Wendland czyli pirackie Pomorze w XI-XII wieku

Ponad 2 miesiące nic nie dawałem na bloga, ale pani Justyna, którą serdecznie pozdrawiam, mieszkająca na stałe na Rugii w Niemczech napisała do mnie wczoraj mejla zaniepokojona, dlaczego nie ma żadnych tematów od dawna, i że ona chciałaby coś ciekawego poczytać w tematyce związanej z piratami morskimi, bo akurat zbliża się rocznica upadku Arkony 12 czerwca 1168…

Kobietom się nie odmawia, więc wrzucam prawie cały rozdział XVIII drugiej części mojej książki „Vandalowie i Wenedowie byli Przodkami Sławian Zachodnich”, nie ma tu chyba tylko opisu kątyny Świętowita, a w książce jest, bo skopiowałem to z moich notatek z brudnopisu, które się trochę różnią od oryginału, ale i tak wyszło prawie 60 000 znaków i około 30 stron w formacie A4, więc za dużo na post facebookowy ale na bloga pasuje idealnie.

Myślę, że nieźle to wyszło, sporo ciekawostek i cytatów z kronik opisujących naszych sławiańskich piratów morskich, o których do tej pory nie nakręcono żadnego fajnego filmu czy serialu!

WordPress pokazuje, że będzie tu 40 minut czytania, więc zapraszam do lektury 🙂

***************************************************************************

NA POCZĄTEK 10 CYTATÓW O WOLINIE, VINECIE i POMORZANACH 

1) Pisał o Wolinie w poł. IX wieku Geograf Bawarski:

„Wolinianie mają 70 grodów”

2) W 965 o Wolinianach Ibrahim ibn Jakub zanotował :

„Posiadają oni potężne miasto nad Oceanem, mające 12 bram. Ma ono przystań, do której używają przepołowionych pni. Wojują z Mieszkiem a ich siła bojowa jest wielka. Nie mają króla i nie dają się prowadzić 1 władcy, a sprawującymi władzę wśród nich są starsi”

3) Inny kronikarz arabski Ibn Said napisał :

„Powiadają, że należało ono do najpotężniejszego z królów Słowian. Opisywane jest jako wielkie. Jego port na morzu otaczającym stanowi cel, w którym zbiegają się liczne okręty. Jest najpiękniejszy z portów owych stron”

4) Ciągnące się 3 km wzdłuż Dziwny miasto to było 6-8 tysięcy ludzi, na Vinecie czasami utożsamianej z Wolinem była jedyna latarnia morska na słowiańskim Bałtyku.

W XI wieku pisał Adam z Bremy:

„W jej /Odry/ ujściu przesławne miasto Jumne… Jest oczywiście największe z miast, jakie są w Europie. Zamieszkują je Słowianie łącznie z innymi narodami Grekami i barbarzyńcami. Także sascy przybysze otrzymują prawo zamieszkiwania, byleby tylko przebywając tam nie występowali z oznakami swego chrześcijaństwa. Jest tam latarnia morska, którą mieszkańcy zwą ogniem greckim”

5) O rybołówstwie w XII wieku pisał Herbord:

„Jest tam niewiarygodna obfitość ryb tak z morza, jak z rzek, jezior i stawów, za denara zaś otrzymujesz wóz świeżych śledzi”

6) Herbord o Pomorzanach :

„Lud doświadczony w walkach na lądzie i morzu, przyzwyczajony żyć z rabunku i łupieży w przyrodzonej jakiejś dzikości zawsze nieposkromiony”

7) Ten sam autor dalej:

„Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów”

Wolin był ośrodkiem kultu Trzygłowa, stał tam jego złoty posag.
Sensacją archeologiczną stała się 4-twarzowa figurka Świętowita, którego głównym ośrodkiem kultowym była Arkona na wyspie Rugii, datowana na II poł. IX wieku.

8) Wielką czcią cieszyła się w Wolinie włócznia o zardzewiałym grocie. Wg „Żywotu z Prüfening” mieszkańcy wierzyli że :

„W niej znajduje się ich obrona i rękojmia zwycięstwa”

9) O uroczystościach w mieście pisał Ebo:

„Julin zwykł był na początku każdego lata obchodzić święto jakiegoś bożka przy tłumnym udziale ludzi i pląsach”

10) A Mnich z Prüfening dodaje :

„W całym mieście urządzano przedstawienia sceniczne, wszystko zmieszane z gwarem i hałasem…”

Badania cmentarzysk pozwoliły ocenić średnią wieku zmarłych Wolinian na 28 lat czyli żyli krótko i intensywnie.

ae2d3431a691dd94d5dcc20d6183a661

Każdy zna termin stworzony w XIX wieku czyli „wikingowie”, który odnosi się do skandynawskich piratów i handlarzy, niemalże bohaterów romantycznych i wyniesionych do poziomu popkulturowego. 
Wiking to nazwa nieznana przed XIX wiekiem, która oznaczała „piractwo”. 
Ludzie robili „wiking”, nie mogli być „wikingami” kiedyś w swoich czasach ale są Wikingami dziś dla historyków czyli piratami morskimi.
Językowe niuanse dotyczące współczesnego używania słowa „Wiking” odłóżmy na bok, faktem jest, że grupa historyczna znana jako „Wikingowie” nie była jednorodnym narodem. 
Pierwotne znaczenie słowa Wiking/Viking nie miało narodowości. 
Inskrypcje runiczne sugerują, że Viking był człowiekiem, który opuścił swoją ojczyznę, szukając przygód i zysku za granicą, z sugestią, że planuje wrócić do domu ze swoją nowo zdobytą fortuną i sławą.

Słowo to istniało zarówno w formie rzeczownika (víkingr – człowiek podróżujący w poszukiwaniu przygody), jak i w formie czasownika (viking – uczestnictwo w jednej z tych przygód), nawet jego pochodzenie jest dyskutowane.
W staronordyckim języku víkingr oznacza człowieka z vík, gdzie vík może mieć znaczenie zatoki, lub konkretnej zatoki zwanej Víkin na południu Norwegii.
Być może nazwa została tutaj zastosowana, ale zanim Sagi Islandczyków zaczęły powstawać po końcu epoki Wikingów, słowo víkingr wciąż miało sens taki jak „najeźdźca”, lub poszukiwacz przygód, który podróżował po morzach i oceanach szukając sławy i fortuny.

statek 2

Kultura pomorska została zbudowana na starszych kulturach, tak starożytnych, jak kultura ceramiki sznurowej czy późniejsza kultura łużycka, a także na wielu młodszych kulturach lokalnych wywodzących się głównie z kultury wielbarskiej.
Jednak plemienna świadomość Wendów została zbudowana na brzegach Morza Bałtyckiego, aż czasem wielkie wody stały się bardziej naturalnym środowiskiem dla nich niż rozległe ziemie, które kontrolowali. 
Morze było dla Wendów nie tylko źródłem żywności i zasobów, ale przede wszystkim drogą do bogactwa i siły militarnej.
W powszechnej świadomości okres średniowiecza w kontekście tematów „morskich” czyli piractwa, łupieżczych wypraw jakie miały wtedy miejsce na Morzu Bałtyckim, Morzu Północnym, kojarzy się prawie wyłącznie z Vikingami pochodzącymi ze Skandynawii czyli Germanami w rozumieniu Teutonami. 
To bardzo zafałszowany obraz rozpowszechniany metodą tzw.”hollywoodzką”.
Tymczasem przez jakieś 250 lat (950-1200 r) lub więcej (skąpe dane o czasach przed X wiekiem) na wodach tych dominowali Sławianie. 
Winę za ten fałszywy obraz ponosi strona nasza czyli sławiańska (polska) nie dbająca o propagowanie tej wiedzy na zachodzie. 
Trwające wciąż prace archeologów i historyków przedstawiają zgoła inny obraz tego czasu jaki miał miejsce w rejonie mórz Bałtyckiego i Północnego a nawet północnego Atlantyku od wybrzeży Norwegii aż do Islandii i być może Grenlandii (prawdopodobnie potwierdzające to odkrycia to tylko kwestia czasu). 
Poczynając od końca X wieku dominującą rolę na tych morzach przejmowali Sławianie Zachodni skutecznie eliminując element germański.
Sławianie jako lud byli znacznie liczniejsi od Skandynawów i większą liczbą dokonywali wypraw. 
Wszystkie wybrzeża bałtyckie i wyspy były regularnie napadane przez Wagrów (jedno z plemion Obodrzyców), Ranów i Pomorzan co doprowadziło do poważnego wyludnienia tych ziem. 
Jednak w mniejszym stopniu od Skandynawów zasiedlali oni zdobyte tereny. 
Średniowieczne piractwo na Bałtyku zawsze kojarzono z erą Vikingów. 
Sam fakt, że Sławianie nieźle poczynali sobie w tym rzemiośle jest mało znany.

Dla Pomorzan, piraci skandynawscy z którymi mieli dość dobre stosunki byli Skandami (ludzie ze Scandia), lub po prostu Niemcami, nazwy które teraz odnoszą się do Niemców, i z grubsza tłumaczy się jako „mutes”, ale w przeszłości można go było wykorzystać do ludzie z pewnego rodzaju opóźnieniem – od niemocy – z „brakiem”, czyli np. brakiem siły fizycznej i witalności, lub brakiem wspólnej mowy a który we współczesnym języku czeskim oznacza po prostu „chorobę”. 
Napewno Niemcy były ogólnie zbiorową nazwą dla wszystkich ludzi, którzy nie mówili językiem sławiańskim. 
Natomiast wszyscy, którzy mówili językiem sławiańskim i byli wzajemnie zrozumiałymi, byli Sławianami. 
Nie jest to wcale dziwne: języki sławiańskie zaczęły się oddzielać bardzo późno, dopiero w X wieku.
Pomorscy  piraci są zwykle określani jako Chąśnicy, co może być etymologicznie tłumaczone jako napad (chąsa) czy „morski atak”, a przez niektórych historyków jako Wiciędze, która jest rzadką nazwą, pochodzi od słowa Witeź ( rycerz), używanego dla bohaterów.
W źródłach zagranicznych Pomorzanie i Sławianie Połabscy określani są jako Wendy, Pomorze nazywa się Vendland (czasem używane też dla Polski), albo Slavia.

CHĄŚNICY

Piraci pogańscy których „domem i miłością” było Morze Bałtyckie.
Natura sławiańska to hardość ducha i wrodzona waleczność
Każdy był krzepkiej postury i dysponował dużą siłą fizyczną.
Używali toporów bojowych, mieczy, oszczepów, tarczy i łuków.
Rzadko ubierali się w kolczugi, częściej w kaftany z nabijanymi ćwiekami.
Okręty były zaliczane do łodzi długich tzw. Langskipów.
Napęd stanowil żagiel i 10-14 par wioseł.
Załoga to 24-30 ludzi i czasem 2-4 konie.
Okręty sławiańskie były mniejsze od skandynawskich, ale szybsze i zwrotniejsze.
Często robiono rekonesans przed ważną wyprawą, tak było np na Konungaheli gdzie wcześniej szpiedzy Racibora w przebraniu kupców zrobili rozeznanie portu i miasta.
Nalotów często dokonywano nocą z zaskoczenia.
Pirackie rajdy cechowała duża szybkość i sprawność.
Brano niewolników, kosztowności, broń, czasem bydło.

KALENDARIUM WAŻNYCH WYDARZEŃ :

950-1121 – niezależność chąśników wolińskich
952 – bitwa z Dunczykami koło Rugii
975 – inwazja na Danie, układ z dunskim królem Haraldem Sinozębnym
986 – bitwa pod Hedeby z Olafem Trygvasonem i bitwa na wodach Hiorung
994 – wyprawa z Danami na Anglie, walki z królem norweskim Olafem Trygvasonem u wybrzeży Norwegii.
1000 – bitwa pod Svold na Oresundzie dunskiego Swena Widlobrodego i szwedzkiego Olafa Skoltkonunga z norweskim Olafem Trygvasonem – chąśnicy walczyli po stronie szwedzko-duńskiej.
1002 – bitwa pod Odense
1006 – kolejna wyprawa wraz z Danami na Anglię
1042 – najazd na Danie
1043 – bitwa na pustkowiu Lyrskog z królem duńskim Swenem Estrydsenem
1044 – bitwa pod Helganen z Duńczykami
1045 – chąśnicy palą duński port Aarhus
1062 – bitwa pod Nisaa, chąśnicy po stronie Estrydsena przeciw Haraldowi Hardrade
1068 – bitwa pod Frysem, chąśnicy z Danami przeciw Norwegom
1069 – wspieraja króla norweskiego Haralda Hardrade w wyprawie na Anglię, bitwa pod Stamford Bridge (Londyn)
1072 – chąśnicy palą starą Uppsalę
1096 – napad na duński Aarhus
1108 – napad na ważny port szwedzki Birke
1109 – oblegają i zajmują Ujście
1135 – chąśnicy łupią i palą Roskilde – stolicę Danii
1136 – spalenie i złupienie do szczętu norweskiej Konungaheli
1138 – rajd na Hedeby
26.VI.1147 – obodrzyccy chąśnicy łupią Lubekę, wycinają krzyżowców pod Dębinem
jesień 1170 – najazd na Danię (6 grudnia bitwa u brzegów Falster)
1178-1180 – rajdy łupieżcze w Meklemburgii i na Łużycach
1184 – klęska i utrata floty pomorskiej pod Zingst
1185 – hołd lenny ks. Bogusława I kończy epokę chąśników

Głównymi pirackimi gniazdami byly: Wolin, Barda, Dobin, Wołogoszcz (Wolgast), Uznam, Lubusz, Choukówo, Szczecin, Jarosławiec, Jomsborg czy Starogard Wagryjski.

Pozatym wyspy – Rugia, Webrza (obodrzyccy Wagrowie), Borholm i płd. Skania.

vendland róz

WINETA / WOLIN / JOMSBORG

Wineta – legendarna wyspa była centrum handlu, w którym można było znaleźć ludzi z aż do Arabii lub Grecji. Jej bogactwo i egzotyczny, wieloetniczny charakter sprawiły, że Wolin został skojarzony z legendarną wyspą Wineta.
Związany był także z Jomsborgiem, kolejną legendarną bazą tzw. Jomsvikingów.
Prawdopodobnie o Jomsborgu pisał Adam z Bremy, kiedy opisywał osadę Jumne.
Część źródeł, takich jak: Fagrskinna, Knytlinga saga i Saxo Gramatyk, wskazują na króla Danii Haralda Sinozębego, z namiestnictwa którego Jomswikingami dowodził Szwed Styrbjörn, z kolei Jómsvikinga saga, Saga o Olafie Tryggvasonie i Eyrbyggja saga sugerują jarla Palnatokiego.

WINETA 1

Ponieważ teksty te powstały w drugiej połowie XIII wieku i zawierają wiele podobieństw do Jómsvikingasagi, przyjmuje się, że była ona źródłem informacji dla ich autorów. 
Natomiast rozbieżności dotyczące założyciela Jomsborga mogą wynikać z tego, iż opierano się na jednej z młodszych wersji Jómsvikingasagi, która swoje źródło mogła mieć w jednym z wcześniejszych, dziś zaginionych tekstów. 
Z kolei Fagrskinna czy Knytlinga saga wzorują się na najstarszej, niezachowanej do dziś wersji Jómsvikingasagi, która wskazywała Haralda Sinozębego jako założyciela Jomsborga.
Wszystkie źródła mówią natomiast o bardzo podobnym motywie założenia osady, którym miały być zbrojne starcia i najazdy wymierzone w Sławian. 
Wyprawy te doprowadziły do opanowania Vendlandu i w konsekwencji do powstania grodu, który początkowo funkcjonować miał jako wojskowy obóz. 
Według sag Jomsborg stał się z czasem rozległym miastem z fortecą i dużym portem, przy którym znajdowała się kamienna wieża z katapultami. 
Najstarsze zapiski mówią, że port mógł pomieścić trzy statki, ale w późniejszych tekstach jest wzmianka o 360 okrętach.

Osadę zamieszkiwała zbrojna grupa wojowników zwana Jomswikingami, która miała za zadanie strzec duńskiego panowania nad okolicznym terytoriami. 
O jej kształcie i działaniach decydował zarządzający grodem jarl. 
Z czasem Jomswikingowie zaczęli podbijać także sąsiednie ziemie oraz najeżdżać wybrzeża Danii i Norwegii.
Ostateczny kres ich działalności położył w XI wieku Magnus Dobry, który najechał i zniszczył Jomsborg, z osadą łączy się także postać norweskiego króla Olafa Tryggvasona, który miał tam spędzić 3 lata. 

Już w X wieku Jomsborg uznał zwierzchność Mieszka I który opanował Wolin w 967 roku a potem też Bolesława Chrobrego a polski książe / król wyznaczał kolejnych poszczególnych jarlów / dowódców Jomsborga.
Natomiast u ujścia Odry, na Ranie (Rugii) i w innych okolicach południowego pobrzeża bałtyckiego, aż po Wagrię zaginął wszelki ślad po bytności wikińskiej. 
Prymat w całości przejęli Sławianie, pod koniec XI wieku już nie Vikingowie pustoszą Europe kontynentalną, lecz piraci sławiańscy napadają na wybrzeża duńskie, szwedzkie i norweskie, bałtyckie Wendy brały też prawdopodobnie udział w wyprawach Knuta Wielkiego na Anglię.
Statki Sławian przeprawiają się przez Bałtyk aż do dalekiej Birki, którą doszczętnie niszczą, dalej do Gotlandii, czy też okolic dzisiejszego Sztokholmu.

A FURRORE SCLAVORUM LIBERA NOS DOMINE – „od furii Sławian uwolnij nas Panie!” – tak modlili się mieszkańcy wybrzeży duńskich i skandynawskich, a dlaczego to o tym niżej

Pomijając legendarne walki Wizymira, który miał odebrać Danii m.in. Rugię i Skanię, główne działania chąśników przypadają na XII wiek, pomorscy piraci używali niemożliwych do pomylenia czarnych żagli. 
Na dziobie umieścili czaszki zwierząt lub ich wrogów, albo od czasu do czasu wyrzeźbili jakiegoś potwora w drewnie. 
Byli ubrani w dzikie drapieżniki, przeważnie wilki, rzadziej dziki i niedźwiedzie, a przed atakiem wydali wyjące dźwięki. 
Przed walką ochlapali swoje tarcze morską wodą i rytmicznie uderzyli bronią. 
Niektóre grupy intonowały pieśni bitewne, ale ci bardziej zorganizowani milczeli podczas walki, aby lepiej słyszeć rozkazy.
Pomorzanie i Ranowie byli z reguły ogoleni i podgalali też włosy do gołej skóry, co później robiła również polska szlachta, związku tu chyba nie ma ale powodowało to, że różnili się od praktycznie wszystkich swoich sąsiadów.
Zwyczaj podgalania głów był znany i praktykowany u wszystkich plemion lechickich czyli zachodniosławiańskich, chodząc w 1000 roku po Wolinie młode Sławianki szukające męża – wojownika wiedziały odrazu kto jest od Lechitów a kto jest na przykład ze Skandynawii, Ragnar z serialu Vikings z podgoloną łepetyną i ogoloną facjatą przypomina bardziej Rana czy Pomorzanina niż człowieka ze Skandynawii, to tak na marginesie.

Skandynawscy i sławiańscy piraci byli oczywistymi rywalami, jednak ich motywacje i cele były zupełnie inne, Skandynawowie potrzebowali nowych ziem i ludzi ze względu na problemy wewnętrzne. 
Brakowało im środków na utrzymanie ich niewielkiej, ale rosnącej populacji i cierpieli na problemy zdrowotne z powodu chowu wsobnego wywołanego przez trudny teren, który oddzielał nawet stosunkowo bliskie wioski i miasta. 
I odwrotnie, Pomorzanie mieli wszystko, czego potrzebowali do dostatniego życia; jedynymi motywami, którymi dzielili się z Norsemenami, była pasja do bogactwa i chwały. 
Mimo że bałtyckie Wendy nie miały ambicji kolonialnych, możemy powiedzieć, że to, czym są obecnie wyspy w południowej Danii, które znajdowały się pod ich kontrolą w tym czasie, miało status kolonii. Wiadomości te potwierdzają nazwy miejscowe z południowych wysp duńskich, niewątpliwie sławiańskie.
Wzdłuż południowych wybrzeży wysp duńskich powtarzają się nazwy takie, jak „Vindeby”, „Vindehalle”, Vindeltrp”, na wyspach Langeland, Aero, Tasinge, także Vindebyhalt na Zelandii.
Fakty te potwierdzają wyniki prac archeologicznych.
Na Falsterii przy rzeczce Fribrodre (Przybrodzie?) odkryto stocznię z końca XI w. w której dokonywano remontów łodzi bez użycia nitów żelaznych – drewnianymi kołkami, co uznaje się za charakterystyczne dla sławiańskiego szkutnictwa.

Prawdopodobnie największą różnicą pomiędzy piratami sławiańskimi i normańskimi jest fakt, że Sławianie kontynuowali to rzemiosło nawet po chrystianizacji; ich „złoty wiek” piractwa datowany jest na X-XII wiek, Skandynawowie przez cały wiek XII mieli stały kontakt południowym wybrzeżem Bałtyku, na ich penetrację kupiecką wskazują różne “importy” skandynawskie: ozdoby, narzędzia, broń. 
Dowodem obecności kupców – wojowników są również groby wikińskie.
Przybysze z drugiej strony Bałtyku bywali również współpracownikami Sławian w ich zbójeckich zajęciach. 
W późniejszych czasach, z których zdaje nam relację Sakso Gramatyk, Sławianie napadali na Danię tak często i intensywnie, że część mieszkańców wysp nawiązała z nimi współpracę i się im wysługiwała.
Szczególnie mieszkańców Laalandii i Falsterii podejrzewano wręcz o sprzyjanie słowiańskim piratom i o donoszenie im o ruchach duńskiej floty. 

I tak mieszkańcy Falstrii i Lolandii wykupywali się Sławianom dorocznym haraczem.
Wyprawę duńską na Sławian w roku 1158 organizowano w tajemnicy przez Laalandczykami i Falsterczykami: 

“Później Lalandczycy i Falstriaci dostali rozkaz przyłączenia się do floty, żeby wiedząc wcześniej nie powiadomili skrycie Słowian o sprawie”

Mieszkańcy Falsterii mieli też współpracować czynnie ze Sławianami, przetrzymując uprowadzonych przez nich jeńców, w duńskiej kronice czytamy : 

“Gdy Słowianie podążali powoli, Absalon zdziwiony opóźnieniem skierował się na Falstrię, skąd wysłał dwie łodzie z całej floty, żeby wybadały co wrogowie robią. Jednej z łodzi kazał powtórzyć Zelandczykom, drugiej zaś Falsterczykom, że, jak sądzę, jeśli u nich zdarzy się jeniec od wroga, reszta floty zaatakuje, żeby go uwolnić. Zelandczycy, którzy to usłyszeli, przywołali łódź i zapewniali, że dołożą starań, żeby nie było konieczności uwalniać niesprawiedliwie więzionych”

Swoich szpiegów miała również druga strona, dla biskupa Absalona pracował niejaki Nicolas Falstericus, donoszący o poczynaniach Sławian:

“Mikołaj Falsterski, ponieważ znał język narodu słowiańskiego, w celu wybadania wroga oddzielnie wysłany został do Jaromara”

Szpieg duński działał również na wyspie MØn, skąd miał donosić w zamian za srebro szpieg miał donosić o ruchach floty sławiańskiej:

“To mianowicie w tym miejscu umówione było płacenie 12 grzywien srebra rocznie. Ustalili więc, że jeśli więcej niż cztery pirackie okręty zaatakują Danię, powiadomi Absalona. Nie co innego skłoniło go do tego niż obietnica ocalenia, ponieważ przed układem z sobą zawartym wspierał piratów”

Był to więc przekupiony współpracownik piratów, używając współczesnego terminu – podwójny agent, po stronie duńskiej walczyli również uciekinierzy ze Slawii, jak na przykład, Przycław, syn Niklota, brat obodrzyckiego Przybysława.

flota

PRZYCZYNY PIRACTWA SŁAWIAN
Helmold włożył w usta księcia Przybysława słowa oskarżenia wobec Niemców, którzy zmusili Sławian do szukania szczęścia na morzu: 

„Wasi książęta bowiem z taką surowością nas łupią, że z powodu danin i najtwardszego poddaństwa nam lepsza jest śmierć niźli żywot. Oto tego roku my, mieszkańcy tego maleńkiego skrawka kraju, zapłaciliśmy księciu owe tysiąc grzywien, dalej hrabiemu tyleż set, a jeszcze nie wywiązaliśmy się ze wszystkiego, lecz uciska się nas codziennie i krzywdzi aż do całkowitego wyniszczenia”.

I dalej:

”W jakiż sposób znajdziemy czas na tę nową religię, by budować kościoły i przyjmować chrzest my, którym codziennie się zapowiada usunięcie z ziemi? Gdyby chociaż była okolica, do której moglibyśmy zbiec. Oto gdy przechodzimy Trawnę, czeka nas tam podobna klęska, gdy kierujemy się do rzeki Piany, spotyka ona nas również. Cóż więc pozostaje nam innego, jak opuścić ziemię,udać się na morze i zamieszkać w głębinach? Gdzie jest nasza wina, jeśli wypędzeni z ojczyzny siejemy niepokój na morzu i wymuszamy środki do życia od Duńczyków i kupców żeglujących po morzach? Czyż nie jest to wina książąt, którzy nas popychają do tego?”

W opinii Helmolda,przybywającego na probostwie w Wagrii i opisującego dzieje podboju i chrystianizacji tamtejszych ziem, Sławianin jest wręcz synonimem pirata, już we wstępie do swojej kroniki scharakteryzował pirackie zajęcia mieszkańców wybrzeża sławiańskiego: 

„To są plemiona Winulów rozsypane po krainach , ziemiach i wyspach morskich. Cały ten lud oddany jest bałwochwalstwu, przebywa stale w ruchu i podróży, uprawia piractwo godzące z jednej strony w Duńczyków, z drugiej – w Sasów. Dlatego już nie raz i na wszelkie sposoby wielcy cesarze i kapłani zadawali sobie trud , by owe buntownicze i niewierne szczepy przywieść w jakiś sposób do uznania imienia Bożego i łaski wiary świętej”

Pomorze na tamte czasy było bogate, na planszy wojownik bałtyckich Wendów i całe spektrum rodzajów broni której mógł potencjalnie używać.

wendy 1

Helmold wskazuje, że głównym obiektem ataków piratów była Dania:

“Albowiem Dania po większej części składa się z wysp otoczonych zewsząd morzem, przeto niełatwo ustrzec je przed najazdem piratów. Znajdują się tam bowiem przylądki bardzo odpowiednie na kryjówki dla Słowian, wyruszając z nich niepostrzeżenie napadają na nie spodziewających się z zasadzki. Słowianie bowiem są szczególnie mocni w nagłych i nieoczekiwanych najazdach. Dlatego to w ostatnim czasie ten zbójecki zwyczaj u nich do tego stopnia się zadomowił, że porzuciwszy niemal w całości pożytki, jakie daje uprawa roli, skierowali swe siły ku wyprawom morskim. Jedyną przeto pokładali nadzieję w okrętach i one stanowiły dla nich jedyne bogactwo”

Musimy pamiętać, że powyższe słowa Helmolda odnoszą się do późnego etapu podboju ziemi Obodrytów i Wagrów, uprawa roli na wciąż pustoszonych przez wojnę terenach nie miała sensu, oprócz tego Sławianie byli wypierani przez nowych osadników z zachodu w ramach niemieckiego Drang nach Osten. 

00

W tej sytuacji pozostało im tylko zdobywanie środków do życia na morzu, interesujące jest, że kapłani chrześcijańscy nie wahali się przyjmować u piratów gościny. Helmold przebywał u piratów – Cieszymira i Przybysława i pisał w swojej Kronice że nie ma ludu serdeczniejszego i bardziej gościnnego niż słowiański.

Po chrystianizacji Ranów mieszkańców Rugii nie nazywa się już piratami, choć trudno przypuszczać, że od razu pozbyli się starych przyzwyczajeń, trwało to napewno jedno lub dwa pokolenia zanim piractwo całkiem zarzucono.
Można sądzić, że dopóki Sławianie – Pomorzanie, Obodryci, Wieleci, znajdowali się „poza” ówczesna cywilizacją, a więc byli Poganami i nie podlegali chrześcijańskiemu księciu, każda ich działalność wojenna mogła być zwana „rabunkiem”, a oni sami „barbarzyńcami” czy „piratami”. 
Duńczycy mieli też swoich korsarzy, z usług których korzystali duńscy królowie. 
W roku 1164 duński król Waldemar pozostawił w zdobytej Wołogoszczy pirata Wethemanna, a dla piratów i rabusiów, rabujących swoich współplemieńców, również na Pomorzu nie znano litości. 
Na wolińskim Wzgórzu Wisielców odkryto grób interpretowany jako skazańca.
W grobie leżał mężczyzna bez głowy, która leżała obok, a między jego nogami odnaleziono ślady słupa. 
Wiemy, że obcięcie głowy i wystawienie jej na słupie koło uczęszczanego szlaku wodnego było w późnym średniowieczu sposobem karania piratów, widać więc że i wśród Sławian nie każdy pirat znajdował schronienie, a za wystąpienie przeciw miejscowemu prawu srogo karano.

e1865c2c2ceae1798ab00ae3c056920f

Bardzo opłacalne było uprowadzanie ludności, niewykluczone, że handel ludźmi mógł być jednym z fundamentów bogactwa Pomorza w X-XII wieku, ciężko jednak oszacować jego skalę. O handlu tym wspomina Gall Anonim:

„A ilekroć łupiąc Polskę przyprowadzali (Pomorzanie) ze sobą jeńców z działu Bolesławowego, to natychmiast wysyłali ich na sprzedaż na wyspy barbarzyńców, jeśli zaś cokolwiek , czy to łupy, czy ludzi, przez pomyłkę zagarnęli z działu Zbigniewowego, to bezzwłocznie i bez zapłaty mu to odsyłali”

Być może dlatego że brat Krzywoustego – Zbigniew był ze związku sławiańskiego Władysława Hermana i był „urodzony z Pomorzanki”

Pomorze było pośrednikiem przekazującym srebro ze szlaków bałtyckich do Wielkopolski i na Śląsk.
Wniosek z tego, że stąd pochodziła co najmniej część towaru – niewolników, jaki wymieniono na arabskie srebro, uprowadzaniem ludzi zajmowali się np. sławiańscy Obodrzyce. 

I tak w czasie wyprawy na Wagrię Niklot odszedł z łupem i jeńcami, a po jego śmierci proceder ten wcale nie zanikł, bo po zdobyciu Orle przez Niemców i Duńczyków: 

„Polecił książę, by ktokolwiek z Duńczyków znajdował się w grodzie jako jeniec odzyskał wolność. I wyszła ich olbrzymia liczba”

Podobne łupy uprowadził z Pomorza biskup Absalon, jak pisał Saxo : 

“Absalon jednak, pamiętając, że pomoc ta została przez niego przyniesiona wbrew rozkazowi króla, aby nie doświadczyć jego niechęci, postanowił łaskę , którą zraził sobie lekceważeniem,odzyskać za cenę łupów. Kazał więc pędzić przed sobą do obozu szeregi bydła i prowadzić jeńców i tym widokiem ułagodził nieco wzrok króla na swoje przybycie”

Po ostatecznym podboju Sławianie nadal napadali na Danię, ale tym razem na rozkaz saski:

„Książę [Henryk Lew] pełen oburzenia zwołał książąt słowiańskich i wezwał ich, by pomścili się na Duńczykach”. 

Następnie :

„Przybyło wojsko słowiańskie, zajęło całą ową ziemię, zburzyło kościoły, lud wzięło do niewoli, a każdego stawiającego opór zabijało mieczem”

Korzyści z jeńców były trzech rodzajów. Po pierwsze służyli jako siła robocza, o czym świadczy choćby wzmianka u Helmolda o rezultacie wyprawy krzyżowej z 1147 roku: 

„Z niewoli słowiańskiej zwolniono wszystkich starców i niezdatnych, zatrzymując pozostałych, których krzepki wiek czynił zdolnymi do pracy”

Po drugie można było jeńca sprzedać, wiemy, że niewolnikami handlowano na targu w Mechlinie – Meklemburgu: 

“Słyszałem od innych, że w Mechlinie naliczono w dzień targowy 700 jeńców duńskich przeznaczonych na sprzedaż, gdyby tylko było dość kupujących”

Po trzecie wreszcie, można za nich było otrzymać okup, którego cena była zróżnicowana w zależności od osoby jeńca, mniej cenni jeńcy nie mogli oczekiwać dobrego traktowania w niewoli: 

“Widzieliśmy kajdany i rozmaite narzędzia tortur, którymi dręczono chrześcijan przywiezionych z Danii. Ujrzeliśmy tam kapłanów Pana wycieńczonych długotrwałym przebywaniem w więzieniu i nie był w stanie pomóc im biskup ani siłą, ani przez wstawiennictwo”

Jeden dobry jeniec mógł być warty więcej, niż cała gromada innych.
Szczeciński możny, Miecław (‚Mizlao’), za namową biskupa wypuścił swoich brańców, ale najcenniejszych zatrzymał: 

„Gdy usłyszał, że wchodzi, jeniec trzymany w tamtym miejscu wydał z siebie płaczliwy głos i wyciągnął z jamy rękę. Poruszony tym sługa Boży Wodalryk zbliżył się, żeby widzieć kim on jest. Zobaczył młodzieńca nieszczęśliwie za kark, kolana i stopy związanego żelazem. I w najpewniejszej relacji tak od niego usłyszał: Sługo boży, ulituj się nade mną i wyślij swoich ludzi, żeby mnie wyciągnęli z tego straszliwego jarzma niewoli. Jestem synem księcia duńskiego i książę Miecław trzyma mnie tu związanego, aby mój ojciec dał mu pięćset grzywien”

Ataki na Danię miały być jednym z głównych powodów i pretekstów do wyprawy krzyżowej na Wendów w roku 1147 która generalnie zakończyła się fiaskiem: 

„Trzecia armia krzyżowców złożyła śluby podjęcia wyprawy na ludy Słowian, przede wszystkim na ludy Obodrytów i Luciców, którzy z nami graniczą, by pomścić śmierć i zagładę, którą przynieśli wyznawcom Chrystusa, szczególnie zaś Duńczykom”

Piractwo nasiliło się wraz z niemieckim podbojem, jednak kwitło także wcześniej i na innych terenach. 
Nie da się jednak tym samym wytłumaczyć ekspansji morskiej Pomorza, czy takich arcypiratów, jak Ranowie, wydaje się, że jedną z przyczyn była słabość Danii. 
Sławianie korzystali z walk wewnętrznych Duńczyków, rabując zajętych wojną domową, a także sami biorąc w niej udział w charakterze najemników, albo strony wspierającej któregoś pretendenta. 
Aktywność korsarska Sławian bynajmniej nie zaczęła się w XI czy XII wieku, ale dużo wcześniej… już norweski skald Guthorm Sindri opiewając czyny Hakona Dobrego (920-961) wspomniał, że Skania stanowiła siedzibę dla sławiańskich wojowników.

Wg przekazu Adama Bremeńskiego w ręce piratów sławiańskich wpadł król duński Swen Widłobrody, ale o tym samym wydarzeniu Thietmar napisał, że król duński musiał wykupywać się od Normanów.
Kwestia ta jest nie do rozstrzygnięcia, ponieważ z jednej strony Adam Bremeński korzystał z miejscowej i skandynawskiej tradycji, za to był bardziej oddalony w czasie, z kolei Thietmar, który nienawidził Sławian co można wyczytać między wierszami jego kroniki i choć niemal współczesny – wszystkie napady morskie z reguły przypisywał Normanom.

Ciekawą sprawą jest również fakt że cesarz niemiecki wymienia Morze bałtyckie jako „Mare Rugianorum” w liście w 946 roku.

mare rugianorum

Z wieku XII mamy wiele szczegółowych informacji między innymi od Saxo Gramatyka i Helmolda, wynika z nich, że piraci sławiańscy, byli wręcz zadomowieni w Danii. Flota Sławian pojawiała się koło Fiony:

 „Krótko potem siły Słowian taką na Fionii uczyniły klęskę, że gdyby ponownie czegoś takiego doświadczyła, pozostałaby nieuprawiana, a dochody z niej zmniejszone do połowy, całkiem zostałyby zrujnowane”

Inny razem burza rozbiła flotę Sławian i wyrzuciła ją na wybrzeże Hallandu: 

„Tejże nocy flota Słowian płynąca na Hallandię w sile 1500 statków rozbiła się. Ci, którzy żywi wydostali się na brzeg, byli zabijani żelazem”

Gdy wojsko Sławian pustoszyło Falsterię i Zelandię, Sakso Gramatyk narzekał:

„W tym czasie bezczelność Słowian długo karmiona nieszczęściami Danii, (…) zaatakowała nas okrutnie piractwem”

Wyspy wykupywały się piratom, nie dowierzając swojej sile militarnej.
Na pustkowiach powstawały siedziby piratów, którzy z bliska nękali Duńczyków.
Ciągły rabunek rujnował rolnictwo, bano się przewozić pieniądze między wyspami w obawie przed napadami. Sławianie nękali także napadami siebie nawzajem.
I tak pretendujący do tronu księstwa obodrzyckiego:

“Henryk, syn Gotszalka, opuścił Danię, by powrócić do ziemi swoich ojców. Atoli ponieważ mu Krut zamknął w całości dostęp, ów zebrawszy pewną liczbę okrętów duńskich i słowiańskich uderzył na Starogard i cała prowincję nadmorską Słowian i uprowadził z niej ogromny łup. A gdy dokonał tego po raz drugi i trzeci, powstał wielki popłoch wśród wszystkich Słowian zamieszkujących wyspy i brzeg morza”

Podobnie postąpił niejaki Race z rodu Kruta, tyle ze wobec Lubeki.
Jak widać odwetowym, rabunkowo – niszczycielskim najazdom wewnątrz sławiańskim sprzyjały konflikty dynastyczne, osobne miejsce należy się Ranom.
I tak Helmold wspomina o dwóch najazdach Ranów na Lubekę.
Wyprawa za życia księcia Henryka zakończyła się ich porażką dzięki posiłkom niemieckim, natomiast po śmierci Henryka Lubeka została przez Ranów spalona:

“ Wszakże niewiele upłynęło czasu, a oto Rugianie uderzyli na pozbawione okrętów miasto i zburzyli przedmieście wraz z grodem”

Wg Helmolda Sławianie napadali też Sasów i to razem z Duńczykami:

„Również Duńczycy, korzystając z pomocy Słowian pustoszą najpierw Nordalbingów, następnie Sasów załabskich, napawają też Sasów wielkim przerażeniem”

Sakso Gramatyk pisał o wzajemnych rabunkach między plemionami niemieckimi:

„Rozumie się, że Fryzowie wraz z Holzatami i Ditmarszami, liczący na bezkarność z powodu nieobecności zarządcy, przybywali za dnia dla rabunku, w nocy dla kradzieży, i, gdzie władza nie sprostała, grabili nawet najgłębsze części grobów rozkopując je motykami, w podkopach ukrywali się przed strażami”

Tak więc wszyscy mieszkańcy wybrzeży Bałtyku rabowali u sąsiadów nie wyłączając nadmorskich plemion niemieckich – Nordalbingów, Helmold nie miał o nich najlepszego zdania: 

“[Hrabia Adolf] wiele zaś trudu włożył w poskramianie buntów Holzatów. Lud to bowiem był wolny i zawzięty, nieokrzesany i nieujarzmiony, odmawiający dźwigania jarzma pokoju”

Trudno w tym wszystkim odróżnić działalność zbójecką od wojennej.
Kronikarz napadanego ludu nazywa napastników rabusiami i piratami, natomiast swoich gdy napadają i rabują uważa za wojowników.

Siedziby piratów znajdowały się wzdłuż całego wybrzeża sławiańskiego.
Sakso pisał o brzegach rugijskich i lutyckich zatokach jako o siedzibach piratów: 

“[Absalom i Krzysztof] nie zadowolili się rodzimymi morzami, ale przeszukiwali i wybrzeża rugijskie i zatoki lutyckie”

Złą sławą siedziby pirackiej cieszyło się wybrzeże Wagrii. 
Starogardzkie możnowładztwo trudniło się niewątpliwie korsarstwem.
Już Adam Bremeński wspomniał o piratach zamieszkujących sąsiednią wyspę Fehmarn, a Helmold napisał, że Starogard i cała Wagria była zamieszkana przez najwaleczniejszych mężów ze względu na ciągłe walki z Sasami i Duńczykami. 
Przez całą pierwszą połowę XII wieku pobliskie wybrzeża pełne były siedzib pirackich, a wśród nich Starogard zajmował czołowe miejsce.

Wyprawy morskie nie mogły być podejmowane przez wyzutych z ziemi wieśniaków.
Organizacją łupieskich wypraw zajmowali się możni, bądź sami książęta.
U Wagrów był to na przykład, wspomniany przez Helmolda Rochel:

„a książę tego kraju zwał się Rochel; pochodził on z rodu Kruta, a był straszliwym piratem i bałwochwalcą [pirata et idolatra maximus]”

Ten stan rzeczy utrzymał się jeszcze jakiś czas po opanowaniu Wagrii przez Adolfa Holsztyńskiego, mimo podboju niemieckiego pozostawiono wybrzeże dawnym mieszkańcom :

„Zaś Starogard i Lutjenburg oraz inne ziemie położone nad morzem dał hrabia do uprawy Słowianom, zobowiązując ich do płacenia czynszu”

W kronikach są też ciekawe paradoksy, Sławianie – Poganie są „barbarzyńcami czcącymi demony” ale już po chrzcie dla tych samych ludzi jest zachwyt i podziw np. Helmold zachwycał się jak to „nasi Sławianie” dali łupnia Duńczykom :

“Syn zaś królewski imieniem Krzysztof, urodzony z nałożnicy, udał się z tysiącem pancernych, jak podają, do Starogardu,który po duńsku nazywa się Brandenhuse i spustoszyli jego nadmorskie tereny. (…) Gdy Duńczycy wycofywali się, poszli Słowianie za nimi w ślad i odbili swoje straty dziesięciokrotnie”

Wspomniany Rochel od Kruta nie był jakimś wyjątkiem, możnym organizującym wyprawy pirackie był np. Wyszak – właściciel 6 statków, cudownie ocalony z duńskiej niewoli. Jego pomnik stoi dziś na Wałach Chrobrego w Szczecinie.

00

Możnym jest również Mścisław, przetrzymujący zakładników.
Oprócz tych postaci, niewątpliwych piratów, w źródłach występują też inni pomorscy, obodrzyccy i rugijscy panowie. 
Kimś takim był wyżej wspomniany Przybysław, który tłumaczył misjonarzom przyczyny sławiańskiego piractwa. 
Inny możny to Cieszymir, u którego przetrzymywano uprowadzonych chrześcijan.
Z Pomorza znamy kolejną postać, Niedamira, właściciela co najmniej 3 łodzi.
Nie wiemy o jego dokonaniach pirackich, ale z pewnością odbywał dalekie podróże, ponieważ chrześcijaninem został w Saksonii, inny Pomorzanin, mieszkaniec Szczecina, Domasław, również został chrześcijaninem zapewne na obczyźnie, natomiast po małżeństwie ze Szczecinianką wrócił do obyczaju pogańskiego.
Duże znaczenie kupców – wojowników potwierdza relacja Sakso Gramatyka o Domaborze, możnym rugijskim, prowadzącym negocjacje z Danią w imieniu Ranów.

Szczególnie wyraźnie widoczne jest znaczenie polityczne możnych na Pomorzu. 
W żywotach Ottona z Bambergu ciągle jest mowa o jakichś radach możnych, spotkaniach i o negocjacjach z nimi, a oprócz księcia, także “sclavicae nobilitatis” składają hołd duńskiemu królowi po podboju Pomorza. 
“Sapientiores”, “primores”, “primates”, “nobiles acpotentes”, “maiores natu ac sapientiores” – ludzie ci decydowali o losach miast. 
Była to niewątpliwie warstwa kupiecko-piracka opierająca się również na własności ziemskiej, posiadająca do dyspozycji siłę niewolną i ludność uzależnioną w wyniku rozmaitych procesów gospodarczych. 
Wydaje się, że to działalność przede wszystkim tej grupy była motorem morskich wypraw rabunkowych ponieważ mieli środki, mieli łodzie i cieszyli się autorytetem.
Wyprawy na Duńczyków były też organizowane przez książąt pomorskich – wyprawę na Konungahelę o której zaraz będzie poprowadził Racibor zwany Królem Morskim.

Helmold wspomina również o “jaskini zbójów” – przystani piratów nad rzeczką Krempiną, w rejonie dzisiejszego Neustadt.
Zatoki i ujścia rzek od Trawny aż do Piany dawały schronienie piratom. 
Siedzibą piracką był niewątpliwie gród Orle nad Warnawą, gdzie przetrzymywano mnóstwo jeńców duńskich, również Dubin był wg Sakso siedliskiem piratów: 
“Wkrótce Dubin, znany piracki gród, został oblężony z dwóch stron…”
Nie inaczej postrzegano wyspę Rugię. W relacjach Sakso i Helmolda każdy mieszkaniec tej wyspy to w zasadzie synonim rozbójnika morskiego. 
Bardzo złą sławą okrutnych zbójów cieszyli się Wkrzanie, którym w 954 roku w walkach z Niemcami pomagał Siemomysł – ojciec Mieszka I.

Również miasta nad Pianą – Wołogoszcz, Uznam, Godźków – dały się we znaki mieszkańcom duńskich wysp, zamknięcie ujścia Piany dla piratów było jedną z przyczyn najazdów duńskich roku 1163: 

„Co więc dla nich przed królem postanowił, że nie tylko sami będą poddanymi, ale także nikogo z piratów do ujścia swojej rzeki nie dopuszczą i tym samym postanowieniem będą trzymać je bezpiecznym”

i w 1164 :

“Następnie latem ponowili wyprawę; ponieważ Wołogoszczanie podwójnie złamali sojusz; oto i rugijskich sojuszników przez bramę poza mury wypędzili i piratom pozwalali wypływać przez ujście rzeki Piany”

Z tym wszystkim wiązać się miało wciąż uprawiane, mimo niemieckiego podboju, „bałwochwalstwo” czyli pogaństwo : 

„Nadal bowiem składali oni ofiary demonom a nie Bogu i dokonywali łupieskich napadów na ziemię duńską”(Saxo Gramatyk)

Takie połączenie, morskiego rabunku, groźniejszego niż lądowego, bo bardziej nieprzewidywalnego,współżycia z dzikim i wzbudzającym strach morskim żywiołem, oraz trwanie w pogaństwie czyniło ze Sławian w oczach okolicznych chrześcijańskich ludów prawdziwe demony w ludzkiej skórze. 

Należy dodać, że także organizacja plemienna Sławian, nie tylko wczesnofeudalna, niejako sankcjonowała rozbój. W sławiańskiej kątynie losowano gdzie ma odbyć się wyprawa (pieszo czy łodziami), więc to bóg Wendów wskazywał cel napadu. 
Część łupów oddawano na ofiarę bóstwu plemienia, resztę zachowywano.
W ten sposób piractwo nie było moralnie złe, bo rabunek dokonywał się „przy współudziale i za zgodą” sławiańskich bogów.
SWAROŻYC (wróżba z konia i włóczni) i WELES (losy zakopane wcześniej z ziemi) dawali „zielone światło” na viking i byli niejako „wspólnikami’ pirackich wypraw jeśli obie wróżby wypadły pomyślnie. W rzeczywistości dla niektórych pomorskich plemion głównym źródłem wzrostu gospodarczego było piractwo, np dla Ranów.

wends 5

Rani lub Rujani (niemiecki : Ranen , Rujanen) czyli Ranowie były plemieniem zachodniosławiańskim mieszkającym na tej wyspie która dziś leży w północno-wschodnich Niemczech.
Mówi się że Ranowie byli odpryskiem Obodrzyców jak również mogli być czy poprostu byli związani ze starożytnymi Rugiami, Skirami i Swebami których są potomkami.
Jako ciekawostkę dodam że Ranowie też używali czarnych żagli, jak Pomorzanie którzy w listach książąt pomorskich nazywają ich „naszymi braćmi” czy „serdecznymi przyjaciółmi” (być może wspólny rodowód od Kruta jak pisał Żeromski) zupełnie jak 500 czy 600 lat wcześniej flota Genzeryka na Mare Vandali (Mare Nostrum – Morze Śródziemne) bo Vandali też śmigali na czarnych żaglach, czy to zbieg okoliczności czy poprostu pamięć o przodkach czyli Vandalach? 
Byli jednym z ostatnich, którzy najdłużej trzymali się slawiańskiego Pogaństwa, a wpływ ich centrum religijnego na Arkonę sięgał daleko poza plemienne granice.

„Ranowie zaś, których inni nazywają Rujanami, są ludem okrutnym, mieszkającym w środku morza. Nade wszystko oddani bałwochwalstwu, dzierżą pierwszeństwo wśród wszystkich ludów słowiańskich, posiadają króla i bardzo sławną świątynię. Stąd też z powodu szczególnej służby bożej w tejże świątyni zajmują pierwsze miejsce w poważaniu i choć sami nakładają jarzmo poddaństwa na innych, sami żadnego jarzma nie znoszą…” (Helmold)

Na karty historii dostali się dzięki kilku ówczesnym kronikarzom, głównie biskupom pełniących rolę dzisiejszych ‚rzeczników prasowych’ pracujących na rzecz władców ościennych (Dania, Polska, Cesarstwo Niemieckie). 
Każdy z nich kombinował jak tylko mógł by zawładnąć bogatą wyspą i przebogatym skarbcem pogańskiej świątyni w Arkonie stanowiącej centrum kultowe całej zachodniej Slawii.
Ostatnie w Europie wielkie sanktuarium kultu Świętowita leżało w miejscu obronnym, na wysuniętym w morze cypelku półwyspu Wittow, dla pewności odcięte od reszty wyspy głęboką fosą i masywnym wałem.

arkona szkic

Punkt szczytowy słowiańskiego piractwa przypada na pierwszą połowę XII wieku. 
Król duński Magnus Dobry, który najczęściej wyprawiał się na Sławian, był świadkiem początków ich korsarstwa.
Około 1043 roku Magnus wyprawia się na Wolin, niszczy dawny wikiński gród Jomsborg, po czym w drodze powrotnej w pobliżu Rany przegrywa bitwę morską z tymi wyspiarzami.
Jednak około 1059 roku Ranowie zostali zmuszeni do płacenia trybutu królowi duńskiemu Swenowi Estrydsenowi. 
Zależność ta była także tymczasowa, trwała bowiem do około 1086 roku.
Pomimo owej zależności Ranowie przejawiali ogromną aktywność na morzu. 
Pisał o nich około 1070 r. Adam Bremeński a „Saga rodu Knytlingów” wielokrotnie wspomina o napadach Ranów i Pomorzan na statki kupców skandynawskich. 
Ale nie tylko źródła pisane mówią o agresywnej działalności Ranów na morzu.
Ponownie musieli Ranowie ugiąć się pod jarzmem duńskim około 1100 roku, w tym bowiem czasie król duński Eryk Dobry (Eiegod), pamiętając, że byli oni niegdyś zależni od króla Swena Estrydsena, przedsięwziął wyprawę zbrojną.
Źródła skandynawskie nie wspominają o żadnych większych przedsięwzięciach piratów słowiańskich na przestrzeni lat 1100-1136. 
Ale był to spokój tylko pozorny. 
Ranowie szczególnie dali się we znaki mieszkańcom wybrzeży duńskich.
Wyspa Rana wraz z sąsiednimi wysepkami, półwyspami, głęboko w ląd wciętymi zatokami oraz płytkimi cieśninami, wreszcie samym położeniem na skrzyżowaniu wielkich szlaków handlowych na Bałtyku, stwarzała wymarzone warunki do morskiego rozbójnictwa, nie ominęli też Ranowie tej sprzyjającej okoliczności. 
W rozboju znaleźli tyle uroku, że z czasem uznali go za nie przynoszący ujmy zawód.
Organizowane przez nich niewielkie ekspedycje wyprawiały się po żywność, zaspokajając równocześnie podstawowe potrzeby powstającej klasy feudałów. 
Siła tych wypraw leżała w nagłym, niespodziewanym ataku. 
Szybkie i zwrotne statki Ranów mogły w krótkim czasie przerzucić całą ekspedycję na wrogie wybrzeże a ich siły zwiększyły się do kilkudziesięciu, a nawet setek łodzi, z których wszystkie mogły również transportować konie. 

ŁODZIE

Pomorskie okręty przeznaczone do piractwa na otwartym morzu były zazwyczaj adaptacjami statków handlowych. 
W tym przypadku dokonano modyfikacji drewnianych osłon po bokach, które zostały dodatkowo podniesione w celu ochrony przed pociskami. 
Część statku została zarezerwowana dla trzymania dwóch koni na pokładzie. 
Największe pomorskie okręty wykorzystywane do piractwa w XII wieku mogły pomieścić 44 ludzi i 2 konie i miały około 20 m długości. 
Oczywiście potrzebne były też lżejsze i bardziej wyspecjalizowane jednostki dla rzek i wybrzeży. 

Łodzie sławiańskie z okresu wczesnego średniowiecza miały charakterystyczne cechy konstrukcyjne: wykonywano je z dębiny, w sylwecie przypominały łodzie wikingów, dna miały spłaszczone (chociaż wytwarzano je z klepek łączonych na zakładkę).
Technika budowy wywodziła się ze sposobu, w jaki modyfikowano dłubanki, przytwierdzając do nich klepki burtowe, a następnie mocując do ich boków usztywnienia, wręgi.
Łodzie klepkowe budowano podobnie.
Do stępki mocowano najpierw dziobnicę i tylnicę.
Wycinano je z naturalnie wyrośniętych krzywulców, nadając zazwyczaj ich zewnętrznym krawędziom łukowe, zaokrąglone kształty.
W rezultacie łodzie miały podobnie uformowane dzioby i rufy, a połączone ze sobą stępka, dziobnica i tylnica stanowiły tzw. zestaw trzonowy.
Gdy był gotowy, układano kolejno, na zakładkę, pasy poszycia i mocowano je od tylnicy ku dziobnicy tak, by ewentualne łączenia dwóch klepek w pas zamykane były zgodnie z opływem wody.
Styki uszczelniano mchem i spajano drewnianymi kołkami o średnicy 10–15 mm, które z powodzeniem zastępowały żelazne gwoździe, wówczas jeszcze rzadko stosowane na Słowiańszczyźnie.
Po umocowaniu znacznej części poszycia lub po zakończeniu jego układania, wstawiano do środka usztywnienia (taki sposób budowy kadłuba nazywany jest techniką skorupową).
Były nimi denniki – belki lub krzywulce dopasowywane do miejsca przylegania, oraz przedłużające je na burtach wręgi.
Nad dennikami układano poziomo belki, które pełniły też funkcje ław. Usztywnienia były mocowane do klepek poszycia drewnianymi kołkami o większej niż w szwach poszycia średnicy (do 30 mm).
Do zachowania kierunku używano steru-wiosła lub specjalnej szerokiej płetwy mocowanej przegubowo do burty (zawsze prawej) w rufowej części kadłuba.
Głównym napędem słowiańskich łodzi morskich był od około X wieku prostokątny żagiel, rozpinany na maszcie stawianym w specjalnym klocu mocowanym do wręgów.
W wypadku braku wiatru poruszano łódź wiosłami opieranymi w dulkach-widełkach z naturalnych krzywulców, mocowanych do górnych krawędzi burt lub w specjalnie wyciętych otworach w klepkach burtowych.
Z końca XII wieku pochodzi najstarsze przedstawienie łodzi sławiańskiej, ukazanej na jednej z kwater drzwi katedry gnieźnieńskiej, obrazujących sceny z życia św. Wojciecha.

Główną przewagą okrętu słowiańskiego nad skandynawskim było to, że mógł on pływać po płytkich wodach. 
Piraci rzucali długie haki, aby złapać wrogie statki i przyciągnąć je bliżej. 
Czasem wiązali kilka statków, tworząc „mury” lub „mosty” na rzekach i w taki sposób mogli przechytrzyć swoich wrogów. 

Na zdjęciu Królowa południowego wybrzeża Bałtyku czyli łódź bojowa Orunia I która miała :
9 par wioseł, 18-20 piratów na pokładzie, wymiary w przybliżeniu :
13 metrów długości, 2,5 metra szerokości, 0,7 metra wysokości.

Odnaleziona w 1931 roku w Oruni koło Gdańska. 

aało

A tu zdjęcia po jej odrestaurowaniu, skleiłem cztery w jedno :

Łodzie z Ralswieku (Rugia) – w 1967 i 1968r. znaleziono tam fragmenty statków handlowych z IX – X w. z których największy miał 13-14 m długoci i 3-4 m szerokości.
Zbudowane były z desek dębowych, miały poszycie klinkierowe a poszczególne klepki łączone były z wręgami przy pomocy drewnianych kołków.
Szczeliny zapychano pakułami i zalewano smołą.

00

W 1153 roku Duńczycy stworzyli rozkaz rycerski, który działał na morzu i który istniał, aby chronić duńskie wybrzeże przed piratami.
Helmold opisuje, że duńscy żołnierze obawiali się szalonych Ranów którzy, jak twierdzi, szczególnie lubili walczyć z Duńczykami i atakowali w środku nocy.
Opisuje również, w jaki sposób jeden rycerz, znany ze swojej odwagi, gdy zobaczył czarne żagle na otwartym morzu, podniósł żagle w przeciwnym kierunku i, jak twierdzi Helmold, nawet zaszył dodatkowe kawałki materiału, aby złapać więcej wiatru i szybciej uciec, ale strach nie zawsze był jednostronny. 
Czasami zdarzały się dość niedorzeczne sytuacje, kiedy dwie floty czekały, aż mgła się podniesie, tylko po to, by zacząć uciekać na widok drugiej floty.
Czasami zdarzały się przypadki „grywania myśliwego i zdobyczy”. 

Lekka kawaleria, którą także transportowano morzem, zapewniała szybkość na lądzie, co decydowało niejednokrotnie o zaskoczeniu osad położonych dalej od brzegu morza. 
Konie pozwalały równocześnie na szybką ucieczkę w wypadku grożącego niebezpieczeństwa.
Zupełnie inny charakter miała wspólna wyprawa Ranów, Pomorzan, Obodrytów i Luciców na stolicę Danii Roskildę w roku 1135. 
Jakie były przyczyny tej wyprawy, jaki przebieg działań, czy zdobyto tylko miasto, czy także i gród, nie da się niestety odpowiedzieć. 
Sam fakt jednak, że zaatakowano stolicę nieprzyjacielskiego kraju, a więc miejsce zazwyczaj dobrze bronione, świadczy o dużym rozmachu tej wyprawy.

Ale największy sławiański i piracki rajd odbył się pod przewodnictwem pomorskiego księcia Racibora I z dynastii Gryfitów. 
Wielu badaczy sugeruje, że zainspirował i zasponsorował go Bolesław Krzywousty, który chciał w ten sposób osłabić Duńczyków.
Inna wersja mówi że był to niejako atak wyprzedzający bo Duńczycy potajemnie zjednoczyli się z Saksonami, aby zakończyć sławiański „terror” na Bałtyku. 
Pomorscy szpiedzy odkryli spisek, a Racibor zgromadził olbrzymią flotę, by rzucić się na duńskie wybrzeże i zniszczyć całą flotę wroga, po czym spalił chrześcijańskie serce Skandynawii, Konungahelę.
To położone w głębokim, utworzonym przez uchodzące do morza wody rzeki Götafeld fiordzie, w odległości 10 km od jej ujścia miasto pełniło rolę ważnego ośrodka morskiego i lądowego handlu Norwegii. 
Od strony morza broniły go wysokie i strome brzegi fiordu, od lądu natomiast potężny gród.

Wyprawa miała charakter ogólnosławiański. 
Jak podaje Snorre Sturlason, miało być 650 statków sławiańskich, na każdym z nich 44 ludzi i dwa konie. 
A zatem 28600 ludzi! 
Być może jest to zawyżona liczba co wcale nie umniejsza rozmachowi tej wyprawy.
Ludność Rany oblicza się dla tego okresu w granicach 15,000-20,000 ludzi.
Według obliczeń historyków-demografów dla społeczeństw rolniczych – do nich bowiem zaliczamy Sławian połabskich, a wśród nich i Ranów – w XII wieku wystawienie 1 wojownika na 10 mieszkańców to maksimum możliwości. 
A przecież dziejopisowie zgodnie świadczą, że Ranowie mieli obok Pomorzan najpotężniejszą flotę, czyli wg tych obliczeń byli zdolni wystawić 2000 wojowników. 
Tyle samo Pomorzanie, a nieco mniej Lucice i Obodryci. 
Liczba 10,000 wojowników przedstawia realne możliwości Sławian połabskich i Pomorzan, do tego jakieś zaplecze cywilne jeśli było, to wszystkich ludzi atakujących Konungahellę mogło być w granicach 15,000 co w sumie tylko jest na plus Sławian bo 2 x mniejszymi silami niż opisują to Skandynawowie zgnietli te dobrze ufortyfikowaną twierdzę.
Mieszkańcy Konungaheli zostali zaskoczeni całkowicie. 
Czytałem opisy bitwy po angielsku i wg nich np. Racibor musiał dyscyplinować wściekłych i agresywnych Ranów którzy wtedy byli Poganami i wpadali w szał bitewny, a on był już chrześcijaninem i były z tym problemy plus komplikacje wynikały z tego że książe pomorski nie chciał mieć reputacji pirata i łupieżcy tak oficjalnie do końca natomiast Ranowie łupili wszystko i wszystkich bez wyjątku nie zważając na „reputację” 

Większość mieszkańców była na wczesnej mszy, gdy do kościoła wpadł konno niejaki Ejnar z wieścią, że nieprzyjacielski statki ukazały się we fiordzie. 
Natychmiast też ludność przystąpiła do obrony, ale już Sławianie, którzy szczęśliwie ominęli wbite w dno fiordu pale, stoczyli bitwę z flotą norweską. 
Mieli stracić w niej 170 okrętów, jednocześnie flota norweska przestała istnieć. 
Po bitwie w porcie Wendy wysiadły na ląd i przystąpili do oblężenia grodu.
Miasto stało się łupem najeźdźców, jedynie potężnie obwarowany gród bronił się zaciekle, ale po długiej walce obrońcy Konungaheli musieli ulec. 
Wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn i kobiety Sławianie wzięli do niewoli, rannych, niedołężnych lub zbyt młodych podobno zabili. 
Ruiny grodu i miasta stały się ofiarą ognia. 
Konungahela, jedno z największych miast handlowych, przestała istnieć.
Dotkliwa klęska Norwegów stała się przyczyną kilku następnych po sobie wypraw odwetowych. 
W następnym roku roczniki duńskie odnotowują 3 starcia Skandynawów ze Sławianami.
Sigurt Slembe, wielmoża norweski, którego interesy zapewne bezpośrednio zostały naruszone w Konungaheli, przedsięwziął na własną rękę 2 wyprawy przeciwko grasującym na Bałtyku statkom sławiańskim. 
W pierwszej bitwie w okolicach Zelandii zwyciężył, zniszczył 8 statków, a ich załogi wymordował. 
Niedobitków, którzy dotarli do lądu, powiesił, jak to zwykle czyniono z piratami. 
Podobny był wynik drugiej bitwy morskiej Sigurta Slembe z piratami sławiańskimi, która się rozegrała między wyspami Man i Arö.
Podczas gdy Sigurt Slembe zdobywał na polach bitew ze Sławianami opiewaną później przez skaldów sławę, w Danii trwały przygotowania ogólnopaństwowe do rozprawy ze sławiańskimi rozbójnikami morskimi. 
Król duński Eryk II Emune zdecydował się wyprawić na Ranów, gdyż ci swymi napadami na wybrzeża wysp duńskich najbardziej dawali się we znaki. 
Ogromna flota duńska, licząca według Saxo Grammatyka 1100 łodzi morskich, co oczywiście jest znowu kronikarską przesadą, wypłynęła na podbój Rany. 
Celem ataku stała się Arkona – centralny ośrodek kultu religijnego wyspiarzy. 
Uprzedzeni Ranowie zamknęli się w grodzie i rozpoczęło się długotrwałe oblężenie.
Ranowie zorganizowali odsiecz: idąc nocą wzdłuż brzegu po znanych tylko rybakom mieliznach, zaatakowali nie spodziewających się z tej strony uderzenia Duńczyków. 
Mimo olbrzymich strat we flocie Duńczycy nie odstąpili od grodu, który nie był przygotowany na długotrwałe oblężenie i zmożona głodem Arkona poddała się. 
Obrońcy jej zobowiązali się przyjąć chrześcijaństwo pod warunkiem, że świątynia i posąg Świętowita nie zostaną zniszczone.
Król Eryk Emune pozostawił na wyspie biskupa misyjnego i towarzyszących mu misjonarzy, aby szerzyli chrześcijaństwo, a sam, zaniepokojony zamieszkami w Danii, zmuszony został do zwinięcia wyprawy i pośpiesznego powrotu do kraju, gdzie wkrótce zginął w wirze walk dynastycznych.
Skoro tylko zniknęły w morskiej dali żagle duńskich statków, Ranowie wypędzili duńskiego biskupa, sami natomiast pozostali wierni pogańskiemu Świętowitowi.
Duńczycy brali udział w krucjacie 1147 roku mimo uciążliwych dla kraju pirackich napadów Sławian. 
Ranowie wyludnili duńskie wybrzeża na całe dziesięciolecia!!!

Nic w tym dziwnego, w nieszczęsnym bowiem dla Danii okresie między śmiercią króla Mikołaja w 1134 roku a objęciem władzy przez Waldemara I Wielkiego w 1157 roku, wyspy duńskie wielokrotnie stawały się łupem korsarzy sławiańskich. 
Krucjata z 1147 nie odwróciła Sławian od rozbójniczego procederu na morzu. 
Wprost przeciwnie, Ranowie, których powaga wśród innych plemion Sławian połabskich po zwycięstwie przy ujściu Warnawy nad Duńczykami wzrosła do maksimum, zaczęli przejawiać nie spotykaną dotąd inicjatywę. 
Ich korsarska działalność doprowadziła do zamarcia handlu bałtyckiego, niejednokrotnie też uniemożliwiła swobodną żeglugę pomiędzy poszczególnymi wyspami duńskimi.

Mnisi z klasztoru w Kołbaczu zamieścili w swym roczniku pod datą 23 i 24 maja 1150 roku następującą notkę: 

„Była bitwa koło Arkony w Slawii, po czym Sławianie wyprawili się na Skanię”. 

Niewątpliwie przyczyną wyprawy Skanów na Ranów była chęć odwetu za sromotną porażkę, którą ci ponieśli w czasie nieszczęsnej krucjaty przed trzema laty przy ujściu Warnawy, ale były i głębsze przyczyny tego przedsięwzięcia. 
Zamknięcie handlu bałtyckiego oraz łowisk śledzi przy brzegach wyspy Rany dla chrześcijan postawiły Skanów wobec rozpaczliwej wprost sytuacji gospodarczej. 
Groził głód. 
Jedynym wyjściem było uderzenie w sprawców tego stanu, ale duńska wyprawa nie powiodła się. 
Skanowie ponieśli klęskę, na domiar złego Ranowie wyprawili się natychmiast na wybrzeże skandynawskie, które pirackim zwyczajem spustoszyli, doprowadzając kraj do jeszcze większej ruiny gospodarczej.
Nie słabnąca aktywność Sławian zmusiła Duńczyków do pewnych kroków obronnych, konieczność tego zrozumiał jeden z pretendentów do tronu duńskiego Swen Grade, który u brzegu wyspy Fionii i Zelandii zbudował dwa grody….

„aby były postrachem dla piratów i schronieniem dla mieszkańców”

jak pisał Saxo Gramatyk, ale nie na wiele się zdało to przedsięwzięcie. 
Przypuszczalnie w roku 1151 Sławianie nagłym atakiem zburzyli doszczętnie oba nowo zbudowane grody, po czym stoczyli bitwę, w której Swen Grade, „walcząc z wielkim męstwem”, poniósł klęskę.

W roku 1153 stolica Danii Roskilde już po raz drugi stanęła w obliczu niebezpiecznego najazdu Ranów i pomorskich Wendów. 
Sławianie, dysponujący olbrzymią liczbą statków, rycerzy i koni, dowiedziawszy się, że książę Waldemar wyjechał ze stolicy, postanowili ją zaskoczyć. 
Dlatego też nie palili osad w okolicy, aby ich dymy pożarów nie zdradziły. 
Konnica zdołała dotrzeć do murów miasta, gdzie doszło do starcia z oddziałem pod dowództwem rycerza Ratulfa. 
To pierwsze starcie zadecydowało o losie wyprawy. 
Duńczycy zdołali w tym czasie zorganizować obronę, a przedłużenie się bitwy pozwoliło im przejść do ataku. 
Sławianie musieli pośpiesznie powrócić na statki, nie był to jeszcze koniec działań zbrojnych. 
Swen Grade, w polityce wewnętrznej przeciwnik Waldemara, rozumiejąc, jaką groźbę stanowią Sławianie dla Danii jako całość, uderzył na ich powracającą z Zelandii flotę i odniósł nad nią zwycięstwo. 
Nie na wiele się to zdało. 
Najazdy Sławian nie tylko nie ustały, lecz przeciwnie, jeszcze się wzmogły!!!

W Roskildzie, która już dwukrotnie przeżywała najazdy piratów sławiańskich, utworzono specjalny zakon rycerski, którego celem miało być zabezpieczenie wybrzeży duńskich przed podobnymi najazdami. 
Początkowo „zakon”, który zresztą nie różnił się od innych organizacji korsarskich, posiadał zaledwie 28 statków, ale wojna z rozbójnikami sławiańskimi pozwoliła mu zgarnąć 82 statki, które zasiliły jego flotę. 
Nie znamy dalszych losów tej organizacji. 
Mimo uznania, jakim cieszyła się w Danii, nie przyniosła ona spokoju na Bałtyku.
Mniejsze i większe wyprawy pustoszyły nadal wybrzeża duńskie. 

Oto jak opisuje zniszczenia spowodowane przez sławiańskich piratów Saxo Grammatyk: 

„W owym czasie rozzuchwalili się piraci; od granic Sławian aż po Eidorę wszystkie wsie od wschodu, opuszczone przez mieszkańców, leżały bez uprawy roli. Zelandię od południa zalegała pustka”.

Łupieskie wyprawy Sławian nie ograniczały się zasięgiem do południowych wysp duńskich. Niejedna z nich sięgnęła północnych części Jutlandii. 
Roczniki duńskie odnotowują kilkakrotnie olbrzymie dewastacje w posiadłościach biskupa w Aarhus. 
O wysokości strat poniesionych przez biskupów w Aarhus może świadczyć spisany w roku 1183, a więc 15 lat po upadku Rany i podboju Pomorza przez Waldemara, testament, w którym biskup Swen określa swe majątki jako :

„wielkie w liczbie, ale małe w cenie z powodu położenia nad morzem i narażenia na najazdy Pogan”.

Okres działalności piratów słowiańskich na morzu zamyka duża wyprawa floty w 1184, liczącej według jednych źródeł 600, a innych 1500 statków, która pojawiła się w Sundzie. 
W chwili, gdy przepływała koło wyspy Joluholm, gwałtowna burza morska zniszczyła większość statków.

Podsumowując temat – Przewaga militarna Sławian w XII wieku na Bałtyku była miażdżąca.. 
Sławą i opinią rozbójnictwa morskiego Skandynawowie muszą podzielić się ze Sławianami, niestety niewiele jest relacji kronikarskich, które by mówiły bezpośrednio o pirackiej działalności Sławian. 
Jeżeli z tych nielicznych przekazów pisemnych rysuje się obraz takiej potęgi morskiej Słowian, to trzeba przyznać, że…..
MIT NIEPODZIELNEJ ERY WIKINGÓW ZOSTAŁ BRUTALNIE UNICESTWIONY PRZEZ BAŁTYCKICH WENDÓW!!!

Kamil Vandal

10/06/2021

https://ridero.eu/pl/author/baczewski_kamil_hmcux/