy nad Cheruskami i stanął w obliczu sporów o przywództwo plemienne.

Segestes – ojciec Thusneldy był przeciwny związkowi swojej córki z Arminiusem, która prawdopodobnie została wówczas jego żoną.
https://www.wikiwand.com/en/Thusnelda

BUNT PRZECIWKO RZYMIANOM
Kiedy gubernator (legatus Augusti pro praetore) Publiusz Kwinktyliusz Warus chciał przedostać się do regionu Cherusków aż do Wezery, Arminiusz zaplanował powstanie na jesień 9 roku. Przebywał ze swoimi towarzyszami celowo w obozie Warusa, często zasiadając przy jego stole i próbując zdobyć zaufanie gubernatora.

Kiedy Warus był w drodze do obozu zimowego, został poinformowany o niepokojach ale nie potraktował poważnie ostrzeżenia księcia Segestesa w przeddzień jego wyjazdu, aby zakuć Arminiusza w kajdany, ponieważ ten planował zdradzić Rzym.

Warus działał jak zwykle w prowincjI podbitego terenu a Arminiusz, ze względu na swoje rzymskie obywatelstwo i rangę ekwity, był postrzegany przez Warusa jako sojusznik rzymski, który jako dowódca pilnie potrzebnych germańskich oddziałów pomocniczych dopomoże w uspokojeniu sytuacji.

Germanie zastosowali jednak podstęp donosząc Warusowi że doszło do powstania Barbarzyńców w prowincji (Kasjusz Dion 56,19,3) a żeby zgasić ten opór buntowników, Rzymianie musieli przejść przez mało znany teren, gdzie wpadli w zasadzkę.

W bitwie Arminiusz pokonał rzymskiego okupanta z zaskoczenia. Miejsce walk pozostaje kontrowersyjne. Legiony 17-ty, 18-ty i 19-ty oraz 6 kohort i 3 skrzydła pomocnicze (tzw. ala) zostały rozbite w Lesie Teutoburskim a sam Warus popełnił samobójstwo. Nie wiadomo, jaką konkretną rolę odegrał Arminiusz, pewne jest tylko to, że był to naczelny dowódca Germanów na polu bitwy.

Od ustaleń Theodora Mommsena (Pisma zebrane tom IV, 1885) na podstawie znalezionych monet przyjmuje się, że bitwa miała miejsce w rejonie Bramsche-Kalkriese 15 km na północ od Osnabruck w Dolnej Saksonii. Od 1987 na tym terenie prowadzone są prace archeologiczne. https://www.wikiwand.com/de/Bramsche#/Kalkriese

Konsekwencje klęski były druzgocące dla Cesarstwa.

Wszystkie rzymskie obozy wojskowe w Germanii na prawym brzegu Renu zostały zdobyte, z wyjątkiem jednej bazy, która została zidentyfikowana jako Aliso, której lokalizacja pozostaje nieznana. https://www.wikiwand.com/de/Aliso

Arminiusz rokazał nieść głowy poległych legionistów rzymskich na włóczniach do murów wroga, aby przełamać opór oblężonych Rzymian, jednak gdy Germanie usłyszeli plotkę, że zbliża się armia Tyberiusza wielu się wycofało, a załoga Aliso prawdopodobnie zdołała przebić się do Renu dopiero wiosną 10 roku.

MOTYWY POWSTANIA GERMANÓW
Wg Tacyta Arminiusz odwołał się do ojczyzny, przodków, tradycji, sławy i wolności. Starożytna historiografia upatruje możliwe przyczyny powstania w bardzo restrykcyjnej administracji i jurysdykcji Warusa i związanej z tym utracie wpływów i władzy, żądaniach wygórowanych danin oraz aroganckiej i niewrażliwej postawie Warusa i innych Rzymian wobec Cherusków, o czym świadczą źródła.

Większość plemion i wodzów plemion germańskich była bardzo powściągliwa wobec rzymskich zwyczajów i tradycji. Arminiusz mógł również dążyć do władzy nad innymi plemionami germańskimi, jednak atak na armię Warusa nie był jednoczącym aktem wspólnoty Germanów, mimo że zaangażowały się w to plemiona z północno-zachodniego pasma górskiego między Ems i Wezerą czyli Fryzowie, a może i Chaukowie, którzy pozostali lojalni wobec Rzymu po 9 roku, a których Tacyt nazywał najszlachetniejszym ludem Germanii.
https://www.wikiwand.com/pl/Chaukowie

REORGANIZACJA ARMII RZYMSKIEJ PO KLĘSCE
Trzy z pięciu legionów stacjonujących na Renie zginęły. Cesarz rzymski August natychmiast wysłał przez Alpy swojego adoptowanego syna Tyberiusza aby ustabilizował sytuację, ale obawy, że ludy germańskie mogą wykorzystać to zwycięstwo do inwazji na Galię, a nawet na Italię, okazały się bezpodstawne.

W 10 roku dwa pozostałe legiony zostały uzupełnione o sześć kolejnych, chociaż ich wartość bojowa była początkowo wątpliwa.

Legiony I (Germanica), V (Alaudae), XX (Valeria Victrix) i XXI (Rapax) były teraz nad Dolnym Renem, a II (Augusta), XIII (Gemina), XIV (Gemina) i XVI (Gallica) nad Górnym Renie).

Środki pomocnicze zostały również znacznie wzmocnione. Tacyt podaje 26 kohort i osiem „ala” w 14 roku naszej ery. (Roczniki 1,49) https://www.wikiwand.com/en/Ala_(Roman_allied_military_unit)

Ogółem liczebność armii rzymskiej na Renie od 10 roku wynosiła około 80 000 ludzi. Dodatkowo dochodziły germańskie plemiona czasowo sprzymierzone z Rzymem o nieznanej liczebności.

DALSZE KONFLIKTY Z RZYMEM
Po klęsce Oktawian Augustus nakazał wycofanie znad Renu. Jednak kilka lat później, Rzymianie powrócili w tamte rejony o czym świadczy Tacyt. Pod wojskowym dowództwem Tyberiusza przywrócono trzy utracone legiony ale nie pod tą numeracją uznając 17,18 i 19 za pechowe, a całkowita liczba legionów stacjonujących na Renie wzrosła do ośmiu.

Współczesny tym wydarzeniom Wellejusz Paterkulus donosi o znaczących działaniach wojennych pod dowództwem Tyberiusza, jednak podawany wynik kampanii w różnych źródłach jest sprzeczny:

  • Wellejusz Paterkulus -Tyberiusz niszczy pola, pali domy, pustoszy okolice
    (Historia rzymska 2, 120-121)
  • Swetoniusz – dyscyplina, ostrożność, sprawdza sprzęt, śpi pod gołym niebem, wysyła ambasady etc.
    (Żywoty 18-20)
  • Kasjusz Dion – Tyberiusz nie uważał za stosowne przekroczyć Renu, pilnując, by barbarzyńcy również go nie przeszli. A oni, wiedząc, że on tam jest, nie odważyli się z go przejść… następnie Dion sugeruje że Germanom pomagali bogowie, bo były różne znaki od bogów, burze, szarańcze, komety etc.
    (Historia rzymska 55,6)

Dlatego nikt nie jest pewien, co osiągnął Tyberiusz w latach 10–12. Mówi się, że próbował przeniknąć do Germanii tylko z zachowaniem najwyższej ostrożności i surowej dyscypliny.

Prawdopodobnie w oczekiwaniu na dalszy konflikt z Rzymem, Arminiusz szukał sojuszu z Marbodem królem Marcomannów, odcięta głowa Varusa została wysłana do Marboda, który odrzucił ofertę sojuszu i wysłał głowę do Augusta.

Kiedy August dowiedział się o klęsce, podobno rozdarł ubranie i zawołał:

Kwintyliuszu Warusie, oddaj mi legiony!” (Swetoniusz)

Oktawian Augustus kazał uhonorować głowę Warusa w rodzinnym grobie. (Wellezjusz)

CELE WOJENNE AUGUSTA i GERMANIKA
W 13 roku August przekazał dowództwo nad armią rzymską Germanikowi https://www.wikiwand.com/pl/Germanik synowi Druzusa adoptowanemu przez Tyberiusza.

Mając do dyspozycji 8 z 25 legionów, Germanik dowodził prawie 1/3 całych rzymskich sił zbrojnych, a tym samym znacznie większą armią niż Warus.

Podstawowym celem wojennym Germanika, zleconym przez Augusta, było przywrócenie stanu sprzed katastrofy w Lesie Teutoburskim – obejmowało to przywrócenie rzymskiej dominacji na zachód od Renu i ujarzmienie zbuntowanych plemion, oraz zabezpieczenie Galii przed najazdami germańskimi.

Miał to być odwet za unicestwienie trzech legionów Warusa i odzyskanie trzech orłów legionowych utraconych w bitwie. Ponadto należało zabezpieczyć lojalność plemion przybrzeżnych: Fryzów i Chattów którzy jak wspomniałem trzymali się z dala od powstania Arminiusza po 9 roku.

Nie ma pewności, czy dotarcie do Łaby było poważnym celem militarnym Germanika. Rzekomo młody rzymski generał osiągnał ten cel, bo otrzymał także swój triumfalny pochód, między innymi dlatego, że odniósł zwycięstwo nad plemionami leżącymi między Renem a Łabą. (Tacyt, Roczniki 2,41.)

Ale historyk Dieter Timpe stwierdza, że ​​Tacyt opisuje rolę Łaby „niemal ironicznie”; rzeka jawi się jako „nierealny geograficzny punkt ambitnych synów armii”.

Tabula Siarensis – inskrypcja przedstawiająca dekret Senatu czyli ustawę, którą należy wnieść do ludu, odkryta w 1981 w Hiszpanii nie wspomina już o Łabie https://www.wikiwand.com/fr/Tabula_Siarensis

Dotarcie do Łaby nie było militarnie uzasadnione. Nie jest jasne, w jaki sposób przejście do Łaby mogło zakończył wojnę na rzecz Rzymian – wręcz przeciwnie, konfrontacja z germańskimi plemionami mieszkającymi nad Łabą, byłaby dla Rzymian znacznym poszerzeniem konfliktu i mogłaby wciągnąć królestwo Marboda w te wojnę.

Istotnym środkiem do osiągnięcia celów było zniszczenie środków do życia plemion germańskich czyli pól i trzody chlewnej.

W ten sposób Germanik podążył za taktyką, którą stosował już Juliusz Cezar przeciwko unikającym walki plemionom : zniszczenie podstaw ekonomicznych miało na celu zniszczenie plemienia i podważenie autorytetu przywódców plemiennych wrogich Rzymowi.

Aby zabezpieczyć graniczny limes na Renie, Rzymianie podjęli wyprawy przeciwko plemionom w pobliżu Renu i zepchnęli je z powrotem w głąb Germanii.

Szybkie i zaskakujące postępy, a także bezwzględna surowość, także wobec własnych wojsk, były podstawowymi cechami operacji Germanika. Środki polityczne i operacje wojskowe miały również na celu wbicie klinów w koalicje plemienne i same plemiona.

Również flota Classic Germanica i korzystanie z dróg wodnych odegrały ważną rolę. https://www.wikiwand.com/en/Classis_Germanica

Starożytni autorzy nie podają żadnych konkretnych danych na temat armii Arminiusza, dlatego inaczej oceniano w badaniach jej siłę w czasie kampanii Germanika (14-16 rok).

Aktualne szacunki zakładają około 50 000 ludzi, jednak ze znacznymi widełkami zarówno w górę jak i w dół, czyli równie dobrze wojsko Arminiusza mogło liczyć 70 000 jak i 30 000, poprostu tego nie wiemy.

W latach 14-16 Arminiusz przewodził rozszerzonej konfederacją plemion germańskich przeciwko Germanikowi. Jednak największy „sukces” rzymskiej kampanii to schwytanie żony Arminiusza – Thusneldy. (Tacyt – Roczniki 1, 55)

Thusnelda została schwytana przez Germanika w 15 roku, kiedy jej ojciec Segestes przekazał ją Rzymianom. Była wówczas w ciąży i urodziła w niewoli syna Thumelicusa, który dorastał w Rawennie.
https://www.wikiwand.com/en/Thumelicus

Nie zachował się raport ogłoszony przez Tacyta o jego dalszych losach; być może zmarł w czasie „luki” w jego Rocznikach, około 30-31 roku, ale oficjalnie źródła podają że jest możliwe, że zmarł dopiero w 47 roku.

W pierwszej bitwie, niedaleko miejsca bitwy z Warusem, Arminiusz zwabił rzymską kawalerię w pułapkę. Jednak Germanik sprowadził swoje legiony na czas, tak że walka zakończyła się remisem.
(Tacyt Roczniki 1,63)

Potem Germanik wycofał się do Ems i oddał połowę swojej armii pod dowództwo Cecyny https://www.wikiwand.com/en/Aulus_Caecina_Severus_(consul_1_BC)

Armia ta miała maszerować do Wetery i dotrzeć do Renu wzdłuż wybrzeża Morza Północnego. Arminiusz wyprzedził legiony Cecyny i doszło do bitwy, który trwa kilka dni, porównywanej z tą w Lesie Teutoburskim. Germanie wygrali ale ostatniego dnia, kiedy Rzymianie siedzieli pokonani i zniechęceni w swoim obozie, wujek Arminiusza Ingomar polecił atak na obóz rzymski i tym razem Germanie ponieśli klęske. Arminiusz został nietknięty w bitwie, Ingomar został ciężko ranny, a resztki armii Cecyny odeszły za Ren.

W roku 16, Germanik podjął z 8 legionami nową kampanię przeciwko Cheruskom i ich sojusznikom, aby ponownie spróbować podbić Germanię. Cheruskowie wycofali się za Wezerę, a Rzymianie podążyli za nimi. Przed bitwą Arminiusz i jego brat Flavus, który służył w rzymskiej służbie, rzekomo pokłócili się, nawołując się z przeciwnych stron Wezery.

Wg Tacyta, w tej rozmowie Arminiusz reprezentował święte prawo ojczyzny, starożytną wolność i germańskich bogów, podczas gdy przyjazny Rzymowi Flavus opowiadał swemu bratu o wielkości Rzymu, potędze cesarza i surowych karach dla powstańców. Flavus zapewnił, że Thusnelda i jej syn są dobrze traktowani. Nie doszło do porozumienia; mówi się raczej, że Flavus został powstrzymany przed bitwą przez towarzysza (Tacyt, Roczniki 2,9-10)

Następnego dnia Germanik przekroczył Wezerę i przygotował wojsko do ataku. Dzień później armie spotkały się w Idistaviso.
https://www.wikiwand.com/en/Battle_of_Idistaviso

Tacyt opisuje bitwę jako wielkie zwycięstwo Rzymu, Arminiusz został ciężko ranny w bitwie i mógł uniknąć schwytania tylko przez rozmazanie własnej krwi na twarzy. Pomimo wielkich strat, Germanie byli nadal na tyle silni i wojowniczy, że ponownie stawili czoła Rzymianom i ponownie wybrali dogodny teren między rzeką a lasami.

W bitwie o Mur Angrivarian https://www.wikiwand.com/en/Battle_of_the_Angrivarian_Wall Arminiusz okazał się osłabiony, nie z powodu ciągłego niebezpieczeństwa, albo dlatego, że był ranny. Chociaż Rzymianie odnieśli zwycięstwo, to Germanik czuł się zmuszony do ponownego opuszczenia Germanii latem, na długo przed planowanym odwrotem do obozu zimowego. Wraz z jego odwrotem nad Ren rzymska próba podboju Germanii ostatecznie się nie powiodła. Uparty opór germański i związane z nim straty rzymskie wyjaśniają odwołanie Germanika przez nowego cesarza Tyberiusza, a tym samym wyrzeczenie się kolejnej ofensywnej rzymskiej polityki granicznej. Tyberiusz doszedł do wniosku, że najlepiej będzie zostawić Germanów samych sobie aż zaczną się kłócić i walczyć między sobą. (Tacyt – Roczniki 2,16-26)

WEWNĘTRZNE KONFLIKTY PLEMIENNE i ŚMIERĆ
W latach od 9 do 16 roku, sojusznicy Arminiusza którzy stanęli za Cheruskami to plemiona z których potem „urodzą się” Frankowie takie jak Brukterowie, Usipetes, Chattowie, Chattuariowie, Tubantes i Angrivariowie więc mówienie dziś że Arminiusz był Sławianinem lub że jego armia była armią sławiańską czy lechicką która zgniotła Rzym w Lesie Teutoburskim jest nieuprawnione, byli to Germanie Zachodni.

Wiosną 17 roku doszło do bitwy przeciwko Marbodowi z którego strefy wpływów Semnonowie i Longobardowie uciekli do Arminiusza. Marbod został pokonany przez Arminiusza i musiał wycofać się do Czech (Tacyt, Roczniki 2,46) jednak Arminiusz nie mógł wykorzystać swojego sukcesu militarnego, ponieważ nie był w stanie penetrować ziem czeskich. Potem miał do czynienia z wewnętrznymi sporami wśród Germanów i licznymi zmieniającymi się pro i antyrzymskimi stanowiskami po stronie germańskiej. Głównie (ale nie zawsze) po stronie Rzymu walczyli Ubii, Batawowie i częściowo także Fryzowie .

Koalicja Marboda nie dążyła z kolei do jakiejś dominacji poza swoimi terytoriami plemiennymi ale oskarżyła Arminiusza o dążenie do władzy absolutnej nad wszystkimi Germanami (Tacyt, Roczniki 2,45)

Z kolei cesarz Tyberiusz odrzucił ofertę Adgandestriusa – księcia Chattów https://www.wikiwand.com/de/Adgandestrius który zaproponował, żeby zabić Arminiusza trucizną stwierdzając że Rzymianie muszą pokonać Germanów w otwartej walce a nie podstępem. (Tacyt, Roczniki 2,88).

Oferta przesłana listownie nie tylko ilustruje dalsze napięcia wśród Germanów, ale także pokazuje zerwanie sojuszu Chattów z Cheruskami.

W 21 roku Arminiusz został zamordowany przez krewnych.

ŹRÓDŁA
Wiedza o Arminiuszu opiera się wyłącznie na rzymskich źródłach pisanych i znaleziskach archeologicznych. Ówczesna rzymska historiografia orzekła, że ​​zdrada doprowadziła do upadku Warusa i nie interesowała się osobą samego Arminiusza.

Pierwsza przypadkowa wzmianka o Arminiuszu można znaleźć u Strabona. Wellezjusz Paterkulus postrzega Warusa jako głównego odpowiedzialnego za przegraną bitwę. Umiejętnie łączy klęskę Warusa z obfitą charakterystyką Arminiusza. Germanie biorący udział w powstaniu charakteryzują się wg niego dzikością i kłamstwem. Rzymski historyk Florus donosił, że zbuntowani Germanie wyrywali rzymskim żołnierzom oczy i języki, gdy jeszcze żyli.

Tylko Tacyt intensywnie zajmuje się Arminiuszem osobno i widział dla niego znaczenie historyczne. Krytykował milczenie współczesnych autorów na jego temat :

Grecka historiografia go nie zna, a wraz z Rzymianami nie odegrał roli, na jaką zasługuje, bo starą historię chwalimy, a nową traktujemy obojętnie”

Charakterystyka Arminiusza w Tacyta nie jest tak trzeźwa jak Wellezjusza Paterkulusa, ponieważ Tacyt, w przeciwieństwie do niego, obwinia Arminiusza za upadek legionów.

Arminiusz jest przedstawiany jako przebiegły intrygant, który szczyci się tym, że pokonał Rzymian w uczciwej walce podczas gdy w Rzymie powszechnie wiedziano, że Warus wpadł w zasadzkę.

Adgandestrius który prosi o truciznę w Rzymie w celu zabicia Arminiusza, jest również opisany jako podstępny.

Arminiusz jest też przedstawiany jako złośliwy: kpi ze swojego przyjaznego Rzymowi brata Flavusa podczas sporu na Wezerze.

Tacyt charakteryzuje Arminiusza jako najbardziej wrogiego Rzymowi w przeciwieństwie do Segestesa, Marboda i Flavusa, którzy przynajmniej czasami reprezentowali stanowisko przyjazne Rzymowi.

Opisy geograficzne pól bitewnych, które charakteryzowały się w zimnym, wilgotnym klimacie, w gęstych lasach z podmokłym podłożem, są w badaniach powszechnie traktowane jako aktualne obrazy Germanii opisane przez Rzymian dla krajów północnych.

Sytuacja opisana przez Tacyta po schwytaniu żony Arminiusza Thusneldy przez Rzymian o krótkim szaleństwem Arminiusza z tego powodu (brevis insania) jest prawdopodobnie fikcją literacką bo poglądy w ówczesnej bardzo popularnej wówczas szkole stoickiej odzwierciedlają niekontrolowane pojawianie się emocji jako nie-rzymskie i piętno tyrana lub barbarzyńcy.

Struktura społeczna Cherusków jest tylko niejasno opisana. Tacyt dał swoim czytelnikom skojarzenia z końcem ich własnych tyrańskich czasów królewskich poprzez koncepcję panowania sprawiedliwego i odniesienie do pragnienia wolności Cherusków. Wskazuje w ten sposób na szlachetne rządy Cherusków, które Arminiusz chciał obalić. Oficjalne uprawnienia przywódcy plemienia nie zostały opisane. Mianowanie księcia (princeps) charakteryzuje rządy Arminiusza, zwane liberalnymi rządami republikańskimi, w przeciwieństwie do koncepcji rex (króla), za pomocą której możnaby opisać rządy tyrańskie i despotyczne.

POCHODZENIE IMIENIA
Oprócz poszukiwania miejsca bitwy w Lesie Teutoburskim poszukiwanie prawdziwego imienia Arminiusza jest najczęściej poruszanym pytaniem w temacie tych badań.

Starożytni historycy tacy jak Strabon, Kasjusz Dion i rękopisy Tacyta sugerują pisownię Armeniusa.

Wellejusz Paterkulus (około 29/30 ne) przekazał imię „Arminius, syn Sigimera ”, bez dalszych dodatków:

„W tym czasie żył tam młody człowiek szlachetnego pochodzenia, który był odważny, szybko się uczył i był obdarzony talentem wykraczającym poza barbarzyńskie standardy; nazywał się Arminius, syn Sigimera, księcia tego plemienia” (Historia rzymska 2,118)

Starożytni historycy tacy jak Strabon, Kasjusz Dion i rękopisy Tacyta sugerowali pisownię „Armenius”.

Zgodnie ze zwykłym rzymskim zwyczajem, Armenius odnosił się do mieszkańca Armenii. W badaniach przyjęto zatem, że „Armienius” jest cognomenem (nazwiskiem) i może więc oznaczać np. „Ormianin”, a więc odnosić się do generała odpowiedzialnego za Armenię.

Jednak sprzeciwiano się temu założeniu, że odpowiadająca łacińska nazwa Ormianina nie brzmiałaby Armenius, ale Armenicus lub Armeniacus , jak później nadano epitety Lucjuszowi Werusowi i Markowi Aureliuszowi za zwycięstwa w Armenii.

Pochodzenie od geograficznego terminu „Armenia” jest problematyczne i wiąże się z daleko idącymi konsekwencjami dla biografii młodego Arminiusa. Ponadto Wellejusz nigdy nie przekazał formy imienia Armenius, ale zawsze tylko Arminius.

Dlatego nazwa Arminius wydaje się być pierwotnie rzymska i nie może pochodzić od imienia germańskiego wodza Cherusków (Klaus Bemmann: Arminius und die Deutschen. S. 104) a w czasach Augusta było zwyczajem, że nie-Rzymianin przyjmował imię Rzymianina, który nadał mu to prawo przy przenoszeniu praw obywatelskich.

Późniejsze rozpowszechniono imię „Hermann”, od niem. * Charioman „Heer-mann” łac. Dux belli i Johannes Aventinus (1526) może być uznany za pierwszego jako dowód na to nazewnictwo. Hermann jest więc produktem z czasów początków niemieckiego humanizmu jak wspomniałem na początku.

KV. 16/03/2021

Linki :

Tacyt – Roczniki
http://www.thelatinlibrary.com/tac.html

Kasjusz Dion – Historia Rzymska (ks. 56 szczególnie istotna w wypadku Arminiusza)
https://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Cassius_Dio/home.html

Wellejusz Paterkulus – Historia rzymska
https://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Velleius_Paterculus/home.html

Swetoniusz – Życie Dwunastu Cezarów
https://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Suetonius/12Caesars/home.html

Wikipedia inne ważne linki poza tymi podstawowymi w tekście :
https://www.wikiwand.com/de/Arminius
https://www.wikiwand.com/en/Arminius
https://www.wikiwand.com/de/Varusschlacht
https://www.wikiwand.com/de/Germanicus-Feldz%C3%BCge

Inne :
https://www.lwl.org/westfaelische-geschichte/portal/Internet/finde/langDatensatz.php?urlID=840&url_tabelle=tab_websegmente

Sławiańska faktopedia

Coś dla młodszych odbiorców i prawie nic do czytania ale praktycznie tylko do oglądania – 32 plansze a na nich fakty z życia, wierzeń, kultury i obyczajów Sławian. Grafiki stworzone przez autorów strony Slawoslaw.pl, a znalezione na kanale: The Mysteries Of Slavic Land zapraszam do oglądania 🙂


SLAVIC FACTS #001 Świętowit – główne bóstwo czczone przez plemię Słowian Połabskich
Światowid ze Zbrucza – potoczna nazwa kamiennego posągu

SLAVIC FACTS #002 Dawniej gdy czarownica (ciota) rzuciła klątwę na krowę, mówiło się, że krowa została ociotowana

SLAVIC FACTS #003 Tęcza dla Słowian była smokiem wypijającym wodę.

SLAVIC FACTS #005 Słowianie, co było rzadkością w średniowieczu, dbali o higienę. Każda wieś posiadała przynajmniej jedną łaźnię.

SLAVIC FACTS #006 W domach Słowian można było znaleźć wiele przyjaznych demonów. Takimi były m.in. Domownik i Bannik

SLAVIC SONGS #001 Umarł Maciek, umarł

SLAVIC FACTS #007 Uważano, że należy zawiązać czerwoną wstążkę małemu dziecku lub młodemu zwierzęciu, by uchronić je od zostania porwanym przez Dziwożonę.

SLAVIC FACTS #008 Świętowit – uznany był za główne bóstwo Słowian Połabskich, przedstawiany jako istota o czterech twarzach. Atrybutami były: róg miodu, zdobiony miecz i biały koń.

SLAVIC FACTS #009 Kontynenty zostały stworzone dzięki Welesowi, który chciał zrzucić Swaroga (w niektórych przekładach był to Perun) w morze, lecz pod nim tworzyła się ciągle nowa ziemia nie pozwalając Bogowi utonąć.

SLAVIC FACTS #010 Kikimora – żeński, szkodliwy duch domowy. Powstawała gównie z płodu poronionego dziecka. Zwykle pojawiała się jako drobna kobieta o nieforemnej twarzy i kurzych łapkach zamiast nóg.

SLAVIC FACTS #011 Imiona kiedyś posiadały głównie funkcję ochronną. Określały również cechy danej osoby.

SLAVIC FACTS #012 Postrzyżyny to rytuał przycięcia włosów dziecku, co łączyło się z nadaniem mu imienia i przyłączenia do społeczności.
SLAVIC FACTS #014 Weles to jeden z najważniejszych Bogów w słowiańskim panteonie. Włada zaświatami (Nawią), a składaną mu ofiarą jest trzyletni, czarny byk.
SLAVIC FACTS #015 Latawiec Latawica to demony zrodzone z dusz nienarodzonych dzieci oraz wisielców. Najczęściej ukazywały się jako czarne ptaki.
SLAVIC FACTS #017 Koty znajdowały się na terenach Polski od ok. VIII wieku n.e. były one uznawane za zwierzęta magiczne, często wróżono z ich zachowań.
Wcześniej jednak zwierzętami domowymi były zwierzęta z rodziny łasicowatcyh.
SLAVIC FACTS #019 Noc Kupały to święto przypadające na najkrótszą noc w roku. Jest powiązane z żywiołami wody i ognia, kultem płodności i miłości.
SLAVIC FACTS #020 Dawniej zgubienie drogi przy powrocie z karczmy czy zajazdu przypisywano złośliwemu demonowi – Bełtowi*.
Dzisiaj Bełt wciąż psoci 
SLAVIC FACTS #021 Dożynki to święto plonów, które przypadał na pierwszy dzień jesieni. Podczas święta dziękowano Bogom za plony i proszono o lepsze w następnym roku.
SLAVIC FACTS #022 Leszy to demon lasu, sprawujący pieczę nad nim i zwierzętami tam żyjącymi. Jego podejście do ludzi zależne było od tego jak zachowywali się oni w lesie.
SLAVIC FACTS #023 Mokosz jest jedną z niewielu Bogini w panteonie słowiańskim, najpewniej powiązana była z pradawnym kultem Matki-Ziemi.
SLAVIC FACTS #024 Według starych, bizantyjskich źródeł Słowianie nosili spodnie na długo przed Grekami, Rzymianami i Niemcami, którzy przyjęli je od nas.*
Książki dra Adama Fischera
SLAVIC FACTS #025 Żmij to przypominający gada stwór o paru głowach, wydaje się być najpotężniejszą istotą ze słowiańskiej mitologii. Przyjmuje się go za zoomorficzną formę Welesa oraz za strażnika Nawii.
SLAVIC FACTS #026 Słowiańskie kulty domowe były odprawiane w kręgu rodzinnym. Czczono wielu Bogów, więc i ofiary różnorakie. Większą cześć ofiarowanej żywności spożywano od razu.
SLAVIC FACTS #027 Często z zachowań zwierząt wróżono śmierć lub wiązano je z nadprzyrodzonymi zdolnościami, np. psy czy koty posiadały zmysł widzenia zjaw.
SLAVIC FACTS #028 Raróg to boski ognisty ptak, uznawany za strażnika Bogów. Przedstawiany najcześciej jako złota kura lub paw.
W popkultury jego nazwą także jest Feniks.
SLAVIC FACTS #029 Święte Gaje były specjalnie wydzielonymi obszarami leśnymi w których można było zbliżyć się do Bóstw, duchów czy sił natury.
SLAVIC FACTS #030 Strzygi to demony przypominające drapieżne ptaki. Na ich pożywienie składa się głównie krew wysysana z ofiar.
SLAVIC FACTS #031 U Słowian było wiele przesądów dotyczących ziół, kwiatów czy warzyw, np. zjedzenie 5 liści kapusty trzeźwiło po napiciu się*.
*Zielnik czarodziejski to jest zbiór przesądów o roślinach, Józef Rostafiński
SLAVIC FACTS #032
Demony słowiańskie często przybierały postać ludzką, co wraz z ich różnorodnością powodowało, iż większość ludzi mogła przypominać jednego z nich.

https://slowianowierstwo.wordpress.com/2019/01/06/slavic-faktopedia/

15/03/2021

Kosmologia dawnych Słowian – Artur Kowalik

Za pośrednictwem mitów (…) boski pierwiastek
zostaje wlany w serca wielu, którzy nie są
w stanie poznać go w czystej postaci,
a to poprzez symbole i za pomocą przedstawiania mitów.
Julian Apostata, Mowa VII

„Historia badań nad religią Słowian jest historią rozczarowań” – to memento dla badań słowianoznawczych, sformułowane w roku mego urodzenia przez Stanisława Urbańczyka, skłaniającego się w efekcie ku negacji istnienia mitologii słowiańskiej, jest aktualne do dziś. Jednak nie tyle wskutek braku przedmiotu badań, jak skłonny był mniemać językoznawca, ile w efekcie wciąż stosunkowo skromnych rezultatów badań.

Tematem książki Kosmologia dawnych Słowian jest system kosmologiczny naszych przodków, czyli stworzony przez nich zespół wyobrażeń o pochodzeniu (kosmogonii), strukturze i funkcjonowaniu wszechświata, nadający sens całej rzeczywistości i stanowiący podstawę wierzeń i działań religijnych. I nie tylko religijnych – podtytuł „Prolegomena do teologii politycznej dawnych Słowian” sugeruje, iż przymierzam się do rekonstrukcji w przyszłości również ustroju społeczno-politycznego naszych przodków.

Stereotypowy pogląd na religię Słowian przeciwstawia słowiańskiemu politeizmowi chrześcijański monoteizm, ja jednak w mej książce proponuję nowe spojrzenie na osławiony „kult przyrody” naszych przodków, upatrując w nim przejaw panenteizmu, czyli organicznej wizji świata, która łączy obie opcje. Chodzi tu o przekonanie o istnieniu boskiej mocy, zarówno istniejącej poza światem, jak i tożsamej ze światem i funkcjonującymi w nim siłami, które wyodrębniają się w niej jako indywidualne bóstwa. Na prowokacyjne pytanie o bogów, które zadał niegdyś egiptolog Hornung: „jeden czy wielu?” – odpowiadam więc jego wzorem – wielu z jednego i w jednym. W praktyce Słowianie byli zapewne henoteistami, wyróżniając w kulcie bóstwo opiekuńcze grupy rodowej, plemiennej, czy społecznej.

Zgodnie z myślą wyrażoną w motcie, jestem przekonany, iż znakomita większość depozytu słowiańskiej mitologii i kosmologii, przekazywanego zapewne w formie ustnej, nie była bliżej znana pospólstwu, a jej arkana były domeną elit duchowych, które zapewne uległy eksterminacji bądź degradacji w hierarchii społecznej, co pozbawiło ich wiedzę autorytetu związanego z udziałem we władzy. Jak się domyślam, część dawnych elit, jako konwertyci, zachowała swą pozycję społeczną, a nawet z powodzeniem działała na rzecz synkretyzacji nowych i starych wątków wierzeniowych. Analiza ocalonych symboli i rytuałów, kodujących wiedzę kosmologiczną dawnych Słowian, może więc stać się podstawą jej rekonstrukcji.

W swych badaniach opierałem się na wczesnośredniowiecznych łacińskojęzycznych rocznikach oraz kronikach Galla, Kadłubka, Kosmasa, Helmolda, Thietmara, Adama z Bremy, Saxa Gramatyka, źródłach hagiograficznych, wreszcie kazaniach i dokumentach kościelnych, zawierających wzmianki o pogańskich wierzeniach. Sięgałem także do śląskiego dziełka etnograficznego zwanego Katalogiem magii Rudolfa. Prócz nich wykorzystałem źródła greckie, publikowane w serii Testimonia najdawniejszych dziejów Słowian oraz źródła skandynawskie zebrane niegdyś przez Labudę. Doskonałym kompendium zbierającym najważniejsze fragmenyu tekstów źródłowych jest publikacja mediewisty G. Labudy, Słowiańszczyzna starożytna i wczesnośredniowieczna (1999). Relacje orientalnych podróżników przemierzających ziemie wschodniej Europy zostały pomieszczone w kolejnych tomach Źródeł arabskich do dziejów Słowiańszczyzny w opracowaniu Kmietowiczów i Lewickiego oraz Źródeł hebrajskich do dziejów Słowian Kupfera i Lewickiego. Fragmenty dzieła perskiego historyka Gardīzī’ego spolszczyła Chwiłkowska, zaś inne istotne dla badań Słowiańszczyzny teksty autorów muzułmańskich przetłumaczone na język rosyjski znaleźć można w zbiorze tekstów źródłowych, które zestawił w XIX w. Garkavi. Pomocą służyły mi, prócz ruskich latopisów i Słowa o pułku Igora, fragmenty źródeł wschodniosłowiańskich, zachowanych w ruskim języku, które zestawił w swej pracy źródłoznawczej Mansikka 80 lat temu.

Wprawdzie generalna zasada krytyki historycznej zakłada, że źródłom współczesnym lub bliskim w czasie opisywanym wydarzeniom należy się większe zaufanie niż późniejszym, nie oznacza to jednak, że generalnie i bezkrytycznie należy odmawiać wartości tym drugim, opierającym się na zaginionych źródłach pisanych, czy ustnych przekazach, zwłaszcza epickich. Wielu autorów źródeł, uważanych za w pełni wiarygodne, powołuje się na tradycję oralną: Tacyt w swej Germanii i Jordanes w Getice poświadczają, że nie mający pisanej historii Germanie zachowują pamięć o swej przeszłości w heroicznych pieśniach. Konstanty Porfirogeneta poświadcza istnienie słowiańskiej tradycji ustnej, na którą powołują się także Gall i Wincenty Kadłubek. Wreszcie niektórzy autorzy znali pogańskie obrzędy z autopsji, ponieważ struktury wierzeń religijnych należą do struktur długiego trwania. Dlatego uważam, iż obawy historyków przed anachronizmami, czy łatwym przeskakiwaniem cezur chronologicznych, których umowności bywają skłonni przyznawać walor obiektywny, nie są w pełni uzasadnione. Toteż wbrew stanowisku mediewistów sięgałem także do kronik późnośredniowiecznych, na czele z pomnikiem historiografii polskiego średniowiecza, Rocznikami Jana Długosza. Nie ma powodu, by dezawuować tzw. panteon Długosza, tylko dlatego, iż, będąc wybitnym historykiem, nie poprzestał na mechanicznej rejestracji pogańskich imion bogów i, identyfikując je, posłużył się aparatem naukowym używanym przez elity intelektualne swej epoki (interpretatio Graeca / Romana), narażając się tym samym nowożytnym krytykom źródeł na zarzuty, iż na wzór rzymski stworzył polski panteon. Analizowane teonimy znajdują swe potwierdzenie w źródłach historycznych i etnograficznych (słowiańskich i pokrewnych im bałtyjskich), których genezy nie sposób przypisać wpływom lektury dzieł Długosza. Późnośredniowieczne, a nawet XVI-wieczne źródła rejestrują tradycyjne przekazy o czasach pogaństwa, weryfikowane na podstawie autopsji jego wciąż żywych u ludu przeżytków, wynikających z powierzchowności chrystianizacji, o czym, na podstawie rzetelnej analizy źródeł pisał niedawno St. Bylina w książce Chrystianizacja wsi polskiej u schyłku średniowiecza. Marcin z Urzędowa jednoznacznie wskazywał na kontynuację pogańskich rytuałów w sześć wieków po chrzcie Mieszka I, pisząc: „Tego obyczáiu pogáńskiégo do tych czásów w Polscze nie chcą opusczáć niewiásty”. Marcin Bielski w swej Kronice polskiej (1551) opisuje obrzęd wynoszenia Marzanny z autopsji: „Za mej też jeszcze pamięci był ten obyczaj u nas po wsiach…” Stryjkowski stwierdza kultywowanie pogańskich zwyczajów: „i dziś w Wielkiej Polszcze i w Sląsku zachowują”. XVI-wieczny Stogław informuje o żywotnych wciąż w Wlk. Ks. Moskiewskim przeżytkach rodzimej wiary i kultu, zaś Niemiec Wunderer jeszcze w 1590 roku (!) miał możność widzieć pod Pskowem posągi bóstw słowiańskich.

Wbrew podnoszonym zwykle przez wielu mediewistów zastrzeżeniom, dezawuującym wartość tego typu materiału źródłowego, pomocą w rekonstrukcji wierzeń słowiańskich służą mi przede wszystkim wierzenia zarejestrowane przez etnografię w formie tekstów twórczości ludowej (w szczególności zaklęć magicznych), obrzędów, zwyczajów, przechowujących szczątki mitycznego światopoglądu. Jak słusznie dwadzieścia lat temu pisał wybitny polski mediewista, Aleksander Gieysztor, „każdego, kto bliżej się z nim zetknie, folklor zdumiewa i olśniewa prawdziwie długim trwaniem mitów ukrytych w obrzędach, bajkach, przysłowiach, nazwach osobowych i miejscowych, a czasem – zbyt rzadko wśród Słowian – w epice ludowej. Nie ma wątpliwości, że tu właśnie tkwią jeszcze nie wykorzystane w pełni możliwości poznania słowiańskich wierzeń i praktyk religijnych”. W przeświadczeniu o wartości tych późno zarejestrowanych źródeł upewniła mnie dokonana niedawno przez Olszewskiego analiza polskiej literatury zwalczającej przesądy ludowe, w której badacz z powodzeniem szukał w etnografii relacji potwierdzających i objaśniających XV-wieczne kazanie Stanisława ze Skarbimierza, rektora Akademii Krakowskiej.

Osobną kategorię źródeł stanowią rozmaitego pochodzenia źródła ikonograficzne (m.in. herby i wyobrażenia napieczętne), bądź wytwory kultury ludowej. Swego rodzaju tekstami są układy przestrzenne ośrodków kultu oraz miejsc ludowych rytuałów, rejestrowane w toku analizy źródeł pisanych, archeologicznych czy etnograficznych. Ich analiza niekiedy wiąże się z niedocenianą w dotychczasowych badaniach naukowych nad kulturą Słowian znajomością ciał niebieskich, ich ruchów oraz ich mitogenną rolą w mitologii słowiańskiej. Odkrycie przez Iwaniszewskiego związków kultu św. Wojciecha z reliktami kultu konstelacji Oriona daje słowiańskiej archeoastronomii podstawy do dalszych badań w oparciu zarówno o analizę źródeł archeologicznych, jak i ikonograficznych oraz eksplorację folkloru Słowian.

Szczególną rolę zajmują w bazie źródłowej dane o charakterze językowym, których interpretacja, podejmowana dotąd w zbyt wąskim zakresie, często o charakterze ściśle specjalistycznym i pozbawionym tym samym odniesień do znajomości mitologii i folkloru, zyskuje ciągle na znaczeniu od czasów przełomowych dokonań Iwanowa i Toporowa. Dociekania na podstawie faktów językowych na temat duchowej i materialnej kultury dawnych Słowian mają tradycję sięgającą XIX w. (J.P. Šafařik, A. Budilovič, J. Janko, L. Niederle, M. Vasmer, A. Meillet), na gruncie nauki polskiej prac Brücknera, K. I L. Moszyńskich, Urbańczyka i innych. W swych analizach, nawiązując do poglądów Heraklita i Pitagorasa, uważających, iż droga do prawdy, czyli do zrozumienia rzeczy, prowadzi przez analizę nazw, posiłkuję się fachowymi publikacjami z zakresu językoznawstwa. Jako swoiste źródło do poznania światopoglądu mitycznego traktuję zatem teonimy, etnonimy, toponimy oraz inne terminy, w szczególności związane ze sferą wierzeniowości, których semantyka, ujawniana na drodze językoznawczych analiz, potwierdza i uzupełnia wiedzę uzyskaną w toku badań innych rodzajów źródeł.

Takie podejście wynika z traktowania przeze mnie języka jako najważniejszego tworu kultury, jej podstawowego komponentu, a zarazem czynnika sprawczego i przekaźnika treści kulturowych. W nim zawiera się dorobek kulturowy grupy etnicznej, tworzącej wspólnotę komunikacyjną. Jest zarazem rezerwuarem informacji o rzeczywistości, w której grupa etniczna się ukształtowała i egzystuje, jest wyrazem doświadczeń społecznych wyrosłych w obcowaniu z tą rzeczywistością, gromadzonych na przestrzeni wieków i przekazywanych w transmisji międzypokoleniowej. Język jest więc najpełniejszym i najbardziej wszechstronnym ź r ó d ł e m wiedzy o kulturze, a zarazem instrumentem jej utrwalania i transmitowania tradycji kulturowej, interpretacji wzorców kulturowych i moralnych. Utrwalając system norm i wartości kultywowanych przez wspólnotę komunikacyjną, język pozostaje zwykle w tyle za transformacją struktur społeczno-politycznych i kulturowych, stając się czynnikiem stabilizacji kodu kulturowego i stanowiąc tym samym szczególnie cenne źródło do poznania głębokich pokładów tradycji kulturowej.

Zasadniczy wpływ na pojmowanie przez mnie struktur mitycznych miało podejście Joanny Jurewicz (Kosmogonia Rygwedy), wykazującej na materiale Rygwedy, iż właściwością myślenia mitycznego jest kojarzenie ze sobą wielu zjawisk w postaci ciągów wzajemnie przekształcających się w siebie metafor. Za nią nawiązuję do teorii metafory Lakoffa, według którego procesy ludzkiego myślenia mają w głównej mierze charakter metaforyczny. Wbudowane w ludzką świadomość i działanie metafory, których istotą jest rozumienie rzeczy w terminach innej rzeczy, tworzą specyficzny kod kulturowy, zrozumiały dla przeciętnego uczestnika kultury, oparty na doświadczeniowym podłożu, współnym dla populacji tworzącej daną kulturę. Mam tu na myśli środowisko naturalne, ale i kulturę materialną ściśle związaną z typem gospodarki. Jako się rzekło, język metafor stanowi zatem specyficzny kod stosowany m.in. dla wyrażania światopoglądu religijnego. Doświadczeniowy charakter owych metafor wywodzi się z przekonania, że zachodzące w świecie procesy są manifestacją Absolutu. Zwykle każda metafora daje jedynie zrozumienie jednego aspektu pojęcia, skrywając pozostałe, dlatego rytuały oraz związane z nimi mity tworzą zwykle kolekcje metafor uzupałniających się nawzajem.

Pułapką jaka czyha na badacza mitologii Słowian jest dosłowne rozumienie archaicznych metafor, uniemożliwiające wychwycenie ich sensu, a nawet powodujące zażenowanie i zarzuty prymitywnej dosadności („Dalekie to wszystko od wzniosłości i mitologiczności” – zareagował wybitny mediewista Labuda na propozycję językoznawcy Bańkowskiego rozumienia imion Piasta i Rzepki jako ‚tłuczka’ i ‚jamki’). Podstawowym zadaniem badacza mitologii Słowian jest zatem rozkodowanie właściwych dla nich metafor i ich translacja na współczesny język nauki bazujący po części na wypracowanej przez filozofię terminologii, po części na kształtującym się od czasów oświecenia światopoglądzie naukowym.

Rekonstrukcja wizji kosmologicznej

Zdaniem Iwanowa i Toporowa, osnownym mitem Słowian był mit o pojedynku Peruna, boga burzy, z Wołosem, bóstwem kojarzonym ze sferą wód, ziemi, wegetacji i rozmnażania. Rzutując ów mit na stosunki między elitami władzy i ludem, zyskiwali pożądaną z marksistowskiego punktu widzenia wizję stosunków społeczno-politycznych, polegającej na walce klas. Zdobywając w świecie nauki autorytet swymi bezspornymi osiągnięciami, utrwalili zarazem ten błędny, z mojego punktu widzenia, schemat kosmologiczny. W jego miejsce proponuję przyjąć, iż zasadniczym mitem traktującym o genezie kosmosu jest mit jaja kosmicznego, znany z tradycji wedyjskiej (RV X 129, 1-3):

Niebyt nie istniał wtedy, ani byt nie istniał,
Nie było też przestworza i nieba u góry,
Co było w ruchu, w czyjej opiece?
Czym były wody, otchłanne, głębokie?


Była ciemność, ciemnością od początku okryte
Wszystko było jednym bez cech oceanem,
Zarodek bytu w pustkowiu zawarty
Stał się Tym Jednym mocą swego żaru.


Śmierć nie istniała wówczas, ani nieśmiertelność,
Pomiędzy dniem a nocą nie było rozłamu,
Przez własną moc To Jedno bez tchu oddychało
I nic innego nigdzie poza nim nie było.

Mit jaja kosmicznego w tradycji słowiańskiej został częściowo zrekonstruowany przez Toporowa, analizującego rosyjskie baśnie, których fabuła opowiada o znalezieniu w zaświatach przez najmłodszego z trzech braci tajemniczego jaja, z którego powstały trzy królestwa. Mimo zdrady braci młody heros ostatecznie triumfuje, zdobywając przeznaczoną mu księżniczkę i władzę. Toporow, stojący na stanowisku, iż wyjściowym mitem Słowian jest mit pojedynku, zaniechał jednak podążania tym tropem. Startując z punktu, w którym zatrzymał się współautor książki Issledowanija w obłastii sławjanskich drewnostiej. Leksičeskie i frazeologičeskie voprosy rekonstrukcii tekstow (1974), pokusiłem się w mojej książce o próbę rekonstrukcji procesu kosmogonii, warunkującego słowiański światopogląd religijny.

1. Według XII-wiecznej Kroniki Słowian Helmolda, połabscy Słowianie, nie przeczyli istnieniu jednego boga w niebie, którego kronikarz nazywa deus deorum, ale uważali, że bóg ten „troszczy się tylko o sprawy niebiańskie”, zdawszy rządy nad światem ludzi spłodzonym przez siebie bóstwom. Ponieważ proboszcz z Bozowa w Holsztynie poskąpił nam oryginalnego imienia „boga bogów”, jesteśmy zdani na domysły, który ze znanych nam bogów słowiańskich mógł pełnić taką funkcję. Wbrew pozorom sprawa nie jest prosta, mimo, że dysponujemy blisko tuzinem teonimów, jako że z badań porównawczych wynika, iż kult bogów tego typu zwykle miał tendencję do zanikania. Nie mamy zatem pewności, czy o tym samym anonimowym bogu mówił pół tysiąca lat wcześniej Prokop z Cezarei, twierdząc, że Słowianie uważale swego boga za gromowładnego i odprawiali jego kult: „jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne”.

Osobiście jestem przekonany, iż chodzić musiało o Swaroga, znanego jedynie z interpolacji w słowiańskim przekładzie greckiej kroniki Jana Malali. Słowiański erudyta porównał go do egipskiego „Hefajstosa”, czyli Ptaha, pełniącego dokładnie taką rolę w kosmogonii egipskiej, jaka wyłania się ze słów Helmolda – cały panteon i stworzenie pochodzi od niego. Nie jest to rzecz jasna żaden dowód, ale zaledwie wskazówka badawcza, by wziąć pod uwagę możliwość, iż Swaróg był prarodzicem słowiańskich bogów.

Przypisywana mu kowalska profesja niesie ze sobą bardzo bogaty ładunek znaczeniowy – pierwotny kowal wydzierał rudę, pramaterię, Matce Ziemi z kamiennego łona gór bądź spod darni nadrzecznych łęgów. Proces wytopu rudy, jak twierdzi Eliade (Kowale i alchemicy), miał w kulturach świata wyraźne konotacje kosmotwórcze, podobnie jak praca kowalska. Analiza niderlandzkiej ikonografii, w której kuźnie są zwykle lokalizowane w grotach górskich, wskazuje, ze warsztat kowalski symbolizował łono Matki Ziemi. Wiadomo także, że podczas fińskich obchodów nocy świętojańskiej krzesano święty ogień uderzeniami młota w kamienny blok, naśladując odgłos wykuwania nieba przez boskiego kowala. Na ślad tego mitu u Słowian naprowadza XIX-wieczna polska pieśń świętojańska o „Jaśku”, określanym w niej jako „kowalczyk”. W kulturze ludowej uderzenia młota o kowadło było odbierane jako czynność pokrewna aktowi płciowemu, będącemu często stosowaną metaforą kreacji przez połączenie przeciwieństw. W Polsce chętnie zapraszano kowali do drużbów; kiedy orszak weselny przechodził obok kuźni kowal głośno kuł żelazo. Ponieważ kowadło znajdowało się między piecem a kadzią z wodą, w której kowal hartował wykute przedmioty, łatwo o odniesienia wykonywanych przezeń czynności do wyobrażeń o powstawaniu świata w wyniku współdziałania opozycji ognia i wody, tj. pierwiastka czynnego i biernego, zapładniającego i zapładnianego.

Jednak o tym, iż Swaróg był bogiem bogów przekonała mnie dopiero analiza językowa rdzenia tworzącego jego imię, która pozwala upatrywać w nim boga uosabiającego niebo, zarówno świetliste, jak i burzowe – jest on bóstwem „gniewnym”, które nadmiar energii rozładowuje w przeszywających niebo błyskawicach, wzniecających pożary.

Jak wynika z analizy językowej, Swaróg materializował się w świdrze ogniowym, prymitywnym narzędziu służącym do niecenia ognia, składającym się z ostro zakończonego, pionowego drewnianego wrzeciona napędzanego rozwijającym się i zwijającym sznurem lub rzemieniem i obracającego się w zagłębieniu lub otworze położonego poziomo kawałka miękkiego drewna. Takim samym urządzeniem w Indiach niecono święty ogień, a obie jego części miały reprezentować odpowiednio ojca (czynnik aktywny) i matkę (czynnik bierny) ognia. Jeszcze w XIX w. na wsi polskiej używano świdra ogniowego do obrzędowego rozpalania ognia wielkanocnego na południowych murach kościołów. Ów zwyczaj tłumaczy także genezę miseczkowatych zagłębień w głazach narzutowych, pełniących niegdyś rolę kamieni kultowych, a w czasach nowożytnych często owianych ludowymi legendami tłumaczącymi powstanie „stopki”. Z rozpalonego w ten sposób tzw. „żywego ognia”, uważanego przez lud za „pierwszy ogień, najważniejszy na świecie”, czyniono rytualny użytek w sytuacjach najwyższego niebezpieczeństwa dla bytu lokalnej wspólnoty (np. epidemii), symbolicznie odnawiając świat.

Powstanie i rozwój życia generowała właściwa Swarogowi ekspansywna energia kreacji, wizualizowana w ziemskim oginiu, w szczególności zaś, jak jednoznacznie wynika z irańsko-słowiańskich danych językowych, materializująca się w zbożu, będącym podstawą wyżywienia. Dlatego symboliczne centrum kosmosu, początek wszechrzeczy, może w kulturze ludowej przybierać formę stożkowatego ciasta (korowaj), pieczonego wiosną, kiedy świętujący w polach razem spożywali ów zwiastun nowego cyklu życiowego, charakteryzujący się wewnętrzną siłą wzrostu.

Inną okazją do wspólnego świętowania przy korowaju było mające w zamyśle generowanie nowego pokolenia wesele, podczas którego rozdawane między weselników z obu rodów jego cząstki symbolicznie kreowały nową wspólnotę rodowo-terytorialną. W gestii boskiego suwerena kosmosu leżało zatem ustanowienie norm moralnych i obyczajowych, w szczególności w dziedzinie etyki małżeńskiej i seksualnej, restrykcyjnie przezeń przestrzeganej – za przekroczenie narzuconej ludziom monogamii nakazał kaźnić w piecu ognistym.

Indoeuropejski suweren kosmosu obdarzył ludzi naturą społeczną – indyjskie i germańskie dane językowo-rytualne sugerują, iż Swaróg, upostaciowany w słupie kultowym, którego czerwień imitowała nasycenie ognistą energią, wznoszącym się nad ofiarnym stosem, odbierał przysięgi, odwołujące się do niego jako źródła norm, spajających ludzkie wspólnoty. Z polskiego folkloru znamy późne wersje takich słupów – płonące w świętojańskich ogniach, wieńczone kołami, którymi, obracając, niecono ogień, wreszcie dekorowane kurkiem, kojarzonym z obracającą się osią, krzesaniem ognia i organem płciowym. Podczas festynów ludowych mocowano na ich szczytach butelki okowity (aqua vitae), jako nagrody dla najzręczniejszych. W zredukowanej postaci słupy przybierały postać gałęzi obwieszonych czerwonymi wydmuszkami jaj. Owe płonące koła lub ekwiwalentne im czerwone wydmuszki jaj symbolizować miały sferę wiecznego ognia, najwyższy a zarazem centralny punkt kosmosu, empireum. W kosmologii indyjskiej sfera wiecznego ognia, będąca zarazem krainą zmarłych osiąganą dzięki kremacji, nosi nazwę svargá.

2. Swaróg, jak przypuszczam, był stwórcą własnego istnienia, który wyłonił się z niebytu. Ten trudny do sprecyzowania słowami stan pierwotnego chaosu, bezkształtnego, niezróżnicowanego bezmiaru, wyobrażano sobie w postaci nieograniczonego i niezróżnicowanego przestworu wodnego, bezdennej głębi pogrążonej w nieprzeniknionej ciemności. Woda, jako substancja elementarna, stanowi tworzywo dla działań kreacyjnych.

2.1 Jako że pierwotni Słowianie nie znali morza, pod tą nazwą kryły się słodkowodne akweny, określane tym mianem i kojarzone z boginią kodowaną za pomocą rdzenia *mar-, którą za Długoszem nazywam Marzanną. XV-wieczny historyk utożsamił ją z rzymską Cererą i, chociaż jestem daleki od przypisywania Długoszowi głębokiej wiedzy na temat mitologii antycznej, to uznaję trafność tej identyfikacji. Według niego, Marzanna „uważana była za matkę i boginię urodzajów, których dostatku kraj potrzebował”, a „rolnicy zaś i prowadzący gospodarkę rolną czcili Cererę, na wyścigi składając jej w ofierze ziarna zbóż”. Imię rzymskiej Cerery, bogini płodności ziemi, opiekującej się urodzajem zbóż, wiąże się z wyrazami pochodzącymi z różnych języków indoeuropejskich, a oznaczających ogólnie ‚zboże’, bądź jego gatunki (proso, pszenica), bądź służące ludziom za pokarm soczewicę i żołędzie. Imię żywicielki ludzi zakodowane jest także w łacińskiej nazwie piwa (cervesia, cervisia, cerea), będącego pierwotnie słodkawym, dość gęstym i pożywnym napojem ze sfermentowanych ziaren zbóż, soczewicy i wyki. Głębsza analiza ujawnia znaczenia, które tłumaczą, dlaczego na jej cześć odprawiano obrzędy zwane „początkami”: łac. creō ‚stwarzam, sprawiam, wywołuję’, ‚powołuję do życia’, a zwłaszcza crēscō ‚kiełkuję, rosnę’, ‚powstaję, jestem, staję się’, ‚przybieram, wzrastam’. Będąca patronką małżeństwa bogini była zarazem matką bliźniaczego potomstwa Libery i Libera, których identyfikuję ze wspomnianą przez Długosza córką Marzanny Dziewanną oraz jej hipotetycznym bliźniaczym bratem.

Analiza imienia Marzanny oraz folkloru wskazuje, iż uważano ją za patronującą czarownicom śmiercionośną szafarkę chorób, pomorów i nieurodzajów. Jednak charakterystyczne jest, że przypisując wywołanie choroby uosabiającym ją żeńskim demonom (ros. lichoradki), naśladowano je, próbując zażegnać klęskę. Jeszcze w XIX-wiecznej Rosji w tajemnicy przed wschodem słońca oborywano w tym celu wsie, odtwarzając w sposób symboliczny wyłaniającą się z fal pierwotnego morza Pierwszą Ziemię. Tego archaicznego rytuału dopełniało dwanaście dziewic, starych panien lub wdów, bądź dziewięć dziewic, trzy wdowy i jedna ciężarna. Wszystkie były nagie lub odziane jedynie w białe koszule, bose, z rozpuszczonymi włosami, czyli przybierały postać, w jakiej wyobraźnia ludowa widziała lichoradki. Niekiedy jedna z uczestniczek obrzędu oświetlała drogę zapaloną «żywym ogniem» pochodnią lub latarnią ze świecą, pełniącą rolę zarodka kosmicznego.

Marzanna, łączona z nieprzejawioną sferą pozbawioną tchu, symbolizowaną przez uniemożliwiającą oddychanie wodę, w demonologii przyjęła postać dławiącej pogrążone we śnie ofiary pod osłoną nocnego mroku. Kojarzono ją także z odmiennymi stanami świadomości, zaburzeniami percepcji i motoryki. Personifikowana przez nią sfera niebytu jawi się w świetle analiz nie tylko jako domena śmierci i destrukcji, ale także jako bezkształtny, wirtualny bezmiar, kojarzony z ruchem w dół, w lewo, do tyłu, z nocą, z północą, nadirem, negacją, tym, co odwrócone, bezwartościowe, a nawet złe. W żadnym wypadku nie można jej jednak utożsamiać z siłami absolutnego zła, jak wynika chociażby z analiz scenariusza dedykowanych jej obrzędów, w których smutek płynący z przekonania o unicestwianiu przez nią istniejących form życia łączy się z manifestacyjnie okazywaną radością płynącą z cyklicznego odradzania się życia w nowych, niezużytych formach.

2.2 To właśnie w niebycie – kosmicznej rodni formuje się zarodek bytu, czyli mówiąc prefilozoficznym językiem mitu, z jaja pływającego w macierzyńskim morzu powstało wszystko, co istnieje. Ten zarodek kosmiczny rozumiem jako pierwotną Monadą (Jednię), która w toku procesu stwórczego ulega następnie polaryzacji. Powstałe w ten sposób przeciwieństwa wyrażano za pomocą metaforycznego obrazu różnopłciowego bliźniaczego potomstwa bogini uosabiającej pierwotny chaos. Tę opozycję, wyrażaną za pomocą kategorii „męski : żeński”, ujmowano także w obrazie paradoksalnego związku wody i pogrążonego w niej ognia. Ten przeczący regułom poznania zmysłowego związek został utrwalony w świadomości ludu za pomocą powszechnie dostępnych prymitywnych środków inscenizacyjnych: podczas świętojańskich obchodów topiono płonącą kukłę bądź rozpalano ogień na brzegu w momencie wrzucania do wody wyobrażenia Kupały. Ten sam obraz ognia płonącego w wodzie znajdujemy w zwyczaju świętojańskich wianków, wróżących dziewczynie zamążpójście.

Ideogramem tego mitu jest obraz kwiatu dzikiego bratka, który do tej roli został wybrany zarówno ze względu na porę kwitnienia, jak i kolorystykę łączącą żółtą barwę ognia/piorunu z sinym zabarwieniem wód/chmur burzowych. Według popularnej pieśni ludowej w ten niepozorny kwiatek zostali zamienieni brat Jan (Iwan) i siostra Maria, którzy nieopatrznie nawiązali kazirodczy romans w noc świętojańską. Jego serbochorwacka nazwa „dzień i noc” koduje zatem mit o ogniu pogrążonym w wodach, kiedy, jak powiada Rygweda, „pomiędzy dniem a nocą nie było rozłamu”. Wschodniosłowiańska Kupała, żeńska personifikacja świętojańskiego ognia, jest w gruncie rzeczy, jak wynika z analizy etymologicznej jej imienia, personifikacją ognia namiętnego pożądania, zbliżającego przeciwieństwa, a którego realizacja stymuluje procesy życia. Cytowany już hymn Rygwedy mówi bez ogródek o początkach procesu stwórczego w łonie ciemności:

Lecz oto żądza powstała z początku,
Stając się myśli najpierwszym wysiewem.

Na ziemiach polskich zanotowano pieśń sobótkową, która proponuje znanemu z ascetyzmu męczennikowi …małżeństwo: „Mój Św. Janie, o co Ciebie prosimy, Jeżeli chcesz się ożenić, my Cię naraimy!” Ta groteskowo-absurdalna z punktu widzenia hagiografii propozycja wynikała z faktu, iż przedchrześcijański patron letniego przesilenia uosabiał siłę seksualnej atrakcji, sprzyjającej kojarzeniu par w noc świętojańską, która służyła inicjacji seksualnej młodego pokolenia: nagie, a przynajmniej bose dziewczęta, śpiewając, wirowały w koło wokół świętojańskiego ognia w kierunku przeciwnym do ruchu słońca, symbolicznie pogrążając się w podziemnym świecie. Oszołomione tańcem unosili wyłaniający się z ciemności chłopcy, przenosząc w ramionach przez ogień i znikając z nimi na powrót w ciemności, by, na wzór kosmicznego zarodka żar namiętności przezwyciężył przeciwieństwa wynikające z różnicy płci. Obrzędowo realizowany mit kosmogoniczny przeredagowany stał się kanwą baśni o Jasiu, który, stwarzając świat ze znalezionego w świecie podziemnym jaja, poślubia następnie księżniczkę, którą odnalazł podczas peregrynacji po tamtym świecie.

2.3 Żar pożądania uczestnicy sobótek stymulowali napojami upajającymi, starając się wywołać w sobie wewnętrzny żar, by, osiągnąwszy wewnętrzne rozgrzanie, zanurzyć się w chłodzie wód, jak zarodek stworzenia. W czasach Kochanowskiego świętujący przy ogniskach raczyli się piwem, winem i wódką, aczkolwiek ze względu na klimat niesprzyjający uprawie winorośli oraz późne odkrycie technologii palenia gorzałki, należy przyjąć, że te ostatnie napitki pojawiły się w kulturze północnych Słowian pół tysiąca lat po chrystianizacji. Wątpliwe jest także, by obrzędowym napojem sobótek był popularny u Słowian miód pitny. Pierwszy miód podbierano pszczołom dopiero w lipcu, a czas trwania procesu fermentacji umożliwiał stosowanie go jako napoju alkoholowego dopiero z końcem lata, podczas świąt dziękczynienia za plony, które opisuje Saxo Gramatyk. Stąd wniosek, że jedynie piwo, tzw. marcowe, ze znanych w czasach historycznych alkoholi było dostępne dawnym Słowianom. Zresztą sobótkowa pieśń traktuje św. Jana Chrzciciela jako bohatera kulturowego, dawcę piwa – śpiewający zapytuje: „Święty Janie! pytam się ciebie samego, cóżeś nam przyniósł nowego?”, a następnie odpowiada w jego imieniu: „Przyniosłem wam piwa, dziewczętom do żniwa”.

Piwo symbolicznie łączyło dwa podstawowe pierwiastki – wodę i ogień, a jak wynika z analizy słownictwa słowiańskiego, za stymulatora jego upajającej mocy uważano chmiel (czes. chmeleti ‚stawać się pijanym’, chmeliti ‚chmielić; mocno pić (trunek)’, chmelný ‚pijany’, ros. chmel’ ‚chmiel; oszołomienie pijackie’, chmelit’ ‚chmielić; upajać’, chmelnoj ‚upajający (napój); pijany’). Puszczający pędy w okolicach Wielkanocy i kwitnący około św. Jana chmiel uległ mitologizacji, symbolizując w folklorze męską siłę rozrodczą. Wprawdzie Słowianie nauczyli Europę chmielenia piwa, jednak chmiel był, jak sądzę, tylko substytutem pierwotnie stosowanych sybstancji roślinnych. Swój sąd opieram na znajomości profilu działania zawartej w nim lupuliny, która, działając uspokajająco i nasennie, tłumi podniecające działanie alkoholu i, tym samym, nie jest w stanie dostarczyć pijącemu wrażenia identyfikacji z płonącym zarodkiem kosmicznym. Wiadomo jednak ze źródeł nowożytnych, że do piwa dodawano często rozmaitych substancji pochodzenie roślinnego (sproszkowane konopne liście, sok z niedojrzałych makówek, jagody wilczego łyka, bieluń, czy lulek), a wszystko po to, by wzmocnić działanie piwa, podobnie jak Grecy zmieniali ziołami profil działania win na psychikę ludzką. Problem wymaga dalszych badań etnobotanicznych w zakresie ewentualnego stosowania ziół świętojańskich do zaprawiania spożywanego wówczas piwa. Natomiast analiza językowa terminu chmiel wskazuje, iż chmiel mógł stać się substytutem nieznanej w naszej strefie klimatycznej somy, którą był prawdopodobnie rutewnik pospolity, czyli poganek rutowaty (Peganum harmala). Także zanotowany na Polesiu opis chmielenia piwa lub miodu, polegający na gotowaniu szyszek chmielu w woreczku i następnie wygniataniu zeń soku, którym zaprawiano miód lub piwo, uprawdopodobnia taki domysł, jako że wytłaczanie, wygniatanie somy jest wielokrotnie zaświadczone w tekstach indyjskich. Jej spożycie dawało m.in. doznania światła wewnętrznego, lotu, czystości umysłu i widzenia, czyli wrażeń pozwalających na identyfikację intoksykowanego człowieka z zarodkiem kosmicznym.

2.4 O ile imię Kupały, pozornie swojskie, bo kojarzące się z kąpielą, jestem skłonny uważać za pożyczkę z jakiegoś zaginionego języka bliskiego łacinie (por. Cupido), o tyle rodzimego pochodzenia jest imię wschodniosłowiańskiego Jaryły, zastąpionego przez gromowładnego św. Jerzego, którego siostrą na bałknanach miał być Maraogn’ena Marija. Ruski książę, Jarosław Mądry, nosił chrzestne imię Jerzy, założył gród Jurjew, a na jego pieczęci i monetach był wyobrażony św. jerzy. Na drodze analiz językoznawczych można wykazać związki Jaryły z początkiem cykli rocznych i dobowych, upalną pogodą, siłą witalną uosobioną w młodych roślinach i młodych organizmach ludzkich i zwierzęcych, instynktem płciowym, gwałtownymi, nieobliczalnymi «ognistymi» emocjami, szybkim ruchem i towarzyszącym mu głośnym dźwiękiem oraz ognistą energią.

jur1

1) ‚młody, pełen sił, szybki’ (pol. ‚zdrowy, krzepki’, ‚śmiały, odważny’, ros. jurkij ‚zwinny’, jurit’ ‚spieszyć się’, sch. juriti ‚gonić’, czes. dial. urný ‚silny, wielki’);

2) ‚pełen namiętności, żądzy’ (stp. jurny ‚pożądliwy, zapalczywy, namiętny’), później także ‚rozpustny’ (stp. jurzny ‚swawolny, rozpustny’, ros. jura ‚swawolnik’, jurika ‚swawolnik’);

3) ‚gniewny, pełen żaru’ (ros. jur ‚wściekłość’, ‚chuć, żądza’, pol. jurzyć się ‚gniewać się’, ukr. juriti ‚wściekać się’).

jarъ (jarajaro)1

Ia rzecz.
lato ~ wiosna (stąd: jarilo)
|| żar, upał, spiekota, skwar

|| rok
Ib przym.
wiosenny (stąd: jarovyjerožъ jarica)
|| urodzony w tym roku, jednoroczny
(stąd: jarkajarinajaretinapojarok)
|| zielony (o rzeczach)
|| młody(o ludziach)

|| pełen sił, niestrudzony
|| przen. ostry
|| przen. szybki, zwinny
IIa
namiętność, miłosny żar (jarit’sja)
IIb
namiętny, popędliwy
IIIa
gniew, wściekłość (jarost’)
IIIb
pożądliwy
|| gniewny
|| kłótliwy, butny
|| surowy, srogi

2.5 Dwoista zawartość ptasich jaj wprawdzie w pełni unaoczniała pierwotne opozycje, dające początek życiu w procesie wylęgu, jednak metafora jaja nie wyczerpywała całego bogactwa wyobrażeń związanych z obrazem Monady. Ekwiwalentem jaja w innej wersji mitu kosmogonicznego jest piasek, wydobywany przez wysłanego przez Boga nurka z dna morskiego i dający początek ziemi, będącej jednym z wcieleń Pramacierzy, źródła życia. W tym przypadku o wyborze piasku decydowało nie tylko doświadczeniowe tło, ale także zasadnicza cecha piasku jaką jest jego mnogość, niepoliczalność. W ten sposób akcentowano niezmierzony potencjał stwórczy pierwotnej Monady, która, polaryzując się, dała początek stworzeniu, przejawiającemu się w procesie niemożliwej do ogarnięcia przez zmysły człowieka pluralizacji i multiplikacji. Taką samą rolę pełniły niektóre drzewa (np. jarzębina) ze względu na typ i barwę kwiatostanów, ich intensywną woń, czy jaskrawą czerwień jagód, kojarzonych z ognistą siłą manifestującą się podczas wyładowań atmosferycznych (por. wschodniosłowiańskie wierzenie o «jarzębinowych nocach», tj. nocach z burzą, deszczem, nieustannymi błyskawicami i gromami oraz wichurą, podczas których grom zabija czarownice).

2.6 Dostępne źródła pozwalają nam zidentyfikować nie tylko pramacierz kosmosu, Marzannę, uosabiającą wody chaosu i Matkę Ziemię, ale i bóstwa personifikujące pierwotną Monadę. Informacje Długosza o córce Marzanny, Dziewannie, pozwalają zidentyfikować „Dianę”, o której mówi Marcin z Urzędowa:

Ziele to [bylicę] wezwano z Gréckiégo słowá „Artemeisa”, od Artemis Boginiéy Diány (…) Abowiém tá to źiele wynálázłá / y pań Gréckich iego vżywánia náuczyłá (…) Przeto oné Pogánki świećiły iéy to źiele / y gdy iéy [Diany] dźień świącano / wieszáli po domách /drugié sie nią opásowáły: á to czyniły dwudźiestégo dniá y czwartégo / Kśiężycá Czérwcá / v nas dźień S. Janá: tám téż w nocy ognie paliły / táńcowáły / śpiéwáły / diabłu cześć á modłę czyniąc. Tego obyczáiu pogáńskiégo do tych czásów w Polscze niechcą opusczáć niewiásty / bo tákiéż to ofiárowánié tego źiela czynią / wieszáiąc / opásuiąc sie niém. Swiętá téż téy diablicy święcą / czyniąc sobotki / paląc ognie/ k r z e s z ą c   o g i e ń   d e s k á m i / áby była práwa świątość diabelska: támże śpiéwáią diabelskié pieśni / plugáwé / táncuiąc / á diabeł téż skacze / ráduie się ze mu krześćiiánie czynią modłę á chwałę / á o miłégo Bogá niedbáią / ábowiem dźień świętégo Janá / wieśniaków przy chwale miłégo Bogá żadnégo nie będźié / á około sobótki będą wszyscy czynić rozmáite złości.

W Polsce używanej przeciw czarom, kwitnącej na żółto dziewanny, używano jako łuczywa do oświetlania chałup, natomiast imię Dziewanny jako bogini, kojarzonej z terminem świętojańskim, zachowało się na Łużycach, gdzie w XIX w. zanotował je Oskar Kolberg, oraz w bałkańskich nazwach demonicznego ognia na bagnach (sch. dìvljī oganj) lub rytualnie wzniecanego ognia przez pocieranie o siebie dwóch kawałków drewna (słe. dívji ogenj, bułg. div ogъn), który miał zastosowanie magiczne, np. przez taki ogień przeprowadzano bydło, aby uchronić je przed pomorem, zarazą. Otóż zastosowany przez Marcina z Urzędowa zwrot krzesząc ogień deskámi znajduje zatem potwierdzenie w bałkańskim folklorze, a analiza etymologiczna wskazuje, iż chodzi tu o wskrzeszanie ognia, czyli ożywianie go na nowo, stąd wniosek, iż południowosłowiańska nazwa nocy świętojańskiej, *krĕsъ, oznacza ‚odrodzenie’, odrodzenie kreacyjnego ognia, przenikającego przyrodę. Ten sam źródłosłów ma łaciński teonim Ceres oraz swojski wyraz krasić ‚barwić na czerwono’ i kraszanka. Według ludu, kraszenie jaj wielkanocnych przyczyniać się miało do podtrzymania ziemskiej rzeczywistości. Za pomocą czerwonych jaj można było ugasić pożar wzniecony szczególnie archaiczny scenariusz obrzędowy zachował się na Białorusi, gdzie po Wielkanocy obchodzono tzw. „Czerwoną Górkę”: prowadząca świętujących przodownica demonstrowała czerwone jajo i okrągły chleb (korowaj). Podczas święta „Czerwonej Górki”, czyli, jak należy się domyślać, obrzędu przywołującego precedens wyłonienia się Pierwszej Ziemi z wody, świętujący obdarzali się kraszankami i oblewali wodą.

3. Swaróg, inicjując powstanie świata w łonie niebytu, stał się wszechobecnym czynnikiem sprawczym, który za grecką filozofią nazywam Logosem. Przybiera on w kosmologii słowiańskiej rozmaite formy – przede wszystkim światła i ognia, kryjącego się w metaforze świetlistego kamienia położonego na wyspie wyobrażającej macierzyńską Pierwszą Ziemię. Zdolności Logosu przenikania pramaterii w celach kreacyjnych stały się przyczyną częstego używania metafory aktu płciowego – Logos zostaje w nich utożsamiony z tym, co męskiej, zaś materia – z tym, co kobiece.

3.1 Najczęściej stosowanymi symbolami logosu jako operatora stanowię narzędzia i broń sieczna oraz kłująca, stąd często przydawane są jako atrybuty postaciom bogów i świętych, którzy zajęli ich miejsce w kulcie. Najbardziej charakterystycznym przykładem jest włócznia, barwiona na czerwono lub wyposażona w czerwony proporzec markujący płomień, która symbolicznie kondensuje ukierunkowaną punktowo energię o właściwościach przebijających. Włączając oręż i tym samym władających nim ludzi w system wyobrażeń kosmologicznych, automatycznie sankcjonowano ich dokonania militarne i polityczne, dostarczając uzasadnienia dla istnienia władzy. Stąd wyposażone w broń bóstwa, będące cząstkowymi realizacjami potencjału Swaroga, sprawować miały patronat nad panującymi. Przykładem tego zjawiska jest wyróżniony przez Włodzimierza Wielkiego kult zbrojnego Peruna, którego książętom kijowskim ostatecznie zastąpił św. Jerzy.

Atrybutem tego ostatniego w folkorze obok kopii, którą święty przebija smoka, stała się złota trąba, co trudno wyjaśnić na gruncie hagiografii. W okolicach Petersburga pastuchy obchodzili trzykrotnie stado z ikoną św. Jerzego, toporem, jajem, chlebem i trąbą, metaforyzującymi różne aspekty Logosu. Topór to, rzecz jasna, jego moc przenikania i kształtowania materii, chleb metaforyzuje jego życiodajne aspekty, zaś trąba jest symbolem zrodzonej w niebycie stwórczej wibracji, skoncentrowanego tchnienia Pierwszej Monady (jajo), która, jak twierdzi adekwatny hymn Rygwedy, „przez własną moc (…) bez tchu oddychała”. Kaszubski jurk (‚diabeł wywołujący ruch powietrza’) to nic innego jak samostwarzające się centrum bytu, samoistny ruch. Złoty kolor trąby świętojurskiej wskazuje, iż chodzi tu o Pneumę, czyli wszechprzenikającego ognistego ducha, którego akustyczną kratofanią jest grzmot. W przywoływanym już obrzędzie oborywania wsi obecność Pneumy wizualizowano za pomocą okadzania trasy przemarszu: jedna z uczestniczek obrzędu szła z garnkiem żarzących się węgli, do którego cały czas dosypywała kadzidła. W każdym zaułku osady rozgrzebywały sochą bruzdy na krzyż i, modląc się, zakopywały w tym miejscu dymiące kadzidło. Osobnych badań wymaga pierwotny skład stosowanych przez Słowian kadzideł pod kątem ich właściwości psychoaktywnych.

3.2 Dopiero w tym kontekście można w pełni zrozumieć inicjacyjny sens rytuałów odbywających się w słowiańskich łaźniach, które, podobnie jak domy mieszkalne Słowian, były pierwotnie mrocznymi ziemiankami, umożliwiającymi kontakt z macierzyńskimi siłami ziemi. Na Rusi inscenizowano wiosną łaźnię na mogiłach przodków, co dowodzi jej związku ze światem zmarłych. W Polsce kanclerz płocki Racibor z Golejowa, który ufundował w 1483 r. łaźnię, polecał kąpiącym się w niej scholarzom śpiewanie psalmu De profundis, kolekty i modlitwy za zmarłych, Salve regina i innych pobożnych oracji za odpuszczenie grzechów fundatora oraz jego przodków i potomków. Oznacza to, że łaźnia symbolizowała źródło bytu, integrujące przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Łaźnia w świetle średniowiecznych źródeł jawi się nie tylko jako zwyczajowe miejsce spotkań świata żywych ze światem zmarłych, ale także z nienależącymi do wspólnoty społecznej skazańcami, jak świadczy analizowany przez Banaszkiewicza fragment kroniki Galla Anonima dotyczący panowania Bolesława Chrobrego. Smagając w łaźni winowajców, monarcha dopełniał rytuału powrotu ludzi wykluczonych ze świata żywych do wspólnoty społecznej i przywracający im uprzednio zajmowane pozycje w jej hierarchii. Władca wykorzystywał zatem zakorzenione głęboko w ówczesnej kulturze konotacje łaźni jako symbolicznej repliki centrum sił stwórczych i regeneracyjnych, przejawiających się zwykle w oczyszczająco-leczniczym działaniu kąpieli parowej. Wreszcie, jak wynika z niedawno wydanej książki Zbigniewa Libery, łaźnia była tradycyjnym miejscem inicjacji słowiańskich czarowników i znachorów. Dowiadujemy się z niej m.in., iż u Białorusinów i Ukraińców najlepszym znachorem był kowal, co ponownie odsyła nas do swarogowej symboliki kreacyjnego ognia.

Jak wynika z relacji Ibrāhīma ibn Ja’qūba, w słowiańskiej łaźni rozgrzany kamienny piec polewano wodą, uzyskując gorącą parę. Tym samym opary w kodzie symbolicznym wizualizowały subtelną emanację sił zawartych w zarodku kosmosu, paradoksalnie łączącym wodę z ogniem. Reasumując, łaźnia stanowiła symbol generującej życie kosmicznej macicy, w której mrocznym wnętrzu pojawia się Pneuma.

Taką konotację zapewne wzmacniały stosowane w średniowiecznych polskich łaźniach specyfiki, modyfikujące odczucia zażywających kąpieli w określony sposób. Wiadomo, iż w zachodniej Europie w łaźniach kadzono np. lulkiem czarnym (Hyoscyamus niger L.), rośliną o silnych właściwościach halucynogennych i afrodyzyjnych, której XV-wieczne polskie nazwy bieluńbieleńbielonbielujbielun pochodzą od psł. *belnъ, którego znaczenie Spólnik rekonstruuje jako ‚ziele wywołujące odurzenie, bredzenie, majaczenie’. Tej nazwy używano także dla określenia silnie odurzającej Datura stramonium L., święconej na Kaszubach w dzień Matki Boskiej Zielnej. Kwiaty bielunia są w Indiach świętą rośliną Śiwy i kładzie się je na jego lingę, gdyż symbolizują moc falliczną. Mieszanka męskiego bielunia z żeńskimi konopiami, pita lub palona, wytwarza i symbolizuje kosmiczną jedność między pierwiastkiem męskim (Śiwa) i żeńskim (Parwati).

Halucynogenny i afrodyzyjny profil ziół służących kąpiącym się do intoksykacji współgrał z wyobrażeniami na temat „innej” przestrzeni symbolizowanej przez wypełnioną oparami łaźnię: ograniczonej «macicy» świata, w której «magiczne» i seksualne «rozgrzanie» warunkować miały stan nieustannej kreacji.

Miejsce łaźni w rocznym cyklu obrzędowym potwierdza poczynione wyżej ustalenia. W północnej i środkowej Rosji świętojańskie kąpiele w rzekach i jeziorach zaczynały się od południa, natomiast rankiem korzystano z łaźni. Do winników dodawano zioła świętojańskie; do łaźni zanoszono chorych, a do kapieli dodawano im ziół leczniczych. Ze św. Janem Chrzcicielem polska pieśń ludowa łączy rosę, rodzaj kosmicznego „potu”, występującego w okresie wegetacyjnym, mającego walor regeneracyjny. W noc świętojańską przed wschodem słońca zbierano rosę, w której się następnie myto, w zroszonej trawie się tarzano, „na rosę” wyganiano bydło, by zabezpieczyć je lub uwolnić od chorób.

Z osiąganym w łaźni stanem wewnętrznego rozgrzania i potu należy łączyć łączy zanotowany w PVL mit o stworzeniu Pierwszego Człowieka. Wojewoda księcia Światosława, Jan Wyszatycz, usłyszał od czarowników w ziemi rostowskiej w 1071 r. następującą opowieść:

Oni zaś rzekli: „My wiemy, jak jest człowiek stworzony”. On zaś rzekł: „Jak?” Oni zaś rzekli: „Bóg mył się  w  ł a ź n i  i  s p o c i ł  się, otarł się wiechciem, i wyrzucił go z  n i e b i o s na ziemię. I spierał się szatan z Bogiem, który z nich ma z wiechcia stworzyć człowieka. I stworzył diabeł człowieka, a Bóg duszę w niego włożył. Dlatego, jeśli umrze człowiek, w ziemię idzie ciało, a dusza do Boga”.

W mitologii indyjskiej można odnaleźć obraz Pradźapatiego, który tworzy świat, «rozgrzewając się» przez ascezę do niezwykłego stopnia (AjBr V 32,1), czyli jak zauważa Eliade, „przez swego rodzaju magiczne pocenie”. Eliade wskazuje także inne przykłady (germański Ymir, irański Gajomard) kreacyjnego pocenia się w mitologiach indoeuropejskich. Pradźapati dokonuje kreacji kosmosu dzięki magicznej sile tápas wielokrotnie zaświadczonej w Rygwedzie, którą uzyskał dzięki ascezie, np. dzięki medytacji przy ognisku. Eliade zwraca uwagę na jej kreacyjne znaczenie w wymiarze antropologicznym, wegetacyjnym i rytualnym, pisząc: „Ascetyczne «rozgrzanie» ma swój wzorzec lub też odpowiednik w obrazach, symbolach i mitach związanych z ciepłem «powodującym dojrzewanie» plonów i zapewniającym wylęganie się jaj, z seksualnym podnieceniem (szczególnie z żarem orgazmu) oraz z ogniem rozpalanym przez pocieranie dwóch kawałków drewna. Tápas jest «elementem stwórczym» na kilku płaszczyznach: kosmogonicznej, religijnej, metafizycznej”.

3.3 Prezentując różne aspekty słowiańskiej symboliki Logosu, nie sposób pominąć jeszcze jednego: rytualnej demonstracji któregoś z jego licznych symboli towarzyszyło zwykle Słowo. Milczenie towarzyszyło krzesaniu „żywego ognia”, a wraz z jego rozpaleniem rozbrzmiewała mowa. Przerywające martwą ciszę Słowo stanowi ekwiwalent przeszywającego mrok promienia światła lub pioruna. Z zaklęć kończących wschodniosłowiańskie zamówienia dowiadujemy się, iż słowa są mocniejsze od ostrego noża, żelaza, kamienia, kondensujących perforującą moc kreacji. W archaicznym świecie naszych przodków sakralne Słowo przybierało formę modlitewnej inwokacji kapłana, zaklęcia ekstatycznego czarownika, niejasnej wróżby-rady wieszcza, melorecytacji natchnionego poety, opiewających bogów lub herosów. Słowo sakralne jest celowo niejasne, dwuznaczne, metaforyczne, ponieważ opisuje rzeczywistość niedostępną bezpośredniemu poznaniu. W swej istocie Logos jest więc pierwszą wibracją, przyjmującą postać wpierw stwórczego zamysłu, a następnie artykułowanego Słowa.

3.4 Analizowany czynnik sprawczy, nazbyt abstrakcyjny w swej istocie, w kulcie i micie przybierał postać trójcy bogów, których męska atrybucja oznacza aktywny charakter triady. Ośrodkiem kultu rekonstruowanej przeze mnie słowiańskiej trójcy jest połabska Radogoszcz, której lokalizacji wciąż nie znamy. Dzięki Adamowi z Bremy, Thietmarowi, Helmoldowi i św. Brunonowi wiemy, iż naczelnym bogiem odbierającym cześć w Radogoszczy był Swarożyc, znany także z Rusi jako patron ognia powodującego w suszarni zboża dojrzewanie ziarna. Zwyczaj rozpalania obrzędowego ognia za pomocą prętów wyjętych z rusztu w suszarni zboża wskazuje, iż Swarożyc stanowił jego personifikację. Jego ruscy czcziciele bili mu pokłony zwróceni na południe, a jak już była mowa, na południowych ścianach kościołów niecono świdrami ogień.

Jak podaje Adam, idol Swarożyca był wykonany ze złota, zaś „łoże jego z purpury sporządzone”. Ten niecodzienny atrybut był tematem wielu domysłów, m.in. dopatrywano się w nim dowodu na bezczynną naturę bóstwa, co brzmi groteskowo, biorąc pod uwagę, że Swarożyc był patronem wojowniczych Luciców. Moja interpretacja opiera się na relacji średniowiecznego franciszkanina-podróżnika Rubruquisa, zgodnie z którą chan Mongołów Batu „siedział na długim tronie, szerokim jak łoże i całkowicie pozłoconym. Na ten tron wchodziło się po trzech stopniach”. Niemiecki dziejopis opisał zatem nie tyle łoże, co tron panującego nad innymi bogami Swarożyca, którego formę Słowianie bez wątpienia przynieśli w trakcie swych migracji ze Wschodu. Moja propozycja interpretacyjna bóstwa tronującego jest zatem całkowicie zgodna z definicją Thietmara: „Pierwszy pośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan”.

Wiemy zarazem, że Swarożyc nie był jedynym bogiem czczonym przez Luciców. Według Thietmara,

w grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób; wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką, w straszliwych hełmach i pancerzach.

I tu dotychczas badacze kultu Swarożyca się zatrzymywali, koncentrując się na krytyce źródeł i dywagacjach, czy połabski kult inspirował się teologią chrześcijańską w toku konfrontacji niemiecko-słowiańskiej. Istotnie, mamy wyraźny ślad koegzystencji obu systemów religijnych – według Żywotu Ottona z Prüfening:

mieszkańcy Szczecina (…) pod wpływem wiarołomstwa kapłanów stoczyli się znów do poprzednich błędów i świątynie bogów, które niedawno ów zburzył, na nowo zbudowali, a wzniesione przezeń kościoły zamyślali zburzyć. Mianowicie kapłani widząc, że po porzuceniu bożków zginęła całkowicie nadzieja ich zysków, mówili, że stanęli przy nich bogowie straszni postawą i wyglądem i łajali ich za to, że uczcili Chrystusa, a nimi wzgardzili. Mówili dalej, że zaraza, która przypadkiem w dni owe wybuchła i całe niemal miasto Szczecin opanowała, powstała na skutek gniewu bogów z tego powodu, że przyjęli marny zabobon chrześcijan, a dawną religię porzucili. Zebrali się więc poganie i wtargnęli do kościoła błogosławionego Wojciecha męczennika i najpierw zrzucili dzwony, które były zawieszone przed drzwiami kościoła. Te jednak dla zaznaczenia potęgi Chrystusa pozostały całe i nieuszkodzone, jak gdyby wcale ich nie zrzucano. Tymczasem pewien niegodziwy i przekleństwa godzien kapłan pogański z wściekłością wkroczył do kościoła, aby w lekkomyślnym zuchwalstwie zburzyć ołtarz, który kapłan Chrystusowy w świętej gorliwości zbudował. Ten nagle zadrżał i zdrętwiał pozbawiony władzy nad wszystkimi prawie członkami i sam dziwił się swej niemocy. Przez ten więc cios opamiętał się nieco i wyszedłszy na zewnątrz do ludu oświadczył, że bóg chrześcijan jest potężnym bogiem. Twierdził też, że nie należy burzyć jego ołtarza, lecz obok niego postawić inny dla bogów; w ten sposób czcząc jednocześnie bogów i boga chrześcijan, będą mogli się cieszyć zarówno jego, jak i ich łaskawością. Przystał na to lud i stawiając obok ołtarza pańskiego inny ołtarz, poświęcił go bożkom. I odtąd składano na jednym ołtarzu ofiary Bogu, na drugim zaś demonom; jedną i drugą służbę pełniono z równą gorliwością, tyle że bardziej zakorzenione przyzwyczajenie do bałwochwalstwa czyniło lud bardziej skłonny do posłuszeństwa względem bożków.

Co było możliwe w Szczecinie, nie było do przyjęcia w Radogoszczy – w moim przekonaniu, możliwość synkretyzacji kultu w stolicy Swarożyca z chrześcijaństwem wyklucza jego geneza: Związek Lucicki, którego Swarożyc był patronem, uformował się w X w. w wyniku antyniemieckiego i antychrześcijańskiego powstania, zaś resentymenty z pewnością wzmagały się wskutek rywalizacji o ujście Odry ze świeżo ochrzczoną Polską Mieszka i Bolesława Chrobrego. Ortodoksyjny kult słowiański stał się niewątpliwie ideologią budującą tożsamość czterech plemion tworzących związek, który z racji swej federacyjnej struktury był szczególnie podatny na procesy dezintegracji, której zaczynem mogło być przenikanie obcej religii. Dlatego walka z wpływami chrześcijaństwa w tych czterech trybalistycznych społecznościach musiała być szczególnie zaciekła i wykluczała teologiczne kompromisy.

3.5 Badacze radogoskiego kultu praktycznie ignorowali krótką wzmiankę z Kroniki kościelnej Orderika Vitalisa z 1 poł. XII w., ewentualnie, jak wybitny mediewista Łowmiański, nie potrafili dostatecznie wykorzystać zawartych w niej informacji. Według źródła, w Radogoszczy Słowianie czcili trzech bogów, odpowiadających germańskim – Wotanowi, Thorowi i Freyowi. Dzięki nieocenionemu Adamowi z Bremy wiadomo, że ciż sami germańscy bogowie byli czczeni w szwedzkiej Uppsali, a tamtejszy Wotan był odpowiednikiem rzymskiego Marsa, zaś Thor – Jowisza. Daje to asumpt do identyfikacji Wotana z wykazującym militarne kompetencje Swarożycem, a Thora ze słowiańskim Jupiterem, Perunem, którego imię rozumieć należy jako ‚Ten, co uderza’. Jako bogu dębu palono mu wieczny ogień drewnem dębowym, wydzielającym bardzo wysoką temperaturę spalania. Jego atrybutem był kamień, w szczególności tzw. «kamień piorunowy», czyli neolityczne krzemienie, belemnity lub fulguryty, czyli stopione przez pioruny rurki szkliwa kwarcowego. Wojownicy ruscy składając mu przysięgę, dedykowali mu swe miecze, co wynikało z rozumienia słowiańskiego Jowisza jako perforatora pasywnej, jednorodnej i bezkształtnej pramaterii, symbolizowanej przez ziemię lub skałę macierzystą. W metaforyce ludowej to zepolenie czynnika aktywnego z pasywnym pojmowano jako koitus pary małżeńskiej, ‚Tego, który uderza’ i ‚Tej, która jest uderzana’, owocujący narodzinami bliźniąt. Wprawdzie Adam nie zidentyfikował rzymskiego odpowiednika Freya, jednak z analizy jego kompetencji wynika, że pod jego imieniem w relacji Orderika Vitalisa kryje się dobrze znany z Rusi Wołos, plebejski bóg płodności. Nie jest on więc chyba komplementarnym przeciwnikiem Peruna, jak to sobie wyobrażali Iwanow i Toporow, rekonstruując osnowny mit o pojedynku Boga Burzy z wężowym przeciwnikiem.

Ostatecznie strukturę radogoskiej trójcy pozwalają zrekonstruować dane komparystyczne. Według XVI-wiecznej relacji kronikarza pruskiego, Szymona Grunau’a, opisującego pruski kult trzech bogów, którego informacje powtarzają m.in. polscy kronikarze, siwobrody Patollo, był bogiem podziemnej krainy zmarłych, czarnobrodemu Perkunowi palono niegasnący ogień z dębiny, zaś młody, bezbrody Potrimp zapewniał zwycięstwa. Z łatwością można zidentyfikować poszczególne człony triady Orderika Vitalisa: Patollo to Frey (Wołos), Perkun to Thor (Perun), zaś Potrimp to Wotan (Swarożyc). Nie ma wątpliwości, że ze względu na wyjątkowo wojowniczą naturę trzeciego z bogów wojowniczy Lucice wyróżnili w Radogoszczy jako swego patrona, oddając mu tron. Z kolei syryjskie źródło traktujące o triadzie irańskiej pozwoliło mi ostatecznie ustalić związki między Swarogiem a radogoską trójcą: naczelny bóg Zurwan miał składać się, czy zawierać w sobie, trzy osoby (bogów) AšôqarFrašôqarZarôqar, z powtarzającą się cząstką –qar ‚czyniący’. Ich imiona znaczą kolejno: ‚czyniący wojowniczym’, ‚czyniący potężnym’ i ‚czyniący starym’. Jest to zatem dokładny odpowiednik bałto-słowiańskiej triady, w której „czyniącym wojowniczym” był Swarożyc – Potrimpus, „czyniącym potężnym” patron Włodzimierza Wielkiego Perun – Perkun, zaś „czyniącym starym” – Wołos – Patollo.

Trójka bogów obrazuje zatem absolutną doskonałość, przedstawiając sobą idealną strukturę z wydzielonym początkiem, środkiem i końcem, zaś ich symbolika numeryczna stanowi idealny model dowolnego procesu dynamicznego, dopuszczającego powstawanie, rozwój, upadek, lub – w nieco innym planie – tezę, antytezę i syntezę. Porfiriusz, relacjonując naukę pitagorejską opierającą się na symbolice liczb, stwierdza o naturze bytu:

W naturze rzeczywistości jest coś, co ma początek, środek i koniec; temu, ze względu na postać i naturę, przypisali liczbę trzy. Dlatego o wszystkim, co ma środek, powiadali, że jest trzypostaciowe. Tak też określili wszystko, co doskonałe. Jeśli zaś coś jest doskonałe, mówią, iż to [jest takie] dzięki początkowi i zgodnie z nim; a nie mogąc tego inaczej nazwać, posłużyli się mianem trójki; i chcąc nas doprowadzić do poznania pojęcia początku-zasady, doprowadzili do tego za pomocą postaci trójki.

3.6 Z analizowanych źródeł wynika, że imię Swarożyc można rozumieć jako określenie najmłodszego, trzeciego z synów Swaroga. Tak postawiona hipoteza nasuwa wątpliwość, czy zajmujący stosunkowo odległe miejsce w hierarchii bogów Swarożyc mógł być uznany za pierwszego z bogów, jak wynika z cytowanej wyżej relacji. Okazuje się, że tak! Tysiąc lat przed pojawieniem się Słowian na arenie dziejów Herodot (IV 5) zanotował scytyjski mit o etnogenezie, w którym trzeci, najmłodszy z braci jest wybrańcem dającego władzę ognia z nieba:

Za ich panowania spadły z nieba złote sprzęty do kraju Scytów: pług, jarzmo, topór i czara. Najpierw zobaczył to najstarszy, przystąpił bliżej i chciał je podnieść; ale gdy się zbliżył, złoto zapłonęło. On się oddalił i nadszedł drugi: złoto tak samo się zachowało. Tych więc palące się złoto odepchnęło. Lecz kiedy t r z e c i, najmłodszy, przybył, ogień zgasł, i Kolaksais zaniósł złoto do swego domu. A starsi bracia wtedy poznali się na rzeczy i oddali najmłodszemu całe królestwo.

Zanotowany przez Herodota mit o etnogenezie Scytów stanowi prawdopodobnie fragment paleoazjatyckiego dziedzictwa kulturowego: kapitalne znaczenie dla wyjaśnienia motywu najmłodszego brata, wybrańca ognia z nieba, ma mongolska obyczajowość: najmłodszy z braci w rodzinie mongolskiej, żeniony najpóźniej, zostawał zwykle przy ojcu i matce, opiekując się nimi i, następnie, dziedzicząc ojcowską jurtę, czyli domowe ognisko. Wyróżniano go więc specjalnym tytułem otczigin ‚pan ognia i jurty’ (Rašīd-ad-Dīn S 119), który tak silnie do niego przywierał, że używano go powszechnie zamiast jego własnego imienia. U Buriatów otchon to najmłodszy syn, spadkobierca ojcowskiego domu, a więc i ogniska, odpowiednik tur. ot tigin, przy czym oba terminy wywodzą się od wspólnego określenia ognia ot / ut. U Buriatów panem ognia jest najmłodszy syn naczelnego boga Esege Małana Tengeri, zaś u Jakutów – najmłodszy syn Białego Pana Stwórcy.

3.7 W baśniach słowiańskich wyraźny jest związek trzech braci z zawierającymi się w baśniowym jaju trzema królestwami, które można zidentyfikować dzięki Ebbonowi, notującemu istnienie pomorskiego kultu Trzygława, władającego trzema królestwami – w niebie, ziemi i piekle – a którego szczeciński ośrodek kultowy zlokalizowano na trzech wzgórzach. Kult bóstwa o trzech głowach, poświadczony przez Herborda, pozwala stwierdzić, że heroiczny „trzeci” brat jest w istocie aspektem bóstwa, symbolizującego absolutnie doskonałą strukturę z wydzielonym początkiem, środkiem i końcem. Taką strukturę symbolizuje męska oś pionowa łącząca trzy królestwa, która przenika żeńską płaszczyznę poziomą, stabilizowaną przez cztery punkty. „Męskości” Trzygława dowodzi informacja z czeskiej glosy, według której był on trójgłowym kozłem, zwierzęciem symbolizującym nieokiełznaną żądzę seksualną, ozdobionym na dodatkiem porożem, ze względu na które można uznać go zarazem za perforatora. W rytuale i micie często kozioł ma wprawdzie jeden łeb, ale za to trzy nogi, co szczegółowo przeanalizował w swych publikacjach etnolog Jarosław Kolczyński. W polskich pieśniach obrzędowych uderzenia koziej nogi miały sprzyjać wegetacji, a w rosyjskiej pieśni kozła zastępuje Jaryła, który, uderzając nogą, płodzi dzieci i sprowadza urodzaj zbóż:

Voločilsja Jarila po vsemu svetu,
polju žito rodil, ludjam detej plodil.
A gde on n o g o j u, tam žito kopoju,
a kuda on vzglanet, tam kolos zacvetajet.

Trójgłowy lub trójnogi kozioł niesie zatem ważne przesłanie ideowe, kodując reprodukcyjny aspekt Logosu, typowy dlań ruch w płaszczyźnie wertykalnej oraz jego charakterystykę numeryczną. Na XIII-wiecznych brakteatach śląskich wyobrażano ludzką głowę między jelenim porożem, zwracając tym samym uwagę na związek głowy z symboliką przebicia.

Trzygławowi dedykowano, jak można się domyślać, także szczeciński dąb, wznoszący się, według Herborda, nad źródłem. Prusowie pod rozłożystym dębem czcili swą trójcę, zaś odpowiadający Swarożycowi Potrimp miał być m.in. bóstwem źródeł i wszelkich cieków wodnych, których istotą jest „samoistny” ruch. Połączenie numerycznej symboliki trójki i idei samoistnego ruchu można odnaleźć w ukraińskim micie o nurkowaniu tajemniczej istoty imieniem Tryjuda (bułg. júda ‚zła mityczna istota żeńskiego rodzaju, która żyje w górach, jeziorach i unosi się w wichrze w powietrzu’, mac. juda – ‚mityczna istota, personifikująca wicher, huragan’, ukr. júda – rodzaj ‚złego ducha, nieczystej siły’), za sprawą której trzeciego dnia kreacji z dna prekosmicznego morza został wydobyty w trzech kolejnych próbach zalążek ziemi; por. Siatapathabrahmana VI 1,1,10: „On zapragnął: «Chcę zrodzić się z tych wód!» Z tą potrójną wiedzą wstąpił on w wody. Z tego powstało jajo”.

Ideogramem Trzygława jest z pewnością XIII-wieczny herb Jeleniej Góry, przedstawiający czerwonego jelenia z gałązką dębu o trzech odrostkach w pysku, stojącego na zielonym trójwzgórzu, które odpowiada mitycznej górze Trygław, wyłaniającej się, według ruskich podań, z otchłani wód stworzenia. Tę samą nazwę nosi najwyższy szczyt Alp Julijskich (2863 m), widniejący w herbie Słowenii. Badania archeologiczne stwierdziły pozostałości kultu na trzech wzniesieniach Masywu Ślężańskiego, tj. na Ślęży, Raduni i Wieżycy. Ostatnio Kolczyński zaproponował uznanie trzech szczytów świętokrzyskich – Góry Dobrzeszowskiej, Góry Siniewskiej i Łysej Góry – za zespół kultowy, związany z rozpalaniem nowego ognia. Na Górze Kijowskiej, kolejnej replice miejsca Początku, legendarni trzej bracia (Kij, Szczek i Choryw) założyli gródek (PVL, r.862). Kij osiadł na górze koło Boryczewa, zaś od dwóch pozostałych miały wziąć swe miano wyniesienia Szczekowica i Choriwica.

Wyobrażeniem góry Trygław na płaszczyźnie jawi się trójkątny gród Swarożyca w Radogoszczy, oblany wodami jeziora, o czym mówi Adam z Bremy. To szczególne znaczenie trójki jest wyraźne w symbolice pomorskiej: w systemie komunikacyjnym (trzy drogi prowadzące do trzech bram) oraz architekturze (urbs tricornis Luciców, trójkątne place kultowe u zbiegu trzech dróg, trzy człony przestrzenne w strukturze aglomeracji). Dominacja trójki w planach urbanistycznych mogła mieć odległe korzenie: etruskolodzy rzymscy twierdzą, że założyciele tylko te miasta uważali za prawidłowe, które miały trzy bramy, trzy ulice i trzy świątynie.

3.8 Swarożycowi dedykowano ofiary z ludzkich głów, o czym miał nieszczęście przekonać się biskup Jan Szkot, ścięty w grodzie Swarożyca. Jego głowę, jak zapewnia Helmold, zatknięto na włóczni, podobnie jak uczynili Prusowie z głową biskupa Wojciecha, osadzając ją na młodym drzewku. Dedykowany św. Wojciechowi kościół wzniesiono w Szczecinie na wzgórzu Trzygława, co wskazuje, iż kult czeskiego męczennika miał zastąpić schrystianizowanym poganom ich boga. Analizy żywotów i legend ludowych pokazują, że praski biskup, by rozpalać płomień wiary, głosił płomienne kazania, a dając upust swemu porywczemu usposobieniu, w gniewie, jak Gromowładca, stosował przemoc przeciw wrogom wiary, posługując się zaklęciem, ogniem lub rażąc gromem. W ikonografii jako władający gromem był przedstawiany z pękiem strzał gromowych, włócznią lub pałką. Święty poruszał się „jak ogień”, przemieszczając się konno w swych licznych podróżach, a niekiedy korzystając, jak Gromowładca, z dwukołowego wózka ciągniętego przez rozpędzone konie, aż mu się „rozpalało” koło wózka (tj. wskutek tarcia w „głowie”, jak nazywano piastę koła zapalał się ogień!). Poświęcone mu przysłowia wróżyły urodzaj z uderzeń wiosennego gromu, charakterystyczne jest także powiedzenie nawiązujące do symboliki uderzeń nogą: „Gdzie  s t o p a  Wojciecha tam Polski pociecha”. Wojciech wygłaszał kazania ze wzniesień lub głazów, łączony był, podobnie jak Gromowładca, z czwartkiem.

Biorąc pod uwagę główny (nomen omen) atrybut Swarożyca, jakim jawi się głowa, wnioskuję, iż „Trzygław” to pseudoetnonim, czy raczej kryptonim konotujący symboliczny związek głowy z ideą wyrażaną za pomocą liczebnika „trzy”. Dalsza analiza symboliki numerycznej trójki prowadzi do głębszego poznania analizowanego mitologemu.

3.9 Pochodną od liczebnika „trzy” jest nazwa słowiańskiej uroczystości pogrzebowej, która, jak wynika z ruskiego latopisu, związana była z rytualną kremacją:

I jeśli kto umierał, to czynili nad nim tryznę, a potem czynili stos wielki i wkładali na ten stos umarłego i spalali, a potem, zebrawszy kości, wkładali je w małe naczynie i stawiali na słupie przy drogach.

Podczas uroczystości towarzyszącej kremacji (trizna) akcentowano związki z trójką: jej scenariusz przewidywał agon w rodzaju trójboju oraz ofiarę z trzyletniego zwierzęcia lub potrójną ofiarę ludzką lub zwierzęcą (z trzech sztuk tego samego gatunku lub trzech różnych gatunków). Relikty potrójnej ofiary zachowały się także w białoruskich obrzędach świętojańskich, polegających na spalaniu w ognisku kości koni, krów i owiec.

Znaczenia związane ze sł. *trizn– powtarzają się w słownictwie konotującym znaczenia ‚męczyć’, ‚powodować cierpienie’, ‚tracić’, ‚potrzebować’, ‚spędzać czas’ (sł. *tru– : *try– : *trov– : *trav– ‚męczyć’, ‚powodować cierpienie’, ‚tracić’, ‚potrzebować’, ‚spędzać czas’; ‚karmić, żywić, trawić’.), np. pol. tryźnić oznaczało ‚uciskać, ciemiężyć, męczyć, dręczyć’. Są to wyraźne wskazówki świadczące o ścisłym związku rytuałów dedykowanych „Trzeciemu” (ie. *ter– : *treį– ‚trzy’) z zadawaniem męki, cierpienia. Mitologiczni lub bajkowi bohaterowie, kodowani jako „Trzeci”, to postacie uśmiercane, często przez rozczłonkowanie, rozdrobnienie, skruszenie, rozproszkowanie, zmielenie jego ciała, co znajduje uzasadnienie etymologiczne: ie. *ter-, *teri-, *trei-, *tri– ‚trzeć, rozcierać, wiercić’. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na radogoski rytuał męczeństwa biskupa Jana Szkota oraz na propozycję kapłana pogańskiego rozprawienia się z Ottonem przez posiekanie go na kawałki (Żywot z Prüfening III 8).

Ten związek został zakodowany w świętojańskim rytuale krzesania ognia tarciem, np. przez obracanie kołem zatkniętym na szczycie dębowego słupa – ogniem roznieconym w „głowie” (piaście koła) rozpalano paleniska w chatach. Na Polesiu koło zatknięte na słupie podpalano ogniem dobytym na ziemi przez tarcie; na Ukrainie wokół płonącego koła na słupie uczestnicy obrzędu biegali i śpiewali obrzędowe pieśni. Takiej samej konstrukcji używano w średniowiecznych miejscach straceń do demonstracji zwłok: na kole zatkniętym na słupie składano zwłoki zdekapitowanych, a na szczycie pala przybijano odcięte głowy skazańców, kończyny lub ćwierci ciał po egzekucji ćwiartowania. Od co najmniej VII w. jest zaświadczona w Europie Zachodniej (w Polsce od końca XIII w.) kara łamania kołem, polegająca na miażdżeniu przez kata przy pomocy koła od wozu kości rozciągniętego na ziemi skazańca. Po egzekucji pogruchotane zwłoki skazanego składano na kole, przeplatając połamane kończyny przez jego szprychy i osadzano następnie na palu, wbitym w ziemię w miejscu straceń na widoku publicznym. Inny sposób egzekucji z użyciem koła polegał na łamaniu przez kata kończyn skazańcowi przywiązanemu do koła. Czasami na ziemiach polskich kara polegała na wpleceniu człowieka żywcem w koło.

Męczeństwo nie służyło bynajmniej zemście, a konsekrowało ofiarę, czego dowodzi demostracja zwłok rozpiętych na zatkniętym na palu kole, czyli w miejscu, gdzie rodził się ogień stworzenia, symbolicznym empireum kosmosu. Z indyjskiego Kodeksu Manu, powstałego między XIII i V w. p.n.e., według którego należące do króla prawo karania pochodzi od Brahmy, wynika, że idea karalności jest bardzo wzniosła: przestępca, na którym wykonano karę śmierci, wznosił się do nieba tak czysty od winy, jak człowiek, który zrobił dobry uczynek. Szczególny status osób wykonujących wyroki z inspiracji religijnej potwierdza u Germanów Tacyt (Germ. 7), mówiąc, ze „karać śmiercią, więzić, a nawet chłostać wolno tylko kapłanom, nie jak za karę i nie z polecenia wodza, lecz jakby na polecenie boga”. Z kontekstu wynika, iż chodziło o Wotana, odpowiednika Swarożyca. Reliktem motywowanego sakralnie strachu, jakim otoczone były miejsca ofiarne, była zapewne odraza w stosunku do miejsc kaźni, które, paradoksalnie były także miejscem tańców, jak wynika z obrazu Piotra Breugla „Taniec pod szubienicą” (1568). Te szokujące zachowania były zapewne reliktem rytualnych tańców u słupa ofiarnego. Średniowieczne społeczeństwo izolowało kata, do którego czynności zawodowych, jak wynika z lektury Reja, należało: pieczenie pochodniami, dręczenie, darcie, trapienie, zadawanie mąk, męczenie, mordowanie, zbijanie, bicie miotłami, które to czynności odnajdujemy w rytuałach ofiarniczych.

Pełniejszemu zrozumieniu związku rytuału ofiarniczego z omawianym mitologemem służy analiza pola semantycznego przytaczanego już indyjskiego terminu religijnego tápas (tapas-ya– ‚umartwiać się cierpieniami’; tap ‚być gorącym, płonąć’, ‚nagrzewać, palić, spalać’, ‚doznawać bólu, cierpieć’, ‚boleć, martwić się’, ‚biczować się’, ‚męczyć, dręczyć, katować’; tapa ‚palący, gorący’, ‚bolesny’, ‚upał, skwar’, ‚gorąca pora’, ‚pokuta, samobiczowanie’, ‚ascetyzm’, ‚religijne samoudręczanie’; tàpana ‚słońce’, ‚żar, skwar’, ‚ból, cierpienie’, ‚kara’; tapo-vana ‚święty las pokuty’), ściśle związanego z mitem jaja kosmicznego, jak wynika z tradycji indyjskiej (Siatapathabrahmana XI 1,6,1):

Rzeczywiście wodami było to wszystko na początku; tylko morzem. Te [wody] rozmyślały: „Jak mogłybyśmy się rozmnożyć?”. Potem, gdy oddały się one ascezie [tapas], powstało złote jajo (…) To złote jajo pływało tyle czasu, ile trwa rok”.

Jak wynika z przytoczonego wyżej materiału leksykalnego, obok znaczeń ‚grzać; gorący’, ‚lato, pora gorąca, upał’, ‚gorączka’, pojawiają się komponenty semantyczne nawiązujące do praktyk ascetyczno-deprywacyjnych oraz męczeńskiej śmierci.

Służący pruskiej trójcy arcykapłan Kriwe, któremu musieli się podporządkować władcy plemienni, kończył życie przez samospalenie. Jak wynika z XVI-wiecznego przekazu Hieronima Maleckiego, pruscy wróżbici sprawiali wrażenie nieszczęśników, byli ślepi, kulawi i biedni, a pytani, czemu sami sobie nie mogą poradzić, odpowiadali, że takimi chce widzieć ich bóg. Zdatne na całopalną ofiarę były tylko te konie, które były tak zgonione, aż ledwo mogły ustać ze zmęczenia na nogach. Jak opisuje świadek pogrzebu Rusa (Słowianina? Normana?) Ibn Fadlan, żałobnicy złożyli ofiarę z dwu koni, które wpierw przegoniono, aż się spociły, nim rozcięto je na dwoje mieczem.

Zdegradowaną wersją rytualnej ofiary z człowieka, strukturyzującej ekumenę, której mitycznym wzorcem była kosmogoniczna ofiara Praczłowieka, jawi się paryska egzekucja z 1411 r. Colineta z Puiseaux, który

został ścięty i poćwiartowany, a jego kończyny, po jednej, powieszono na głównych bramach Paryża, to zaś, co jeszcze z niego zostało, wrzucono do worka na szubienicy

Zatem na szubienicy, będącej wyobrażeniem drzewa świata, zawieszono głowę i korpus skazańca, zaś kończyny, wyznaczające kardynalne kierunki świata, rozdzielono według odpowiadających im w mitycznej geografii kardynalnych punktów w przestrzeni miejskiej, identyfikowanych z głównymi bramami. Na drewnianych szubienicach, bądź na drewnianych belkach poprzecznych szubienic kamiennych lub murowanych często przybijano odcięte głowy skazańców ukaranych karą śmierci przez ścięcie oraz części ciała skazanych na śmierć przez ćwiartowanie. Wprawdzie historyk prawa interpretuje te praktyki wyłącznie w kategoriach prewencji, ignorując możliwość ich reliktowego charakteru ofiarnego, jednak na takie ich właśnie znaczenie wskazuje archaiczny rytuał zanotowany pod górą Rodopą w Bułgarii: podczas pomoru na bydło zaprzęgano tam do dwóch pługów dwa woły, za pomocą których bliźniacy zaorywali w przeciwnych kierunkach symboliczną granicę wokół wsi, wyznaczającą ekumenę odwołującą się do mitycznej Pierwszej Ziemi. W miejscu, gdzie spotykali się orzący bliźniacy (lub dwaj bracia – najstarszy i najmłodszy w rodzinie), rytualnie składali w ofierze woły. Roznieconym poprzez tarcie dwóch kawałków drewna ogniem zapalano następnie poprzeczną deskę, osadzoną na wzniesionych nad zagrzebanymi wołami dwóch słupach, tworzących rodzaj bramy bądź szubienicy.

Oba skojarzenia są trafne, jak wynika z dwu opisów obrządków funeralnych. W pierwszym z nich Ibn Fadlān relacjonuje rytualną nekromancję towarzyszącą pogrzebowi naczelnika Rusów pióra:

przywiedli niewolnicę ku czemuś, co zbudowali uprzednio, [a co] podobne było do  o d r z w i  b r a m y. I postawiła nogi na dłoniach mężczyzn, uniosła się ponad te odrzwia i przemówiła w swojej mowie; i opuścili ją na dół. Potem unieśli ją po raz drugi, a ona uczyniła to samo co za pierwszym razem, po czym opuścili ją na dół. I  u n i e ś l i  j ą  p o  r a z  t r z e c i, a ona zrobiła to, co robiła w obu [poprzednich] razach.

W drugim Ibn Rosteh opisuje towarzyszący u Rusów kremacji zmarłego zwyczaj składania ofiary przez powieszenie:

Jeśli zmarły miał trzy żony, a jedna z nich twierdzi, ze jest jego ukochaną, ustawia obok zmarłego dwa słupy, które utwierdza pionowo w ziemi. Następnie kładzie na ich szczycie w poprzek inny kawałek drzewa i zawiesza pośrodku niego [tj. tej poprzeczki] sznur, którego jeden koniec jest uwiązany do jej szyi, ona zaś pozostaje zawieszona, dopóki nie udusi się i nie umrze. Kiedy umrze, wrzucają ją do ognia, gdzie się spala.

W sposób ewidentny opisywana konstrukcja symbolizuje energię kreacji, zachowując zarazem jej bliźniaczą charakterystykę: dwa słupy wyrażają stan polaryzacji układu, zaś łącząca je poprzeczka – stan bipolarnej jedności, jaka panuje w najwyższym punkcie wszechświata, miejscu wiecznego ognia udzielającego nadprzyrodzonej wiedzy.

Przytoczone dane naprowadzają na ślad archaicznej religijnej waloryzacji cierpienia i samoofiary (por. kosmogoniczną ofiarę indyjskiego Puruszy i germańskiego Ymira), żywotnej w średniowiecznym chrześcijaństwie – do kosmogonicznego sensu ofiary ludzkiej nawiązuje formuła ofiarna, zalecana skazanym na ćwiartowanie jeszcze w XVIII w.:

Moje grzeszne ciało ma teraz z sprawiedliwego i słusznego dekretu na cztery części być rozdzielone i na cztery części świata rozwieszone, i na tak okrutne dziwowisko poprzybijane (…) A dopiero będę ze wszystkich czterech stron Przenajświętszego Krzyża Jezusa Boga chwalił i po wszystkie wieki wielbić mógł od wschodu, zachodu, południa i północy. Amen

3.10 Pasyjny heros, kodowany jako «Trzeci», przezwycięża śmierć (por. gr. νεκταρ ‚napój nieśmiertelności’; ταρ– – ie. *ter-, *tr-, *tra– ‚przezwyciężać, pokonywać, osiągać, wybawiać się’), wpisując się tym samym w dynamiczny proces wiecznego cyklu życia i śmierci. Kodowany za pomocą liczebnika „trzy” mityczny heros dzięki cyklicznemu procesowi narodzin, rozwoju i śmierci związany jest z wertykalną strukturą kosmosu umożliwiającą komunikację (anabasis i kathabasis) między jego trzema poziomami w cyklu rocznym. Właściwy jest mu ruch tranzytowy, przenikający materię, co potwierdzają kolejne nawiązania etymologiczne (sind. tirás, sirl. tritre, łac. trāns itp.) związane z ideą przenikania «przez», «wskroś», «przez granicę», «stąd – tam», «z dołu – w górę». To tłumaczy falliczne konotacje tego typu bohatera, któremu mit często przypisuje niespożyty wigor seksualny.

Bohater baśni o jaju kosmicznym dostaje się do krainy zwanej tridesjatoje carstvo schodząc pod ziemię (właściwie «wnikając») przez otwór (dziurkę, jamę, norkę, pieczarę, szczelinę, wyrwę, przepaść, rów, budę, drzwi) albo wspina się na (szklaną, żelazną) górę. Czasem oba obrazy zostają skontaminowane i jama może być lokalizowana na (w) górze. Jurewicz na podstawie hymnów Rygwedy zauważa, że nocny mrok wypełniający cały przestwór pomiędzy nieboskłonem a ziemią, sprawia, że zanika dzieląca je granica, wywołując przy tym wrażenie ciasnoty i wąskości, zaś pojawiające się na wschodzie poranne światło świtu tworzy rozszczepiające je szczelinę (skała w Rygwedzie może symbolizować nocne niebo, por. RV I 5,2; III 2,3) zapowiadającą wschód słońca i kreację przestrzeni. Kosmogonia i embriogonia splatają się w tym obrazie nierozerwalnie: początek cyklu kosmicznego, podobnie jak poród, opisane są jako przejście z wewnętrznej, zamkniętej przestrzeni do zewnętrznej, otwartej przez wąską szczelinę.

3.11 Bohater kodowany za pomocą trójki personifikuje energię kreacji objawiającą się ze szczególną mocą w okresie wiosennym, kulminującą w okresie letniego przesilenia i słabnącą jesienią. „Trzeci” ustanawia komunikację między trzema sferami kosmosu, której etapy nakładają się na cykl dobowy (świtu-południa-wieczora) i roczny (wiosny-lata-jesieni). W jego kodzie numerycznym zawarty jest jego pasyjny los – dręczony umiera w męczarniach, by trafić do krainy śmierci, skąd wskrzeszony, triumfalnie powraca wiosną. Jego los przypominał ludziom los zboża, którego „głowy” żęto sierpem i po omłóceniu ziarno składano do podziemnych jam zasobowych, skąd dobywano je do siewu, bądź, by otłuc i spożyć w postaci kaszy, by zemleć i wypiec zeń chleb, by odstawić do skiełkowania, rozetrzeć i uwarzyć zeń piwo. Jego symbolika wpisywana była w społecznościach rolniczych w cały ciąg skojarzeń związanych z prokreacją: kobieta – piec, pieczenie – prokreacja, chleb – ciało, chleb – życie, chleb – płodność, narodziny. Euharystyczna symbolika herosa kodowanego jako „Trzeci” wydaje się oczywista.

Bohater kulturowy, opatrywany kryptonimem „Trzeci”, jest więc nieśmiertelny w dorocznym cyklu męczeńskiej śmierci i triumfalnego wskrzeszania zboża, stanowiąc wzór dla ludzkiego rodzaju, nieśmiertelnego w ciągłym nastepstwie pokoleń. Najmłodszy z trzech braci młodzieniec w micie przechodzi obrzędową inicjację, tj. przejście z niższej grupy wiekowej do wyższej, połączone z dramatycznymi epizodami prześladowania i symbolicznej śmierci oraz zmartwychwstania. Jego mediacyjny status pociąga za sobą przypisanie mu mitologicznej charakterystyki trickstera, czyli herosa przekraczającego ustalone normy. Tym samym jego postawa stawała się wzorcem dla świętującej wspólnoty, wykraczającej poza normatywny kanon codziennych zachowań w święcie kończącym cykl kosmiczny i obrazującym powrót do prekosmicznego chaosu poprzedzającego kreację. Stąd np. sobótki charakteryzowały się seksualnym rozpasaniem, obcym codziennemu życiu Słowian. Towarzyszące periodycznie powtarzającemu się świętu aktualizujące mit rezurekcyjnego herosa obrzędy inicjacyjne, włączające młodą generację do wspólnoty dorosłych, rozładowywały napięcia międzypokoleniowe, zaczynając zarazem nowy cykl kosmiczny, identyfikowany w świadomości zbiorowej ze wszystkimi poprzednimi.

3.12 Jak wynika z przedstawionych wyżej analiz, kojarzona z trójką głowa stanowi symbol zenitalnego centrum dyspozycyjnego kosmosu (empireum), psychomentalnego punktu wyjściowego procesu kreacji. Innym jego wyobrażenim mogła być np. wyjmowana ze świętojańskiego ogniska głownia, będąca zredukowanym wariantem obrzędowego słupa, którego wierzchołek zdobiono różnymi przedmiotami symbolizującymi świetlistą moc, rodzącą się w punkcie zenitalnym. W zapładniającym geście uderzano głownią o ziemię, bądź obiegano z nią zboża, „by ziarno się zapaliło” (to ludowe wytłumaczenie), wreszcie zanoszono do chat, by rozpalić nią nowy ogień służący życiu każdej rodziny. W ten sposób każda rodzina (mikrokosmos) znajdowała swój udział w misteriach generujących życie w skali makrokosmosu.

Analiza nazwy synonimu głowni, tj. łuczywa, wykazuje odniesienia do promieni świtu, które, przebijając nocny mrok, kreują codziennie świat na nowo. Innym istotnym odniesieniem jest związek etymologiczny ze zwyczajową nazwą miejsc, gdzie odbywały się rzekome sabaty czarownic. Jak dowodzi wschodniosłowiańska analogia, miejsca określane przez lud jako „łyse”, najczęściej wzgórza, były lokalnymi miejscami świątecznych obchodów, będących reliktami pogaństwa. Biorąc pod uwagę, że odwzorowaniem struktury kosmosu było ciało ludzkie, ich „łyse” szczyty, na których palono rytualne ognie, stanowiły zatem odpowiednik czoła, gdzie Hindusi lokalizują „trzecie oko”, czyli ognisko myśli, idei wszechrzeczy.

* * *

Reasumując, z mych badań wyłania się następujący schemat słowiańskiego panteonu: Swaróg jawi się mi się jako niestworzone praźródło wszystkiego, co istnieje i żyje, a jego dwoisty potencjał ujawnił się w procesie autokreacji – sam siebie stworzył, różnicując się na żeńską rodnię i logos, personifikowany przez trójcę bogów. Tym samym jedność przechodzi w dwoistość, ta zaś w wielość. Będący panem ognia, który wszystko ożywia, podtrzymuje i niszczy, Swaróg harmonizuje wszelkie przeciwieństwa, personifikowane przez pary bóstw, zaś pulsujący w powtarzających się wiecznie cyklach wszechświat jest objawieniem najwyższego bóstwa w czasie i przestrzeni, sakralizującym każdy przejaw życia, zgodnie z konstatacją Heraklita, który lapidarnie uchwycił istotę prezentowanych wyżej wyobrażeń kosmologicznych wspólnych religiom indoeuropejskim:

„Wszystko pochodzi z ognia i w ogień się obraca. Wszystko dzieje się zgodnie z przeznaczeniem, a rzeczy istniejące łączą się na zasadzie przeciwieństw. (…) Ogień jest elementarnym tworzywem, wszystko jest przemianą ognia (…) Świat powstaje z ognia i znowu w ogień się obraca, i to się na przemian powtarza przez całą wieczność. Tak jest przeznaczone”.

Artur Kowalik

http://www.taraka.pl/zarys_kosmologii_dawnych_slowian

13/03/2021

Żołnierze Wyklęci czyli ostatnie polskie Powstanie!

Jako że jestem wnuczkiem Powstańca Warszawskiego to trudno żebym nie pamiętał o dzisiejszej rocznicy czyli Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych – dniu upamiętnienia polskich Patriotów którzy walczyli z komunistami po II WŚ i których tysiące zostało zamordowanych w katowniach UB i NKWD. Trzeba o Nich pamiętać i tej pamięci nie udało się na szczęście wymazać! Niżej fantastyczny artykuł pana Grzegorza Makusa o naszych polskich Patriotach, jest tu ponad 40 zdjęć i dużo ciekawych informacji, zapraszam do lektury.

CHWAŁA BOHATEROM ❤

KV.

„Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności!
Jeśli walczymy i ponosimy ofiary to dlatego,
że chcemy właśnie  żyć, ale żyć jako ludzie wolni,
w wolnej Ojczyźnie”.
Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”

„Nie trzeba więcej, nie trzeba nadziei,potrzebny tylko jeden krzyk Rejtana, czasem potrzebna jedna Śmierć Okrzei, chociażby bitwa była już przegrana i sztandar w prochu, choćby go deptali, ktoś jeszcze zginął, więc walka trwa dalej”.
Marian Hemar

„Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch nieprzyjaciół,
stokroć potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem?
Zginąć! – odpowiedział szorstko Kmicic”.
Henryk Sienkiewicz, „Potop”

Zbrojny opór przeciwko komunistycznemu zniewoleniu stawiany w latach 1944-1963 przez partyzantkę antykomunistyczną już od dawna przez wielu historyków nazywany jest ostatnim narodowym powstaniem. Przez szeregi powojennego podziemia działającego na ziemiach Polski (nie licząc walczących na wschód od linii Curzona po lipcu 1944 r.) przewinęło się ok. 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Żołnierze Wyklęci stoczyli setki bitew i potyczek o znaczeniu lokalnym, bez frontów i armii, ale w szeregach wielu walczących w oderwaniu od siebie oddziałów, przy ogromnej dysproporcji sił i obojętności „wolnego świata”. Dokładnie tak, jak ich przodkowie w latach 1863-1864.

Pomnik Fundacji ‚Pamiętamy” w Sokołowie Podlaskim, w hołdzie żołnierzom AK i struktur poakowskich Obwodu Sokołów Podlaski, 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” oraz cywilnym mieszkańcom powiatu sokołowskiego poległym w walce z komunistycznym zniewoleniem w latach 1944-1953.

Początek zbrojnego oporu przeciwko sowietyzacji Polski rozpoczął się jeszcze w roku 1943 na Kresach Wschodnich RP, kiedy to oddziały AK, szczególnie w Okręgu Nowogródzkim, prócz działań antyniemieckich, toczyły regularną wojnę z sowieckimi oddziałami partyzanckimi, których działalność od początku była przedłużeniem polityki organów bezpieczeństwa ZSRS, przygotowujących te tereny do ponownej okupacji i w efekcie trwałej ich aneksji. Mimo uzasadnionych obaw co do postawy „sojusznika naszych sojuszników”, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, oddziały AK w połowie 1944 r. przystąpiły do akcji „Burza”, wspierając w walce z Niemcami Armię Czerwoną. Po zakończeniu działań wojennych na Kresach dla wszystkich stało się jasne, że wkraczający ponownie na nasze ziemie Sowieci nie niosą Polakom  wyzwolenia ani pokoju, lecz nową okupację. Po początkowym współdziałaniu z oddziałami AK, bolszewicy rozpętali przeciwko jej żołnierzom orgię prześladowań. Polskie formacje partyzanckie zostały otoczone przez oddziały NKWD,  rozbrojone, a tysiące żołnierzy (ponad 6 tys. z samej tylko Wileńszczyzny) zesłano do obozów w głębi ZSRS, skazano na wieloletnie więzienie, a nawet rozstrzeliwano na miejscu. W tej sytuacji oddziały, którym udało się uniknąć rozbrojenia bądź rozbicia zostały rozformowane, a ich żołnierze podjęli próby przedarcia się na tereny położone w granicach dzisiejszej Polski. Część kresowych dowódców i żołnierzy AK, w tym najsłynniejsi – mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”por. Jan Borysewicz „Krysia”ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” – postanowiła jednak pozostać za kordonem i walczyć do końca o niepodległość swoich rodzinnych stron. Ostatni z nich trwali z bronią w ręku jeszcze w połowie lat 50.

Ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”. Jesienią 1944 r. dowodzone przez ppor. „Ragnera” siły partyzanckie i konspiracyjne Zgrupowania „Południe” AK były najpoważniejszym przeciwnikiem Sowietów na Nowogródczyźnie. Według raportów sowieckich miały one przeprowadzić 86 „aktów terrorystycznych”, 6 dywersji i 24 „inne napady zbrojne”. Ppor. Zajączkowski nazywany był przez Sowietów „cziort w oczkach” [чёрт в очках – diabeł w okularach]. 3 grudnia 1944 r. koło chutoru Jeremicze trzy pierścienie żołnierzy NKWD otoczyły jego niespełna 30-osobowy oddział. Jednostki sowieckie uzbrojone były w 3 czołgi, 8 ciężkich karabinów maszynowych, 58 ręcznych karabinów maszynowych, 100 automatów, 140 rewolwerów i 1110 karabinów. Transport zabezpieczało 25 samochodów. W walce zginęło 7 partyzantów, w tym dowódca.

Po przekroczeniu Bugu i Sanu, działania sowieckie były analogiczne do tych na Kresach. Nastąpiły masowe aresztowania działaczy politycznych i wyższych dowódców AK oraz podstępnie rozbrajanych żołnierzy, których osadzano m.in. w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku, przekształconym w obóz filtracyjny NKWD, skąd wywożono ich do obozów w głębi ZSRS lub wcielano, jako „mięso armatnie”, do jednostek frontowych. Działania te zostały znacznie zaostrzone w październiku 1944 r. Polscy komuniści, nie mając żadnej realnej władzy i poparcia społecznego, zmuszeni byli do całkowitego oparcia się „na bagnetach” Armii Czerwonej, której liczebność na terenie „Polski Lubelskiej” wynosiła  w tym czasie ok. 2,5 mln żołnierzy. Na podstawie zawartego 26 lipca 1944 r. porozumienia, PKWN oddał obywateli polskich pod jurysdykcję wojskowych władz sowieckich. Bilans działań samych tylko dywizji NKWD w 1944 r. na terenach położonych na wschód od Wisły zamyka się aresztowaniem 16 820 ludzi, w tym 2604 żołnierzy AK, 691 dezerterów z armii Berlinga i 1083 uchylających się od służby wojskowej.

Do walki z podziemiem skierowano również siły tworzonego wówczas aparatu bezpieczeństwa, który w praktyce służył likwidacji wszelkich form oporu wobec władzy komunistycznej w Polsce. Na obszarze „Polski Lubelskiej” siłami funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, NKWD, jednostek „ludowego” WP i Armii Czerwonej prowadzone były wielkie akcje pacyfikacyjne. W październiku 1944 r. wydany został dekret o ochronie państwa, na podstawie którego groziła kara śmierci z wszystkich jedenastu artykułów. Wyroki śmierci zatwierdzali  komunistyczni generałowie: Karol Świerczewski i Michał Rola-Żymierski.
14 października 1944 r. kierownik WUBP w Lublinie mjr Stanisław Szot wydał ściśle tajny rozkaz skierowany do kierowników powiatowych UBP, w którym obnażał główny cel komunistów – bezpardonową likwidację całego podziemia. Jako że rozkaz był tajny, nie próbowano w nim zachowywać pozorów praworządności, a tym samym pokazywał całą bezwzględność metod jakimi się miano w tej walce posługiwać oraz skalę uzależnienia polskiego aparatu represji od sowieckich mocodawców. Major Szot rozkazywał:

[…] Aresztowanych członków AK, NSZ i OUN za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni, należy za okazaniem niniejszego rozkazu wydać przedstawicielowi Armii Czerwonej. Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej. Na wszystkich przekazanych należy zachować u siebie akta sprawy /odpisy/, a dokładną listę przekazanych przysłać do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie.

Rozkaz ten był jedynie formalnym usankcjonowaniem działań, które praktycznie już od kilku miesięcy prowadzone były w terenie. Sytuacja ta zmusiła wielu żołnierzy podziemia do pozostania w konspiracji lub powrotu „do lasu”. W latach 1944-1945 niektóre całe okręgi AK (np. białostocki, lubelski, krakowski, poznański) pozostały w konspiracji. Wiosną i latem 1945 r. na obszarze dzisiejszej Polski w oddziałach partyzanckich walczyło około 15-17 tys. żołnierzy. Ważnym sygnałem, rozwiewającym ostatnie złudzenia, było podstępne aresztowanie 27 marca 1945 r. szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

Opuszczony przez Niemców pod koniec lipca 1944 roku teren obozu KL Majdanek w przeciągu miesiąca został w części przekształcony w obóz NKWD dla żołnierzy polskiego podziemia.

W sierpniu 1945 r. ogłoszono amnestię dla pozostających w konspiracji żołnierzy i działaczy politycznych. Niektórzy skorzystali z tej oferty, lecz niedługo po tym stali się ponownie ofiarami terroru komunistycznego. Do połowy października 1945 r. – według oficjalnych danych – wyszło z konspiracji ok. 42 tys. osób, z tego blisko 30 tys. z AK i organizacji poakowskich. Pozostała, dużo mniejsza część ujawnionych, wywodziła się z podziemia narodowego – Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), które jednak nadal pozostały w podziemiu i prowadziły aktywną działalność bojową przeciwko komunistom. Pozostali postanowili trwać w lesie, uznając amnestię za kolejny wybieg komunistów, w czym niestety mieli rację.
Wkrótce po zakończeniu akcji amnestyjnej sowiecki i rodzimy aparat bezpieczeństwa rozpoczął falę represji skierowanych przeciwko tym, którzy się ujawnili jak i tym, którzy z amnestii nie skorzystali. W obliczu nadal dużej siły podziemia uznano je za największe zagrożenie i coraz zacieklej było ono zwalczane. Mnożyły się działania zbrojne, które miały na celu likwidację poszczególnych oddziałów. W rezultacie dochodziło do zasadzek, obław, potyczek, a nawet bitew (często zwycięskich dla podziemia), nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że konspiracja niepodległościowa, wbrew tezom komunistycznej propagandy, z racji dysproporcji sił, nigdy nie była stroną inicjatywną w walce z polskimi komunistami i wspierającymi ich Sowietami. Jeśli żołnierze antykomunistycznego podziemia podejmowali operacje o pozornie ofensywnym charakterze, to w praktyce były one kolejnymi przykładami samoobrony, chodziło bowiem w większości o odbijanie aresztowanych i więzionych współtowarzyszy. Nawet w szczytowym okresie aktywności bojowej w 1945 r., siły podziemia dysponowały wyłącznie bronią lekką, a stawały do walki przeciwko kilkusettysięcznej Armii Czerwonej, Wojskom Wewnętrznym NKWD, „ludowemu” WP, funkcjonariuszom KBW, UB i MO, którzy dysponowali nieograniczonym arsenałem broni ciężkiej, włącznie z bronią pancerną i lotnictwem
.

Zgrupowanie partyzanckie mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, lato 1946 r.
Oddział I rejonu WiN w obwodzie chełmskim por. Henryka Lewczuka „Młota”, Władzin (gm. Uchanie, powiat hrubieszowski), 3 sierpnia 1946 r. przed spotkaniem z angielskim dziennikarzem W. D. Selby’m. Dowódca oddziału leży pierwszy z lewej.

Opór przeciwko sowieckiej dominacji od początku przybrał formę zorganizowanej walki zbrojnej. W beznadziejnych warunkach, przy całkowitej obojętności świata, przez ponad 10 lat prowadzono walkę z drugim okupantem i rodzimymi kolaborantami. Pierwszy etap tej walki, prowadzonej w latach 1944-1945, charakteryzował się największym nasileniem akcji zbrojnych przeciwko komunistom. Pomimo formalnego rozwiązania Armii Krajowej 19 stycznia 1945 r., jej zadania przejęła organizacja NIE, przekształcona w maju tego roku w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj. W konspiracji poakowskiej w tym okresie działało blisko 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie w podziemiu pozostało co najmniej 3 tysiące. W województwach wschodniej i centralnej Polski operowało kilkadziesiąt oddziałów partyzanckich, zaś za linią Curzona, na „straconych posterunkach”, walczyło ich przynajmniej 50, liczących od kilkunastu do nawet 200 ludzi.

Maj 1945 r. Żołnierze PAS NSZ Okręgu Lubelskiego z oddziału kpt. Mieczysława Pazderskiego „Szarego”.
Partyzanci puławskiego Inspektoratu WiN mjr. Mariana Brnaciaka „Orlika”, pluton Bolesława Mikusa „Żbika”, Lato 1946 r.

Wystąpienia zbrojne przeciwko polskim komunistom i ich sowieckim mocodawcom w niektórych województwach przybrały rozmiary lokalnej wojny – powstania antykomunistycznego. Na terenach Wileńszczyzny i Nowogródczyzny wystąpienia te miały nieco mniejszy rozmach, ze względu na olbrzymie nasycenie terenu jednostkami NKWD i Armii Czerwonej, a także ze względu na politykę władz podziemnych, starających się ograniczyć działania zbrojne i – ratując najlepszą substancję narodu – przerzucić jak największą liczbę ludzi w granice dzisiejszej Polski.
W wielu województwach aparat partyjny i podległe im siły zostały po prostu „zmiecione”. Podziemie obsadziło swoimi ludźmi lub zlikwidowało administrację komunistyczną na szczeblu gminnym oraz terenowe posterunki milicji i referaty UB. Także za kordonem prowadzono tego typu akcje. Do końca 1944 r. na Kresach wykonano ich ponad 160 i choć w roku następnym intensywność działań zbrojnych nieco spadła, przeprowadzono ich jeszcze ok. 200.

Posterunek MO w Boćkach po akcji 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK po dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta”. 7 maja 1945 r. „Zygmunt” rozbił posterunek MO w Boćkach, likwidując kilkunastu milicjantów, oficera NKWD st. lejt. Iwana Czernowa i jednego szeregowego enkawudzistę.
Zniszczona siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Hrubieszowie po ataku połączonych oddziałów partyzanckich Zrzeszenia WiN i sotni UPA w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku.
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie po ataku oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” przeprowadzonym 22 października 1946 r., podczas którego uwolniono 76 więźniów i zlikwidowano 4 funkcjonariuszy UB. Na zdjęciu wyważone główne drzwi wejściowe do PUBP i zawalona klatka schodowa po wybuchu miny zdetonowanej przez „Jastrzębia”. Po prawej stronie w głębi widoczne drzwi do piwnicy, gdzie przetrzymywano więźniów.

W tym okresie komuniści mogli czuć się bezpiecznie jedynie w miastach wojewódzkich i powiatowych, które były miejscem stacjonowania garnizonów NKWD i wojska. Jednak nawet tam nie mogli całkowicie uniknąć ataków oddziałów partyzanckich, które brawurowo rozbijały więzienia i obozy, odbijając przetrzymywanych w nich współtowarzyszy. Jedną z najbardziej spektakularnych tego typu akcji było rozbicie więzienia w Kielcach, kiedy to z 4 na 5 sierpnia 1945 r. partyzanci z połączonych oddziałów kpt. Antoniego Hedy „Szarego” i por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” (ok. 200 osób), po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 osoby. 9 września 1945 r. oddziały partyzanckie AK, także  pod dowództwem Stefana Bembińskiego „Harnasia”, na pół godziny opanowały Radom, zdobyły więzienie i uwolniły ok. 300 aresztowanych, w większości swoich organizacyjnych kolegów. Równie spektakularny charakter miały akcje na obozy, w których NKWD przetrzymywało uwięzionych żołnierzy AK, jak np. w Rembertowie w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. wykonana przez oddział ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury”, w której uwolniono blisko 500 osób przeznaczonych do wywiezienia w głąb ZSRS. Ponadto wykonano przeszło 20 akcji uwalniania więźniów w miastach powiatowych, uderzając jednocześnie na kwaterujące tam siły bezpieczeństwa. Jedna z takich akcji miała wyjątkowo symboliczny wymiar. Gdy Europa hucznie świętowała dzień zwycięstwa nad Niemcami, w nocy 8 maja 1945 r. do Grajewa wkroczyło 200-osobowe zgrupowanie AK, dowodzone przez mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdę”. Opanowano miasto, zdobyto silnie broniony PUBP, skąd uwolniono ok. 120 więźniów.

Kpt. Antoni Heda „Szary” w marszu na koncentrację przed akcją na więzienie w Kielcach, 1945 r.

Oddziały partyzanckie niepodzielnie panowały w terenie, gdzie często dochodziło do zaciętych walk z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW. Były to niekiedy regularne bitwy, jak ta pod Kuryłówką (pow. leżajski) stoczona 7 maja 1945 r. przez oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, w której zginęło ok. 57 enkawudzistów. 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim (pow. puławski) podobnie druzgocące straty zadało grupie operacyjnej NKWD-UB 180-osobowe zgrupowanie AK-DSZ pod dowództwem mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”. Przeciwko partyzantom rzucono 680 funkcjonariuszy wspieranych pojazdami opancerzonymi. W trakcie walki zginęło 10 pracowników UBP i około 16 żołnierzy NKWD. Także na Podlasiu, w Miodusach Pokrzywnych, 18 sierpnia 1945 r. 1. szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” doszczętnie rozbił grupę operacyjną NKWD-UB-LWP (ok. 36 zabitych), pacyfikującą podlaskie wioski.

5. Brygada Wileńska AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, Białostocczyzna 1945 r.

Zakres chronologiczny działalności podziemia w kolejnym okresie, czyli w latach 1945-1947, wyznacza przede wszystkim moment powołania 2 września 1945 r.  Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, a kończy ogłoszenie przez komunistów w lutym 1947 r. kolejnej amnestii. Zrzeszenie WiN było bezpośrednim spadkobiercą AK i DSZ. Miała to być konspiracyjna organizacja, która początkowo chciała drogą walki politycznej przeszkodzić komunistom w zwycięstwie wyborczym. Działalnością Zrzeszenia kierował Zarząd Główny z prezesem na czele. Cywilno-polityczny model konspiracji udało się wcielić w życie jedynie w południowej części kraju. We wschodniej i centralnej Polsce, pomimo płynących z góry instrukcji, organizacja w dalszym ciągu miała charakter wojskowy. Tam nadal operowały silne oddziały partyzanckie, które stały się jedynym schronieniem dla prześladowanych przez bezpiekę żołnierzy podziemia.

W latach 1945–1947 najaktywniejszą działalność zbrojną prowadzono we wschodniej, południowej i centralnej części Polski. Na Kielecczyźnie, w Krakowskiem, części Łódzkiego, na Żywiecczyźnie, Mazowszu, Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie komuniści kontrolowali miasta wojewódzkie i powiatowe, bojąc się wypuszczać poza ich granice. Podziemie zbrojne największą aktywność przejawiało wiosną i latem 1946 r., a silne zgrupowania partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”mjr. Józefa Kurasia „Ognia”kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”kpt. Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, czy kpt. Henryka Flame „Bartka” i wielu innych legendarnych dowódców, niepodzielnie panowały w terenie.

Pododdział zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Gorce, Kiczora, lato 1946 r.
Przed szeregiem oddziałów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego stoją od lewej: Józef Zadzierski „Wołyniak”, Stanisław Pelczar „Majka” i Bronisław Gliniak „Radwan”,  Rzeszowszczyzna, 3 maja 1945 r.
Styczeń 1946 r. Część oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ie.

W połowie 1946 r., po sfałszowanym referendum ludowym, grupy operacyjne UB, KBW i NKWD wykonały kilka zakończonych sukcesem operacji, co poważnie osłabiło potencjał zbrojny podziemia i morale ludzi pozostających w konspiracji. 26 lipca 1946 r., po precyzyjnie zaplanowanej i przeprowadzonej akcji, aresztowany został dowódca działającego na Kielecczyźnie Związku Zbrojnej Konspiracji mjr Franciszek Jaskulski „Zagończyk”.
W wyniku kolejnych działań operacyjnych całkowicie zlikwidowano tę organizację. We wrześniu 1946 r., po przeprowadzonej prowokacji, UB doprowadził do fizycznej likwidacji członków zgrupowania partyzanckiego NSZ kpt. Henryka Flame „Bartka” na Żywiecczyźnie. W wyniku tej akcji zamordowano ok. 200 partyzantów. Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ mjr. Antoniego Żubryda „Zucha” na skutek bezustannego nękania przez grupy operacyjne został rozproszony, a dowódcę i jego żonę zamordował wprowadzony do oddziału agent. Również straty poniesione w lutym 1947 r. przez zgrupowanie partyzanckie mjr. „Ognia” i śmierć jego samego, były efektem połączenia intensywnych działań pościgowych i agenturalnych.

Dzięki tego rodzaju operacjom poważnie osłabiono siły partyzanckie operujące do tej pory z dużym rozmachem. Równocześnie aparat bezpieczeństwa likwidował siatkę terenową podziemia oraz sztaby dowódcze wszystkich szczebli. W wyniku tych działań, na początku 1947 r. podziemie niepodległościowe znalazło się w głębokim kryzysie. 19 stycznia 1947 r. odbyły się wybory parlamentarne, których wyniki zostały sfałszowane.
Kontynuowanie walki zbrojnej straciło sens. Ogłoszona 22 lutego 1947 r. amnestia objęła łącznie 76 574 osoby, doprowadzając tym samym do tak głębokiej destrukcji podziemia, że przestało ono być rzeczywistym zagrożeniem. Jednak mimo tego w lesie pozostało nadal od 1100 do 1800 najbardziej niezłomnych.

Żołnierze 2. szwadronu 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”, Podlasie, jesień 1947 r.
Żołnierze I Brygady Podlaskiej NZW dowodzonej przez por. Tadeusza Narkiewicza „Ciemnego” (stoi 6 od lewej), maj 1947 r.
Zgrupowanie partyzanckie (Dowództwo Oddziałów Leśnych KWP Teren 731) kpt. Jana Małolepszego „Murata” (siedzi drugi od prawej), 30 sierpnia 1947 r. las klonowski.
Komendant połączonych powiatów NZW Łomża, Wysokie Mazowieckie i Ostrów Mazowiecka ppor. Kazimierz Żebrowski „Bąk” wśród żołnierzy (lato 1948 r.)

Intencją władz komunistycznych ogłaszających dwie kolejne amnestie nie było zapewnienie ludziom z podziemia powrotu do normalnego życia, lecz całkowita pacyfikacja oporu. Bezpiece pozostało jedynie zlikwidowanie małych, najczęściej niezwiązanych już z żadną formalną organizacją, oddziałów partyzanckich. Nie było to jednak takie proste, bowiem w podziemiu pozostali najaktywniejsi dowódcy i żołnierze, o największym doświadczeniu bojowym, niemogący już liczyć na łaskę komunistów. Funkcjonariusze UB i żołnierze KBW mieli więc przed sobą przeciwnika doświadczonego, silnie zmotywowanego i zdeterminowanego, dysponującego stosunkowo wąskim, lecz trudnym do penetracji zapleczem. Dlatego właśnie, pomimo wielkiego wysiłku militarnego i skomplikowanych kombinacji operacyjnych, ostanie grupy podziemia zostały rozbite dopiero w połowie lat 50.

W kolejnym okresie działalności powojennego podziemia niepodległościowego, trwającym od kwietnia 1947 r. do końca 1949 r., przestały istnieć centralne ośrodki kierownicze i znacznie zmniejszyła się skala oporu. MBP oceniało, że w 1948 r. działało jeszcze 158 oddziałów i grup partyzanckich liczących w sumie 1163 ludzi, a w 1949 r. 765 ludzi w 138 grupach. Zmienił się  także charakter aktywności podziemia, nastawionego już wtedy na przetrwanie i zdobycie zaopatrzenia, niemniej jednak były to w dalszym ciągu liczne działania. Tylko w 1949 r. odnotowano 828 zbrojnych wystąpień podziemia, a sporo oddziałów wyróżniało się dużą aktywnością bojową. Należy tu wymienić przede wszystkim „leśnych” z Warszawskiego Okręgu NZW, którzy w latach 1947-1949 wykonali około 300 akcji przeciw siłom komunistycznym. Równie aktywne pozostały oddziały partyzanckie 6. Brygady Wileńskiej AK dowodzone przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” na Podlasiu, grupy podporządkowane kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi” na Lubelszczyźnie, czy wywodzący się ze zgrupowania „Ognia” oddział „Wiarusy” na Podhalu.

Oddział Komendy Powiatowej „Ciężki” dowodzony przez Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, wiosna 1948 r.
Oddział „Wiarusy” w 1947 r. – pierwszy z lewej dowódca Józef Świder „Mściciel”, drugi z-ca dowódcy Dymitr Zasulski „Czarny”, za nim Mieczysław Łysek „Grandziarz”. Klęczy od lewej Adam Półtorak „Wicher”, N.N.
Patrol Walentego Waśkowicza „Strzały”, podległy kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, w marszu: Jerzy Marciniak „Sęk”, Jan Belcarz „Dżym”, Czesław Jabłoński „Bąk”, Marian Puchacz „Kubuś” i Mieczysław Zwoliński „Jeleń”. „Dżym”, „Bąk” i „Kubuś” polegli pod Zawieprzycami 18 maja 1947 r.
Żołnierze I Brygady Podlaskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Od lewej N.N. „Śmiały”, por. Henryk Jastrzębski „Zbych”, por. Tadeusz Narkiewicz „Ciemny”, sierż. Bolesław Olsiński „Pająk”, „Szczerba” i ppor. Jan Skowroński „Cygan” (w wyniku jego zdrady osaczono i zabito por. T. Narkiewicza „Ciemnego”).

W latach 1950-1952 coraz bardzie pogłębiało się rozdrobnienie podziemnego oporu. Według danych resortu, w listopadzie 1950 r. działało w Polsce blisko 100 grup zbrojnych, chwytających się jeszcze nadziei na wybuch wojny Zachodu z Sowietami. Były to niewielkie oddziały, a ich liczebność rzadko przekraczała 10 osób. Ogólny stan wahał się w granicach 500 osób. W końcu 1951 r. liczba grup partyzanckich zmniejszyła się do 88 (ok. 350 ludzi), które jednak nadal dysponowały wsparciem co najmniej kilkunastotysięcznej siatki terenowej. Tylko w 1952 r. przeprowadziły 948 akcji zbrojnych, jednak z czasem ponosiły coraz większe straty. Operujący na Rzeszowszczyźnie oddział NZW Adama Kusza „Kłosa” został rozbity w sierpniu 1950 r. Na Mazowszu w kwietniu 1951 r. osaczono i zlikwidowano oddział NZW sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, zaś pół roku później oddział WiN ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” na Lubelszczyźnie. Działające na Mazowszu i Podlasiu, pozostałości 6. Brygady Wileńskiej AK pod dowództwem kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” rozbito w 1952 r. Grupa NZW ppor. Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” walczyła na Białostocczyźnie do marca 1952 r., a w lutym 1953 r. poległ ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”, były podkomendny kpt. „Uskoka”. Zasadniczo do końca 1952 r. władze bezpieczeństwa zdołały zlikwidować większość najgroźniejszych oddziałów partyzanckich, jednak sporadycznie aż do 1955 r. słychać było w Polsce strzały ginących w walce ostatnich niezłomnych.

Grupa żołnierzy NZW z oddziałów sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”. Pierwszy z lewej: dowódca jednego z patroli dywersyjnych Ildefons Żbikowski „Tygrys”, trzeci – sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”.
Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski „Tarzan” († 6 XI 1948), ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” († 6 X 1951), Mieczysław Małecki „Sokół” († 11 XI 1947), Stanisław Pakuła „Krzewina” (skazany na wieloletnie więzienie).
Podlasie, prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski „Krakus”, 22 sierpnia 1952 r. otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski „Zbir”, „Hanka”, zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski „Zbyszek”, zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku, ppor. Witold Buczak „Ponury”, zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r.,  NN „Jurek”, Eugeniusz Welfel „Orzełek”, zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.
Podlasie 1951 r., kadra oddziału „Huzara”. Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak „Tygrys”(† 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński „Ryś” († 30 V 1951), Wacław Zalewski „Zbyszek” († 11 X 1953), Józef Mościcki „Pantera” († 22 IX 1953), siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953)Adam Ratyniec „Lampart” († 11 V 1952).

Z biegiem lat dogasała także antysowiecka walka na Kresach. Najsilniejszy opór zbrojny trwał na terytorium dawnych powiatów lidzkiego i szczuczyńskiego, a największy oddział ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, bił się tam aż do połowy 1949 r. Ostatnie znane starcie zbrojne za kordonem miało miejsce w sierpniu 1953 r., kiedy to były partyzant AK z oddziału ppor. „Ragnera” – Hryncewicz „Bogdan” wystrzelał zastawioną na niego zasadzkę, zabijając 4 funkcjonariuszy NKWD.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.
Wiosna 1947 r., oddział „Ireny” ze zgrupowania ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” (siedzi w środku), na prawo od „Olecha” siedzi sierż. Paweł Klikiewicz „Irena” – poległ 17 maja 1947 r. (wkrótce po wykonaniu tego zdjęcia) w starciu z NKWD pod Starodworcami; ciężko ranny w obie nogi osłaniał odwrót grupy po czym zastrzelił się nie chcąc wpaść w ręce Sowietów.

Po roku 1953 w lesie pozostali jedynie partyzanci ukrywający się pojedynczo lub w 2-3-osobowych grupkach, którzy tylko w wyjątkowych wypadkach przeprowadzali akcje z bronią w ręku. Byli oni systematycznie zabijani lub wyłapywani, a nieliczni, którym udało się dotrwać do jesieni 1956 r., ujawnili się w ramach amnestii. 23 sierpnia 1954 roku, podczas akcji rozbrajania posterunku MO w Przytułach, zginął mjr Jan Tabortowski „Bruzda”, ostatni kadrowy oficer Armii Krajowej, który poległ z bronią w ręku walcząc z komunistycznym zniewoleniem. W 1957 r., osaczony w bunkrze, zginął zastępca mjr. „Bruzdy”, ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego na Białostocczyźnie – ppor. Stanisław Marchewka „Ryba”. Symboliczny koniec oporu przeciwko komunistycznemu zniewoleniu wyznacza data 21 października 1963 r., kiedy to walcząc z obławą SB-ZOMO na Lubelszczyźnie, poległ ostatni z niezłomnych – sierż. Józef Franczak „Lalek”.

Patrol z oddziału NZW st. sierż. Edwarda Dobrzyńskiego „Orzyca” (stoi w środku), pow. Przasnysz, 1948 r. „Orzyc” wraz z kilkoma swoimi żołnierzami zginął 2 marca 1949 roku pod Gostkowem, podczas próby wyrwania się z okrążenia funkcjonariuszy MO, PUBP i 948 żołnierzy I Brygady KBW
Patrol NZW sierż./ppor. Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” (pierwszy z lewej), ok. 1950 r. „Wiarus” do 1952 r. był szefem PAS w Komendzie Powiatu NZW „Mazur” Wysokie Mazowieckie. Drugi od lewej – NN „Jastrząb”, trzeci – Józef Grabowski „Vis” – brat „Wiarusa”. „Wiarus” poległ 22 marca 1952 r. podczas próby przebicia się przez kordon obławy grupy operacyjnej WUBP Białystok oraz 2. Brygady KBW.  Oprócz Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” polegli również: Lucjan Zalewski „Żbik” oraz Edward Wądołowski „Humor”.
St. sierż. Józef Franczak „Lalek”, „Laluś”. Zdjęcie z czerwca 1939 r. w mundurze żandarmerii Wojska Polskiego. Sierż. „Lalek” poległ 21 października 1963 r., podczas próby przedarcia się przez obławę SB-ZOMO w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie.

Bilansując straty poniesione przez Żołnierzy Wyklętych w latach 1944-1963, należy wymienić liczbę co najmniej 8 tys. poległych w walkach, nie mniej niż 30 tys. zamęczonych  w więzieniach i podczas śledztw w katowniach bezpieki (w tym blisko pięć tysięcy ludzi straconych z wyroków różnego rodzaju sądów komunistycznych), kilkadziesiąt tysięcy wywiezionych do obozów koncentracyjnych w Związku Sowieckim (z których ok. 1/4 pobytu na „nieludzkiej ziemi” nie przeżyła) i kolejne kilkadziesiąt tysięcy uwięzionych.

Fizyczna eksterminacja żołnierzy antykomunistycznego podziemia nie wystarczyła komunistom, wiedzieli bowiem, że ofiara ich życia może w przyszłości zrodzić mit, z którego nowe pokolenia Polaków będą czerpały siłę do walki z komuną. I właśnie dlatego ciała zgładzonych partyzantów grzebano potajemnie, by nie został po nich nawet krzyż na mogile, a propaganda przedstawiała ich jako pospolitych bandytów i patologicznych morderców. Jednak mimo tego, wielu dowódców antykomunistycznego podziemia pozostało na zawsze legendą polskiego oporu przeciwko systemowi komunistycznemu.
Systemowi, który w całych dotychczasowych dziejach ludzkości, był najbardziej perfidnym, największym i najgroźniejszym zinstytucjonalizowanym wrogiem wolności, w każdym jej wymiarze.

Żołnierze z oddziału NZW Jana Malinowskiego „Stryja” zabici w starciu z Grupą Operacyjną KBW-UB-MO, Sinogóra, 12 luty 1949 r. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Żołnierze patrolu NZW plut. Eugeniusza Lipińskiego „Mrówki”, polegli w walce z KBW i UB 15 października 1949 r. pod wsią Olszewka (gm. Jednorożec). Leżą od lewej: Stanisław Radomski „Kula”, Stanisław Garliński „Cichy”, Eugeniusz Lipiński „Mrówka”, Alfred Gadomski „Kajdan” i Eugeniusz Kuligowski „Ryś”. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Pośmiertne zdjęcie partyzantów z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” (patrol „Tygrysa”), poległych 25 II 1950 r.; od lewej: Ildefons Żbikowski „Tygrys”, Józef Niski „Brzoza”, Henryk Niedziałkowski „Huragan” i Władysław Bukowski „Zapora”. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Zdjęcie partyzantów z oddziału Czesława Czyża „Dzika”, rozbitego 15 sierpnia 1950 r. Od góry leżą: Mieczysław Gompert „Słowik”, Antoni Myśliński, Jan Mieczkowski „Wolny” i Józef (NN) „Śmigły”. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Bronisław Gniazdowski „Mazur” i Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”, polegli 13 kwietnia 1951 r. w kolonii Szyszki – zdjęcie wykonane przez UB. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Zdjęcia wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na  dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz „Kazik” (z lewej) i ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak „Niewinny”, skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim „Łukaszem” 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Żołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego „Puszczyka” polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu. Od lewej leżą: Henryk Barwiński „August”, Kazimierz Żmijewski „Jan”, Lucjan Krępski „Jastrząb”, Feliks Gutkowski „Gutek”, Piotr Suwiński „Stanisław”, por. Wacław Grabowski „Puszczyk”, Antoni Tomczak „Malutki”. Zdjęcie wykonane przez UB. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Fotografia pośmiertna ppor. Stanisława Kuchciewicza „Wiktora” wykonana najprawdopodobniej na terenie więzienia na Zamku w Lublinie w lutym 1953 r. Miejsce pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
23 sierpnia 1954 r., zdjęcie wykonane przez UB. Zwłoki mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy”, który zginął podczas akcji rozbrajania posterunku MO w Przytułach. Był on ostatnim kadrowym oficerem AK, który poległ z bronią w ręku walcząc z komunistycznym zniewoleniem. Miejsce pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
21 października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie st. sierż. Józefa Franczaka, wykonane przez SB po zastrzeleniu „Lalka” w Majdanie Kozic Górnych. Jego zwłoki pozbawione głowy złożono w grobie na cmentarzu w Lublinie. Po 20 latach siostra Franczaka otrzymała zgodę na ekshumację i złożenie szczątków brata w rodzinnym grobowcu w Piaskach. W styczniu 2015 roku, w wyniku śledztwa prowadzonego przez lubelski oddział IPN, w zbiorach Uniwersytetu Medycznego w Lublinie odnaleziono czaszkę ostatniego partyzanta podziemia niepodległościowego st. sierż. Józefa Franczaka „Lalka”.

Dopiero po 1989 r. powoli zaczęła przebijać się do opinii publicznej prawda o bohaterach ostatniego Narodowego Powstania, lecz nawet w wolnej Polsce potrzeba było ponad 20 lat, by mogli zostać upamiętnieni tak jak na to zasłużyli – świętem państwowym ku ich czci,  Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Zaiste piękny to, choć spóźniony gest, niemniej bardzo potrzebny, kiedy nawet jeszcze dziś trudno jest przebić się z wiedzą o Nich do nowych pokoleń. A przecież jesteśmy to winni ludziom, którzy 70 lat temu, decydując się na walkę zbrojną, odrzucili możliwość egzystencji pod rządami kolaborantów. Tym, którzy broniąc naszej niepodległości, tradycji i wiary, do komunistów po prostu strzelali.

Czy był sens powstawać przeciw takiej sile? – zapytała Romualda Traugutta żona w „Kompleksie polskim” Konwickiego. Nie wiem, czy był sens. Wiem, że był mus. […] Nie ma innej drogi, jeśli nie chcemy znikczemnieć, skarleć i umrzeć we wzgardzie innych ludów – odpowiedział ostatni naczelnik Powstania Styczniowego, stracony przez Rosjan na stokach Cytadeli Warszawskiej w 1864 r. Czy nasi ostatni Powstańcy myśleli podobnie? Zapewne tak. Wszak powinniśmy pamiętać, że jakkolwiek żołnierze antykomunistycznego podziemia prowadzili skazaną na militarną klęskę walkę, to jednak znakomita większość z nich, urodzona i wychowana w II Rzeczypospolitej, doskonale wiedziała dlaczego i o jakie wartości się biją, czym jest wolność i niepodległość. Sens Ich walki krótko, lecz jakże pięknie, oddał prof. Henryk Elzenberg pisząc:

Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. […] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wielkości tej sprawy.

I choćby tylko za to dziedzictwo jesteśmy Im winni pamięć i szacunek po wsze czasy!

GLORIA VICTIS !!!

Grzegorz Makus
historyk, twórca strony „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie”

1/03/2021

http://www.podziemiezbrojne.pl/?p=188

http://www.podziemiezbrojne.pl/?p=189

Dom w wierzeniach ludowych.

Ode mnie jest tylko kilka zdjęć domów z różnych rejonów Polski które sa dostępne w sieci, cała reszta czyli tekst jest pani Magdaleny Wójtowicz a na samym dole źródło do artykułu.

KV.

Dom w kulturze ludowej jest najbardziej oswojoną, a zatem najbezpieczniejszą przestrzenią. Jest sceną życia człowieka. W nim rozgrywają się najważniejsze wydarzenia: narodzinymałżeństwo, inicjacja, śmierć. W wielu językach leksem dom ma podwójne znaczenie: budynek mieszkalny i rodzina, jedno i drugie ma pozytywne konotacje. Dom jako najbliższa przestrzeń, miejsce zamieszkania ma rozbudowaną symbolikę: sakralno-kosmiczną, antropokosmiczną, a nawet zaduszkową i demoniczną. W antropocentrycznej wizji świata jest miejscem, z którego można wywierać wpływ na świat zewnętrzny oraz miejscem najintymniejszego kontaktu z najbliższymi ludźmi.

Spis treści

  1. Lokalizacja domu
  2. Osiedliny
  3. Symbolika domu
  4. Ochrona domu przed niebezpieczeństwami
  5. Granice domu
  6. Próg
  7. Drzwi
  8. Okna
  9. Dach i strych
  10. Piec i komin
  11. Literatura

Lokalizacja domu

Wierzenia związane z domem uwypuklają koncepcje przestrzeni, która jest częścią tradycyjnego światopoglądu. Jest ona zbudowana koncentrycznie, można w niej wyróżnić centrum i peryferie. Dom jest najbardziej oswojonym jej fragmentem, za jego granicami czyha niebezpieczeństwo.

Mircea Eliade pisze, że przestrzeń dla człowieka religijnego jest niejednorodna, dzieli się na obszar święty i obszary nieuświęcone, zdominowane przez chaos. Orientację w tej niejednorodnej przestrzeni zapewniało wyznaczenie stałego, niezmiennego punktu – axis mundi.

Był to obecny we wszystkich kulturach środek świata wyobrażany jako święty słup, góra kosmiczna lub drzewo życia. Każda z cywilizacji umieszczała ten punkt stały na ziemiach przez siebie zamieszkiwanych, najchętniej w środku państwa, w stolicy. Nie wystarczało to jednak by sakralizować życie społeczności lokalnej, dlatego święty środek ulegał rozmnożeniu na swe reprezentacje w miastach, wioskach, a nawet w poszczególnych domach.

Z tego względu pojawia się paralelizm: miejsce święte – dom, egzemplifikacją tej korelacji jest sakralizacja przestrzeni domu poprzez zawieszanie świętych obrazów czy znaczenie przypisywane stołowi, który pełni funkcje domowego ołtarza.

Dom jest miejscem wyodrębnionym z tego co na zewnątrz. Budowanie, zakładanie siedziby ludzkiej jest naśladowaniem trudu bogów, nawiązaniem do początków świata w takim sensie, że następuje przekształcanie amorficznej przestrzeni chaosu w oswojony kosmos. Dlatego od początku dbano, aby czynność ta miała sakralny charakter. Wybór drzewa na budowę domu wiązał się z pewnymi zasadami, musiało ono być dorodne, nie mogły w nim być jakieś krzywizny czy dziury. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. 

Wybór miejsca pod budowę miał znaczenie logistyczne nie w poprzek jakiś tam układowi tych pól, czy jakiś bruzd, tylko równolegle [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010], ale i magiczne, nie można było bowiem budować w miejscu, gdzie były spływy lub skośnie, bo to nie wróżyło nic dobrego. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. No tak to musiało być jakieś drzewo dobre, na pewno nie drzewo – jak to się nazywało, zdrowe. Nie wiem czy mogły być w nim jakieś krzywizny, nie wiem czy też dziury mogły być, to już na pewno musiało być dorodne na dom. [Dlaczego nie mogło być krzywe?] No nie wiem nie mogło być krzywe, że jak krzywe, to coś będzie nie tak w tym domu. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010] 

Dom sytuowano drzwiami na południe, żeby w izbie było ciepło i słonecznie oraz wierzono, że to jest najwłaściwsze miejsce. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. Na pewno sytuowano dom na pewno była właśnie drzwi były na południe, bo chyba wierzono, że ciepło, że słońce, że to jest najwłaściwsze miejsce na drzwi. No i okien też było jak najwięcej od tych słonecznych stron, ale drzwi były na pewno. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010] 

Miejsce pod budowę domu musiało być rytualnie czyste, to znaczy nieskalana zbrodnią, przelaną ludzką lub zwierzęcą krwią. Nie wybierano miejsca, w którym dawniej przebiegała droga, lub co gorzej skrzyżowanie dróg. Obserwowano zachowanie zwierząt – w których miejscach bydło lubiło odpoczywać lub gdzie mieszczą się mrowiska – tam jest dobra przestrzeń pod budowę chatyTo też było ważne, żeby nie w poprzek jakiś tam układowi tych pól, czy jakiś bruzd, tylko równolegle. Zgodnie z układami, co na tym polu były. Nie można było jakoś tak skośnie robić domu. [Dlaczego?] Bo to też nie wróżyło nic dobrego. Ja jakieś tam spływy były, to chyba też nie. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010] 

Pośród symboli pojawiających się w zwyczajach zakładzinowych są, te o znaczeniu kreacyjnym, czyli pewne zabiegi miały wpływać na późniejsze szczęście i pomyślność mieszkańców. Budowa miejsca zamieszkania oznaczała stworzenie swego własnego świata oraz przyjęcie za niego odpowiedzialności. Podczas budowy człowiek decyduje się na kreację nowego miejsca, przekształcenie chaosu w kosmos, w swój mały wszechświat.

Boska kosmogonia była krwawa, stąd naśladująca ją budowa domu również wymagała ofiary, na przykład w postaci pieniędzy, które wrzucano w fundamenty lub wkładano w przyciesie pieniądze, że piniędze bedu się trzymały gospodarza tego dumu. [Marianna Wiśniewska, Olempin, 2010]; to było na szczęście. [Henryk Pocek, Zabłocie, 2010]. Zdarzało się również, że złoto, jak kto mioł to zkopywał. [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010]. Zakopywano też inne przedmioty: Podkowo podłożyć pod fundament, żeby było szczęście. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010]. Albo weźmy, jesce ci powiem, o to izbe, to mieszkonie widzisz, jakie było wierzące takie. Rojki takie, Jasia tego na Orliczu, to jego bracia budawali te chałupe, tego Rojecka Jasia na Orliczu znosz? To jak tego, żeby szcząście było, żeby piniądz sio trzymał mieszkonia, to ile gospodyń, o zakładaumy, jak liczyć, rogi te, przyciesie, ile wkładumy tu piniądzy? A ile mum włożyć? – moja matka. Ile docie to będzie najwiący trzymać się tego dumu, pieniądze będą. A przed wojną grosz nie był taki jak teraz, ścisły był. Ile dajecie? Złotówke, piędziesiąt groszy? Może mało? To możecie i stówke dać. A stówka to była z lipu był piniundz, papirek, to już było ooo wieprzek metrowy kosztowało. No dziesięć złoty dała. W wągieł, tam od tego nawet pamiątom ze strony południa, wziony podniosły, bo to już założyły, i miały te bale obijać węgłomi wkoło. No w waszych oczach. Puście sobie somi. Założycie szparo. Bo to w takich tych co przyciesie w rogach zakładały. No puściła matka dziesięć złotych. Teraz zabiju mi. Zabiły to to wszystko. Matka zadowolona, bo tyle piniądzy dała. Odyszła tego świnium dawać, czy kurum łuni sio śmieju, mało sio nie kładu. To już on wylżył, pieniądze wyjony. [Stanisław Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2009] Ja to jak dom żeśmy budowali, to mieliśmy takich drobiazgów dużo pieniędzy i ja dałam garść tych pieniędzy i na fundamentach położyli, żeby się pieniądze trzymały. [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010] A i złoto, jak kto mioł to zakopywał. Kto miał trochy, albo po Żydach, albo bogate ludzie sie kiedyś dorabiały, bo jedne papiry chciały, bo kiedyś to te drobne pieniądze to złote były. A papiry to miały z tamtych dukatów, a kto był mundrzejszy to saganki takie były ni kamienne tylko z żeliwa jakby i to złoto tam, składały te drobne piniendze, to się wtedy bogaciły, bo złoto było w obrotach, drobne piniendze. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010] Ale jak składały przyciesie, to kładły pieniądze, jak składały to kładły pieniądze. [Po co?] No po co, żeby to sie trzymały. Takie jakieś, że tego, kto bedzie mieszkał w tym domu, żeby sie te pieniądze go trzymały. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2010] Piniędze. Za moi pamięci się w fundament rzucało. Chałupe jakeśmy budowali, stodołe to już się rzucało. Bo to jakby to było na szczęście, czy może jak tam kiedyś jakieś wykopaliska bedu robić, że to w tym czasie kiedyś budowane było. [Henryk Pocek, Zabłocie, 2010] No to tam chyba coś, na pewno kładziono pieniądze w przyciesie. O pieniądzach mówią. [Coś wrzucano, zakopywano?] Nie wiem. Ja to wrzuciłam podkowę na szczęście, ale nie wiem co jeszcze ludzie zakopywali. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010] No mówiły, że tam podkowo podłożyć pod fundament, żeby było szczęście. Podkowa gdzieś tam trochy podkładana było. Jak zaczony to podkowo wmurować to będzie szczęście. Podkowo wrzuciły. To podkowo to człowiek to pamiętam, podkowo żeby wrzucić, to bedzie szczęście. Tom każdy mioł kunie, to mioł i podkowy, to w fundomont podkowo wrzucił. O takie było, to to pamietum!  [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010]  

Średniowieczna tradycja mówi o zakopywaniu w fundamentach żywych ludzi, zdarzało się też, że zakopywano kości zmarłych, co miało zapewnić trwałość budowli. Na czterech węgłach budującej się chaty kładziono cztery krzyże, co miało chronić dom od złych duchów i czarownic, innym sposobem było położenie na węgłach miodu lud cukru, co miało udobruchać niebezpieczne siły. Pod zrębem kładziono chleb św. Barbary, wełnę. Na terenie Polski również istniała wiara w duchy domowe, poświadczają to wykopaliska archeologiczne. Podczas budowy domu zakopywano pod belką w przyciesi czarnego koguta, jajka, głowę zwierzęcia, były to ofiary złożone duchom.

Osiedliny

Dzień wprowadzania się do nowego domu wiązał się z nadaniem sakralnego charakteru nowemu miejscu, wyodrębnionej z chaosu przestrzeni, za pomocą kreacji człowieka, naśladującego boski akt twórczy. Według chrześcijańskiej interpretacji dom ziemski to także mieszkanie Boga:

[…] poświęciło się, zaprosiło się księdza, ksiądz wyświęcił[Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]; oraz To jak do dumu, to każdy obrazki jakieś wnosił, żeby szczęście. Przeć nie weszedł, jak nie powiesił Matki Bosi i Rodziny Święty. Bo to obrazy, każdy rodzine świątu mioł, czy Matkę Bosku. To już to najpierwsze było na ściony, dopiro reszta dekoracji. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010].

No to na pewno jakiś ważny dzień, ja nie wiem, co się mogło dziać takiego. No w każdym razie nie święcono tego domu od razu. Nie było takiego zwyczaju, żeby zapraszać księdza, żeby on poświęcił, tylko już potem, jak chodził po kolędzie, to ten dom święcił. Pewnie były jakieś nakazy co się powinno robić, ale ja tego nie wiem. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010] 

Niekiedy przed wprowadzeniem się do domu wpuszczano na noc ptaka lub inne zwierzę, i wtedy wszystkie złe moce spływały na zwierzę, co chroniło ludzi, którzy dopiero później wchodzili do środka. Do domu w czasie wprowadzania się wnoszono także sól, która strzec miała ładumiotłę, do wymiatania złych duchów, a także chleb, zapewniało to płodnośćobfitość dóbr.

Po ukończeniu budowy spraszano do siebie krewnych i znajomych. Najstarszy lub najważniejszy z gości maczał kilka kłosów w wodzie święconej i kropił wnętrze na cztery strony również komin i drzwi.

Symbolika domu

Dom w antropologicznej interpretacji Danuty i Zbigniewa Benedyktowiczów ma potrójną korelacje z człowiekiem: dom – ciało, dom – mieszkanie duszy i antropomorfizacjną. 

Dom w pewnym stopniu jest odwzorowaniem ciała człowieka. Stanisław Vincenz pisał, że chata naśladuje poprzeczny przekrój ciała człowieka, jej fronty i tyły są o wiele szersze od boków, ma przekrój prostokątny, nigdy kwadratowy, z przodu, czasem boków są jej oczy – okna, tył jest ciemny, co nawiązuje do dolnych części ciała. Chaty stoją plecami do wiatru

O paralelizmie jaki istnieje w ludowej wyobraźni między człowiekiem i domem świadczą liczne zwyczaje i praktyki związane z obrzędami rodzinnymi, w których dom staję się nie tylko miejscem, w którym one się rozgrywają, on w nich również uczestniczy.

W czasie porodu z jednej strony pojawia się izolacja, zamknięcie w granicach domu, nienaruszalność jego całości, która wyraża się w zakazie pożyczania czegokolwiek z domu w dzień porodu, a nawet w okresie między narodzeniem i chrzcinamiWiejska akuszerka przed przystąpieniem do działania okadzała dom, aby pozbawić go demonicznych mocy, zamykano drzwi, okna, w których wieszano poświęcone zioła.

Z drugiej strony w czasie porodu należy wszystko pootwierać i porozwiązywać, aby zgodnie z opisaną przez Ludwika Stommę magią Alkmeny przez analogię ułatwić poród. Dlatego w czasie porodu półki, szafy, kufry miały być pootwierane. Dziecko zaraz po urodzeniu jest kładzione przy piecu, aby nigdzie nie chodziło, szczególnie odnoszono to do dziewczynek.

niektórych rejonach łożysko zakopywano w obrębie domu, co miało wpływ na przyszłe losy dziecka, na przykład zakopanie w miejscu gdzie często ktoś chodzi, gwarantuje, że dziecko będzie zdrowe. Zachowany w domu pępek służy wywróżeniu przyszłych losów dziecka. 

Podobnie w czasie wesela ujawniają się liczne zwyczaje recepcyjne związane z domem, na przykład panna młoda wprowadzając się do nowego miejsca musiała dotknąć pieca

Dom uczestniczy w śmierci człowieka. W przypadku trudności ze skonaniem układano zmarłego na podłodze. Zaraz po zgonie zasłaniano lustra, zatrzymywano zegar, w domu zapadała cisza. Podobnie jak w przypadku narodzin pojawia się tu symboliczne otwieranie i zamykanie: w trakcie wyprowadzenia wszystko musiało być otwarte – drzwi, szafy, kufry.

Pożegnanie zmarłego z całym domostwem, występujące w niektórych rejonach Lubelszczyzny, jest metonimicznie egzemplifikowane zwyczajem trzykrotnego stukania o próg.  

Antropomorfizacja domu w tradycji ludowej polega nie tylko w tym, że uczestniczy on w najważniejszych momentach życia człowieka. Dom czuje niemal jak człowiek – trzeszczy, skrzypi, przeczuwa, widać to na przykładzie zwiastunów śmierci: jeśli pęknie ściana lub spadnie obraz ze ściany, to wkrótce z tego domu ktoś umrze, lub kiedy coś stuka: No nie wiem. Tak jak ja mówie: że inna mówi, że stół stuknie inna mówi, że jakieś coś stuknie o stół, jak coś leży. Śmierć znaczy. Bo stukał stół u nas jak stryj mój z Hussynnego umierał. [Marianna Daniluk, Zanowinie, 2007].  

Pojawiają się też sny zapowiadające śmierć, w których główna rolę odgrywa dom. Sny i ich interpretacja odnosi się do stereotypowych wyobrażeń danych rzeczy w kulturze. Jednej z informatorek przyśniła się przeprowadzka do nowego domu, co było zapowiedzią śmierci, koresponduje to z potocznym znaczeniem metaforycznym – śmierć to przeprowadzka do nowego miejsca: Śniło mi sie, ale na kogo innego, nie na zięcia, że widze tam blisko mojego brata. On też już nie żeji. Że buduje… Czesiek Tolkiewicz. Taka przebudówka, buduji z pustaków. A nie śniło sie, że u nas, tylko u Tolkiewiczów, tam blisko mego brata. No i zaraz Andrzeja ta, mojego zięcia, śmierć była. [Maria Nadworska, Zanowinie, 2007]. W innym śnie relacjonowanym przez informatorkę pojawił się dom, któremu silny wiatr zerwał dach i to było zapowiedz śmierci gospodarza – tak jak nie może funkcjonować dom bez dachu, tak też nie ma gospodarstwa bez gospodarza.  

Można mówić także o sakralno-kosmicznym wymiarze domu. Wpływa na to kilka elementów. Wyrazistym przykładem jest symbolika stołu, który jako niezwykle ważny mebel, pełni przede wszystkim funkcję zbliżoną do ołtarza. W domu stał zawsze w tak zwanym kącie obrzędowym, był przykryty białym obrusem, stał na nim krzyżchleb i sól.

Z tym domowym ołtarzem związane są takie zwyczaje jak kładzenie chlebów na rogu stołu, kłanianie się przed nim, całowanie go. Znany jest zakaz siadania na stole, gdyż to może powodować profanacje uświęconego miejsca. W czasie świąt rodzina skupia się przy stole, który pełni najważniejsze funkcje. Benedyktowiczowie piszą, że kreacyjna symbolika domu, pojawia się we wszystkich świętach dorocznych i rodzinnych. Zmieniają się jedynie symboliczne atrybuty, jakie towarzyszą tym obrzędom. Wszystko co dzieje się w domu ma swoje konsekwencje i odnosi się do tego co dzieje się na zewnątrz – w ogrodzie, gospodarstwie, na polu, a nawet na świecie. 

W czasie świąt dom uczestniczy we wróżbach na pomyślność i urodzaj, jak wrzucanie źdźbeł z wiązki słomy za obrazy, co ma wróżyć ilość kopów siana, czy podrzucanie maku do sufitu; po Rezurekcji ścigano się, kto pierwszy wrócił do domu, ten zapewnił sobie największy urodzaj. Jerzy Bartmiński pisze, że związki i podobieństwa domu i świata dominują w tradycyjnej kulturze ludowej, kosmosowi zostają narzucone ludzkie cechy, kosmos zostaje w relacji z domem, bo cały świat jest domem człowieka, niebo jest dachem tego domu, izba przestrzeń mieszkalna odpowiada ziemi natomiast podziemia, to w strukturze domu piwnica. Podział domu na płaszczyźnie wertykalnej jest więc analogiczny do podziału kosmosu

Dom uczestniczy więc we wszystkich najistotniejszych dla człowieka momentach, ma wpływ na kształtowanie jego szczęścia, pomyślności. Poprzez święte obrazy na ścianach, czy symbolikę stołu sprowadza się do domu sacrum. Jest sceną życia człowieka, uczestniczy w najważniejszych momentach. Jego części odzwierciedlają ciało człowieka. Wszystkie wymienione elementy wpływają na bogatą symbolikę domu w kulturze ludowej i niezwykłą więź człowieka z budynkiem mieszkalnym, która nie wynika jedynie z poczucia wspólnoty z ludźmi, którzy go zamieszkują, ma swoje uzasadnienie także w magicznej wizji świata.

Ochrona domu przed niebezpieczeństwami

Dom, któremu przypisywano tyle symbolicznych znaczeń, wyznaczający najważniejszą przestrzeń życia, należało chronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami. W tym celu wykorzystywano poświęcone przedmioty. Zdarzały się nawet przypadki ukarania osób, które szydziły z mocy gromnicy –

[…] trzech sobie siedziało w karty grało i burza nachodziła. I zeby łokno zamknuć. Śmiały sio. I jeden mówi: Ja pójdo, to grumnico zapale. Śmiały sie. Poszet po tu grumnice, a tu trzasło i tych dwóch zabiło. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].

Gromnicą wypalano krzyże, był to sposób ochrony domu i domowników przed złymi mocami:

To gromnica też była ważna, kiedyś się na środkowym belku krzyż wypalało, a teraz to nie ma belek, ja tylko przejde do wszystkich drzwi i o tak z daleka tego płomieniu i tak się zrobi troszeczke taki, no że przejdzie się, żeby złe moce nie miały wchodu do tego domu [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]

Albo opowiadali mój tata, jak tam gdzieś, jesce bliży Rudna tom jakiś trzech sobie siedziało w karty grało i burza nachodziła. I zeby łokno zamknuć. Śmiały sio. I jeden mówi „Ja pójdo, to grumnico zapale.Śmiały sie. Poszet po tu grumnice, a tu trzasło i tych dwóch zabiło. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]jak burza, to gromnice w okno, na tego zawse sie gromnice świeciło i tego. [A dlaczego właśnie w okno?] No bo jak burza szła z tej strony, to gromnica w oknie. [To w okno z której strony burza szła?] Tak, tak. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009] To szczególnie się świeciło grumnice, wtedy jak burza nieroz szła. To każdy zapalali gromnice i stawiali w oknie, żeby ominął ten huragan ten dom. [Henryk Pocek, Zabłocie, 2010] To jak grzmi, to gromnica mówią, że dużo redzi. W to mieszkanie nie trzaśnie. [Gromnice się zapala?] Tak, tak w łokno sie postawi. I nie zapalić możno, bo jak się postawi to i zapalić nie możno. Tak, tak. Coś mówiu, że jak grafka bedzie czy igła, to niebezpieczny jest człowiek. [Tak, a dlaczego?] Bo że to magnes jest niebezpieczne, bo to ściąga. łokno żeby było zamknięte. [A to w czasie burzy niebezpieczne jest?]
W czasie burzy i jak grzmi. [Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010]  

Kolejnym rekwizytem wykorzystywanym do ochrony domu były gałązki zerwane z czwartego ołtarza w Boże Ciało

To jest ważne, każdy chce mieć. Nie wiem, to jest od gromu, czy coś takiego. [To się na domu umieszcza?] Nie, ja teraz ostatnio, jak sobie urwałam, to w ganku sobie powsadzałam gałązeczkę. [Że to ma chronić od burz, nawałnic?] No taki zwyczaj był, wziełam na pamiątke, niech będzie! [Marianna Wiśniewska, Olempin, 2009]

A na Boże Ciało i ja sobie zawsze ułamie. [I co z tą gałązką?] No za okiennica, jak pirw to zawsze se za okiennice. Teraz tu se powiesiłam, to wiater gdzieś mi zabroł o tu nad schodami. Ni ma okiennicy, nie ma gdzie wsadzić, gdzieś wiater zawiał, nie wiem gdzie się podziała przyschła. [A to za okiennicą to też, żeby bronić?] No, że to od pioruna, tu była gadka, że to od pioruna.[M.G., Zabłocie, 2009] […] z brzozy ty, co ołtarze są to przecież się łamie te te gałązeczki, ja trzy gałązeczki sobie zawsze wezmę, to się wsadzi tam w róg, mam wsadzone jeszcze od Bożego Ciała, tam w rogu, to już chmury, nawałnice mijają ten dom. […] Żeby się nie spaliło, żeby pożar jakiś żeby co, albo żeby piorun nie strzelił. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]. Informatorzy w różnych miejscach domu umieszczali brzozowe gałązki, przez co wskazują indeks miejsc ważnych w przestrzeni mieszkania: za okiennice [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009]; na strych [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]; w strzeche. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010]. Przed burzami i złem chroniły również wianuszki poświęcone w wiankowy czwartek:

Tak. Te wianki na przykład był wianek zrobiony z grzmotu koniecznie no i na przykład wierzono, że to ziele chroni przed grzmotem, piorunem mieszkanie. I takie wianki często wisiały w sieni nade drzwiami i między innymi miały chronić, bo były poświęcone, od jakiegoś złego. Jednocześnie ten wianek grzmotek miał chronić od piorunów, i ten rozchodnik, który był na wszystkie potrzeby, którym okadzano chorego i one były wykorzystywane. [Elżbieta Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2010]

Granice domu

Dom w światopoglądzie mieszkańców wsi nie stanowił przestrzeni jednorodnej,  w jego obrębie były miejsca bardziej i mniej oswojone, także mediacyjne. Koresponduje to z wymienianym przez Benedyktowiczów obrazem domu jako miejsca zadusznego, zamieszkałego przez duchy przodków, ale także jako przestrzeni niebezpiecznej, pełnej mocy demonicznych.

Ludowa wizja świta zakłada, że kosmos jest tam, gdzie przestrzeń uświęcona, poza jej granicami znajduje się świat na opoka – twierdzi Ludwik Stomma – jest tam dozwolone i możliwe wszystko, co w oswojonej przestrzeni jest zakazane i nienormalne. 

Orbis exterior (świat zewnętrzny)i wszystko co z niego pochodzi jest więc wartościowane negatywnie. Punktem krytycznym dzielącym orbis interior exterior jest granica. Jest to przestrzeń przejściowa, do końca nie wiadomo, do którego porządku należy, stąd jej status jest niepewny.

Ma charakter mediacyjny i następuje tu wymiana energii z różnych poziomów kosmosu. O specyfice granicy świadczą liczne praktyki magiczne, które na niej się odbywały, zachowanie konduktów i orszaków, podczas jej przekraczania.

Za granicę uznawano nie tylko miejsce najbardziej oddalone od centrum, ale również wszelkie linie demarkacyjne, dzielące koncentrycznie zbudowaną przestrzeń, na sfery o niejednorodnej wartości. Odnosi się to również do budynku mieszkalnego.

Dom, najbardziej oswojonym fragmentem przestrzeni, oddzielony jest granicami od niebezpiecznego, zewnętrznego świata. Newralgiczne punkty tej granicy to: próg, drzwi, okna, dach i strych, piec i komin.

Próg

Próg, jak każdy obszar graniczny, miał niepewny status, łączył w sobie cechy przestrzeni swojej i obcej, z tego względu miał charakter mediacyjny. Cechy progu, który wyznacza swojską przestrzeń oddają relacje:

Próg prowadzi, tu jest moje miejsce, mój dom, moje miejsce, za progiem już jest. […] Przecież przez te progi to nasze nogi przechodzą i gdyby tych progów nie było, to którędy byśmy szli. Muszą być drzwi i progi. To już takie wejście jest, prawdziwe wejście, już się idzie. [Janina Woch Wólka Kątna, 2009].

Kiedy pierwszy raz rano przekraczano próg mówiono modlitewkę: Boże, dziękujo ci. Nie… Ofiarujo dzień dzisiejszy na chwało tobie i tu przespanu nocke, noc.[Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].Wszędzie progi są ważne, bo przecież przez te progi to nasze nogi przechodzą i gdyby tych progów nie było, to którędy byśmy szli. Muszą być drzwi i progi. To już takie wejście jest, prawdziwe wejście, już się idzie. [A czy na przykład pod progiem coś zakopywano?] A to wierzące ludzie nic nie zakopywały[Ale co kiedyś opowiadali?] A co opowiadali, jak ktoś się zemścić chciał, to takie owcarze chodziły, takie one były ze złem te owcarze, tam w Abramowie u Bickich zakopały coś, to nic nie mogły uchodować! W oborze pod progiem coś było zakopane, ktoś z tych owcarzy coś zakopały. […] Bez próg się całować i witać nie trzeba. [To do dzisiaj.] Tak każdy mówi, aby nie bez próg. Bo żeby się co nie poszykowało, bo próg to jest do przechodzenia, nie do całowania. [Janina Woch Wólka Kątna, 2009]  Próg był akcentowany w obrzędach rodzinnych: […] pan młody musiał paniu młodu przenieść, wziąć na ręce i przenieść przez próg [Stefan Smolak,  Wólka Kątna, 2010]; Kiedy wyprowadzano trumnę z nieboszczykiem, to pożegnanie następowało na progu, który stawał się ekwiwalentem całego domostwa: […] żegna z domem to pożegnanie na progu, że kłania się temu progowi. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

O mediacyjnym charakterze progu świadczy zakaz w stosunku do ciężarnej: […] żeby broń Boże nie rąbała drzewa na progu, bo jak były te progi drewniane i jak se chciała na drobniej i jak by się broń Boże tym progiem posłużyła, no to już dziecko będzie miało przeciętą warge, jak zajęczą wargę [Elżbieta Wójtowicz Wólka Kątna, 2010]; oraz udział w odczynianiu uroków: […] położyć koło proga, dać kroka i już! Uroku nie będzie. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

Do dziś funkcjonuje w kulturze zakaz całowania się przez próg, bo jak tłumaczy jedna z informatorek, próg to jest do przechodzenia, nie do całowania. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Drzwi

Drzwi traktowane są jako jeden z najważniejszych elementów domu. W symbolicznym wymiarze związane są z kolejnymi etapami życia człowieka, bowiem przekraczanie bramy (drzwi) następuje w najważniejszych chwilach – narodzinach, poprzez wesele i na końcu śmierć, i w każdym z tych obrzędów rodzinnych przechodzenie przez drzwi jest akcentowane.

Przybycie panny młodej do domu teściowej wiązało się ze zwyczajem:

A tam coś podstawiane było. No przeszkoda była. I młoda musiała to porozstawia [Marianna Wiśniewska, Olempin, 2010].

Przeszkody ustawione w drzwiach mają dwie funkcje: recepcję młodej do nowej społeczności i spowolnienie celebracji obrzędu przejścia. Stanowi to również wróżbę o przyszły charakter młodej:

To jak tako była zaradno, to wszystko poodrzucała i weszła, a jak niektóra tam przelazła i wszystko pozostawało, to mówiu, że i gospodyni nie będzie! [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009].

Zmarły żegnając się z domem musiał przejść przez drzwi, bowiem tylko taka droga była właściwa. Zdarzały się sytuację, że ze względu na ciasnotę trumnę wynoszono przez okno, lecz jeden z informatorów uznaje to, za niewłaściwe zachowanie:

[…] bo to nie jest ta droga, którą umarły powinien opuszczać swój dom, tylko przez próg i dodaje, że dawniej to by ścianę rozebrali. [Stefan Sidoruk, Stawki, 2008].

Drzwi służyły także zamknięciu wewnętrznej przestrzeni, oddzielenia od świata zewnętrznego, robiona tak zwłaszcza gdy w środku działy się jakieś rzeczy ważne, lub takie, które mogły być szczególnie narażone na wpływ złych mocy, dlatego kobieta po porodzie, a przed wywodem i chrztem, musiała przebywać w domu przy szczelnie zamkniętych drzwiach i oknach, aby nie dopuścić do siebie i dziecka demonów.

Drzwi musiały być zabezpieczone przed wszelkimi próbami wtargnięcia do środka nieproszonych gości, szczególnie tych z zaświatów. Z tego względu wieszano na drzwiach podkowy, rośliny o funkcji ochronnej, jak jemioła lub wieniec z jedliny. Do dziś na drzwiach wielu domów można zobaczyć napisane poświęconą kredą inskrypcje:

Nawet te budynki, co się mieszka, to już sie krzyzik na każdych drzwiach przy wejściu sie pisze, że to już nie ma złe, siły złe nie mają wejścia, bo to już jest poświęcone. […] A krzyziki, na każdych drzwiach się krzyżyczek napisało, na drzwiach to Kacper, Melchior i Baltazar się pisało i rok który, to co rok to się pisze. [Janina Woch,  Wólka Kątna, 2009]

Okna

Okna stanowiło kolejną granicę między wewnętrzną, a zewnętrzną, obcą sferą.Mogło pośredniczyć między dwoma światami, zdradzać żywym tajemnice zaświatów i z tego właśnie względu za zwiastun śmierci uznawano stukanie ptaka w okno.

W czasie burzy należało zamknąć okno nie tylko ze względów praktycznych, ale i magicznych, bo otwarte ułatwiały wejście złego. Znane były praktyki wystawiania jedzenia na oknie po śmierci człowieka, miał to być pokarm dla duszy. 

Okno należy otworzyć, aby wypuścić duszę zmarłego w czasie wyprowadzenia ciała z domu – dusza wychodzi z domu a otwarte okno ma wskazywać jej drogę.

W czasie burzy stawiano w oknie gromnicę, bo w taki sposób była widoczna dla niebezpiecznego żywiołu i odstraszała burzę. Właściwa droga wejściowa prowadziła przez drzwi, w tej roli okno wykorzystywano w specjalnych sytuacjach obrzędowych.

W jednej z relacji mężczyzna, któremu zmarły dwie żony, trzecią wziął na rence i przesadził ją oknem, żeby nie umarła już ta żona trzecia! [J.W., Wólka Kątna, 2009].

Według innych przekazów młodzi po ślubie nie tylko wchodzili oknem, ale dodatkowo byli odwróceni tyłem, co miało zmylić złe moce. Nie wchodzenie przez drzwi jest sposobem na łatwiejsze wprowadzenie osoby do świata wewnętrznego, ominięcie granicy i bezpośrednie wkroczenie do bezpiecznej i świętej przestrzeni domu.

Przerwę w granicy jaką było okno należało chronić przed negatywnym wpływem z zewnątrz za pomocą apotropeionów. Szczególnie w czasie świąt aktywność zaświatów na ziemi zwiększała się, z tego względu, to właśnie wtedy należało podjąć środki ochronne.

W dzień św. Jana kładziono w oknach kamienie i pokrzywy lub smarowano okna i progi czosnkiem. Ochronę przed czarownicami, szczególnie gdy w domu były małe dzieci, stanowiło umieszczenie w oknie gałązek głogu, natomiast aby ochronić się przed zmorą wbijano w okno szydło.

Dach i strych

Dom, lokowany między podziemiami i niebem, stanowił przestrzeń życia człowieka. Jako granice występowały tutaj dach i podłoga (ta przy ziemi). Dwie inne granice podłoga i pułap dzieliły mieszkanie na trzy części: poddasze, mieszkanie i piwnicę. W taki sposób tworzył się mikrokosmos, który odpowiadał strukturze kosmosu – góra to niebo, izby mieszkalne to ziemia, i dół, piwnica to podziemia.

Dach z jednej strony pełnił takie funkcje, podobnie do nieba, czyli pozytywne, z drugiej jednak strony stanowił także poziomą granicę między bezpieczną przestrzenią domu, a światem zewnętrznym. Z tego względu postrzegano go ambiwalentnie, gdyż łączył w sobie cechy dwóch przestrzeni, które dzielił.

Maryna Walencowa wydziela pięć znaczeń przypisywanych przestrzeni dachu poprzez związane z nim obrzędy. W pierwszej grupie dach jest miejscem, należącym do zaświatów, leży poza ludzkim światem. Z tego względu wyrzucano tam przedmioty rytualne, na przykład gałązki wierzbowe, którymi uderzano się w Niedziele Palmową, wierzono, że biorą one na siebie choroby.

Strych był siedzibą złych duchówKtoś po węgle pod strzechy wychodził, po tym węgle złaził i właził tam na ten strop, tam po węgle szedł jakiś w czarnym ubraniu. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]. Z dalszej części relacji dowiadujemy się, że po węgłach, jak po drabinie, wchodził zły duch w czarnym kapeluszu.

Na strych wypędzano osoby, które miały kołtuna: […] jak ten złapał boleść, tego kołtuna, głowa. Jak to krzyczało, jak piało, jak to dusiło od tego kołtuna. Co tu w mieszkaniu się dzieci bały, to na góre wychodziły. [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010].

Strych był siedzibą zmorNa strychu, ale nie domu tylko na oborze, to zmory zawsze tam były. […] Że w oborach, stajniach to były zmory i przychodziły do koni i koniom plotły warkocze. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Do drugiej grupy obrzędów należą takie, w których dach jest granicą, miejscem, gdzie rozmieszcza się przedmioty, aby nawiązać kontakt z zaświatami. Z tego względu na strychu umieszczano gałązki, co miało chronić przed burzami, piorunami, nieszczęściami. Wyraźną egzemplifikacją uruchamiania kontaktu z zaświatami jest zwyczaj relacjonowany przez jedną z informatorek: A tą koszulę co chodził i w ty koszuli co zmarł, to wszystko na strych wyniosłam, bo tak się należało, tak moi rodzice robili. Wszystko na strych niech tam sobie wisi, że to gospodarstwo nie podupadnie, bo jest tam gospodarza wszystko. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].  

W trzeciej grupie znalazły się przykłady, w których dach jest mediatorem, zawiadamia tamten świat o jakiś ważnych wydarzeniach.

Znany jest zwyczaj umieszczania na dachu po zakończeniu budowy drzewka, gałązki, krzyża. Na wielu terenach ozdabia się dachy domów na różne okazje.  

Kolejną grupę wierzeń stanowią takie, w których dach jest uznawany za miejsce obcowania z duchami i odbierania znaków od nich. Do tego typu należą przede wszystkim wróżby, na przykład dziewczyny wyciągają trzy kłosy z dachu, jeśli jeden z nich jest z zbożem, będzie miała bogatego męża. Osobną grupę rytuałów, stanowiły psoty, figle, w których dach był pojmowany jako coś przeciwstawnego ziemi i z tego względu dozwolone były tam ekscesy, zabronione w normalnych warunkach.

Piec i komin

Piec i komin, który stanowi jego przedłużenie, to kolejna granica w przestrzeni domu. Piec może stawać się także miejscem mediacji niechcianej, stanowi granice, wyłom w zamkniętej i bezpiecznej przestrzeni domu, przez który do środka mogą dostać się niebezpieczne moce. Najprostszym sposobem zabezpieczenia przed tym negatywnym wpływem było palenie ognia:

No chyba tak. Nieraz mówili, że tam coś może przez komin wejść, jakieś złe duchy mogą przez komin wejść, ale chyba jak się palił ogień, ten dom był ochroniony, że nie mógł nic wejść wtedy. Ogień jakby chronił. [Elżbieta Woch, Wólka Kątna, 2010].Ale nie jest to jedyny powód szczególnego traktowania tego elementu przez mieszkańców tradycyjnej wsi.

Wierzenia i zwyczaje związane z piecem wskazują także na procesy i przemiany, które w nim się dokonują, głównie za sprawą ognia, czyli oczyszczenie, przekształcanie i rozpadanie się form. Z tego względu piec wykorzystywany był w medycynie – włożenie do pieca i następnie wyjęcie odwzorowywało narodziny, czyli powrót do stanu sprzed choroby. Jeśli dziecko miało wrzody lub osypkę to na łyżce od chleba do pieca, po wyjęciu miało być zdrowe.

Domowe ognisko miało strzec chaty od złego, z tego względu w niektórych rejonach podtrzymywano płomień w pokoju, w którym leżało małe dziecko.

Piec stanowił swoistą enklawę obcego świata w obszarze śmiertelników, wyznaczał miejsce przebywania duchów i demonów. Słowiańskie wierzenia lokowały tam opiekuńcze duchy domu.

O istnieniu demonologii domowej Słowian pisze Aleksander Gieysztor. Duchy domu są przyjazne i pożyteczne, przebywają w obrębie pieca czy ogniska, na strychu, w zagrodzie, opiekują się bydłem, przysparzają mienia i zboża. Są to duchy rodzinne, duchy podstawowej jednostki społecznej i gospodarczej.

Najbardziej uniwersalnym duchem domowym w wierzeniach Słowian był demon nazywany domowy, domownik. Wśród Słowian południowych ducha domowego łączono z kultem węża domowego, któremu składano ofiary, na przykład zarzynając czarną kurę u ogniska, aby krew spłynęła do specjalnego dołka. 

Piec wiąże się także z żeńska zasadą bytu i seksualnością, płodnością, rodzeniem. W ludowej wyobraźni stanowił odwzorowanie kobiecego łona, ekwiwalentem narządów męskich była łyżka chlebowa, stąd pieczeniu chleba nadawano symboliczny wymiar powstawania nowego życia.

Opracowała Magdalena Wójtowicz   

Literatura

Bartmiński Jerzy, Dom i świat – opozycja czy współdziałanie, [w:] Dom w języku i kulturze, red. Grażyna Sawicka, Szczecin 1997.

Benedyktowiczowie Danuta i Zbigniew, Dom w tradycji ludowej, Wrocław 1992.

Eliade Mircea, Sacrum – mit – historia, przekład Anna Tatarkiewicz, Warszawa 1993.

Gieysztor Aleksander, Mitologia Słowian, Warszawa 2006.

Kotula Franciszek, Przeciw urokom: wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Lakowiaków, Rzeszowiaków, Warszawa 1989.

Kowalski Piotr, Kultura magiczna. Przesąd, omen, znaczenie, Warszawa 2007

Niebrzegowska Stanisława, Polski sennik ludowy, Lublin 1999.

Stomma Ludwik, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku, Warszawa 1986.

Walencowa Maryna, Dach domu w słowiańskich obrzędach magicznych, [w:] Dom w języku i kulturze, red. Grażyna Sawicka, Szczecin 1997.

Wójtowicz Magdalena, Postawa magiczna jako wyraz światopoglądu mieszkańców okolic Markuszowa, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jana Adamowskiego, Lublin UMCS 2010.

Vincenz Stanisław, Na wysokiej Połoninie. Prawda staro wieku. Obrazy, dumy i gawędy z Wierchowiny Huculskiej, Warszawa 1980.

http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/etnografia-lubelszczyzny-ludowe-wierzenia-o-domu/

27/02/2021

Kartel naftowo-farmaceutyczny o nazistowskich korzeniach kontroluje Unię Europejską…

To jest stary materiał z 2010 roku, który zapewne większość ludzi interesujących się tą tematyką zna, czyli sprzed czasów koronowirusa ale to nie ma żadnego znaczenia bo nic się nie zmieniło i to co jest napisane niżej + cała historia jak powstała Unia Europejska jest prawdą, generalnie my Europejczycy nie mamy wpływu na 99% decyzji Unii i to odnosi się do tego co już było uchwalane jak i do potencjalnych pomysłów na przyszłość związanych np. z obecną pandemią koronowirusa, czyli jakieś ewentualne ograniczenia w lataniu do innych krajów w rozumieniu paszportów covidowych czy inne pomysły o których można przeczytać w internecie, trzeba mieć świadomość tego że nie będziemy mieli na to żadnego wpływu, poprostu wszelkie takie decyzje zapadają ponad naszymi głowami.

Skopiowałem ten cały artykuł bo miałem go w trzech linkach i został jeden bo dwa już nie działają wiec kopiuj-wklej bo zaraz może zniknąć ten ostatni działający link, a tu jest wiedza między innymi o procesie decyzyjnym Unii Europejskiej i o tym że nad Komisją Europejską stoi potężny kartel naftowo-farmaceutyczny którego korzenie sięgają do czasów przed II WŚ i można to również przyłożyć do obecnej sytuacji związanej z koronowirusem i wszelkimi obostrzeniami.

Zacytuje mały fragment z poniższego materiału :

Celem kartelu naftowo-farmaceutycznego (….) było i jest powołanie do życia swej europejskiej siedziby (to znaczy Brukselskiej Unii Europejskiej) z juntą niewybieranych kartelowych urzędników (to znaczy, z Komisją Europejską), która ma rządzić ludźmi w Europie w imieniu globalnych interesów korporacji (to znaczy kartelu chemiczno-naftowo-farmaceutycznego) (….)

Kartel ten ma wyraźną charakterystykę. Obejmuje on warte wiele biliardów dolarów inwestycje chemiczne, petrochemiczne i farmaceutyczne i jest zdecydowanie największą inwestycyjną grupą korporacyjną na świecie. W ciągu XX wieku kartel ten stał się nie tylko dominującą siłą gospodarczą, ale także umieścił swoich politycznych udziałowców w rządach czołowych państw uprzemysłowionych świata. Czołowymi przedstawicielami z finansowych sfer kontrolujących ten kartel są:

  • grupa Rockefellera, reprezentująca amerykańskie interesy naftowo-farmaceutyczne. Jest to największa z tych finansowych grup interesów. Wyrosła z XIX-wiecznego monopolu korporacji Standard Oil, kontroluje obecnie tuziny wielonarodowych firm chemicznych, farmaceutycznych i naftowych na całej kuli ziemskiej. Jednym z jej najwybitniejszych ambasadorów w ostatnich dekadach był Henry Kissinger
  • Niemcy i Francja, wiodące kraje eksportowe produktów chemicznych i farmaceutycznych w Europie. Ta grupa ma swoje korzenie w późnych latach XIX wieku, kiedy to obejmowała firmy: Bayer, BASF i Hoechst, a później ich niesławny kartel IG Farben. Współczesnymi następcami tych firm są wiodące firmy inwestycyjne w Europie, które zostały wykorzystane w budowaniu brukselskiej UE. W swoim czasie media szeroko nagłośniły to, że na parę dni przed objęciem urzędu obecny prezydent UE Rompuy został zaproszony na swoją prezydencką „rozmowę kwalifikacyjną” przez grupę Bilderberg – elitarny krąg amerykańsko-europejskich interesów korporacyjnych pod kontrolą Dawida Rockefellera, któremu prezesuje były komisarz UE i lobbysta farmaceutyczny Etienne Davignon – koniec cytatu

Warto to poprostu przeczytać, mimo że na niektórych planszach i grafikach są politycy którzy już dziś nie piastują żadnych ważnych funkcji, ale mechanizmy działania Unii się nie zmieniły, są tylko inni wykonawcy, WordPress pokazuje mi że tu jest 56 minut czytania, zapraszam do lektury.

KV.

NAZISTOWSKIE KORZENIE UNII EUROPEJSKIEJ


Źródło:  Paul Anthony Taylor, Aleksandra Niedzwiecki, Matthias Rath, August Kowalczyk – „Nazistowskie korzenie brukselskiej UE„.

To, co zawsze chciałeś wiedzieć o „brukselskiej UE” – lecz nikt nie śmiał ci powiedzieć!

  • Rozdział I: „Podsumowanie dowodów
  • Rozdział II: Wybitny nazistowski prawnik i główny architekt Brukselskiej Unii Europejskiej

© 2010 by Dr. Rath Health Foundation

Fundacja Zdrowia Dr Ratha otrzymała od byłych więźniów KL Auschwitz pałeczkę „Sztafety życia, sztafety pamięci“

Ci, którzy nie pamiętają o przeszłości, skazani są na powtórzenie jejGeorg Santayana.

Książka ta opowiada historię, którą wielu czytelników może, z powodów oczywistych, początkowo odrzucić. Postępując tak, mogą powiedzieć, że jeżeli te brzemienne w skutkach informacje historyczne udokumentowane tutaj byłyby prawdziwe, to z pewnością słyszeliby o nich wcześniej. Mając świadomość tego, my, jako autorzy, uznajemy to za nasz obowiązek zachęcić naszych czytelników nie tylko do przeczytania tej książki, lecz także do przyjrzenia się i przestudiowania dokumentów źródłowych podanych na dole jej stron.

Przez prawie trzy czwarte stulecia, mówiono światu, że II wojna światowa została wywołana przez psychopatę, Adolfa Hitlera, i jego świtę rasistowskich chuliganów, nazistów. Jednakże, fakty są takie, że II wojna światowa była wojną podboju prowadzoną w imieniu kartelu chemiczno-naftowo-farmaceutycznego w celu objęcia kontrolą wartych wiele biliardów dolarów globalnych rynków w wyłaniających się obszarach produktów chemicznych, które można było opatentować. Oficjalne dokumenty Kongresu USA i norymberskich trybunałów zbrodni wojennych jednoznacznie pokazują, że II wojna światowa była nie tylko przygotowana, lecz także logistycznie i technicznie wsparta przez największy i najbardziej znany w owym czasie kartel naftowo-farmaceutyczny, a mianowicie, niemiecki kartel IG Farben, w którego skład wchodziły Bayer, BASF, Hoechst i inne firmy chemiczne. Podsumowanie aktu oskarżenia z Norymbergi dowodzi, ze bez IG Farben II wojna światowa nie miałaby miejsca. Z tej książki można się także dowiedzieć, że I wojna światowa, druga największa tragedia XX wieku, była właściwie pierwszą próbą podbicia świata przez te korporacyjne interesy. Co więcej, po tym, jak obie te militarne próby podporządkowania Europy upadły, kartel naftowo-farmaceutyczny zainwestował w trzecią próbę: ekonomiczne i polityczne podbicie Europy za pomocą „brukselskiej UE”.

Nic więc dziwnego, że kluczowych architektów brukselskiej UE rekrutowano spośród tych technokratów, którzy już kreślili plany Europy po II wojnie światowej pod kontrolą koalicji nazistów i kartelu. Książka ta przedstawia tych udziałowców kartelu – ubranych nie w wojskowe mundury ale w szare garnitury – z których najbardziej znanym był Walter Hallstein, pierwszy prezydent tzw. Komisji UE. Odpowiedź na pytanie, dlaczego prawdopodobnie nie słyszeliście o tych wstrząsających faktach przedtem, jest prosta. Po 1945 roku kartel zainwestował setki miliardów dolarów w tylko jeden cel: napisanie historii od nowa i zatuszowanie jego kryminalnej przeszłości. To zatuszowanie, w odniesieniu do korporacyjnych źródeł dwóch wojen światowych, było oczywiście wstępnym warunkiem trzeciej próby kartelu – tym razem poprzez brukselską UE – podboju i kontroli Europy. Najwidoczniej, interesy kartelu miały nadzieję na scementowanie ich kontroli nad Europą poprzez brukselską UE bez wyciągania kiedykolwiek na światło dzienne tych ciemnych korzeni. Niestety, ten plan się nie powiódł. Publikacja niniejszej książki i dziesiątki tysięcy autentycznych dokumentów, na które się ona powołuje, oznaczają, że eksperyment brukselskiej UE skończył się. Wątpliwe jest, by jakakolwiek demokratyczna osoba, organizacja lub partia poparły teraz tą trzecią próbę podboju Europy. Książka ta jest także wyjątkową okazją dla tych wszystkich polityków i partii politycznych zwabionych, by wspierać brukselską UE bez znajomości jej historii lub rozumienia jej prawdziwego celu. Dotyczy to 27 przywódców państw, którzy podpisali „Traktat lizboński”, większość z których nie rozumiała, że ich podpisy tworzyły „Akt pełnomocnictwa” dla kartelu i jego udziałowców, umożliwiający przejęcie kontroli nad Europą. Politycy ci i partie polityczne mają teraz szansę dokonania całkowitego nawrotu i publicznego odwołania swego poparcia dla modelu Europy, który był budowany przez dziesięciolecia kłamstw i oszustw.

Dla obywateli Zjednoczonego Królestwa, pokazanie historycznych korzeni brukselskiej UE jest szczególnym powodem do zdenerwowania. Dwukrotnie poprzednio – w I i II wojnie światowej – odgrywając krytyczną rolę w ratowaniu Europy przed przejęciem przez kartel i jego politycznych udziałowców, stają teraz przed możliwością tego, iż wielkie ludzkie poświęcenie ich rodaków poszło na marne. Poddanie się Traktatowi lizbońskiemu i brukselskiej UE będzie oznaczało, że życie sześćdziesięciu milionów Brytyjczyków żyjących obecnie i niezliczonej ilości tych jeszcze nienarodzonych znajdzie się w jarzmie absolutnie tych samych interesów, które próbowały podbić i podporządkować sobie Zjednoczone Królestwo dwa razy przedtem. Dlatego zachęcamy was, czytelników tej książki, do przekazywania tych ważnych informacji rodzinie, znajomym, kolegom w pracy i w waszej społeczności. Ponadto, zachęcamy was do przedstawiania informacji zawartych w tej książce waszym politycznym przedstawicielom – na szczeblu lokalnym, regionalnym, krajowym i europejskim. Robiąc to, musicie wywierać nacisk na tych polityków, żeby dokonali wyboru: albo pozostać ślepym na prawdę i, tym samym, nierozważnie popierać przejęcie Europy przez dyktaturę korporacyjnych interesów, albo działać na rzecz ochrony demokracji i zdrowia, i życiowych interesów milionów ludzi. Wybór, jakiego dokonają ci politycy w odniesieniu do ich stanowiska co do brukselskiej UE będzie najważniejszą decyzją w ich politycznej karierze.

Po tym jak ostatnia próba kartelu kontrolowania Europy upadła w 1945 roku, jedną z najczęściej używanych przez jego politycznych udziałowców wymówek była ta, że oni „nie wiedzieli”. Po publikacji tej książki, jednak, żaden polityk dzisiaj nie może składać takiego oświadczenia w obronie swojego kontynuowanego poparcia dla „brukselskiej UE”. Z historycznej perspektywy, tym, co jest najpilniej potrzebne teraz jest ruch ludzi. Jest to szczególnie ważne, ponieważ politycy w wielu krajach Europy stali się podatni na korporacyjne interesy kartelu naftowo-farmaceutycznego i tym samym nie są już niezależnymi obrońcami interesów ludzi. Dlatego też ruch społeczeństwa będzie jedynym gwarantem wolności, demokracji i niezależności dla ludzi zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Europie.

Rozdział 1

Podsumowanie dowodów

Demokracja zmienia się w dyktaturę

Jak interesy korporacyjne kontrolują Unię Europejską?

Brukselska Unia Europejska przedstawia się światu jako świetlany przykład demokracji XXI wieku. W rzeczywistości jednak nic bardziej nie mija się z prawdą. W prawdziwej demokracji cała władza spoczywa w rękach społeczeństwa. Zasada „rozdziału władzy” między trzema szczeblami rządu – wykonawczym, ustawodawczym i sądowniczym – ustala elementy kontroli i równowagi w celu zapobiegania nadużyciom. Zasada ta została powszechnie przyjęta po tym, jak ludzkość walczyła o nią przez tysiące lat. Niestety, brukselskiej Unii Europejskiej brakuje tej fundamentalnej zasady „rozdziału władzy”. Co więcej, społeczeństwo Europy nie ma kontroli ani nad poziomem wykonawczym, ani nad procesem ustawodawczym. Co gorsza, parlament, który wybierają, również nie ma żadnych środków skutecznego kontrolowania tych organów. Żeby ukryć tę słabość, do „Traktatu lizbońskiego” dołączono Artykuł 225 – tzw. „artykuł – figowy listek”. Klauzula ta dopuszcza możliwość, w przypadku parlamentu UE, „żądania od Komisji przedłożenia propozycji”
legislacyjnych. Komisja, oczywiście, może po prostu odmówić zrobienia tego (http://europa.eu/lisbon_ treaty/index_en.htm). Działając poza podstawowymi zasadami demokracji, brukselska UE jest, z definicji, dyktaturą. Zdolność społeczeństwa do określania swojego rządu została przekazana interesom korporacyjnym.

Jak kartel naftowo-farmaceutyczny próbuje kontrolować Europę?

Brukselska UE przedstawia się światu jako demokracja parlamentarna z parlamentem UE odgrywającym decydującą rolę. Jednakże, decyzje wykonawcze i tworzenie wszystkich ustaw prawnych leżą w gestii Komisji UE i jej personelu składającego się z ponad 54000 ludzi. Ze swoich biur w głównej siedzibie Komisji – budynek Berlaymont – i z innych miejsc, ta opłacana armia nastawionych na karierę biurokratów kreśli prawa Europy w imieniu interesów korporacyjnych.

Z kolei zaś, 754-osobowy Parlament UE składa się z polityków z 27 narodów, którzy nie mają żadnej władzy kontrolnej nad tą armią biurokratów. Funkcjonowanie Parlamentu UE to jakby mydlenie oczu, którego celem jest przedstawianie społeczeństwu Europy brukselkiej UE jako „demokracji parlamentarnej”.

Udziałowcy kartelu naftowo-farmaceutycznego

Na poprzednich stronach położyliśmy nacisk na fakt, że decyzja o rządzie Europy została przeniesiona ze społeczeństwa na interesy korporacyjne, a mianowicie na kartel naftowo-farmaceutyczny. Kartel ten ma wyraźną charakterystykę. Obejmuje on warte wiele biliardów dolarów inwestycje chemiczne, petrochemiczne i farmaceutyczne i jest zdecydowanie największą inwestycyjną grupą korporacyjną na świecie. W ciągu XX wieku kartel ten stał się nie tylko dominującą siłą gospodarczą, ale także umieścił swoich politycznych udziałowców w rządach czołowych państw uprzemysłowionych świata. Czołowymi przedstawicielami z finansowych sfer kontrolujących ten kartel są:

• grupa Rockefellera, reprezentująca amerykańskie interesy naftowo-farmaceutyczne. Jest to największa z tych finansowych grup interesów. Wyrosła z XIX-wiecznego monopolu korporacji Standard Oil, kontroluje obecnie tuziny wielonarodowych firm chemicznych, farmaceutycznych i naftowych na całej kuli ziemskiej. Jednym z jej najwybitniejszych ambasadorów w ostatnich dekadach był Henry Kissinger

• Niemcy i Francja, wiodące kraje eksportowe produktów chemicznych i farmaceutycznych w Europie. Ta grupa ma swoje korzenie w późnych latach XIX wieku, kiedy to obejmowała firmy: Bayer, BASF i Hoechst, a później ich niesławny kartel IG Farben. Współczesnymi następcami tych firm są wiodące firmy inwestycyjne w Europie, które zostały wykorzystane w budowaniu brukselskiej UE. W swoim czasie media szeroko nagłośniły to, że na parę dni przed objęciem urzędu obecny prezydent UE Rompuy został zaproszony na swoją prezydencką „rozmowę kwalifikacyjną” przez grupę Bilderberg – elitarny krąg amerykańsko-europejskich interesów korporacyjnych pod kontrolą Dawida Rockefellera, któremu prezesuje były komisarz UE i lobbysta farmaceutyczny Etienne Davignon.

Koniec demokracji i powrót do średniowiecza

Dla niedowierzającego czytelnika pomocne w tym miejscu może być podsumowanie procesu wyboru pierwszego prezydenta i ministra spraw zagranicznych brukselskiej UE:
1. społeczeństwo Europy zostało wykluczone z podejmowania decyzji
2. nowi „królowie” Europy zostali wybrani przez elitarny krąg interesów korporacyjnych
3. ceremonia wyboru odbyła się w bogatym arystokratycznym otoczeniu pałacu Valley of the Duchesse
4. francuski prezydent Sarkozy (Nicolas Paul Stéphane Sarközy de Nagy-Bocsa), potomek drobnego arystokraty, był „mistrzem ceremonii”
5. koronę królowej wręczono baronessie Catherine Ashton
6. koronę króla przekazano innej osobie, której nazwisko świadczy o arystokratycznym pochodzeniu – Hermanowi van Rompuy’owi. Van Rompuy będzie działał jako tymczasowy „monarcha” do czasu, gdy, np. pojawi się jakiś międzynarodowy kryzys i tron przejmie sam drobny arystokrata.

Faktycznie, system rządzenia UE odwraca wszystkie demokratyczne osiągnięcia cywilizacji europejskiej na przestrzeni minionego tysiąca lat i przesuwa cały kontynent z powrotem do czasów średniowiecza, kiedy to autokratyczni monarchowie rządzili Europą poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą.

Czy społeczeństwo Europy dobrowolnie zrezygnowało z demokracji?

Dla kartelu naftowo-farmaceutycznego „brukselska UE” jest po prostu bazą operacyjną, z której zamierza on podbić świat, wykorzystując polityczną, gospodarczą i jeżeli to konieczne, militarną siłę. Dążąc do celu, kartel próbuje obecnie eksportować niedemokratyczną koncepcję „brukselskiej UE” do innych regionów świata. Unia Afrykańska już jest wzorowana na „brukselskiej UE” – łącznie z „Komisją UA”! Polityczni udziałowcy kartelu zwodniczo obnoszą się z „brukselską UE” jako modelem demokracji i pokoju XXI wieku. Już sam zakres tej globalnej kampanii społecznościowej stwarza wrażenie, że „brukselska UE” została zaakceptowana poprzez demokratyczny wybór przez społeczeństwo Europy i że to ciało polityczne odzwierciedla ich wolę. Tymczasem nic bardziej nie mija się z prawdą. Istniejące fakty rzucają światło na fundamentalnie niedemokratyczną naturę „brukselskiej UE” – znak ostrzegawczy dla świata:

jedynym krajem, w którym społeczeństwu pozwolono głosować na „Traktat lizboński” – akt pełnomocnictwa „brukselskiej UE” – była Irlandia, której liczba ludności stanowi mniej niż 1% (!) całej Europy. I nawet to głosowanie było wynikiem szyderstwa z demokracji.
W czerwcu 2008 roku społeczeństwo Irlandii odrzuciło koncepcję „brukselskiej UE” rozbrzmiewającym „Nie”. Lecz polityczni udziałowcy kartelu w Brukseli postanowili zignorować to głosowanie. Przekupstwem nakłonili rząd irlandzki do zorganizowania
drugiego referendum i wymusili „Tak” oszałamiającą sumą pieniędzy przelaną przez udziałowców kartelu do Dublina.
• ponad 99% populacji Europy – a więc ponad 500 milionom ludzi – odmówiono demokratycznego prawa do głosowania na „Traktat lizboński” w referendum.

Strategiczne cele kartelu

Na poprzednich stronach podsumowaliśmy to, jakie są plany kartelu naftowo-farmaceutycznego, jeśli chodzi o formowanie brukselskiej UE. Oczywiście, ten odważny manewr nie jest przypadkowym ćwiczeniem, lecz ma poważne ekonomiczne motywy. Ta strona wyjaśnia „kulisy” brukselskiej UE. Finansowe grupy stojące za kartelem naftowo-farmaceutycznym zainteresowane są kontrolą olbrzymich globalnych rynków, które mają wpływ dosłownie na każde życie ludzkie. Znakomitymi przykładami tego są dziedziny: żywności, zdrowia i energii. W ciągu minionego wieku, kartel naftowo-farmaceutyczny rozszerzył swoje rynki w tych trzech obszarach w postaci wartych wiele biliardów dolarów inwestycji. Budowanie tych gigantycznych rynków globalnych opierało się na dwóch strategicznych narzędziach. Po pierwsze, na wykorzystaniu patentów jako narzędzi do monopolizowania rynków. Po drugie, na dezinformowacji opinii publicznej, której celem było utrzymywanie ludzi w nieświadomości, jeśli chodzi o możliwości wyboru. W rezultacie,
każda osoba w uprzemysłowionych regionach świata płaci dzisiaj około jedną trzecią swoich dochodów jako „haracz” na rzecz tego kartelu. Z początkiem XXI wieku kartel staje przed fundamentalnie nowym wyzwaniem – wszystkie jego kluczowe rynki, a więc: ropy naftowej, leków, chemicznych środków rolniczych i żywności modyfikowanej genetycznie, zagrożone są nowymi technologiami, które ostatecznie zastąpią istniejące monopolistyczne i oparte na patentach rynki globalne. W tej sytuacji, ludzie reprezentujący kartel i jego finansowe interesy wiedzą, że ich warty wiele biliardów dolarów interes nie może dłużej przetrwać w systemie demokracji. Dlatego też, niedemokratyczna struktura brukselskiej UE jest strategicznym krokiem w kierunku ustanowienia globalnej dyktatury w imieniu tych interesów korporacyjnych. Na początku XXI wieku ludzkość stoi na rozdrożu. Musimy zdecydować, czy chcemy pozwolić interesom kartelu naftowo-farmaceutycznego na ich dominację nad naszym życiem – przez narzucenie ogromnie przestarzałych technologii – lub czy jesteśmy gotowi wyzwolić się z tego jarzma, korzystając z nowych, niezależnych i trwałych technologii, takich jak: odnawialne źródła energii, oparte na nauce naturalne podejście do zdrowia i rolnictwo ekologiczne.

Dzisiaj Europa – jutro świat

Na dwa miesiące przed wejściem w życie traktatu lizbońskiego, polityczni udziałowcy kartelu naftowo-farmaceutycznego nie pozostawili żadnych wątpliwości co do ich globalnych ambicji. 7 października, 2007r., gazeta Daily Telegraph w Wielkiej Brytanii
opublikowała artykuł zatytułowany: UE nakreśla plany stania się „światowym mocarstwem”. Jeżeli kartelowi się powiedzie, to brukselska UE będzie zwykłym kamiennym stopniem prowadzącym do scementowania jego gospodarczego i politycznego podboju świata.
Według artykułu w tej gazecie, jeszcze przed wejściem w życie traktatu lizbońskiego, pierwsze ambasady tej niedemokratycznej konstrukcji planowano w strategicznych miejscach, mianowicie w: Nowym Jorku (siedziba Narodów Zjednoczonych), Addis Abebie (siedziba Unii Afrykańskiej) i Kabulu (obszar zainteresowań ze względu na toczącą się wojnę w Afganistanie). Lecz na długo przed sporządzeniem szkicu traktatu lizbońskiego, kartel próbował eksportować polityczny konstrukt brukselskiej UE jako model służący rozszerzeniu jego kontroli nad innymi kontynentami:

Unia Afrykańska. Architekci Unii Afrykańskiej (UA) nie ukrywali faktu, że UA była wzorowana na Unii Europejskiej, a więc prawie identyczne struktury instytucji, łącznie z tzw. „Komisją UA”. Stałą siedzibą tej komisji jest Addis Abeba w Etiopii – widocznie, z zamierzenia „Bruksela Afryki”.
• ASEAN. W 2009r. przywódcy wschodnioazjatyckich krajów ogłosili, że położyli fundamenty pod blok w stylu UE, który obejmie połowę ludności świata. Ich plany były echem podobnych, opracowanych przez australijskiego premiera Kevina Rudda w 2008 roku.

Narzucenie patentów leków jako kluczowy element globalnej kontroli gospodarczej

Ujmując rzecz historycznie, globalne wojny toczyły się z użyciem karabinów i bomb, a celami były podbicie i kontrola innych krajów. Dzisiaj, jednak, kluczowymi narzędziami do osiągnięcia globalnej kontroli są instrumenty ekonomiczne i prawne, które stosuje się jako środki podporządkowywania sobie nie tylko rządów i gospodarek, ale także, ostatecznie, społeczeństw i ludzi. Kluczowymi narzędziami ekonomicznymi brukselskiej UE są patenty, w szczególności patenty na chemikalia, leki farmaceutyczne, genetycznie modyfikowane ziarna (GMO) i inne zaawansowane technologicznie produkty. Z nich, najbardziej lukratywne są patenty na leki farmaceutyczne. W 2008 roku, na przykład, całkowita, globalna sprzedaż farmaceutyków sięgnęła 773 miliardów dolarów – sumy, która przewyższa łączny produkt krajowy brutto (PKB) stu najbiedniejszych krajów świata. Skoro tak, to nic dziwnego, że wybierając pierwszego ministra spraw zagranicznych UE, kartel postawił na kogoś, kto miał doświadczenie na tym polu. Catherine Ashton w swojej poprzedniej roli komisarza handlu UE odgrywała centralną rolę w powtarzającym się przejmowaniu, w portach europejskich, produktów farmaceutycznych wysyłanych z Indii do krajów Afryki i Ameryki Łacińskiej. 1: Jedyny powód tych przejęć: leki były wytwarzane przez firmy indyjskie, które specjalizują
się w produkcji leków niezastrzeżonych (nieopatentowanych). Te niezastrzeżone leki – a tylko na takie mogą sobie pozwolić biedne, rozwijające się kraje – zagrażają zyskom z leków opatentowanych, produkowanych przez europejskie firmy farmaceutyczne.

1 Economic Times, Indie, 6 września, 2009r.

Patenty – kluczowe narzędzie kontroli nad światem

Znaczenie patentów w strategicznym planowaniu brukselskiej UE, jeśli chodzi o kontrolę nad światem, zasługuje na szczególną uwagę. Ogólnie mówiąc, patenty to:
• dokumenty prawne – wystawiane przez odpowiednią agencję rządową w danym kraju, które definiują prawo własności produktu lub procesu technicznego;
• narzędzia ekonomiczne – służące do kontroli krajowego i międzynarodowych
rynków;
• instrumenty polityczne – poprzez ich rolę w krytycznym sektorze służby zdrowia, patenty na leki farmaceutyczne wykorzystywane są także jako strategiczne narzędzia do kontroli całych państw.

Szczególnie okrutny aspekt patentów wiąże sie z tym, że wykorzystywane są one do tworzenia globalnych karteli korporacyjnych poza jakąkolwiek narodową lub międzynarodową kontrolą prawną. Olbrzymie, wielonarodowe firmy nie muszą się formalnie jednoczyć w celu kontrolowania rynku danego produktu na kontynencie lub całym świecie – po prostu wystarczy, że przedstawią swoje terytorialne roszczenia patentowe. Patenty pozwalają wielonarodowym firmom kontrolować całe grupy społeczeństw na kontynentach bez podlegania takim ograniczeniom jak granice państw. W niektórych gałęziach przemysłu, zyski sięgające biliardów dolarów są kierowane do wielonarodowych firm bez możliwości ustalenia przez społeczeństwo korporacyjnych beneficjantów. Wpływ patentów, jeśli chodzi o ludzkie zdrowie, jest szczególnie niszczycielski w tym sensie, że wielonarodowe firmy dążą do zmonopolizowania tego, co jest prawdopodobnie najbardziej krytyczne w każdym społeczeństwie. W rezultacie, przez dziesięciolecia, ludzkość została odcięta od dostępu do nieopatentowanych leków, które są skuteczniejsze, bezpieczniejsze i przystępniejsze i tańsze w walce przeciwko współcześnie najpospolitszym chorobom. By koordynować swoje globalne roszczenia, te wielonarodowe firmy założyły „centralne biuro kartelu”: brukselską UE.

Kluczowi beneficjenci z brukselskiej UE

Jedno spojrzenie na wykresy na stronie obok powinno wystarczyć każdemu czytelnikowi, żeby poznać kluczowych beneficjantów z politycznej struktury brukselskiej UE. Od jej początku brukselska UE była konstruowana przez ekonomicznych akcjonariuszy chemiczno-farmaceutycznego kartelu. Górna ilustracja na stronie obok wspiera ten fakt. Pokazuje względny wkład finansowy z pieniędzy podatników wniesiony przez każde z 27 państw członkowskich do brukselskiej UE w 2006 roku. Biorąc pod uwagę fakt, że większość mniejszych krajów członkowskich dopiero niedawno dołączyła do brukselskiej UE, to całkowita suma „inwestycji” płynących z krajów założycielskich w ciągu półwiecza przyćmiewa finansowy wkład „nowo przybyłych”. Wykres na dole strony obok pokazuje względną liczbę patentów zgłaszanych rocznie w każdym z 27 krajów członkowskich UE. Największa ilość patentów pochodzi z grupy obejmującej: Niemcy, Francję, Włochy i Holandię. Razem, liczba patentów zgłaszanych w tych czterech krajach przekracza 70% wszystkich zgłoszeń patentowych składanych w UE – jest to ponad dwukrotnie większa
liczba niż w pozostałych 23 krajach razem wziętych. 1: Nie jest to, więc, żadna zbieżność, że:

Niemcy, Francja, Włochy i Holandia są czterema z sześciu członków założycieli brukselskiej UE,
• sześciu członków założycieli – razem z Wielką Brytanią, innym wiodącym eksporterem leków – ma większość głosów zarówno w radzie Europy jak i w parlamencie europejskim.

Po podpisaniu traktatu lizbońskiego „inwestorzy” w brukselskiej UE są przygotowani do pobrania „zwrotu” ze swoich inwestycji.

1 Źródło EUROSTAT 2005

Główny architekt brukselskiej UE

Pytania, które pilnie wymagają odpowiedzi, to: jak architekci brukselskiej UE mogli zbudować tak niedemokratyczny twór z demokratycznych krajów europejskich i kim byli ci ludzie? Otóż, kluczowym architektem brukselskiej UE był Walter Hallstein (1901-1982), wybitny adwokat w nazistowskich Niemczech. W czerwcu 1938 roku Hallstein uczestniczył w oficjalnych negocjacjach państwowych między nazistowskimi Niemcami i faszystowskimi Włochami. Celem tych negocjacji było uczynienie tych dwóch agresywnych ideologii podstawą dla przyszłej Europy. W styczniu 1939 roku, gdy tylko miesiące pozostały do rozpętania II wojny światowej przez pamiętną koalicję IG Farben – największy kartel naftowo-farmaceutyczny w owym czasie – i nazistów, Hallstein wygłosił historyczną mowę, przedstawiającą w zarysie szczegóły prawnej struktury Europy pod kontrolą nazistów i IG Farben. W 1941 roku Hallstein został dziekanem wydziału prawa i ekonomii na uniwersytecie we Frankfurcie w Niemczech. To, że Frankfurt był także główną siedzibą IG Farben, nie było żadnym zbiegiem okoliczności. Kilka lat później norymberskie trybunały zbrodni wojennych odkryły, że to właśnie z tej głównej siedziby IG Farben szły plany i wdrożenie gospodarczego podboju Europy, przy czym patenty były tu kluczowymi narzędziami prawnymi kontroli gospodarczej. W 1950 roku, po okłamaniu aliantów co do swojej nazistowskiej przeszłości, Hallstein został doradcą Adenauera, kanclerza Niemiec Zachodnich, i głównym koordynatorem jego polityki zagranicznej. Dzięki swemu poprzedniemu, rozległemu doświadczeniu w planowaniu Europy pod rządami kartelu i nazistów stał się kluczowym architektem brukselskiej UE. 25 marca, 1957 roku, Hallstein był jednym z 12 sygnatariuszy Traktatów rzymskich, z których jeden był założycielskim dokumentem brukselskiej UE. W 1958 roku objął stanowisko pierwszego prezydenta Komisji UE, na którym pozostawał przez całą dekadę.

Dzisiejsza brukselska UE została zbudowana na serii wcześniejszych organizacji, które stopniowo doprowadziły do obecnej struktury. Pierwszy cykl organizacji zakończono w latach 50-tych. Obejmował on Europejską Wspólnotę Węgla i Stali (EWWS) – 1951 rok, Europejską Wspólnotę Obronną (EWO) (projekt, który został odrzucony przez parlament francuski w 1954 roku), Europejską Wspólnotę Gospodarczą (EWG) i Europejską Wspólnotę Energii Atomowej (EWEA lub EURATOM) w 1957 roku. Wszystkie te organizacje miały kilka wspólnych elementów kluczowych:

1. Były napędzane przez niemiecki kartel naftowo-farmaceutyczny – po pokonaniu koalicji nazistów i kartelu w 1945 roku – w celu zorganizowania jego następnej próby podboju Europy.
2. Teksty traktatów zostały przygotowane przez udziałowców prawnych kartelu naftowo farmaceutycznego, głównie przez Waltera Hallsteina, w celu zabezpieczenia dyktatorskiej struktury potrzebnej do tego planu podboju.
3. Pięć innych krajów europejskich, Francję, Włochy i kraje Beneluksu skuszono do przyłączenia się do tych „Wspólnot” oszukańczą obietnicą pokoju, bezpieczeństwa i gospodarczego dobrobytu.

„Sycylijska szustka”

Od 1 do 3 czerwca, 1955 roku, decydujące przygotowawcze spotkanie dla Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej odbyło się w Messinie na Sycylii. Uczestnicy tego spotkania stali się znani jako „sycylijska szóstka”.

  • Gaetano Martino, dr med., Włochy: Gospodarz konferencji. Formalne wykształcenie prawnicze: żadne. Przed i w czasie II wojny światowej: członek włoskiego ruchu faszystowskiego pod wodzą Mussoliniego.
  • Antoine Pinay, Francja. Formalne wykształcenie prawnicze: żadne. W czasie II wojny śwaitowej: członek „Narodowej Rady Vichy” – francuskiego reżimu marionetkowego ustanowionego w okupowanej Francji przez koalicję nazistów i kartelu.
  • Joseph Bech, Belgia. Wykształcenie: szkoła prawnicza. Praca: w roku dopuszczenia go do wykonywania zawodu adwokata, 1914, został deputowanym partii prawicowej. Przez całe swoje życie sprawował różne funkcje polityczne.
  • Willem Beyen, Holandia. Wykształcenie: szkoła prawnicza. Praca: stanowisko kierownicze (Phillips, Unilever), bankowiec, różne funkcje polityczne.
  • Paul-Henri Spaak, Luksemburg. Wykształcenie: szkoła prawnicza. Praca: kilka lat prywatnej praktyki prawniczej. Od 1925 roku różne funkcje polityczne.

I profesor prawa nazistów i kartelu


Hallstein podpisujący „Traktaty rzymskie”.

Ograniczone doświadczenie prawnicze tych pięciu „członków-założycieli” „brukselskiej UE” kontrastuje
z doświadczeniem szóstego członka, Waltera Hallsteina.

W momencie podpisywania „Traktatów rzymskich”, Hallstein miał prawie trzydzieści lat doświadczenia w dziedzinach edukacji, nauczania i badań naukowych w niemieckich szkołach i instytutach prawniczych ze szczególnym uwzględnieniem porównawczego prawa międzynarodowego i ekonomii:
• nauka w szkołach prawniczych w Bonn, Monachium, nadanie
tytułu „doktora praw” na Uniwersytecie Berlińskim
• elitarne szkolenie w „porównawczym prawie międzynarodowym” w „Instytucie Cesarza Wilhelma” w Berlinie, finansowane przez kartel IG Farben
• prawie dwadzieścia lat jako dziekan wydziałów prawa i ekonomii na uniwersytetach w Rostoku i Frankfurcie. Jedno spojrzenie na dokumenty życiorysu Hallsteina pokazuje
nam, kto rzeczywiście pociągał za sznurki, kreśląc prawną podstawę „brukselskiej UE”.

Hallstein i projekt „spalonej ziemi”

Jak mógł Hallstein – ze swoją mroczną przeszłością z czasów nazizmu i kartelu – stać się głównym architektem brukselskiej UE i pierwszym prezydentem komisji UE? Odpowiedź na to pytanie jest uderzająco prosta. Po pierwsze, Hallstein musiał okłamać naczelne dowództwo aliantów w powojennych Niemczech w sprawie swego członkostwa w różnych organizacjach nazistowskich. Po drugie, musiał mieć pewność, że jego liczne publikacje i prezentacje jako propagatora podboju Europy przez nazistowski kartel zostały zniszczone. Na stronie obok jest wydruk z Niemieckiej Biblioteki Narodowej otrzymany po wprowadzeniu hasła wyszukiwania „Walter Hallstein”. Ta – najbardziej zasobna biblioteka internetowa w całych Niemczech – wymienia następujące jego publikacje:

przed rokiem 1933 (rok, w którym koalicja nazistów i kartelu przejęła władzę w Niemczech) istnieje jedna jedyna publikacja.
• po roku 1945 i pokonaniu koalicji nazistów i kartelu pokazuje się ponad 100 książek i publikacji Hallsteina.
• co dziwne, między rokiem 1933 a 1945, w czasie straszliwego reżimu koalicji nazistów i kartelu, można znaleźć tylko jedną jedyną publikację Hallsteina. Ta absurdalnie krótka lista składająca się z jednej publikacji w ciągu 12 (!) lat zasługuje na wyjaśnienie – szczególnie, jeśli uwzględnimy fakt, że w czasie tego okresu Hallstein był dziekanem wydziału prawa dwóch ważnych niemieckich uniwersytetów.

Jest tylko jedno wyjaśnienie tego faktu: Hallstein i jego wspólnicy z kartelu poczynili starania, by żadne z jego przemówień i publikacji jako orędownika koalicji nazistów i kartelu i jej przejęcia Europy nie przetrwało. Ta „polityka spalonej ziemi” była wstępnym warunkiem politycznego rozwoju Hallsteina i stania się ojcemzałożycielem „brukselskiej UE”. Żeby odpowiedzieć na pytanie: „Kim jest prawdziwy Hallstein?” dla społeczeństwa europejskiego, dołączyliśmy specjalny rozdział o nim.

Wydruk internetowego wyszukiwania w Niemieckiej Bibliotece Narodowej. Hasło wyszukiwania „Walter Hallstein” daje tylko jeden dokument w czasie 12 lat roli Hallsteina jako promotora próby podboju świata przez nazistów i kartel.

C.F. Ophuels – kartelowy ekspert od patentów

Oczywiście, Hallstein nie był osamotniony w swojej roli głównego architekta „brukselskiej UE”. Otoczył się technokratami prawnymi, którzy już przed 1945 rokiem byli wykorzystywanymi udziałowcami koalicji nazistów i kartelu. Ponieważ kluczowymi narzędziami kartelu służącymi do zabezpieczenia jego przyszłej kontroli nad Europą były patenty, to nic dziwnego, że Hallstein wybrał – jako swoją prawą rękę – eksperta od prawa patentowego. W czasie reżimu nazistowskiego Carl Friedrich Ophuels był czołowym biegłym sądowym ważnego sądu patentowego we Frankfurcie (Niemcy), mieście głównej siedziby IG Farben. W tej roli Ophuels zaznajomił się z wszystkimi rozstrzygnięciami patentowymi dotyczącymi zagrabienia przemysłów chemicznych w podbitych krajach Europy przez kartel IG Farben. Ten fakt kwalifikował go, oczywiście, do roli wspólnika w następnej próbie podboju Europy przez kartel. W 1946 roku kwestionariusz akcji denazyfikacyjnej aliantów odkrywa, że Ophuels był członkiem partii nazistowskiej, NSDAP, z numerem członkowskim 2 399061 (dokument A). Z powodu jego nazistowskiej przeszłości, w 1947 roku Biuro Bezpieczeństwa aliantów następująco sklasyfikowało Ophuelsa: „Wcześniej stwierdzono, że człowiek ten nie był zatrudniony przez rząd wojskowy na jakimkolwiek stanowisku powyżej zwykłego pracownika” (dokument B). Jednakże, zdanie Hallsteina na temat Ophuelsa wyraźnie kontrastowało z opinią Biura aliantów. Razem z Gerhardem Schiedermairem – członkiem znanego rodzinnego klanu prawników nazistów – Hallstein awansował Ophuelsa w ciągu jednego roku (1949) na doktora i profesora prawa na Uniwersytecie Frankfurckim. Rok później, w 1950, Hallstein wyznaczył Ophuelsa na stanowisko „ambasadora w Brukseli” i uczynił go swoją prawą ręką w tworzeniu „brukselskiej UE”.

„Politycznie wiarygodnym” staje się kartelowy nazista

17 grudnia, 1941 roku, główne biuro partii nazistowskiej we Frankfurcie w oficjalnym piśmie do rektora Uniwersytetu Frankfurckiego zaświadcza, że C.F. Ophuels jest „polityczne wiarygodnym” (politisch verslässicher) nazistą. Już w 16 lat później ten żarliwy, lojalny człowiek koalicji nazistów i kartelu podpisuje jako główny architekt „Statuty Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości”. My, społeczeństwo Europy, musimy zdać sobie sprawę z tego, że powstanie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości – najwyższego organu prawa dzisiejszej „brukselskiej UE” – zostało przemyślnie zrealizowane i wpisane w system prawny przez udziałowców koalicji nazistów i kartelu, łącznie z zarejestrowanymi członkami partii nazistowskiej. Przez pół wieku kartel był w stanie ukrywać przerażającą farsę swoich politycznych udziałowców. Teraz, kiedy jednak prawda została w końcu ujawniona, demokratyczna zasadność „brukselskiej UE” rozwiała się. Żadna demokratyczna organizacja – i żaden głosujący – nie mogą ignorować tej kryminalnej przeszłości.

IG Farben i kryminalna historia niemieckiego kartelu chemicznego

Kartel IG Farben został utworzony w 1925 roku przez Bayer, BASF, Hoechst i kilka mniejszych niemieckich firm chemicznych. Była to największa firma na świecie w wyłaniających się dziedzinach barwników („Farben” po niemiecku”), chemikaliów, farmaceutyków, plastików i innych patentowanych produktów syntetycznych. Mając dziesiątki tysięcy patentów, IG Farben był największym światowym posiadaczem patentów w owym czasie. Jedynym krokiem brakującym do światowej kontroli było rozszerzenie obszaru patentów w celu zmonopolizowania wyłaniających się gigantycznych rynków patentowanych produktów syntetycznych w całej reszcie świata. Już w 1904 roku, prezes firmy Bayer, Carl Duisberg, wzywał do utworzenia takiego Kartelu, wyznaczając jako jasny cel dla niemieckiego przemysłu chemicznego „rządzenie światem”. Dążąc do tego celu, Bayer, BASF i inne niemieckie firmy chemiczne wykorzystały swój potencjał, dostarczając niemieckiej armii cesarskiej materiały wybuchowe i gaz trujący, tym samym umożliwiając rozpoczęcie I wojny światowej. W 1918 roku, dzięki heroicznym wysiłkom społeczności światowej, niemiecka armia została pokonana i pierwsza próba osiągnięcia podboju świata przez niemiecki kartel chemiczny nie powiodła się. Ale kartel nie poddał się. Bayer, BASF, Hoechst – działając od 1925 roku jako kartel IG Farben finansował dojście do władzy partii nazistowskiej i przygotowując świat technicznie i logistycznie do następnej próby podboju podczas połowy II wojny światowej. Do 1942 roku, chemiczne przemysły Europy były pod kontrolą kartelu IG Farben. W 1945 roku próba podboju świata także upadła. W 1948 roku kilku dyrektorów IG Farben zostało skazanych w czasie trwania Norymberskiego Trybunału Zbrodni Wojennych za ludobójstwo, niewolnictwo, grabież i inne zbrodnie przeciwko ludzkości.

Kartel IG Farben rozbudował największy na świecie obóz zagłady

W zamian za finansowanie i wyposażenie nazistów na II wojnę światową IG Farben był głównym beneficjantem podboju Europy. Przykładem ścisłej współpracy między IG Farben i nazistami jest obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Mając kredyt w wysokości miliarda
marek niemieckich uzyskany w Deutsche Bank i Dresdner Bank, IG Farben zbudował największy w owym czasie przemysłowy kompleks na świecie w polskim mieście Oświęcim. „IG Auschwitz” miał produkować syntetyczny kauczuk, benzynę i inne związki chemiczne potrzebne do podboju Rosji i Azji przez nazistów i IG Farben. W zwiazku z budową tej olbrzymiej fabryki rozbudowano też pobliski obóz koncentracyjny w Oświęcimiu, tak że stał się on największym na świecie obozem pracy niewolniczej a potem zagłady. Te i wiele innych zbrodni popełnionych przez kartel IG Farben, w Oświęcimiu i gdzie indziej, udokumentowano w zapisach Norymberskiego Trybunału Zbrodni Wojennych, przed którym stanęli główni dyrektorzy tego kartelu. Najbardziej szokujące wśród tych dokumentów dotyczą śmiertelnych eksperymentów medycznych, z których większość przeprowadzano z wykorzystaniem opatentowanych leków farmaceutycznych z firm Bayer, Hoechst i innych firm należących do IG Farben. Norymberski Trybunał wykazał także, że niektórzy z lekarzy przeprowadzających te śmiertelne eksperymenty, m.in. dr Vetter, byli w tamtym czasie opłacanymi pracownikami firmy Bayer.

Więcej informacji o roli kartelu naftowo-farmaceutycznego w II wojnie światowej, Oświęcimiu i innych zbrodniach wojennych, można znaleźć na stronie: www.profit-over-life.orgPonad 50000 autentycznych dokumentów z Norymberskiego Trybunału Zbrodni Wojennych świadczących przeciwko kartelowi IG Farben.

„Zamachem” narzucającym „brukselską UE” kartel odsłania swoją własną kryminalną przeszłość

W ciągu minionego półwiecza kartel naftowo-farmaceutyczny robił wszystko, co możliwe, by ukryć prawdę dotyczącą jego zbrodniczej przeszłości, w czasie której doprowadził do dwóch wojen światowych. Do chwili obecnej, przez ponad sześć dziesięcioleci, udziałowcy kartelu:
• zapłacili setki miliardów dolarów za to utajnienie,
• zbudowali imperia medialne w celu manipulowania opinią publiczna,
• doprowadzili do wypaczenia informacji w książkach historycznych i cenzurowania ogólnoświatowych wiadomości,
• finansowali i wprowadzili do władzy generacje polityków – od lewicy do prawicy – w wielu, wielu krajach,
• umieścili „strażnikow” w dziedzinie ważnych dyscyplin akademickich, a więc naukach ścisłych, medycynie, historii, naukach politycznych i społecznych, oraz w innych kluczowych obszarach społeczeństwa, takich jak kościoły, związki zawodowe, itd.,
• bezlitośnie polowali na tych, którzy ośmielili się przerwać milczenie.

Wszystko to ma jeden cel: ukryć kryminalną przeszłość kartelu do czasu, aż zakończy on pomyślnie swoją trzecią próbę podboju Europy, którą, tym razem, zamierza osiągnąć poprzez „brukselską UE”. Zatajenie największej zbrodni w historii – roli kartelu w II wojnie światowej – kosztowało ten kartel setki miliardów dolarów w minionym półwieczu. Ta szokująca ilość pieniędzy, wydana przez udziałowców kartelu na zatajenie jego kryminalnej przeszłości, może być wytłumaczona przez jeden fakt: kartel jest w pełni świadom tego, że ujawnienie przeszłości zniszczyłoby plany jego następnej próby podbicia i kontrolowania Europy. Podpisanie „Lizbońskiego aktu o pełnomocnictwach” wraz z przymusem wywieranym przez „brukselska UE” na narody Europy czynią publikację historycznych dokumentów i faktów zawartych w tej książce wydarzeniem koniecznym i na czasie. Rozpowszechnianie tych informacji w całej Europie i na całym świecie ujawni rolę kartelu w „brukselskiej UE” i powstrzyma kartel przed następna próba podboju świata.

Powszechnie dostępne po siedmiu dziesięcioleciach milczenia: dokumenty zbrodni wojennych kartelu

Otrzymaliśmy ponad 50000 stron z oficjalnych dokumentów Norymberskiego Trybunału Zbrodni Wojennych świadczących przeciwko kartelowi IG Farben. Po raz pierwszy od ponad siedemdziesięciu lat autentyczne dokumenty (łącznie z przerażającymi eksponatami) tego procesu (1947/8) przeciwko dyrektorom Bayer, BASF, Hoechst i innych firm IG Farben zostały publicznie udostępnione na całym świecie poprzez internet. Te historyczne dokumenty wskazują, że ludzkość była systematycznie oszukiwana, co do prawdziwej przyczyny II wojny światowej, największej zbrodni w historii naszej planety. Na przykład dowody wykazują, że:

II wojna światowa nie mogłaby mieć miejsca bez finansowego i logistycznego wsparcia firm Bayer, BASF, Hoechst i innych firm IG Farben, największego kartelu chemiczno-farmaceutycznego na świecie w owym czasie,
• Istotą II wojny światowej nie były powody narodowe lub rasowe, lecz była to próba podboju i kontroli wyłaniających się, wartych wiele biliardów dolarów, chemicznych, petrochemicznych i farmaceutycznych rynków w Europie i na świecie w imieniu kartelu IG Farben.
• II wojna światowa nie była wynikiem działania zdeprawowanego psychopaty o nazwisku Adolf Hitler. Hitler i nazistowscy chuligani byli politycznymi i militarnymi marionetkami kartelu IG Farben. Według oskarżycieli w Norymberskich Trybunałach Zbrodni Wojennych, II wojna światowa była wynikiem skoordynowanego technologicznego, logistycznego, finansowego, politycznego i militarnego wysiłku – jak nazwano to w oskarżeniu – „mariażu” IG Farben i nazistów,• Obóz koncentracyjny Auschwitz nie był „produktem” jakichś wariatów z SS, lecz obozem pracy niewolniczej dla olbrzymiej fabryki przemysłowej IG Farben, IG Auschwitz, która miała produkować syntetyczne paliwo i gumę potrzebne do podboju Europy Wschodniej, Rosji i Azji.

Ujawnianie półwiecza oszustwa

Gdyby decydująca rola kartelu za kulisami I i II wojny światowej została ujawniona wcześniej, to te interesy korporacyjne nigdy nie miałyby szansy na wszczęcie następnej próby podboju Europy i świata. Dlatego też, ukrycie kryminalnej przeszłości było wstępnym warunkiem rozbudowy „brukselskiej UE” przez kartel. Na poprzednich stronach tej książki ujawniliśmy oszukańczą strategię kartelu. Strona obok podsumowuje główne fakty: wprawdzie polityczni i wojskowi udziałowcy kartelu zostali skazani w Norymberdze, natomiast jego prawnym i ekonomicznym udziałowcom zlecono przygotowanie i wdrożenie trzeciej próby kartelu podboju Europy i świata.

Trzecia próba podboju świata i jego kontroli przez kartel naftowo-farmaceutyczny

Czytając tę książkę, możecie pomyśleć, że te przerażające informacje nie mogą być prawdą, ponieważ gdyby były, to z pewnością byście o nich słyszeli wcześniej. Istnieje jednak prosty powód, dla którego dotąd mogliście nie być świadomi tych faktów. Ponieważ dwie poprzednie próby podbicia świata – I i II wojna światowa – nie powiodły się, udziałowcy kartelu wiedzieli, że trzecia próba może tylko wtedy się udać, gdy jego udział w dwóch poprzednich próbach zostanie skutecznie wymazany z pamięci ludzkości. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że ponad sześćdziesiąt tysięcy stron z Trybunałów norymberskich, stanowiących dowód przeciwko kartelowi IG Farben, leżało ukrytych przez ponad sześć dziesięcioleci w międzynarodowych archiwach? Dlaczego dopiero autorzy tej książki pomagają wyjawić te informacje i przedstawić je na stronie http://www.profit-over-life.org? Podczas gdy militarni i polityczni udziałowcy kartelu w czasie II wojny światowej zostali obarczeni odpowiedzialnością za śmierć i zniszczenia, których się dopuścili, ich ekonomiczni mistrzowie kontynuowali swoje wysiłki, żeby osiągnąć ostateczny cel. W zwiazku z tym po prostu finansowali powstanie nowej generacji politycznych udziałowców w kluczowych krajach. Helmut Kohl, były pracownik BASF, został wypromowany na stanowisko kanclerza Niemiec – urząd, który sprawował przez 16 lat. W tym czasie wydał miliardy dolarów z pieniędzy podatników na finansowanie rozbudowy brukselskiej UE. Angela Merkel, jego polityczna protegowana, sprawuje ten urząd dzisiaj. Równolegle, we Francji, „spadkobiercy architektów Auschwitz” wynieśli do władzy Nicolasa Sarkozy’ego. Po odrzuceniu brukselskiej UE przez narody Francji i Holandii w 2005 roku, tych dwoje politycznych egzekutorów kartelu wywarło presje na przywódców reszty Europy do podpisania lizbońskiego „Aktu o pełnomocnictwach”.

Świat na krawędzi globalnej dyktatury i III wojny światowej

Historia pokazuje, że są dwa wstępne warunki prób podbicia świata przez Kartel:
1. ustanowienie dyktatury na obszarze, z którego podbój świata ma zostać przeprowadzony. Traktat Lizboński daje temu prawną podstawę.
2. Systematyczne planowanie działań militarnych, łącznie z nową wojną światową. Tworzenie armii europejskiej w połączeniu z otwartymi groźbami wypowiadanymi przez czołowych politycznych udziałowców kartelu co do użycia broni nuklearnej jest niewątpliwym krokiem w tym kierunku.

Tym samym, historyczną paralelą do przejęcia władzy przez kartel naftowo-farmaceutyczny za pomocą brukselskiej UE jest przejęcie niemieckiego rządu przez te same grupy interesów 75 lat temu. Rok 1933 można porównać do roku 2009, kiedy to kartel naftowofarmaceutyczny narzucił swój „Akt o pełnomocnictwach”. Rok 1934 można porównać do roku 2010, kiedy to dyktatura pokaże swoje prawdziwe oblicze, podporządkowując swojej władzy kluczowe sektory społeczeństwa. Wspierany przez Sarkozy’ego plan centralnie sterowanej gospodarki europejskiej jest tylko początkiem.
W świetle tych faktów, narody Europy i świata muszą zacząć działać. Sukces ich wysiłków zależeć będzie od następujących warunków wstępnych:
1. właściwej analizy politycznej – ta książka ma to umożliwić,
2. skutecznego rozpowszechnienia tych informacji wśród narodów świata,
3. zorganizowania ruchu ludzi, którzy zdecydowani są chronić demokrację i pokój w Europie i w reszcie świata.

Nie możemy dopuścić do powtórzenia się historii

Ponieważ oczywiste jest, że polityczni przedstawiciele całego kontynentu, Europy, nie zdołali ochronić demokracji, to my, ludzie świata, musimy uznać naszą odpowiedzialność i zacząć działać. Żeby móc to zrobić, musimy zrozumieć historię. Doświadczenia ludzkości w minionym wieku są podsumowane w formie graficznej na sąsiedniej stronie. Już wcześniej i to dwukrotnie kartel naftowo-farmaceutyczny wepchnął Europę i świat w otchłań. Ponad sto milionów ludzi przypłaciło życiem dążenie do globalnej kontroli przez interesy korporacyjne. Wiek XX przejdzie do annałów historii jako „Stulecie śmierci i zniszczenia w imię korzyści kartelu naftowo-farmaceutycznego”. A teraz, na początku XXI wieku stoimy w obliczu sytuacji, w której te same grupy interesów korporacyjnych podejmują trzecią próbę podporządkowania świata swojej kontroli. Ta trzecia próba dzisiaj jest szczególnie okrutna ponieważ kartel ukrywa swoje oczywiste motywy globalnej kontroli za zwodniczą propagandą pokoju. Polityczni udziałowcy kartelu próbują przekonać ludzi, że brukselska UE potrzebna jest po to, by powstrzymać Europę przed powtórzeniem strasznych doświadczeń I i II wojny światowej. Musimy teraz dokonać wyboru: albo przymykamy oczy i ignorujemy te historyczne fakty albo bierzemy odpowiedzialność, by nie dopuścić do powtórzenia się historii i podejmujemy działania. I właśnie, jedynym sposobem, by to osiągnąć jest nasza aktywność. Pierwszym krokiem ku zakończeniu wieków zakłamania, które utrzymywało w nieświadomości miliony ludzi co do prawdziwych sprawców stojących za największymi zbrodniami w historii, jest dzielenie się tymi informacjami z innymi.

Snujące się cienie z przeszłości: od Ribbentropa do Guttenberga

Tych z naszych czytelników, którzy mogą się spierać, że obecna sytuacja nie może być porównywana z okropnościami przeszłości, namawiamy do rozważenia poniższego. Obecny minister obrony Niemiec, Karl-Theodor zu Guttenberg, był wychowywany od 14 roku życia przez swego ojczyma, który był synem Joachima von Ribbentropa. Ribbentrop był, oczywiście, ministrem spraw zagranicznych Hitlera od 1933 do 1945 roku i koordynował militarny aspekt II wojny światowej, drugiej próby globalnego podboju przez kartel. W 1947 roku Ribbentrop był sądzony w Norymberdze i powieszony za swoje zbrodnie. Można dowodzić, że zwykłe rodzinne powiązanie niekoniecznie determinuje z góry lojalność w stosunku do interesów korporacyjnych lub politycznych strategii. W tym przypadku jednak, fakty mówią same za siebie. Niemiecki minister obrony Guttenberg jest twardym zwolennikiem militaryzacji Europy i powstania europejskiej armii. Naciskany, żeby zrezygnował po publicznej obronie zabójstwa niewinnych cywilów w Afganistanie przez wojsko niemieckie, Guttenberg odpowiedział przed publicznością w niemieckiej telewizji: „Zdecydowanie nie ustąpię, nawet gdyby pioruny waliły. W ten sposób zostałem wychowany – i w ten sposób będę postępował.” Wygląda na to, że ponure cienie tradycji Ribbentropa zagrażają przyszłości świata jeszcze raz. Agresywny sposób, w jaki te paneuropejskie plany militaryzacji są kontynuowane przez Niemcy i inne kraje eksportujące leki – i narzucane innym krajom członkowskim UE – nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, czyje interesy reprezentuje Guttenberg i inni polityczni udziałowcy. Istnieje pilna potrzeba, żeby ludzie zatrzymali ten proces, szczególnie, jeżeli uwzględni się następujący fakt: ostatnie dwie wojny podbojowe zostały rozpoczęte przez kartel przed nastaniem wieku atomowego. Dzisiaj sytuacja jest fundamentalnie inna. Arsenał broni atomowych Francji i Wielkiej Brytanii, połączony z podejmowaniem decyzji w Brukseli, dałby interesom kartelu bezpośredni dostęp do tych broni. To właśnie teraz należy temu zapobiec!

„Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtórzenie.” 
– Georg Santayana

Ten wprowadzający rozdział książki przedstawia historyczne fakty i informacje, o których mogliście Panstwo nigdy nie słyszeć. Jesteśmy świadomi, że niektóre z tych szokujących informacji są trudne do przyjęcia i dlatego zachęcamy do przeprowadzenia własnych dodatkowych poszukiwań. Ponieważ wszystkie fakty przedstawione tutaj oparte są na dokumentach historycznych, to jesteśmy przekonani, że dalsze poszukiwania potwierdzą wszystko to, co znajduje się w tej książce. Zdanie sobie sprawy do jakiego stopnia my, nasze rodziny, znajomi i całe pokolenia były utrzymywane w całkowitej nieświadomości co do istotnych faktów historii, może wygenerować istotne pytanie: „Jak długo jeszcze pozwolimy interesom kartelu decydować o przyszłości naszego kontynentu?” Następne strony przedstawią kilka propozycji odnośnie tego, co możemy zrobić. Propozycje te zostaną rozwinięte szczegółowo w ostatnim rozdziale tej książki.

Historyczne wyzwanie naszego czasu

Aby prawidłowo ocenić bieżącą sytuację geopolityczną, musimy naświetlić ważną różnicę między poprzednimi dwiema próbami podboju świata przez kartel i jego obecną próbą. I i II wojna światowa były próbami kartelu naftowo-farmaceutycznego przeprowadzanymi z jednego kraju (Niemcy), by wyeliminować konkurencję innych narodów i firm wielonarodowych i zdominować nowo powstające rynki produktów chemicznych, petrochemicznych i farmaceutyków. Natomiast obecna próba podboju świata poprzez brukselską UE, do której to próby tak energicznie kartel dąży, ma inny powód. W ciągu minionych dziesięcioleci ludzkość rozwinęła technologie, które fundamentalnie zagrażają monopolowi patentowanych produktów syntetycznych. Produkty, które są obecnie zagrożone, leżą u samych podstaw gospodarczej potęgi kartelu:

 ropa naftowa – jej monopol jako podstawowego źródła energii dla świata zagrożony jest przez odnawialne formy energii, obejmujące energię wodną (wodór), wiatru, słoneczną, przypływów i odpływów, geotermalną i inne. Chociaż różne, technologie te mają jedną wspólną cechę: wyzwalają ludzkość z zależności od ropy naftowej.
• patentowane leki – monopol na patentowane leki farmaceutyczne, jako podstawową odpowiedź na światowe problemy zdrowotne, jest zagrożony przez oparte na nauce, skuteczne, bezpieczne i dostępne, naturalne podejścia do zdrowia.
• patentowana żywność (modyfikowana genetycznie) – próba zmonopolizowania i kontrolowania światowej podaży żywności oparta na patentowanych, genetycznie modyfikowanych owocach, warzywach i zwierzętach zagrożona jest przez rosnący powszechny popyt na zdrowe, wolne od nawozów i pestycydów naturalnie wytwarzane źródła żywności.

Świat dla ludzi i przez ludzi

Ponieważ oczywiste jest to, że polityczni przedstawiciele całego kontynentu, Europy, zawiedli w kwestii ochrony demokracji, my, ludzie świata, musimy zdać sobie sprawę z naszej odpowiedzialności i zacząć działać. To, co jest teraz potrzebne, to globalny ruch, który ochroni mieszkańców tej planety, teraz i w przyszłości, przed poświęceniem ich interesom kartelu naftowo-farmaceutycznego. Sama istota tego ruchu to ochrona zdrowia i życia milionów ludzi. Dlatego będzie to „Ruch życia”. Książka ta podaje historyczną analizę potwierdzającą konieczność i pilną potrzebę takiego ruchu. Lekcje historii dokumentowane w tej książce zakończą dekady oszukaństwa, które stanowiło i stanowi podstawę władzy kartelu naftowo-farmaceutycznego do dnia dzisiejszego. Książka ta pokazuje, że desperackie wysiłki kartelu zmierzające do scementowania brukselskiej UE i rozszerzenia jego wpływu w świecie nie są żadnym przypadkiem. Odzwierciedlają one strach o status quo, a więc możliwość utraty politycznej i gospodarczej kontroli nad naszą planetą. Alternatywne formy energii wieszczą koniec „tyranii ropy naftowej”. Podobnie, skuteczne, naturalne metody leczenia chorób mogą zakończyć zależność ludzkości od opatentowanych, toksycznych leków chemicznych. Udziałowcy status quo zdają sobie sprawę, że nie mogą już dłużej zachować swoich gospodarczych interesów w systemie demokracji. Jedynym sposobem utrzymania ich wartych wiele biliardów dolarów rynków z ogromnie przestarzałymi technologiami jest odwrót do totalitarnych form rządzenia. Tym samym, agresywne próby kartelu zmierzające do przejęcia władzy nad Europą i światem, jak udokumentowano w tej książce, nie są oznaką siły lecz desperacji.

Rozdział 2

Wybitny nazistowski prawnik i główny
architekt Brukselskiej Unii Europejskiej

Walter Hallstein (1901-1982)

Walter Hallstein był wybitnym prawnikiem zaangażowanym w planowanie prawnego i administracyjnego kształtu nazistowskiej Europy po II wojnie światowej. Sojusznikiem nazistów w tych planach był kartel naftowo-farmaceutyczny IG Farben. Hallstein był przedstawicielem nowego pokolenia członków koalicji kartelowo-nazistowskiej. Kształcony pod kierunkiem wykładowców prawa, których podstawowym celem było obalenie porządku ustalonego w Traktacie Wersalskim, narzucającym na Niemcy reparacje wojenne z tytułu przegranej przez nie I wojny światowej. Prawie na początku swojej kariery Hallstein przeszedł specjalne przeszkolenie w mieszczącym się w Berlinie Instytucie Cesarza Wilhelma. Ten prywatny instytut był w dużej mierze finansowany przez kartel IG Farben w celu kształcenia kadry naukowej i prawniczej, która miała uczestniczyć w kolejnej próbie podboju i opanowania Europy i świata. Władza nazistów zakończyła się w roku 1945, tymczasem rządy jej wspólników, kartelu IG Farben oraz spadkobierców, firm BAYER, BASF i HOECHST właśnie się rozpoczęły. Strategicznym punktem planu trzeciej próby podboju Europy było umieszczenie – zaledwie w dziesięć lat po klęsce poprzedniej próby – jednego z przedstawicieli zaborczej koalicji na szczycie nowego kartelu, jakim jest politbiuro w Brukseli, Waltera Hallsteina. W tym rozdziale przedstawiamy dowody na to, że całkowicie niedemokratyczna struktura, jaką jest dzisiejsza Brukselska Unia Europejska, nie powstała przez przypadek. Walter Hallstein – wybitny nazistowski prawnik, a zarazem ekspert kartelu IG Farben został wyznaczony, przez interesy korporacyjne, na pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej na podstawie specjalnego wyboru po to, aby ukształtować Brukselską Unię Europejską według pierwotnych planów koalicji nazistów i IG Farben, czyli aby kartel mógł rządzić Europą za pośrednictwem nowej głównej siedziby.

Mistrz oszustwa
Celem kartelu naftowo-farmaceutycznego – zarówno wówczas, jak i dziś – było i jest powołanie do życia swej europejskiej siedziby (to znaczy Brukselskiej Unii Europejskiej) z juntą niewybieranych kartelowych urzędników (to znaczy, z Komisją Europejską), która ma rządzić ludźmi w Europie w imieniu globalnych interesów korporacji (to znaczy kartelu chemiczno-naftowo-farmaceutycznego). Nikt nie miał większego wpływu na dzisiejszy kształt Brukselskiej Unii Europejskiej, a zatem – w wizji kartelu – na przyszłość całej Europy, niż Hallstein. Fakty dotyczące Waltera Hallsteina, udokumentowane na kartach niniejszej książki, przyczynią się do zakończenia okresu kompletnego braku wiedzy co do „ojca-założyciela” Brukselskiej Unii Europejskiej. Poznając życie tego człowieka, wszyscy w Europie i na świecie będą mogli rozpoznać rzeczywiste interesy i motywy stojące za konstrukcją Brukselskiej Unii Europejskiej.

Główny twórca dzisiejszej Brukselskiej Unii Europejskiej

25 marca 1957 r. Hallstein stał się jednym z dwunastu „ojców-zało-życieli” – sygnatariuszy traktatów rzymskich – dokumentów powołujących do życia Brukselską Unię Europejską, których byłwspółautorem.7 stycznia 1958 r. Hallstein został mianowany przez politycznych popleczników kartelu naftowo-farmaceutycznego na pierwszego w historii przewodniczącego tak zwanej „Komisji Europejskiej”, głównego urzędu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej – prekursora Brukselskiej Unii Europejskiej. 
W roku 1963 Hallstein został mianowany na przewodniczącego Komisji Europejskiej na drugą pięcioletnią kadencję. Aby umocnić własną władzę nad Europą, kartel i jego polityczni poplecznicy obdarowali Hallsteina – pierwszego „króla” współczesnej Europy – odpowiednim „zamkiem” – gigantycznym kolosem nazwanym Berlaymont, znajdującym się w śródmieściu Brukseli (zdjęcie poniżej).Przez całe 10 lat, od roku 1985 do 1967, Hallstein dowodził armią tysięcy urzędników, poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą.

Z pomocą tej armii posłusznych sług, w dużej mierze opłacanych przez kartel i ich politycznych popleczników, Hallstein ukształtował Brukselską Unię Europejską według opracowanych przez siebie i swoich wspólników dwadzieścia lat wcześniej planów Europy pod kontrolą nazistów i koncernu IG Farben. 51 lat później, 1 grudnia 2009 r. tak zwany Traktat Lizboński narzucił zasadnicze elementy opracowanej przez Hallsteina struktury Brukselskiej Unii Europejskiej – a zatem główne elementy ogólnego planu koalicji kartelowo-nazistowskiej – mieszkancom Europy. Z tego powodu na początku XXI w. jako bezpośrednia konsekwencja braku wiedzy historycznej:
• 27 głów państw, ratyfikując Traktat Lizboński, parafowało również dokument  otwierający drogę do władzy kartelu.• Podobnie jak w roku 1933, poświęcono  demokrację i otwarto drzwi do władzy  nad Europą temu samemu kartelowi  korporacyjnych interesów, który nie  zdołał tego osiągnąć w czasie II wojny  światowej.


 

Przed i w czasie II wojny światowej Hallstein był członkiem oficjalnych organizacji nazistowskich

Oficjalny emblemat organizacji nazistowskich „obrońców prawa”, na środku widoczna jest nazistowska swastyka.

W ramach budowania dyktatury i przygotowań do II wojny światowej koalicja nazistów i korporacji IG Farben zadbała o odpowiednią linię ideologiczną wszystkich grup społecznych, którymi władała. Jedną z najważniejszych grup społecznych była palestra, z której usług korzystano w celu ukrycia dyktatury pod płaszczykiem prawa. W roku 1993, zaraz po przejęciu władzy przez nazistów, powstał BNSDJ (niem.  Bund Nationalsozialistischer Deutscher Juristen – Związek Narodowosocjalistycznych Prawników Niemieckich). W roku 1936 organizacja ta przekształciła się w osławione Narodowosocjalistyczne Stowarzyszenie Obrońców Prawa (niem. Rechtswahrer). Obrońca prawa oznaczał w nazistowskiej nomenklaturze osobę podejmującą systematyczne działania na rzecz obalenia demokratycznego ustroju prawnego i zastąpienia go prawem nazistowskim opartym na doktrynie faszystowskiej. Hallstein był zarówno członkiem BNSDJ, jak i osławionej nazistowskiej organizacji „obrońców prawa”. Członkostwo w tej organizacji ograniczone było do osób, które odznaczały się bezkompromisowym oddaniem ideologii nazistowskiej i planami podboju świata przez koalicję nazistów i koncernu IG Farben oraz aktywnym uczestnictwem w służących temu działaniach.

Hallstein – obrońca nazistowskiego prawa

Związek nazistowskich „obrońców prawa” był jednym z filarów terroru nazistowskiego reżimu. Działania i odpowiedzialność członków nazistowskich „obrońców prawa” zostały zawarte w oficjalnych „Protokołach Narodowosocjalistycznego Związku Obrońców Prawa” (niem. „Schriftenreihe des NS Rechtswahrerbunds”, tom 5, 1938, jak to zostało udokumentowane poniżej:

Oświadczenie Hallsteina o szczerym poparciu dla ideologii nazistowskiej oraz wyznaczanych przez nią celów, złożone pod przysięgą, przyczyniło się do szybkiego rozwoju jego kariery naukowej. 18 maja 1936 r., zaledwie w osiem miesięcy po ślubowaniu wierności wobec ideologii nazistowskiej, Hallstein został mianowany dziekanem Wydziału Prawa i Gospodarki Uniwersytetu w Rostoku w nazistowskich Niemczech.

Po klęsce nazistów w 1945 r. Hallstein zapadł na ostry zanik pamięci

Po klęsce próby zdobycia świata przez koalicję nazistów i IG Farben, jednym z pierwszych zadań wobec ludzkości było dopilnowanie, aby zbrodniarze odpowiedzialni za tę próbę zostali ukarani i nigdy już nie mogli dopuścić się takich zbrodni przeciwko ludzkości. Alianci przesłuchiwali również szefów niemieckich urzędów, a wśród nich kadrę uniwersytecką, pytając o ich nazistowską przeszłość. Poniżej znajduje się facsimile z oficjalnego protokołu z przesłuchania Waltera Hallsteina (fragmenty) z 1945 roku.

Dokument ten, zatytułowany „Kwestionariusz osobowy dla pracowników uniwersytetów”, został wypełniony przez Hallsteina osobiście, pismem odręcznym. W tym oficjalnym kwestionariuszu najzwyczajniej w świecie zaprzeczał, że był w jakikolwiek sposób związany z nazistowskim reżimem – poza rolą widza. W sprzeczności z informacjami dostępnymi publicznie – w tym także ze ślubowaniem wierności wobec nazistów z 1936 r. – zaprzeczał nawet, jakoby był członkiem jakiejkolwiek organizacji nazistowskiej lub propagatorem nazizmu. Kłamstwa dotyczące nazistowskiej przeszłości w oficjalnych dokumentach spreparowane przez Hallsteina to po prostu krzywoprzysięstwo. Wydaje się, że na kilkadziesiąt lat udało mu się z tą przeszłością uporać. W roku 1957 nazistowski żołnierz na froncie prawnym (takim mianem określił Hallstein sam siebie w roku 1939) zostanie mianowany odpowiedzialnym za kolejną próbę podboju Europy, tym razem przy pomocy nowej kwatery głównej kartelu czyli Brukselskiej Unii Europejskiej. Dzisiaj, w pół wieku później, bajka o Hallsteinie jako o ojcu – założycielu demokratycznej Europy się rozwiewa, a wraz z nią rozpada się kamień węgielny całej Brukselskiej Unii Europejskiej.  

Hallstein – oficjalny negocjator państwa nazistowskiego

W maju 1938 r., kiedy władza nazistów w Niemczech była już mocno ugruntowana, Hitler złożył oficjalną wizytę we Włoszech, drugim faszystowskim kraju w Europie. Nieco ponad rok zanim koalicja nazistów i koncernu IG Farben miała rozpocząć II wojnę światową, Hitler i Mussolini rozpoczęli snucie planów co do kształtu Europy pod ich kontrolą. Ta oficjalna wizyta wodza nazistowskiego państwa wyznacza początek ścisłych wspólnych przygotowań rządów faszystowskich Niemiec i Włoch do rozpoczęcia II wojny światowej w najważniejszych obszarach. Obejmowały one wdrożenie dyktatorskiego prawa w całej Europie. W tym celu powołano pod nazwą „Grupa Robocza do spraw Niemiecko-Włoskich Stosunków Prawnych” (niem. Arbeitsgemeinschaft für deutsch-Italienische Rechst beziehungen) wspólną komisję obydwu państw. Podstawowym zadaniem tej grupy było stworzenie podstaw prawnych dla rządów koalicji nazistów i koncernu IG Farben w Europie, które miały wejść w życie po przejęciu przez Niemcy i Włochy militarnej kontroli nad kontynentem. Do najważniejszych kwestii omawianych przez to gremium należały: ochrona własności intelektualnej (tzn. rozszerzenie ochrony patentowej, a zwłaszcza patentów należących do kartelu IG Farben, na całą Europę, oraz ochrona rasy (hasło mające uzasadnić supremację rasy aryjskiej jako władców świata). Zaledwie w kilka tygodni po wizycie Hitlera, w Rzymie odbyło się pierwsze spotkanie nazistowsko faszystowskiej grupy roboczej prawników. Jednym z ekspertów prawnych, reprezentujących nazistowskie Niemcy w oficjalnych negocjacjach dotyczących podziału władzy w podbitej Europie między nazistów i faszystów, był Walter Hallstein.

Prawnicy  Kartelu i nazistów – planują przyszłość Europy 

Po drugim spotkaniu, odbytym w ramach negocjacji, wiosną 1939 r., niektóre ustalenia ujrzały światło dzienne:
Grupa Robocza ds Niemiecko-Włoskich Stosunków Prawnych na spotkaniu, odbywającym się od 6 do 11 marca 1939 r. w Wiedniu, przyjęła następujące zasady(niem. Thesen):• Każdy naród [niem. Volk] jako żyjąca wspólnota musi rozwiązać kwestię rasową [niem. Rassenfrage] zgodnie z duchową i rasową naturą [niem. geistig und rassischen Eigenart]Na tej podstawie narodowy socjalizm i faszyzm wspólnie domagają się prawa do obrony i udoskonalania europejskiej kultury.• Porządek prawny dyktatorskiego państwa [niem. Führerstaat] ma za zadanie ochraniać integralność, zdrowie i czystość rasową [niem. Erbgesundheit] narodu (…). Zadaniem, stojącym zarówno przed narodowym socjalizmem, jak i faszyzmem, jest nieustanne umacnianie świadomości rasowej poprzez dogłębną edukację duchowo-moralną [niem. geistige und sittliche Erziehung].• [Naczelną] rasę należy szczególnie chronić przed rasą żydowską [niem. Judentum] poprzez wyeliminowanie jej na zawsze ze społeczeństwa [niem. Volksgemeinschaft]aby zapobiec jakiemukolwiek oddziaływaniu rasy żydowskiej na na życie obydwu narodów [Niemiec i Włoch].• Uniwersalistycznym, kosmopolitycznym ideom panowania nad światem [niem. Weltherrschaftsplänen] wyznawanym przez rasę żydowską zostały przeciwstawione nieomylne prawa Narodu Niemieckiego i Włoskiego, tak jak to ustalono w Ustawach Norymberskich z 15 września 1935 r. [w Niemczech] oraz w decyzji Wielkiej Rady Faszystowskiej z 6 października 1938 r. [Włochy].

W związku z powyższym widzimy, że latem 1938 r. Walter Hallstein stał się nie tylko funkcjonariuszem nazistowskiego reżimu, uczestniczącym w prowadzonych na wysokim szczeblu negocjacjach między dwoma faszystowskimi państwami – Niemcami i Włochami, ale faktycznym również głównym prawnym i politycznym strategiem koalicji kartelowo-nazistowskiej na rzecz dyktatorskich ram Europy pod panowaniem kartelu.

Hallstein – twórca nowej Europy

Rzym pełnił wyjątkową rolę w historii dwudziestowiecznej Europy. W czerwcu 1938 r. stolica Włoch była gospodarzem międzynarodowej konferencji prawnych i politycznych popleczników kartelu. Pod przykrywką prawnej grupy roboczej poplecznicy ci spotkali się po to, aby położyć fundamenty pod ogólnoeuropejską dyktaturę pod panowaniem kartelu. Znaczenie owej „grupy roboczej” zostało dodatkowo wzmocnione przyjęciem odpowiedniej uchwały oraz listą prominentnych uczestników. Do kierowanej przez Hallsteina grupy kartelowych technokratów dołączyli najwyżsi przedstawiciele władz państwowych, a wśród nich minister nazistowskiego rządu niemieckiego, Hans Frank (skazany na śmierć za zbrodnie wojenne w roku 1947). Zebranym przekazano również pozdrowienia od Hitlera i Mussoliniego. W roku 1945 władze kartelu, który planował podbój Europy, zorientowały się, że jego nazistowsko-faszystowskie wojskowe marionetki przegrały wojnę. Ale z punktu widzenia interesów kartelu ta klęska wcale nie była gorzką pigułką. W Trybunale do spraw Osądzenia Zbrodni Wojennych wojskowe marionetki kartelu przedstawiono światu jako jedynych sprawców. Natomiast Hallstein, wraz z pozostałymi ekspertami prawnymi i politycznymi odpowiedzialnymi za plany kartelu, został zwodniczo przedstawiony niedoinformowanej opinii publicznej jako demokratyczny ojciec-założyciel nowej Europy z siedzibą w Brukseli. Kiedy Hallstein, po zakończeniu konferencji w sprawie podboju Europy, 25 czerwca 1938 r. opuścił Rzym, nie mógł wiedzieć, że powróci do niego zaledwie w dziewiętnaście lat później, obarczony tą samą misją. 25 maja 1957 r. Hallstein podpisał traktaty rzymskie, których był głównym autorem. Składając podpis pod traktatami rzymskimi wypełnił zadanie, jakie otrzymał w roku 1938, zadanie podporządkowania Europy kartelowi naftowo-farmaceutycznemu za pośrednictwem Brukselskiej Unii Europejskiej. Ale powróćmy do roku 1938. Pod koniec tego roku stało się coś, co miało umożliwić koalicji kartelowo-nazistowskiej osiągnięcie ostatecznego celu, jakim jest nie tylko zdobycie kontroli nad Europą, ale także nad całym światem.

Początek ery nuklearnej

Przełom roku 1938/39 stanowił przełomowy moment w historii ludzkości. Już od jakiegoś czasu trwał wyścig naukowców o zrozumienie struktury atomów i o wydobycie tkwiącej w nich olbrzymiej energii. Laboratoria we Francji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech i w innych krajach od wielu lat uczestniczyły w tym wyścigu, mając nadzieję na zwycięstwo i na wykorzystanie tej energii w celach komercyjnych i wojskowych. 10 grudnia 1938 r. włoski uczony, Enrico Fermi otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki w uznaniu za pionierskie prace w tej tak istotnej, a zarazem nowej dyscyplinie naukowej, co jeszcze bardziej nasiliło badania w dziedzinach fizyki jądrowej i chemii. Zaledwie w tydzień później, 17 września 1939 r. w berlińskim Instytucie Cesarza Wilhelma niemiecki chemik, Otto Hahn, który prowadził eksperymenty ze swym asystentem, Fritzem Strassmannem, odkrył, że bombardowanie atomów uranu niewielkimi cząstkami (neutronami) powoduje rozszczepienie ciężkiego atomu uranu na dwa mniejsze atomy oraz że proces ten uwalnia olbrzymią ilość energii. W ten sposób odkryto fuzję jądrową. Trzecia uczona – Lise Meitner, od wielu lat bez reszty oddana tym badaniom, akurat tego dnia nie mogła być w instytucie. Sześć miesięcy później w ramach realizacji nazistowskiej polityki „krwi i honoru” zmuszono ją do opuszczenia Niemiec ze względu na żydowskie pochodzenie. Udała się do Sztokholmu. 22 grudnia 1939 r. Hahn i Strassmann powiadomili o swoim przełomowym odkryciu czołowe niemieckie czasopismo naukowe „Naturwissenschaften” („Nauki przyrodnicze”), a wyniki ich badań zostały wkrótce – 6 stycznia 1939 r. – opublikowane. W ciągu pierwszych dni stycznia 1939 r. niemiecką, europejską, a także światową społeczność naukową obiegła wiadomość, że świat już nigdy nie będzie taki sam. Odkrycie fuzji jądrowej, możliwość uwolnienia niespotykanej wcześniej ilości energii oraz jej wykorzystania w celach militarnych, miało na nowo ukształtować geopolityczne oblicze ziemi. Kraje, które opanowały fuzję jądrową, miały przejąć kontrolę nad światem.

Narodziny ery nuklearnej odbiły się echem na całym świecie

Na początku stycznia 1939 r. świat naukowy dowiedział się o nadejściu ery nuklearnej. Ale, co z politykami, ustawodawcami, mediami i całą opinią publiczną? Czy oni zdawali sobie sprawę z dramatycznych skutków, jakie niesie ze sobą dla świata umiejętność rozszczepienia atomu? Oczywiście, że tak. Nic nie ilustruje tego lepiej, niż szczegółowy artykuł na ten temat opublikowany 30 stycznia 1939 r. w „New York Times”. Już wtedy, w niespełna 4 tygodnie po opublikowaniu wyników badań w czasopiśmie naukowym, wyniki eksperymentów zespołu Hahna zostały potwierdzone przez Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku oraz inne instytuty naukowe. „New York Times” – którego raczej nikt nie podejrzewał o nadmierną skłonność do sensacji – opisywał odkrycie jako „kształtowanie się nowej epoki”. Doniesienie nie pozostawia wątpliwości co do potencjalnego militarnego znaczenia odkrycia: „Rozszczepienie atomu uranu na dwie części, z których każda stanowi gigantyczną atomową kulę armatnią o przerażającej energii 100 milionów elektronowoltów [to] największy jak dotąd przypadek uwolnienia energii atomowej przez człowieka na ziemi”. Szczegółowy opis procesu powstawania dwóch neutronowych „kul armatnich” z każdego rozszczepionego atomu uranu natychmiast nawet przeciętnemu czytelnikowi „New York Times” przywodził na myśl mechanizm reakcji łańcuchowej. Artykuł prawidłowo opisywał najważniejsze kroki, jakie wykonali Otto Hahn i Lise Meitner z Instytutu Cesarza Wilhelma w Berlinie. W artykule nie pojawiła się jednak informacja o tym, że badania w tym prywatnym instytucie były w dużej mierze finansowane przez kartel IG Farben, ten sam kartel korporacji, który finansował dojście do władzy nazistów i w sposób czynny przygotowywał koalicję kartelowo-nazistowską do zbrojnego podboju świata. Ale w walce o panowanie nad światem kartel IG Farben nie inwestował jedynie w rozwój najważniejszych technologii zbrojeniowych.  

Strategiczne przygotowania wojskowe i polityczne kartelu do panowania nad światem

W roku 1918 pierwsza próba zdobycia władzy nad światem podjęta przez kartel, jaką była I wojna światowa, zakończyła się klęską, a cesarz Wilhelm II, jego zbrojna marionetka, został zmuszony do abdykacji. Klęska ta nie dotknęła jednak koncernów wspierających I wojnę światową, a mianowicie firm BAYER, BASF i HOECHST, których oferta – materiały wybuchowe i gaz trujący – były podstawą tej niszczycielskiej wojny. Po 1925 roku te siły korporacyjne działałały pod nazwą IG Farben, koncentrując swoją uwagę na kolejnej próbie podboju świata. Kartel przekształcił prywatną uczelnię wyższą – która, o dziwo, przyjęła imię zmuszonego do abdykacji cesarza Wilhelma – w ośrodek kształcenia własnej kadry, mającej uczestniczyć w przyszłych próbach podboju świata. Koncern IG Farben finansował nie tylko badania Otto Hahna w tym instytucie, ale także tworzenie elity uczonych w prawie technokratów na Wydziale Prawa Międzynarodowego i Korporacyjnego. Pod tą przykrywką kartel finansował strategiczny rozwój ram prawnych, potrzebny do panowania i sprawowania kontroli nad podbitym światem. Jednym z tych technokratów był Walter Hallstein, który przeszedł specjalne kształcenie w instytucie w latach 1927-1929.

Przemówienie mobilizacyjne Hallsteina: przyszła Europa pod panowaniem nazistów i kartelu IG Farben

23 stycznia 1939 r. Hallstein, wówczas dziekan Wydziału Prawa i Gospodarki na Uniwersytecie w Rostoku wygłosił propagandowe przemówienie ma temat prawnego przekształcenia Europy. Wygłoszona mowa, którą można by najlepiej określić mianem „Przemówienia mobilizacyjnego”, stanowiła element mobilizacji wojennej nazistowskiego reżimu i jego korporacyjnych popleczników, kartelu naftowo-farmaceutycznego IG Farben. Czas wygłoszenia przemówienia miał bardzo duże znaczenie. Zaledwie dziesięć miesięcy wcześniej, 12 marca 1938 r. naziści zaanektowali Austrię. 10 października 1938 r. – zaledwie trzy miesiące przed przemówieniem Hallsteina – zajęli też Czechy i Morawy, tworząc Kraj Sudecki (niem. Sudetenland), strasząc wojną w przypadku, gdyby ich roszczenie nie zostało spełnione. Na międzynarodowej konferencji w Monachium, odbywającej się 29-30 września 1938 r., Hitler zapewniał społeczność międzynarodową, że po zajęciu przez niego Czech, jego roszczenia terytorialne będą spełnione. Nic bardziej błędnego. Co najważniejsze, początek ery nuklearnej i widoczny monopol na tę technologię zachęciły nazistów do przyspieszenia realizacji planu podboju świata. Wygłoszone przez Hallsteina przemówienie mobilizacyjne nie pozostawia wątpliwości, że znał i w pełni popierał plany podboju Europy, a następnie całego świata, który miał znaleźć się pod całkowitym politycznym, ekonomicznym i prawnym panowaniem koalicji nazistów i kartelu IG Farben. W swym przemówieniu Hallstein opisuje zwłaszcza plany podboju Europy przez Wehrmacht oraz jej podporządkowanie jako „wydarzenie gospodarcze, które będzie miało po prostu niewyobrażalne konsekwencje”. Przemówienie to w oczywisty sposób ukazywało dylemat, przed jakim naziści stanęli w styczniu 1939 roku, zaledwie na siedem miesięcy przed wybuchem II wojny światowej. Chociaż Hallstein, wraz z innymi nazistowskimi propagandystami musiał przygotować i zachęcić niemiecką elitę do wojny światowej w pełnym tego słowa znaczeniu, nie mógł jeszcze otwarcie mówić o wojennych planach.

Wyobraź sobie, że uczestniczysz w tej strasznej scenie, jaka wydarzyła się ponad 80 lat temu. Mroźna zimowa noc w styczniu 1939 r., mróz ścisnął portowe miasto Rostok, leżące nad brzegiem Morza Bałtyckiego. Śnieg i lód pokrywają drogi, a noc wypełnia niebo. Nagle cisza zostaje przerwana. Wydaje się, że główne drogi prowadzące do śródmieścia Rostoku zaczynają się poruszać, kostka brukowa zaczyna bębnić od stukotu podbitych gwoźdźmi wojskowych butów, brązowych koszul i oficjeli nazistowskiego państwa. Wmieszali się w tłum miejscowych polityków, profesorów uniwersyteckich oraz studentów, bez wyjątku ubranych w oficjalnych strój, co podkreślało wagę wydarzenia. Nazistowska elita zmierza w stronę jednego z największych miejsc zebrań w mieście, do piwnicy pod halą zebrań browaru Mahn und Ohlerich. Najważniejszym mówcą tego wieczoru jest trzydziestoośmioletni profesor prawa z uniwersytetu w Rostoku – Walter Hallstein. Jego przemówienie, które będziesz mógł przeczytać na następnych stronach, na zawsze zmieni Twój sposób patrzenia na Brukselską Unię Europejską. O tym, że wystąpienie Hallsteina nie było jedynie wykładem uniwersyteckim, lecz oficjalnym wydarzeniem zorganizowanym przez nazistowskie władze, świadczy chociażby obecność nazistowskiego ministra stanu, doktora Scharfa – przedstawiciela Hitlera we władzach Meklemburgii, której stolicą był Rostok – a także całej elity nazistowskich władz tego landu.

Facsimile oryginalnego artykułu prasowego opisującego przemówienie Hallsteina, zatytułowanego „Wielkie Niemcy jako podmiot prawny”. Ten naoczny przekaz z nazistowskiego spotkania propagandowego ukazał się nazajutrz, 24 stycznia 1939 r. na łamach „Niederdeutscher Beobachter” (Obserwatora Dolnoniemieckiego). 

Powyższy artykuł, który ukazał się nazajutrz, 24 stycznia 1939 r. w oficjalnej nazistowskiej gazecie „Niederdeutscher Beobachter” (Obserwator Dolnoniemiecki), świadczy o tym, że wykład Hallsteina miał miejsce i że towarzyszyła temu obecność oficjalnych przedstawicieli władz nazistowskich. Tłumaczenie tego artykułu znajduje się na następnej stronie. Objaśnienia w nawiasach kwadratowych i podkreślenia zostały dodane.

Hallstein i nazistowska nowomowa

W całym rozdziale będziemy stosować termin koalicja kartelowonazistowska na opisanie przerażającego mariażu, jaki został zawarty między kartelem naftowo-farmaceutycznym IG Farben i ich nazistowskimi poplecznikami, którzy – wspólnie – postanowili podbić i podporządkować sobie cały świat. Określeń „koalicja”, a także „mariaż” używano również podczas posiedzeń Norymberskiego Trybunału do spraw Osądzenia Zbrodni Wojennych dla opisania stosunków między kartelem naftowo-farmaceutycznym a nazistami w trakcie przygotowań do rozpoczęcia II wojny światowej.
Przemówienie mobilizacyjne wygłoszone przez Waltera Hallsteina 23 stycznia 1939 r. było jednym z elementów większej kampanii mobilizacyjnej na rzecz rozpoczęcia II wojny światowej, zorganizowanej przez koalicję kartelowo-nazistowską. Aby ukryć agresywne plany wojenne – a także, aby zachować element zaskoczenia – koalicja kartelowo nazistowska doprowadziła do perfekcji strategię kamuflażu. Walter Hallstein był jednym z mistrzów kamuflażu podczas kampanii propagandowej kartelu i nazistów mającej doprowadzić do wybuchu II wojny światowej. Teraz, gdy to wszystko ujrzało światło dzienne, przemówienie Hallsteina stanie się klasycznym przykładem tego, w jaki sposób propagandyści kartelowo-nazistowscy zwodzili cały świat co do własnych intencji. Wygłoszone przez Hallsteina przemówienie mobilizacyjne stanie się przedmiotem studiów dla wielu pokoleń studentów historii, polityki, prawa, a także innych dyscyplin naukowych. Opublikowanie przez nas tego przemówienia służy nie tylko temu, aby wydobyć na światło dzienne interesy, jakim służył Hallstein jako główny twórca Brukselskiej Unii Europejskiej, ale posłuży także przyszłym pokoleniom jako ostrzeżenie, aby pozostać czujnym wobec działań własnych przedstawicieli politycznych, i aby nie paść ofiarą ichzwodniczej mowy. W ramach tej zakamuflowanej mobilizacji do II wojny światowej Hallstein i inni propagandyści koalicji kartelowo-nazistowskiej systematycznie zmieniali znaczenie niektórych słów.  

Poniżej znajduje się kilka przykładów terminologii propagandy kartelowo-nazistowskiej, jaką posługiwał się Hallstein, mistrz kamuflażu w całym swoim przemówieniu.• Wielkie Niemcy (niem. Großdeutschland) – określenie, za którym kryje się wizja Europy pod kontrolą koalicji kartelowo-nazistowskiej. Nawet w tytule przemówienia, „Wielkie Niemcy jako podmiot prawny”, Hallstein stara się wytworzyć mylne wrażenie, że opisuje po prostu zmiany prawne na terytorium Niemiec. Określeniem „Wielkie Niemcy” posługiwała się koalicja kartelowo-nazistowska na opisanie całej Europy, a następnie całego świata, pod własną kontrolą.• Marchia Wschodnia (niem. Ostmark) to stosowana przez koalicję kartelowo-nazistowską nazwa okupowanej Austrii. Hallstein stosuje na określenie okupowanej Austrii wymyśloną przez koalicję kartelowo-nazistowską nazwę Marchia Wschodnia, chcąc wywołać wrażenie, że okupacja narodu austriackiego przez nazistów była jedynie naturalnym rozszerzeniem Rzeszy Niemieckiej na wschód.• Anschluss (dołączenie) to nazistowski termin, określający podporządkowanie sobie innego państwa dowolnymi metodami. Na określenie aneksji Austrii i terytorium Czech i Moraw (nazywanego odtąd przez nazistów Krajem Sudeckim) koalicja kartelowo-nazistowska wymyśliła termin „Anschluss”, oznaczający tyle co włączenie, co miało sugerować, że aneksja tych terytoriów jest jedynie zabiegiem administracyjnym. Hallstein w swoim przemówieniu obficie czerpał z opracowanej przez koalicję kartelowo-nazistowską nowomowy, rozmyślnie ukrywając realizowany przez nią plan militarnego podboju i aneksji całej Europy, a następnie reszty świata.• Obrońcy prawa (niem. Rechtswahrer), to stosowane przez koalicję kartelowo-nazistowską określenie „grupy uderzeniowej prawników”, zaangażowanej w budowę totalitarnego świata pod jej kontrolą. W roku 1936 – trzy lata po przejęciu władzy w Niemczech – uchwalono rasistowskie Ustawy Norymberskie. W tym samym roku Hallstein objął funkcję dziekana Wydziału Prawa i Gospodarki na Uniwersytecie w Rostoku.
Rok 1936 to również rok, w którym koalicja kartelowo-nazistowska rozpoczęła czteroletni plan przygotowań do II wojny światowej i zbrojnego podboju świata. Niemieccy prawnicy byli ważnym ogniwem tych przygotowań. Związek Narodowosocjalistycznych Prawników Niemieckich, BNSDJ (niem. Bund Nationalsozialistischer Deutscher Juristen) przekształcił się w Narodowosocjalistyczny Związek Obrońców Prawa, NSRB (niem. Rechtswahrer Bund) – państwową organizację „obrońców prawa”. Decyzja, aby zorganizować palestrę w nazistowskich Niemczech w związek „obrońców prawa”, dobrze oddaje wagę, jaką koalicja nazistów i kartelu IG Farben przywiązywała do tego zawodu. Ta „prawna grupa uderzeniowa” była kluczowym elementem umocnienia dyktatury w Niemczech, a później jej rozszerzenia na resztę Europy. Poprzez zgrupowanie wszystkich prawników pod nazwą obrońców kartelowo-nazistowskiego prawa, naziści stworzyli jeden z najbardziej zadziwiających przykładów ich zwodniczej propagandy. Owi „obrońcy (kartelowo-nazistowskiego) prawa” nie mieli oczywiście chronić praw demokratycznych. Wręcz przeciwnie, mieli je systematycznie zwalczać. Owi „obrońcy (kartelowo-nazistowskiego) prawa” byli fanatycznymi budowniczymi świata pod panowaniem koalicji nazistów i kartelu IG Farben. Jedynymi prawami, jakie poprzysięgli „chronić”, były prawa dyktatury, umacniające władzę koalicji kartelowo-nazistowskiej nad światem w ramach „TysiącletniejRzeszy”. A Walter Hallstein był członkiem osławionej organizacji „obrońców praw” nazistów i kartelu.

Powyższe przykłady to tylko niewielki wycinek z długiej listy zwodniczych terminów, jakimi posługiwał się Hallstein, a także inni propagandyści koalicji kartelowo-nazistowskiej w ramach zadania opanowania Europy i całego świata.(…)Stosowana przez koalicję kartelowo-nazistowską technika propagandowa polegająca na przeinaczaniu faktów i użyciu kłamliwego języka w celach agitacyjnych, której doskonałym przykładem jest przemówienie mobilizacyjne Hallsteina – zostanie 15 lat później nazwane przez Georges Orwella w powieści „Rok 1984” nowomową.
(…)
Naziści odeszli dawno temu, a Hallstein umarł, ale ten sam kartel naftowo-farmaceutyczny, który odpowiada za dwie wojny światowe w XX w., w XXI w. wciąż znajduje nowych wspólników. Te polityczne marionetki – przede wszystkim z opanowanych przez kartel imperiów eksportowych Niemiec i Francji – są nastawione na to, aby poświęcić ludzi na naszej planecie dla organizowanej przez kartel trzeciej próby podboju świata.

Większość przedstawianych dokumentów może zdobyć każdy, kto jest zainteresowany poznaniem prawdy o korzeniach Brukselskiej Unii Europejskiej oraz o roli, jaką odegrali jej samozwańczy „ojcowie-założyciele”. To, że przemówienie mobilizacyjne Hallsteina nie było znane, aż do czasu opublikowania niniejszej książki, jest po prostu niewybaczalne. To podstawowe zaniedbanie mówi Tobie, drogi czytelniku, o tym, że albo Twoi przywódcy polityczni nie zatroszczyli się o zasięgnięcie informacji na temat tego, kim był Hallstein, i na temat mrocznych korzeni Brukselskiej Unii Europejskiej związanych z nazistami i kartelem IG Farben, albo – jeżeli je znali – nie odważyli się poinformować Cię o tych faktach. Po ukazaniu się tej książki przywódcy polityczni Europy nie mogą już dłużej zasłaniać się niewiedzą. Teraz wszystko będzie zależało od Ciebie, czytelniku, od tego, czy skonfrontujesz swoich politycznych przedstawicieli – czy to mniejszej, czy większej rangi – z faktami historycznymi. Musimy uczyć się na błędach przeszłości, zapobiegać powtórkom z historii i pomóc w budowaniu demokratycznej Europy. (…)



„Przyjdzie czas, kiedy znów zatriumfujemy, staniemy ponad wszystkim, czyści i bez skazy”
– Joseph Goebbels w filmie „Upadek„.

19/01/2021

ŹRÓDŁO :

https://wezwaniedoprawdy.pl.tl/Nazizm-a-UE.htm

Antropolog Janusz Piontek wbija kolejne gwoździe do trumny z napisem „teoria allochtoniczna”!!!

Profesor Piontek podkreślił w poniższym opracowaniu z 2020 roku które ma tylko 11 stron w pdf, pt. „Etnogeneza Słowian jako obszar badań interdyscyplinarnych – punkt widzenia antropologii fizycznej” że antropologia nie jest dodatkiem do badań humanistycznych takich jak historia, ani nie jest dodatkiem do archeologii, jest odzielną dyscypliną i trzeba ją traktować poważnie.

Można śmiało powiedzieć że Piontek wyśmiał w bardzo kulturalny sposób zasadnicze dogmaty teorii allochtonicznej takie jak :

  • system kulturowy wczesnych Słowian cechowało ubóstwo względem populacji późnej starożytności nazywanej „plemionami germańskimi”
  • istnienie pustek osadniczych w dorzeczu Odry i Wisły w okresie między późną starożytnością a wczesnym średniowieczem
  • dogmat że w okresie późnej starożytności istniały kultury polietniczne (kultura wielbarska) a we wczesnym średniowieczu monoetniczne (kultura prapolska – Słowianie)
  • dogmat o nieciągłości osadniczej, kulturowej, językowej i etnicznej.

Piontek napisał o badaniach antropologów polskich w XX wieku, już profesor Jan Czekanowski pisał w latach 60-tych że wyniki jego badań pokazują ciągłość zaludnienia od czasów neolitu aż do teraźniejszości, następnie badania antropologów z lat 70-tych i 80-tych XX wieku potwierdziły ciągłość ludnościową od kultury trzcinieckiej poprzez kulturę łużycką aż do wczesnego średniowiecza i prasłowiański charakter kultury trzcinieckiej i łużyckiej, a neolityczna ludność kultury trzcinieckiej mogła być zbiorem wyjściowym dla Prasłowiańszczyzny.

Badano też antropologicznie ludność kultury wielbarskiej…i te badania nie wykazały śladów biologicznego substratu germańskiego, mało tego…nie znaleziono antropologicznych śladów pobytu Gotów na ziemiach polskich ani w tzw. grupie masłomęckiej kultury wielbarskiej.

Najważniejsze wnioski z tego opracowania Janusza Piontka :

1) Pod względem budowy czaszki populacje kultury przeworskiej, wielbarskiej i czerniachowskiej były do siebie bardzo podobne.

2) Populacje kultury przeworskiej, wielbarskiej i czerniachowskiej nie różnią się od populacji późniejszych Słowian Zachodnich i Wschodnich i wykazują największe podobieństwo biologiczne do średniowiecznych populacji Słowian, natomiast ich podobieństwo do populacji germańskich było niewielkie.

3) Podobieństwo biologiczne populacji zamieszkujących dorzecze Odry i Wisły od epoki brązu do średniowiecza jest bardzo wysokie.

Te wyniki badań mimo powiększania się bazy źródłowej od wielu lat nie uległy zmianie, i najważniejsze :

4) NIE MOŻNA TWIERDZIĆ OPISUJĄC I TŁUMACZĄC PROCESY ZMIAN KULTUROWYCH U SCHYŁKU STAROŻYTNOŚCI I W POCZĄTKACH WCZESNEGO ŚREDNIOWIECZA W OPARCIU O MATERIAŁY ARCHEOLOGICZNE I NIELICZNE ŹRÓDŁA PISANE ŻE TERYTORIUM DORZECZA ODRY I WISŁY BYŁO OPUSTOSZAŁE PO EMIGRACJI Z NIEGO PLEMION GERMAŃSKICH I ZOSTAŁO PONOWNIE ZASIEDLONE PRZEZ POPULACJE SŁOWIAN W V-VI WIEKU!!!

Kamil Vandal

09/01/2021

Zapraszam do przeczytania całości :

Źródło – https://www.academia.edu/44786940/Etnogeneza_S%C5%82owian_jako_obszar_bada%C5%84_interdysciplinarnych_Punkt_widzenia_antropologii_fizycznej