Piękny i prawdziwy opis nadbałtyckich Sławian – Adam Honory Kirkor

Dziś o nadbałtyckich Sławianach – trochę ich historii, obyczajów i wierzeń, solidny materiał Adama Honorego Kirkora.

Autor nie był typem spiskowca ani bohaterskiego patrioty w czasach rozbiorów ale to nie jest tutaj najważniejsze, był archeologiem i publicystą historycznym.
Idąc za PWN :
Kirkor ADAM HONORY, pseud. Jan ze Śliwina, ur. 21 I 1819 (data chrztu), Śliwno (Mohylewszczyzna, wsch. Białoruś), zm. 23 XI 1886, Kraków, wydawca, archeolog, publicysta;
1838–64 urzędnik Izby Skarbowej Wileńskiej, reprezentował poglądy ugodowe, przeciwnik działań spiskowych;
1845–46 redaktor i wydawca „Pamiętników Umysłowych”;
od 1849 czł. wileńskiego Kom. Statyst.
1850–54 redaktor jego roczników („Pamiatnaja kniżka wilenskoj gubiernii”);
1857–58 redaktor „Teki Wileńskiej”,
1860–65 — urzędowego „Kuriera Wileńskiego”
(od 1864 „Wilenskij Wiestnik”);
od 1855 czł. Komisji Archeol. Wileńskiej i kustosz jej Muzeum Starożytności;
1858 wydał Album Wileńskie, wiernopoddańczą publikację z okazji przyjazdu do Wilna cara Aleksandra II Romanowa (1858); prowadził badania archeol. na Wileńszczyźnie oraz w Galicji;
od 1872 czł. AU; autor prac z zakresu etnografii, archeologii, sztuki, historii, m.in. pierwszego pol. przewodnika po Wilnie Przechadzki po Wilnie i jego okolicach (1856).
https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Kirkor-Adam-Honory;3922439.html

Cały artykuł to 22 stronicowa publikacja pt „Słowianie nadbałtyccy, zarysy etnologiczno-mitologiczne” wydana we Lwowie w 1876 r, na dole linki do źródła, jest kilka moich przypisów zaznaczonych inicjałami KV, pozatym cała treść poniżej jest Autora oraz też kilka jego przypisów jest inną czcionką w sposób widoczny zaznaczonych, dodałem standardowo grafiki, pisownia oryginalna, zapraszam do lektury 🙂

Kamil Vandal 

pomorze 2

Słowianie nadbałtyccy, zarysy etnologiczno-mitologiczne – Adam Honory Kirkor :

Na Pomorzu Bałtyckiem, pomiędzy Wisłą, Elbą i Odrą mieszkali Słowianie.
Od Polaków oddziela ich Wisła; od Litwinów i Rusinów rzeki Warta i Noteć, od Niemców Elba, ówczesna Łaba.
Rzeka Persanta dzieliła Bałtyckie Pomorze na dwie części: zachodnią i wschodnią.
W obu tych częściach mieszkało kilka szczepów słowiańskich.
Nosiły one imiona Weletów, Bodriczów, Kajaków, Wagrów, Drewlanów, Wollinców, Luticzów, i kilka innych pomniejszych szczepów. Najdawniejsi kronikarze świadczą, że owi Pomorzanie byli wspólnego pochodzenia z Polanami, Mazurami i Szlązakami, a za tem należeli do szczepu Słowian zachodnich.
Pod względem języka w niczem prawie nie różnili się od Polaków*

*) Profesor Maroński w rozprawie swojej „O pierwotnych stosunkach ple miennych i politycznych Pomorza do Polski” złożonej do Wydziału historycznego Towarzystwa nauk w Poznaniu, a której treść podał Dr. Szulc niedawno na po siedzeniu tegoż Wydziału, dowodzi, że cała ludność słowiańska, na południowych wybrzeżach Bałtyku osiadła, od ujść Łaby aż do ujść Wisły, Nogatu i Passargi, a na południe aż do wybrzeży Osy, Noteci, Warty, Sprei i Haweli, była pomorską, narodowości Polskiej, mówiąca narzeczem kaszubskiem, jakiem do dziś mówi ludność słowiańsko-polska w okolicach Gdańska. Potocki i Adeluńg we wsiach pomorskich słyszeli jeszcze mowę dawną słowiańską szczepów drewlańskiego i bodriczkiego. Szafarzyk zaś podaje niektóre wyrazy bardzo zbliżone do mowy Polskiej i nawet Czeskiej, różniące się tylko zamianą pewnych liter. Tak naprz.: sjunta – święty; dumb-dąb; runka – ręka; wunzal węzeł; zajanc – zając; mlaka – mleko; jomo – jama; worta – wrota; ręjbo- ryba; korwo-krowa; worna-wrona; żena – żona; vakni – okno; vicor- wieczór; niz – nóż; rizan – rożen i t. d. – Autor.

Tak więc w odległej starożytności widzimy dwa najpotężniejsze szczepy słowiańskie: lechicki i ruski.
Pierwszy, tj. lechicki, składający się ze Słowian Nadbałtyckich, oraz właściwych Polaków, Mazurów i Szlązaków zasiedlał piękną i bogatą płaszczyznę od morza Bałtyckiego przez Wisłę aż do Elby czyli Łaby, do gór Karpackich i żródeł Odry. 

Drugi zaś, t. j. ruski, dzielący się na kilka gałęzi, zamieszkiwał niezmierną przestrzeń od Pskowa i Nowogrodu Wielkiego do porohów Dnieprowych, a w czasach późniejszych za panowania sławnego Witołda litewskiego, aż do morza Czarnego.
Zaledwo w X wieku Polanie, Mazury i Szlązaki przyjmują wspólne nazwanie Polaków; Bałtyccy zaś Słowianie pozostają przy dawnych nazwach, podług szczepów, na które się dzieliły.
Niemcom znani oni byli pod ogólną nazwą Wendów.
Na kilka wieków przed Narodzeniem Chrystusa u rzymskich i greckich pisarzy znajdujemy wzmianki o Słowianach NadBałtyckich.
Dokładniej mówi o nich Korneliusz Nepos w połowie ostatniego stulecia przed Chrystusem.
We sto lat póżniej, Pliniusz mówi o nich jeszcze wyraźniej, wskazując, że mieszkają na wschód od Wisły.
W końcu mamy o nich wzmiankę i u Tacyta.
Jednocześnie prawie widzimy i Niemców na wybrzeżach Bałtyckich. W II. wieku po N. Chr. Tacyt wspomina już o Gotach, którzy zamieszkali na Pomorzu, ale wkrótce potem zaczęła się wędrówka ich na południe ku morzu Czarnemu.
Następnie Niemcy wyparci zostali przez Słowian tak, że kiedy Tacyt widział tych ostatnich za Wisłą tylko; Ptolomeusz pod koniec II. wieku widzi już ich na całem pomorzu Bałtyckiem.
(Venedi wywalil z Pomorza Gotów właśnie wtedy czyli pod koniec II wieku, Narbutt podaje 161 rok za Naruszewiczem jako datę wyjścia Gotów do Scythii – KV)

W III stuleciu potęga Słowian wzrasta jeszcze więcej i resztki Niemców zmykać muszą, inni wyparci przez groźnego Attyllę, a na wybrzeżach Bałtyku nie zostało ani jednego szczepu niemieckiego aż do gór Karpackich.
Potęga Słowian wzrastała i w następnych wiekach.
Groźne ich napady nie tylko na Niemców po za Elbą, ale i na Duńczyków trwogą przejmowały, a Słowian każda wyprawa wzbogacała.
Już w tym czasie widzimy osady słowiańskie w Szwecji, na wybrzeżach Renu, w Hollandji, a później aż w Anglii.
Najsłynniejsi historycy żyjący w późniejszych wiekach zostawili nam wiele wzmianek o tych Słowianach.
Mówili o nich Jornandes, Saxo – Grammatyk, Helmold, Otton Bamberski, Adam Bremeński i inni.
Na zasadzie ich świadectw możemy mieć dokładne wiadomości o życiu i charakterze, a nawet zwyczajach tych mężnych braci naszych.

900

Słowianin nadbałtycki, dziki i okrutny w boju, łagodny, uprzejmy, gościnny w domu, patryarchalny i sprawiedliwy, chociaż surowy w rodzinie, odznaczał się nie samem tylko męztwem, ale i znajomością sztuki wojennej podług ówczesnych pojęć.
Był majtkiem i żołnierzem, a więc bił się na morzu i na lądzie.
Morze było jego żywiołem. (to są Sławianie a nie scytyjskie psy ze stepu piłujące czaszki wrogów jak pisze Białczyński i inni – KV)
Miasta ich słynęły w owych wiekach jako silne fortece.
Tu znajdowali bezpieczne schronienie starcy, niewiasty i dzieci w czasie napadów wroga.
Wioski budowano byle jak z drzewa, nie troszcząc się o wygodę, byleby służyły schronieniem od niepogody, a skoro nieprzyjaciel wpadł do kraju, całe mienie, złoto, srebro, bronz, żelazo kiedy już było znanem, ruchomość i wszelkie droższe sprzęty głęboko w lasach zakopywano do ziemi.
Niezdatni do boju kryli się w fortecach lub też w puszczach bagnistych, gdzie także i trzody spędzano, tak, że nieprzyjaciel spalił i zniszczył wioskę – ale nic więcej nie dostał.
Wszakże i to się im nie zawsze udawało, bo Słowianie cuda waleczności dokonywali.
Cnoty domowe, rycerskość, gościnność, prawość charakteru, wierność w dotrzymaniu słowa – które odznaczały Słowian nadbałtyckich wyraźnie malują się w opowiadaniach niemieckich pisarzy, t. j. najzaciętszych ich nieprzyjaciół.
Św. Bonifacy, apostoł Niemiec, z ubolewaniem mówiąc o ciemnocie pogańskiej, w jakiej pogrążeni byli Słowianie, podziwia jednak ich życie i cnoty domowe; podziwia kobiety Słowianki, które raz poślubiwszy miłość małżonkowi, nie chcą się rozstać i z umarłym, a same sobie cios śmiertelny zadają, ażeby razem ze szczętami męża spłonąć na stosie.
Inni znów kronikarze niemieccy świadczą, że Słowianie byli zawsze słowni i nigdy danego słowa nie złamali.
Jako dowód, kronikarz przytacza niejakiego Trybuta Bohorowicza, który stał się sławnym z rozbojów i grabieży, tak, że imię jego było strasznem w okolicy.
Był on skazany na śmierć przez sąd swój Własny gminny za jakieś ważne przestępstwo – ale zdołał uciec, krył się po lasach i robił najścia na mieszkańców.
Jeden z nich, niejaki Godeskalk syn Dazanowa zdołał wymódz na nim słowo, że na jego posiadłość nigdy napadu nie zrobi.
I cóż?
Ów zbójca, Wyrzutek społeczności Słowiańskiej nigdy danego słowa nie złamał.

pagan

Jedyne to tylko wspomnienie o człowieku, który się wyłamał z pod praw swojego narodu i został złoczyńcą.
Ale za to każdy z kronikarzy, śród obelg miotanych na Słowian, świadczy jako o fakcie wielkiej doniosłości, że złodziejstwo i oszukaństwo nawet z wyrazów nieznane były Słowianom Nadbałtyckim.
Wszelkie kosztowności, złoto i srebro, drogie futra i inne sprzęty – leżały otworem.
O istnieniu kłodek i zamków nie wiedziano nawet, a kiedy przyjechał do nich biskup Otton Bamberski w XII. wieku, z wielkiem zadziwieniem oglądali zamki, któremi jego kufry i paki były starannie pozamykane.
Musiały być cnoty i zacne przymioty u Słowian, skoro sami nieprzyjaciele oddawali im sprawiedliwość.
Tak naprz. Adam Bremeński powiada, że :

„Wollincy są bałwochwalcami – ale na całym świecie nie znajdziesz ludzi pod względem zwyczajów i gościnności bardziej uczciwych i zacnych”.

Helmold opisując okrucieństwa Ranów w czasie napadów morskich, świadczy jednak – że mimo to wszystko posiadają oni wiele rzadkich przymiotów, że gościnność, poszanowanie rodziców są u nich wzorowe.
Gościnność Słowiańska już w owych czasach słynną była nawet u Niemców.
Z opisów ich widać, jak dalece już i wtedy różnili się Niemcy pod tym względem od Słowian.
Helmold opisuje ucztę, jaką wyprawił Przybysław xiąże Budryczów i Wagrów dla przybyłego biskupa niemieckiego i tegoż samego Helmolda.
Ostatni nie tai, że Niemcy byli wrogami Przybysława i wyrządzali mu tysiące przykrości, ale Przybysław przyjął ich jak najlepszych przyjaciół.
Na tej uczcie duży stół zastawiony był dwudziestu potrawami przygotowanemi z mięsa, wybornych ryb, zwierzyny, pieczywa i t. d., a przytem obfitość napojów (zapewne miodu).
W innem miejscu opowiada, że u Pomorzan w każdem mieszkaniu jest osobna izba, w której stół zastawiony był jedzeniem i napojami, a to nie tylko w dzień – ale i w nocy, ażeby podróżny nie czekał ani chwili na posiłek.
(poczytaj o tym jak Ostrogoci czyli scytyjskie psy „ugościli” sławiańskiego Rex Ruthenorum Odoakra w Rawennie w 493 roku któremu to Odoakrowi Genzeryk oddał na jesieni 476 roku, kilka miesięcy przed smiercią w styczniu 477 –  Sycylię za free a pojmiesz że Ostrogoci nie byli Sławianami nawet jak milion Ostrogotów będzie miało hg R1a, bo nie mieli obyczajów sławiańskich, natomiast Vandale byli Sławianami nawet jak niektórzy mieli hg R1b, genetyka tutaj gówno ma do sławiańskości bo obyczaje są ważniejsze – to do kretynów które pojęcia nie mają o historii ale chcą na numerkach haplogrup Slavie budować od Władywostoku do Atlantyku – KV)

slavs tribes

Ciekawy także szczegół opowiadają Niemcy o Słowianach, a mianowicie, że u nich nie było ani żebraków, ani nawet bardzo ubogich, gdyż jeden drugiego wspierał i gmina opiekowała się chorymi i przypadkowo w skutek nieszczęśliwych wypadków zubożałymi.
A było to tak powszechne, że jeżeli zjawiał się wędrowny cudzoziemiec jako żebrak, Słowianie pojąć tego nie mogli, uważali go prawie za złoczyńcę, a nakarmiwszy wysyłali za granicę.
Takimi byli Słowianie w życiu domowem.
Lecz na wojnie, na morzu lub na lądzie, dzikie męztwo z okrucieństwem przewodniczyły ich wyprawom.
Mamy dowody, że i niewiasty brały udział w wojnie.
Ocalały nawet imiona niektórych bohaterek.
Tak nprz. w VII wieku podczas wojny z Duńczykami, niejaka słowianka Wisna, albo Wisma, przezwana królewną morza, dowodziła osobnym oddziałem, który różnił się od innych uzbrojeniem i sposobem wojowania.
Każdy żołnierz miał tarczę niewielką i miecz ogromny, a skoro przychodziło do walki ręcznej, Wisna leciała naprzód z chorągwią w ręku, za nią zaś każdy żołnierz z piersią obnażoną, zarzucał na plecy tarczę i z mieczem w ręku z wściekłością rzucał się na wroga.

00000000000000000000000000000000000000000000000000
Tak zginął od nich Harald król duński i Słowianie zawładnęli nawet częścią duńskiego państwa.
Zaledwo w połowie VIII. stulecia królik duński Rangar Lodbrak zdołał wypędzić Słowian z własnych posiadłości i zmusił do płacenia daniny, w takiej samej ilości, jaką Duńczycy płacili przedtem Słowianom.
Nie długo to jednak trwało.
Napady na Duńczyków i na inne dalsze strony nie ustawały jeszcze przez dwa prawie wieki.
Wiemy już, że osady Słowian były nie tylko w Danii ale i w Hollandji, Bawarji i nawet w Anglii.
Nasz Kadłubek opowiada ciekawy szczegół dowodzący, że i nasi przodkowie brali udział w tych wyprawach swoich pobratymców.
W jednej z takich wypraw na Duńczyków, po odniesionem zupełnem zwycięstwie – Polacy wymagali, ażeby Duńczycy płacili daninę, od której mogą być zwolnieni w takim tylko razie, jeżeli się upokorzą, zrzucą strój męzki, a przywdzieją kobiecy i zapuszczą kosy – zeznają bowiem przez to, że są bezsilni.
Wojna, podług ówczesnych pojęć połączona z rabunkiem– wzbogacała Słowian.
Mieli oni wszakże i inne sposoby wzbogacania się, przeważnie handlem.
Miejscowość nadmorska i nadrzeczna, obfitość przedmiotów, które sama natura podawała, w końcu zręczność i szczególne usposobienie do przemysłu już w odległej przeszłości, pozwalały Słowianom prowadzenia szerokiego handlu, który stopniowo wzrastał i rozszerzał stosunki na wielką skalę z najodleglejszymi krajami. Jeszcze przed Narodzeniem Chrystusa bursztyn był ważnym przedmiotem handlu.
Później sławne były na całym świecie litewskie i słowiano-nadbałtyckie śledzie.
Sprzedawano je za wóz po 1 denarze!
Nadto i inne morskie ryby, drogie futra, miód, wosk, stanowiły bogate źródła zamiennego handlu; nic przeto dziwnego, że jak Niemcy z zazdrością często wspominają, Słowianie mieli dużo złota i srebra.

Najsławniejsze miasta handlowe, a zarazem i fortyfikacyjne u Słowian nadbałtyckich były: Starogród, dziś Altenburg; Wollin, albo Julin; Lubica, dzisiejsza Lubeka; Karog, dzisiejszy Mikilinburg t. j. Wielkigród; Wesmir, dzisiejszy Wismar; Szczecin albo Szczytno, dziś Stettin; Kamień, dziś Cammin; Kłodno albo Kłoda; Dymin, dziś Demmin; Kołobrzeg, dziś Colberg; Gradyszcze, dziś Garz; Wyduchowo, dziś Fiddichow; Czedno, dziś Zehden nad Odrą; Arkona na wyspie Rugii; Międzyrzecze nad Wartą; Wołyń, albo Wełyń dziś Filehne nad Notecią; Uszcz; silna forteca Nakło albo Nakel; Piorun, dziś Prom na północ od Stralzunda; Krestowo, dziś Gristow; Gardziszcze, Gardczyn, Gard (ostatnie dwa na wyspie Chost nie, dziś Koss); Ostrożna, Białbóg, Trebietow o dziś Treptow; Sławno, Stołp, Białhard, Lojchowiec, dziś Lüchow; Wojkam, dziś Dannen berg; Ostrow, dziś Wastrow; Gorsko, dziś Bergen; Klor sko, dziś Klenze itd.
Starogród, Szczecin, Arkona były uważane za najludniejsze i najznakomitsze miasta.
W Starogrodzie na początku XII. wieku liczyło się jeszcze 900 ojców rodzin; bo niewiasty, mieżonaci i nieposiadający osiadłości, jak również dzieci i sługi nawet liczeni nie byli.
Wykazaliśmy tylko główniejsze miasta; ale było ich na całej przestrzeni Bałtyckiego Pomorza 620.

ancient pomerania
Pomorzanie i Budryczy mieli swoich xiążąt.
Nie byli to jednak xiążęta panujący.
Każdy szczep dzielił się na wiele gmin; gminy miały swoich xiążąt, ci mieli starszego nad sobą wiekiem i urodzeniem; ale xiążęta i gminy zgoła nie uważali siebie za jego poddanych.
Lutyczy nie uznawali żadnej władzy xiążęcej nad sobą.
Mieli oni swój własny gminny samorząd.
Na wyspie Kanie był Xiąże – ale ten ulegać musiał głównemu kapłanowi boga Swiato – Wita.
Wpływ i znaczenie tego arcy-kapłana rozciągały się i na inne szczepy nadbałtyckich Słowian.
Gminy nazywały się żupami, a naczelnik ich był żupanem.
Władza tego żupana była jednak ograniczoną; on rządził imieniem całej żupy, bo wszyscy ojcowie rodzin brali udział w naradach i sądzie, a co uchwalili, to było niezłomne.
Starsi wiekiem, jak również kapłani mieli zawsze pewną przewagę i głos ich był stanowczy.
Sąd odbywał się publicznie pod gołem niebem, w gajach poświęconych, lub w grodziskach.
Tam skupiała się cała starszyzna żupy, sądziła sprawy i wydawała wyroki Xiąże należał także do sądzenia spraw i wydawał wyroki w porozumieniu ze starszyzną.
Jeżeli sprawa była zawiłą, wtedy używano pomocy boskiej.
Kapłani modlili się, poczem najstarszy z nich ogłaszał wolę bogów.

Taki to był naród słowiański, którego mitologiczne zarysy w krótkości podać musimy.
I tu, jak w ogóle pod względem cywilizacyjnym w odległych wiekach Słowianie nadbałtyccy przodują przed innymi szczepami.
Mitologja ich urozmaicona fantazją i wymysłami, miała jednak w zasadzie pojęcie o najwyższej Istocie.
Istota ta, czyli Pan wszechświata był na niebie.
Od tej najwyższej istoty, Pana wszechświata, niemającego granic i końca istnienia, zależni byli wszyscy inni bogowie.
Z wielkością i potęgą Pana wszechświata nie zgadzało się, aby sam rządził i kierował ziemią, zesłał więc na nią swoich dzieci i wnuków, t. j. bogów widomych, których czczono i którym ofiary składano.
W całej Słowiańszczyznie były świątynie; najczęściej jednak pod gołem niebem, na łysych górach, nad rzekami, lub po gajach, na grodziskach ofiary bogom składano.
U Słowian zaś nad bałtyckich były najwspanialsze świątynie, zamożne w bogactwa, a wielki i nader rozległy handel, jaki prowadzili w dalekich stronach, pozwalał ozdabiać te świątynie, nawet ówczesnemi dziełami sztuki.
Gdy u wszystkich Słowian, jak również i u Litwinów Piorun (Perun, Perkunas) był głównym bogiem na ziemi; u Słowian nadbałtyckich Piorun grał rolę podrzędniejszą, jako jeden z wnuków Wszechpana; najstarszym zaś bogiem, namiestnikiem boga niebieskiego był Swiatowit*) pilnie śledzący na wszystkie cztery strony : ziemię i ludzi.

*) Mylnie piszą Swiatowid, zamiast Swiatowit. Wyraz bowiem Swiatow it składa się z dwóch pierwiastków: Swante – święty i wit światło. Zatem $wiatowit to samo, co święte-światło, albo święty-światły, wszystko widzący. – Autor.

pagan temple

Aby więc dać bliższe wyobrażenie o zwyczajach i obrzędach religijnych Słowian nadbałtyckich, pokrótce opowiemy, jakie były przymioty Swiatowita i opiszemy świątynię jego.
Na północnej stronie wyspy Rany, dzisiejszej Rugii na sa mym jej krańcu, na niewielkim półwyspie Witowie, na górze mającej wysokości 200 stóp – stało wspaniałe miasto Arkona.
Była to stolica szczepu Ranian.
Od zachodu gród ten był obwarowany potężnym wałem.
Z trzech innych stron otaczały go spadziste nieprzystępne skały, tak wysokie, że jak świadczy Saxo-Grammatyk, żaden pocisk rzucony z machiny nie mógł dosięgnąć ich wierzchołka.
Olbrzymią tę górę oblewało morze.
W tej tedy Arkonie, w środku miasta, wznosiła się wspa niała świątynia, otoczona zagrodą, ozdobiona malowanemi wyobrażeniami rozmaitych przedmiotów.
Wielka brama prowadziła wewnątrz zagrody. Świątynia dzieliła się na dwie części zewnętrzna miała ściany i dach czerwono malowany; wewnętrzna zaś, oparta była na czterech słupach, pomiędzy któremi wisiały firanki z kosztownej purpurowej tkaniny.
Wewnętrzna część świątyni była połączoną z zewnętrzną wspólnym dachem i poprzecznem wiązaniem belek.
Wewnątrz tej świątyni stał posąg z drzewa Swiatowita.
Na jego kadłubie mieściło się cztery głowy, każda na własnej szyi.

Włosy krótko ostrzyżone, brody ogolone, wedle zwyczaju rańskiego ludu Bożyszcze spozierało na wszystkie cztery strony świata.
W lewej ręce trzymało róg, ozdobiony metalowemi świecidełkami. Prawa ręka, którą w bok się podpierało, była zgięta.
Ubior sięgał goleni bez zgięcia połączonych z kolanami.
U nóg leżał ogromny miecz, którego rękojeść i pochwa były ozdobione srebrem i rzeźbą; tudzież siodło, munsztuk i kilka innych przed miotów.
Ściany świątyni zdobiły rogi zwierząt.
Swiatowit, jako bóg wszystkich bogów, najpotężniejszy i pierwszy z bogów ziemskich był zarazem prorokiem, przez usta bowiem swojego arcykapłana wydawał najnieomylniejsze przepowiednie i z jego woli otrzymywano najświetniejsze zwycięstwa.
Nie sam tylko arcykapłan, ale i koń Swiatowita ogłaszał jego wolę i proroctwa.
Koń ten był biały z długą grzywą i ogonem, których nigdy nie strzyżono.
Z rana wyprowadzano konia ze świątyni całkiem zabłoconego i pokrytego pianą, co znaczyło, że Swiatowit w nocy odbył na nim daleką podróż.
Jeśli koń pod nosił prawą nogę, lud rozumiał, że Swiatowit przyrzeka wygranę w bitwie; jeśli lewą, to znaczyło, że trzeba całkiem zaniechać zamierzonej wyprawy.
W jesieni obchodzono najuroczyściej święto Swiatowita. *
Wtedy cała ludność wyspy zgromadzała się do Arkony.

pagan arkona
Odbywało się solenne nabożeństwo, składano ofiary, a później ucztowano społem.
Arcykapłan, który sam jeden tylko miał prawo wchodzić do wnętrza świątyni, w wigilję uroczystości zmiatał kurz z bóstwa, nie śmiejąc grzesznym oddechem pokalać miejsca, gdzie bóstwo było obecnem, a dla tego co chwilę wybiegał na zewnątrz, aby odetchnąć.
W sam dzień zaś uroczystości wylewał z rogu przeszłoroczne wino pod nogi posągu, napełniał róg świeżem, podnosił go do ust bożyszcza, poczem sam wypijał do kropli, nalewał powtórnie i wkładał do ręki Swiatowita.
Następnie składano Swiatowitowi olbrzymi okrągły pierog (kulicz, kałacz) ze słodkiego ciasta, oraz inne ofiary z jadła i napojów.
Na zakończenie arcykapłan w imieniu Swiatowita błogosławił wszystkich obecnych i nieobecnych mieszkańców wyspy Rany.
Wtedy zaczynała się uczta: trzeba było zjeść i wypić wszystko, co było złożone w ofierze, gdyż inaczej można było narazić się na gniew bożyszcza.
Trzysta żołnierzy, składających rodzaj religijnego bractwa, zależnych od arcykapłana, czuwało nad skarbem świątyni.
A skarby te były niezmierne: trzecia część łupów zdobytych na nieprzyjacielu była oddawana Swiatowitowi; kupcy i w ogóle wszyscy przemysłowcy śkładali daninę, a były wypadki, że całe plemiona obce, skoro były podbite, musiały opłacać się temu bożyszczu.
Oprócz świątyni głównej w Arkonie, Swiatowit miał jeszcze pomniejsze w Szczecinie, Wołyniu i kilku innych miastach po morskich. – Świątynia arkońska zburzoną została i posąg spalony przez Waldemara IV. króla duńskiego 15 czerwca 1168 r.
Na miejscu świątyni stanął kościoł pod wezwaniem św. Wita.
Świątynia arkońska Swiatowita mając pierwszeństwo przed wszystkiemi świątyniami Bałtyckiego pomorza, zbierając daninę nietylko od swoich, ale i obcych narodów, skoro zostali pokonani; – była nie tylko bogatą, zamożną, ale zarazem swoją świętością i zwierzchnictwem nad wszystkiemi innemi nadbałtyckiemi Słowianami nadawała arcykapłanowi swojemu powagę niezmierną, znaczenie i prawo wtrącania się we wszystkie sprawy, nietylko swojej wyspy Rana – ale i całego Pomorza.

arkona 2

A kiedy Niemcy nie słowem, ale mieczem nawracać zaczęli, kiedy okrucieństwa ich wzbudziły nienawiść do najwyższego stopnia, wtedy zapewne, arcykapłan arkoński korzystając z usposobienia ogółu, wprowadził zwyczaj co roku poświęcać jednego chrześcijanina na ofiarę Swiatowitowi.
Helmold opowiada taki wypadek: pewnego razu na wybrzeżu Bałtyku, na wyspie Ranie, zgromadziło się dużo chrześcijan, przeważnie handlarzy, dla łowienia śledzi.
Przybył z nimi i ksiądz, imieniem Godeskalk z Bardewiku.
Dowiedziawszy się o tem arcykapłan, zgromadził tłumy Słowian i ogłosił im wolę Swiatowita, że bóstwo to pała strasznym gniewem za to, że noga nienawistnego kapłana chrześcijańskiego depce świętą ziemię rańskiego narodu, a nadto poważa się jeszcze znieważać boga-bogów, oddając cześć publiczną innemu, chrześcijańskiemu Bogowi.
Groził przeto straszną zemstą Swiatowita, jeżeli ów kapłan ukarany nie będzie.
Przerażeni mieszkańcy wyspy – wezwali do siebie starszyznę owych przemysłowców chrześcijan, wymagając, aby im natychmiast kapłana swojego oddali, a otrzymawszy odmowną odpowiedź, chcieli nawet zapłacić za niego 100 marek srebra – lecz, gdy i na to chrześcijanie nie zgodzili się, zaczęto się sposobić do bitwy, i ujęcia przemocą kapłana.
Udało się wszakże chrześcijanom, korzystając z nocy, która zaskoczyła, odpłynąć na swych okrętach i takim sposobem księdza uratować. – Nie zawsze jednak tak szczęśliwie dla chrześcijan można było się uniknąć niebezpieczeństwa.
Niewolnika chrześcijańskiego gdziekolwiek bądź przez Słowian Bałtyckiego Pomorza ujętego, zwykle odsyłano do Arkony, a tu rzucano na losy, który z niewolników ma być ofiarowany Swiatowitowi, i tego, na którego padł los, okrutnie mordowano u stóp bożyszcza, ponieważ arcykapłan ogłaszał, że nic tak nie rozwesela Swiatowita, jak krew męczeńska chrześcijanina.
Widzieliśmy już, że bożyszcze słowiańskie runęło pierwej nawet, niż inni Słowianie pomorscy wyrzekli się bałwochwalstwa.
Olbrzymia potęga arcykapłana, tej wyroczni woli Swiatowita nie zdołała ocalić go przed przemagającą siłą niemiecką.
Inne zaś plemiona słowiańskie, chociaż stanowiły tak ścisły związek z rańską ludnością i ulegały władzy arcykapłana, nie przybyli na pomoc, bo związek ten oparty na kłamstwie i fałszywych proroctwach arcykapłana, nie był związkiem narodowym, nie był oparty na silnej spójni państwowej, któraby nadawała jedność państwową, stanowiła dźwignię do wspólnej obrony w razie potrzeby.
Jedność była tylko w wierzeniu w urojoną potęgę i nieomylność arcykapłana, przez usta którego bożyszcze przemawiało – lecz ta po tęga runęła przed przemocą, a z obaleniem Swiatowita wstrząsły się podwaliny całego bałwochwalstwa pomorskiego.
Było to jedyną prawdziwą przepowiednią, że wkrótce i na całem Pomorzu stara wiara runąć musi.
Czy był Swiatowit czczony przez inne szczepy słowiańskie poza obrębem Pomorza bałtyckiego, nie mamy pewnych dowodów.
Ale w sierpniu 1848 roku, na Podolu niedaleko Liczkowic, majątku p. Konstantego Zaborowskiego, pomiędzy Husiatynem, Satanowem i Toustem (Daus-dawa), w pobliżu ujścia rzeki Tajnej i Gniłej do Zbrucza”), który tam przerzyna łańcuch gór noszących nazwę Miedobory albo Toutry, gdy w skutek długiej posuchy woda w Zbruczu znacznie się zniżyła, pobliscy strażnicy skarbowi dostrzegli czapkę wysterkniętą po nad wodą.
W mniemaniu, że to była czapka topielca, podpłynęli na to miejsce i z zadziwie niem dostrzegli, że była z kamienia, że znajdująca się poniżej głowa i dalsze części były także z kamienia.
Skoro doniesiono o tem do dworu, obecny wtedy tam inżynier Kazimierz Bieńkowski, oraz rządzca Gawłowski pośpieszyli na miejsce i p. Bieńkow ski zarządził wydobycie kamienia z wody. Przekonawszy się, że czapka pokrywająca figurę jest z kamienia, a także że i w dal szym ciągu idzie ten sam kamień w kształcie słupa, który znaleziono w pochyłem położeniu, zarzucono mocne powrozy i przy pomocy trzech par wołów cały słup wyciągnęli na brzeg.
Nie ulega wszakże wątpliwości, że podstawa jego, czyli dolna część pozostała w wodzie.
Albo przy wydobyciu i gwałtownem ciągnieniu odkruszono go od podstawy, albo już może i pierwej był nadłamany, gdyż jak wiemy z pewnego źródła, posąg wyglądał w wodzie nie prostopadle, ale ukośnie*), z czego wnioskować można, że już działaniem wody lub lodowców poprzednio był może w części tylko oderwany od podstawy, a resztę dokonało ciągnienie wołami.

*) Według naszych wiadomości znaleziono ten zabytek w Zbruczu przy ujściu strumyka zw. Zbiegły w obrębie „Rakowego Kąta” o „l, mili na północ od Licz kowiec. Przyp. red. *) Kiedyśmy pisali sprawozdanie o tem w r. 1858 ogłoszone w Pam. kom. Arch. Wil. z r. 1858, Nr. 1., nie wiedzieliśmy o tym szczególe, gdyż nie wspomniały o tem sprawozdania b. Tow. nauk. krak. (poszyt I. 1851 r.) jak niemniej nie wspomniano nawet ani o p. Bieńkowskim ani też o Gawłowskim, którym największa wdzięczność należy się za uratowanie bożyszcza od zagłady.

sventovit zbrucz

W końcu bożyszcze wszak musiało być rzucone z góry do rzeki, może było początkowie w leżącej pozycji, może spadając odkruszyło się. Bądź co bądź rzecz ta wymaga jeszcze głębszego, sumiennego zbadania na miejscu, ażali tkwi jeszcze w dnie dolna część posągu? Właściciel Liczkowic odstąpił ten posąg p. Mieczysławowi Potockiemu c. k. konserwatorowi zabytków, a ten ostatni ofiarował Towarzystwu naukowemu krakowskiemu.
Ostatnie delegowało na miejsce członka swojego Teofila Żebrawskiego, który w maju 1851 r. przywiózł go do Krakowa, gdzie umieszczony został w muzeum Towarzystwa, dziś Akademii umiejętności.
Pan Teofil Żebrawski zdał sprawę z danego mu polecenia, jak nie mniej bardzo dokładnie opisał miejscowość i sam posąg, który uznał za bożyszcze Swiatowita, co też uchwaliło Towarzystwo naukowe, a później i Lelewel stwierdził to samo*).
Posąg ten, jest to czworokątna bryła miejscowego twardego kamienia wapiennego w połączeniu, jak sądzi profesor A. F. Adamowicz, z ziemią krzemienistą (t. j. wapień zbity gruboziarnisty przesiąkły krzemionką); ma długości stóp 8 calów 5%, szerokości do 12 calów i waży koło 10 cetnarów (25 pudów).
Cała kolumna wyciosana z jednego kamienia, dzieli się na trzy główne części, które się odgraniczają jedna od drugiej szerokiemi na dwa cale gzemsami.
Robota posągu lubo niezgrabna, nie jest wszakże poczwarna i odrażliwa.
Wierzchołek bryły wyobraża głowę ludzką, w czapce, ze czterema twarzami zwróconemi na cztery strony świata; oblicza te mające rysy dorosłego mężczyzny, są bez wąsów i bez brody.
Na bokach czworokątu, wyobrażenia robione płaskorzeźbą, z małemi odmianami prawie jednakie na wszystkich czterech stronach, po większej części są zatarte i wyraźnie widać na nich ślad działania wody, która ocierała się o nie przez tyle wieków.
Zaraz poniżej głowy tułów ludzki ma długą odzież i pas na ubiorze.
Z jednej strony postać ludzka, róg w dłoni trzymająca, jest dosyć wyraźnie wykuta; z drugiej znajduje się wyobrażenie konia i miecza.

*) Odlewy tego bożyszcza przez Edwarda Stehlika zdziałane w trzech exemplarzach znajdują się w muzeach wiedeńskim, berlińskim i wileńskim; a uważam za rzecz konieczną, gdyby i lwowskie, które już za godło swoje przyjęło, tenże sprowadziło.

Poniżej, w części środkowej, na wszystkich bokach są wycięte cztery figurki niedorosłych dziewcząt, które mając ręce rozpostarte jakby dla podania ich sobie wzajemnie, połączone są niby w łańcuch lub koło.
U dołu wyobrażone są trzy postacie silnych wąsatych mężczyzn; średni z nich stojąc pionowo a dwaj poboczni nieco ku niemu pochyło, na klęczkach, z podniesionemi ku górze rękami, podtrzymują kolumnę.
W tylnej stronie miejsce niczem niezapełnione, zdaje się, że musiało mieć jakąś figurę, lecz ją prąd wody zatarł zupełnie.
Inni uczeni słowiańscy niebezwarunkowo temu uwierzyli, sądząc że posąg o którym mowa, nie koniecznie wyobraża Swiatowita.
Pierwszy wystąpił uczony akademik petersburgski Srezniewski.
Za podstawę swych twierdzeń Srezniewski przytoczył:
1) że bałwan znaleziony w Zbruczu ma miecz u pasa, gdy przeciwnie Swiatowit arkoński miecz ten miał u nóg swoich złożony;
2) że wyobrażony na posągu róg i koń mogą być niekoniecznie rogiem i koniem;
3) że wszystkie znane bożyszcza Słowian bądź robione z metalu lub drzewa, nie zaś z kamienia, jak zbruczski; w końcu, oprócz kilku jeszcze pomniejszych zarzutów, że poszukiwania historyczne nie wykryły dotąd przekonywających dowodów, iż nie sami tylko Nadbałtyccy, lecz i inni Słowianie oddawali cześć Swiatowitowi.
Na te zarzuty odpowiedziećby można:
1) że o Swiatowicie arkońskim pisali znakomici kronikarze, jak Saxo-Grammatyk, Adam Bremeński i inni; miał on sławę rozległą, gdyż i sama Arkona słynęła okazałością i bogactwami; przeciwnie bożyszczu znalezionemu w Zbruczu niesądzono było mieć udziału w głośnych wypadkach historycznych; kroniki zaś ruskie pisane przez mnichów mało zostawiły wzmianek o mitologii słowiańskiej.
Jednakże jedna z nich, kronika mnicha Joachima wyraźnie mówi, że w Kijowie Dobrynia pokruszył kamiennych bogów i wrzucił ich do rzeki, a więc myli się Srezniewski, chociaż sam o tym fakcie wspomina dowodząc, że Słowianie nie mieli kamiennych bałwanów; 2) że własności politeizmu są wiadome, wielobóstwo z łatwością się rozszerzało i przyswajało.
Dlaczegoż więc nie przypuścić, że jedno plemię przyswajało sobie bóstwo drugiego pokrewnego mu plemienia.
Jeżeli Swiatowit u Słowian nadbałtyckich był bogiem bogów, to u Słowian teraźniejszego Podola mógł być bożyszczem drugorzędnym, a przez to i przynależytości boga bogów, gdy ten był tylko bóstwem podrzędnym, mogły także uledz pewnym odmianom i ten sam róg, miecz, koń mogły być dodane do całości w płaskorzeźbie, tylko jako wspomnienie części przydatkowych do pierwowzoru.

kolebka

Podole dzisiejsze w odległej przeszłości zamieszkiwali Łuticzy, Tywercy, Derewlanie; na Pomorzu był szczep, który tak samo się nazywał Lutyczy, czyli Luticy, od luty, okrutny, może to był jeden i ten sam szczep, może Luticy przesiedlili się jako koloniści z nad brzegów Bałtyku nad brzegi Zbrucza i tu wprowadzili boga swego Swiatowita. Wedle podania miejscowych mieszkańców, za rzeką na poblizkiej dolinie było niegdyś miasto Bohod, zburzone później przez Buniaka-parszywego, chana Połowieckiego.
I dziś jeszcze są ślady fundamentów starożytnego zabudowania; na tem miejscu, noszącem nazwę zamczyska, mogła być świątynia pogańska.
Lelewel zwraca na to szczególną uwagę i nawet nazywa to bożyszcze nie Zbruckiem, ale Bohodzkiem.
Oprócz Swiatowita mieli bałtyccy Słowianie i innych bogów i inne świątynie. Mało wszakże mamy o nich pewnych wiadomości.
Ale po Swiatowicie najznakomitszą świątynią pogańską była świątynia Radogoszcza, w mieście Radogoszczu.
Dziś nawet położenie tego miasta z pewnością określić się nie da; domyślają się tylko, że podług opisów Ditmara i Adama Bremeńskiego musiało stać gdzieś w dzisiejszem xięstwie Meklenburg-Strelickiem, nad jeziorem Dolenickiem, dzisiejszym Tollense.
Radygoszcza albo Radyhost t. j. rad gościowi, najstarożytniejsza nazwa kilku miast i osad u rozmaitych ludów słowiańskich, a i dziś istnieje Radihost w Rossyi, Radohoszcz w Łęczyckiem, Radhoszcze albo Rada-Hoszcza w ostrołęckim powiecie.
Wiele miast słowiańskich miało takie same zakończenie na goszcz albo hoszcz; tak naprz. Bydgoszcz (dzisiejszy Bromberg), Walgoszcz właściwiej Wolegoszcz, Wilgoszcza w Olkuskiem, Małogoszcza w Kieleckim itd.
Ubóstwianie Radogoszcza, Radohosta było znanem niemal u wszystkich Słowian.
Ditmar tak opisuje tę świątynię:

„W krainie Katarów, (Katrow) jest miasto Radygoszcz (Riedegost) z trzema wrotami, otoczone ze wszystkich stron lasem, którego żadna ręka ludzka dotknąć nieśmiała, gdyż miejscowi mieszkańcy uważają go za święty. Jedne wrota prowadzą do morza (morzem zapewna nazywa jezioro duże) lecz te nie zawsze się otwierają dla przechodnia; inne przeciwnie, otwarte dla każdego. W tem tedy mieście wykwintnie zbudowano świątynię z drzewa, otoczoną ze wszystkich stron wodą. Jedna tylko droga prowadziła do świątyni i był jeden tylko most, przez który przechodzić mógł tylko ten, który szedł do modlitwy lub złożenia ofiary. Świątynię zdobiły rogi zwierząt, oraz rzeźba, nad którą zachwyca się Ditmar; rzeźba ta wyobrażała rozmaitych bogów. Tu się składały także bojowe sztandary Lutyczów, szanowąne przez nich i używane tylko w czasie wojny. Mając na czele taki sztandar Lutyczy cudów waleczności dokazywali, bo uważali go za święty. Bóstwu temu tak samo składano ofiary i daniny, a nawet z ludzi, niewolników chrześcijan przed bożyszczem mordowano.”

gross raden

Oprócz Swiatowita i Radygosta znane były i inne bóstwa Pomorzanom, które spotykamy u innych szczepów, jak Żywe, Jarowit, Piorun itd.
Był Białybóg i Czarnybóg.
O świątyniach tych bóstw nie mamy dokładnych szczegółów.
Jeszcze w VII wieku zaczęly się objawiać usiłowania do nawrócenia Słowian Bałtyckich na wiarę chrześcijańską.
Lecz te usiłowania nie miały pożądanego skutku.
Lud, którego hasłem była wojna, a najśmielsze przedsiewzięcia lądowe i morskie żywiołem, gdzie dziewice stawały na czele mężnych wojowników, taki lud musiał wyrobić w sobie charakter niezłomny, rycerski.
Widzieliśmy już, że w życiu domowem i obywatelskiem Słowianie ci odznaczali się wielu szczytnemi przymiotami, czerpiąc źródła moralności z tradycji i wiary, która jakkolwiek krwiożercza i barbarzyńska, bojownicza i nieubłagana dla wroga, nie była jednak pozbawioną wielu cech szlachetnych, gdyż nakazując nie nawidzieć nieprzyjaciela, mordować go okrutnie – uczyła zarazem kochać własnych bliźnich, a ztąd wynikały gościnność, szczodrobliwość i opieka nad podupadłemi i osieroconcmi, patryarchalność w rodzinie której głowa był panem i sędzią, wszakże panem i sędzią sprawiedliwym.
Nic więc dziwnego, że taki lud długo opierał się cywilizacyi nowej, którą weń chciano zaszczepić nie miłością, lecz ogniem i mieczem.

Przez trzy wieki chrześcijaństwo stopniowo spływało i zlewało swe dobrodziejstwa na Słowian, idąc z południa na północ.
Bułgarja, Serbja, Morawy, Czechy, Polska i Ruś już w IX i X stuleciach byli wyznawcami, przynajmniej w znaczniejszej części ludności, nauki Chrystusa, a Bałtyckie Pomorze jeszcze długo zostawało w bałwochwalstwie, żarliwie broniąc swych bogów i swej przeszłości. Zaledwo bowiem w XII i XIII stuleciach Słowianie pomorscy zostali pokonani i w znacznej części wygnani ze swych posiadłości.
Mówimy pokonani, gdyż tak piszą sami niemieccy kronikarze, nie używając wcale wyrażenia nawróceni.
Podbić, pokonać i zmusić do przyjęcia wiary – to było ich stałą dążnością. Ale nie na tem koniec.
Podbity, pokonany stawał się niewolnikiem, a więc rabowano jego mienie, odbierano mu ziemię, przesiedlano w dalekie strony, a nieraz wymordowywano okrutnie.
Historja przedstawia nam fakt godny zastanowienia.
Kiedy już na całej przestrzeni Europy górowało chrześcijaństwo, jedni Litwini i Słowianie Bałtyccy zostawali w bałwochwalstwie.
I jednych i drugich nawracali Niemcy.
Jeżeli Słowianin Słowianina nawracał, chrześcijaństwo z łatwością się zaszczepiało.
Sw. Wojciech Czech rodem skutecznie i bez najmniejszego oporu opowiadał słowo Boże w Krakowie i innych miastach Polski.
Św. Cycylli i Metodyusz tak samo głosili wiarę prawdziwą w Morawie, Czechach, na Rusi.
I Wszędzie Wiara św. zaszczepioną została bez krwi rozlewu.
Lecz nie tak się działo, skoro Niemiec nawracał na wiarę, bo nawracał ogniem i mieczem.
Rycerze, mieczowi i krzyżowi przez kilka wieków pastwili się nad biędną Litwą, w imieniu wiary paląc, niszcząc, rabując.
Bo im nie o wiarę chodziło, ale o panowanie i łupieże.
Do dziś dnia piosnki litewskie przechowały nam pamięć okrucieństw niemieckich i tej nienawiści, jaką ku nim pałali Litwini.
Pozostała i tradycja, jak Litwin, odpowiedział Krzyżakowi, który go bijąc, spaliwszy wprzód jego domostwo, nawracał i niebo obiecywał: „nie chcę być w tem niebie, jeżeli i wy tam będziecie”, odpowiedział Litwin.

krzyżak
Tak samo zupełnie później odpowiedział Amerykanin nawracającemu go okrutnemu Hiszpanowi.
Lecz skoro Jagiełło z Jadwigą przybyli do Wilna i posąg Perkunosa obalić rozkazali, nikt nie stawił oporu – tłumy ludu biegły do Wilii, ażeby chrzest przyjąć.
Słowianie zaś Pomorscy nie mieli swego Jagiełły, nie mieli własnych apostołów, Wojciechów, Cyrylich i Metodyuszów.
Ich żupy, kniaźkowie i kapłani, skoro sił zabrakło do oporu, ulegli przemocy; ale tylko przemocy. – Niemiec ani myślał o tem, ażeby powiększyć trzodę Chrystusa drogą miru i przekonania; nawracać na wiarę to była dla niego wyborna pobudka do łupieży i mordów, a nawrócić znaczyło to samo, co podbić, złupić, wymordować.
Sami niemieccy kronikarze świadczą o tych okrucieństwach.
Ditmar powiada, że w pojęciu Niemca sam wyraz Słowianim – oznaczał niewolnika, psa niewiernego, którego rzeczywiście, skoro udało się podbić, zaraz że obracano w niewolnika, pastwiono się nad rodziną, sprzedając męża od żony, córkę od matki rabując cały dobytek.
Samą ludność usiłowano wytępić, lub przynajmuiej przesiedleć, tak, ażeby psiego śladu nie zostało na ziemi podbitej.
Inny znów świadczy, że Niemcy umieli do takiego stopnia wycieńczyć i doprowadzić do ostatecznej rozpaczy lud podbity, że ten szukał jedynego ratunku naprzód w rozboju, a potem w ucieczce lub zaprzedaniu się w niewolę Duńczykom, lub jeśli się dało pobratymczym Słowianom.
Musiało ich dużo wtedy znaleść schronienie nad Wisłą Lechicką i w Karpatach. Wielu też schroniło się w Serbii Czechii i ziemi Łużyczan. Tym tylko sposobem można sobie wytłumaczyć tak prędkie wyniszczenie ludności słowiańskiej na Pomorzu Bałtyckiem.
Okrutnego postępowania Niemców z nowo ochrzczonymi przemocą mamy wiele innych dowodów autentycznych przez współczesnych zapisanych.
Tak w r. 1285 hr. Szweryński aktem zapisowym wydanym jakiemuś klasztorowi, nadając mu zabraną przez siebie wieś słowiańską Łozice, zapewnia i zobowiązuje się, że wszystkich Słowian, których ta wieś była własnością, wypędzi i wyniszczy, dodając w końcu, że on, hr. Szweryński, tak pokieruje tą sprawą, iż sami nawet Słowianie ze wsi swej rodzinnej ustąpią, sami nawet zaświadczą, że nie będą mieli nigdy żadnej pretensyi do klasztoru.
(Dokument ten wydrukowany w Cod. Pomer. str. 314)
Taka to była uczciwość niemieckiego rycerza i do tego jeszcze hrabiego! A potem czyż można się dziwić, że przy takiej uczciwości niemieckich panów, przy takiem pojmowaniu miłości bliźniego dla nowo nawróconych, już pod koniec XIII wieku wszystkie niemal ziemie na Pomorzu Bałtyckiem przeszły w ręce Niemców.
Wiadomo, że przy nawracaniu na wiarę najpotężniejszą dźwignią zawsze była mowa, opowiadanie słowa Bożego.
A więc opowiadanie to musiało być zupełnie zrozumiałem.
Tak opowia dali słowo Boże Słowianie jeden drugiemu, tak było wszędzie od najdawniejszych czasów.

lost

Apostołowie wiary uczyli się, jeżeli nie umieli języka tych, których nawracać mieli.
i dziś mis w Chinach i Japonii uczą się wprzód języka mieszkańców, a wtedy ich nawracają.
Lecz Niemiec gardził językiem Słowianina.
Kroniki zapisały nawet niektóre anegdoty z tego względu.
Tak n. prz., kiedy Słowian uczono śpiewać „Kyrie elejson”, nie wytłumaczywszy im znaczenia tych wyrazów, oni przetłumaczyli je po swojemu, sądząc że to znaczy: w krywolsza t. j. w krzaku olszyna. Nawet Otton Bamberski, który czas jakiś mieszkał w Polsce, a więc musiał umieć choć trochę po polsku, przy nawracaniu Pomorzan mówił po niemiecku, rozkazując tłumaczyć swą mowę jakiemuś Polakowi, który bodaj nie bardzo rozumiał po niemiecku.
Kroniki Wspominają o jednym tylko księdzu niemieckim, niejakim Brunonie, który dobrze umiał po słowiańsku.
Dziwnem może się wydawać, że Niemcy wyniszczali ludność słowiańską, już nawróconą.
Łatwo to sobie jednak wytłómaczyć, skoro się przypomni, że nawrócenie to było przymusowe, że Słowianom kazano być chrześcijanami, ale zasad chrześcijańskiej religii, opowiadanej po niemiecku, oni zupełnie nie znali.
Nic więc dziwnego, że Słowianie nienawidząc Niemców, korzystali z każdej zręczności, ażeby powstać i pomścić się za swoje krzywdy. Adam Bremeński w XI wieku pisał:

„słyszałem od sumiennego króla duńskiego, że słowiańskie plemiona dawno już mogłyby zostać chrześcijanami, gdyby nie chciwość Saksów, którzy zdolniejsi są do wymagania danin, niż do nauczania bałwochwalców, Nieszczęśliwi, oni sami nie wiedzą, jak wielkie niebezpieczeństwo wywołać może ich chciwość, podkopując chrystyanizm w ziemiach słowiańskich, a następnie okrucieństwem zmuszając do oporu i wywołując powstania”.

Tak było w XI wieku, tak było i przez dwa następne stulecia, aż nim nie zdołano do szczętu wyniszczyć ludność słowiańską.
Dalszy ciąg kroniki Helmolda napisał Arnold i oto jak zaczyna ten dalszy ciąg: ponieważ wielebny ksiądz Helmold nie skończył, jak zamierzał swej krońiki o podbiciu albo powołaniu Słowian do Kościoła, a więc my przystępujemy do tej pracy.
Te kilka słów najlepiej tłumaczą ówczesny pogląd na nawrócenie. Podbić albo powołać do Kościoła, znaczyło u nich jedno i to samo! Dodać tu jeszcze winniśmy jeden ciekawy szczegół z dziejów Słowian nadbałtyckich.
W r. 748 wynikła wojna bratobójcza między dwoma Frankami braćmi rodzonymi, Pepinem Krótkim i Gryffem.
Sławny Pepin jak wiadomo panował już wtedy nad plemionami średnich i wschodnich Niemiec.
Otóż Pepin wezwał do pomocy Słowian nadbałtyckich, i groźni wodzowie słowiańscy | powiada kronika, pospieszyli na pomoc Pepinowi ze stu tysiecznem wojskiem.
W VIII wieku Słowianie mogli wysłać za granicę swojego kraju 100 tysięczną armię, a w XIII musieli szukać jedynego ratunku w ucieczce i zaprzedaniu się w niewolę!

* * * * * 

Podaliśmy ważniejsze szczegóły pod względem etnologicznym i mitologicznym z życia nadbałtyckich Słowian, jakie nam karty dziejowe i naoczni świadkowie zostawili.
Szczep ten, tak mało u nas znany, a tak bliski nas bo najpokrewniejszą mową, przędstawia fakt prawie niesłychany w dziejach – gdyż po tyloletniej walce, wyrobiwszy u siebie pewien stopień cywilizacji, która od VII do X stulecia wyższą była niż u innych szczepów słowiańskich, a pod względem dobrobytu i obszernego handlu niezawodnie przewyższający nie tylko swoich pobratymców, lecz i ówczesnych Niemców; naród, którego jak już widzieliśmy, Frankowie wzywali do pomocy – ginie tak dalece, że dziś dowiadujemy się o nim tylko z latopisców nieprzyjaznych im Niemców, którzy przy całej swej nienawiści, nie mogą im przecież odmówić wielu szlachetnych przymiotów, bezstron niejsi zaś i sumienniejsi nie mogą przemilczeć o tem bezprawiu i okrucieństwach, jakich dopuszczali się Niemcy. Wspomnielismy już, że Słowianie ci ulegli i posłuszni swym kapłanom, a szczególnie arcy-kapłanowi arkońskiemu, jako wyroczni samego Swiatowita, sumienni i dobrze rządzący się we własnej zagrodzie, śród swoich żup czyli gmin – nie umieli jednak skupiać się w jedno ciało, tworząc jeden naród łącząc wszystkie plemiona zaludniajace Bałtyckie Pomorze.
To było największem ich nieszczęściem.
Wszystkie plemiona łączyły się ze sobą tylko pod względem religijnym, gdy chodziło o uczczenie ich boga/bogów; lecz samorząd wewnętrzny dzielił się na cząstki i cząsteczki, jeden drugiego władzy nie uznawał nad sobą, nie zawsze była i zgoda, były i kłótnie pomiędzy plemionami, były najazdy i zabory.
Państwo rozdrabniało się na państewka – z tego to Niemcy i skorzystali – podbijali nie państwo całe, któregoby nigdy podbić nie zdołali – ale państewka drobne, w obronie których inne nie stawały. Może to Słowianie nadbałtyccy tradycyjnie przekazali i in nym szczepom słowiańskim ten brak dojrzałości politycznej, te swary, te waśnie i niezgody pomiędzy sobą, to szarpanie się wzajemne i zupełną nieudolność do skupiania się, tworzenia jednego potężnego obozu, do uległości starszyznie swojej i do mądrego, a bezstronnego wyboru tejże, – które niestety! i do dziś dnia widzimy śród plemion słowiańskich.
Przykłady z życia pogańskich pobratymców i zgubne następstwa, powinnyby nauczyć chrześcijańskich i cywilizowanych Słowiam, że bez jedności, bez miru wewnętrznego, bez karności i bez pracy, – i chrześcijańscy i cywilizowani – nie będą w stanie stawić oporu obcej przemocy, a amatorów do tej przemocy nad Słowianami nigdy jeszcze nie zabrakło.
Dla większej części narodów słowiańskich żyjących dzisiejszość prawie nie istnieje.
Przed ich oczyma stoją dwie chwile dziejowe, wielkie i potężne: przeszła, rodząca najsmutniejsze wspomnienia, ale nauczająca; przyszła, tajemnicza, nieogarniona – urocza jednak nadzieją. Dzisiejszość jest tylko przejściem z przeszłości do przyszłości, jest ciężką pracą, korzy staniem z przeszłych wzorów, złych i dobrych, aby uniknąc pierwszych, przekazać drugie.

morze

09 / 07 / 2019

E-book :

https://play.google.com/books/reader?id=r3ZmAAAAcAAJ&hl=pl&printsec=frontcover&pg=GBS.PA1

książka w Google :

https://books.google.pl/books/about/S%C5%82owianie_nadba%C5%82tyccy.html?id=ONDLsgEACAAJ&redir_esc=y

O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem – Zorian Dołęga Chodakowski

 O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem

Autor tekstu: Zorian Dołęga Chodakowski

Zniknęły przed wiedzą uczoną dzieje, obrzędy i zwyczaje nasze w epoce wielobóstwa. Nie sprzyjała oświata Europy całemu czasowi, w którym Krzyż święty wznosić się począł wśród rozległej i podzielonej Sławiańszczyzny.

Pierwsi posłańcy do nas z wiarą dzisiejszą dalecy byli od umiarkowania, ażeby mieli co oszczędzić dla historii i wieków, i ten nieprzychylny zapał w ich następcach ledwo do naszych czasów nie doszedł. W tym duchu dziesięciu lub więcej władców naszego plemienia kolejno wywracali budowę przyrodzonym natchnieniem wzniesioną i obok nowych prawideł nieba nie zdołali zabezpieczyć własności ziemskiej, która by przetrwała do nas i była ichże samych pamiątką.

Wypadek ten jest najgłówniejszym w Sławiańszczyźnie, bo całą jej rozległość z czasem objął, upoważnił nowo tworzące się dzielnice i coraz więcej pomnażał. Ogniwa nowej wiary wcielały niepodobnych nas do reszty narodów Europy. Uczęszczał Słowak z nabożeństwa lub potrzeby do Rzymu lub Carogrodu, a przejąwszy się nienawiścią wzajemną stolic chrześcijaństwa, zapalał pochodnie wiekuistych wojen na przestrzeni swojej o to, że nie jednej głowie uświęconej daninę płaciła. Biada nam! Długo nazbyt przetrwaliśmy w tych obłędach.

Nie wspomniałbym ich może, gdyby nie miały zgubnego wpływu na ten zakres naszej historii i nie były pierwszym podkopem miłej nam zawsze narodowości. Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.

Pierwsze dłuto dziejów Północy w czyim było ręku — wszystkim wiadomo. Łatwo widzieć, że powołanie zawsze trącało ich ręką i szczerby sprawiało w obrazie ojczyzny. Nie dziw zatem, że u nich epoka przedchrześcijańska, jeżeli nie ominiona całkiem i nie zarzucona wymysłami, wystawia nam tylko grube obyczaje, dzikość i ślepotę naszych ojców.

U nich to z łatwością jednakową w Poznaniu, Kijowie i Nowogrodzie dzieje się przejście do wiary. Podług nich dosyć było przykładu i woli panującego, aby dzień jeden lub rok to przeznaczenie spełniły.

Tak mniemając ci latopisarze, rzekłbyś, nie znali uporczywej duszy sławiańskiej, nie znali dziejów rodzinnego i pierwotnego ludu, u którego sposób rządzenia się i życia, obyczaje i mowa sama — ściśle były spojone z nauką o bogach. Przeobrażenie więc nagłe i szczęśliwe być nie mogło i w istocie nie było. Nowogród Wielki o cztery lata spóźnił się po Kijowie, w sto lat Rostów, a jeszcze później u nas Szczecin nawróciły się.

010

Nie przywodząc naszych, dowodów, spomnijmy, co Naruszewicz mówi o okropnościach u Lachów w siedemdziesiąt lat nowej wiary z powodu prześladowania pogan, zamilczanego od naszych kronikarzy. Schronienie się na ostatek kapłanów z wielu bogami wśród zapadłej Litwy podwyższyło nie znaną dotąd krainę i w porze dogodnej do zemsty miecz podniosło na polskie i ruskie sadziby.

Jaćwież przy źródłach Narwi ileż dokuczyła jednemu i drugiemu współbraciom? Co Nestor pisze o spółczesnych Radymiczanach i Wiatyczanach, a życiopis św. Wojciecha wyraża o Czechach i w życiu św. Benna biskupa misneńskiego, co się działo na ostrowie Ranowców?

Wszystko okazuje, że nigdy człowiek, żyjący pośród swojej rodziny, nie przemienił siebie, nigdy z uprzedzeń i nałogów, które jemu długo towarzyszyły, razem nie otrząsnął się, bo nie łatwo jest powstać przeciw sobie samemu, zmienić sposób życia, myślenia, poniechać wszystko, co mu jest miłym, nade wszystko nadać inny obrót językowi uzwyczajonemu czcić wielorakie bóstwa i pełnemu tych przenośni, przysłów i wzorów przyrodzonych, które stanowiły jego śpiewy obrzędowe, igrzyska, potoczną mowę i zawsze tchnęły jego wiarą.

arkona

W dziejach zapomnianych, dawno rozsławionych i obecnych nasz ród zajmuje swoje miejsce. Nie zebrał się on z wygnańców ani szczątków upadłych mocarstw. Był zawsze ludem pierwotnym, właściwym i jednosłownym. Nie wiadomy jeszcze czas i przyczyny, dla których on opuścił sąsiedztwo Indowego Stanu, jak długo był w tej wielkiej drodze, nim wkroczył do Europy i zajął jej połowę od strony Azji. Pewnym tylko jest, że po usadowieniu się w nowym stanowisku zajmowali razem okolice zadunajskie aż do podstawy Bałkanu nad Adriatykiem, za Łabą i całą między nimi przestrzeń, jako też Północ od ściany Sweonów, rządzoną przez wielkich kaganów, nim przenieśli stolicę do Kijowa.

Ze zmiany takowej na ziemi poczynili niektóre poprawy w zasadach wielbionych świateł nieba, liczne przenośnie z jestestw przyrodzonych rozciągnęli do poznanych na północy i całą jej przestrzeń na jednakie sta podzieliwszy, jednymże ustawom, obrzędom i zwyczajom podlegali. Widać wszędy w tej epoce naczelników z chorągwią przewodniczącą w pokoju, wojnie i świętych obrzędach. Połączenie w jednej osobie tak wielorakiej władzy nad licznym narodem tyle podawało sposobów stanowienia i wykonywania wszystkiego, że Sławianie, w tym stanie rzeczy i ręką przyrodzenia czczonego kierowani, nie mogli być ludem nieczynnym ani uśpionym. Wojna dla ubezpieczenia i rozszerzenia bytu, a w pokoju łowy, rola, rzemiosła pewne, obrzędy połączone z wielkimi grami i ucztą były ich powszechną zabawą, znamienitym i płci obojej spólnym zatrudnieniem.

W pamiętnikach owych wieków dosyć często natrafia się na wyrazy: rola, pług, socha, kosa, kowal, stolar, tieśla, tkę, dłubię, dłuto, a nawet pisar i malar. Wszystko to było potrzebnym i użytym, zyskiwało swoją cześć i przeniosło do późniejszych wieków wysoką, ale już przenośną pochwałę [ 1 ].

Nigdzie nie widać śladu, aby przed epoką poloru naszego byli na Północy poddani. Nie mogli być oni w przechodzie z Azji do Europy i dotąd w drugiej części świata nie znają, co jest pracować na wieczystego pana, który w oczach swojego monarchy jest im równy.

Wrodzona Sławianom prostota, wesołość, uprzejmość i szczerość wydawały się nawet w oczach nieprzyjaciół i to świadectwo zyskały. Męstwo, miłość i ta gościnność doskonała, na podziw i uwielbienie starym Saksonom służąca, bóstwami były całej naszej ziemi, wzajemnie się wynagradzającymi i hojne dary im niesiono.

05

Kiedy mniej będziemy oczekiwać od wieszczych pisarzów zagranicznych, mniej na nich polegać, a przedsięweźmiem wśród siebie, na własnej przestrzeni, w gnieździe ojców naszych szukać o wszystkim wiadomości, znajdziemy może więcej niźli dotąd gdziekolwiek pisano. Wpatrzmy się tylko w ziemię naszę.

Może Sławianie zostawili ją dla nas jako najtrwalszą księgę, może ją zakłęli, aby nigdy z dziedzictwa potomków nie wychodziła i w tym celu urzekli owoczesnym sposobem, by mogła służyć za świadectwo odwiecznej własności najpóźniejszym wnukom. Nie śmiejmy przeczyć naszym założycielom troskliwej przezorności o zachowanie takiej pamiątki, bo kto z ludem przeszedł rozległość między Indem i Bałtykiem, ten pewnie zyskał wiele doświadczenia i baczności na przyszłość i mógł być jak Mojżesz drugim zakonodawcą swojego plemienia.

Poznajmy się więc z naszą ziemią, obliczmy wszystkie jej miana, czyli uroczyska. Będziemy widzieć, iż mimo dziewięciu wieków, mimo tyle wojennych zniszczeń, mimo niewiadomość i próżność samochwalna w odmienieniu starych nazwisk, zachowały się przecież i doszły jeszcze do nas imiona bogów, imiona do czci ich należące, imiona jej sprawców i tego jestestwa ziemnego, które w przestrzeni czasów zaleciwszy się wielkim dobrem i złem, na chlubę rodu ludzkiego i mowy naszej czołem wieków nazwane zostało [ 2 ].

KUPAŁA MAX 3

Będziemy na tejże ziemi czytali nazwiska wszystkich zwierząt i ptaków, zarówno w Indzie zostawionych, jako i w tutejszym klimacie poznanych, wszystkich drzew leśnych i owocowych, ziół przyjemną wonią i kwiatem wabiących, jak i do pożywienia sposobnych, niemniej tych, co do leków i mniemanych czarów służyć mogły, oznaczenie wszystkich kruszczów wtenczas wiadomych, imiona wojny ze wszystkimi jej na tę porę narzędziami, jako też miru wiodącego długi szereg na łonie swoim zabaw i trudów, uroczyska morza ze wszystkimi podziałami wody i statków na niej używanych, wszystkie odmiany powietrzne, pewne liczby znaczące lub bogom poświęcone, wyrażenia wszystkich przeciwności, jakie tylko wyobraźnia człowieka wystawić sobie może, wszystkie przymioty złe i dobre, wszystkie członki, które składają ogół żywotnego ciała, wszystkie ich działania, wszystkie władze zmysłowe, wszystkie nazwiska ogólne i szczegółowe.

Na koniec myśl, pamięć i sława jako sprężyny i cel tego obrazu; krócej mówiąc, cała encyklopedia, rzekłbyś, i cały słownik nasz w prostym lub przenośnym znaczeniu, pojedynczym lub składanym sposobie na ziemi naszej rozwinięty, dzielące ją stare sta w pewnym porządku napełnia.

Nie ma stopy ziemi w starej Sławiańszczyźnie, żeby nie należała do tego rzędu słownego. Zarówno okrywa on osiadłe, jak i próżne miejsca, użyteczne i dzikie, wyniosłe i poziome, najeżone góry, jak doły i zapadłe bagna, czyste pola, jak zamierzchłe lasy, słowem, cała powierzchnia ziemi była stolicą naszych bogów i jedną tablicą naszej wiary.

Kto zdoła w takiej obszerności, na każdej prawie mili czworogrannej zrachować będące ogrody, grodziskami i horodyszczami zwane, wałem dokoła obniesione i przy nich bliskie zawsze łyse czyli jasne góry, panujące zwykle miejscowemu położeniu i wznoszące się przy stokach i wodach? Dostrzega się na wielu miejscach, iż w niedostatku ziemnej wyniosłości, w gładkiej równinie, wśród nizin i błot Polesia, w dogodniejszym jednak miejscu, toż samo uroczysko zachowują. Kto słyszał, co Szczygielski [ 3 ] o niej mówił, kto przypomni podanie powszechne o wiedźmach i czarownicach na Łysą Górę co czwartek po nowiu uczęszczających, kto słyszał o kijowskiej górze, ten dziwić się nie będzie mnogości pomienionych nazwisk.

wiedzma 1

Rozległość olbrzymia ziemi sławiańskiej nie dozwalała ojcom naszym poprzestać na dziewięciu tylko przybytkach pozwolonych od sumiennych pisarzy, owszem, dla tej przyczyny w miarę ludności swojej, zakreślając stare sta i wmieszczając w nie sto nazwisk ziemskich, obierali pośrodku nich najokazalsze miejsca dla łysej góry i świętego ogrodu, czyli do tych stosując zaokrąglenie reszty należących nazwisk.

Praca moja nic jest jeszcze u swojego końca. Odkrycie każdego systematu nie może być zarazem głoszone w całej rozciągłości i trudno jest na słabych skrzydłach przelecieć oddalone wieki i z bystrością przeniknąć ich tajemnice. Czas tylko i usilna praca, po bacznym przejrzeniu wielu odległych okolic, przynieść mogą objaśnienie, jakim sposobem jedno czucie lub wola czyja na takiej rozległości umiały osnować tkań wszędy do siebie podobną lub przydać do niej tę rozmaitość, która za pewnym oddaleniem się, jakby w cale przeniesiona, powtarza się i odnawia.

Chodząc wszędy po tle starodrzewnej nauki, po ząkrętach sławiańskiego rządu, ileż to napotkać można Nowogrodów, tak dawnych jako i Starogrodów, Kijowów, Krakowów, Gniezn, Moskw, Kruszwic, Poznaniów, Budinów, Przemyślów, Białogrodów, Warszew, że ze sprzężonymi tymiż samymi lub jednoznacznymi imionami. Ileż odkrywa się nicości i błędów w naszych opisach, które z nazwisk osad lub krajów tylu założycieli niebyłych wywiodły.

Wsparty na tak rozległym i wszędy mi obecnym systemacie naszej osiwiałej starszyzny, patrzę spokojnie, jak w moich oczach znikają roje marzeń pochlebnych, co jakąś osobistość ukrytą mając na względzie, ćmę bohatyrów z nazwisk tyluż osad w kronikach czeskich siliły się stworzyć.

Można powiedzieć, iż żaden z narodów upadłych, żaden z nowożytnych i polerownych nie pomyślał o takim układzie ziemskich nazwisk, nikt za pomocą podobnego słownika nie zapewnił sobie wiecznie trwającej pamięci. Nie jest to litania wszystkich świętych w hiszpańskiej Ameryce i na wyspach, bez ładu umieszczana.

Sławiański porządek jest oryginalny, właściwy naszym tylko zakonodawcom i przodkom, co przez tyle wieków w tysiącznych miejscach zrobili i zachowali. W tym była ich spólność, jedność, stąd wszystkim należny zaszczyt, stąd chcę mówić — wszyscy okryli się wieńcem i nazwiskiem Sławy.

Przeglądając się często w tym obrazie, czułem tylekroć wewnętrzną cześć dla naszych pradziadów, uszanowanie ku tak wielkiej ich myśli i znajdowałem zawsze odradzającą się we mnie chęć dalszego rozpoznania i w miarę sposobów dokończenia tego obrazu.

Czas powiedzieć cokolwiek i o podaniach ludu sławiańskiego. W narodzie pierwobytnym i kilkanaście wieków zliczającym na tejże ziemi zawsze podanie jakieś być musi. W niedostatku pisarzów lub owoczesnych świadectw zdolne jest wiele rzeczy nam odkryć. Lecz kto nie zamierzył sobie pewnego rysu, nie przygotował pewnych pytań, a jeszcze w miarę szerokości ziemi sławiańskiej nie ma zapasu odwagi, wytrzymałości i opatrzenia się w kilka jej dialektów, ten daremnie będzie oczekiwał podań; same do jego brzegu nie przypłyną i nie nastręczą się.

Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym gorzkim zmroku dostrzec można świecące im trzy księżyce, trzy zorze dziewicze, siedem gwiazd wozowych. Tam zorza Lelowa zbliża się do młodego miesiąca — miłość nowożeńców i gody zwiastuje, tam zorza, księżycem ogrodzona lub zawojką pokryta, ślubną przysięgę, tłumaczy.

Dotąd jeszcze trzy rzeki płyną podsieni lubowników, udzielają świętej wody do korowaja i kołaczów . Dotąd zawodzą się w nuceniach podolskich wróżby na tychże rzekach, jak bizantyckie kroniki wspominają. Jeszcze cichy Dunaj jak ów Ganges jest wodą świętą, pełną uroków, miłości i szczęścia, i na powierzchni swojej niesie korab czerwienny z okwitością swadziebną, szcze słup wyzłacać jadą do Lwowa. Dziewica między dwoma lwami stojąc bez bojaźni, oddaje rękę junoszy. Strusie pióra i pawie ogony zdobią wieńce i głowy poślubione, a czerwiec z maliną zmieszany stanowi chwałę czystości dochowanej.

slavs

Rusa kosa pod Kijowem, złoty warkocz w Krakowie biorą pierwszeństwo. Jelenie, rysie, łabędzie i sokoły nie zapomniały jeszcze przynosić kochankom wieńców i pierścieni. Sierocie zabierającej się do ślubu opiewają dąbrowę pełną pni bez zieloności. Jeszcze mosty ścielą się ze trzciny, gdy dzieci mają upaść do nóg rodzicom, a drugie, usłane pierścieńmi i perłami, znajdują się po drodze kochanków.

Ogólnie mówiąc o tych śpiewach obrzędowych, nieco uzbieranych nad Nieprem, Bohem, Bugiem, Sanem i górną Wisłą — wszędy tchną miłą smętnością, prostotą pełną przenośni i obrazów starożytnych. Wyznać trzeba, że kiedy lud wiejski, tak dawno usunięty od swobody, mógł jeszcze podobne nucenia zatrzymać, pewnie one w epoce panowania swojego na rajskich dworach i ogrodach, w gajach, na górach i polach uświęconych podczas soborów płci obojej pod okiem kniaziów, księdzów, królów, żerców , klechów i starostów obrzędowych były nierównie znakomitszymi. Niestety, nasza ziemia nie była morzem z trzech stron ubezpieczona, aby mogła pomimo wieki zachować tyleż co Szkocja.

Lecz czego nic pomału żałować trzeba, że w Czechach za Karola IV, a w Polszcze w wieku Zygmuntów, przychylnym dla nauk i mowy ojczystej, w wieku nie tak pogorszonej zagrody wieśniaka, nie pomyślano o zbiorze całkowitym pieśni.

Do podziwienia, że Jan Kochanowski wiele pięknej prostoty spod strzechy wiejskiej przenosząc do swoich rymów, nie wpadł na myśl podobną; ona tuż za nim stała. Ona by u Zygmunta Augusta otrzymała hojne wsparcie i stałaby się godnym tamtego wieku upominkiem. Oszczędziłoby się nam przez to czasu i pracy tym trudniejszej i nie byłoby przyczyny narzekać na Marcina z Urzędowa kanonika sędomirskiego [ 4 ], albo i Gizelego archimandrytę kijowo-pieczarskiego [ 5 ], na drużynę Lojolego i na niezrachowany pułk jubileuszowy, którzy z żarliwością wielką deptali to wszystko, co jest dzisiaj celem ciekawości naszej. Obok tych win w zachodniej stronie oddajemy pochwałę mimowolną ruskiemu duchowieństwu.

Greccy i unijaccy (jak my zwali) popi byli to bracia swojego ludu modlący Boga w sławiańskim języku [ 5 ], wolni od wyniosłości i kłócenia mieszkańców swoimi reformy, mieli więcej pobłażania i łagodności z tej strony. Skutek to okazał, bo ruskie okolice nieporównanie więcej starych podań zachowały i mnie nauczyły.

kupala 2

Na Rusi północnej w końcu XVIII wieku zebrano śpiewy i drukiem ogłoszono. Wydawca chwali ich rozległą jednostajność po wszystkich okręgach, lecz wyższość poetyczną przyznaje małorosyjskim, to jest południowej Rusi pieniom. Zgadzam się na to z przekonania własnego, gdy przez Niepr zajrzałem nieco do połtawskiego okręgu. Powiedzieć jednak trzeba prawdę, że w zbiorze tym dwunastoksięgowym nie widać stałego celu.

Starano się bardziej o huczne noty lub kalinuszki posępne niźli o rzecz samę; nieznane osoby tym się trudniły, wyboru żadnego nie zrobiono. Względem szląskich, czeskich, morawskich i węgiersko-sławiańskich, nie znając ich jeszcze, nie mogę nic powiedzieć. Czynię jednak starania.

W badaniach starożytności naszej przedstawia się jeszcze osobliwsza okoliczność. Kiedy ją tutaj wyrażę, niejeden będzie wątpliwością, a w pogotowiu i śmiechem przejęty. Szczerze wyznaję, że sam długo byłem w niedowierzaniu. W istocie, jak można przystać na to, aby znaki chluby szlacheckiej, ten pomnik urojonych powieści dla naszych rodopisów, to źródło bezdenne panegiryków dla ojców jezuitów, skazane w dzisiejszej oświacie na niepamięć, żeby mówię herby nasze mogły mieć starożytne i pewne znaczenie.

Lecz rzućmy na stronę wszelkie uprzedzenia o tych znakach. One temu nie winne, że ich starano się nie rozumieć i umyślnie bajkami przyćmiono.

Nasze zbiory heraldyczne są prywatnym autorów usiłowaniem, lecz nie dziełem urzędowym. W ostatnim zbiorze Piotra Małachowskiego wyrażono koło 10.000 rodzin, a wszystkich herbów, uważając z odmianami tamże wyrażonymi, będzie blisko tysiąca. Jakaż to liczba! Czy podobna jednemu człowiekowi ogarnąć i oznaczyć każdego początek i przyczynę niezmyśloną zacności?

W tych księgach umieszczano podług wywodów, jakie komu podobało się napisać dla informacji autora lub z kwerendy po aktach urzędowych, które początku starożytnego szlachectwa nie wyrażają i my tak dawnych składów papierowych nie mamy. Patrząc, co Niesiecki sam w protestacji na końcu tomu IV wyraża o tej starożytności szlachty i herbów, o pochodzeniu ich ze krwi cesarzów wschodnich i zachodnich, od królów aragońskich i książąt sycylijskich, od komesów, a nawet od Olimpu i Oceanu prowadzonym — wszystko to nie zasługuje na żadną uwagę. Niemniej, chorobą zadawnioną jest u nas szukać chluby z rzeczy zagranicznych i dlatego nawet rodowody bardzo częste z Brytanii, Danii, Włoch, Francji i innych krajów.

W tej cudzoziemszczyźnie nie mógł już być Słup, tylko Kolumna, Kruk ubrał się za Corwina, Niedźwiedź, ten biedny mąż, za poddanie się swoje żonie wyszedł z czasem na Ursyna.

Wata obeznał, się ze Starym Testamentem i przywłaszczył Samsona. Biała gęś zasłyszała o sławie kapitolińskiej i podniosła się na Paparonę, a jasny sokół, ten ptak niegdyś znakomity, dawszy tyle chleba sokolniczym, zawsze będąc oznaką dzielnego mołojca, zniżony na Ślepowrona. Ten pisze, że Baryczka przybył z Panonii do Węgier, potem do Polski; tamten wyraza, iż rybka herbowna Glaubiczów, Przecławskich i Rokosowskich była jeszcze przed narodzeniem Chrystusa.

Zorza z księżycem ma gniazdo swoje nad Renem w zamku Monstern, po sławiańsku Leliwą niby zwanym. Boże stado w Kromerze będące [ 6 ], znać przy zagładzie obrzędu stada byłego u nas, tą koleją przewrócone w Boże zdarz z dykteryjką w pogotowiu, iż samo dobre życzenie królowi idącemu pod Warnę ten herb i szlachectwo przyniosło dla Szwarca. Wiadomy skutek wyprawy.

Król poległ i noga żadna nic uszła; pamiętnie uiściło się życzenie! Jakkolwiek bądź stało się, Szwarc dlatego używał herbu, lecz nie pierwszy, bo on umarł bez potomstwa męskiego, a jednak kilkanaście rodzin używa tegoż samego znaku.

Wspomniałem o skutku warneńskiej bitwy. Opłakiwała go długo Polska. Rodopisowie nasi w szczęśliwym widoku wszystko uważając, jakby po tryumfie spod Warny idącego Raka z dyplomatem szlachectwa chcieli ukazać. Niesiecki, we Lwowie piszący, nie widział przyczyny, dlaczego dąb we herbie będący od poprzednika dub nazwany.

Wśród podobnego odmętu bajek i gwaru zgadzają się jednak wszyscy pisarze nasi, że były herby u nas za czasów pogańskich, że na pamiątkę przyjęcia chrześcijaństwa krzyżyki tylko dodano, a wyliczenie takowych herbów przez bojaźń sumienną opuszczono. Jeden Wacław Potocki 1696 r. ośmielił się powiedzieć, że herb Łada jest zabytkiem bożyszcza Łady; przecież Niesiecki, często go przywodząc, względem tego zdania milczy i podsuwa natomiast swój wywód historyczny od wsi w lubelskim województwie.

010

Z tego uważać można, że jezuitom naszym bałwochwalstwo było lepiej wiadome, gdy tak stronili od niego, bo i Knapski w słowniku swoim wyrazu „ładna”, „ładność” nie położył, a lelek barbaryzmem, czyli nic nie znaczącym pokazał.

Mówiąc o herbach, były one jako klejnoty szlacheckie przez wszystkie wieki troskliwie piastowane, lecz przechodząc przez tyle rąk chełpliwych, łżywych i zabobonnych, w odmiennej postaci okazywały się. Nie powinniśmy gardzić żadnym źródłem wiadomości, zwłaszcza krajowych. Doświadczmy, podnieśmy z nich zasłonę, oddzielmy obce za indygenatami przybyłe i późniejsze podług tablicy Czackiego i podług konstytucji; odłączmy na chwilę krzyżyki jako dodatek gorliwości chrześcijańskiej i wszystkie razem okażmy w rysunku.

Wówczas postrzeżemy pewny między nimi układ, pewne podobieństwo i oddziały, tu pojedyncze znaki, tam złożone i jakby całkowite. Tu wszystkie światła niebieskie sławione w pieśniach wiejskich i osnowa nauki tak zwanych czarownic; tu zora Leliwa duże szczastływa, zora Lubowna. Tam korab z Lwami i słupem uwieńczonym u jednych, z dodatkiem leliwy i sokoła u Dziekońskich, ten sam zda się, na którym kniaź Mstisław Swiet Wołodimirowicz płynął po jeziorze Ilmenie do pięknej Lubawy. Dziewki z rozpuszczonymi włosami lub zawojką na głowie [ 7 ] nie będąż to same książnice krakowskie i kniahinie ruskie, widziane na weselu i w naszych czasach? Biały koń na czerwonym tle — nie tenże sam, o którym Sakson Gramatyk w oblężeniu Arkony mówi?

Herb pana Zadory — lwia głowa buchająca płomieniami i trzy takież głowy nie przypominająż nam Czernoboha widzianego w Wielkiej Syrbii? Skąd w heraldyce naszej tyle zwierząt i ptactwa, nie odrzucając kota, zająca, świń, jeża, kawek i sroki? Jakież miłostki wprowadziły tyle serc strzelistych i tyle łabędzi? A w inszych miejscach, drzewa, kwiaty, zioła, grzyby, węże, ryby i żaba. Możnaż pomyśleć, aby to wszystko miało oznaczać męstwo, rozum, cnotę i zasługi?

Były wprawdzie czasy, kiedy umiano te przymioty na owych znakach wyczytywać i my tak szczęśliwemu omamieniu może najwięcej winni zachowanie tych hieroglifów starożytnych. Z Salustym Jezierskim, gdyby on żył kilką wiekami pierwej, zginąłby nieochybnie nasz zodiak szlachecki.

Pewnie, iż w starodrzewiu dawano lub przybierano te znaki za jakąś dzielność i usługę, lecz bez stosunku znaków do osób. Czerpano te rysy z jakiejś księgi, która do nas nie doszła lub z natury wielbionej i zwyczajów sławiańskich, nam także nie znanych .

Szkoda, że ustal już duch obrończy szlachectwa i nikt nie myśli o dopełnieniu zbioru herbów przyniesionych do dwunastu komisyj wywodowych w zachodniej stronie Państwa Ruskiego.

Heraldyka Północnej Rusi, za cesarza Pawła I wydana, nie zaspokoiła w niczym mojej ciekawości; są jednak ślady, że były pieczęci kruszczowe za Igora, daleko wcześniej przed chrześcijaństwem. Znamiona pogańskie nieochybnie przywalone ciężarem troistego krzyża za Władymira I; nie uratowano ich poznańskim sposobem przez unią z krzyżykami. Stąd też wielki kagan jest na równi z apostołami i w liczbie świętych.

Nasz Mieczysław za siedem żon po staremu jeszcze nie odpokutował.

MIESZKO

W następnych wiekach Ruś dosyć ma pieczęci, lecz na nich nic sławiańskiego. Ziemia, panujący i bojarowie stałych i jednostajnych nie używali herbów [ 8 ]. Dziewica z rozczesaną po ramionach rusą kosą, z wieńcem rucianym lub barwinkowym na głowie, sławiona w całej Północy i Południu Rusi, nie miała szczęścia zostać znamieniem swoich czcicieli.

Czudo dwugłowne, nie znane Słowakom, przyleciało od Grecji po roku 1490 i siadło nad Mostkową rzeką za Iwana Wasylewicza. Uhry znamienne trzy rzeki i sześć lelij przewrócili na insze liczby i postać. Sprawiedliwie powiedział nasz Mikołaj Rej: „Świat ten dziwnie się kołysze w swoich sprawach”.

Litwa, przyjmując wiele od Rusi w czci bogów, pismach i mowie urzędowej, jeszcze na pieczęciach Witowda Wielkiego i chorągwiach pod Grunwaldem ukazywała znamię takowe: __/-|-__/. Zepsuła go z czasem i wcale zaniechała.

Zrcadlo słavneho markrabstvi moravskeho, w Olomaucy 1593, było księgą dla mnie pomocną. Czego w polskiej heraldyce znaleźć nie mogłem, a mocno życzyłem w stosunku do śpiewów wołyńskich, w tym to Zwierciedle zyskałem. Nie znam jeszcze heraldyki czeskiej i uherskiej, rodzin właściwie sławiańskich.

Hospodarowie, wojewodowie mołdawscy, władnący brzegami sławnego u nas Dunaju, rządząc krainą starego Bohdanu, używali w dyplomatach hołdowniczych Polszcze pism i mowy sławiańskiej. W kilku aktach w Sybilli puławskiej będących z XV wieku i XVI widać stałe używanie na pieczęci wielkiej turowej głowy między Leliwą. Bojarowie w tym kraju dotąd są w prostocie sławiańskiej i powierzchowności tureckiej. Wszędzie można by coś znaleźć po otrząśnieniu cudzych pyłów i śniedzi.

Wiele pochodni w ręku szlacheckich zgasło i to jeszcze pierwej, nim pomyślano o ich uczczeniu. Trzeba przeglądać cerkwie, kościoły, cmentarze lub po archiwach stare oryginały. Niezmierna praca! Lekki dowcip z przestrachu od niej uleci, bo tu krótkości nic folgować nie można. Trzeba długo mozolić się kwoli starym wiekom i naszym obyczajom i nieraz nakoźlić czoła.

Zabezpieczmy przypadkowe i dość częste odkrycia z ziemi, te różne małe posągi, obrazki i narzędzia kruszczowe, naczynia, garnki z popiołami. Zliczmy i poznajmy wymiarem dokładnym wszystkie potężne mogiły, które na cześć jednej osobie sypane samotnie wieki przetrwały. Ochrońmy od zniszczenia w podziemnych pieczarach wykute na skale pisma, nam większą częścią nieznane. Zdejmijmy plany z położeń miejsc zaleconych znakomitością starodawną dla objaśnienia starego sta, nie dozwalając żadnemu uroczysku pójść w zapomnienie.

Poznajmy wszystkie nazwiska, jakie lud wiejski, czyli jego lekarki w różnych stronach dają przyrodzeniu. Zbierzmy, ile można, śpiewy i herby starożytne, opisujmy celniejsze obrzędy. Wnieśmy to wszystko do jednej księgi, a przekonamy się niewątpliwie i o pochodzeniu naszym z Inąd, czyli Indostanu, i poweźmiem milsze wyobrażenie o naszych przodkach. Złączmy ich naukę V wieku z oświeceniem i wdzięcznością wnuków w XIX wieku już odzywających się.

Nie zamierzałem sobie nigdy przed zebraniem wszystkich zapasów wcześnie o tym pisać. Skreśliłem tylko niektóre myśli, wyjęte z czteroletniej mojej wędrówki i pracy kwoli dalszego jej przeznaczenia. Postawiwszy siebie myślą za dziewięciu wałami wieków oddalonych, przed obliczem osiwiałej i poważnej brody naszych przodków nie mogłem już mówić bez pewnej czci dla nich i, jakby w ich imieniu, bez pewnej śmiałości, która wspierając się na rzetelnej prawdzie, ze skutków dotykalnych wywiedzionej, duszy północnej zawsze powinna być znamieniem.

(Pisałem w Sieniawie nad Sanem 1818 r. w miesiącu marcu).

slavs 2


 Przypisy:
[ 1 ] Mikołaj Rej z Nagłowic w swych rymach chwaląc panów Czarnych Pawłów z rozumu, cnoty, męstwa i udatnej postawy, które były własnością całej ich rodziny, na dobitkę tych pochwał po staroświecku tak kończy:
„A za ich obyczajmi i za ich sprawami
Mógłby właśnie ich każdy zwać Koniakowkami”.
W godowniczych śpiewach ruskich kowalczyki i kowalenki kują konie panu staroście weselnemu, któremu swanienka czyli swacha daje podkowy złote i srebrne z uchnalami takimiż. Oto i przyczyna, dlaczego u nas tyle herbów napełnionych podkowami. Zawsze one wyrażają dobrego junaka i Niesiecki na wielu miejscach toż samo mówi. Męstwo, wytrzymałość i zręczność w prowadzeniu wojny długo porównywano u nas z przyrodzeniem wilka. Pamięć tego zachowała się w pieśni o pochodzie na Połowców Igora kniazia siewierskiego. I Niesiecki w Koronie Polskiej [t. I-IV, Lwów 1728-1743] kilka takich przykładów umieścił: „Eleazar albo zwyczajnym na Rusi językiem Olizar (Jelisar) na jedno oko ślepy, atoli wielki wojownik, gdzie żadnej o sobie nie dając wieści, Tatarów napadł i szczęśliwie raził; stąd już ślepy, już głuchy Wołczok zwano go”. T. II, str. 424 i t. III, str. 453. Wilk Mazowiecki, człowiek znaczny. T. III, str. 234. Przodek Ługowskich Wilkiem nazwany, który mężnie wojował pod Leszkiem Czarnym z Litwą i Jaćwieżą i w nagrodę zasług wieś Ługi otrzymał. T. III, str. 184. Jan ze Strzelec herbu Grzymała, arcybiskup gnieźnieński, mąż wielki, poważany od Kazimierza Wielkiego i wykonawca jego ostatniej woli, Suchym Wilkiem był nazwany. T. II, str. 335. „Wilk mu za uchem wyje” – było u nas przysłowie; także: „Biega jakby z wilczą skórą po kolędzie”. Tysiące podobnych przenośni było w naszej mowie, zbogacała się ona znajomością i obrazami przyrodzenia, które służyło za wielką księgę naszym przodkom. My od nich daleko odstrzeliwszy się, wszystkiego zapomnieli i wszystkiego postradali. Dwadzieścia lat należało walczyć naszym, aby odzyskać straconą ojczyznę; nie mniejszych może trudów potrzebować będzie przywrócenie narodowości w mowie naszej. Zgorzkła obca słodycz bez miary używana. Czuć się już daje utęsknienie do prostych i ojczystych pokarmów. Zbierzmy je skrzętnie, a czas, sprawca wszystkiego, może wyda nam nowego Bojana, który do wygładzonej dziś mowy przydając starożytne obrazy i zwroty stanie się twórcą narodowej oryginalności. Miło dla nas byłoby za jednym razem okazać ten tryumf sławiańskiej mowy, gdyby ta rzecz nie zawierała się w ogólnym jej prawidle składania i mnożenia wyrazów. Tak wszystko poszło na niewiadomość, że chcąc jednę rzecz objaśnić, trzeba całą, tak nazwę, machinę poruszyć. Wszelako można przeświadczyć się o tym i ze słownika p. Lindego pod wyrazami: czoło, wiek i człowiek.
W Powieści o Mstisławie I Wołodimirowiczu, sławnym kniaziu ruskim, w nader starożytnym rękopiśmie znajdzionej, widziemy wielkiego posadnika Gostomysła Burywoicza. „Umom swoim on wieki obnimał” – to wyrażenie dosyć jest późne, bo z XII w., lecz razem jak jest wysokie, jak przypomina prawodawców mowy sławiańskiej? Trzeba być obcym, nie należącym do naszego plemienia i być tak pozbawionym wszelkiej wiadomości w tej mierze, aby jak Rulhiere, słabo chwyciwszy się za wyraz cerkiewny rab (oznaczający po sławiańsku i rusku służebnika, a po rosyjsku dziś niewolnika), mógł rozumować, że w tym kraju człowiek i niewolnik jednako nazywa się. Gdyby powiedział, że dzieci: rabiata często mianują się od rodziców, byłoby prawdą i świadectwem, jaka jest przyrodzona zwierzchność rodziców i uległość dla nich dzieci przez ten wyraz bez granic oznaczona.
[ 2 ] W książce, acz późno pisanej: Aquila Polono-Benedictina… [Kraków 1663, s. 119 nn.] i w miejscowej legendzie: Krzyż Święty na Swiętney górze Swiętokrzyskiey, Łysiec nazwaney… przez X. Marcina Kwiatkiewicza… w Krakowie 1690.
[ 3 ] Ten człowiek, zostawiwszy pamięć po sobie w napisanym Herbarzu polskim, to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych… MDVC roku wydanym, obok tego ujmuje w rękę bylice (czarnobyl, artemisia) i tak każe: „Tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polsce nie chcą opuszczać niewiasty, bo takież to ofiarowanie tego ziela czynią, wieszając, opasując się nim. Święta też tej diablicy (Dianny) święcą, czyniąc sobótki, paląc ognie, krzesząc ognia deskami, aby była prawa świętość diabelska; tamże śpiewają diabelskie pieśni plugawe tańcując, a diabeł też skacze, raduje się, że mu krześcijanie czynią modłę a chwałę, a o miłego Boga nie dbają, albowiem w dzień św. Jana wieśniaków przy chwale miłego Boga żadnego nie będzie, a około sobótki będą wszyscy czynić rozmaite złości” [Kraków 1595, s. 32]. Ten pogrom doścignął swojego celu i odnawia się jeszcze przez bolesne kije u spodu Góry Świętokrzyskiej. Dogorywają już w naszych oczach niewinne sobótki, pełne starożytnej tajemnicy i pełne przyjemności w rymach Jana Kochanowskiego. Ta chęć zacięta na wygnanie gościa sławiańskiego (ognia) i do tego stopnia ścieśniona swoboda utrudzonego kmiotka, że w naszym wieku polerowanym nikogo nie obchodzi, rzecz także dziwna.

[ 4 ] Ten kapłan wydał w sławiańskim języku Sinopsis ruskiej historii 1679 r. Przytoczmy własne jego słowa, co mówi o „idolech” (bałwanach sławiańskich) na stronie 46: „Tohożdie Kupała (sobótka) boha, ili istinnieje biesa i do siele po niekiim stranam rossyjskim jeszcze pamiat dierżytsia, najpacze w nawieczeryi rożdestwa światoho Joanna Krestitiela, sobrawszesia w wieczer junoszy mużeska, diewiczeska i żenska połu, sopletajut siebie wieńcy ot zielja niekojeho i wozłahajut na hławu i opojasujutsia imi, jeszcze że na tom biesowstwiem ihraliszczy kładut i ohń i okrest jeho jemszesia za rucie, nieczestiwo chodiat i skaczut i pieśni pojut, skwiernoho Kupała czasto powtorajuszcze i czerez ohń preskaczujuszcze, samych siebie tomuż biesu Kupału w żertwu prynosiat. I innych diejstw djawolskich mnoho na skwiernych soboryszczach tworat, ich że i pisati nie lepo jest”.

[ 5 ] Na wspomnienie ojczystego języka nie można nie wydać ciężkiego westchnienia, że my Polacy w całym istnieniu (można policzyć dziesięć wieków) nie używaliśmy różnymi czasy własnej mowy, zaledwo dwa wieki, w obliczu zaś Boga i głów uwieńczonych – nigdy. Prawda, że ta wina jest w obłędach całej Europy, lecz Słowaka bynajmniej to nie pociesza. Przebóg, wpadliśmy w morze, które nas przejęło słonością i dech wolny zatamowało.
[ 6 ] W księdze Henrykowi Walezemu przeznaczonej: De situ et Gente Polona, gdzie wyliczał herby polskie wielkimi głoskami i w nich Boże stado jaśnieje.
[ 7 ] Ubiór białogłowski na wsi różne ma nazwiska; w Statucie litewskim: sierpanek i namiotka, które między Nieprem i Bugiem dobrze są znane; nad Donem i Sanem: zawojka, zawitie, wieczneje pokrytie. U rodopisów naszych cudownie wyszedł ten ubiór na chrzestną chustkę, chociaż nigdy nie chrzczono nikogo między rogami jelenimi. Starzy chrześcijanie takiej wystawy nie znali. Nazwisko zaś: Nałęcz poszło od szlachcica tego imienia, jak to można widzieć pod tym i wielu innymi herbami.
[ 8 ] W zbiorze dyplomatów pod napisem: Sobranije gosudarstwiennych gramot i dogoworow, czast’ I, Moskwa 1813, można o tym zupełnie przeświadczyć się. W tym przybieraniu dorywczych znaków zaledwo cztery dają się postrzegać: pieczat’ kniazia Konstantinowa Dmitriewicza 1423 goda, pod nr 41 i 1428 goda, pod nr 44: toże pieczat’ kniazia Dmitria Juriewicza (Szemiaki) 1440, pod nr 59, co dają niektóre podobieństwa przedmiotów sławionych w śpiewach wiejskich. A na pieczęci księcia Możajskiego 1435, pod nr 46, falco supra lapidem, jak w heraldyce morawskiej opisuje się i jak nasze nimfy wiejskie spominają gniazda sokole na wysokich skałach. Czwarta jeszcze pieczęć kniazia galickiego młodszego Dymitra Juriewicza roku 1433, nr 50, zdaje się wyrażać naprzeciw księżyca młodą żonę podług nucenia w Czerwonej Rusi:
Postawlu ja swiczenku
Na protiw misiaczenka,
Czy budu ja tak jasnaja,
Jak misiaczenko jasnyj.
Postawlu ja Swekoronka
Na protiw moho Batenka,
Czy bude tak miłyj.
Jak mij Batenko ridnyj.
Hanyły mini Iude:
Złyj Swekoronko bude,
Ja toho ne sluchata,
Ridnym Batenkom zwała.
svarog
 Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4504)
 23/06/2019

Herwig Wolfram. HISTORIA GOTÓW : część 1 – Nazewnictwo.

Nazewnictwo (strony 29-51)

29

1.Goci

Klasyczna etnografia stosowała dawniej nazwę „Swebowie” w odniesieniu do wielu
plemion germańskich. Podobnie pojęcia „gocki”, „gotycki” nabierają do VI wieku coraz
szerszego znaczenia. Współcześni mówili o „ludach gockich”, kiedy tylko stwierdzili
jakieś ich wspólne cechy języka, sposobu życia czy miejsca pochodzenia.

Wedle ich wiedzy ludy te zamieszkiwały pierwotnie tereny nad dolnym Dunajem i nad Morzem Czarnym, tam, gdzie tradycyjna, pozostająca pod greckim wpływem etymologia
lokalizowała Scytów. Kto chciał pochwalić się dokładniejszą wiedzą, rozróżniał na tym
obszarze także Getów i Daków, Sarmatów i Sauromatów, „Czarne Płaszcze” i
Amazonów oraz wiele innych ludów mieszkających na dawnej Północy.

Podstawowych informacji i pojęć dostarczył czwarty logos w Badaniach (tu: usunięte słowo w języku greckim) Herodota. Gdy jednak sto lat później Stary Świat, przetrwawszy okrucieństwa III wieku, nie był w stanie obronić swych granic nad dolnym Dunajem, literacka zabawa tradycyjną terminologią nabrała cech śmiertelnej powagi.

Zagrażający cesarstwu rzymskiemu Scytowie to Goci i Hunowie, a wkrótce potem, po zniknięciu Hunów lub po zmianie ich etnicznej tożsamości, już tylko i wyłącznie Goci.
Od V wieku nazwa „Goci”, która zastąpiła pojęcie „Scytowie”, obejmowała
najprzeróżniejsze ludy germańskie i niegermańskie: Gotów w Italii, Wandalów, Gotów w
Hiszpanii, Gepidów, Rugiów, Skirów i Burgundów, a nawet Alanów.

Za najważniejsze kryteria etnicznego przyporządkowania do Gotów uznaje się wspólne wierzenia i wspólne prawo – lex Gothica, oraz ten sam język. Współczesna etnografia, stosująca również kryterium lingwistyczne, wynalazła dla tego zjawiska sztuczny twór pojęciowy: „Germanie Wschodni”,

99

30

dziś powszechnie i jednocześnie nazbyt pochopnie stosowany. Amalska Origo
Gothica podawała natomiast ograniczoną liczbę ludów gockich. U podstaw
stosowanego przez nią podziału leży skandynawskie pochodzenie; zgodnie z tym do
Gotów zaliczani są Ostrogoci, Wizygoci i Gepidzi.

Przed końcem III wieku od grupy tej odłączyli się Gepidzi, „lekceważąc dawne więzy krwi”9 i stając się osobnym ludem.
Wobec zaistniałej sytuacji tradycje plemienne uznają za Gotów jedynie te dwa
plemiona, które znane były pod nazwą Gotów w źródłach niż ich „słaba” pochodna, nazwa Gutonów.
Można by więc pod względem językowym odczytać nazwę „Gutoni” albo jako określenie młodych Gutów, albo wielkich Gutów, Gutów Nowej Ziemi.

Te nazwy nie odnoszą się bowiem do faktu, że Gutoni posiadali silne królestwo, ani też do tego, że według pierwszego źródła wspominającego o nich, byli zależnym, czy że jeszcze według ostatniej wzmianki – niewielkim ludem.
Antyczna geografia I stulecia po Chrystusie znała kontynentalną rzekę wpadającą do
Morza Bałtyckiego i noszącą nazwę Guthalus.

31

Jeśli ta nazwa miałaby oznaczać„rzeka Gotów”,   to tylko pod warunkiem, że zawiera „mocną” formę Gut-, poświadczającą jej występowanie na kontynencie, jednak pojawia się również jako szwedzkie Gotaalv, jak nazywa się rzeka skandynawskich Gutów (Gautów).

Prokopiusz, który jako pierwszy o Gautach mieszkających na Thule, orientuje się też, że czczą oni Aresa. Pisze o tym, jakby donosił o Scytach, Trakach i Getach albo też o samych Gotach. Podobne gocko-gauckie cechy wspólne wyraża być może nazwa plemienna Gauthigoth, jaką zawiera skandynawski wykaz ludów w Origo Gothica.
Znaczenie, pokrewieństwo i różnice w nazewnictwie Gotów, jak też i Gautów to
ulubione tematy etymologicznej dyskusji. Podejmuje się trud „przybliżenia zwykle
niełatwych do wyjaśnienia sposobów użycia terminu gautaz”.

Czy słowo to, oznaczające „wylewający”, pochodzi od skandynawskiej rzeki, która odprowadza wodę z wielkiego jeziora Vaner do Kattegatt, czy też może Goci i Gautowie to „mężowie”, wręcz „ogiery” w sensie samców „rozsiewających nasienie”? Albo może Goci i Gautowie to synowie boga wojny Gauta, który przewodzi wojskom zarówno w Skandynawii, jak i na południu Germanii?

Wszystkie te warianty znajdują potwierdzenie w gockiej tradycji, tak że pojawia się pytanie, czy muszą one się wzajemnie wykluczać. Jednakże dla historyka o wiele ważniejsze od etymologii jest przekonanie lingwistów, „że nazwa ludu Goci oznacza to samo co Gautowie”. Czyż nie można by w ten sposób zakończyć bezowocnego sporu, przypominającego dzielenie włosa na czworo, podejmując nawet ryzyko przyznania racji Amalowi Teodorykowi, który swoje początki wywodził ze Skandynawii?
Właściwi Litwini nazywali Litwinów i Białorusinów rosyjskiego pochodzenia
szyderczym słowem Gudas (Guddowie).

Językoznawcy wychodzą z założenia, że u podstaw tego określenia leży „nazwa ludu Gotów”. Jakiekolwiek świadectwa na istnienie Guddów pojawiają się dopiero od XVI stulecia, ale wiadomo o nich, że „ich wiek jest bardzo podeszły”. Gdec, które pojawiło się po raz pierwszy w XI wieku, Gdingen i nawet Gdańsk to najprawdopodobniej guddyjskie nazwy. Te przykłady można uzupełnić jeszcze o nazwę Graudenz (Grudziądz), w której ukrywa się prawdopodobnie jakieś szczególne gockie imię.

O nieumiejscowionych w czasie informacjach z przeszłości historyk może tylko snuć ostrożne rozważania, nie ma natomiast prawa ich używać.
W trakcie III stulecia z nazwą i ludem Gotów zaznajomili się ówcześni Rzymianie i
Persowie. Na północno-wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego między ujściem Dunaju i
Donem powstał bardzo liczny ethikon i nikomu nie przyszło do głowy, by wywodzić ten
lud od Gutonów czy tym bardziej od Gutów Ptolemeusza.

Pierwsze Gutthia (tu: usunięte słowo w języku greckim) antycznej etnografii leży więc nad Morzem Czarnym -bądź to na Krymie, na półwyspie Kercz, bądź też, co jest bardziej prawdopodobne, w dzisiejszej Rumunii. Wśród uczestników synodu ekumenicznego w Nikei w roku 325 znajdował się gocki biskup, którego imię wpisano do protokołu bezpośrednio obok bosporańskiego przedstawiciela.

00

32

Około roku 480 kaukaskie wybrzeże Morza Czarnego zamieszkiwał lud Euduzjan,
mówiący językiem gockim. Nie byli to jednak Goci, raczej Jutowie z obecnego Półwyspu
Jutlandzkiego, którzy nad Morze Czarne przybyli prawdopodobnie wraz z Herulami.
Ponownie o bosporańskiej Gothia, gdzie w połowie VI stulecia mieszkali Tetraksyci i
Trapezyci, wyraźnie pisze dopiero Prokopiusz. Tetraksyci i Trapezyci osiedlili się
pierwotnie na półwyspie Kercz, przepędzeni jednak przez huńskich Utugurów, zamienili
Kercz na półwysep Tamań i zamieszkują go do dziś.
Ze wszystkich gockich nazw krain nazwa dackiej Gothia występowała w literaturze
najczęściej. Jako geograficzne pojęcie została rozpowszechniona przede wszystkim
przez ortodoksyjnych hagiografów i historiografię Kościoła.

Najwcześniejsze przykłady stosowania tej nazwy pochodzą z okresu bezpośrednio po roku 372 i między latami 383 i 392, jednak pojawiały się już w latach 332-334 na monetach, choć pokonana wówczas przez Konstantyna Gothia obejmowała jedynie części starej Dacia Trajana.

Dopiero około roku 400, kiedy wydawało się, że lewy brzeg Dunaju utracili w równym stopniu tak Rzymianie, jak i Goci, nastąpiło ostateczne utożsamienie obydwu pojęć Dacia i Gothia. W odosobnionych wypadkach Gothia zastępuje się pojęciem Gepidia.
Typowa dla średniowiecza teoria Izydora z Sewilli przedstawiała Gotów jako pramieszkańców prowincji Dacja, a Daków nazywała ich potomkami.
Do Gothia zalicza się również obszar osadniczy Gothi minores. Od połowy IV stulecia
zamieszkiwali oni północne zbocze gór Haemus na Bałkanach. Ale jeszcze w IX wieku
Walahfrid Strabo był przekonany, że Goci żyli w prowincjach greckich wraz ze
„scytyjskimi ludami” i mówili jakoby linqua theodisca.
Świadectwo tego, że traccy Goci nazywali swą utraconą ojczyznę Gutpiuda, „ziemią
ludu Gotów”, powstało na początku V wieku na bazie starszego oryginału.

Jej odpowiednikiem była z pewnością Oium, „na (żyznych) błoniach”, jak określali swój kraj wschodni Goci. Gocka tradycja zachowała w języku ludowym jeszcze dwie nazwy
miejscowości, mianowicie Gothi-Scandza (Skandia Gotów) lub, co jest znacznie mniej
prawdopodobne, Gothisc-andza (gockie wybrzeże)36, oraz Gepedoios (błonia
Gepidów), jak w języku gockim nazywała się Spesis – sąsiednia wyspa na Wiśle.
Kasjodor twierdził, że obydwie nazwy są aktualne Jeszcze dziś”.

„Na błoniach Gepidów” powstał mieszany lud Widiwariów obejmujący Gotów, Gepidów i Bałtów. Nie byłoby potrzeby łamać sobie głowy nad tymi wszystkimi informacjami, gdyby równocześnie Origo Gothica nie donosiła, że Goci wylądowali w Gothiscandza dokładnie w 1490 roku p.n.e.
Najazd Hunów niszczy pontyjskie kraje Gotów. Pojęcie Gothia jest od tej chwili
tożsame z wojskiem Gotów, ludem pod bronią. Dopiero wraz z powstaniem Państwa
Tolozańskiego powstaje nowa, trwała patria Gothorum, nowy kraj Gotów. Jest on w
stanie przetrwać koniec akwitańskiego regnum, podobnie jak i upadek państwa
Wizygotów. Część państwa Gotów, Galia lub Septymania, to w VIII wieku Gotia w
państwie Franków.

33 / 34

Mniej więcej w tym samym czasie pojawiają się wzmianki o Gotogrekach (tu: usunięte
słowo w języku greckim) na zachodnim wybrzeżu Azji Mniejszej naprzeciw Lesbos;
jednakże najpóźniej w X wieku ulegają oni hellenizacji.
Do dziś istnieją w Europie miejscowości noszące gockie nazwy. Hiszpańska Katalonia
z pewnością nie jest żadną Goto-Alanią, lecz oznacza po prostu „kraj zamków”.

Za to szwedzkie Vastergotland i Ostergotland oraz wyspa Gotlandia nie są jedynie
gotycystycznymi, lecz faktycznie gocko-gautyjskimi nazwami. „Tożsamość nazw: lud
Gotów i wyspy Gotlandia” wydaje się potwierdzać pieśń o wędrowcach z Origo Gothica.
Również stamtąd pochodzi średniowieczna Gutasaga opowiadająca o tym, jak to z
powodu przeludnienia rzucano losy, by wskazać w ten sposób mieszkańców, którzy
powinni opuścić kraj. Wędrówka zaprowadziła ich przez południową Rosję aż do
Grecji. Szwedzki „gotycyzm” pozostawał niezwykle żywotny; zgodnie z nim druga
korona w herbie państwowym oznacza jeszcze dziś Regnum Gothorum. Także Austria,
jak twierdzono w późnym średniowieczu, nosiła dawniej nazwę Gothia.
Szczególne formy nazwy Gotów charakteryzują fragmenty historii narodu; określają
różne etnogenezy Gotów, przy czym etnogeneza skandynawsko-gautyjska usuwa się w
cień. Dlatego istnieje możliwość przyporządkowania etnicznych pojęć określonej
czasoprzestrzeni. Jeśli w dalszej części jest mowa o Gutonach i Gutach, to chodzi o
Gotów dążących nad Morze Czarne. Goci od III stulecia aż do jego schyłku nazywani są
po prostu Gotami. Później, to jest w IV stuleciu, pojawiają się podwójne nazwy
odnoszące się do podziału Gotów na grupy zachodnią i wschodnią, które wreszcie
zostają zastąpione tradycyjnymi nazwami ludów gockich. Wprawdzie wspomina się
także gwoli kompletności gocko-gautyjskie ludy obszaru bałtycko-skandynawskiego, ich
historyczna analiza daje jednak niewiele więcej, niż możliwość wymienienia ich .

00

2. Dwuczłonowe nazwy dwóch ludów gockich

Co najmniej od podziału Gotów, wzmiankowanego po raz pierwszy w 291 roku,
istniały dwa odłamy tego ludu, z których zachodni zwał się Tervingi-Vesi, wschodni zaś
Greutungi-Ostrogothi. Nazwy te zachowują swą aktualność do okresu tuż po roku 400;
potem para pojęć Terwingowie-Greutungowie żyje już jedynie w bohaterskich eposach,
natomiast nazwa Wezjowie-Ostrogoci pozostaje początkowo w niezmienionej formie aż
do czasu, kiedy Kasjodor „poprawia” ją na analogon Wezegoci (Wizygoci)-Ostrogoci.
Najstarsza wzmianka o Terwingach pochodzi z wiosny 291 roku podczas gdy
wszystkie trzy pozostałe nazwy Gotów (Greutungowie, Wezjowie, Ostrogoci) pojawiają
się dopiero w ostatnim dziesięcioleciu IV wieku – niemal równocześnie, lecz było nie
było, sto lat po Terwingach. Lista wojsk, jaka powstała między czerwcem 391 i majem
394 roku, dotycząca lat 388-391, zawiera nie tylko po raz pierwszy wymienioną tam
nazwę Wezjowie, lecz dostarcza również dowodu na etniczną tożsamość Terwingów i
Wezjów. Jest wielce prawdopodobne, że z nazwą Greutungowie-Ostrogoci dzieje się
podobnie4. Ammianus Marcellinus, który „odkrył” Greutungów w 369 roku, nie prowadził działalności pisarskiej przed 392, a być może nawet 395 rokiem. Prawdopodobnie dowiedział się o Greutungach od jakiegoś wodza Terwingów, który w 376 roku działał jako naczelnik wojsk Atanaryka na granicy obszaru należącego do Terwingów Greutungów. W ten sposób pierwsza wzmianka o Greutungach przesunęłaby się niemal o jedno pokolenie. Natomiast najstarsza datowana wzmianka o Ostrogotach pochodzi dopiero z relacji o wydarzeniach mediolańskich z września 399 roku.

00

35

Według Origo Gothica Ostrogotha rządził Ostrogotami lub jeszcze dwoma ludami –
Kasjodor nie chciał się w tej sprawie jednoznacznie wypowiedzieć -w tym czasie, kiedy
Terwingowie wymieniani są po raz pierwszy. Istnienie „ostrogockiego” króla, „ojca
Ostrogotów”, zakłada egzystencję tegoż ludu, tak więc przynajmniej nazwa Ostrogoci
musiała istnieć jeszcze w III stuleciu.
Pozostaje jeszcze pytanie, czy nazwa Greutungowie również pochodzi z III wieku.
Jedno da się na ten temat powiedzieć z całą pewnością: źródła nigdy nie „mieszają”
poszczególnych ludów, to znaczy albo przeciwstawiają Terwingów Greutungom, albo
Wezjów Ostrogotom. Systemu tego nie zakłóca równoczesne używanie dwuczłonowych
nazw w odniesieniu do jednego lub obydwu ludów. Pojawiają się takie pary jak
Ostrogothi mixtique Gruthungis lub Grutungi, Austrogoti, Tervingi, Visi i zachowują
odpowiedni porządek także w wyliczeniach. Opozycja Greutungowie-Terwingowie
składa się z geograficznych określeń ich przestrzeni życiowej, co mogłoby zakładać
wspólne występowanie, jak i zaświadcza o zniknięciu w tym samym czasie.

Na parę Ostrogoci-Wezjowie składają się samochwalcze określenia własne. Wynika stąd, że nazwy Greutungowie-Terwingowie oraz Ostrogoci-Wezjowie powstały równocześnie.
Wniosek: istnienie obu par nazw wzajemnie się warunkuje i obie powstały jeszcze w III
stuleciu.
Kwestia znaczenia gockich nazw stanowi kolejny problem. Również i w tym wypadku
jest to jedynie stwierdzenie bez pokrycia, które być może brzmi bardziej stanowczo, niż
brzmieć miało: Wezjowie to „dobrzy, szlachetni”, a Ostrogoci to „Goci wschodzącego
słońca”, czyli Goci Wschodni, lub też „jaśniejący od wschodzącego słońca Goci”.
Terwingowie to „ludzie lasu”, a Greutungowie to „mieszkańcy stepów i mieszkańcy
Gries”. Geograficzna para odpowiedników odnosi się do gockich terenów nad Dunajem
i nad Morzem Czarnym, na tych terenach powstała i tam też zanikła, po tym jak
wymarło pokolenie Gotów wykorzenionych i przepędzonych ze swojej ojczyzny w 376
roku.
Para nazw Terwingowie-Greutungowie żyje jeszcze w znamienny sposób w
staronordyckiej pieśni bojowej Hunów. Kraj Gotów nazywa się tu Tyrfingr (Terwing), i
nosi tę samą nazwę co mityczny miecz. Można więc założyć, że tracko-scytyjski AresMars, inkarnacja ludu i ziemi pod postacią miecza, to gocki bóg. Tego typu akulturację można stwierdzić jedynie w wypadku zachodnich Terwingów.

Zupełnie inaczej bojowa pieśń Hunów przedstawia Greutungów; Greutung to nie miecz dziedziczny ani kraj, lecz demoniczno-boska osoba, a mianowicie sam Odyn. Różnica wynika z odmiennego charakteru Terwingów i Greutungów. Gutpiuda dla niekrólewskich Gotów Zachodnich jest ucieleśnieniem Memorii jako kraju pod postacią miecza, Tyrfingra; tragiczny koniec królewskich Gotów Wschodnich, uosobiony w Greutungach – wojownikach, stał się częścią pieśni o bogach i herosach.
W chwili rozpoczęcia wielkiej wędrówki ludów wszystkie szczegółowe nazwy znikają.
Określenia nawiązujące do miejsca zamieszkania są po 400 roku wspominane jedynie
przez takich autorów,

36 / 37

którzy jak Zosimos przepisują historią Eunapiosa [Eunapios z Sardes (345-420) –
historyk, biograf i retor grecki. Zachowały się jego Zapiski historyczne (w odpisach),
obejmujące lata 240-404 (przyp. red.).] lub jak autorzy Historii Augusta [Utrzymuje się,
że dzieła to spisało sześciu autorów: Aelius Spartianus, Vulcacius Gallicanus, Aelius
Lacupridius, Julius Capitolinus, Trebellius Pollio i Flavius Vopiscus. Powstało
prawdopodobnie około 330 roku (przyp. red.).]wykorzystują listę wojsk czy też
Ammianusa Marcellinusa.

Ten ostatni rozróżnia Gotów poza granicami cesarstwa rzymskiego, stosując ich nazwy własne, lecz zaraz po włączeniu ich w obręb cesarstwa mówi już tylko ogólnie o większej liczbie Gotów. Dnia 1 stycznia 456 roku Sydoniusz Apollinaris jako ostatni z antycznych obserwatorów zaświadcza, że król i lud Gotów Zachodnich widzą w sobie Wezjów. Sydoniusz wie również o Ostrogotach, lecz nie zna już żadnych Greutungów.

00

 

3. Goci Zachodni i Goci Wschodni

O Gotach wiadomo zazwyczaj tyle, że byli podzieleni na Gotów Zachodnich i
Wschodnich, „na dwa ludy tego samego plemienia”. Jednak ten podział nie pochodzi
prawdopodobnie z czasów dawniejszych niż wstąpienie Kasjodora na służbę u
Teodoryka Wielkiego. Dawna nazwa podkreślająca przepych i wspaniałość wschodnich
Gotów posłużyła autorowi za geograficzną cechę różnicującą. Dlatego też Ostrogotom Gotom Wschodnim Kasjodor przeciwstawiał sztuczny twór językowy „Wezegoci” w
znaczeniu: Goci Zachodni.

Bo prawdą jest, że z perspektywy VI wieku historia Gotów zawsze była historią zachodniej i wschodniej części plemienia. Podział Kasjodora znalazł naśladowców, jednakże z pewnym zastrzeżeniem. Nazwa „Goci” stosowana była regularnie i przez nich samych, i przez ich najbliższych sąsiadów. Nazwy specjalne
miały spełniać jedynie funkcję różnicującą, a były stosowane głównie do określenia
„tych innych”, dalej na północnym wschodzie mieszkających Gotów.

I tak oto w dokumentach państwowych Kasjodora Goci italscy są po prostu Gotami, natomiast ich braterski lud galijsko-hiszpański nazywany jest „Gotami Zachodnimi”. Ten sam system pojęć stosuje Prokopiusz i inni Bizantyńczycy. Pojedynczy dokument z VII wieku dowodzi, że słownictwo stosowane przez Kasjodora z okresu około 507 roku zostało przejęte również przez hiszpańskich Gotów w stosunkach dyplomatycznych z Italią. Młodszy, „germański” dodatek, wywodzący się prawdopodobnie z wschodniorzymskoitalskiego źródła wymienia jako Valagothi zromanizowanych „obcych” – Gotów z Hiszpanii i Italii.
W drugiej połowie V wieku ludy, które nazywamy Gotami Zachodnimi i Gotami
Wschodnimi, utożsamiane są z ich wodzami. Goci Wschodni pojawiają się w roku 484
jako Valamerici jako „walamirscy”, ponieważ są dowodzeni przez Teodoryka,
uchodzącego za syna Walamira.

38 / 39

Niewiele wcześniej, przy okazji wydarzeń z roku 469, przypomniano sobie w
Bizancjum o Alarykogotach, których onegdaj wywędrowali do Galacji, a którzy teraz byli
Gotami Zachodnimi króla Euryka. W związku z nazewnictwem związanym z
plemionami i wodzami historia Gotów Zachodnich rozpoczyna się wraz z pojawieniem
się imienia Alaryka I, a Gotów Wschodnich – wraz z imieniem Walamira.

Obydwie historie wiążą się z etnogenezami, które anulował rok 376. Potem tworzące się
społeczeństwo Gotów Zachodnich przedstawia się jako Gotów rzymskich, a
powstających Gotów Wschodnich uważa się, nie licząc Walamira, za Gotów huńskich.

00

4. Nazwy epickie i przydomki Gotów

Wśród trzech statków Beriga, płynących w kierunku ujścia Wisły, ostatni należał do
Gepidów; inni Goci wyśmiewali ich z tego powodu, nazywając „leniwymi i powolnymi”,
gepanta. Wyśmiewani mogli się więc odwdzięczyć historią, która prześmiewcom
mogła wcale nie przypaść do gustu: Goci, którzy byli jakoby „niewolnymi parobkami w
Brytanii lub na jakiejś innej wyspie”, zostali wykupieni za cenę jednego konia. Tak jak
„arab” i „wałach”, również „Got” może być określeniem konia. To porównanie odwraca
przezwisko; jego puentą jest twierdzenie, „że koniarze Goci musieli za wykup z
poddaństwa zapłacić raptem cenę jednego jedynego konia, czyli jednego jedynego
Gota”. Jeśli już sam zarzut, że byli kiedyś poddanymi, jest wystarczająco obraźliwy, to
obraza staje się jeszcze większa, dlatego że wykup kosztował tak śmiesznie mało.
Oznaczałoby to, że jeden Got jest wart tyle co cały lud i odwrotnie.
W taki sposób mogli wyśmiewać się z siebie wrogo nastawieni bracia, jednak
zagrożony sąsiad wysuwa cięższą artylerię.

Wandalom Goci jawili się jako potworne monstra, jako trolle [Słowo „troll” ma podwójne znaczenie. Oznacza olbrzyma z mitologii skandynawskiej, nieprzyjaznego ludziom, jak też niezdarę (przyp. tłum.).] (tu: usunięte słowo w języku greckim), podobni do olbrzymów zamieszkujących pustkowia Skandynawii.

Powstała nieco po 425 roku historia wykorzystuje etymologię ludową, to
znaczy stosuje spekulację, w której takie samo brzmienie słów w różnych językach jest
podstawą do ich utożsamiania. I tak Grek Olimpiodor opowiada o tym, że Goci zostali
nazwani tak dlatego, że za szuflę zboża (łac. trulla) musieli zapłacić Wandalom całą
sztukę złota.

40

Oznaczałoby to, że Goci za 48 część modiusa zapłacili całego solida, choć zwykle za tę sumę otrzymywano 40 modiusów zboża, a w czasach głodu 10. [Modius – rzymska miara objętości, odpowiadająca korcowi, występującemu w Biblii (około 8,7 litra), np. Mt 5,15 (przyp. red.).]

Abstrahując od tego, że historia owa wydaje się mało prawdopodobna, to także jako żart brzmi ona nie najlepiej. Ponadto Wandalowie z całą pewnością nie opowiadali sobie tego żartu po łacinie. Cała gra słów natomiast, przez łacińskiego informatora Olimpiodora „przypisana ludowi”, ma natomiast i sens, i znaczenie, kiedy Goci są wyśmiewani jako trolle.

Nawet u Kasjodora czytamy przecież o Gauthigoth i nordyckich Greutungach, którzy żyli ,jak zwierzęta w wyciosanych skałach na kształt warownych zamków”. Zdumiewająca jest zgodność pomiędzy dwoma tak różnymi autorami jak Kasjodor i Olimpiodor, których teksty dzieli ponad sto lat.
Powstała w południowej Rosji nazwa „Greutungowie” przybyła najpierw z pieśnią do
Skandynawii, czego pierwsze świadectwo – jeśli zostało właściwie odczytane –
możemy znaleźć w Origo Gothica. W bojowej pieśni Hunów „wojownik Greutungów”,
Grytingalidhi, jest demonicznym mistrzem broni u króla Gotów; to Gizzur Stary, którego
inna strofa tej samej pieśni nazywa królem Gautów. Kiedy Hunowie chcą zdobyć święty
artefakt Gotów, „promieniejący kamień nad brzegiem Dniepru”, naprzeciw nim wychodzi
Gizzur i za pomocą oszczepu składa ich w ofierze bogu wojny Odynowi, którym jest on
sam. Natomiast ziemia i dziedziczny miecz, o które wybucha spór pomiędzy Hunami i
Gotami, nazywane są Tyrfingr (Terwing). Nazwa „Greutungowie” przetrwała jako
przydomek Gauta z Asów, który dał początek amalskiemu drzewu genealogicznemu
Ostrogotów. Natomiast Terwing oznacza ziemię Gotów i zarazem miecz jako jej
personifikację. W postaci miecza przedstawiał się jednak także scytyjsko-tracki bóg
wojny, którego w IV wieku zastąpił gocki Ares-Mars-Fairguneis. Naddunajska Gutpiuda
weszła więc do pieśni jako kraj miecza Terwingów.
Różnice pomiędzy zachodnimi i wschodnimi Gotami podtrzymują utwory epickie z
tego okresu. By jakikolwiek temat mógł być w nich opiewany, musiał w nim
pobrzmiewać heroiczny patos dotyczący zagrożonego bądź upadającego świętego
królestwa. Tak więc Hermanaryk złożył siebie w ofierze. Nagrodą było przyjęcie do
grona bohaterów opisywanych w sagach. Wydawało się, że schyłek państwa
Greutungów powtarza się w upadku Ostrogotów Teodoryka Wielkiego (na planszy nizej) , a wspomnienie o „Berneńczyku” jest tak samo ambiwalentne jak o Hermanaryku, który w podaniach stał się współczesnym antagonistą tego pierwszego.
Czynnikiem sprawczym powstawania bohaterskich eposów było połączenie mocy
przeznaczenia z działaniami królów. Vidigoia-Witige zdaje się stanowić pozorny
wyjątek. Origo Gothica zalicza go wprawdzie do zachodnich Gotów, a i jego imię może
świadczyć o przynależności do „ludzi lasu”.

00

41 / 42

Do epickich przekazów wchodzi jednak wyłącznie jako bohaterski członek drużyny
dworskiej „króla Gotów Wschodnich”, Hermanaryka. Hermanaryk przyjmuje VidigoiaWitige jako uciekiniera, co może sugerować jego pochodzenie z niekrólewskiego
Zachodu. Tragiczny konflikt, w który uwikłany jest Vidigoia, wynika z powiązania w
równym stopniu zarówno z Hermanarykiem, jak i z Teodorykiem. Wszystkie inne epickie imiona Gotów dotyczą bezpośrednio Gotów Wschodnich.
W średniowiecznej literaturze, jak też i historiografii, Goci występują jako
Amelungowie, ludzie Amala Teodoryka, lub też nazywa się ich Mahringen, jak robi to
słynny mistrz runiczny z Rockstein z IX wieku. W X wieku nazwa ta w mowie ludu
przekształca się w Mergothen, „Gotów morza”, z czego bawarsko-austriacki autor z XIII
wieku tworzy Seygothi, „Goci wód” (Seegoten). Rozumiał on przez to nordyckich
„mieszkańców wybrzeży” opisanych w Vita Severini oraz przez Jordanesa, i lokalizował
ich w okolicach Ratyzbony. Ostatecznie Anglosasi, a za nimi Skandynawowie
wspominali Gotów jako Hraedhen, Hraedgothen lub Hreidhgoten, lud Hredcyning
Hermanaryka.

Istnieje wiele interpretacji tej nazwy, które w gruncie rzeczy nie różnią się
tak bardzo od siebie. Albo chodzi tu o formę Hreidmergoten, co znów wskazuje na
wybrzeże Adriatyku i odwołuje się do znaczenia „Goci pełni blasku”, czyli może
pokrywać się z nazwą Ostrogotów, albo też można pojęcie to rozumieć jako „Goci w
gnieździe”, to jest „Goci, którzy pozostali w (pierwotnej) ojczyźnie”.

5. Biblijne i antyczne imiona Gotów

Od wynalazków będących wynikiem „pseudologicznego utożsamiania pojęć” oraz
etymologii ludowej należy odróżniać te antyczne nazwy, które nadawano Gotom, by
opisać ich siedziby w jakimś antycznym kraju lub wyrazić związek z jakimś antycznym
ludem. Przykładami są bosporańscy Trapezytotetraksyci, jak też Gotogrecy w Azji
Mniejszej; ani jedni, ani drudzy nie będą jednak przedmiotem naszych rozważań.
Goci i inne wschodniogermańskie plemiona zagroziły granicom cesarstwa rzymskiego
po raz pierwszy w III wieku.

Trzeba było jednak całego pokolenia, by rozpoznano wśród nich nowe plemiona. Szczególnie grecka etnografia używała w stosunku do ludów
Północy nazw przejętych z herodotowego opisu Scytów w Logos. Taki los przypadł już
w udziale Sarmatom, tak też stało się w wypadku Gotów. Tradycja powszechnie
przyjętego utożsamiania pewnych pojęć wzmocniła przekonanie, że nie ma żadnych
nowych plemion barbarzyńców, że zmienili oni jedynie swe nazwy i swój wygląd, by
zmylić cywilizowany świata.

Kronika i Skythika ateńczyka Deksipposa powstały krótko po roku 270 i opisują najazdy Gotów, „wojnę scytyjską”, która rozpoczęła się w 238 roku. Gdyby z późniejszych wypisów dzieła Deksipposa nie było wiadomo, że to właśnie wtedy pojawili się Goci, nie mielibyśmy żadnej bezpośredniej informacji o nowym ludzie – w tak bowiem oczywisty sposób najlepszy kronikarz swoich czasów kontynuował historię Herodota i jego następców.

W odniesieniu do teraźniejszości i przyszłości Orozjusz wymieniał trzy najbardziej dzikie, współczesne mu ludy scytyjskie: ich nazwy to Alanowie, Hunowie i Goci. Nic dziwnego, że wkrótce rozpoznano w kobietach Gotów także i Amazonki, stale uważane za powiązane społecznie ze Scytami, i przypisano im stworzenie mitycznego państwa kobiet w prehistorii.

00

43

W tym miejscu należy wspomnieć również o utożsamianiu Gotów ze „scytyjskimi”
Sauromatami i Melanchlajnami („Czarnymi Płaszczami”) i w końcu przywołać
odniesienie o najpoważniejszych skutkach, wykorzystujące podobne brzmienie nazw, to
jest nazywanie Gotów Getami.

Zanim jednak powstała ta teoria oparta na etymologii ludowej, Biblia jako pierwsza próbowała klasyfikować gockie ludy Północy. Józef Flawiusz w swoim dziele Antiquitates ludaice, które ukończył około roku 93 po Chrystusie, porównał biblijnego Magoga ze Scytami z greckiej etnografii. Ambroży oparł się na tej interpretacji proroctwa Ezechiela, kiedy to zimą z 377 na 378 rok nauczał cesarza Gracjana o Świętej Trójcy i obiecywał mu, że Bóg ześle Rzymianom zwycięstwo nad Gog iste Gothus.

Niecałe pół roku później porażka pod Adrianopolem pokazała, że Ambroży nie miał racji. Gracjan wyraźnie zażądał opinii Ambrożego, mającej być podstawą decyzji o ingerencji na wschodzie. Za usprawiedliwienie można by uznać fakt, że nie stracił życia żaden prawowierny cesarz, lecz że arianin Walens przegrał bitwę i stracił życie. Interpretację tę jednak zdyskredytowano. Już Hieronim nazwał ją krótko po 392 roku złą eschatologią, czym w rzeczy samej była, a Augustyn kontynuował ten tok myślenia.
Hieronim postawił tezę, którą można równocześnie uznać za zaprzeczenie tez
Ambrożego, że „wszyscy dawni uczeni nazwaliby Gotów raczej Getami niż Gogiem i
Magogiem”.

Prawdopodobnie w ten sposób dokonał „odkrycia”, które przez Orozjusza i licznych autorów z V wieku dotarło do Kasjodora i Izydora z Sewilli, że Goci i Getowie
to ten sam lud. Jeszcze w czasie wojen gockich w VI wieku mitografowie Rzymu
prorokowali na podstawie ksiąg Sybilli pobicie Getów, to znaczy Gotów.

U wszystkich autorów łącznie z Kasjodorem „Getowie” i „Scytowie” wyparli „Goga” i „Magoga”, choć nie całkowicie. Tak jak chrześcijańska opowieść o Rzymie, który musiał przejść długą drogę od dzi(e)wki Babilonu aż do Rzymu jako ziemskiego Jeruzalem, tak i wzmianka o „gockich ludach” dawała Gogowi
Magogowi możliwość zmiany wizerunku negatywnego na pozytywny. Izydor z Sewilli
zrobił z tego w VII wieku pełny i niekwestionowany użytek. Wydaje się, że Kasjodor nie
tylko znał tę teorię, lecz również był do niej przychylnie nastawiony. Kasjodor ubolewał
jedynie, że Józef Flawiusz nie potrafił powiedzieć o Gotach nic ponad to, że byli z
nazwy i pochodzenia Scytami.
Założenie, że Scytów i Gotów należy wywodzić od Magoga, syna Jafeta, Izydor
podpiera typową dla niego etymologię ludową, mianowicie szeroko rozumianym,
„podobnym brzmieniem” tak niepodobnych do siebie nazw Scytów i Getów. Izydor
uważa, że należy tylko odjąć jedną literę i jedną zmienić, wtedy podobieństwo jest
oczywiste. Nie dziwi więc, choć w historii języka budzi niezwykłe zainteresowanie, że
Izydor rozpoznaje podobne brzmienie w wyrazach Getae i Tecti. Wykorzystał przy tym
eschatologiczne spekulacje Gog, Magog tectum i etymologiczną zmianę znaczenia z
tectum (dom) na Tecti (zadomowiony, chroniony – Goci).

00

44 / 45

Oprócz tego Izydor znalazł u świętego Hieronima alfabetyczną, aczkolwiek nie
merytoryczną, bliskość fortitudo i Gog, która Gotom wyszła na dobre: Goci mieli by być
„krytymi” czy „chronionymi”, cecha, którą Izydor uzasadniał ich męstwem, fortitudo.
Interesujące, że już Libaniusz określał Franków jako (tu: usunięte słowo w języku
greckim), a ich imiona wywodził od (tu usunięto wyraz w języku greckim) (chronić,
zbroić, opancerzać).

Nie inaczej postępuje jednak naukowa etymologia, dla której słowo „wolny” oznacza „chroniony”, „oszczędzany”. Czy Libaniusz i Izydor wiedzieli o tym? Na koniec jeszcze jedna próbka: Izydor rozumie nazwę Dakowie, Da-Gi, jako: „od Gotów”, i idąc tym tropem uznaje Daków za potomków Gotów.

Zdradza tym samym jeszcze nierozpoznany romanizm Izydora, ale również Kasjodora, ominęła inna biblijna spekulacja, która na początku VI wieku rozwinęła powstały w owym czasie łaciński komentarz do Kroniki Euzebiusza.
Według Księgi Rodzaju (Rdz 10,3) również i tu przedstawiono potomków Jafeta, przy
czym w miejsce Magoga pojawia się Gomer, jego synami są Ascanasi gentes Goticae.
To, zarówno interesujące, jak i do dziś historycznie znaczące zestawienie dostarcza
dość silnych argumentów przemawiających za teorią, że Aschkenaz, hebrajska nazwa
Niemiec, wzięła się z dawnego utożsamienia tego słowa ze Scandza, krajem Północy u
Kasjodora.

6. Gockie rody królewskie i ich nazwy

„Przez wiele stuleci Goci byli zjednoczeni pod wodzą królów w jednym królestwie. Ale
ponieważ nie wymienia ich żadna z kronik, nic o nich nie wiadomo. Weszli do [pisanych]
źródeł historycznych dopiero w tym momencie, kiedy Rzymianie zaczęli odczuwać ich
męstwo na własnej skórze”. Tymi słowy Izydor z Sewilli uzasadnia swoją wersję historii
Gotów, którą chce opisać posiłkując się jedynie rzymską historiografią.

Nawet jeśli Kasjodor „dowiedział się rzeczy, o których prawie nie pamiętali najstarsi, przechowujący wiedzę (notitia), podczas czytania źródeł historycznych”, to autor amalskiej historii
Gotów opierał się na „pieśniach i historiach” (carmina, cantus maiorum,fabulae).
Wyjaśnienia historii wędrówki i pochwały bohaterów, ale przede wszystkim amalskiej
genealogii, nie można szukać ani w antycznej, ani w żadnej innej niegockiej tradycji,
lecz jedynie w lokalnych przekazach plemiennych. Należy odrzucić ze zrozumiałych
względów obce legendy i historie, które pomniejszają rangę Gotów.

W takich wypadkach fakt, że jest to przekaz ustny, stanowi kryterium przemawiające przeciwko ich wiarygodności. Podczas gdy Izydor rozpoczyna historię Gotów od Scytów z
obszarów poza rzymskim panowaniem, Kasjodor zachował amalskie wspomnienia nie
tylko o przedrzymskiej, ale także i przedscytyjskiej historii, to znaczy pamięć o
genetycznym związku między Gotami z Bałkanów, z sarmackich stepów, znad Wisły i
ze Skandynawii.

Nośnikami tego przekazu były „źródła tradycji”, królewskie rody Gotów. Sisenand, król hiszpańskich Gotów Zachodnich, któremu Izydor poświęcił swóją historię, nie znalazł w „starych pieśniach” uzasadnienia prawomocności swego panowania ani swej przynależności do Gotów.

46

Mimo iż Izydor zalecał pieśni bohaterskie jako metodę wychowania dobrze
urodzonych, ani słowem nie zdradził, że zna treści przekazów sprzed okresu
rzymskiego. Nic dziwnego, że nazwy gockich rodów królewskich poznajemy z
kasjodorskiej Origo Gothica opisującej italskich Amalów, którzy w osobie Teodoryka
Wielkiego nieomal zmonopolizowali gocką tradycję i tym samym – po upadku
amalskiego królestwa w 540 roku – nie dopuścili do wykorzystania jej w jakiejkolwiek
innej formie.
Zrozumiała jest tendencja Origo Gothica, by przedstawiać Amalów jako prawomocny
królewski ród Ostrogotów, a Bałtów jako królewski ród Wizygotów. Taki stan trwał od
czasu, kiedy Goci zawędrowali na obszar pontyjski i tam podzielili się na dwa
plemiona.

00

Bałtowie są „cudownego pochodzenia”, ich nazwa – baltha -oznaczać ma „mężny”, jednakże ich wojownicy zajmują u Gotów drugorzędną pozycję, przynależność
do Amalów uchodzi bowiem „wśród ludów za najwyższą” Te wypowiedzi zgodne są z
przekonaniem, że „każda rodzina posiadała szczególną, tylko jej przysługującą rangę,
jedna rodzina była lepszego pochodzenia od drugiej”.

Amalowie i Bałtowie to „królowie i herosi” każdy z obydwu rodów uosabia swój gocki lud. I tak Amalowie są Genealogia Ostrogotharum, „rodziną Ostrogotów”.

Gdy Goci ci odkryli u swoich amalskich władców (proceres) boską charyzmę, ogłosili i czcili Amalów jako Asów (Ansis). Być może z tego powodu Kasjodor zrezygnował z wyjaśniania nazwy Amalów.
Asowie są boskiego, „w żadnym wypadku czysto ludzkiego” pochodzenia. Ich drzewo
genealogiczne rozpoczyna się od Gauta, skandynawskiego boga wojny i mitycznego
protoplasty wielu ludów. Jego synem jest Humli-Hulmul, bóg Duńczyków i uosobienie
określonych sił sprawczych swego ojca.

Nazwa „Amal” pojawia się dopiero w czwartym pokoleniu. Następny heros eponymos to Ostrogotha, młodszy o dwa pokolenia od Amala i już zadomowiony na obszarze pontyjskim. Pomiędzy jednym a drugim stoi Hisarna, który reprezentuje być może środkowoeuropejską, zdominowaną przez Celtów płaszczyznę gockiej etnogenezy „Najszlachetniejszy wśród Amalów” Hermanaryk należy do dziesiątego pokolenia; jest pierwszym ze swojego rodu, którego wymienia także inne źródło niż Origo Gothica i którego istnienie zauważyli także współcześni mu Rzymianie.

Wraz z tym faktem Catalogus Amalorum nabiera historycznego charakteru.
Nazwy, które wcześniej wyrażały mityczne związki, charyzmatyczne zdolności i
etniczne powiązania, zastąpione zostają imionami noszonymi przez ludzi z krwi i kości.
O ile teogoniczna część zawierała jedynie względną chronologię i topografię gockiej
etnogenezy, o tyle pokolenia od czasów Hermanaryka można już zsynchronizować z
wydarzeniami historycznymi. Dopiero jednak amalscy bracia Walamir, Tiumidir i
Widimir, którzy około 450 roku byli książętami „huńskich” Ostrogotów, są postaciami w
pełni historycznie dowiedzionymi. Synem Tiudimira jest Teodoryk Wielki. Jego wnuk
Atalaryk, syn wizygockiego Amala Eutaryka i córki-spadkobierczyni Teodoryka
Amalasunty,

47 / 48

zamyka genealogię powstałą prawdopodobnie jeszcze przed śmiercią Teodoryka w
roku 526. W 533 roku Kasjodor wybrał z niej dziesięciu przodków Amalasunty, by
uwiarygodnić ją jako królową wojska Gotów, wybraną wśród ciągu królewskich
przodków (tot reges quot parentes). Skrócone drzewo genealogiczne wysoce wykształconej damy odsuwa w cień początki sięgające czasów Gauta i Asów, a „barbarzyńskiego” Hermanaryka ignoruje całkowicie. Ów pojawia się jednak w drzewie genealogicznym Atalaryka i należy do krewnych króla Ostrogotów w pierwszej linii.
Tożsamość Atalaryka potwierdza genealogia, która go poucza, że posiada -jak
założyciel Rzymu Romulus – królewską godność w siedemnastym pokoleniu.
Kasjodor dostarczył okazji do stworzenia historii rodu Teodoryka na nowo.

Wielki władca decydował o tym, kto należał do rodu Amalów. Jego polityka zawierania
małżeństw uchodziła za emanację chwały i blasku Amalów. Retoryka Kasjodora z
pewnością uczyniła wiele dla prestiżu, jakim cieszyli się Amalowie na Wschodzie i
Zachodzie. Doskonałe opanowanie późnoantycznego języka państwowego mogło
nadać odpowiednią formę określeniu „blask Amalów”. Amalska tradycja była obecna w
rodzie Teodoryka już za czasów, kiedy urodzony około 490 roku Kasjodor albo nie był
jeszcze w łaskach i nie pełnił urzędu, albo też w ogóle się jeszcze nie narodził. Obydwu
królewskim córkom, wydanej za mąż w 494 roku Ostrogotho i urodzonej tuż po 493 roku
Amalasuncie, Teodoryk nadał amalskie imiona, natomiast jego starsza siostra nazywała
się Amalafrida. Być może szczególne podkreślanie amalskości przypada na okres
konfrontacji pomiędzy obydwoma Teodorykami. Origo Gothica bardzo wyraźnie
odmawia Teodorykowi Strabo przynależności do amalskiego rodu.

00

Syn Triariusa i rywal Teodoryka Wielkiego był jednak przez małżeństwo z Ostrogotką spowinowacony z Asparem, władcą wschodniego państwa. Owa Ostrogotka urodziła swemu małżonkowi syna, który nosił imię Hermanaryka, „najszlachetniejszego z Amalów”. Jeszcze wyraźniej przemawia za amalskością rodu Triariusa stwierdzenie, jakoby Teodoryk, synTiudimira, zabił w Rekitach „krewnego” (tu: usunięte słowo w języku greckim), syna Teodoryka Strabo.

To, co należałoby podać tu jako kontrargument przeciwko tak jednoznacznie postawionej przez Origo Gothica tezie, podaje ona sama w innym, nieco mniej ważnym miejscu. Origo Gothica przywołuje Amalów, którzy nie powędrowali z Teodorykiem do Italii i pozostali na Bałkanach. Z wielu dopisków Jordanesa dowiadujemy się co nieco o spokrewnionej z rodem Amalów rodzinie Andela-Andagis, która zaliczała się do Amalów i za życia Attyli podlegała królowi Walamirowi. Oprócz tego istniała jeszcze co najmniej jedna rodzina, która usamodzielniła się i oderwała od amalskiego źródła tradycji. Z kolei wizygoccy Amalowie są w ogóle problemem samym w sobie.

W latach dwudziestych i siedemdziesiątych V wieku Goci pod wodzą Amalów
przybyli do Akwitanii. Wśród ich potomków Teodory jakoby trzy dni podróży łodzią od „wybrzeża Scytów”. Stąd też nie wydaje się niemożliwe, by przodkowie Alaryka mogli przyznawać się do pochodzenia od owej królewskiej wyspy Baltia, i by Bałtowie byli mieszkańcami Baltii. Imię „Galindo” świadczy o żywotności bałtyjskiej tradycji u Wizygotów jeszcze w IX wieku.

Poza tym dokładne przyjrzenie się historii nazewnictwa i historii instytucji skłania do przekonania, że trzej sędziowie Terwingów, Ariaryk, Aoryk i Atanaryk, byli reprezentantami trzech pokoleńBałtów w IV wieku. W jaki sposób Alaryk był z tą grupą  spokrewniony, nie da się niestety powiedzieć.

Nasuwa się jednak wniosek, że Bałt ten miał prawdopodobnie starszego „kuzyna o tym samym imieniu”, pontyjskiego króla Herulów, którego pobił Hermanaryk. Przypuszcza się, że obydwu Alaryków łączyły więzy krwi. W końcu należy jeszcze dodać, że dowódca, który przeprowadził Terwingów w 376 roku przez Dunaj, nazywał się Alaviv.

Znamy wyłącznie jego imię, które jest po prostu na swój sposób wariantem imienia Alaryk, i może oznaczać, że ten, który je nosi, jest ojcem Alaryka.
Nazwanie Alaryka I tym imieniem tak czy inaczej wynika z wewnątrzbałtyjskiej tradycji,
którą charakteryzuje aliteracja, wariacja i określony rytm imion. Ponadto specyfika
herulskiej struktury plemiennej mogła pozwolić na to, by królem związku wojennego
został Bałt. W każdym razie nie ma takiej konieczności, by sądzić, że imię Alaryk
zostało zapożyczone przez Bałtów od jakiegoś innego rodu królewskiego.
Co się zaś tyczy potomków Alaryka I, jego wnukami byli synowie króla Wizygotów
Teoderida. Dlatego też Teoderid, który w 418 roku został następcą króla o imieniu
Walia, i którego rodzina rządziła do 531 roku, jest uznawany za protoplastę młodszej
gałęzi Bałtów. Alaryk I miał żonę i dzieci. Być może jedna z córek zdobywcy Rzymu
została małżonką Teoderida; ponieważ gdyby to Teoderid był synem Alaryka,
współcześni z pewnością by o tym napomknęli20. Wnuk Teoderida otrzymał w każdym
razie imię Alaryk. Dla Kasjodora jest tak oczywiste, że królestwo Wizygotów i bałtyckie
regnum to jedno, że szuka analogii pomiędzy założeniem go przez Alaricus Magnus,
Alaryka Starszego i jego schyłkiem za panowania Alaryka II, a Augustusem i
Augustulusem oraz początkiem i upadkiem cesarstwa rzymskiego. Jako ostatni z młodszych Bałtów do rządów doszedł prawnuk Teoderida i wnuk Teodoryka Wielkiego.
Nazywał się Amalaryk i imieniem swym dowodzi, iż Amalowie posiadali wyższą rangę
niż Bałtowie, których historia dobiegła końca wraz z zabójstwem Amalaryka dokonanym
w 531 roku.

49

Oprócz tolozańskiego rodu królewskiego do Bałtów mogli należeć również
potomkowie wytępionych w 436 roku burgundzkich Nibelungów. Król Burgundów
Gundiok jest wymieniany jako potomek Atanaryka. Przez długi czas reprezentowano
pogląd, że jakoby został on osadzony na tronie przy pomocy Wizygotów i pochodzi z
rodu Teoderida. Ten pogląd ostatnio zakwestionowano.

Możliwe byłoby również pokrewieństwo Gundioka z królem Wizygotów Walią. Syn Gundioka, Gundobald, uznawany jest za nepos, wnuka, siostrzeńca lub ogólnie za krewnego Rikimera, którego matka była córką Walii. Bez zamiaru zrobienia Bałta z tego ostatniego, możemy założyć, że i on poślubił kobietę z plemienia Bałtów, co uprawniłoby go do zostania królem w 415 roku w podobny sposób, w jaki doprowadził do tego fakt spowinowacenia Ataulfa z Alarykiem pięć lat wcześniej, oraz także być może Teoderida trzy lata później. Gockie tradycje, które sięgały czasów sprzed najazdu Hunów, można
znaleźć także w Galii, a wizygoccy Bałtowie w najściślejszym tego słowa znaczeniu
wcale nie musieli mieć z tym nic wspólnego. Modares-Modaharius, terwiński Bałt i
dezerter z roku 378, ma swego imiennika w osobie ariańsko-gockiego kapłana z
czasów Euryka.

Zostawmy nierozstrzygnięte pytanie, czy frankoński rebeliant o imieniu Munderyk sprzeciwił się Merowingom, ponieważ właściwie był Gotem i potomkiem wodza Terwingów z roku 376 o takim samym imieniu. Z kolei patrycjusz i potomek burgundzkiego domu królewskiego, który powstał przeciwko Merowingom,
nazywał się Aletheus. Jeśli nie chodziło tutaj o łacińsko-greckie imię, to ów
rebeliant był imiennikiem wodza Greutungów Alatheusa, dowódcy gockiej konnicy
rozstrzygającej o bitwie pod Adrianopolem.
Skandynawska legenda opiewa czyn Hamdira i Sorli, którzy pomścili na królu-tyranie
o imieniu Jormunrek-Hermanaryk okrutną śmierć swojej siostry Swanhildy-Sunildy.
Ten motyw, raczej w epickiej niż historiograficznej formie, był znany już Kasjodorowi i
być może przyczynił się do wykreślenia króla Hermanaryka z szeregu przodków
Amalasunty.

W Origo Gothica autor staje oczywiście po stronie Amalów. „Nieuczciwy ród Rosomonów” wykorzystuje zagrożenie państwa Ostrogotów i jest winny temu, iż
Hermanaryk został królem. Nie nazwany z imienia małżonek Swanhildy-Sunildy
dopuszcza się zdrady, na co Hermanaryk każe rozwłóczyć jego żonę przez dzikie
konie. Jej bracia Ammius i Sarus zadają za to królowi śmiertelną ranę, od której umiera,
jak biblijny patriarcha, tuż przed najazdem Hunów.
Niejaki Sarus, często wspominany około roku 400, jest tak samo zażartym wrogiem i
konkurentem panującego rodu królewskiego, jak jego rosomoński imiennik: legendarny
Sarus zwalcza Amalów, a historyczny – Bałtów. Ten ostatni, a po jego śmierci jego brat
Sigeryk są najzacieklejszymi przeciwnikami sięgającej aż do czasów pontyjskich tradycji
Alaryka. Mimo to nie wolno ze sobą utożsamiać obu Sarusów, ani legendarnego
Rosomona, ani historycznego Gota.

00

50 / 51

Nie wyklucza się przez to możliwości łączenia Rosomonów i Herulów. Gdyby
Rosomonowie byli gockim rodem królewskim, uosabialiby tak jak Bałtowie wizygockoherulskie stosunki. Rozważania tego typu dostarczają jednak więcej pytań niż
odpowiedzi.

Należy zatem zaniechać spekulacji i zadowolić się otrzymanymi wskazówkami.
Origo Gothica informuje, nie podając jednakże nazw, o jeszcze dwóch kolejnych
królewskich rodzinach Gotów. Miano jednej z nich wywodzi się prawdopodobnie od
imienia protoplasty, Beriga. Jest to ten król-kolonizator, który rzekomo przeprowadził
Gotów ze Skandynawii na kontynent. Po nim zieje dwupokoleniowa luka; następnie
pojawia się Gadarig Wielki, z przydomkiem, który pozwala oczekiwać w historii Gotów
jakiegoś młodszego Gadariga, i w końcu -jako „mniej więcej piąty król” – Filimer.

Ten miał rozpocząć wędrówkę Gotów znad Wisły w kierunku Morza Czarnego.
Dla drugiej nieznanej z imienia rodziny królewskiej proponuje się nazwę „ród
Geberyka”. Nie jest on wprawdzie pierwszym, lecz ostatnim znanym członkiem tej
rodziny, równocześnie jednak jedynym, o którym Origo Gothica jest w stanie cokolwiek
powiedzieć. W systemie Origo Gothica należy on do tych bohaterów, którzy byli
„opiewani” przez Amalów. Tradycja plemienna wspomina Geberyka jako wielkiego
zwycięzcę Wandalów. Jego ojcem był Hilderit, dziadem Ovid, a pradziadem Nidada.
Przypuszcza się nie bez powodu, że pod dwoma ostatnimi imionami ukrywa się król
Gotów Cniva, który -jak głosi Origo Gothica ~ pobił cesarza Decjusza w roku 251.
Rozważając problem na płaszczyźnie biologicznej – Geberyk pokonał Wandalów około
osiemdziesiąt lat po zwycięstwie Cnivy nad Rzymianami -jak również biorąc po uwagę
lingwistyczne i źródłowe argumenty, utożsamianie Nidady (Cnivady) z Cnivą nasuwa się
szybciej, niż jakakolwiek inna możliwość.

Jednakowoż daje do myślenia fakt, że Cniva jest również identyfikowany z Cannabas-Cannabaudes ze Scriptores Historiae Augustae; możliwość, która – ze względu na stan rzeczy opisany w materiałach źródłowych – zakłada wprawdzie nie niewyobrażalną, ale jednak dość niezwykłą wszechstronność i żywotność starego wojownika .

Nawet jeśli formalnie jest to równanie z dwiema niewiadomymi, to ze względu na treść jego hipotetyczne wyjaśnienie wyglądałoby następująco: Cniva, zwycięski wódz armii gockiej i reprezentant królestwa niezwykle aktywnego, szczególnie na zachodnim terytorium plemiennym, ginie jako Cannabas w walce z Aurelianem, a wraz z nim jego ludzie, prawdopodobnie 5 tysięcy żołnierzy; królestwo upada, „zachodni” Goci konstytuują się jako Terwingowie w „Dacji” i nie uznają „wschodnich” Amalów jako królów. Upadek królestwa osłabił, ale nie zniszczył całkowicie grupy królewskich rodzin,
wielowarstwowych stirps regia (tu usunięto wyrazy w języku greckim – pień królestwa),
Terwingów, wśród których ród Geberyka tworzył tylko jeden z odłamów. Grupy tej nie
można bowiem z pewnością identyfikować z grupą skupioną wokół Ariaryka, Aoryka i
Atanaryka i nie można jej chyba zaliczyć do Bałtów. Rodziny królewskie przetrwały upadek rządzonych przez nie królestw i są dowody na ich istnienie w późniejszych arystokratycznych społecznościach. Dotyczy to zarówno galijsko-zachodniogermańskich plemion z początków naszej ery, jak również Terwingów z IV wieku.

 

c…d….n….

28 / 05 / 2019

Najstarsze dzieje Śląska i wzmianka o Attyli w książce z 1927 roku

Szukam różnych informacji o Dux Vandalorum & Hunnorum Attyli (niedowiarków odsyłam do Indexu Chronicon belgicum – https://play.google.com/books/reader?id=_1JbAAAAQAAJ&hl=&pg=GBS.PT3i przypadkowo natknąłem się na fragment o jego żonie Helce, którą wywiózł z ziem sławiańskich….oraz na bardzo ciekawy opis dotyczący dziejów Śląska 🙂
Cały opis to nic innego jak wylewanie miodu na serce mi i innym pasjonatom historii w temacie starożytnych Sławian, ma około 15,000 znaków i to jakieś 10 minut czytania więc jest za długi na post facebookowy a tutaj będzie akurat i w tekście jest również kilka ciekawostek np o nazwie Silingów czy o Polanach którzy byli w wojskach tego „mongoła” o którym wyżej wspomniałem, niemal „chińczyka” na watykańskich stronach w sieci oraz jak raczy bełkotać wielu ‚znawców” i „historyków”, niżej okładka książki a na dole pod tekstem jest link pdf, zapraszam do lektury. KVB

00c

W mroku przeszłości pokrywały naszą ziemię gęste lasy i rozległe bagna, a dzikie zwierzęta, jak wilki, niedźwiedzie i tury urządzały sobie w cieniu potężnych sosen, świerków, buków i tysiącletnich dębów, swoje kryjówki.
Nad bagnami i rzekami panoszył się bóbr, a nad wszystkiemi ptakami ciemnych lasów królował orzeł. Rzadko gdzieś w lesie otwierała się polana, gdzie dobrotliwa ręka Boskiej Opatrzności zasiała przed wiekami dla przyszłego mieszkańca potrzebne do jego pożywienia płody polne.
Nie miał człowiek wówczas jeszcze stałej siedziby, lecz w nieustannej wędrówce szukał miejsc, gdzieby przyroda najlepsze mu dała podstawy i możliwości dla jego bytu, bądź to przy rybnych wodach, czyli łęgach, bądź na płododajnych polankach, wśród borów, gdzie dopóty pozostał, dopóki w dalszych stronach znów wydajniejszej dla siebie ziemi nie znalazł.
Kolebką ludów europejskich jest południowo – zachodnia Azja.
Z tych stron przybyły z biegiem tysięcy lat zachodnie narody europejskie i również z tych stron, brzegami Czarnego Morza i doliną Dunaju, idąc następnie z powodu zaludnienia południa i zachodu Europy w kierunku na północ, przybyli przez Karpaty i Beskidy nasi przodkowie.
Najstarsze wiadomości, które posiadamy o naszej ziemi i jej mieszkańcach, nazywających się teraz Ślązakami i Polakami zawdzięczami Grekom i Rzemianom, którzy w zamierzchłej przeszłości zwiedzali północną Europę. Rzymski dziejopisarz Tacyt, żyjący w drugiej połowie pierwszego wieku po Chr. zaznacza w swoim, około r. 80 napisanem dziele „De situ, moribus et populis Germaniae”, że ziemia między Odrą i Wisłą zamieszkiwana jest przez Ligijczyków czyli Lugirów i Semnonów.
Grek Klaudjusz Ptolomeusz, żyjący w drugim wieku po Chr. już dokładniej opisuje Śląsk i twierdzi, że mieszkańcy kraju pod Sudetami nazywają się Zilingi, a ich północni sąsiedzi, co na Dolny Śląsk wskazuje, Zemnoni.
Tacyt dalej wymienia jeszcze rody Marsigni, Burii, Ossii, i zaznacza wyraźnie, że według mowy i zwyczajów nie są one niemieckiego pochodzenia, podlegają władzy po części Sarmatów.
Sarmatami Tacyt oznaczył Polaków, po części Kwadów, którzy prowadzą górnictwo kruszcu żelaznego.
Niemiecki historyk, Emil Steinbek, w swojem dziele „Geschichte des schlesischen Bergbaues” (tom I, str. 10), czyni jeszcze uwagę nad tą tak dobitnie o polskości Śląska za czasów Chrystusa świadczącej wiadomości dziejowej, że owe rody prawdopodobnie mieszkały na Górnym Śląsku, albowiem kruszec, czyli ruda żelazna tylko tu się znachodzi.
Dalej twierdzi on, że owe rody mogły być tylko słowiańskiemi, gdyż nazwy ich n. p. „Burii” i „Ossii”‚ bezsprzecznie są pochodzenia słowiańskiego; pierwsza bowiem ma polski słoworód „bór”, druga „os”.
Należy więc przypuszczać, że „Burii” byli ludźmi żyjącymi w borach, a „Ossii” mieszkańcami osiny lub lasu.
Podobnie jak dziś każdy, dla bliższego określenia swego pochodzenia, mianuje się według miejscowości swego pochodzenia, n. p. Tarnogórzanem, Lasowiczanem, Raciborzanem, Zaborzanem, Brzezianem i.t.d., tak samo też w zamierzchłej przeszłości poszczególne rody odróżniały się między sobą według zajętych przez nie siedzib.
Jedni nazywali się Lugirami, drudzy Borzanami, inni Osiniami i.t.p.
Na Śląsku mamy przeszło 30 miejscowości, mających w swoich.nazwach słoworód „bór”, n.p. Boroń, Borek, Borowiec, Bór, Boruszowiec, Borowiany, a miejscowości z nazwą Osina spotykamy w pow. rybnickim, bytomskim i ziębickim (już w r. 1293), zaś jakaś miejscowość Oś znajduje się w powiecie oleskim.
Przy bliższem zbadaniu słoworodu „lig” wzgl. „lug” zauważymy, że jest to prastary wyraz słowiański; znaczy on tyle co „łęg”, czyli bagno. Więc ludzie, mieszkający nad takiemi ligami lub ługami, nazywali się Ligijczykami, względnie Lugirami, albo Lugiżanami.
Z tej przyczyny owi mieszkańcy Śląska, wymieniani temi nazwami przez Rzymian, nie byli obcymi, lecz prawdopodobnie naszymi braćmi Łużyczanami nad Sprewą i Dolnym Śląsku, gdzie cały rozległy kraj stanowił dawniej i nawet po części jeszcze dzisiaj jeden obszerny łęg, czyli po sorbsku „ług”.
Nazwa „Zemnoni” zawiera w sobie jakiś swojski, słowiański dźwięk, całkiem podobny do brzmienia polskiego wyrazu „ziemianie”, czem wynurza prawdopodobieństwo, że ten szczep również był słowiańskim.
Niemiecki dziejopisarz Śląska, prof. Grunhagen, którego Niemcy uważają za najuczeńszego z pośród historyków, mówi w swojej książce „Geschichte Schlesiens” (tom I, str. 3 i 4):

„Rzymianie pozostawili nam tylko kilka łacińskich nazw ich stacyj na Śląsku, a możliwość tlumaczcnia tych nazw jest nieograniczoną. Oprócz tego mają owe ligijskie rody, które my według Greka Ptolomeusza mamy do szukania w okolicy Śląska, w swoich nazwach „Korkonti” i „Silingi” pewien posmak słowiański, a zwłaszcza „Silingi” (Silinżanie) przypominają nazwę „Ślęzanie”.

Więc nawet taki wybitny historyk niemiecki, jakim jest Grunhagen, nie twierdzi, że Silingowie byli Germanami, jak to czynią inni, szowinistycznie usposobieni „badacze” niemieccy, lecz przeciwnie wskazuje na prawdopodobieństwo, że szczep ten byt słowiańskim. Prawdopodobieństwo to wzrośnie, jeżeli wyraz „Siling” podzielimy na „si-ling” (zy-ling), wtedy bowiem otrzymujemy podobieństwo do wyrazu „zełęg”, coby znaczyło „z łęgu”.
Pierwsza zgłoska w tem stanowi przyimek, druga osnowę słowa.
Jest powszechnem zjawiskiem w gwarze ludowej, że spółgłoskę „z”, przy spajaniu jej z jakiem słowem, wymawia się jak ź, s, lub s, n.p. zamiast zlęknąć, zwołać, zlepiać, złazić mówi się źlęknąć, swołać, ślepiać, słazić.
Przyimek „z, ze” aczkolwiek rzadziej, także wymawia lud nad Odrą jak s, n.p s Koźla, s Opola, s Lubomi, s ludu, s lasu.
Teraz już zauważmy, jak jawnie leży objaśnienie starożytnej nazwy „Silingi” skoro owi Słowianie opowiadali obcym, że pochodzą „s łęgu” albo „ś lingu”.
W obu tych wyrazach tkwi słoworód „ług” względnie „lig”, gdzie zanik wymowy nosowej jest ogólną cechą języka serbskiego.
Na Śląsku mamy przeszło dwanaście miejscowości, w których nazwach leży wymieniona osnowa, n.p. Lignica, Legnica (Bernstadt w p. namysłowskim) wspomniana już w r. 1214, Łęg (wioski w p. raciborskim, gliwickim, lublinieckim i olawskim), Ługi (w p. głogowskim), Łężec (w p. wołowskim i kozielskim), Ługniany (w p. opolskim), Załęże (w p. katowickim).
Utworzywszy na podstawie wymienionych miejscowości nazwy rodów, otrzymujemy następujące: Ligniczanic, Legniczanie, Łęganie, Ługniacy, Załężanie.
Wszystkie te nazwy noszą wybitną cechę pokrewieństwa z podanemi nam przez Greków i Rzymian nazwami szczepów Ligijczyków, Lugirów i Silingów.
W nazwie „Załężanie”, acz przyimek jest inny, uwidoczni się doskonale pokrewieństwo z nazwą „Silingowie” po przywróceniu pierwszej nazwie na miejsce „ż” pierwotne „g”, wtedy bowiem nazwa ta brzmiałaby „Zalęganie”, albo „Zatęgowie”, więc już całkiem podobnie do dwutysięcznoletniej nazwy „Silingowie”.
Upada więc w niwecz gołosłowne twierdzenie niektórych dziejopisarzy niemieckich, którem tak chętnie operowano podczas akcji plebiscytowej, że Silingowie byli Germanami, i że przez to Śląsk był ongiś krajem niemieckim.
Gdyby nie zatarte w pamięci mnóstwo starosłowiańskich wyrazów, możnaby także objaśnić nazwy Kwadów i Marsignów, których osnowy mają bezsprzecznie brzmienie słowiańskie.
Wobec powyższej tezy Silingnwie i Ligijczycy byli ludźmi mieszkającymi przy lęgach, gdzie rybołóstwo stanowiło dla nich pierwszą podstawę bytowania, a cały kraj według tych przymiotów nazywany był „Silinsk” lub Ślinsk”, z czego po nieustannej zmianie wymowy powstała nazwa „Śląsk”.
Zatem Silingowie nie opuścili Śląska przed, lub podczas wędrówki narodów, jakto przypuszczają niektórzy historycy niemieccy, bo po pierwsze, niema na to żadnych dowodów, ani nawet głuchych wieści, a po drugie, było to niemożliwem, gdyż kraje za Łabą względnie zachód Europy już wówczas byt gęsto zaludniony.
Przypuszczalnie podczas najazdu Hunnów naród mógł był bardzo ucierpieć, ale nie w tej mierze, żeby z powierzchni ziemi zniknąć, a dowodem tego, że w.następnych wiekach znów ukazują się na widowni dziejowej „Silingowie” (Silinżanie) ale pod swojską Już nazwą „Sięzanie”.
Każdy więc szczegół wskazuje na to, że Silingowie, do których należały rody Kwadów, Borzan i Osinian przed dwoma tysiącami lat byli naszymi przodkami, jako Słowianie – Polacy, dzielny, pracowity, szlachetny i kochający swoją ziemię naród, a nadto jest jawnem, że cały Śląsk do nizin łużyckich jest prastarą ziemią polską.
Każdy szczep i ród w tym kraju miał swoje nazwy, jak już zauważyliśmy, stosownie do swych właściwości, a głównie osiedla i zajęć.
Wspomniani przez Greków „Korkonci”, to chyba byli ludzie trudniący się zbieraniem kory, bądź to na pokrywanie namiotów, lub wyłożenie ścian, bądź na opat, albo inne cele. Kiedy, jeden ród wybrał sobie za siedzibę „lig” czyli „łęg”, a drugi bór, to osiedliły się inne rody (a tych była większość) na „polanach”, gdzie można było orać i siać i dlatego ci osadnicy nazywali się „Polanami”.
Co do narodowości nie było oczywiście w tych czasach między poszczególnemi szczepami żadnej różnicy, a od Odry aż do Dniepra panował jeden lud, jeden język – polski.
Twierdzi to Ptolomeusz.
Po raz pierwszy w dziejach wymienia nazwę „Polanie” geograf grecki Ptolomeusz, na początku 2 wieku po narodzeniu Chrystusa, w swoim opisie Europy, w którym twierdzi, że Słowianie, mieszkający między Odrą a Dnieprem nazywają siebie „bulanes” (polanes); tak to Grek pojął nazwę „Polanie”.
Gdy cudzoziemiec zapytał się ich: kto wy jesteście? – odpowiedzieli: my polanie – a tym wyrazem chcieli właściwie oznaczyć swoje zajęcie, gdyż przodkowie nasi wówczas już przeważnie żyli i pracowali na polanie, czyli na roli, więc.polan, czyli Polak znaczy wprost rolnik.

W 19 wieku wykopano na różnych miejscach, szczególnie w dolinie Odry i niedawno koło Kozłowej Góry w powiecie tarnogórskim, monety rzymskie z czasów Chrystusa pochodzące.
Przez wschodni Śląsk prowadziły bowiem dwie główne drogi handlowe, łączące południowe kraje z Bałtykiem, gdzie Rzymianie i Grekowie zakupowali ulubiony przez nich bursztyn.
Jedna droga (szlak bursztynowy) prowadziła przez Bramę morawską, Bogumin, Racibórz, Opole, Wrocław, Poznań, Gniezno, Bydgoszcz do Gdańska, druga przez przełęcz Jabłonkowską, Cieszyn, (Bielsk) Pszczynę, Mikołów, Bytom. Kozłową Górę, Świerklaniec, Zyglin, Koszęcin, Lubliniec, Kluczborek, Byczynę, Kępno, Ostrowo (Poznań) Gniezno, Bydgoszcz do Gdańska.
W Bytomiu dochodziła droga z dalekiego wschodu, od Czarnego morza przez Bukowinę, Lwów, Kraków; prawdopodobnie tą drogą zwiedzili za czasów Chrystusa Grekowie z Bizancjum naszą ziemię. Przypuszczać należy, że Polanie stanowili około roku 437 cześć wojsk Attyli z ziemi pod jego panowaniem będących.
Stolicą państwa Attyli była Sykambrja, później nazwaną Etzelburg na Węgrzech.
Żona jego była Helką, którą on wywiózł z ziem słowiańskich.
Jeden z potężnych władców na dworze Attyli był Rydygier, który otrzymał od niego margrabstwo Beklar (Pochlar) nad Dunajem, przy ujściu rzeki Erlo.
Ród Rydygierów żył tam przez kilka wieków, więc legenda o królowej Wandzie w Krakowie nie chcącej Rydygierowi (potomkowi pierwszego) oddać swej ręki, zyskuje przez tę okoliczność na wiarogodności.
Bowiem w pieśni o Nibelungach, opisującej najazdy Attyli, znalazłem następującą zwrotkę, która w moim prawie dosłownym przekładzie brzmi:

Rusinów i też Greków Na koniach cały rój, Polanie i Wołochy W równinie ruszą w bój.

Właśnie w tymże roku 437 na równinach pól miasta Chalons nad Marną pobił Attyla Burgundów, których 20,000 poległo.
Wskutek przymusowego udziału Polan w najazdach Attyli, z których z pewnością mało kto powrócił, ziemie nasze, gdzie pozostali tylko starcy, dzieci i kobiety, mocno były wyludnione, i dlatego niema z owych czasów o Śląsku żadnej wiadomości historycznej.
Wieki musiały minąć, zanim naród się wzmocnił i wystąpił znów na widownię dziejową.
Po śmierci Attyli udało się Morawianom zagarnąć Śląsk i Małopolskę, lecz już w r. 908 rozpadło się państwo Wielko – Morawskie, a Śląsk stał się widownią ciągłych walk między Czechami i Polakami o jego posiadanie.
Najazd Hunnów jednak nie pozostał bez wpływu na późniejszą organizację państwa.
Przekonano się, że rozbieżność rodowa ułatwia najeźdźcom podbój i dlatego na całym rozległym obszarze osiedlonym przez Polan przyszło do porozumienia i łączności.
Z połączonych ku wspólnej obronie rodów powstaje organizacja plemienna coraz ściślejsza, która formy swoje ustala na wiecach, gdzie już zapadają uchwały, nie tylko w sprawach wojennych, lecz także sądowych i administracyjnych.
Przewodnictwo z wyboru spoczywało naturalnie w ręku najstarszego – a więc starosty, żupana.
Przedłużający się stan wojenny wymagał skupianie władzy na cały czas w ręku jednej osoby, która jako wódz, decydowała we wszystkich ważnych, ogół obchodzących sprawach.
Z czasem korzystając z sprzyjających okoliczności, nawet po usunięciu niebezpieczeństwa, energiczny wódz przy pomocy oddanej sobie drużyny wojskowej zatrzymywał pełnię władzy i stawał się „piastem” wszelkich godności i urzędów, z prawem ich rozdzielania. Od tego niektórzy wyprowadzają dynastję Piastów.
Wyraz „piast” zastępuje zatem w najstarszej polszczyźnie wyraz „król”, który wywodzony jest z imienia frankońskiego „Karol”, albowiem cesarz Karol Wielki usiłował narzucić swoją władze zachodnim Słowianom.
Piastowie panowali od Łaby aż hen poza Wisłę i od Karpat aż do Bałtyku. Był to kraj rozległy, bogaty i szczęśliwy, gdzie nic znano nienawiści lub różnicy stanu – była to nasza Stara Polska.

Był to fragment dzieła : KRONIKA miasta i powiatu Tarnowskie Góry Najstarsze dzieje Śląska i ziemi Bytomsko – Tarnogórskiej Dzieje pierwszego górnictwa w Polsce. Napisał Jan Nowak 1927 r
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/256045/edition/242186/content?ref=desc

Albo tu – https://www.tg.net.pl/files/2315/3037/6332/kronika.pdf

W tle artykułu pierwsza kolorowa mapa Śląska z 1561 roku autorstwa Martina Helviga, „spłaszczyłem” ją trochę do potrzeb grafiki w tle a tu jest w linku w oryginalnej wersji razem z kilkoma innymi starymi mapami
https://www.wikiwand.com/cs/Helwigova_mapa_Slezska

27 / 05 / 2019

SŁOWNICZEK KSIĘCIA JABŁONOWSKIEGO – Venedica et Vandalica est a lingua Slavica

Józef Aleksander Jabłonowski książę herbu Prus III
(ur. 4 lutego 1711 w Tychomlu, zm. 1 marca 1777 w Lipsku)
Od 1755 wojewoda nowogródzki, od 1744 stolnik wielki litewski, w latach 1723–1755 starosta buski,korsuński, ławaryski, rakanciski, historyk, bibliograf, heraldyk, mecenas sztuki, tłumacz i poeta.
Założyciel Towarzystwa Naukowego Jabłonowskich (1768)
7 maja 1764 roku podpisał manifest, uznający odbywający się w obecności wojsk rosyjskich sejm konwokacyjny za nielegalny.
Po I rozbiorze RP rezygnował z urzędu senatora.
Ufundował w 1774 roku na Uniwersytecie w Lipsku instytucję naukową nazwaną Towarzystwem Naukowym Jabłonowskich które funkcjonuje do dziś.
Zabiegał o wykreślenie z indeksu dzieł zakazanych dzieła Mikołaja Kopernika, niestety bezskutecznie, popularyzator jego dzieł.
W 1761 wykupił dworek w Czarnolesie, by zachować pamięć o Janie Kochanowskim.
Posiadał 18 rezydencji w I RP więc był bogatym człowiekiem i nie pisał książek z pobudek finansowych, był to bogaty szlachcic – pasjonat o zachowaniu propolskim i patriotycznym.

https://www.wikiwand.com/pl/J%C3%B3zef_Aleksander_Jab%C5%82onowski

 

Wydana w roku 1773 praca pt. „De Henetis Vandalis De Lacu Musiano Chunis Cunis Slavanis Anni 1773” to zbiór najwcześniejszych doniesień o Wenetach / Henetach jako przodkach Polan / Lechitów / Polaków oraz o sławiańskich Vandalach – również naszych przodkach.
Ta książka ma prawie 250 lat i nigdy nie doczekała się polskiego wydania a powinna być wykładana w szkole jako HISTORIA.
Zarówno Wenedowie jak i Vandalowie mówili językiem sławiańskim.
Niżej 20 skanów w dobrej rozdzielczości z wydania oryginalnego które znajduje się w Wiedniu w Bibliotece Narodowej Austrii.

0000011400000115000001160000011700000118000001190000012000000121000001220000012300000124000001250000012600000127000001280000012900000130000001310000013200000133

Myślę że to wystarczy, Sławianie Zachodni pochodzą przede wszystkim od starożytnych plemion Vandalów i Wenedów, coraz więcej jest na to dowodów w źródłach a badając historię która jest mocno zaciemniona opieramy się przede wszystkim na źródłach.

Kamil Vandal 

24 / 05/ 2019 

ŹRÓDŁO – http://digital.onb.ac.at/OnbViewer/viewer.faces?doc=ABO_%2BZ168683503#

Herwig Wolfram. HISTORIA GOTÓW – wstęp

Ode mnie

Mam przed oczami polskie wydanie, 546 stron w pdf, czytaliśmy książkę Wilczyńskiego o afrykańskim królestwie Vandalów na jesieni, potem czytaliśmy zimą Orbiniego trochę na moim blogu więc teraz poczytamy sobie Wolframa i Gotów.
Sam jestem ciekaw bo nie czytałem całej książki a jedynie pierwsze 150 stron, co on dalej pisał, Goci są ciekawi i odegrali dużą rolę w historii Antyku i w czasach schyłku Cesarstwa rzymskiego, wielu do tej pory zastanawia się co to był za lud, może to szczep sławiański i twój czy mój przodek?
Myślę że ta książka na wiele pytań odpowiada a Wolfram już na początku zastrzega że utożsamianie Gotów z narodami typu Niemcy czy Skandynawowie co robiono w przeszłości, nie ma sensu, a ja dodam że utożsamianie Gotów ze Sławianami Zachodnimi tym bardziej tego sensu nie ma.
Za Gotami nie przepadam bo kocham naszych Vandalów a Goci byli innym ludem i mieli inne obyczaje, mimo tego że Prokopiusz pisał że mówią tym samym językiem i mają te same pochodzenie, dużo Vandalom napsuli krwi w IV i V wieku, wcześniej również.
Miałem wrzucać fragmenty tej książki ale nie chce zostać oskarżony o jakąś stronniczość że taki czy inny fragment na przykład pominąłem więc będzie „toćka w toćkę” tak jak napisał Wolfram, dodałem kilka grafik z internetu ogólnie dostępnych, w tym wstępie na początku Autor trochę przynudza ale później książkę dobrze się czyta. Niżej mamy strony 9-26, postaram sie jeszcze w maju wrzucić kolejnych 20-30 stron, potem jakaś pauza kilka tygodni żeby temat Gotów się „nie przejadł” i będę wrzucał kolejne części książki jeśli będzie zainteresowanie. KVB.

Od Autora

Kilka miesięcy po opublikowaniu w 1979 roku Historii Gotów okazało się, że w roku 1980 konieczne jest jej wznowienie. W 1983 roku pojawiła się na rynku specjalna edycja książki w wydawnictwie Beck, w skróconej wersji i z pominięciem przypisów. Zmienione wydanie leżało u podstaw Storia dei Goti, opublikowanej w 1985 roku w Rzymie przez Salerno Editrice w tłumaczeniu Marii Cesa Thomas Dunlap przełożył na język angielski opracowaną już na nowo wersję książki. Pozycja ta ukazała się nakładem University of California Press jako History of the Goths w roku 1988. Od tej pory zarówno wydanie specjalne, jak i drugie niemieckie wydanie z 1980 roku rozeszły się w pełnym nakładzie.
(dalej Wolfram dziękuje wielu osobom więc to już pominę -KVB)

Wiedeń, wiosną 1990 roku.
Herwig Wolfram.

Pełny tytuł książki po polsku to :
HERWIG WOLFRAM – HISTORIA GOTÓW. Narody i cywilizacje
Przekład Renata Darda, Irena Dębek, Krystyna Berger
Tytuł oryginału: DIE GOTEN.
DOM WYDAWNICZY BELLONA.
Wydanie pierwsze w języku polskim.
Wydawnictwo Marabut. Warszawa – Gdańsk 2003.
Redakcja merytoryczna: Krzysztof Szkurłatowski
Redakcja: Aleksandra Bednarska, Małgorzata Żywicka
Korekta: Aleksandra Bednarska, Małgorzata Żywicka
Indeks osobowy: Aleksandra Bednarska
Indeks geograficzny: Marianna Kajut
Okładka: Tomasz Bogusławski
Mapy: Jacek Dąbrowski
Skład: Jacek Dąbrowski

goths 6

Strony 9 i 10

Wprowadzenie: Goci jako przedmiot etnografii historycznej

Jeśli .naukowiec zajmuje się historią Gotów, musi liczyć się z tym, że będzie źle
zrozumiany, otrzyma niewłaściwą etykietkę lub wręcz nawet spotka się z niechęcią. Nic
dziwnego. Przez setki lat temat ten obrastał ciężarem ideologii; skwapliwie bądź to
odrzucano Gotów jako uosobienie wszystkiego, co złe i okrutne, bądź też
identyfikowano się z nimi oraz ich pełną blasku i chwały historią. Sympatia i antypatia
przybierały i przybierają- nawet jeszcze dziś – groteskowe formy. Niejedną ścianę domu
na Wyspach Kanaryjskich zdobi napis fuera godos, „Goci do domu”, którego intencją
jest pozbycie się Hiszpanów pochodzących z kontynentu.

Kiedy Jan III Sobieski, król Polski, a w roku 1683 naczelny wódz zwycięskich wojsk przybyłych z odsieczą, uratował Wiedeń przed Turkami, oddawano mu cześć i nazywano gockim Marsem. Utożsamianie ludów słowiańskich z plemionami wschodniogermańskimi miało już wówczas swoją długą tradycję. Ale także i w naszych czasach należy przypominać tę trywialną prawdę, że historia Gotów nie zalicza się ani do „historii niemieckich plemion”, ani tym bardziej do „historii niemieckości na obczyźnie”. Kto opowiada się za naiwnym powrotem do „korzeni” (roots), ponosi klęskę, czy to zajmując się historią, czy polityką.
W takiej sytuacji martwi Goci w jednym kraju, martwi Słowianie w innym, martwi
nomadowie w kolejnym, a zmarli ludów romańskich w jeszcze innym stają się
argumentem przetargowym w dyskusji historycznej. Zupełnie inaczej jest z Celtami: nikt
nie ma wątpliwości, czy przyznać się do celtyckich przodków, ponieważ ze strony
Irlandczyków, Szkotów i Bretończyków „nie grozi przecież aneksja ani wojna”. Po
głębszym zastanowieniu można to samo powiedzieć o Gotach. Dziś nikt poważny nie
może się szczycić, że jest potomkiem Gotów,ani też nikt się takiego gockiego potomka
nie obawia. Bo i po prawdzie Goci nie stali się w średniowiecznej Europie narodem, tak
wiać wcześnie rozpłynęli się w ogólnie dostępny mit. Dlatego też powszechne
korzystanie z gockiej tradycji ma tak długą historię.
Już na synodzie w Bazylei Austriacy i Szwedzi w imieniu Gotów i jako ich potomkowie
spierali się o pierwszeństwo. Niecałe sto lat później nadworny historiograf Ferdynanda
I, Wolfgang Lazius, usiłował udowodnić, że wszechogarniająca wędrówka Gotów
uczyniła z obszarów od Morza Czarnego po Kadyks swego rodzaju państwo narodowe,
tak więc „kraje te słusznie zostały na nowo zjednoczone pod panowaniem
Habsburgów”.

Szwedzki profesor Olof Rudbeck (1630-1702) z Uppsali przyczynił się do tego, że gotycyzm – pozytywne nastawienie do Gotów – osiągnął swe apogeum i szczytowy okres swych wpływów, równocześnie doprowadzając go ad absurdum.
Twierdził on ni mniej ni więcej, że odnalazł gocką Szwecję w Atlantydzie Platona.
Rudbeck identyfikował starożytną Uppsalę z Akropolis Atlantydów, ich świątynię Apolla
z pogańską świątynią Swearów. Rudbeckowi zawdzięczamy rozpowszechnienie teorii starożytnej greckiej etnografii, według której Północ to gentium aut certe velut vagina nationum, „kuźnia narodów lub rodzicielka plemion”, wydała na świat Gotów i wiele innych ludów. Dla autora Esprit des loix szczególnie istotny był przekaz, z którego wynika, że siła królestwa uzależniona jest w dużej mierze od względów ludu, król Gotów jest bowiem wybierany przez swój lud: Les Goths conquerant l’empire romain fonderent partout la monarchie et la liberte, „podbijając Imperium Rzymskie Goci rozpowszechnili wszędzie monarchię i wolność”.

Podczas gdy większość porewolucyjnych Francuzów do dziś sympatyzuje raczej ze swoim bohaterem narodowym Asterixem, Gotów zaś, czy to żywych, czy umarłych, nie darzy zbytnią sympatią, Chateaubriand nazywa ich nos ancetres, „nasi przodkowie”, i posuwa się nawet do stwierdzenia: Theoderic reste grand bienqu il’ait fait mourir Boece. Ces Goths etaient d’une race superieure, „Teodoryk pozostaje wielki, mimo iż każe umrzeć Boecjuszowi. Rasa tych Gotów przewyższała inne”.
W chórze gotycystów nie brakuje nawet głosów amerykańskich: i tak oto George
Perkins Marsh obwieścił w roku 1843 gockie pochodzenie Anglików, purytańskich
osadników w Nowej Anglii, jak również bohaterów wojny niepodległościowej; uczynił to
w książce pod znamiennym tytułem The Goths in New England. Kiedy gotycyzm,
germanizm i teutonizm zaczęły już opuszczać pracownie historyków, Duńczyk
Johannes V. Jensen liczył w 1907 roku na „gocki renesans” wśród mieszkańców
Ameryki Północnej.

11

W rzeczywistości wszystkie wymienione ,,-izmy” ze wszelkimi swoimi odmianami od
dawna były już na wymarciu lub zanikły całkowicie, kiedy to narodowy socjalizm
umożliwił im tyleż dziwne i kontrowersyjne, co upiorne zmartwychwstanie.I tak z
polskiego portu Gdynia powstało miasto Gotenhafen w okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy
Zachodnie, a po napaści na Rosję rozważano, jak można by osiedlić Niemców na
Krymie – dawnej ojczyźnie Gotów, i czy nazwę Symferopol należałoby zamienić na
Gotenburg, a Sewastopol na Theoderichshafen. Gotycystyczna tradycja
zaalpejskiego lub -jeśli kto woli – germańskiego humanizmu przeszła więc do czynów
jako historyczny argument i obnażyła się w ten sposób jako próba uwstecznienia czasu
i historii, ba, zniweczenia ich. Co więcej, to ta anachroniczna perwersja zrodziła się już
w myślach, kiedy to zazwyczaj tak opanowany Beatus Rhenanus wykrzykiwał:
„Naszymi są Gotów i Wandalów triumfy!”.
Niemieccy, a także i skandynawscy humaniści reagowali ma się rozumieć jedynie na
teorię o gockim barbarzyństwie, rozpowszechnioną wcześniej przez humanistów
romańskich, a w szczególności Włochów. Wszystko, co gockie, było w niej
przekleństwem, było pojęciem obejmującym wrogość wobec kultury i wiedzy, brak
ogłady i klasycznego zmysłu architektonicznego, mnisią hipokryzję, ciemnotę i
zacofanie. Jest zatem zrozumiałe, że humaniści na północ od Alp potraktowali swych
włoskich poprzedników i kolegów nieufnie, uważając ich za „romanofilów” i postanowili
sięgnąć do źródeł. Stosowali przy tym metodę rozwiniętą jeszcze w okresie
przednaukowego uprawiania historii i słusznie nazywaną moralno-etnograficznym
sposobem widzenia.

Podstawą wszystkich tych zabiegów były intensywne studia nad dziejami plemion germańskich, origines gentium, na których czele stoi Origo Gothica, dzieło Kasjodora w opracowaniu Jordanesa.
Kasjodor, wysoce wykształcony Rzymianin w służbie królów gockich w Italii,
opracował – przypuszczalnie już w 519 roku – origo gentis, historię pochodzenia
barbarzyńskiego ludu. Origo Gothica była częścią antycznego genus, w którym od
czasów Cezara funkcjonowały obok siebie dwie równorzędne wersje: grecka etnografia
najchętniej uznawała, że barbarzyńcy byli dziełem stworzenia greckich bogów i
herosów. Natomiast etnografowie rzymscy nie tylko przyjmowali tradycję autochtonów,
lecz uznawali nawet jej wyższość nad powszechnie przyjętymi spekulacjami greckich
mitografów. Tak oto Tacyt nie chciał wypowiadać się na temat pochodzenia Brytów,
ponieważ nie był w stanie powołać się na żaden miejscowy przekaz historyczny.
Wynika stąd, że rzymska etnografia była znacznie bardziej otwarta na barbarzyńską
tradycję niż jej grecka poprzedniczka, poddała ją jednak równocześnie interpretatio
Romana. W ten sposób historie pochodzenia plemion nie były przedłużeniem lub
rozszerzeniem drugorzędnej historii czy mitologii rzymskiej. Łącząc jednak
barbarzyńskie formy z rzymskimi, doprowadzano do tego, że historia cesarstwa
rzymskiego stawała się, wprawdzie nie jak u Greków prapoczątkiem, jednakowoż celem
każdej origo gentis.

12

Nawet ktoś, kto dziś pisze własną historię Gotów, porywa się na zadanie w gruncie
rzeczy nierozwiązywalne. Taką historię da się bowiem dopiero wówczas wyodrębnić z
historii powszechnej starożytności i średniowiecza, jeśli zostanie przedstawiona jako
etnografia historyczna. W ten sposób jednak podjęta zostaje próba odwrócenia
procesu, który właściwie był nieodwracalny, a ponadto „sterowany” teologicznie. Innymi
słowy oznacza to: etnografia historyczna Gotów stawia na głowie słynny historyczny
gmach Kasjodora i usiłuje sprawić, by Origo Gothica, partykularne pochodzenie Gotów,
odrodziło się z Historia Romana. Odwracanie dialektycznego procesu, który
„przechował” historię Gotów, musi budzić u obserwatora wrażenie filmu wyświetlanego
od tyłu. Tradycja barbarzyńców stała się poprzez asymilację historią Rzymian: Originem
Gothicam historiom fecit esse Romanam, „on to sprawił, że historia pochodzenia Gotów
jest rzymską historią”, tak Kasjodor każe mówić królowi Atalarykowi za pośrednictwem
swego dzieła. Twierdzenie to oprócz swego antycznego znaczenia profanum
uzyskało dodatkowo wymiar sacrum historii chrześcijańskiej.

Stąd też historia Gotów Kasjodora była dla genus w dziele Origenes Gentium nie mniej rewolucyjną innowacją niż etnograficzne dygresje Cezara w Commentarii de bello Gallico (Wojna galijska). Kasjodor jako kompilator antycznej i gockiej tradycji pod względem formalnym nie jest oryginalny; tyleż samo można wyczytać u Jordanesa, nawet jeśli przypisuje mu się wszystko, co najgorsze. Natomiast jeśli chodzi o treść, to jego dzieło było pierwszym origo nieantycznego ludu, pewnej gens, która – w podwójnym sensie paradoksalnie – opanowała zgodnie z prawem i za uznaniem cesarza część
cesarstwa rzymskiego.
Włączając historię Gotów do ekumenicznej Historia Romana, Kasjodor stworzył wzór
dla średniowiecznych origines gentium, których szereg zamyka około roku 1200 Saxo
Grammaticus. Napisana przeważnie po łacinie i nierzadko łaciną klasyczną prehistoria
(origo) pewnej germańsko-celtycko-słowiańskiej gens awansowała do przepojonej
duchem chrześcijańskim historii populus, Historia Romana.

Tak rozumiane pochodzenie, „entelechia rodu”, zawsze uprawniało do panowania. Origo stała się tym samym dla swojej gens poniekąd kodeksem, co należy rozumieć ze wszech miar  dosłownie. Świadczy o tym wspólna tradycja, a być może także wspólne powstanie
Origo i Lex scripta, historii plemiennej i pisanego prawa plemiennego.
Zajmując się historią poszczególnych plemion, a przede wszystkim ponownie odkrytą
Germanią Tacyta i Origo Gothica, niemieccy humaniści odeszli od średniowiecznej
kroniki świata. Ta łączyła historię świecką z historią w wymiarze religijnym, z
eschatologią, i jako schrystianizowana Historia Romana objęła swym zasięgiem historię
całej ludzkości.

13

Kto więc z tak skonstruowanej budowli historycznej próbował oddzielić partykularną
origo gentis, ten sekularyzował historię świata. Konsekwencją tego było między innymi
odkrycie na nowo przez niemieckich humanistów pojęcia gens, czego przykładem może
być dzieło Wolfganga Laziusa De gentium aliquot migrationibus. Przedstawienie
wędrówki ludów i związanego z tym przenoszenia historycznych roszczeń i praw,
translatio, stanęło w opozycji do włoskiego pojęcia renesansu i katastroficznej teorii
starożytnej cywilizacji, prezentowanej przez włoskich humanistów.

Jednocześnie słowo Germanus uznano za równoznaczne ze słowem „niemiecki”, co do dziś utożsamiane jest mniej więcej z German lub (tu usunięto wyraz w języku greckim). Ponieważ jednak rodząca się dopiero germańska nauka o starożytności nie ufała antycznej historiografii, rozwinęła za pomocą archeologii, językoznawstwa i geografii osadnictwa teorię o zdrowych, silnych i młodych ludach wędrownych.
Ideologia głosząca, że młode ludy barbarzyńskie odnowiły dekadencki rzymski świat,
jest zsekularyzowanym produktem ubocznym antyczno-chrześcijańskiej koncepcji
odrodzenia. O ile francuski romantyzm i niemiecki historyzm XIX wieku były zgodne co
do tego, że wtargnięcie Germanów na zachodnie tereny oznaczało swego rodzaju
„odświeżenie krwi”, o tyle dziś to właśnie archeolodzy, historycy czasów dawnych i
antropolodzy na podstawie takich samych, ba, nawet tych samych źródeł, z jakich
korzystali ich poprzednicy, starają się udowodnić coś przeciwnego – że właśnie nie z
„młodymi, tryskającymi siłą i energią ludami” i nie ze „zdrową przeszłością” mamy do czynienia.
Michael Schmidt w swojej książce Geschichte der Deutschen [Historia Niemców
(przyp. tłum.).] (1778) utożsamiał wyrażenie migratio gentium z „wędrówką ludów”; jest
to znane powszechnie zapożyczenie, które jednakże z językowych względów zostało
odrzucone przez Johanna Christopha Gottscheda. To tłumaczenie jest w rzeczy
samej pod względem semantycznym mocno wątpliwe, jeśli nie wręcz błędne. Już
bowiem w czasie wczesnego średniowiecza słowo gens tak bardzo zmieniło swoje
znaczenie, że stało się homonimem samego siebie.

Gens Francorum z epoki Karolingów jest bliższe współczesnemu rozumieniu narodu niż gens Francorum z czasów Chlodwiga. Ponadto nie dysponujemy żadnym językowym instrumentarium pozwalającym stosować taką terminologię, na której nie odcisnęłoby piętna pojęcie narodu z okresu rewolucji francuskiej. Jeśli próbujemy zgłębić pod względem etymologicznym znaczenie pojęcia gens, możemy powołać się wprawdzie na Izydora z Sewilli, ale przez to jeszcze bardziej pogrążyć się w błędzie. Wyrażenia takie jak gens, genus, genos, genealogia, natio noszą w sobie pojęcie biologicznej wspólnoty
pochodzeniowej. Natomiast historie plemienne stawiają znak równości między
narodem a wojskiem, stojąc tym samym na gruncie prawdy historycznej. Co więcej,
źródła historyczne potwierdzają zasadę wieloetniczności gentes.

goths 5

14

Nie są to „całe” narody; nigdy nie obejmują wszystkich możliwych członków gens i
stale ulegają przeobrażeniom; ich powstanie to nie kwestia krwi, lecz ustroju.
Początkowo oznacza to niewiele więcej niż skupienie i utrzymanie heterogenicznych
grup tworzących wojska barbarzyńców. Przywódcy i reprezentanci „znanych” rodów, to
jest tych rodzin, które swoje pochodzenie wywodzą od bogów, a o swej charyzmie
mogą zaświadczyć odpowiednimi sukcesami, tworzą „źródła tradycji”, wokół których
powstają nowe plemiona, za pomocą których oddzielają się i przekształcają grupy
etniczne. Kto przyznaje się do takiej tradycji, a jest do niej dopuszczony czy to z racji
urodzenia, czy sprawdzenia się w działaniu, jest częścią, gens, jest członkiem
niebiologicznej wspólnoty pochodzeniowej, lecz wspólnoty pochodzeniowej opartej na
tradycji. Historia gens jest przedmiotem badań etnografii, a etnografia działa, jak
sama nazwa wskazuje, „opisując narody”.
Takie (tu usunięto wyraz w języku greckim) lub gentes nie zaliczają, się do wysokiej
kultury współczesnego im obserwatora. Pozostają poza cywilizowanym światem i nie
należą do ekumenicznego populus. To barbarzyńcy. Ich język nie brzmi jak język
ludzki, lecz jak bełkot, puste dźwięki. Barbarzyńcy mówią także najprzeróżniejszymi
językami, jeden przez drugiego i jeden obok drugiego, język nie jest bowiem dla nich
kryterium przynależności do wspólnoty plemiennej. Straszne są ich pieśni, pod
których naporem rozpada się klasyczna wersyfikacja antycznego poety. Ich religia to
zabobon, jeśli nawet nie pogaństwo, to niewiele więcej niż zniekształcone
chrześcijaństwo, herezja lub jeszcze co gorszego. Barbarzyńcy nie potrafią bowiem
rozsądnie myśleć i działać. Gdy nadciąga burza, myślą, że to niebo się zapada i są
gotowi zrezygnować ze wszystkiego, ratując się ucieczką z pola bitwy. Przerażający jest
ich pęd do śmierci; cieszą się, że umierają. Nawet ich kobiety, aż do czasów
nowożytnych stale poszukiwane i stale na nowo odkrywane przez etnografów
Amazonki, walczą razem z nimi.

Barbarzyńcami rządzą demony: „siedzi im taki na karku” i zmusza ich do robienia najobrzydliwszych rzeczy.
Barbarzyńcy są podobni raczej do zwierząt niż do ludzi, nie wiadomo więc, czy druga,
ludzka natura w ogóle jest ich udziałem. Jak trwałe mogą być takie przekonania,
świadczy fakt, że jeszcze w XIX wieku dział prehistoryczny przydzielono do
Wiedeńskiego Muzeum Przyrodniczego, a nie do Muzeum Historii Sztuki, i nie zmieniło
się to do dziś.
Jako „dwunożne zwierzęta” barbarzyńcy nie potrafią żyć według pisanego prawa, a w
swej pierwotnej strukturze społecznej nie uznają królów. Barbarzyńskie zwyczaje, gdy
są złe, są obce, nieobliczalne i niebezpieczne, a nawet jeśli dobre, to i tak „olśniewająco
występne”. Ich żądza złota jest niepohamowana, ich pijaństwo – bez granic.
Barbarzyńcy nie znają żadnych ograniczeń. Obejmują się przy braterskim pocałunku, a
wobec obcych spoza plemienia są niewierni. Tak samo bowiem, jak świat zewnętrzny
odmawia im cech ludzkich, tak dla nich samych wspólnota oparta na ich niepisanym
prawie zwyczajowym jest całym ludzkim światem.

15

Mimo to barbarzyńcy, czy to Germanie, czy nie, uchodzą ogólnie za urodziwych. Mają
jasne włosy i są wysocy, choć przy tym wszystkim przerażająco brudni, gdyż oddają się
zadziwiającym toaletowym czynnościom. Jako pomady do włosów używają masła, i
to ze szczególnym upodobaniem wówczas, kiedy już zjełczeje. Jedynie pierwotni
Hunowie, synowie złych duchów i gockich czarownic, są brzydcy. Siła barbarzyńskich
mężów jest niewyczerpana. Północny klimat ich ojczyzny z długimi zimami stwarza
doskonałe warunki do nieokiełznanego płodzenia potomstwa. Zaledwie jakiś
barbarzyński lud zostanie pokonany lub wręcz wytępiony w walce, zaraz z mokradeł i
lasów Germanii lub stepów Wielkiej Scytii wyłania się następny. Ba, w gruncie rzeczy
nie istnieją nowe ludy barbarzyńskie, pojawiają się jedynie potomkowie ciągle tych
samych plemion.
Jeśli jednak próbujemy określić liczbę członków plemienia, okazuje się, że jest
zdumiewająco niewielka. Wynosi od 15 do 20 tysięcy wojowników, co oznacza w sumie
100 tysięcy osób; to maksymalna liczba, jaką może osiągnąć duże plemię. Topos
przeludnienia na przekór faktom wciąż utrzymuje się w literaturze.

Wszelkie „wędrówki ludów” wyjaśnia się na podstawie założenia, że dane terytorium nie było w stanie wyżywić określonej liczby ludności, w wyniku czego ta -częściowo lub całkowicie —musiała je opuścić. Pojęcie ver sacrum, „święta wiosna”, w czasie której dane plemię wysyłało drużynę młodzieńców na poszukiwanie ziemi, nie wzięło się oczywiście znikąd.
Nie ulega również wątpliwości, że gospodarka plemienna była gospodarką deficytową.
Gdy zbiory były udane, można było mieć nadzieję na przetrwanie zimy bez głodu.
Nadwyżek natomiast albo nie było w ogóle, albo nie wiadomo było, co z nimi począć,
ponieważ nie potrafiono robić zapasów. Jadano monotonnie; nie tylko Hunowie
spożywali mięso na surowo. Gdy ktoś spośród nich był bogatszy od innych, miał swój
udział w „wartości dodanej” gospodarki plemiennej, mógł za to kupić złoto i powiesić na
szyi sobie, swemu koniowi i swojej żonie. Już Grecy znali przysłowiowe
„barbarzyńskie złoto”. Oni sami nie musieli, mieszkając w miastach, nosić przy sobie
całego swojego majątku, by kupić u piekarza chleb, i dlatego też za wielce
niepraktyczne uważali obwieszanie się czymś w rodzaju środków płatniczych ze
szlachetnego kruszcu o wartości miliona funtów.
Głód i bieda stale zagrażały egzystencji wspólnoty plemiennej. Ale nie brały się one z
nadmiernego przyrostu naturalnego ludności – w rzeczywistości liczebność plemion
pozostawała zdumiewająco stabilna – ale z ogólnie panującego niepokoju i z
niebezpieczeństw czyhających na barbarzyńską społeczność. Jednostka odczuwała
wystarczająco często ciągłe zagrożenie społecznej i fizycznej egzystencji. Dlatego też
brat Tei, Aligern, zapragnął po kapitulacji pod Cumae zostać Rzymianinem, by uniknąć
niebezpiecznego życia barbarzyńcy. Społeczność plemienna znajduje się bowiem w
stanie ciągłej wojny. Wrogiem jest nie tylko inny lud, zamieszkujący gdzieś po drugiej
stronie szerokiej strefy granicznej,

16

lecz już sąsiednia wioska, sąsiedni klan albo inny ród tego samego plemienia.
Zdumiewające, że tradycja plemienna mogła odbierać taki stan chaosu jako coś
harmonijnego. O harmonii można mówić dopóty, dopóki społeczność plemienna żyła,
odwołując się do heroicznego patosu.
Historia jest nauką o „czynach dzielnych mężów”; liczy się jedynie wojownik,
wojsko. Plemię i wojsko to jedno, gens to „lud w zbroi”. Jeśli ów lud wyruszał na
wędrówkę, to panowała w nim zdumiewająca społeczna mobilizacja. Kto wykazywał się
sprytem i odnosił sukcesy w wojsku, był – bez uszczerbku dla swego etnicznego lub
społecznego pochodzenia -jego częścią.

W królestwie Hermanaryka oprócz Ostrogotów-Greutungów byli także Finowie, Słowianie, Antowie, Herulowie- Rosomonowie, Alanowie, Hunowie, Sarmaci i z pewnością także Estiowie.
Równocześnie w zachodniej Gutpiuda obok dowodów potwierdzających byt
dominujących Terwingów, Wizygotów jak powiemy dzisiaj, znaleziono świadectwa na
istnienie Tajfalów, zamieszkujących Caucalandensis locus Sarmatów, mniejszości
narodowych Azji Mniejszej, przy czym należy założyć, że większość stanowili
mieszkańcy dawnych prowincji, mniej lub bardziej zromanizowane grupy Daków i
Karpów, Sarmaci i Irańczycy najróżniejszych denominacji.
Wieloetniczne struktury ludów gockich zostały zachowane również w cesarstwie
rzymskim. W skład osiadłej w 418 roku w południowej Galii armii Gotów wchodziły
grupy Greutungów-Wezjów, Greutungów-Ostrogotów oraz ludy niegockie, pozostające
mniej lub bardziej pod gockimi wpływami, wśród nich Alanowie, traccy Bessowie,
bałtyjscy Galindowie, Warnowie i najprawdopodobniej również Herulowie, a nawet Sasi
znad Loary i Garonny, których król Euryk potrafił związać ze sobą mocą traktatu.

Do barbarzyńskich ludów niegockiego pochodzenia zaliczali się również członkowie
plemion z terenów zamieszkałych przez dediticii i ich potomków, sarmackie, tajfalskie i
swebskie kolonie z późnego okresu panowania rzymskiego. To samo można
powiedzieć o królestwie Teodoryka Wielkiego: jako rzymski naczelny magistrat i król
Gotów Teodoryk posiadał wszelkie warunki, by ze swojego wojska uczynić gocki naród.
Nowa etnogeneza przebiegała jednak z udziałem niegockich elementów. W szeregach
jego wojsk maszerowali Rugiowie, Wandalowie, Alanowie, Herulowie, Skirowie,
Turkilingowie, Swebowie, Sarmaci i Tajfalowie, Gepidzi i Alemanowie. Oprócz Rzymian
„z gockim sercem” wśród służących w wojskach sprzymierzeńców byli też dawni
rzymscy poddani, którzy – podobnie jak dzicy Breonowie w górzystym Tyrolu –
przyłączyli się do gockich sprzymierzeńców Rzymu jako miejscowi sojusznicy.
Wojska Gotów od dawna przyciągały rzymskie warstwy niższe. W czasach wędrówek
ta atrakcyjność była szczególnie silna. Uzupełniano w ten sposób stały niedobór w
szeregach gockiej armii. Jednak w południowej Galii, Hiszpanii i Italii chłopów
potrzebowano na polu uprawnym, a nie na polu walki.

goths 3

17

Teodoryk stawiał na konsolidację i stabilizację, tak więc zdecydowanie zabronił
rzymskiej ludności wiejskiej przyłączania się do wojska Gotów. Kiedy jednak państwo
Ostrogotów walczyło o przetrwanie, dawna siła przyciągania jeszcze nie wygasła; Totila
nie tylko przyjął -jak wiadomo, w dużej liczbie – rzymskich niewolników i kolonów do
gockiej armii, lecz także zmobilizował ich przeciwko ich panom – senatorom, obiecując
im wolność i własność ziemi. W ten sposób zezwolił na to, na co rzymskie warstwy
niższe były, ze względu na rozpaczliwe położenie ekonomiczne, gotowe już od III
wieku: „Zostać Gotami”.

Zasada była jasna: człowiekiem wolnym mógł zostać ten, kto sprawdził się jako wojownik. Kto pracuje, czy to jako rolnik, czy biegły w swojej sztuce rzemieślnik lub kupiec, jest i pozostanie niewolnikiem. Losy dwóch rzymskich więźniów unaoczniają ten społeczny mechanizm. Jeden z nich, dawniej bogaty kupiec, popada w niewolę u Hunów, zmienia swoje zajęcie i zostaje, choć początkowo zupełnie niewyszkolonym, ale dzielnym żołnierzem. Zdobywa bogactwo i wolność, zawiera „huńskie” małżeństwo i wspina się po drabinie kariery wojskowej. Drugi jest wyśmienitym budowniczym. Temu samemu huńskiemu panu, któremu wcześniej służył jego współwięzień, wznosi za pieniądze uzyskane przez pana ze złupienia Panonii  wspaniałą łaźnię. Kiedy jednak dzieło jest skończone, architekt nie otrzymuje oczekiwanej wolności. Co więcej, Hun czyni go najniższym w hierarchii niewolnikiem, łaziebnym swoim i swojej rodziny.
Tego typu porządek społeczny musiał po prostu ulec zmianie, jeśli gens zamierzała
stworzyć na rzymskiej ziemi państwo federacyjne. W granicach Imperium Rzymskiego
tego typu system wartości i takie przekonania były nie do utrzymania.

Wraz z odejściem od prymitywnych struktur plemiennych rozpoczyna się proces asymilacji; dawni barbarzyńcy stają się częścią rzymskiego świata.
Instytucją, która ten proces umożliwiła, było gockie królestwo oparte na armii. Mimo
wszystkich porażek, prawie katastrof, gockim królom, to jest Amalom i Bałtom, udawało
się wciąż na nowo wykazywać i potwierdzać jako wywodzącym się z „rodu bogów i
herosów”. Ich sukcesy były możliwe między innymi dlatego, że potrafili się oni lepiej
przystosowywać do istniejących warunków niż ich szlachetnie urodzeni konkurenci,
dzięki czemu zdobyli także uznanie cesarza. Wcześniej jednak zarówno bałtyccy, jak
i amalscy Goci musieli przetrwać 40-letni okres oczekiwania. Czas pomiędzy
jesienią 376 roku, kiedy to przodkowie Wizygotów przekroczyli Dunaj, a przymierzem z
roku 416 wynosił dokładnie 40 lat, tyle co czas między bitwą pod Adrianopolem w 378 roku i decyzją cesarza o osadzeniu sprzymierzonych Gotów w Akwitanii w 418 roku. Tym samym Goci przypominają naród wybrany, który po otrzymaniu Prawa pozostawał przez czterdzieści lat na pustyni, zanim mógł wejść do Ziemi Obiecanej. Sama tradycja Ostrogotów sugeruje takie porównanie. 40 lat mieli Ostrogoci nosić żałobę po śmierci swojego króla, zanim wybrali Walamira, wuja Teodoryka Wielkiego, na jego następcę.

18

Długi okres bezkrólewia nie umniejsza w żadnym wypadku znaczenia tego ludu.
Wprost przeciwnie: czterdziestoletni okres oczekiwania oznacza próbę czasu i dowodzi
bycia wybranym przez Boga. Wyróżnia i uprawomocnia lud Boży. Królestwo, gens,
wybór przez Boga konstytuuj ^populus63; w wypadku Gotów istnienie tych przesłanek
mógł zakwestionować jedynie nieżyczliwy homozjańczyk, jak byśmy dziś powiedzieli:
katolik. [Wyznawca homozjanizmu, twierdzenia, że Chrystus jest współistotny Bogu
Ojcu (przyp. red.).]
Ostatecznie gockie królestwo wojskowe mogło odnosić sukcesy jedynie wówczas, gdy
samo się „rozwiązało”. Lub innymi słowy wówczas, gdy królom udawało się
podporządkować swoje ludy większym jednostkom na terytorium cesarstwa bądź też je
z nimi zintegrować. Dopiero powstanie łacińsko-barbarzyńskiego regnum, trwałego
państwa kontynuującego tradycje rzymskiego cesarstwa zachodniego, ogranicza
możliwości powstawania nowych plemion. W procesie tworzenia nadrzędnych
jednostek nieograniczona gra plemiennych sił traci swą niebezpieczną skuteczność.
Około 590 roku Goci nadali swej państwowości nazwę Spania, Gallia et Gallaecia.

Tę samą rangę posiadała Italia Ostrogotów, którą stworzył Teodoryk Wielki. Stosunkowo szybki upadek tego tworu państwowego przyczynił się do odrodzenia ostrogockich
genitilitas jako wojsk Gotów z królewskim wodzem na czele, na próżno zabiegającym o
uznanie cesarza. Ostatnie królestwa Ostrogotów funkcjonują tak jak pierwsze; jedne i
drugie w różnym czasie obejmują różne terytoria i różnej wielkości obszary.
Raz składają się owe regna z kilku okręgów miejskich w Panonii, Macedonii, Tracji i
Mezji. Innym razem Ostrogoci panują w ponad dwudziestu okręgach w Ilirii, Italii i Galii.
Następnie Belizariusz .jedynie przy pomocy swojej drużyny” niszczy potęgę
wojskową Teodoryka. Pobici i pozbawieni swojej amalskiej tożsamości Ostrogoci
bardzo chętnie zgodziliby się na okrojenie ich królestwa do dwóch leżących po drugiej
stronie Padu prowincji, Ligurii i Venetii (Istria). Przez rok ponawiają swoją ofertę
cesarzowi, w tym czasie ich wielkość i chwała maleją, ostatecznie stanowi o niej już
tylko stare królewskie miasto Pawia. Potem prawie całkiem nieoczekiwanie pojawia się
„tyran” Totila i odzyskuje „gockie panowanie nad Italikami”. W 550 roku zaś, dwa lata
przed katastrofą, Totila zadowoliłby się królestwem składającym się z Półwyspu
Apenińskiego bez krajów sąsiadujących.
W porównaniu ze „składającym się i rozkładającym się jak harmonijka państwem”
wojskowym Ostrogotów królestwo Wizygotów sprawiało wrażenie zaskakująco
stabilnego, co dziwi tym bardziej, że utracie bałtyckich praw towarzyszyły również
ciężkie porażki w walce z wrogiem zewnętrznym. Właśnie sposób, w jaki exercitus
dawnych „Gotów z czasów Alaryka” przezwyciężał katastrofy i porażki, wskazuje na
jego silne zakorzenienie w prefekturze Wielkiej Galii.

19

Przez dwa pokolenia – licząc od roku 507 – Wizygoci tracili ziemie i przegrywali bitwy z
Frankami i Bizantyńczykami. Mimo to królestwo wciąż obejmowało znaczne terytorium.
To ono stało się dla Gotów nową ojczyzną, stamtąd mogli rozpoczynać swe powtórne
podboje i przyszłe ekspansje. Mimo że król poległ, a miasto królewskie wraz ze
skarbcem przepadło, pobite Państwo Tolozańskie nie poszło w rozsypkę, lecz jedynie
przeniosło swój punkt ciężkości, wpierw na wybrzeże Morza Śródziemnego, a następnie
do Toledo. Państwo, które wzięło swą nazwę od tego miasta, umocniło pozycję jako
nadrzędna jednostka państwowa, jako wczesnośredniowieczne regnum, w którym
pojęcie gens uzyskało nowe znaczenie obywateli państwa ugruntowanego na prawnych
podstawach. Nic nie wskazuje na to, żeby hiszpańscy Wizygoci uważali się jeszcze
za wspólnotę pochodzeniową opartą na tradycji.
Współczesny język zawodzi, kiedy chcemy ująć w słowa prapoczątki i opisać
zachodzące w nich zmiany, tak że nie pozostaje nam nic innego jak posłużyć się -nie
bez oporów – pewnym unikiem, polegającym na zachowaniu łacińskiego wyrażenia
gens, zapożyczonego ze źródeł historycznych.

Gens to zarówno większa grupa, jak i jedno plemię, to zarówno odłam danego rodu, jak też konfederacja większej liczby etnicznych jednostek. Gens z czasów wędrówki ludów nie była jeszcze gotową jednostką polityczno-terytorialną; nie była też w pełni wykształconą narodową tożsamością, nie była stanem, lecz otwartym procesem. Gens ze stadium origo jest ciągle „w drodze”, in peregrinatione, by w końcu dzięki królestwu i prawdziwej wierze – cokolwiek by to miało znaczyć – stać się populus. Powstawanie plemion a ich ustrój, opisany w 1961 roku przez Reinharda Wenskusa dualizm jest przedmiotem etnografii historycznej. W wypadku historii Gotów chodzi o zetknięcie się społeczeństwa o silnej świadomości plemiennej z mocarstwem. Znane analogie pozwalają odtworzyć dawną mocarstwowość, wyobrazić sobie nadrzędne jednostki antycznego i średniowiecznego państwa terytorialnego. Nawet jeśli nie chcemy rozpoczynać od nowa bezowocnej dyskusji na temat, czy pojęcie „państwo” może być stosowane w odniesieniu do okresu sprzed nowożytnych dziejów Europy, czy też nie, to jednak zarówno późnoantyczne Imperium Romanum, jak i państwo Karolingów oraz ich bezpośrednie kontynuacje miały charakter mocarstw. Decydującym elementem w tych państwach był element  terytorialny, patria. Gens miała o tyle rację bytu, o ile posiadała patria. Sformułowanie patria vel gens Gothorum streszcza w niepowtarzalny sposób doświadczenia hiszpańskich Wizygotów.

Ci Goci przezwyciężyli „scytyjski charakter” swoich gentilitas z okresu wędrówki ludów.
„Scytyjskie”, to znaczy pierwotne gentes, nie posiadały żadnych trwałych struktur.
Albo znikały nagle z dnia na dzień i nikt nie wiedział, czy wyginęły, czy istniały może
gdzieś na krańcu świata i dziejów, albo można było również powiedzieć, jak Synezjusz
z Cyreny cesarzowi Arkadiuszowi, że nie ma żadnych nowych barbarzyńców.
Wprawdzie wynajdują oni ciągle nowe nazwy i zmieniają swój wygląd zewnętrzny, by
zmylić Rzymian,

goths 4

20

czyli cywilizowany świat; w gruncie rzeczy jednak Scytowie pozostają niezmienni od
czasów Herodota. Niecałe sto lat po Synezjuszu stało się jednak możliwe
zastąpienie tradycyjnej nazwy „Scytowie” nazwą „Goci”: wieloetniczne związki
wojowników konnych pochodzących z północno–wschodniej Europy, do tej pory
przedstawiane przez tradycyjną etnografię jako Scytowie, uchodziły teraz za Gotów.
Wszyscy wschodni Germanie – łącznie z niegermańskimi Alanami – zaliczają się
zgodnie z teorią Ludwika Schmidta do ludów gockich; mówią gockim językiem i wyznają
tę samą heretycką religię.
Około 600 roku wewnętrzna struktura plemion Gotów znacznie się zmieniła. Ich
państwowość ograniczyła się wówczas do państwa hiszpańskich Wizygotów, ci zaś byli
„obywatelami państwa” wyznania katolickiego. Mimo to tolozańscy Goci są niezmiennie
nazywani gens, jakby byli tylko wspólnotą pochodzeniową, do której mógł należeć także
i żołnierz armii bizantyńskiej. Widać wyraźnie, jak trudno spełnić żądanie Ottona
Brunnera, by historycy zapożyczali pojęcia z języka źródeł historycznych. Kto używa
słowa gens, musi mieć świadomość jego wielowymiarowości.
Biorąc powyższe pod uwagę, „saga Gotów” brzmiałaby mniej więcej w sposób
następujący: pewnego razu był sobie niewielki lud – z powodu niejasnych początków
chciałoby się tę opowieść rozpocząć jak bajkę – który nazywał siebie Gotami, to znaczy
mężami82. Początek ich historii przypada na czasy, kiedy Rzymianie wtargnęli do
wolnej Germanii. Siedziby Gotów mieściły się wówczas wzdłuż wybrzeży Morza
Bałtyckiego od Pomorza po Prusy Wschodnie.

Archeolodzy utożsamiają z najwcześniejszą historią Gotów wytwory kultury wywodzącej swą nazwę od leżącej w Prusach Wschodnich miejscowości Willenberg (Wielbark). Już w tej wyraźnie ukształtowanej, autochtonicznej kulturze pojawia się wiodący motyw wykopaliskowy, towarzyszący Gotom wszędzie w ich dalekich wędrówkach: zmarłego Gota składano do grobu bez broni, co zakłada wiarę w życie wieczne, która niezwykle ostro odróżniała ich od sąsiadujących ludów i kultur. Goci z ich wczesnego okresu chyba nigdzie na zachodzie nie dotarli do Odry. Wątpliwe jest również, czy rzeka ta kiedykolwiek nosiła nazwę Guthalus, choć niektórzy uczeni twierdzą, że Odra była „rzeką Gotów” i odpowiednikiem skandynawskiego Gotaalv. Informacje z tamtych odległych czasów prawie że doszczętnie zaginęły, i to mimo istnienia amalskiej historii o skandynawskim pochodzeniu Gotów lub właśnie ze względu na nią. W każdym razie Goci lub -jak ich nazywano w antycznych źródłach- Gutonowie pozostawali początkowo pod obcym panowaniem i w najlepszym wypadku tworzyli półautonomiczną podgrupę większego związku plemion, jakiejś „starej nazwy”, do której zostali zaszeregowani.
Pomijając sposób grzebania zmarłych, lud Gutonów nie różnił się specjalnie od
swoich sąsiadów ani w kwestii uzbrojenia, ani pod względem instytucjonalnym; nawet
sposób urządzenia królestwa był taki sam. Jest to obserwacja,

21

która zgodnie z hipokratesowską szkołą greckiej etnografii mogłaby świadczyć o
wysoko rozwiniętej państwowości Gotów. Ponadto ich królowie byli szczególnego
rodzaju; mieli – według Germanów – niezwykle dużo do powiedzenia. Od kiedy tylko
zaczęto mówić o gocko-gutońskich królach, wiadomo było o nich, że wydawali rozkazy
raczej jak heroiczni i prowadzący wędrowny tryb życia dowódcy drużyny z okresu
wędrówki ludów, niż jak osiadli i czczeni jak święci królowie plemion z ostatnich stuleci
przed Chrystusem. Jeśli ktoś chciał przyłączyć się do plemienia króla Gotów, nie
musiał być ani Gotem, ani człowiekiem wolnym; wystarczyło, by był dobrym
wojownikiem i przestrzegał w określonym stopniu dyscypliny.
W ten sposób powstała królewska drużyna, exercitus Gothorum, która bardzo szybko
zaczęła dominować w otoczeniu pod względem militarnym. To wyjaśnia wiele
domniemanych sprzeczności odnoszących się do wczesnego okresu historii Gotów:
pierwotnie byli oni przez długi czas prawdopodobnie niewielkim podporządkowanym
ludem, osiadłym jednakże na dość rozległej przestrzeni sięgającej od wschodnich Prus
przez Pomorze Wschodnie niemalże po Odrę.

Istnieją dowody na to, że Goci występowali przeciwko współczesnym sobie mocarstwom. Ostatecznie osiedlili się – co najmniej 5 pokoleń przed pierwszą wzmianką o nich – na sarmackim, prawym brzegu środkowej Wisły. To tam właśnie Goci stali się najważniejszą grupą owej lawiny ludów, która w drugiej połowie II stulecia spowodowała załamanie się rzymskiego frontu nad Dunajem oraz potężne zmiany na obszarze sarmacko-pontyjskim. Przyjmując rzymski punkt widzenia, do dziś mówimy o wojnach markomańskich, co jedynie w pobieżny sposób opisuje skalę tych wydarzeń. Gutonowie, którzy w II stuleciu po Chrystusie wtargnęli na tereny pomiędzy Dunajem a Donem, przestali już być
niewielkim ludem. Zwyciężając konkurencję pomiędzy rodami wewnątrz związku
plemiennego, wysunęli się wkrótce – naturalnie wciąż jeszcze pod królewskim
przewodnictwem – na czoło związków wieloetnicznych. Poczynając od roku 238,
najazdy Gotów pustoszyły przez ponad 40 lat wschodnie prowincje cesarstwa
rzymskiego. W porównaniu z tym wojny markomańskie były jedynie niewinnym
wstępem. Goci III stulecia uchodzili za nowy lud, do którego pasowała stara nazwa
Scytów. Żaden z antycznych etnografów nie stwierdza ich związku z Gutonami.
Gutońscy przybysze stali się Gotami w tym momencie, w którym Stary Świat uznał ich
za Scytów.
To pierwsze nierzymskie wielkie królestwo Gotów upadło pokonane, wręcz
zmiażdżone przez cesarzy Klaudiusza II Gockiego i Aureliana, następstwem czego
był ostateczny rozpad gens. Podczas gdy to najprawdopodobniej Amalom udało się
zachować królewskich Gotów, Ostrogotów-Greutungów z terenów na wschód od
Dniestru, nad dolnym Dunajem powstała wyjątkowo skuteczna i sprawna oligarchia
bałto-terwińskich Wezjów. To oni rozwinęli ustrój policentryczny, który umożliwił
pierwsze terytorialne usankcjonowanie gens na przedpolu cesarstwa rzymskiego.

22

Natarcie Hunów zniszczyło zarówno wschodnie królestwo, jak i arystokrację
zachodnich Gotów. Kto z obydwu ludów nie chciał zostać huńskim Gotem lub chciał
uniknąć poddaństwa, przechodził na stronę rzymską. Tam z Gota przeistaczał się w
sojusznika cesarstwa, to jest w rzymskiego wojskowego. Jako taki mógł zachować swą
etniczno-polityczną tożsamość tylko wówczas, gdy przyjmował rozkazy własnego
wodza. Ten zaś musiał być – zgodnie z rzymską ukonstytuowaną rzeczywistością –
„monarchą” i jednocześnie uznanym przez cesarza „urzędnikiem”. Z tych to powodów
doszło z jednej strony do ustanowienia bądź wskrzeszenia instytucji rodowego (gentil)
królestwa, z drugiej zaś – do obdzielania ich właścicieli najwyższymi urzędami
wojskowymi. Najstarszy twór plemienny tego typu został stworzony przez Wizygotów.
Jeśli ktoś chciałby naszkicować historię Gotów, kierując się kryterium ustroju, ma do
dyspozycji jedynie listy nazw plemion gockich, jak na przykład tak ważny w historii
językoznawstwa spis ludów skandynawskich Kasjodora, historię Gotów krymskich od
najazdu Hunów do czasów Justyniana, ale również losy poszczególnych osób, które
przeszły na stronę Rzymian. Właściwym przedmiotem zainteresowania jest
„ukonstytuowana” gens.
Regnum Gotów Zachodnich, jak i o pięć pokoleń wcześniejsze królestwo Gotów
Wschodnich, sięgają wprawdzie swymi korzeniami tradycji związków plemiennych, są
jednak instytucjami rzymskimi, nawiązującymi do późnoantycznej organizacji armii i do
związanych z nią zastępców cesarzy. Analogicznie do tego gockie gentes nie są
wyłącznie wojskami Gotów, exercitus Gothorum, lecz równocześnie rzymskimi armiami
związkowymi, które jako następczynie rzymskich wojsk cesarskich mają prawo, choć
nieco zmienione, do przekazywania władzy.

Goci nie powołują cesarza, lecz króla. Z punktu widzenia rzymskiego ustroju królestwo Gotów jest taką anomalią, która godzi ze sobą praktykę z teorią późnoantycznej państwowości. Za pomocą owej teorii dochodzi do zinstytucjonalizowania lub -jeśli kto woli – do imperializacji gens. By owa gens mogła stać się podstawą powstania jakiegoś państwa, musiała porzucić swą pierwotną „scytyjską” formę. Tak więc Teodoryk Wielki wziął za wzór swojego regnum Imperium Romanum, to samo uczynił Liuwigild w Hiszpanii Wizygotów, doprowadzając do stabilizacji we wcześniej mocno rozchwianym państwie. Niejako w opozycji do tych zjawisk dokonywała się „gentylizacja” antycznego świata. Na płaszczyźnie politycznoprawnej pojęcie „rzymski” traci swoje ekumeniczne znaczenie i oznacza po prostu jedną gens spośród wielu, do której na mocy prawa należy Flavius Amalus, z którą społecznie związany jest „zwyczajny” Got, a Burgundowie czy Frankowie posiadają wspólnego plemiennego przodka.
Goci jako obcy, jako barbarzyńcy, są przedmiotem badań etnografii historycznej.
Prawo i kult, lex i religio, uznawano za synonimy. Ostatnie współczesne materiały,
mówiące o przedchrześcijańskich, nawet jeśli pozostających pod wpływem Kościoła,
wierzeniach Wizygotów, pochodzą z V wieku.

goths 1

23

Pozostałości dawnego religio w Italii Ostrogotów zostały od razu zniesione przez
Teodoryka Wielkiego, o ile nie przyczyniały się do podkreślania „chwały rodu”
Amalów. Król nakazał na przykład swoim Sanom, by uniemożliwiali wkładanie
przedmiotów z metali szlachetnych do grobu zmarłego, co nakazywał gocki obrządek
pogrzebowy. Wykonujący to zadanie musieli działać ostrożnie i wydobywać powierzone
ziemi skarby uważnie, nie niszcząc grobów. Z drugiej strony jednak za normę przy
grzebaniu zmarłych, a co za tym idzie – kulcie przodków, uznawano nie tradycyjny gocki
rytuał, lecz rytuał na wzór rzymski. Dawne wierzenia musiały być już w stanie
głębokiego rozpadu, skoro tak łatwo mógł je znieść królewski nakaz.

Jednakże podczas gdy chrześcijański król Teodoryk podejmuje działania skierowane przeciwko pozostałościom praktykującego pogaństwa, sam wykorzystuje własnych przodków do usankcjonowania amalskiej tożsamości. Jej źródłem i podstawą jest „przekaz”, który obejmuje siedemnaście pokoleń historii Gotów i — zostawmy znany spekulacyjnoklasycystyczny model rachunkowy na boku – sięga pół tysiąclecia wstecz. Z tradycji Asów, z legend o pochodzeniu Gauta, Amala i Ostrogota od herosów i półbogów, którzy „nie byli tak zwyczajnie ludźmi”, Amalowie czerpią w późnym antyku przekonanie o swojej przynależności do szlachetnie urodzonych.
Czysto ekonomiczne początkowo osiągnięcia Alaryka I, a mianowicie niezwykle
wysokie dochody senatorskie, Amalowie przewyższyli wielokrotnie i uzyskali, jak
Bałtowie, przyjęcie do pierwszych rodzin Starego Świata. Zbiorowa pamięć Gotów
przypomina sobie wprawdzie jeszcze przedamalskie i przedbałtyckie „czyny dzielnych
mężów”, kończy się jednakowoż na historii królewskich Amalów i Bałtów w latach
trzydziestych VI stulecia. Memoria dzieli los królewskiego rodu i po jego upadku
staje się ogólną pieśnią o bohaterskich czynach, niezwiązaną z żadnym konkretnym
ludem.
Na jedno pokolenie przed ich upadkiem udało się italskim Amalom zmonopolizować
całą gocką tradycję. Posłużyło im to jako uzasadnienie przypisywanego prawa do
pierwszego miejsca, „do najszlachetniej urodzonych”, w łacińsko-barbarzyńskim świecie
„królów i narodów”. W owym czasie senator Kasjodor napisał swoją Origo Gothica,
której następnie konstantynopolską zimą 551 roku bałkański Got Jordanes nadał znaną
nam obecnie formę.

Jest to historia o „początkach i końcu” królów i państw, dzieli się na okresy „od czasów niegdysiejszych po dziś, wiedzie przez pokolenia i według kolejności panowania królów”, odnosi się „do pieśni starszyzny”, do plemiennej memoria. Italskie regnum, już przez Kasjodora zaliczane do Starego Świata, zburzyła rekonkwista Justyniana. Mimo to Jordanes pozostaje wierny wersji Kasjodora; młodszy autor ,jako ten, który swe pochodzenie wywodzi od wspomnianej gem” wybiera na zakończenie historii Gotów „szczęśliwą porażkę”. W jego oczach historia Gotów kończy się wraz z historią amalskiego imperium zwycięstwem Belizariusza nad królem Witigisem i wnuczką  Teodoryką Matasuntą. Uwolniona od swego pokonanego małżonka przez jego rychłą śmierć,

24

ostatnia Amalka może oddać rękę cesarskiemu siostrzeńcowi Germanusowi, a pełną
chwały tradycję swego szczepu połączyć z tradycją Anicjuszy. I tak oto w sposób
zupełnie prawny Origo Gothica przechodzi w Historia Romana. Królom Gotów po
roku 540 brakowało wszelkich oznak władzy, zarówno tych rzeczowych, jak i tych
właściwych dla „blasku i chwały plemienia”.
To zdumiewające, że Wizygoci potrafili sobie od 531 roku świetnie radzić z tym, co
wydarzyło się w italskim królestwie Gotów w ciągu owych dramatycznych piętnastu lat
po roku 540 i co doprowadziło do upadku ich państwowości, nie tracąc przy tym swego
imperium. Ani królowie panujący w okresie przejściowym, ani tym bardziej władcy z
Toledo nie mogli szukać wsparcia w plemiennej memoria sięgającej do czasów sprzed
najazdu Hunów. Ba, królowie Wizygotów musieli nawet zwalczać tradycję plemienną
zakorzenioną po części w naddunajsko-pontyjskiej przeszłości, jako element
oligarchicznej samoświadomości.
Stara tradycja, której nadano łacińską formę, zmieniono i znacznie rozbudowano o
treści rzymskie, jak również wzbogacono o przykłady biblijne, stała się gockim prawem
zwyczajowym – lex Gothica. Pewne jego elementy, jeśli nie prawie całość, weszły w
skład królewskich praw, leges Visigothorum. Gockie prawo przetrwało nie tylko
upadek państwa Wizygotów, lecz także italskiego królestwa Ostrogotów. Aż do późnego
średniowiecza zarówno południowofrancusko-katalońscy, jak i italscy Goci posiadają
swoje własne prawo.

Jeśli jednak od drugiej połowy VI wieku mówi się o gockich „starożytnych pieśniach”, to różnią się one zasadniczo swoim politycznym znaczeniem i treścią od przekazów słownych, na które powołuje się Origo Gothica.
Dlatego też utrata królewskich przedstawicieli tradycji, którzy pamiętali także o
tradycjach nieantycznych, stanowi wyraźną cezurę w historii Gotów. Z bardzo złożonej
zbiorowej pamięci plemiennej zachował się jedynie obraz gockiej wspólnoty prawnej, a
do końca VI wieku – obraz wspólnoty religijnej Gotów. Jedno i drugie razem, jak i każde
z osobna, stanowiło wspólnotę wszystkich ludzi, którzy uznawali lex Gothica.
Wczesnośredniowieczny „gentylizm” pozwolił na zachowanie różnorodności ludów
jako wspólnot prawnych, był jednak do tego stopnia przesycony katolicyzmem, że mimo
– lub właśnie z powodu – powszechnej misji vocatio gentium, nawoływania ludu do
wiary, wykluczał różnorodność wyznań religijnych. „Gockie prawo” mogło więc
przetrwać VI stulecie jedynie uwalniając się od gockiego arianizmu i pozostając
wyłącznie podstawą prawnej wspólnoty. Pogańsko-antyczny etnograf zarejestrował
archaiczne zwyczaje, jak na przykład ofiary z ludzi lub szczególne tajemnice kultu,
nazywając je barbarzyńskimi. W czasie kryzysu na przełomie IV i V wieku niejeden
antyczny poganin rozpoznawał w niechrześcijańskim barbarzyńcy towarzysza broni, od
którego oczekiwał wsparcia w walce o „religię ojców”. Z kolei przymierze chrześcijan i
pragnących się nawrócić barbarzyńców wyraźnie prowadziło do upadku państwa.

25

Wspaniała wizja Edwarda Gibbona znalazła swego świadka koronnego w osobie
Zosimosa. Jednakże chrześcijańskiantyczny obserwator widział w pogaństwie
radykalne barbarzyństwo, zabobon „zewnętrznego i wewnętrznego proletariatu”.
Wraz z przyjęciem przez Gotów chrześcijaństwa upadła jedna z najważniejszych
przeszkód dla wcielenia barbarzyńców do chrześcijańskiego świata późnego antyku.
Ponieważ jednak gockie ludy w odróżnieniu od Franków wyznawały początkowo
arianizm, wydawało się, że miejsce religii plemiennej zajęło te Gothica jako wiara
Gotów. Arianizm w pełnym tego słowa znaczeniu nie mógł jednak spełnić gockich
oczekiwań. Po 430 roku rzadko dochodzi do wspierania rzymskich arian ze strony
Gotów i odwrotnie. Pogańska religia plemienna zawierała bowiem przekonanie o
boskim pochodzeniu gens i jej królewskich szczepów. Zachowała przeświadczenie o
prawnej i religijnej wspólnocie żywych i umarłych stale odnawianej w kulcie.

Jak uczą nas reakcje Terwingów na zadunajską misję w IV wieku odejście od religii plemiennej zagrażało społecznej i etnicznej tożsamości stąd było ścigane z całą surowością.
Zgodnie z tym gocki arianizm dłużej niż to było konieczne przyczyniał się do
utrzymywania wrogości pomiędzy Rzymianami i barbarzyńcami. Nie są znane –
pomijając okres bezpośrednio przed nawróceniem się Wizygotów na katolicyzm –
przypadki, żeby Got, który został katolikiem, utracił przez to swoją przynależność
plemienną. Przejście na inne wyznanie, mulata religio, nie prowadziło także prawie
wcale do pogorszenia pozycji społecznej, nie mówiąc już o prześladowaniach. Dwaj
papieże z VI wieku uchodzą za Gotów i obywateli miasta Rzymu, syn Sigisvulta,
Bonifacy II (530-532) i syn Hunigilda, Pelagiusz II (579-590). Trzeci synod w Toledo
w 589 roku oznaczał koniec arianizmu Wizygotów. Ślady religijnej tradycji
Ostrogotów można znaleźć w państwie Longobardów jeszcze do VII stulecia. Jej
wyznawcy jednak nie stanowili jednego narodu, tak samo jak gocko-ariańscy żołnierze
w armii cesarza .
Od momentu, w którym Goci rezygnują ze swego plemiennego języka i stroju, brak
jest zarówno pod względem etymologicznym, jak i semantycznym najważniejszego
uzasadnienia faktu, iż byli uznawani za barbarzyńców.

Około 430 roku Rzymianie i barbarzyńcy różnili się między sobą religią – ritu, językiem – lingua, oraz ubiorem i sposobem pielęgnowania ciała. Jednakowoż już wówczas niektórzy podlegający obowiązkowi płacenia podatków i zmęczeni państwem Rzymianie, woleli znosić „smród barbarzyńskich ciał i szat” niż „szaloną niesprawiedliwość swoich rodaków. Powiadają, że jedno pokolenie później pewien szlachetnie urodzony Rzymianin tak dobrze opanował język Burgundów, że ci ostatni martwili się, czy nie popełnili przypadkiem błędu w swym własnym języku. Uczyli się od niego stosowania prawa, naśladowali elegancję jego retorycznych wyrażeń i przyjęli „łacińskie serce”. W rzeczywistości jednak łaciński Zachód był dużo bardziej nietolerancyjny wobec patois (etnicznych mniejszości) niż grecko-słowiański Wschód.

26

Tu język gocki – w obcym otoczeniu i bez królewskiej ochrony – przetrwał wieki,
podczas gdy w Hiszpanii, Galii i Italii jako język żywy nie dotrwał do wieku VII. To samo
dotyczy stroju. „Scytyjskie skóry” Gotów w V wieku wyglądają barbarzyńsko. Stulecie
później, na długo jeszcze przed ostatnimi świadectwami mówionego języka gockiego,
brak jest jakichkolwiek informacji o tym niezwykłym, bo w obszarze Morza
Śródziemnego niestosownym „scytyjskim” stroju.
Ostatni Goci długo jeszcze nie byli ostatnimi, nawet po utracie swoich państw.
Wówczas także od dawna już nie byli barbarzyńcami ani członkami związku
plemiennego. Z ludu prezentującego się jako gocka armia składająca się z Gotów,
wyłoniła się wczesnośredniowieczna gens, która zaprzestała wędrówki przez całą
Europę. Tak na zachodzie, jak i na wschodzie stali się oni „rzymskimi” Gotami, którzy w
zdumiewający sposób zaprzątali głowy pogańskich gentes, pozostałych jeszcze po
drugiej stronie rzymskiej granicy. Raweńskiego Teodoryka zachowano tam w pamięci
albo jako przykładnego Dietricha z Berna, albo dopatrywano się w nim demonicznego
uosobienia boga wojny. Tak wśród mitów i legend nazwa „Goci” przepadła
całkowicie; mając na myśli Gotów, mówi się o Amelungach. Jednak Goci od połowy
VI wieku nie są już przedmiotem badań etnografii historycznej; od tej pory trzeba pisać
o nich inaczej.

c…d…n…

22.05.2019

PIECZĘTOWANIE LUDZI PRZEZ KOŚCIÓŁ

Artykuł to fragmenty 2 poniższych linków od Taraki z 2004 i 2005 Autora o pseudonimie ALHEAN którego serdecznie pozdrawiam jeśli to czyta.
http://www.taraka.pl/zlodzieje_dusz
http://www.taraka.pl/pieczec_ukrasc_czlowiekowi_dusze

Mały fragment wziąłem z tego artykułu w którym jest np ciekawy wątek Atlantydy
http://slave1960.blogspot.com/2017/12/pieczeci-koscielne-zdejmowanie-oraz.html

ZAPRASZAM DO LEKTURY, ja po przeczytaniu tego wszystkiego czuje bardzo duże i potegujące sie coraz bardziej obrzydzenie do Kościoła katolickiego.

KV.

Kościół działa jak koń trojański – ludzie biorą go za coś, czym w rzeczywistości nie jest. Myślą, że spotkają tam Jezusa, miłość, przebaczenie i taki jest zewnętrzny pozór. W rzeczywistości jest to jedna z najniebezpieczniejszych organizacji, jakie kiedykolwiek nosiła ziemia. Jedynym sposobem na jej zlikwidowanie jest pozbawienie jej dopływu energii poprzez zaprzestanie chrzczenia ludzi i żerowania na ich energii.

Obecnie kościół sprawuje 7 sakramentów, które nie mają nic wspólnego z nowotestamentowymi rytuałami żydowskiej sekty uczniów Jezusa.
Mało tego, chrześcijaństwo ma w ogóle niewiele wspólnego z Jezusem gdyż założona przez jego bezpośrednich uczniów gmina jerozolimska, której przewodził rodzony brat Jezusa – Jakub zwany Sprawiedliwym, przestała istnieć w 70 roku n.e. gdy Żydów pogromili Rzymianie.
Wtedy to kościół jerozolimski przestał definitywnie istnieć a prawdziwa sukcesja apostolska została przerwana i bezpowrotnie utracona.
Całe znane nam chrześcijaństwo instytucjonalne wywodzi się od Szawła z Tarsu, zwanego Pawłem, który pierwej będąc oprawcą chrześcijan, nawrócił się niespodziewanie podczas rzekomej wizji Jezusa i zaczął głosić jakoby jego naukę (nawet dla niewtajemniczonych nowotestamentowe pisma Pawła, pełne jurydyzmu, mizoginizmu, homofobii, jak i w ogóle fobii wszelakich, pozostają w jawnej sprzeczności z ewangelicznymi naukami Jezusa). Paweł pozostawał w permanentnym sporze z uczniami Jezusa i jego apostolstwo było samozwańcze i nigdy nie uznane przez gminę jerozolimską.

Kościół katolicki jest organizacją sprawującą magiczną kontrolę nad duszami swoich wiernych. Wierni są tylko owcami które się regularnie strzyże.
Jedynym celem tej struktury jest gromadzenie (kradzież) energii i oddawanie się praktykom pieczętowania ludzi. Czynione jest tak od 1700 lat.

KOŚCIELNI FUNKCJONARIUSZE KRADNĄ LUDZIOM DUSZE..
Dusze, to centra mocy człowieka.
Jest 7 sakramentów :

1. Chrzest.
2. Bierzmowanie.
3. Spowiedź.
4. Komunia
5. Małżeństwo.
6. Kapłaństwo.
7. Namaszczenie chorych (zwane ostatnim namaszczeniem).

Nauka o sakramentach zdaniem kapłanów kościelnych została przekazana w całości przez samego Jezusa, co jest nieprawdziwym twierdzeniem i nadinterpretacją, bo np. sakrament małżeństwa, jako odrębny rytuał ukształtował się dopiero w XI wieku.
Przedtem uznawano po prostu lokalne tradycje ożenku, nie przypisując im charakteru sakramentalnego.
Pod pozorem czynności sakralnych zakłada się ofiarom tzw. pieczęcie.

Kościelni funkcjonariusze nazywają sakrament bierzmowania Pieczęcią Ducha Świętego.
Jaką naturę mają pieczęcie jako takie?
Służą między innymi do:

1) sygnowania dokumentów – jako znaki ich autentyczności
2) oznaczania własności
3) pieczętowania komisyjnie zamkniętych pomieszczeń
4) zamykania tajnej korespondencji
5) znakowania bydła itd.

Po co zatem pieczętować ludzi?
Jeśli człowiek jest wolnym podmiotem, to nie potrzebny mu znak autentyczności; nie jest też bydłem chociaż symbolika owczarni swojego pasterza sugeruje, że jednak może nim być; nie ma w nim nic tajnego ani nie trzeba nic w nim zamykać.
A jednak ludzi się pieczętuje.
Ma to oczywiście wymiar symboliczny a ściśle mówiąc magiczny.

CHRZEST

Od wieków trwa pieczętowanie ludzi. Odbywa się to poprzez czarnomagiczne rytuały zwane sakramentami. System ten działa tak, że już nowonarodzone dziecko rodzice dobrowolnie przynoszą kapłanom aby ci dokonali pierwszego rytuału – chrztu.

Jednak nie ma on nic wspólnego z obrzędem opisanym w Ewangeliach.

Przede wszystkim nie jest aktem świadomym, dobrowolnym, pomijając inne kwestie.
Kościelny sakrament chrztu jest rytuałem magicznym pętającym duszę dziecka.

Na głowie ofiary kapłan kreśli palcem umaczanym w poświęconym oleju znak krzyża, po czym egzorcyzmuje diabła, następnie polewa dziecku wierzch głowy trzykrotnie wodą wypowiadając odpowiednią formułę: ja ciebie chrzczę..
Ten egzorcyzm ma sprawić aby szatan i inne demony opuściły dane dziecko.
Ale dlaczego domniemywa się że to dziecko jest już nawiedzone przez szatana?!
Skąd taki pogląd?… Magia działa tak, że jeśli coś wzywasz po imieniu to to przychodzi.

Kontekst inwokacji jest wtórny.
Jeśli cos wypędzasz, a tam tego czegoś w rzeczywistości nie ma, to to przyjdzie, bo usłyszy swe imię. Egzorcyzm przed chrztem jest wskazaniem demonicznym siłom, gdzie mają swoją nową ofiarę.

W starych tradycjach uznaje się, że na czubku głowy znajduje się ujście centralnego kanału energii, znanego jako czakram sahasrara. Przez ten czakram dusza opuszcza ciało w momencie śmierci lub też w momencie oświecenia przezeń następuje łączność z światem duchowym.
Znam świadectwo pewnej osoby, która poddała się regresji hipnotycznej – kiedy doszła do momentu chrztu miała wizję zalewającej ją czarnej, śmierdzącej smoły, która wpływała weń przez czubek głowy…
Według mojego rozeznania kapłani w momencie chrztu kradną duszę dziecka, pieczętują ciało poprzez wykonanie wspomnianych czynności magicznych tak, aby ta dusza nie mogła swobodnie do ciała powrócić. Pisząc dusza mam na myśli szamańską wykładnię tego terminu.

Zgodnie z szamańskimi doświadczeniami mamy wiele dusz, w tym jedną najważniejszą, którą można utracić i wtedy trzeba ją odzyskiwać.
Po chrzcie człowiek nie ma kontaktu z najważniejszą częścią siebie, pozostając przez resztę życia tworem niekompletnym, niezintegrowanym i pokawałkowanym.
Nie ma kontaktu z Jaźnią i jest praktycznie rzecz biorąc martwą istotą.

Zdarza się że wskutek różnych doświadczeń życiowych, determinacji, owa pieczęć się poluźnia i można odzyskać częściową łączność ze swą duszą.
Ale są to przypadki sporadyczne. Aby w pełni odzyskać duszę i sprowadzić ją do ciała konieczne jest podjęcie trudnego procesu.

0

Symbolika krzyża jest wieloznaczna.
W tradycji chrześcijańskiej jest związana z rzymskim narzędziem tortur i egzekucji wykonywanych na ludziach podrzędnej kategorii (Rzymian, posiadających prawa obywatelskie, ścinano).
Krzyż służył do śmiertelnego unieruchomienia ofiary, tak aby skonała dusząc się pod ciężarem własnego ciała.
Centrum odniesienia współczesnego chrześcijaństwa jest człowieczeństwo unieruchomione i przybite do narzędzia kaźni. Od wieków ludzie spoglądają na ten symbol nie zdając sobie sprawy co on oznacza.
Czynienie tego znaku na czole dziecka jest ukrzyżowaniem również jego człowieczeństwa, jest symbolicznym unieruchomieniem jego istoty, zależnej odtąd od woli swych oprawców i dysponentów mocy, którą odbiera się ofierze w czasie sprawowania tego rytuału.
Wypędzanie demona nad małym dzieckiem jest zgubne w skutkach.
Stara magiczna zasada głosi, że nie ma znaczenia forma gramatyczna zaklęcia.
Jeśli ktoś zaklina bogactwo mówiąc niech nie będę biedny, to skutkiem wypowiedzenia tej formuły może być tylko bieda.
Jeśli kapłan woła szatana, wypędzając go z miejsca, gdzie go nie ma, to demon najprawdopodobniej przylezie o czym wspomniałem bo ktoś wzywa jego imię.

Skutek egzorcyzmu – wokół ofiary gromadzą się demony, a pracę mają ułatwioną, gdyż ochrzczony został właśnie pozbawiony duszy, źródła swej mocy.
Wiele dzieci w czasie chrztu przeżywa koszmar.
Dławią się one, wpadają w spazmy, drgawki, sinieją, duszą się itd

BIERZMOWANIE

Rytuał ten odbywa się poprzez znak krzyża na czole, czyniony palem umaczanym w poświęconym oleju, wykonywany przez biskupa lub innego kapłana w jego imieniu.
Podczas tego rytuału biskup wypowiada formułę: przyjmij znamię daru ducha świętego.
W kościołach wschodnich (prawosławnych) pieczętuje się całe ciało (czoło, usta, gardło, klatkę piersiową – serce, dłonie i stopy) z formułą: pieczęć daru ducha świętego.
Prawosławie stosuje metodę hurtową.
Można je nazwać po prostu zamykaniem trzeciego oka.
Trzecie oko, zwane w tradycji jogi czakramem anahata jest związane ze zdolnością doświadczania wizji, luminacji, jasnowidzenie itd.

Kapłani zamykają to trzecie oko, przystawiając na nim swą pieczęć, aby adept nie był zdolny do samodzielnego doświadczania wizji. Jedyna wersja ich doktryny jest przekazywana intelektualnie przez urząd nauczycielski kościoła.
Nikt nie ma prawa samodzielnie poznawać tamtej strony. 

Wizja jest istotną częścią percepcji człowieka, bez niej jest się tylko tworem przekazującym treści z drugiej ręki.
Wizja uzdrawia, daje wolność i decyduje o kreatywności.

Zdolność doświadczania wizji jest tym, co odróżnia nas od reszty ożywionej materii.
Świadomość człowieka jest tak skonstruowana, że jest ona polem wizyjnym.
Umysł człowieka to ocean możliwości.
Jeśli adept ma dostęp do swego umysłu, swej Jaźni, jest wolną istotą. Jeśli traci prawo dostępu tam, jest jak martwa maszyna…
Jest niekreatywną masą mięsa i ścięgien, zaprzęgniętą do niewolniczej pracy na rzecz systemu i zasilania go swą energią.

Skutkiem powszechnego wyłączenia tej zdolności u ludzi jest skrajna technologizacja życia i regres cywilizacyjny, którego najjaskrawszym symptomem jest zastąpienie wizji przez telewizję. Inni decydują o tym jakie treści i obrazy kierują życiem naszym i naszej społeczności.
Kościół przywiązuje bardzo dużą wagę do mediów, które nazywa w charakterystyczny sposób „środkami masowego przekazu”. Kto ma władzę nad obrazem pokazywanym ludziom pozbawionym wizji, ten ma faktyczną władzę nad nimi.

Kapłani karmią adepta ciałem i krwią zbawiciela.
Rytualny posiłek, zamieniono w kolejny obrzęd magiczny.
Najpierw mówią adeptowi że jest winny, że w mistyczny sposób brał udział w mordzie na Mesjaszu. Każą mu jeść jego ciało i pić jego krew.
W ten sposób łamane jest tabu kanibalizmu.
Eucharystia chrześcijańska, z konsumpcją ciała i krwi Jezusa, ma te same cechy, co rytualny kanibalizm, mimo że została przeniesiona do sfery symbolicznej.
W magii coś jest tym, za co to coś uznajesz.
Jeśli uznasz, że kawałek chleba jest ciałem Jezusa to w magiczny sposób on się nim staje.
Działa to do tego stopnia, że odnotowano udokumentowane i zweryfikowane naukowo wypadki, że konsekrowana hostia zamieniała się w ustach adepta w kawałek skrwawionego, ludzkiego mięsa.

0

W ten sposób w miejsce własnej duszy, przyjmuje się jej substytut w postaci swoistego egregora.

Mówiąc bardziej obrazowo instalowany jest w ciele i świadomości obcy byt o naturze metafizycznego wirusa, który potrafi przejąć stopniowo władzę nad całym człowiekiem. Egregor ten nie ma nic wspólnego z nowotestamentowym Jezusem, poza tym że nazwano go podobnym imieniem.
Jego macki obejmują wszystkich uczestniczących w łamaniu tabu kanibalizmu podczas przyjmowania chleba i wina zmienionym poprzez dokonanie na nich magicznych operacji.

SPOWIEDŹ

Centralnym punktem tego rytuału jest osobiste wyznanie swoich przewinień kościelnemu funkcjonariuszowi. W tradycji katolickiej ofiarę nazywa się penitentem a spowiednik pełni rolę sądu. Jeśli mamy sąd, to gdzie obrońca?
Ofiara jest sama swoim oskarżycielem (proszę zauważyć podobieństwo do publicznej samokrytyki w państwach komunistycznych), nie ma obrońcy i jest poddawana sądowi.

Tradycyjnym gestem pokuty jest bicie się w pierś.
Rytuał ma przede wszystkim wpływ na sferę uczuć, dotyczy ośrodka zwanego w tradycji indyjskiej czakramem serca.
Przy czym zaznaczam dosyć luźno nawiązuję do tej tradycji bowiem w innych tradycjach można zauważyć podobne korespondencje władz psychicznych i duchowych do ośrodków ciała (głowa – świadomość, serce – uczucia, splot słoneczny – emocje).
Spowiedź może powodować uzależnienie.
Ofiara zaczyna skupiać się przede wszystkim na sobie, bojąc się popełnić kolejne wykroczenie popada w rodzaj autyzmu pomieszanego z narcyzmem.
Sąd spowiedzi przypomina jej nieustannie, kto jest jej panem i od kogo zależy. Penitent nie jest z definicji osobą wolną – osoba wolna nie podlega sądowi.
Pojęcie wolności jest tutaj kluczowe.

0

KOMUNIA

Wyznajemy wszystkie swoje grzechy i straszności jakie to zrobiliśmy mając te 8- 9 lat, i przyjmujemy ciało Chrystusa.
Przyjmujemy fizycznie zaimpregnowany kawałek opłatka, który ma nas przemieniać w Jezusa, czyli wzmacniać nałożoną tożsamości i rozwijać poczucie winy i autodestrukcję nawet jak się temu opieramy.

0

Kolejne sakramenty to POKUTA zwana sakramentem pojednania, małżeństwo i kapłaństwo, których w tym tekście szerzej nie opiszę tylko nadmienię, że pokuta związana jest utrzymywaniem adepta w poczuciu winy aby kontrolować jego poczynania.

Z kolei małżeństwo i kapłaństwo związane są po pierwsze z kontrolą nad popędem płciowym ale też pilnują ważnej w patriarchalnym społeczeństwie systemu dziedziczenia.
Kapłan zachowuje celibat aby zgromadzony przez niego majątek kościelny nie był przez nikogo dziedziczony. Kontrola energii seksualnej daje kościelnemu egregorowi potężną moc. Małżonkowie katoliccy powinni uprawiać seks tylko w dniach płodnych kobiety.
Wstrzemięźliwość seksualna powoduje że gromadzi się w ciele i świadomości potężna energia, którą karmi się zainstalowany egregor.

Brak kontroli urodzin powoduje niekontrolowane płodzenie dzieci – nowych ofiar egregora, nowych źródeł energii.

Ostatnim sakramentem jest tzw. ostatnie namaszczenie, którego pierwowzorem było uzdrawianie przez nakładanie rąk.
Dzisiaj nie ma nic wspólnego z uzdrawianiem, wykonuje się je głównie na człowieku w stanie agonii. Kapłan w czasie tego rytuału w praktyce zamyka umierającemu czakrę u podstawy kręgosłupa, gdzie drzemie najsilniejsza z mocy, zwana w sanskrycie jako kundalini.
Jest to chtoniczna moc witalności, siły, oświecenia.
W prawidłowym procesie w chwili śmierci kundalini powinna się przebudzić i wędrować wzdłuż kręgosłupa aż do czakry korony, na czubku głowy, i doprowadzić adepta do iluminacji.
Ale adept ma zapieczętowaną czakrę korony, zapieczętowaną czakrę podstawy i kundalini zostaje przejęta przez kapłana i rytualnie przekazana egregorowi.

0

EGREGORY I DEMONY

Zarówno egregory jak i demony stanowią realne byty rezydujące w sferze, nazwanej ongiś w środowisku okultystycznym, astralną.
Demony korzystają z przestrzeni ludzkiego umysłu, jak z ekranu lub fali nośnej.
Czasami nie zachowują tej reguły i manifestują się fizycznie, chociaż są to przypadki sporadyczne – wymagają zaangażowania ogromnych pokładów mocy i można je porównać na przykład do spięć w instalacji elektrycznej.
Demony potrzebują ludzi, tak jak przestrzeń Internetu potrzebuje komputerów, aby zamanifestować swoją treść na ekranach monitorów.
Internet jest realny i policzalny (choćby w systemie binarnym) ale bez urządzeń peryferyjnych istniałby sam dla siebie.
Podobnie egregor kościelny ma naturę sieci, do której podpięte są jego ofiary.
Egregor ten ma nader paskudną naturę, bywają bowiem również egregory o naturze bardziej neutralnej. Ten więc jest po pierwsze bardzo stary, a po drugie uzależniony od ofiar, których ciągle mu brakuje.
W jego otchłani funkcjonuje wiele demonów a najpopularniejszym z nich jest Szatan zwany też, nie do końca słusznie, Lucyferem.
Pełni on naturę strażnika, jak ktoś kiedyś słusznie spostrzegł.
Jego zadaniem jest bycie tym wilkiem czyhającym na owczarnię pana – owce boja się wychylić poza stado i bardzo pilnują swego pasterza, ale muszą dawać się strzyc a niekiedy i dać zeżreć, chociaż odbywa się to po cichu, tak aby inne owce się nie wystraszyły.
Jeśli chodzi o Lucyfera, to uważam jednak inaczej.

Nie jest on tym samym co szatan-strażnik, jest on drugą po demonie Jahwe postacią religii monoteistycznych. Jest panem demonicznego ładu.
Odrywa swe ofiary od samych siebie i zwodzi ich iluzorycznym światłem doskonałości.
Jawi się jako postać łagodna i doskonała. Jest niezależny od egregora kościelnego, stanowi autonomiczne pole mocy obecne we wszystkich prawie tradycjach.

Drugi demon, stający jednak w centrum uwagi, to Jahwe – stary, okrutny, i paskudy w swej naturze pustynny demon wojny i pogody. Stary Testament, kronika jego działań, jest historią pisaną krwią. Jahwe początkowo zasilał się energią życiową ofiar składanych z ludzi, potem zadowalał się zwierzętami a w końcu, samemu ewoluując, zapragnął ludzkich dusz. 

0

Myślę, że egregory i demony mają naturę podobną do, dajmy na to, ameby. Mogą się dzielić, klonować a dodatkowo jeszcze ewoluować i mutować. Tak też było z Jahwe.
W jednym polu mocy, takim superegregorze, działają obecnie inne, spokrewnione ze sobą pola mocy. Inną naturę miał pierwotny Jahwe, inną ma współczesny katolicki Ojciec a jeszcze inną ma Allach.

Zdaje się, że inny też jest duch protestantyzmu, ze swym sojuszem zawartym z kapitalizmem jako głównym polem swej aktywności . Obecnie dwa z tych egregorów zdają się walczyć ze sobą o rząd dusz – islam i prostestanto- kapitalizm ścierają się na limesie cywilizacji arabskiej i anglosaskiej a podłożem tego konfliktu jest ropa naftowa.

Ojciec – demon katolicyzmu, zdawał się słabnąć przez ostatnie dziesięciolecia.
Przypominał schorowanego starca, niedołężnego okrutnika wykonującego swą władzę rękoma najemników. To jest mroczny i drapieżny świat a my jesteśmy jego bazą pokarmową.
Oprócz tego egzystuje wiele pomniejszych demonów.
Ich natura jest podobna, przyczepiają się do swych ofiar i zasilają się resztami ich mocy.
Każdy poddany rytuałom kościelnym ma przypisanego sobie przynajmniej jednego, indywidualnego demona, który jak cień, wlecze się za nim całe życie.
Rezyduje w jego umyśle, zatruwając go myślami o poczuciu winy upośledzając go np. w dziedzinie seksualności.

0

W ten sposób od wieków trwa proceder rabowania dusz niczego nie podejrzewającym ludziom.
Pozostają one uwięzione i zasilają kościelną organizację, która nieprzerwanie przez 1700 lat pozostaje silna i niezłomna.
Opiera się wszystkim wiatrom historii.
Gromadzi bogactwa Ziemi i ludów, mając jednocześnie wszystko w pogardzie.
Nie boi się ani bogów ani demonów.
Ani królów ani rewolucji.
Mało kto odważył się podnieść rękę na kościół.
Kiedy rozmawiam z ludźmi wielu z nich przyznaje mi rację ale nigdy nie mieliby odwagi otwarcie się do tego przyznać.
Podejrzewam, że niektórzy czytelnicy tego tekstu, o ile dotrą do tego miejsca, wyrażą swoje głębokie oburzenie na fakt targnięcia się na świętości.
Im większa ich złość, tym silniej zainstalowany u nich ów egregor, o którym wspominałem.
Im silniejszy protest, tym większa pewność, że mam rację.
Im żarliwiej będą protestować, tym bardziej potrzebują pomocy.
Wielu przed nami poszło na zatracenie, wielu bezpowrotnie zaginęło w czeluściach mrocznych przestrzeni kościelnego egregora.
Wielu już nie da się uratować.  

ANTIDOTUM

1.
Etap formalny – wypisanie się z organizacji kościelnej. Co ciekawe samo katolickie prawo kanoniczne przychodzi nam tutaj z pomocą. Chciałbym aby było wiadome, że można skutecznie zaprzestać był członkiem organizacji kościelnej i można zrobić to wręcz natychmiastowo.

http://www.apostazja.info/index.php/procedura-b

2.
Etap rytualny – między innymi: rytuały łamania pieczęci (rytuały o naturze otwierającej), ceremonia odnajdywania i sprowadzania duszy (najtrudniejszy proces), rytuały i czynności wspomagające.

3.
Odwyk – likwidacja wszelkich śladów symboliki chrześcijańskiej z otoczenia.
Tutaj trzeba być bezwzględnym i bez sentymentów pozbyć się nawet pamiątek.
Można je zakopać, spalić albo najlepiej zanieść tam, gdzie jest ich miejsce – do jakiegoś kościoła. Im mniej w tym będzie emocji i złości tym lepiej.
W ogóle należy się bezwzględnie wystrzegać nienawiści wobec porzucanego środowiska chrześcijańskiego.
Przedmiotów tych powinniśmy się pozbyć bez niechęci a najbardziej zalecana jest tutaj chłodna obojętność.
Nie należy też przesadzać z miłością i formułami wybaczania, tak modnymi w tradycji new age, która sama też jest niezłym diabelstwem, ale nie czas i miejsce rozwijać ten wątek.
Najlepiej jest zająć się czymś zupełnie innym i pozwolić wygasnąć pamięci.
Przychodzi taki czas, że można już ze spokojem wejść nawet do kościoła albo z ciekawością wysłuchać papieskiego przemówienia. Kiedy osiągnąłem ten stan, byłem bardzo szczęśliwy.
To jest najpewniejsza oznaka wyzwolenia i pełnego sukcesu przeprowadzonych działań.

Ze wszystkich etapów najtrudniejszy jest ten, który przechodzimy konfrontując naszą decyzję z otoczeniem, rodziną.
Trzeba pamiętać, że Polacy są szczególnie przywiązani do tradycji chrześcijańskiej.
Chrzty, śluby i prymicje stanowią ważny element funkcjonowania lokalnej kultury.
Adept, który dokona formalnej rezygnacji z członkostwa w kościele nie może być chrzestnym, świadkiem ślubu, bierzmowania, nie będzie pochowany przez księdza itd.
To są poważne skutki i trzeba być na nie przygotowanym.
To jest siła i zajadłość kościelnego egregora, który tak wpił się w tkankę społeczną, że uzależnił od siebie nawet sferę kultury i obyczajów.
Trzeba wiedzieć, że babcie, ciocie i mamy będą cierpiały z tego powodu.
To wszystko trzeba wziąć po uwagę.
Ale mamy mały wybór – albo wolność i poważne traktowanie siebie, albo niewola i w nagrodę pozorny spokój.

12.05.2019

Nasze Sarmackie korzenie – RÓD OSTOJA

Na temat RODU/KLANU OSTOJA o sarmackich korzeniach nie ma chyba na facebooku żadnego artykułu a wśród internautów mało kto wogóle słyszał o tym potężnym RODZIE, więc niżej temat szczegółowo i bogato opisany, cały post to kopia 2 poniższych linków, 1 anglojęzyczny po translatorze, w Polsce i na Litwie Alanowie byli również częścią potężnego Klanu Ostoji .

https://www.wikiwand.com/en/Clan_Ostoja

http://ostoya.org/wiki/index.php?title=Historia_rodu_Ostoja

Grafiki po skopiowaniu są malutkie wiec co mogłem dałem w dużej rozdzielczości, WordPress podaje ze post ma ponad 14,300 słów więc jest co czytać, za Jagiellonów byliśmy prawdziwą potęgą i po Unii z Litwą mieliśmy razem prawie 1 mln km2 bez zastanawiania się czemu sąsiedzi o nas nie pisali, jak o „imperium lechickim” w Antyku, bo pisali i się bali, zapraszam do lektury 😉
KVB

Historia rodu Ostoja – wprowadzenie

OSTOJA 2

English flag.png

Ostoja – Historia jednego z najznakomitszych rodów średniowiecznej Polski, wielkich Panów na Kujawach i na Slowacji, wojewodów Transylwanii, Pomorza, Gniewkowa, Lwowa, Sanoku i Inowroclawia, starostów generalnych Wielkopolski jak również hrabiów na Nitrze, Trencinie, Bratysławie, Tucholi i Brodnicy. Ród biskupów egierskich, płockich, sardyenskich, krakowskich jak również książąt na Haliczu, Ermlandii i Siewierzu, profesorów Oxfordu, Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych. Ród wielu starych comesów i baronów, generałów i hetmanów, wielkich inżynierów, architektów, malarzy, wynalazców, konstruktorów i naukowców. Ród wielkich patriotów Polski i Rzeczpospolitej – wiecznie i odwiecznie na służbie Polski i społeczeństwa.

Organizacja plemienna

Najważniejszą instytucją plemienną był początkowo wiec, skupiający wszystkich dorosłych mężczyzn – wojowników. Gdy jednak nastała epoka wędrówek i walki, wiec przekazywał władzę księciu. Był on początkowo wybierany tylko na czas wojny, ponieważ jednak ten czas się wydłużał, jego władza stawała się permanentna. Ukształtował się więc następujący model władzy plemiennej: wiec decydował o strategii plemienia, natomiast realną bieżącą władzę wykonawczą dzierżył w swych rękach książę.

Doradcy księcia i dowódcy wojskowi tworzyli wraz z nim plemienną elitę, która bogaciła się podczas walk w znacznie większym stopniu niż reszta plemienia. To pogłębiające się zróżnicowanie majątkowe stało się z kolei czynnikiem utrwalającym władzę księcia i kształtującej się warstwy wielmożów – tzw. komesów a ich zastepców którzy w ich imieniu kierowali armią nazywano wojewodami.

Ostoja – staropolskie ostojać sięostać. Miejsce zatrzymania w pewnym miejscu, miejsce bezpieczne, skupiające ludność, schronienie. Wskazuje na gród lub warownię obronną tam gdzie można było się schować w razie niebezpieczeństwa. Najstarsza wzmianka o rodzie Ściborów jest z r. 1176 w Małopolsce.

Symbol Krzyża i Smoka

ostoja 3

Zjednoczona Europa chrześcijańska przegrała bitwę pod Nikopolis w r. 1396 gdzie zawinili pyszni i pewni siebie Francuzi. Ta wielka klęska zjednoczonych wojsk zmobilizowała Europę do obrony pod znakiem Zakonu Smoka. Członkowie Zakonu to władcy państw i wielkich księstw, elita elity Europy. Wszyscy zjednoczeni pod symbolem Zakonem Smoka w celu obrony Europy przed nawała Osmańską, wśród nich Ścibor ze Ściborzyc i jego syn Ścibor z Beckova z Ostoi. Zjednoczeni pod symbolem Krzyża który w herbie Ostoja jest również tym samym symbolem wartości chrześcijańskich. Bez jednoczącego krzyża, skłóceni ze sobą monarchowie i książęta padli by ofiarą nawały Osmańskiej. Krzyż w herbie Ostoja jak również w znaku Zakonu Smoka ma więc jeszcze inne znaczenie niż religijne.

Krzyż reprezentuje nie tylko wiarę, jest symbolem jedności Europy bez którego nasza kultura by się nie ostała. Natomiast symbol smoka Zakonu Smoka ma w sobie nie tylko krzyż. Jest to smok pokonany noszący krzyż. Jak wiadomo, smok jest symbolem wszechstronnej wiedzy i kiedy takiego smoka się pokona, dotykając go przejmujemy całą jego wiedzę a wiedza to władza.

Ponieważ przynależność do Zakonu była dziedziczona, Stowarzyszenie Rodu Ostoja przejęło te dziedzictwo po Ściborach. Organizacja Zakonu Smoka była tajna, dlatego bardzo mało zostało spisane w temacie. Niemniej założenia Zakonu są w dalszym ciągu aktualne, założenia o których nikt nie pisze a mało kto wie. Zakon nigdy nie został rozwiązany a jego członkowie są właściwie w dalszym ciągu zobowiązani moralnie do realizowania tych założeń. Oficjalnie pisze się że Zakon był jednym z wielu, jednak żaden prócz Zakonu Smoka nie zrzeszał praktycznie całej Europy w obronie naszych prastarych wartości, dobytku kultury europejskiej.

Smok w klejnocie herbu Ostoi może jednak mieć jeszcze inne, ciekawe znaczenie ponieważ może świadczyć o wczesnej i wspólnej historii niektórych rodzin przed powstaniem Rodu Ostoja.

Historia

Wizerunek herbu Ostoja i wyniki testów w projekcie DNA Ostoi wskazują na ciekawą hipotezę dotyczącą możliwego ukształtowania się pewnej grupy militarnej, która mogła być częścią pózniejszego Rodu Ostoja. Wyniki testów DNA rodzin Ostoi wskazują na różne pochodzenie rodzin, testy nie mogą na razie bardziej dokładnie określić pewne stare powiązania między niektórymi rodzinami ale wspólnym mianownikiem mógł być niekiedy (np. Solecki-Błociszewski) nawet V i VI wiek kiedy to doszło do zderzenia i konfliktów wielu różnych kultur w Europie co przyczyniło się do wędrówki ludów i wielkich zmian.

Helmut Nickel opublikował już w 1973 swoje dzieło pt. Tamgas and Runes, Magic Numbers and Magic Symbols gdzie herb Ostoja jest przedstawiony jako Sarmacka Tamga odnosząca się do magicznego numeru 1 a więc pochodzenie dynastyczne. Wiele innych publikacji kładzie nacisk nad Sarmackim pochodzeniem starych Rodów Polskich co było kiedyś mocno krytykowane. Jednak projekty DNA wykazały w ostatnich latach że Sarmackie pochodzenie jest w wielu przypadkach trafne i wcale nie są to romantycznym wymysłem Polskiej Szlachty XVII wieku. Ostoja jest herbem powstałym w Polsce średniowiecznej. Nie wykluczone jednak, że elementy herbu są inspirowane Tamgami Sarmackimi należącymi do Sarmatów Królewskich.

Sarmaci

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
0
0

Wyniki w projekcie DNA Ostoi wskazują na obecność wszystkich wymienionych w historii kultur obecnych w na terenie wschodnio-centralnej części Europy III-VI wieku. Tym samym, pochodzenie rodzin nie jest wyłącznie słowiańskie co oznacza że rodziny miały inny wspólny mianownik niż etniczne pochodzenie. Tym mianownikiem mogły być słynne Katafrakty.

Katafrakty to pierwsi rycerze Europy wywodzący się z formacji sarmackiego wojska i często spotykani jako wojsko najemne w legionach rzymskich. Technika i siła katafraktów jako formacja rozbijająca przeciwnika została w czasie kopiowana tak że nie tylko Sarmaci byli częścią słynnych legionów rzymskich. Do takich należy np. Legio VI Vitrix gdzie po przegranej wojnie sarmackich Jazygów z wojskiem rzymskim dołączyło 5500 katafraktów sarmackich zwanymi Draconarius. Ci zostali wysłani przez cesarza Marka Aureliusza w roku 175 do północnej Brytanii gdzie wg. większości badaczy przyczynili się do legendy o Królu Arturze i jego rycerzy, pochodzenia sarmackiego. Od Smoka sarmackiego wywodzi się również Smok we fladze Walii.

Według Herodotusa, Sarmaci wywodza się ze Scytów, którzy połączyli się ze słynnymi Amazonkami tworząc tym samym nowe szczepy – Sarmackie. Do znanych szczepów sarmackich zaliczani są AlanowieJazygowie i Roksolanowie. Plemiona sarmackie bardzo często współpracowały ze sobą najeżdzając niekiedy cesarstwo Rzymskie i niekiedy odwrotnie, cesarstwo wpierając. Część Sarmatów była zwana Sarmatami Królewskimi jako że wywodzili się ze Scytów Królewskich. Ci służyli w legionach Rzymskich jako Draconarius walcząc pod sztandarem Draco, byli więc zwani Smokami.

Można snuć hipotezę że herb Ostoja, jako znak nawiązuje stylistyką od Tamg Sarmackich – dynastycznych. Jeżeli tak, w rachubę wchodzi szczep Sarmatów Królewskich jako że tylko oni oprócz Alanów używali tamg. Być może Ostoje są słynnymi kiedyś Smokami. Wydaje się wtedy naturalne że historia o pierwszych, elitarnych rycerzach Europy, tzw Draco, była przekazywana przez następne pokolenia, szczególnie wśród Sarmatów mieszkających na ziemiach dzisiejszej Słowacji i południowej Polski – a więc licznie w Ostoi reprezentowanych Słowian zachodnich.

Niezależnie od hipotezy, geneza smoka w klejnocie herbu Ostoi może być bardzo ważnym elementem całego herbu, przekazując prastarą historię która doprowadziła później na ziemi Polskiej do założenia Rodu Ostoja.

Ostoja, Smoki i Wielki Książę kijowski Izjasław I, władca Rusi

W dziele Paprockiego czytamy o tym, jak w roku 1069 powstał ród o na­zwie Ostoja. Protoplastą rodu był mężny rycerz Ostoja, który za panowania Bolesława Śmiałego, ruszył w bój, by poskromić nieprzyjaciół zagrażających Polsce. Natknął się ten Ostoja na przednią straż pogan, wyciął ich w pień…zaskoczony wróg nie miał najmniejszych szans i Ostoja zgładził wszystkich, którzy stawiali mu opór. Ponoć przez tydzień od kwadry do kwadry gromił pogan nieustannie po polach i lasach i tak uratował Polskę! Dostał, więc Ostoja w herbie miecz i dwa miesiące, a do tego znaczne włości, chwałę i szacunek.

Następna legenda, dotycząca herbu Przegoni jako wywodzący się z Ostoi powiada:

Rycerz herbu Ostoja, został z własnym oddziałem wojska wysłany, by bronić południowych granic Królestwa Polskiego. Natrafił on na wojsko nieprzyjacielski… Ostoja trafnie ocenił sytuację. Zauważył, iż jego wojsko jest w mniejszości. Wysłał więc zaufanego człowieka po posiłki, sam zaś zdecydował się zmierzyć z wrogiem, powstrzymując go do momentu nadejścia pomocy. Przeciwnik nie należał do łatwego i bitwa stała się trudną potyczką. Lecz wkrótce Ostoja i jego oddział otrzymali zawezwaną pomoc i ostatecz­nie rozgromili przeciwnika. Jego odwaga, trzeźwa ocena sytuacji, strategia i zaciętość w walce została doceniona. W nagrodę, do istniejącego już herbu (Ostoja), dano mu miecz cały (otłuczony), między dwoma półksiężycami (miesiącami), a do klejnotu smoka, któremu z pyska bucha ogień, jako sym­bol zaciętości, zawziętości, woli walki i złości, jakimi to emanował i raził podczas walki z wrogiem.

Proto-herb Ostoi 1232
Seal of Dobieslaw de Koszyce.JPG
0
0
0

Podobieństwo obu legend jest widoczne. Znając politykę Bolesława Śmiałego, liczne przygraniczne konflikty militarne i bez przerwy toczące się kampanie wojenne, poszukamy więc poszlak, które zaprowadziłyby nas do rycerza zwanego Ostoją i jego smoczego herbu.

W roku 1069 a więc mniemanego powstania herbu, miała miejsce zbrojna wyprawa Bolesława na Kijów w której mógł uczestniczyć rycerz Ostoja. Wielkim Księciem Kijowskim władającym rozległą Rusią był wtedy Izjasław, którego żoną była Gertruda, córka Mieszka II Lamberta. Polscy Piasto­wie i ruscy Rurykowicze byli więc skoligaceni. W 1068 roku Izjasław wraz z Gertrudą zostali obaleni i wygnani z Rusi najprawdopodobniej przez braci lub bratanków Izjasława. Uciekli, więc do Polski na dwór swej rodziny i popro­sili o pomoc Bolesława.

Ten wykorzystując względy polityczne, zorganizował 2 maja 1069 roku wyprawę na Kijów w celu utrzymania Izjasławowkich rządów. Wyprawa się powiodła i Izjasław został ponownie władcą Kijowa i Rusi. Z tym zdarzeniem można łaczyć legendę o rycerzu Ostoja. Natomiast w latach 1070-1072 miały miejsca konflikty zbrojne gdzie wojska polskie i czeskie wzajemnie najeżdżały swe przygranicza. Do tego konfliktu odnosi się możliwie legenda o rycerzu Ostoja i smoczym klejnocie w Ostoi. W obu przypadkach opisany rycerz Ostoja jest dowódcą, osobą zaufaną i ważną.

Bartosz Jankowski udostępnił w Saeculum Christianum, piśmie historyczno-społecznym 14/2, 97-116, 2007 r. swoje opracowanie pt. Smok w herbach szlachty polskiej gdzie zamieścił wiele cennych spostrzeżeń dotyczących herbów Ostoja i Przegonia. Artykuł został zdigitalizowany i opracowany do udostępnienia w internecie przez Muzeum Historii Polski i mimo wielu niedociągnięć jest opracowaniem ciekawym. Jankowski ewidentnie nie znał ani wizerunku herbu Izjasława Włodzimierzowicza ani wizerunku proto-herbu Ostoi, ani nie znał pieczęci wojewody Jana z Jani. Mimo tego, w jego mniemaniu, rycerz Ostoja pasuje idealnie do kampanii Kijowskiej z r. 1069.

Legenda nawiązuje do bitwy. Mogło to dotyczyć wybuchu buntu ludności, powracającej do pogaństwa i mogło to również dotyczyć bitwy z wrogami Izjasława, możliwie że już w samym Kijowie gdzie mogło dojść do walk albo podstępu gdzie Ostoja się wysławił. Prastare imię Ostoi Ścibor (niekiedy Czcibor) co możliwie oznacza czcić walkę, może również nawiązywać do wymienionych legend. Jednak nie sama bitwa gdzie Ostoja miał się wysławić wydaje się być meritum sprawy a stosunki dyplomatyczne jak również wpływy Polski na Rusi.

Izjasław I, uciekając do Polski i ponownie zdobywając władzę na Rusi utrzymywał ścisły kontakt z Bolesławem jak również naturalnie mógł utrzymywać taki kontakt z jego krewnymi w Polsce. Tak jak dzisiaj reprezentują ambasadorzy tak i wówczas władcy mieli swoich namiestników, którzy w imię władcy mogli podpisywać stosowne dokumenty i dbać o interesy tegoż to władcy.

Proto-herb Ostoi Mikołaja Ostojczyka znaleziony na murach Kościoła w Wysocicach, jak również pieczęcie Dobiesława z Koszyc czy wojewody Jana z Jani są prawie identyczne z pieczęciami kniaziów połockich, potomków Izjasława Włodzimierzowicza. Herby są dostatecznie złożone aby wątpić w przypadek a dodając do tego hipotezy i legendy, wydaje się prawdopodobne że Ostoja ma powiązania z książętami połockimi, potomkami Izjasława Włodzimierzowicza.

Średniowiecze

Pierwsze herby w Polsce pojawiły się na początku XIII wieku na pieczęciach książęcych, później zaś herby zaczęło przyjmować rycerstwo. Najstarsza szlach­ta polska posiada herby przyjęte przez ich rycerskich przodków w XIII i XIV wieku. Herbami takimi początkowo były proste znaki rozpoznawczo-bojowe, umieszczane na różnych częściach uzbrojenia, umożliwiające identyfikację rycerza podczas bitewnej zawieruchy. Taki znak identyfikacyjny stawał się herbem rodowych i dziedzicznym tylko wtedy, gdy posługiwały się nim bez zmian, co najmniej trzy pokolenia.

Pierwotnym więc stanem używającym po­szczególnych znaków identyfikacyjnych byli rycerze. Ta wyróżniona przez suwerena grupa ludzi, obowiązana była stawiać się zbrojnie na każde jego we­zwanie. Wyposażenie rycerza było bardzo kosztowne (koń bojowy, zbroja, broń, cały rynsztunek wojenny, namioty, chorągwie, żywność, itd.), dlatego ry­cerze wywodzili się głównie z zamożnych rodzin dostojników państwowych, ziemskich, kościelnych. Cechami wewnętrznymi rycerza były męstwo, lojal­ność, szlachetność, sprawiedliwość, ale i kurtuazja, dworskość manier, szczo­drość i wielkoduszność.

Choć wyniki DNA wykazały że rodziny Ostoi w większości nie są ze sobą spokrewnione, jest nader pewne że Ostoje były ściśle ze sobą związane w średniowieczu, walcząc razem pod wspólnym zawołaniem – Ostoja vel Hostoja jeszcze przed używaniem znaku czy herbu. Niewątpliwym faktem jest to że rodzina Ściborów była bardzo zamożna w XII i XIII wieku, należała do elity Polski. Jeszcze w roku 1400 rodziny Ostoi mieszkały bardzo blisko siebie w grupach, majątki i gniazda rodzinne leżały obok siebie a jeżeli rodzina przesiedlała się na inne tereny Polski, osiedlała się blisko innych rodzin Ostoi. W rejestrach Uniwersytetu Jagiellońskiego widać również że rodziny były mocno reprezentowane, stąd wniosek że były zamożne i że wykształcenie było bardzo ważnym elementem w rozwoju dobrobytu rodzin. W roku 1400 na mapie Polski można odnaleść ponad 100 majątków, gniazd rodzinnych od których rodziny Ostoi przyjęły nazwiska. Jeżykowscy w majątku Baranowo zwali się Baranowscy a Baranowscy na Chrząstowie, ChrząstowscyBielowie na Kiedrzynie to KiedrzyńscyBłociszewscy na Gaju to GajewscyJańscy na Świerczynie to ŚwierczyńscyChełmscy na Poniecu to Ponieccy itd. Stąd ponad 150 nazwisk w rodzie Ostoja.

W XV wieku, współpraca rodzin Ostoi przy wielkiej karierze Ściborów wyniosła Ród do jednych z najpotężniejszych i najbogatszych w historii Europy. Na podstawie średniowiecznych dokumentów można śmiało stwierdzić że gdyby nie Ród Ostoi, rozbiór Polski mógł mieć miejsce już w XV wieku. Niezbitym faktem jest również to że właśnie polityka Ściborów i Ostoi doprowadziła Zakon Krzyżacki do bankructwa tak że nie mógł opłacać wojska najemnego na którym polegała cała potęga Zakonu. To nie Król Polski i nie rycerstwo Polskie a Ostoje za sprawą Ścibora z Ponieca i Jana z Jani zdobyły Malbork dla Korony co w podręcznikach historii Polski jest przemilczane. Faktem jest również to, że Ostoje, za sprawa Szarlejskiego, Ponieckiego i Jana z Jani, mobilizowały 2/3 wojska Polski w czasach licznych wojen z Zakonem. Sam Ścibor ze Ściborzyc mógł w potrzebie zmobilizować elitarną armię liczącą 12 tysięcy elitarnego wojska za czasów bitwy pod Grunwaldem. Jednak nie miecz a dyplomacja i intelekt doprowadził do zniszczenia Zakonu. Innowacja, otwarty umysł, nigdy nie opuszczająca wiara w dobro ludzkie, empatia i humanizm są po części wartościami, które zapewniają dobrobyt nie tylko własnej rodzinie ale również całemu społeczeństwu.

W tym linku dwory i pałace Rodu, jest dużo ciekawych zdjęć
http://ostoya.org/wiki/index.php?title=Dwory_i_Pa%C5%82ace

A tutaj heraldyka i dużo herbów, trzy wrzucam poniżej
http://ostoya.org/wiki/index.php?title=Heraldyka

0

0

0

A TERAZ JUŻ SZCZEGÓŁÓWA HISTORIA RODU / KLANU OSTOJA, ANGIELSKA WIKIPEDIA DAŁA POST NA 12,000 SLÓW I PODAŁA W BIBLIOGRAFII 122 TYTUŁY!!

Klan Ostoja – Historia szczegółowa (tłumaczenie z j. angielskiego Google)

Klan Ostoja (starożytny polski: Ostoya ) był potężną grupą rycerzy i panów w późnośredniowiecznej Europie. Klan obejmuje rodziny w Rzeczypospolitej Obojga Narodów , Górne Węgry ( Słowacja ), Węgry , Siedmiogród , Białoruś , Ukrainę i Prusy . Herb Klanu to herb Ostoja , [1] [2], a krzykiem bitwy jest Ostoja („Mainstay”) lub Hostoja . Klan przyjął królewsko-sarmackiego tamga draco (smok ) godło .

OSTOJA

Podczas Rzeczypospolitej Obojga Narodów klan przyjął kilka rodzin litewskich i białoruskich, generalnie ruskich pochodzenia książęcego, i przekształcił się w klan właścicieli ziemskich, senatorów i szlachty. [3] Członkowie klanu ściśle ze sobą współpracowali, często mieszkając blisko siebie. Zajmowali wysokie stanowiska i posiadali dużą ilość ziemi i nieruchomości zarówno w Rzeczypospolitej, jak i na Górnych Węgrzech (dziś głównie w dzisiejszej Słowacji ) w średniowieczu, w tym wiele wspaniałych zamków w stylu gotyckim . [4] Członkowie klanu Ostoja rządzili kilkoma feudalnymi władcami na Górnych Węgrzech w latach 1390-1434 i Transylwaniiw latach 1395-1401 i ponownie w latach 1410-1414, za czasów księcia Stibora ze Stiboricza . [5] [6] [7]

Linia klanu, w skład której wchodzili krewni Stiboru ze Stiboricza, którzy poszli za nim na Węgry, została włączona do arystokracji węgierskiej jako cesarscy baroni (reich Freiherr ) królestwa węgierskiego w 1389 roku. członkowie Order of the Dragon . [8] W tym samym czasie w Polsce między 1390 a 1460 r. Kilku członków klanu ostoja rządziło województwami i miastami jako kasztelani , wojewodowie i senatorzy w imieniu króla, a zatem klan kontrolował Pomorze , Kujawę , a częściowo Wielkopolska, które były znaczną częścią Królestwa Polskiego w tym czasie. [4]

Klan był zaangażowany w każdą wojnę, w której brała udział Polska, i podczas rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów można je zobaczyć w każdym ruchu i powstaniu , walcząc z siłami obcymi. Klan przywiązywał dużą wagę do edukacji i ogólnie był dobrymi administratorami swoich właściwości, a także własności króla ( starostwa ). Byli także wynalazcami, poetami, naukowcami i wielkimi dyplomatami.

tło

Polskie klany i nazwiska

Polskie klany , mające członków spokrewnionych z genealogią męskiej linii , miały także wiele rodzin niespokrewnionych genealogicznie, albo z powodu formalnego przyjęcia rodziny do różnych klanów, albo z powodu niewłaściwej opłaty sparaliżowanej w literaturze heraldycznej . Rodziny niespokrewnione genealogicznie zostały połączone w polską tradycję heraldyczną poprzez użycie tego samego herbu i tej samej nazwy klanu (herbu) (nazwa).

W przeciwieństwie do innych krajów europejskich, średniowieczne polskie klany były niezwykle potężne w porównaniu z polskim monarchą . Chociaż każdy klan został znaleziony na określonym terytorium, każdy klan miał także członków rodziny w wielu innych częściach Polski, ponieważ w średniowieczu przeprowadzali się także, aby osiedlić się na nieruchomości (pl: posag) swojej żony lub dlatego, że zostali przydzieleni do osiedlenia się zrzekł się korony, służył, aw niektórych przypadkach otrzymał ziemię w okolicy. Członkowie klanu wspierali się nawzajem w sesjach sądowych i bitwach, dzieląc ten sam okrzyk bojowy i później dzieląc ten sam herb . Potężny członek był zwykle głową klanu, pomagając i troszcząc się o innych członków klanu, wzywając ich, gdy potrzebują walki. [9] [potrzebna strona ]

Do polskich nazwisk dołączono – cki or – ski w odniesieniu do nazwy ich właściwości; na przykład, jeśli osoba imieniem Chełmski nabyła miasto Poniec, zmieniłoby nazwisko na Poniecki. [10] Ponadto Jerzykowski (de Jerzykowo), który był właścicielem majątku Baranowo, zmienił nazwisko na Baranowski (de Baranowo), a Baranowski na własność Chrzastowa zmieni nazwisko na Chrzastowski (de Chrzastowo). Średniowieczny klan Ostoja wydaje się znajdować w ponad 163 oryginalnych gniazdach i rozbieżnych lokalizacjach, odzwierciedlonych w różnych nazwiskach. [11] Klan staje się częściowo imieniem członków rodziny o różnych nazwiskach.

Członkowie klanu mogą pomóc zarówno w wojsku, jak i na dworze, wspierając się na wiele różnych sposobów. [12] [13]

Chronologia

Legendarne pochodzenie

Według jednej z legend [14] [15] herb został nadany w 1058 r. Dzielnemu rycerzowi feudalnemu (pułkownikowi) Ostoji przez Bolesława II . Może jednak istnieć inne, starsze pochodzenie: członkowie rodziny Ostoji często używali imienia Stibor (Ścibor, Czcibor), na podstawie pochodzenia rodzinnego z Czcibora, zwycięskiego w bitwie pod Cedynią brata Mieszka I [16] -.

Piekosiński [3] wskazuje, że wczesny herb Ostoi był niemal identyczny z herbem dynastii Piastów . Ma dwa „księżyce” i krzyż, a herb Piastów był bardzo podobny, pozbawiony „księżyca” na szczycie.

Inna legenda mówi jednak, że płaszcz Ostoja pochodzenia broni z innego dzielnego rycerza, Jan z Jani z Ostoi, pierwszego polskiego wojewody / księcia z Pomorza i Gdańska . Ścigany przez grupę Krzyżaków, udało mu się przekroczyć rzekę na koniu, mimo że był odziany w pełną zbroję, a następnie podniósł głos, aby Pan go usłyszał i powiedział: „Ostalem”, co oznacza „ja wciąż zostaje” nazwa Ostoja. [17] Ta legenda jest jednak podważana przez określenie „Ostoja” znane jeszcze przed czasem Jana z Jani .

Pochodzenie

Ostoja herb ewoluowała od sarmackich tamga symbole. [18] smok w płaszczu Ostoja ramion dotyczy sarmackiego smoka, które zostały wykorzystane przez Royal Sarmatów , który według Strabona i Ptolemeuszowi , żył w obszarze między Besarabią i dolną doliny Dunaju i były potomków królewskiego Scytom . [19] Ten smok został zaadoptowany przez legiony rzymskie i był używany przez sarmackich katafraktów ( ciężka kawaleria pancerna ). Termin draconariuszostał zastosowany do żołnierza, który przeprowadził standard draco . [19] [20] [21]

Wczesna historia

0

Pieczęć Dobiesława z Koszyca z Ostoji, 1381

Najwcześniejsze zapisy historyczne, które wymieniają klan, używają nazwy Stibor, która pochodzi od Czcibora (Ścibor, Czcibor, Cibor, Czesbor, Cidebur) [22], która pochodzi z czcic (ku czci) i borzyc (bitwa), oznaczając tym samym osobę, która „Bitwy o honor” lub „Defender of Honor”.

Wczesna lokalizacja klanu to wieś Sciborzyce , położona w Małopolsce, która przed 1252 r. Była własnością Mikołaja z Ostoji. W okolicach tego samego obszaru w 1176 i 1178 roku znajdują się także notatki o wioskach Sciborowice i Stiborio (lub Sthibor). Mikołaj z Ostoji zakończył budowę rzymskiego kościoła w Wysocicach; na ścianach kościoła wyciął wczesny znak rodziny Stibor, zanim stał się herbem zwanym Ostoja . Znak ten jest identyczny z pierwszą znaną pieczęcią Ostoji datowaną na 1381 rok. Synowie Mikołaja, Strachota i Stibor Sciborzyce do kościoła Wysocice w 1252 roku i przenieśli się z Małopolski. Strachota przeniósł się na Mazowszei Stibor na Kujawy, gdzie w 1311 r. znaleziono notatkę o wiosce Sciborze , która stała się gniazdem kujawskiej linii Stiborów, która później stała się sławna na Słowacji i na Węgrzech . [23]

Do 1025 r., Kiedy koronowano Mieszka II Lamberta , Królestwo Polskie miało granice przypominające współczesną Polskę. Wielu właścicieli ziemskich (przychodzi, komity) było przeciwnych scentralizowanej władzy w królestwie. Rywalizacja powstała między Władcami Wielkopolski , której stolicą był Poznań , a Małopolską , której głównym miastem był Kraków . [24] [25] Uważa się, że Stibors był ostoją dynastii Piastów , pierwszej dynastii rządzącej Polską. Piastowie [16]udało się rozwinąć Polskę w X i na początku XI wieku. Członkowie klanu zostali mianowani dowódcami jednostek wojskowych, które chroniły i zarządzały tymi nowymi hrabstwami. Wydaje się, że ekspansja Polski i własności Klanu szła w parze; Na przykład, gdy Kuyavia i Większa Polska (Wielkopolska) zostały włączone Klan rozszerzona na tym samym obszarze. Rekordy odnoszą się do Stibor jako Comes of Poniec w 1099 roku, a także odnoszą się do innego Stibora jako Comes of Jebleczna. [26] Jednakże majątek Poniec należał do Korony w XI-XII w., A informacje o Stiborze z Ponieca w 1099 r. Wydają się niepoprawne.

Według Tadeusza Manteuffla i Andrzeja Góreckiego [27] klan składał się z ludzi spokrewnionych krwią i pochodzących od wspólnego przodka we wczesnym średniowieczu. Przed okresem Mieszka I, który zjednoczył różne plemiona, plemiona rządzone były przez klan. W czasach Bolesława I Chrobrego (967 – 17 czerwca 1025 r.) I klanów Bolesława III Krzywoustego włączono wolnych najemników z różnych części Europy, ale szczególnie z Normandii, by bronili swoich dóbr i kraju. Pierwotne gniazda rodziny Ostoja znajdowały się w Małopolsce, a klan rozszerzył się na północ na KujawyPomorzepodczas formowania się państwa polskiego. Możliwe, że część rodzin w Klanie Ostoja pochodziła również z wolnych najemników, ale większość rodzin Ostoja pochodziła od Królewskich Sarmatów, Draconariusa.

Przed 1226 r. Krzyk bojowy Ostoja przeistoczył się w herb, gdy koncepcja heraldyki znalazła znaczące zastosowanie w Polsce. Rycerze zaczęli mieć swoje tarcze i inny sprzęt ozdobiony znakami identyfikacyjnymi. Te znaki i kolory przekształciły się w sposób identyfikujący posiadacza jako członka pewnej rodziny lub klanu. Smok w Ostoji był używany i identyfikowany przez większość rodzin Ostoji od II wieku.

Okres późnego średniowiecza

0

Herb Ostoja (dolny rząd, drugi od lewej) w Gelre Armorial .

Z powodu kilku konfliktów zasada starszeństwa została złamana i kraj podzielił się na kilka księstw przez ponad 200 lat [28], aż Władysław I Łokieć [29] (Łokietek) został koronowany na króla Polski w 1320 r. Zamiast księstw w w rękach dynastii Piastów księstwa te przekształciły się w kilka województw, w których wojewoda ( książę , Herzog , hrabia Palatyn , Overlord) został mianowany przez króla i przekazany lojalnym właścicielom ziemskim. [30] [31] Ostatnim królem Polski z dynastii Piastów był syn Władysława I, Kazimierza Wielkiego, który zmarł w 1370 roku.

Klan Ostoja kontynuował w tym czasie rozbudowę swojej ziemi i otrzymał kilka wysokich urzędów. Kraków zastąpił Poznań , stolicę Wielkopolski , stolicą Polski w 1039 r. Klan rozszerzył swoje posiadłości ziemskie głównie w województwie krakowskim, częstochowskim i sandomierskim w Małopolsce . Dokumenty [32] [33]mówią o:

  • Mikołaj z Ostoji – właściciel wsi Sciborzyce, zakończył budowę kościoła rzymskiego w Wysocicach w 1232 roku. Jego znak wbity w mury kościoła jest najstarszym znanym znakiem rodziny Stiborów z Ostoji, który również stał się Herbem Klanu Ostoja.
  • Piotr Ostoja był Pan regality ( starosta ) sandomierskiego w 1259 roku, a od Mirosław Ostoja był kasztelan z Sandomierza w 1270 roku.
  • Jan z Bobin był Skarbnikiem i Szambelanem Krakowa w 1270 roku, a Mikołaj z Ostoi był Szambelanem Krakowa w 1286 roku.
  • Pochodzi Marcin z Ostoji w 1304 r. W rodzinnym majątku Chełma i Woli na obrzeżach Krakowa znajdują się ponadto notatki o Comesach Dobieslaw, Comes Sanzimir i Comes Imram, którzy byli wspaniałymi Lordami należącymi do rodziny Ostoja.
  • Mikołaj z Ostoja utrzymać wysoki urząd jako chorąży w Inowrocławiu 1311 i Wyszogród 1315, Jędrzej od Ostoja był kasztelan z Poznań 1343.
  • Mościc Stiboricz od Ostoja był książę Gniewkowie w 1353 i Pan regality Starosty z Powiat brzeski 1368. Był z linii rodziny Ostoja który później stał się sławny na Słowacji i na Węgrzech, właściciel rodzinnego gniazda Ściborze w Kujawach , a także ojciec wielka przyszłość Lord Stibor z Stiboricza .
  • W 1257 r. Klan Ostoja założył rzymski kościół św. Marcina w Krakowie wraz z rodziną klanu Gryf (patrz herb Gryfa ).

Państwa mongolskie i tatarskie w Europie były wówczas powszechne. W 1259 r. Polska stanęła w obliczu drugiego nalotu tatarskiego, wspieranego przez siły rosyjskie i litewskie. Obrona miasta i zamku w Sandomierzu była pod dowództwem kasztelana Pana Piotra z Krepia z Ostoji. Ponieważ obrona nie otrzymała pomocy z zewnątrz, sytuacja była beznadziejna dla strony broniącej się i ostatecznie Piotr i jego brat Zbigniew zostali zabici. Legenda głosi, że ich krew spływała do Wisły i zmieniła kolor na czerwony. Legenda o trzecim rajdzie tatarskim opowiada o Lady Halinie z Krepy, córce Pana Piotra z zamku w Sandomierzu [34]użył tajnego podziemnego tunelu z zamku i oszukał Tatarów, mówiąc im, że może ich poprowadzić z powrotem przez tajny tunel do samego serca zamku. [35] Strona tatarska potwierdziła, że ​​przeszła przez tajny tunel, ale poprowadziła ich głęboko do tunelu, który był obszernym labiryntem, a następnie wypuściła białego gołębia, który miała ze sobą, aby użyć go jako umówionego sygnału. Kiedy gołąb znalazł wyjście, Polacy zamknęli tunel, uwięziwszy Tatarów. [36]

Imperium Ostoja 1370-1460

0

Ponieważ Polska była pod presją zachodu od rosnącej potęgi krzyżackiej , Polska zwróciła się na wschód do sojusznika z Litwą. W 1386 r. Władysław II Jagiełło został koronowany na króla Polski, a jego brat Witold (Witold) został wielkim księciem Wielkiego Księstwa Litewskiego . W 1410 r. Polska i Litwa złamały dominację krzyżacką w Prusach w bitwie pod Grunwaldem i Tannenbergiem. Unia Horodelska z 1413 zadeklarował intencję, że oba narody współpracują. 47 rodzin litewskich zostało adoptowanych w 47 polskich klanach, dzielących ten sam herb. Ta ekspansja ostatecznie doprowadziła do powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów, który przez pewien czas był największym konfederowanym krajem w Europie. Klan Ostoji nie brał udziału w Związku Horodla. [12]

Ekspansja Ostoji przebiegała równolegle z ekspansją Polski, członkowie znaleźli się na Litwie, Białorusi, Prusach / Pomorzu i Ukrainie. Niektóre rodziny zostały adoptowane do klanu w 1450 r. [37] Na Pomorzu potężna rycerska rodzina Janie była właścicielem kilku dużych posiadłości ziemskich w okolicy, a Jan z Jani został pierwszym wojewodą pomorskim w 1454 r. [38]

Jan Długosz (1415–1480) znany był jako polska kronika i był najbardziej znany z Annales seu cronici incliti regni Poloniae(Roczników Jana Długosza), obejmujących wydarzenia w południowo-wschodniej Europie, ale także w Europie Zachodniej, od 965 do 1480 r. ta praca opisał Ostojas jako odważnego i rozmownego. [39]

W latach 1400-1450 wiele Ostojów uczęszczało na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, gdzie solidarność klanowa była bardzo ważna. [40]

Około 1400 rodzin Ostoja posiadaniu ponad 250 [41] [42] właściwości w Polsce, głównie w rejonie Wielkopolski i Kujaw , Powiat Krakowski , powiecie częstochowskim i powiecie sandomierskim z Kraków jako centrum polityczne Polski. Jako dwie rodziny przeniosła się do Litwy, Prus i jednego do kilku rodzin bardziej litewskich został przyjęty w tym rosyjskich rodzin księcia jak Palecki i Boratyński, [43] Klan Ostoja stał na dobrym gruncie ekonomicznym i militarnym. To wraz z wysokim wykształceniem i lojalnością wobec członków Klanu umożliwiło podniesienie władzy.

Polska

Lista urzędów, które członkowie rodziny Ostoja prowadzili w późnym średniowieczu [4], pokazuje potęgę Ostojów, rządzącą znaczną częścią Polski w imieniu króla.

Z oryginalnych gniazd i właściwości członkowie klanu Ostoja tworzyli nazwy różnych gałęzi klanu. Wszystkie te właściwości i gniazda znajdują się w granicach dzisiejszej Polski. Ekspansja klanu poszła na wschód, południe i północ, na początku XV wieku rodziny Ostoja posiadały także ziemię na Pomorzu , Prusach , Litwie , Białorusi , Ukrainie , Morawach , Chorwacji , Transylwanii , Górnych Węgrzech i Niemczech . Jednak największy obszar lądowy należący do klanu znajdował się na Górnych Węgrzech (dziś głównie w dzisiejszych czasach)Słowacja ). [44]

Polityczna i ekonomiczna siła Ostojas w Polsce osiągnęła swój szczyt w tym czasie. Gdy Jan z Jani prowadził konfederację pruską razem z Mikołajem Szarlejskim, a następnie znakomita praca dyplomatyczna Stibor de Poniec, klan rządził na Pomorzu , Kujavii i częściowo Wielkopolsce . Dodając potęgę powierzoną przez króla Piotrowi Chełmskiemu, Janowi Chełmskiemu, Piotrowi Gajowi lub Mikołajowi Błociszewskiemu , klan Ostoji znalazł się wśród tych, którzy mieli wówczas najwyższą pozycję w Polsce. [45] [46] [47]

Górne Węgry i Węgry

0

Transylwania , rządzona przez Stibora ze Stiboricza

Związek między Polską a Węgrami datuje się na XII wiek, kiedy to współpracowały dynastie Piastów i Arpadów . [12] Od tego czasu rodziny królewskie obu krajów były związane z rodziną poprzez kilka małżeństw między domami rządzącymi. Łatwo więc było znaleźć węgierską szlachtę w Polsce i polskich szlachciców na Węgrzech i Słowacji. Abel Biel był pierwszym z Ostojas, który zasiadał w węgierskim sądzie, a także jako pierwszy otrzymał ziemię na Górnych Węgrzech . [48]

Większość rodzin Ostoja wspierała Dom Andegawenii na polskim tronie, a kiedy Luis I Wielki wszedł na polski tron ​​w 1370 r. Po Kazimierzu III Wielkim, umożliwił klan Ostoji ekspansję na południe. [49] Węgry były wówczas nowoczesnym i ekspansywnym królestwem, po Włoszech był to pierwszy kraj europejski, w którym renesanspojawiło się. Kiedy Luis Wielki zmarł bez męskiego spadkobiercy, wybuchła jakaś anarchia zarówno w Królestwie Polskim, jak iw Imperium Węgierskim. Rodziny Ostoja nadal wspierały Dom Andegawenii na tronie polskim i węgierskim. Tak się jednak nie stało, ponieważ Polska zdecydowała się sprzymierzyć z Litwą i wybrała Władysława Jagiełłę na polski tron. [12]

Stibor ze Stiboricza i Sigismund von Luxemburg

0

Rysunek pieczęci Stibora ze Stiboricza

Ścibor ze Ściborzyc (1347-1414) z Klanu Ostoja, syn Mościc Stiboricz (księcia Gniewkowa ), zajmował stanowisko Pana regality ( Starosta ) z Brześcia jako pełnił również Ludwik Węgierski ale gdy król zmarł, stracił pozycję Starosty Brzeska, ponieważ wspierał Dom Anjou i opuścił Polskę na Węgry. [50] Chociaż Stibor otrzymał urząd Władcy Regii (Starosty) Kujaw w 1383 r., Odwrócił się, by pomóc swemu przyjacielowi Zygmuntowi von Luxemburg (później Zygmuntowi, Świętemu Cesarzowi Rzymskiemu ) na tronie węgierskim 1386 i stać się jego najwierniejszym sojusznikiem. [51]

0

Domy Habsburgów i Luxenburga w Świętym Cesarstwie Rzymskim , 1273-1378

Zygmunt był księciem brandenburskim, zanim wstąpił na tron ​​węgierski. Później został cesarzem rzymskokatolickim , królem Niemiec, Czech, Węgier (w tym dzisiejszej Słowacji, państw bałkańskich, ziem rumuńskich i bułgarskich), republik włoskich i księcia Luksemburga . W wieku 13 lat został wysłany do Krakowa w celu nauki języka polskiego i zwyczajów. Ożenił się z Marią, córką Ludwika Wielkiego i stał się jednym z najpotężniejszych cesarzy w Europie. [52]

W Polsce, jak Stibor ze Stiboricza rozpoznał konkurentów Jagiełły na tronie polskim, natychmiast wkroczył do Polski z armią 12 000 ludzi, dowodzoną przez Zygmunta von Luxemburg, aby zapewnić, że młodsza siostra Marii, Królowej Węgier , będzie Maryja Władysława Jagiełły i zakończyć bitwę o Koronę Polską. 1384 Jadwiga została koronowana na królową Polski, aw 1386 r. Jogaila ożenił się z nią i został królem Polski. [44]

Zygmunt uznał Stibora z Stiboricza za swojego najbardziej lojalnego przyjaciela i doradcę. W 1387 roku przyznano STIBOR pozycję jako mistrz węgierskiego Trybunału, a także gubernator z Galicji (Europa Wschodnia) . Król dał także Stiborowi wyłączne prawo do otrzymywania wysokich urzędów w Imperium. W 1395 roku Stibor został księciem Siedmiogrodu , nominacją, która uczyniła go panem prawie połowy Rumunii. [53]

W 1396 r. Zygmunt poprowadził połączone armie chrześcijaństwa przeciwko Imperium Osmańskiemu. Chrześcijanie zostali pokonani w bitwie pod Nikopolis . Stibor ze Stiboricza, jeden z generałów i dowódców armii, uratował Zygmunta, który był w wielkim niebezpieczeństwie podczas wycofywania się z pola bitwy. [44]

W maju 1410 r. Król Zygmunt powierzył Stiborowi i palatynowi Mikołajowi II Garayowi mediację między Krzyżakami a królem Władysławem II, ale gdy negocjacje się nie powiodły, wybuchła wojna. Bitwa pod Grunwaldem odbyła się, z prawie wszystkimi Ostojas pozostawiając Węgry do połączenia sił polskich. Pod koniec 1411 r. Stibor, jego bracia i inni członkowie klanu Ostoja byli odpowiedzialni za dowodzenie oddziałami do walki z Republiką Wenecką w Friuli . W 1412 r. Stibor spotkał się z Zawiszą Czarnym na swoim zamku w Starej Lubowni na Słowacji, przygotowując negocjacje między Zygmuntem a polskim królem Władysławem Jagiełłą, które zakończyły się traktatem z Lubowli[54]

0

Zamek Stara Lubownia , miejsce negocjacji między Stiborem ze Stiboricza a Zawiszą Czarnym

Stibor okazał się wielkim dyplomatą, który łączył lojalność wobec króla Zygmunta z jego pracą dyplomatyczną w imieniu Polski. W 1397 r. Zygmunt wybrał Stibora na swojego przedstawiciela w negocjacjach z polskim królem Jagiełłą, który wyznaczył Mikołaja Bydgoskiego na reprezentowanie Korony Polskiej. W ten sposób dwaj bracia, Stibor i Mikołaj, spotkali się jako przywódcy swoich delegacji dyplomatycznych. Później, około 1409 r., Król Jogaila wyznaczył swojego najbardziej zaufanego dyplomatę Mikołaja Błociszewskiego z klanu Ostoja do prowadzenia negocjacji.

Ostatecznie to właśnie Klan Ostoji był wiodącą siłą w przełamywaniu krzyżackiej strony, robili to nie tylko dzięki sztuce miecza, ale także dzięki znakomitym umiejętnościom dyplomatycznym. [55] [56]

Grunty i nominacje

W 1388 r. Król Zygmunt przyznał Stiborowi zamki Beckov i Uhrovec na Górnych Węgrzech . W 1389 Stibor stał również Ispán z Pozsony County , w tym zamku w Bratysławie , gdzie wyznaczył kasztelan administrowanie nieruchomości. Otrzymał także miasto Nové Mesto nad Váhom . [56] [57]

W 1392 r. Stibor stał się Ispán w hrabstwach Trencsén i Nyitra , gdzie wyznaczył członków klanu jako kasztelanów hrabstwa. Ponadto Stibor otrzymał Csejte i Holics ( Čachtice i Holíč w dzisiejszej Słowacji ). W 1394 roku otrzymał Berencs, Detrekő, Elesko, Joko and Korlátkő zamki, które są odpowiednio nowoczesny Branc , Plaveč, Ostry Kamień Zamek , zamek Dobra Voda i Korlátka, również w Górnym Węgrzech . W 1395 r. Został wojewodą Transylwaniiw 1403 powierzono mu zarządzanie majątkiem Archidiecezji Esztergom i diecezji Eger. [56] [57]

Stibor był jednym z członków założycieli bardzo ekskluzywnego Zakonu Smoka w 1408 r., Który składał się z europejskich rodów królewskich i potężnych książąt, a także niektórych najwybitniejszych władców węgierskich. W 1409 roku, został ponownie wybrany Stibor wojewoda Siedmiogrodu, i został uznany za księcia z Transylwanii . [58] [59] [60][61] [62]

W sumie Stibor ze Stiboricza był – wraz ze swoim synem – Ispanem z kilku powiatów, księciem Galizii, księciem Transylwanii, właścicielem ponad 300 wiosek, miast, które w sumie stanowiły około połowy zachodniej Słowacji. [63] Był właścicielem 31 zamków i kontrolował kolejne pięć [64] na Górnych WęgrzechWiele z nich można znaleźć wzdłuż rzeki Vah o długości 409 km. Z tego powodu Stibor sam stworzył sobie „Pana całej Vah”. Był gubernatorem archidiecezji Esztergom, diecezji Eger, mistrzem węgierskiego dworu, najbliższym przyjacielem i doradcą Świętego Cesarza Rzymskiego Zygmunta. Dodając ziemię, zamki i nominacje przyznane klanowi, bliskiej rodzinie Stiboru oraz fakt, że Stibor ze Stiboricza sprawował wszystkie ważne urzędy w jego mocy prawie wyłącznie dla członków rodziny i członków klanu, klan Ostoji był w silnej pozycji w czas.

Bliska rodzina Stibora z Stiboricza [54] [65] [66] [67]

0

Rzeka Vah

0

Zamek Orawski , rezydencja Stibora z Beckowa z 1420 roku

Zamki, które otrzymał klan na Górnych Węgrzech, miały ogromne znaczenie, ponieważ kontrolowały granice, rzekę Wag i ważne drogi. Wszystkie zostały zbudowane, aby zapewnić dobrą obronę przed wrogiem. Wewnątrz warowni klan posiadał własną armię, ich utrzymanie było opłacane z dochodów, które Ostojas uzyskał z ziemi, którą posiadali lub kontrolowali. Mogli sobie również pozwolić na zatrudnienie najemników, gdy było to konieczne, i byli w ścisłej współpracy ze sobą, często odwiedzając i pomagając utrzymać władzę, którą otrzymali. Wszyscy byli w posiadaniu ziemi, która była znacznie większa niż jakikolwiek członek klanu w Polsce.

Chociaż najbardziej lojalni Stiborsi Zygmunta już mu nie pomagali, obecność klanu na Górnych Węgrzech była nadal znacząca. Testament powiedział, że majątek Stiborów miał zostać przekazany najbliższej rodzinie, do której należały dzieci i wnuki braci Stibor ze Stiboricza, z wyjątkiem zamku Beckov z dobrami, które miały zostać przekazane Katarinie, córce Stibor Stiboric z Beckov . [68]Testament ten został zatwierdzony przez cesarza Zygmunta i jego żonę, królową. Testament jego syna, Stibora z Beckova, był zgodny z testamentem jego ojca, ale z jedną ważną różnicą. Napisano 4 sierpnia 1431 r., A różnica w testamencie z życzenia jego ojca mówiła, że ​​gdyby Stibor z Beckowa nie miał syna, wszystkie posiadłości, które osobiście posiadał, przeszłyby na jego córkę Katarinę. To był jednak pod warunkiem, że będzie ona poślubić Przemyslaus II, księcia cieszyńskiego w Piastów. W przypadku jego śmierci Katarina miała poślubić jego brata. Gdyby małżeństwo Karariny i księcia Przemysława II nie przyniosło żadnego następcy, wszystkie dobra powróciłyby do bliskiej rodziny Ścibor z Beckowa, jak w testamencie jego ojca. Poprzez to małżeństwo Stiborowie z Ostoji mieliby roszczenia dynastyczne w przypadku wyginięcia dynastii Piastów w przyszłości. [69]

Walka z wieloma wojnami z Imperium Osmańskim nie mogła powstrzymać tureckiej strony przed wzrostem i zdobyciem większej ilości ziemi na wschodzie, zachodzie i południu. Zygmunt znalazł się w trudnej sytuacji. Już przy podpisaniu traktatu z Lubovli wziął pożyczkę od polskiego króla, ale królewskie skarby były puste, ponieważ używał każdego grosza w wojnie przeciwko zbuntowanej Wenecji . Ponieważ nie mógł spłacić pożyczki udzielonej przez polskiego króla, stracił 16 miast na Spiszu po stronie polskiej. [70]

Cesarz Zygmunt widział, jak jego wrogowie rozwijają się niemal w każdym kierunku. Imperium Osmańskie na wschodzie, włoskie republiki na południu, zagrożenie husyckie na północy. Jednak pakt z Albertem II, który miał poślubić Elżbietę czeską , córkę i dziedziczkę cesarza Zygmunta Luksemburskiego, i pakt z klanem Ostoji chronił północną stronę Królestwa. A dzięki małżeństwu między Katariną z Beckowa i księciem Przemysławem z dynastii Piastów Królestwo mogło liczyć na większe wsparcie w walce ze stroną husycką. Wszystko było gotowe do utworzenia potężnej koalicji. Ponieważ Albert II byłby następcą tronu węgierskiego, a klan Ostoji zajmowałby stanowisko na Górnych Węgrzechi na południe od Polski wraz z dynastią Piastów, można by wówczas skupić się na powstrzymaniu Imperium Osmańskiego przed rozszerzeniem się w kierunku zachodnim. [71]

Stibor z Beckov

0

Stibor of Beckov pomnik grobu młodszego, Muzeum Historii Budapesztu

Jego syn Stibor z Beckov (znany również jako Stibor II) kontynuował pracę ojca i udało mu się dalej poszerzać posiadanie ziemi. Został również mianowany Lordem Árva County, w tym Orava (zamek), a także członkiem Zakonu Smoka . Syn brata Stibora, Andrzej, znany również jako Stibor, był biskupem Egeru w rzymskokatolickiej archidiecezji Eger . Kiedy Zygmunt odebrał mu nominację, wrócił do Polski, ale nigdy nie przyjął decyzji Zygmunta, ostatecznie nazywając siebie biskupem Egeru do końca życia. Mimo, że otrzymał kilka nominacji w Polsce i posiadał kilka nieruchomości, nigdy nie dorównywałyby nieruchomościom, którymi kierował na Węgrzech. [66]

W 1407 r. Stefan z linii Wawrzyniec Ostoja przeniósł się na Górne Węgry, gdzie Stibor objął go kasztelanem Košecy. W 1415 r. Kierował całym Trencsén w imieniu Stiboru. Rozszerzył swoje posiadłości o Ladce, Horné i Dolné Kočkovce, Nosice i Milochov, które zostawił swoim sześciu synom.

Stibor ze Stiboricza zmarł w 1414 r. I podobno spoczął w swojej kaplicy w kościele św. Katarzyny w Krakowie. To było również miejsce spoczynku jego syna. Napisano również, że zarówno ojciec, jak i syn zostali pochowani w kaplicy do 1903 r., Kiedy w Budie znaleziono grób z czerwonego marmuru. Był to Stibor Stiboric z Beckov, datowany na 1431 rok. W ostatnim czasie znaleziono grób w Székesfehérvár, który został rozbity na kawałki w wyniku tureckiego zniszczenia. Ustalono jednak, że był to grób Stibora ze Stiboricza. Wykonano go z tego samego kamienia, czerwonego marmoru i kiedy w końcu znaleziono kawałek herbu i nie było wątpliwości. Stibor otrzymał miejsce obok innych członków węgierskiej rodziny królewskiej. [72]

Ponieważ Stibor z Beckowa (zm. 1434 r.) Nie miał żadnych spadkobierców, którzy mogliby odziedziczyć istniejące nieruchomości, testament powiedział, że zostanie przekazany najbliższej rodzinie, w tym Zamkowi Beckov, który stał się centrum władzy klanu na Górnych Węgrzech. Zamek ten został uznany za jedną z najważniejszych rezydencji tamtych czasów, w tym wspaniałe obrazy, rzeźby i kaplicę, które zostały utworzone przez artystów z wielu różnych krajów. [73] Kilka testamentów zostało zatwierdzonych przez cesarza Zygmunta, a także jego żonę. Główną kwestią było to, że wszystkie właściwości Stiborów w królestwie Węgier zostaną podzielone przez najbliższą rodzinę w przypadku braku włosów na linii. W ten sposób ziemia pozostanie w rękach rodziny. [74]

Niestety, Stibor de Beckov zmarł nagle w walce z siłami husyckimi wkrótce po zawarciu porozumienia między cesarzem Zygmuntem, niemieckim Albertem II i dynastią Piastów. Zaledwie kilka tygodni później podpisano porozumienie pokojowe z husytami. Katarina musiała poślubić księcia Przemysława II zgodnie z życzeniem ojca. Nie miało to jednak miejsca, gdy Katarina później poślubiła Lorda Pála Bánffy’ego z Alsolindvy. Niedługo potem Stibor, biskup Egeru, stracił swój urząd, a Wawrzyniec stracił wszystkie swoje biura i majątki, w tym Zamek Košecy (który wcześniej otrzymał Stibor z Stiboricza). Wszystko to było wynikiem ich poparcia dla husytów. Według testamentu wszystkie ziemie posiadane przez klan Ostoja na Górnych Węgrzech miały zostać przekazane najbliższej rodzinie Stiboru.

Mikołaj Szarlejski

Kiedy wszystkie dziedziczne linie wymienione w testamencie wymarły, Mikołaj Szarlejski odziedziczył wszystkie posiadłości i dobra. Był synem Mikołaja Bydgoskiego, pana kasztelana bydgoskiego i brata Stibora z Stiboricza. Szarlejski był, w chwili śmierci Stibora z Beckova, dowódcą sił polskich w Prusach oraz wojewodą brzesko-kujawskim. Poza tym był także panem kilku rodów i ostatecznie jednym z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych panów w Polsce. Szarlejski wspierał jednak husytów i podejmował kilka wrogich napadów na węgierskie dobra i twierdze, które nie były zgodne z polityką rodziny. Ponieważ kraj Ostoja na Słowacji był główną obroną przed husytami, teraz byłby w rękach wroga. W tej sytuacji i ponieważ Katarina nie wyszła za mąż za swego księcia piastowskiego, cesarz Zygmunt wydał rozkaz węgierskiemu sądowi, by anulował testament Stibora z Beckowa. Testament został odwołany 28 marca 1435 r. [75]

Pamiętając o dawnej lojalności i przyjaźni Stibora, Zygmunt nie opuścił Katariny z Beckowa bez wsparcia finansowego. Otrzymała jedną czwartą wartości wszystkich nieruchomości w gotówce. Również w dniu śmierci Zygmunt przekazał zamek Beckov i rzeczy Pálowi Bánffy. Było to pod warunkiem, że poślubi Katarinę, która również się spełniła. Chociaż Katarina otrzymała tylko 25% całkowitej wartości nieruchomości, niektóre z nich uznano za znaczące, ale nie pozostały w rodzinie Ostoja. [76]

W 1440 r. Władysław III z dynastii Jagiellonów objął tron ​​węgierski i przez 4 lata był królem Polski i Węgier. Jednak zginął w bitwie pod Warną i jego brat Kazimierz IV Jagiellończyk został królem Polski w 1447 roku Kazimierz poślubił Elisabeth Austrii (1436-1505) , córka zmarłego króla Węgier Albert II z Niemiec i Elisabeth Czech (córka Zygmunta, cesarza i króla Węgier). Dom Jagiellonów rzucił wyzwanie domowi Habsburgów w Czechach i na Słowacji.

poland on world map New Atlas of Poland Wikimedia mons

1466

Po śmierci niemieckiego Alberta II w 1439 roku, gdy bronił Węgier przed Turkami , Mikołaj Szarlejski uznał możliwość odzyskania ziemi swojej rodziny i klanu na Słowacji. Szarlejski próbował przekonać węgierską Radę Królewską, że dobra rodzinne zostały naruszone przez prawo. Jednak węgierscy lordowie i rada królewska na Węgrzech nie mieli zamiaru oddać całej północnej obrony swoim wrogom. Następnie w 1439 r. Szarlejski postanowił podnieść armię przeciwko Węgrom. Z pomocą strony husyckiej udało mu się oblężyć kilka twierdz w rejonie Vah. Wspierane przez Jana de JaniOstoja, Wojewoda Pomorski i Gdańsk oraz kilku innych potężnych Lordów z Klanu Ostoja i przy wsparciu wielu przyjaciół, wojna z Cesarstwem Węgierskim i Niemcami była na początku udana. Niestety, Szarlejski, choć był odpowiedzialny za siły polskie w Prusach, nie posiadał znaczącego talentu dowodzącego [77] i jak na ironię, zarówno Stibor ze Stiboricza, jak i jego syn Stibor Stiboric z Beckowa dokonali wielkich ulepszeń w fortyfikacjach swoich zamków, które spowodowały oblężenie wiele z nich jest prawie niemożliwe. Zamek Beckov objął później turecką stronę około 100 lat później. W wyniku tego i ponieważ wróg był silny, akcja wojskowa nie powiodła się. [78]

Wymarła linia Stiboru ze Stiboricza, wymarły również inne linie rodziny Stiborów, pochodzące od braci Stibor z Stiboricza, zwane Stiborici na Węgrzech (Baronowie Królestwa Węgierskiego) [79] . Szarlejski nie miał własnego spadkobiercy, a jego duże posiadłości w Polsce przeszły do ​​rodziny Kościeleckich z klanu Ogończyk [80]jako córka Stibora Jedrznego poślubiła Jana Kościeleckiego, bliskiego przyjaciela i sojusznika Szarlejskiego. Siła ekonomiczna Jana de Jani została złamana z powodu wszystkich wojen z krzyżakami, które musiał zapłacić za siebie, a wszystkie linie Moscic of Stiboricz (ojca Stibora z Stiboricza) wyginęły. Jednak inne linie klanu, które nadal uważano za bliską rodzinę Stiborów, były w stanie stać się następcami ziemi na Słowacji w przypadku śmierci Szarlejskiego.

Stibor of Poniec

0

Malbork (Marienburg), twierdza krzyżacka zdobyta przez Stibor de Poniec z Ostoji

Wielkie prace dyplomatyczne osiągnięte przez Stibora i Mikołaja miały być kontynuowane przez Stibora z Poniec około 50 lat później. Zebrał fundusze w Gdańsku (Danzig) na kampanię przeciwko Krzyżakom, którzy posiadali Malbork (Marieburg). Krzyżacy mieli w tym czasie trudności finansowe i byli bardzo zadłużeni w stosunku do większości swoich głównych sił obronnych, składających się z czeskich / morawskich najemników. Korzystając z pieniędzy z Gdańska, Stibor de Poniec był w stanie przekonać najemników do opuszczenia twierdzy i przejął kontrolę nad Malborkiem bez walki; Król Kazimierz IV Jagiellończyk wszedł do zamku w 1457. [81] To doprowadziło do Traktatu II Thorn, zapieczętowany w 1466 r. przez Sibora z Poniec. Ponadto negocjował w imieniu polskiego króla z Danią, która wspierała Krzyżaków, i zakończył duńską blokadę polskiego handlu na Morzu Bałtyckim . [55] Inni członkowie klanu Ostoja zostali również uznani za potężnych rycerzy w konflikcie przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu.

Stefan z Liesková (Leski) linii Wawrzyniec Ostoja

Stefan z Liesková (Leski) z linii Wawrzyniec klanu miał sześciu synów. Wszystkie ich nieruchomości na Węgrzech zostały skonfiskowane w 1462 r. Przez Macieja Korwina z Węgierz powodu ich wsparcia dla husytów. Košeca wraz ze wszystkimi innymi dobrami przekazano zamiast tego rodzinie Mad’ar (Magyar), która walczyła wówczas z husytami. W 1467 r. Wawrzyniec i jego husyccy sojusznicy z powodzeniem przejęli Zamek Košeca, ale wkrótce po tym stracili kontrolę nad Węgrami. Rodzina Mad’ar wyginęła w 1491 r., A zamek Košeca z innymi nieruchomościami przekazano rodzinie Zápolya w 1496 r. W tym czasie dynastia Jagiellonów była królami zarówno Polski, jak i Litwy i Węgier. Linia Wawrzyńca protestowała przeciwko posiadaniu przez rodzinę Zápolya posiadłości, jednak rodzina Zápolya była zbyt potężna, a także powiązana dziedzicznie z Jagiellonami, ponieważ Barbara Zapolya została królową Polski w 1512 r., A Jan Zapolya ( János Szapolyai) został królem Węgier w 1526 r. [82]

Również w Polsce linia Wawrzyńca Ostoja wraz z innymi członkami klanu twierdziła, że ​​własność Szarlejskiego, która przeszła do Kościeleckiego oraz rodziny Janskich (de Jani), domagała się odszkodowania od króla, ale także tutaj opór był wielki i wreszcie zrezygnowali z planów odzyskania tych właściwości.

Następstwa

Posiadłości Ostoja były rozległe i stanowiły źródło mocy. Stibors na Słowacji były jedną z najpotężniejszych rodzin w Europie. W porównaniu z dynastią Habsburgów, klan miał duże szanse, by stawić czoła wyzwaniu, gdyby pozostali zjednoczeni, a Stibors jako wiodąca siła na Górnych Węgrzech. Jednak konieczne było, aby Stibors byli powiązani z dynastiami rządzącymi lub tymi, które rządziły, by móc w przyszłości ubiegać się o władzę. Małżeństwo z pierwszorzędnymi rodzinami Europy Środkowej nie wystarczyło. Rodzina musiała być związana z królewską krwią. Zamiast rzucać wyzwanie Habsburgom, Stibor z Beckowa i klan Ostoji zawarli porozumienie o współpracy, które przyniesie korzyści obu stronom. Obie strony miały równe siły i przed niemieckim Albertem IIzostać królem Węgier, Stibor ze Stiboricza z powodzeniem zmierzy się z Austrią, spalając kraj na ziemię, z wyjątkiem Wiednia , który zostawił sam. [54]

Brak spadkobierców, którzy mogliby kontynuować politykę klanu, również był częścią problemów ekonomicznych. Podczas gdy w większości krajów nieruchomości przeszły do ​​młodszych linii w rodzinie, w Polsce kobiety mają takie same prawa do dziedziczenia nieruchomości jak mężczyźni. Ponieważ wszystkie główne linie klanu nagle stanęły w obliczu braku samców w tym samym czasie, to córki odziedziczyły majątki i sprowadziły je do innych rodzin poprzez małżeństwo. Podobnie jak Katarina, kiedy wyszła za mąż za Pal Banffy. Rodzina Banffy odziedziczyła wszystkie dary przekazane Katarinie przez cesarza Zygmunta, kiedy przekazała jej 1/4 całej wartości nieruchomości w gotówce. Zamek Beckov był w rękach Banffy’ego, dopóki ta rodzina nie wyginęła, a Beckov powrócił do węgierskiej korony. [83]

Wreszcie skoordynowana polityka klanu Ostoja sprawiła, że ​​był potężny. Również polityka Szarlejskiego doprowadziła w końcu do zrujnowania władzy rodzinnej na Słowacji. Chociaż klan wspierał Polskę przeciwko Krzyżakom, początkowo nie popierali dynastii Jagiellonów jako królowie Polski. Członkowie klanu przebywający i mieszkający w Polsce otrzymali jednak władzę od królów Jagiellonów w zamian za wsparcie. W wielu przypadkach klan został zmuszony do pozyskania środków z własnego skarbca w celu obrony polskich granic. [84]W końcu, za panowania dynastii Jagiellonów, klan Ostoji stracił swoją moc i wszelkie wątpliwości, jakie klan miał od początku wobec tych królów, stały się bardzo prawdziwe. Również w historii Węgier dynastia Jagiellonów została opisana jako słaba i niekompetentna, co było wynikiem polityki Władców Małopolski, ponieważ byli oni odpowiedzialni za wybieranie królów, którzy podpisywaliby dokumenty na rzecz ich ambicji finansowych, a nie wybierania silnych królów z korzyścią dla królestwa. [85]

Ponieważ główne nieruchomości na Słowacji iw Polsce zostały ostatecznie utracone, potęga gospodarcza została zerwana, a klan Ostoji znalazł się poza polską polityką na następne 100 lat [86], koncentrując się głównie na zwiększaniu własności gruntów, utrzymywaniu biur na poziomie lokalnym .

Era Wspólnoty Narodów

0

Wspólnota w Europie

W późnym średniowieczu klan rozpoczął odbudowę bazy mocy, która została osłabiona przez ścieranie się starszych linii. W 1450 r. Klan przyjął rodziny potężnych rycerzy, prowadzących prowincjonalną szlachtę i kilku książąt.

Unia Horodelska z 1413 zainicjowała znaczące dążenie do unifikacji polskiej i litewskiej / Białoruś szlachty i duchowieństwa. 47 wybitnych katolickich rodzin litewsko-białoruskich i ruthuańskich zostało symbolicznie adoptowanych w 47 polskich klanach . Następnie kilka innych rodzin ze wschodu dołączyło do struktury klanu podczas następnej fali adopcji w 1450 r. Szlachta litewska, białoruska i rosyjska otrzymała takie same prawa jak ich polskie odpowiedniki. Piekosiński podaje listę adoptowanych rodzin oraz rodzin, które otrzymały szlachectwo. [87] Wydaje się, że w sumie nie więcej niż 20 rodzin dołączyło do klanu Ostoja w 1450 r. [88]

Pod koniec XV i na początku XVI wieku Rzeczpospolita była największym i jednym z najpotężniejszych krajów w Europie. W 1569 r Unia lubelska stworzył prawdziwą unię z Obojga Narodów , zastępując unii personalnej z Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego . Obejmował tereny z Polski , Litwy , Prus , Łotwy , Białorusi , Ukrainy , Mołdawii , Podola , części Spiszai część Rosji, w tym Smoleńsk .

0

Związek Lubelski

Unia lubelska oznaczał koniec okresu 150 lat Commonwealth ekspansji i konsolidacji. Umiejętności potrzebne do rozszerzenia i zabezpieczenia granic państwowych różniły się od tego, co było wymagane po zakończeniu rozbudowy. Nowy naród potrzebował nowego rodzaju administracji, a ponieważ nowe cele stają się najważniejsze, minął wiek dzielnych rycerzy. Organizacja klanu straciła na znaczeniu, a współpraca między społecznościami zmniejszyła się.

0

Zamek w Trokach, rezydencja rodzin Słupy i Unichowskich

W całej Wspólnocie struktura administracyjna była zasadniczo podobna, aczkolwiek z pewnymi istotnymi różnicami. W Polsce korzystanie z tytułów przez szlachtę zostało formalnie przerwane przez konstytucję z 1638 r., Szlachta jest równa zgodnie z prawem, co zostało potwierdzone w 1641 i 1673 r. [89] Jednak w rzeczywistych rodzinach praktykujących z bliskim spadkiem z główne źródła dynastyczne, takie jak rodziny Ostoja linii Stibor lub niektóre z klanu, adoptowały rodziny, które zajmowały ważne stanowiska w Polsce w czasach średniowiecza, a zatem posiadały takie tytuły, jak przychodzilub dux (książę, wojewoda, hrabia palatyn) nigdy nie akceptowały równości system i nadal wykorzystywali swoje tytuły, szczególnie podczas podróży zagranicznych lub misji dyplomatycznych.

Tytuły były w XIII wieku używane podczas życia, ale powszechne było przekazywanie ich następnemu pokoleniu, chociaż zgodnie z prawem cała szlachta miała równe prawa i posiadała równą rangę. Szukając wpływowych rodzin w Polsce, należy szukać pozycji senatorskiej, a nie tytułów, które zostały przekazane Polakom w okresie rozbiorów Rzeczypospolitej. Rodziny te nigdy nie były równe prostym szlachcicom czy rycerzom, ale bardziej równi angielskim rówieśnikom , z tą różnicą, że tytuł odziedziczyli wszyscy członkowie rodziny, a nie tylko najstarszy syn taki jak w Anglii. Wszystkie te stare i potężne średniowieczne rodziny, które odgrywały główną rolę w budowaniu polskiego imperium, były częścią dziedzicznej Wysokiej Szlachty . [90]Rycerze, którzy w średniowieczu stali się częścią Klanu Ostoja, nigdy nie byli równi potężnym Lordom Ostoji, ale w XIV i XV wieku otrzymali prawa równe średniowiecznemu niemieckiemu baronowi, które pochodzą od rycerzy, a z czasem stały się bardziej podobne do niemieckiego Freiherr . [91]

Związek lubelski dokonał wyjątku dla rodzin księcia litewskiego i dlatego Rzeczpospolita mogła zobaczyć kilka rodzin litewskich, rosyjskich lub białoruskich z tytułami. Niektóre z tych rodzin były bardzo silne i bogate. W czasach Rzeczypospolitej rozszerzyli swoje posiadłości, by były na tyle duże, że niewiele rodzin w Europie mogło się z nimi równać. Byli magnatami Rzeczypospolitej . [92]

Magnaci Rzeczypospolitej są często nazywani arystokracją Rzeczypospolitej, ale definicja tego, co stanowi arystokrację, różni się od reszty Europy tym, że rodziny magnackie były znacznie potężniejsze, często porównywalne do książąt. Dobrym przykładem jest wymarła rodzina Paca [93], która rządziła Księstwem Litewskim w XVII wieku. Rodzina Paców nie pochodziła od księcia i dlatego w ogóle nie używała żadnego tytułu. Podczas rozbioru Rzeczypospolitej rodzina Paców otrzymała tytuł hrabiego. Jednak patrząc na wielkość posiadłości Paca i ich pozycję w Rzeczypospolitej, prosty tytuł hrabiego wydaje się nieadekwatny do ich mocy i wielkości majątku, który był daleko poza wyobrażeniem większości Lordów Europejskich. [94]

0

Właściwości niektórych magnatów w Rzeczypospolitej

0

Polscy magnaci 1576-1586

Częściowo w Polsce, ale z pewnością w Wielkim Holenderskim na Litwie i Ukrainie, prawie wszystkie ważne stanowiska znajdowały się w rękach Magnatów i przechodziły przez pokolenia. Jedyne pytanie dotyczyło tego, które z około 20 wielkich rodzin magnackich rządziłoby większością województw, powiatów i prowincji. Lista tych Magnatów w czasach Wspólnoty Narodów obejmuje następujące rodziny: [94] [95]

Domy książęce: Radziwiłł , Sapieha , Wiśniowiecki , Lubomirski , Czartoryski , Ostrogski , Sanguszko . Inne rodziny Magnatów: Chodkiewicz , Pac , Tyszkiewicz , Zamoyski , Hlebowicz (bez tytułu dziedzicznego), Mniszech , Potocki .

Te rodziny miały największy wpływ na politykę Rzeczypospolitej. Wybrali kandydata na króla i upewnili się, że kandydat został wybrany, aby służyć ich interesom. Szlachta głosowała na kandydata, któremu Magnaci i inna arystokracja kazali głosować. Magnaci stali się prawdziwą potęgą w Rzeczypospolitej, a Król był, z kilkoma wyjątkami, tylko Marionetką Magnatów w swojej politycznej grze.

Co więcej, istniały wtedy wpływowe i bardzo zamożne rodziny w wieku 50-60 lat, z wielką historią rodzinną, czasami z tytułami Prince’a. Rodziny te nie miały jednak takiego samego wpływu na politykę Rzeczypospolitej, nadal uważane za Magnaty Rzeczypospolitej. Są wśród nich najwspanialsze rodziny, takie jak Lanckoroński , Tarnowski , Tęczyński , Książę Holszański , Rzewuski , Gonzaga-Myszkowski czy Książę Czertwertyński. [94]

Kolejne 300-400 rodzin (w sumie dziesiątki tysięcy rodzin szlacheckich [96] ) liczących się w posiadaniu władzy i ziemi w Commonwetlh może być bardziej równe europejskiej arystokracji, gdy mowa o hrabiach i baronach. Rodziny te powinny być także zaliczane do arystokratów, ale większość publikacji [97] odnosi się tylko do utytułowanej szlachty jako arystokracji, która nie była zgodna z polskim systemem rangi w czasach Rzeczypospolitej. Było wiele bogatych i wpływowych rodzin, które posiadają kilka urzędów w rodzinie, takich jak wojewoda, kasztelan, biskup czy hetman, co dało im miejsce w Senacie Rzeczypospolitej . Ta grupa ma wiele wspaniałych rodzin, takich jak Sieniawski , Arciszewski, Ossolinski ,Koniecpolski , książę Giedrojc i wreszcie wiele rodzin włączonych do klanu Ostoja. [98]

Według Etymologicznego Słownika Języka Polskiego „właściwy magnat powinien być w stanie prześledzić szlachetnych przodków przez wiele pokoleń i posiadać co najmniej 20 wiosek lub posiadłości. Powinien także pełnić ważną funkcję w Rzeczypospolitej”. Zgodnie z tą definicją liczba magnatów w Klanie Ostoji jest znacznie wysoka. Władcy tacy jak Radziwiłł , Wiśniowiecki czy Stibor ze Stiboricza, który był jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych książąt w Europie, byli czymś więcej niż lokalnymi magnatami. Rządzili narodem – Litwą, Białorusią, Ukrainą lub Słowacją.

Tytuły arystokratyczne nadane rodzinom szlacheckim w okresie rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów przez cesarzy rosyjskich, pruskich i austriackich, a także przez państwo Watykannie można porównywać z tytułami z czasów średniowiecza. Są to, z wyjątkiem pojedynczych przypadków, tytuły zagraniczne. Konstytucja z 1921 r. (§96) w marcu usunęła wszystkie tytuły w Polsce, w tym samą szlachtę. Jednak konstytucja z 1935 r. Nie potwierdziła paragrafu 96 konstytucji z 1921 r. Dlatego rodziny, które otrzymały lub kupiły tytuły od zagranicznych cesarzy, mogły nadal legalnie z nich korzystać. Ponieważ tytuły nie były prawnie zabronione, brano pod uwagę także parę starych rodzin w Polsce. Zazwyczaj jednak, odnosząc się do tytułów w Polsce, należy rozumieć tytuły nadane podczas partycji. [99]

W ten sposób rodziny włączone do Klanu Ostoji i pochodzące z czasów średniowiecza, są uważane za Wysoką Szlachtę.

16 wiek

0

Zamek Bobolice , własność rodziny Kreza z Ostoji

0

Michał Sędziwój z rodziny Sędzimir z Ostoji

Polskie rodziny Ostoja niemal całkowicie zniknęły z życia politycznego w XVI wieku. Niemniej jednak pod koniec XVI wieku jest kilku znamienitych członków klanu. Kacper Karliński, Pan kasztelan z Olsztyna , jest znany ze swojej legendarnej obrony miasta w 1587. Maciej Kawęczyński zreformowany system drukowania na Litwie. Mikołaj Kreza był Rittmeisterem Korony. Michał Maleczkowski był prokuratorem Magnusa (łac. „Władca”) Małopolski 1576-1577. Gabriel Słoński (1520-1598) był architektem i Burgrave z Krakowa . [100]

XVII wiek

0

Kazimierz Siemiewnowicz z Ostoji, moneta pamiątkowa poświęcona 350-leciu Artis Magnae Artilleriae

0

Marcin Szyszkowski z Ostoji 1554-1630, biskup krakowski, książę Siewierza

0

Pałac Kazanowski w Warszawie, wł. Elżbieta Słuszka z Ostoji

XVII wiek przyniósł znacznie więcej aktywności klanu. Pierwsza połowa wieku była złotym wiekiem Rzeczypospolitej . Na Litwie rodziny walczyły o dominację w Wielkim Księstwie, co doprowadziło do wielu konfrontacji. Rodzinami wiodącymi były rodziny księcia Radziwiłła , księcia Sapiehy i Paca . [101] Na Wołyniu, Podolu i Ukrainie rodzina Wiśniowieckich osiągnęła zwierzchnictwo obszaru. Szacowana liczba osób pracujących dla Wiśniowieckiego w jego majątkach wynosiła wówczas prawie 300 000 [102] .

Na Litwie rodziny Śluszki i Unichowskich Klanu Ostoja zdobyły wielką moc. Krzysztof Słuszka został wojewodą Inflant i Aleksandrem Słuszką kasztelanem żmudzkim, a następnie wojewodą mińskim , a następnie wojewodą nowogrodzkim i zakończył karierę wojewodątrockim w 1647 r. Samuel Unichowski z Ostoji 40 lat później i został wojewodą trockim. Lady Elżbieta Słuszka (1619–1671) była najbogatszą i najpotężniejszą damą Rzeczypospolitej. [103] Była Marszałkiem Sądu Koronnego i po śmierci pierwszego męża odziedziczyła Pałac Kazanowski w Warszawie. Josef Bogusław Sluszka (1652-1701) był Hetman i kasztelan Trokach i Wilnie . Dominik Michał Słuszka (1655–1713) był wojewodą Połocka, a wreszcie Aleksander Józef Unichowski został kasztelanem żmudzkim . [4]

Inne rodziny na Litwie, które były częścią klanu Ostoja, stały się bardzo bogate. Rodzina księcia Boratynskiego dołączyła do klanu [104]już w 1450 r. I często posiadała wysoki stopień wojskowy. Rodzina księcia Paleckiego również dołączyła w tym samym czasie. Rodzina Danielewiczów została przez adopcję włączona do rodziny Paców i odziedziczyła część ich wielkiego majątku ziemskiego, w tym Bohdanow i miasto Kretyndze . [105]

W Polsce rodzina Szyszkowskich z Ostoji stała się bardzo silna. Piotr Szyszkowski był Catellan z Wojno 1643, Marcin Szyszkowski był biskup krakowski i książę Siewierzu i Mikołaj Szyszkowski stał się książę-biskup z Warmii w 1633 roku [4] Zarówno książę Mikołaj i Książę Marcin miał wielki wpływ na polityce Wspólnota. Poniższe informacje pochodzą głównie z polskiej Wikipedii.

Salomon Rysiński (1565–1625) był wówczas sławnym pisarzem, Krzysztof Boguszewski był jednym z najsłynniejszych malarzy i artystów Wielkopolski, a Stanisław Bzowski (1567–1637) członkiem Zakonu Dominikanów , przyjacielem reform, mianowanym przez Vatikan City zapisać jego historię.

Wojciech Gajewski był kasztelanem Rogozina 1631-1641, Łukasz Gajewski został kasztelanem Santoka w 1661 roku, Michał Ścibor-Rylski kasztelanem gostyńskim w 1685 roku, Mikołaj Ścibor Marchocki, kasztelan malogoski (Żarnòw) 1697, a Jan Stachurski prowadził wojsko przeciwko powstaniu kozackiemu jako generał dywizji w 1664 roku.

Najbardziej znanymi członkami klanu w tym stuleciu byli Kazimierz Siemienowicz , generał artylerii, inżynier wojskowy, specjalista artylerii i pionier rakiet, którego publikacja była przez 200 lat używana jako główny podręcznik artyleryjski w Europie [106] i Michał Sędziwój(Michael Sendivogius, Sędzimir) (1566–1636), z oddziału klanu Sędzimir, był znanym europejskim alchemikiem, filozofem i lekarzem. Jako pionier chemii opracował sposoby oczyszczania i tworzenia różnych kwasów, metali i innych związków chemicznych. Odkrył, że powietrze nie jest pojedynczą substancją i zawiera życiodajną substancję – później nazywaną tlenem – 170 lat przed Scheele i Priestleyem. Prawidłowo zidentyfikował to „jedzenie życia” z gazem (także tlenem) wydzielanym przez ogrzewanie azotanu (saletra). Ta substancja, „centralny nitre”, miała centralne miejsce w schemacie Sędziwoja wszechświata. [107] Sędziwój był sławny w Europie i był powszechnie poszukiwany, ponieważ oświadczył, że może zrobić złoto z rtęci, co byłoby użytecznym talentem. Podczas demonstracji, jak zrobić złoto, w obecności cesarza Rudolfa IISędziwój został schwytany i obrabowany przez niemieckiego alchemika Muhlenfelsa, który spiskował z niemieckim księciem Brodowskim, aby ukraść tajemnicę Sędziwoja.

18 wiek

0

Otrokov Castle of Scibor-Marchocki family

0

Pałac w Wzdowie, własność rodziny Ostaszewskich

0

Rozbiory Polski

0

Adam Ostaszewski, „Leonardo from Wzdow”

XVIII-wieczna Wspólnota dotknęła szereg niekompetentnych królów obcego pochodzenia, których głównym celem było zwalczanie wojen osobistych przeciwko innym krajom. [12] Uporczywe wojny i ogólne zamieszanie doprowadziły do ​​bankructwa finansów krajowych, a wielu żądnych władzy magnatów współpracowało z siłami obcymi. Ostatni król, Poniatowski , został opłacony przez Rosję Katarzynę II i był zobowiązany zgłosić się do rosyjskiego ambasadora Otto Magnusa von Stackelberga . [12] Był ponadto bogato opłacany, aby ułatwić konstytucję z 3 maja 1791 r., Ale ze względu na swój charakter, a raczej jego brak, nie spełnił obietnicy. [108]Z drugiej strony Poniatowski dbał o życie kulturalne w Polsce, wspierał niezbędną edukację młodych patriotów, a także nie występował przeciwko członkom konfederacji barskiej .

Większość rodzin, które podpisały wybory Poniatowskiego, w tym wiele rodzin Ostoji, podpisywała się z rodziną Czartoryskich, która chciała dokonać niezbędnych zmian w Rzeczypospolitej. [109] Aby jednak poprzeć te zmiany, Czartoryski poprosił o pomoc z Rosji, ofertę, której Rosja nie mogła się oprzeć.

Na początku tego okresu rodziny Ostoja na Litwie iw Polsce unikały zaangażowania w ten polityczny chaos. Król mianował tych, którzy popierali jego własne ambicje, co było początkiem nowych wielkich fortun. Ta polityczna katastrofa zakończyła się rozbiorami Polski , 1772 r., Kiedy Prusy, Austria i Rosja postanowiły podzielić między siebie bezbronną Rzeczpospolitą. Panowanie Poniatowskiego do 1795 roku stało się najciemniejszym rozdziałem w historii Polski. [108]Konstytucja 3 maja 1791 przyszedł zbyt późno. Po raz pierwszy Rzeczpospolita obejmowała Rusinówa nie tylko Polska i Litwa. Nowa Rzeczpospolita miała być utworzona z trzech narodów. Również ta intencja przyszła o wiele za późno. Jednak Konstytucja 3 maja zjednoczyła rodziny, które chciały dokonać niezbędnych zmian, a które służyłyby narodowi. W tym ruchu nagle widzimy dużo aktywności ze strony rodzin Ostoja. [110] Prawie wszyscy z nich poparli ruch, aw wielu przypadkach wszyscy członkowie rodziny dołączyli, kobiety i mężczyźni. W pierwszej połowie wieku rodziny Ostoja posiadają wiele urzędów i nadal poszukują. W drugiej połowie wieku wyraźnie zamienili się w dowódców wojskowych i zwolenników ruchu oporu, prowadząc Konfederacje i armie przeciwko siłom obcym, a zwłaszcza przeciwko Rosji.

Ignacy Ścibor Marchocki z Ostoji (1755–1827) stworzył słynne „Królestwo Mińkowców”. [111]Marchocki ogłosił swoje majątki niepodległym państwem i zainstalował na jego granicach filary z tabliczkami z nazwiskiem, stwierdzając, że jest to „Granica stanu Minkowce”. „Królestwo” posiada jedno miasto, 18 wiosek i 4 zamki (po jednym na każdą porę roku) z około 4200 duszami żyjącymi w „Królestwie”. Marchocki wyzwolił chłopów spod pańszczyzny, przyznał im samorząd, ustanowił ławę przysięgłych (sąd z ławą przysięgłych i sąd apelacyjny), wybudował szkołę, aptekę, sierociniec, kościoły i pomniki, fabryki sukna i powozów, fabrykę produkcji oleju z jabłek anis, cegielnię , lakiery i farby, z ogrodami z drzew morwy. Tam produkowano własny papier i wapno kalcynowano. Otworzył własną drukarnię, gdzie różne dekrety (jak „porozumienie między Panem a chłopami”), wskazówki, rezolucje, a nawet kazania, później wydane przez niego w kościołach prawosławnych i rzymskokatolickich. Rząd Królestwa obejmujący Żydów, chłopów pańszczyźnianych, mieszkańców miast, chłopów i cudzoziemców.[111] Zatrudnił również dwóch lekarzy na terenie posiadłości. Centralnym organem państwa był sąd okręgowy oraz sąd apelacyjny . Najważniejsze w państwie było zapewnienie wszystkim obywatelom równych praw.

Wszystko to było oczywiście zgłaszane administracji rosyjskiej, która na początku była oszołomiona, myśląc, że jest to akt szaleństwa. Jednak „Królestwo” działało doskonale, a Pan Królestwa stawał się coraz bogatszy i bardziej znany, kupując jeszcze więcej nieruchomości i ziemi, aby rozszerzyć „Królestwo”, w tym 40 000 ha ziemi wokół Odessy . Życie w jego posiadłości było uważane za niebo w porównaniu do normalnego życia chłopów poza filarami granicznymi, które bardziej poprawnie można nazwać piekłem. Chłopi byli wówczas własnością majątku, który można było sprzedać w dowolnym momencie. W „Królestwie” ludzie żyli w bogactwie i dobrobycie, a sam Marchocki był najskuteczniejszym administratorem swoich dóbr w Imperium Rosyjskim. [112]Ten ekscentryczny mężczyzna był latem w rzymskiej todze podczas oficjalnych spotkań na terenie posiadłości, które wyglądały jak zdjęcie z raju.

W końcu zaczęło to niepokoić rosyjską administrację, która wydała rozkaz spalenia całego druku, aby to szaleństwo nie rozprzestrzeniło się na inne prowincje. Może to spowodować rewolucję, ponieważ nagle stało się jasne, że uczynienie demokracji wewnątrz nieruchomości uczyniło właścicieli bogatymi i szczęśliwymi. Wkrótce każdy obywatel pochodzenia nieszlachetnego chciał zamieszkać w „Królestwie Mińkowców”. To była zaraza, która zaczęła rozprzestrzeniać się po całej wsi i zarazić cały system. Aby zatrzymać tę rewolucję, car nakazał Marchockiemu pojmać i uwięzić. [111] [112]Poniższe informacje i źródło pochodzą z polskiej Wikipedii.

Lady Krystyna Ścibor-Bogusławska (zm. 1783 r.) – była panią królewskości Wągłczew przez nominację otrzymaną przez króla Poniatowskiego, a Aleksander Ścibor Marchocki został kasztelanemmalogoskim po Mikołaju. Franciszek Gajewski został kasztelan z Konarsk- Kujaw i Florian Hrebnicki Uniat abp od Połocka . Antoni Gajewski (zm. 1775 r.) Był kasztelanem Nakło, władcą królewskiej Łęczycy i Kościan . Jego krewny Rafał Tadeusz Gajewski  [ pl ] (1714–76) został kasztelanem Rogozina. Józef Jakliński był wówczas kasztelan z Kamieńsk / Spicymir 1759-1775.

Pod koniec wieku Józef Siemoński, generał przym. króla Poniatowskiego został naczelnym dowódcą powstania sandomierskiego zainicjowanego przez Kościuszkę, a Karol Podgórski uciekł stronie rosyjskiej, przyłączając się do armii pruskiej, gdzie został generałem majorem . Również w innych częściach Rzeczypospolitej opór przeciwko Poniatowskiemu i Rosji utworzył konfederacje. Michał Władysław Lniskiego był wice wojewoda i marszałek w konfederacji barskiej w Pomorzu i Franciszek Ksawery Ścibor-Bogusławski był Rittmeister od samego Konfederacji. Następnie Wojciech Marchocki był kasztelanem powiatu sanockiegoJózef Andrzej Mikorski kasztelan z Powiat rawskiod 1791 roku.

Ostaszewscy i Blociszewscy z rodzin Ostoji mają wielu członków rodziny, którzy walczyli z siłami za rozbiorem Rzeczypospolitej. Z nich Tadeusz Błociszewski był generałem majorem, a Michał Ostaszewski (1720–1816) jednym z głównych inicjatorów konfederacji adwokackiej w województwie podkarpackim . Tomasz Ostaszewski pomagał Konfederacji na stanowisku biskupa płockiego . Ostatecznie Antoni Baranowski z Ostoji został wyróżniony i mianowany generałem majora Armii Królewskiej przez Tadeusza Kościuszkę . Baranowski uczestniczył jako szef dywizji w bitwie pod Maciejowicami. Następnie pozostał w służbie, w 1812 r. Zorganizował masową imprezę w Lublinie i Siedlcach .

Odrodzenie narodowe

0

Generał Bronisław Bohatyrowicz, zmarł w Katyniu

0

Generał Zbigniew Ścibor-Rylski uczestniczył w Powstaniu Warszawskim , 1944 r

19 wiek

Był to czas rozkwitu nacjonalizmu, a także wiek Adama Mickiewicza , Henryka Sienkiewicza , Fryderyka Chopina i wielu innych. W XIX wieku Rzeczpospolita przestała istnieć, a jej terytorium zostało podzielone między Prusy, Rosję i Austrię i zajęły je. Lokalna szlachta zebrała się, by walczyć z tym okupacją i aktywnie uczestniczyć w wojnach napoleońskich . Oprócz większych konfliktów było też ponad sto mniejszych działań wojskowych; W wielu z nich uczestniczyły rodziny Ostoja, często pełniące funkcję przywódców. [113] przeciwko władzom rządzącym. [114]

Wiele rodzin Ostoja było bogatymi arystokratami [104]posiadanie pałaców, dworów i dużych nieruchomości w Polsce, na Litwie iw całej Europie. Jednak niektóre rodziny Ostoja, które uczestniczyły w tych nacjonalistycznych powstaniach i innych działaniach wojskowych, zostały ukarane przez skonfiskowanie ich własności. Na przykład, według Normana Davisa, konsekwencje powstania styczniowego w 1863 r. W rosyjskiej części dawnej Rzeczypospolitej obejmowały deportację 80 000 ludzi na Syberię i inne obozy pracy. Skonfiskowane nieruchomości Ostoja zostały przekazane tym, którzy byli lojalni wobec Rosji, Austrii lub Prus. W ten sposób kilka rodzin zyskało władzę podczas podziału, otrzymując wysokie urzędy, nominacje i dużo ziemi. Dano im także szlachetne tytuły barona lub hrabiego, a nawet księcia za ich wsparcie i służbę. Ale Ostojas nie tylko dobrze walczyli z wrogiem. Rodziny utrzymywały część swoich dóbr, dworów i pałaców poza konfliktem i wojną, aby móc wspierać uchodźców, rannych i potrzebujących. Działali zarówno otwarcie przeciwko obcym siłom, jak i w zmowie, wykorzystując te same udane taktyki, jak rodziny w czasachStibor z Stiboricza . Poniższe informacje pochodzą z artykułów w polskiej Wikipedii.

Adam Ostaszewki z Ostoji (1860–1934) był pionierem polskiego budownictwa lotniczego . Trzymał doktorat w filozofii i prawa . Był ponadto pisarzem, poetą i tłumaczem poezji z całego świata, ponieważ znał około 20 języków. Pracował z astronomią, robił rzeźby, malował i interesował się również różnymi dziedzinami, w tym optyką, fizyką, elektrycznością i magnetyzmem, historią, archeologią, chemią, botaniką i zoologią. Ten niezwykły człowiek często nazywany był „Leonardo ze Wzdowa”. [115]

Kacper Kotkowski (1814–1875) był księdzem katolickim, głową i komisarzem powstania sandomierskiego [116], a Stanisław Błociszewski otrzymał Order Virtuti Militari za patriotyczną walkę jako oficer przeciwko siłom rosyjskim. [117] Jan Czeczot był słynnym poetą i etnografem na Białorusi . W Rosji Andrzej Miklaszewski był Rzeczywistym Radcą Stanu (np. Marszałkiem i Generałem – Tabelą Rang) i na jego stanowisku mógł pomagać wielu rodzinom, ratując je przed wygnaniem na Syberię . potrzebne źródło ]W międzyczasie Jan Kazimierz Ordyniec był właścicielem i wydawcą „Dziennika Warszawskiego”, który rozgrzewał opór artykułami. W końcu został zmuszony do emigracji i dołączył do znanego społeczeństwa w Hôtel Lambert w Paryżu . [118]

Spirydion Ostaszewski (1797–1875) spisywał polskie legendy, ważne dla sprawy i walczące o wolność Polski. Brał udział w powstaniu listopadowym 1830-1831 i pomagał wielu rodzinom powracającym z Syberii osiedlić się w zachodniej części Ukrainy . Tymczasem Teofil Wojciech Ostaszewski zainicjował pierwszy program przeciwko Serfdom . Był także marszałkiem powiatu brzostowskiego. Łukasz Solecki był biskupem przemyskim i profesorem Uniwersytetu Lwowskiego , Jan Aleksander Karłowicz stał się znanym etnografem , lingwistą , dokumentującym folklor, a Mieczysław Karłowiczbył kompozytorem kilku symfonii i wierszy. Zygmunt Czechowicz był jednym z inicjatorów powstania narodu białoruskiego.

Panie Emma i Maria A. z Ostaszewskiego oddziału Ostoja (1831–1912 i 1851–1918) były zarówno oddanymi działaczami społecznymi, jak i patriotami. Zebrali fundusze na pomoc rannym i biednym w czasie powstań. Lady Karolina Wojnarowska (1814–1858) ur. Rylska była autorką pisma pod pseudonimem Karol Nowowiejski .

XX wiek do 1945 roku

Kilka rodzin Ostoja nadal posiadało zamki i dwory między pierwszą a drugą wojną światową.

Od końca XVIII wieku do końca II wojny światowej wielu członków klanu służyło jako oficerowie wojskowi. [119] W czasie drugiej wojny światowej niektórzy służyli w Armii Krajowej, niektórzy opuścili rosyjskie obozy i Syberię, aby dołączyć do armii Andersa, a inni wstąpili do brytyjskich sił powietrznych .

Hipotit Brodowicz i Adam Mokrzecki osiągnęli rangę generała majora w wojsku, później szeroko zdobiony za dowodzenie wojskami w wojnie polsko-radzieckiej w latach 1919-1921. Stefan Mokrzecki był także generałem w polskiej armii. Witold Ścibor-Rylski (1871–1926) był oficerem, który wyemigrował do USA w 1898 r., Ale wrócił do Polski w 1914 r., Aby pomóc Krajowi w I wojnie światowej w randze pułkownika. Służył Polsce przez wojnę polsko-radziecką i po kampanii wyjechał do Stanów Zjednoczonych . Jego służba dla Polski była powszechnie uznawana i ostatecznie otrzymał rangę generała od prezydenta Augusta Zaleskiego .

Włodzimierz Zagórski (1882–1927) był generałem w polskiej armii. W latach 1914-1916 był szefem sztabu w Legionach Polskich . Od listopada 1918 r. W polskich siłach zbrojnych . Jako były oficer wywiadu oskarżył Józefa Piłsudskiego o szpiegostwo na rzecz Austrii . Poza służbą wojskową Władysław Chotkowski (1843–1926) był profesorem i kierownikiemUniwersytetu Jagiellońskiego, a Adam Ostaszewski był prezesem Płocka do 1934 roku.

0

Pokój w pałacu Ostoya dziś, własność rodziny Rylskich

Adam Hrebnicki-Doktorowicz (1857–1941) był profesorem rozwoju rolnictwa, założycielem Instytutu na Ukrainie, a Karzimierz Zagórski (1883–1944) był uznanym pionierem przygód, fotografem .

Bronisław Bohatyrewicz (1870–1940) był generałem armii polskiej, zmarł w Katyniu , generał Kazimierz Suchcicki zmarł również w Katyniu 1940. Generał Zbigniew Ścibor Rylski (ur. 1917) przeżył II wojnę światową, a jego żona Zofia Rylska była w trakcie wojna jako mistrz szpieg pod nazwą Marle Springer . Jej informacje doprowadziły do ​​lokalizacji i zniszczenia niemieckiego pancernika Tirpitz .

Stanisław Danielewicz pracował nad łamaniem szyfrów maszyn Enigma .

Karola Uniechowska (1904–1955) była wolontariuszką w czasie II wojny światowej, brała również udział w bitwie o Monte Cassino, a Zofia Uniechowska (1909–1993) – zdobyła Order Virtuti Militari za spisek przeciwko nazistowskiemu rządowi w Polsce. Stefan Ścibor-Bogusławski (1897–1978) został bogato odznaczony pułkownikiem , także za zdecydowane działania w bitwie pod Monte Cassino .

Stanisław Chrostowski (1897–1947) był profesorem i artystą.

Maxim Rylski (1895–1969) stał się sławnym poetą na Ukrainie . W Kijowie znajduje się park i instytucja nazwana jego imieniem, w pamięci znajdują się również trzy jego statuetki za jego wielki wkład dla mieszkańców Ukrainy.

Inny Hrebnicki, Stanisław Doktorowicz-Hrebnicki (1888–1974), był dekorowanym profesorem geologii.

Wacław Krzywiec (1908–1956) był znanym komandorem wojennym z niszczycielem ORP  Błyskawica . Został fałszywie oskarżony przez reżim komunistyczny w Polsce po II wojnie światowej i został wysłany do więzienia po słynnym procesie, umierającym wkrótce po zwolnieniu.

Bracia Słońscy służyli w RAF jako piloci i oficerowie, wszyscy trzej umierający w trakcie służby.

Zbigniew Rylski, major w polskiej armii, był wielokrotnie odznaczany za wiele ważnych akcji sabotażowych podczas II wojny światowej.

Zygmunt Ignacy Rylski (1898–1945), legendarny mjr Hańcza , później awansował na stopień pułkownika . Był jednym z najbardziej oddanych i najznakomitszych oficerów podczas II wojny światowej.

Lady Izabela Zielińska, urodzona w Ostaszewskiej w 1910 roku, miała doświadczenie ze 101 lat przeszłych zmian i wielu wojen. Jako muzyk została odznaczona medalem Glorii Artis w 2011 roku. Marcelina Antonina Ścibor-Kotkowska z Ostoji była matką Witolda Gombrowicza .

Koniec XX i XXI wieku

0

Ręcznie robione drzwi do dzisiejszego Pałacu Ostoya należącego do rodziny Rylskich

Po II wojnie światowej wielu Ostoja było traktowanych jako wrogowie państwa, a wielu wybrało emigrację, emigrując na arenie międzynarodowej. Niektórzy pozostali w Polsce lub wrócili z Francji, Anglii, Szkocji lub gdzie zostali umieszczeni w służbie wojskowej podczas II wojny światowej. Z wyjątkiem Pałacu Ostaszewskiego w Krakowie , rządy komunistyczne w Polsce , na Białorusi, Litwie i Ukrainie skonfiskowały całą własność Ostoji. Po upadku komunizmużadna z tych właściwości nie została zwrócona i nie przyznano żadnej rekompensaty. Większość starych dóbr rodzinnych spłonęła walcząca armia podczas I wojny światowej, II wojny światowej i podczas wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921. Istniejący Pałac Ostoyawokół Rzeszowa wyjątek stanowi opieka Rylskiego oddział Ostoja.

Antoni Uniechowski (1903–1976) był znanym malarzem w Polsce, znanym ze swoich rysunków. Aleksander Ścibor-Rylski (1928–1983) był poetą, pisarzem i reżyserem, a Tadeusz Sędzimir (1894–1989) był znanym na całym świecie wynalazcą. Jego imię nadano rewolucyjnym metodom obróbki stali i metali używanych w każdym uprzemysłowionym kraju świata. W 1990 r. Duża polska huta stali w Krakowie (dawniej Huta Lenina) została przemianowana na Hutę im . Tadeusza Sendzimira .

Józef Stanisław Ostoja-Kotkowski (1922–1994) był znanym artystą, który zajmował się fotografią, filmowaniem, teatrem, projektowaniem, projektowaniem tkanin, malowidłami ściennymi, rzeźbą kinetyczną i statyczną, witrażami, malowidłami szkliwnymi, op-kolażami, grafiką komputerową także sztuka laserowa. Był pionierem w dziedzinie kinetyki laserowej i „dźwięku i obrazu”.

Tadeusz Ostaszewski (1918–2003) był profesorem sztuk pięknych na Uniwersytecie Krakowskim , Adam Kozłowiecki(1911–2007) był arcybiskupem archidiecezji Lusaka w Zambii , Andrzej Zagórski (1926–2007) był oddanym oficerem Armii Krajowej, który pisał 250 publikacji o polskim oporze podziemnym i Kazimierz Tumiłowicz (1932–2008) był twórcą syberyjskiego stowarzyszenia pamięci i pracownika socjalnego w Wielkopolsce . Andrzej Ostoja-Owsiany (1931–2008) był senatoremw Polsce po upadku komunizmu. Błażej Ostoja Lniski jest profesorem sztuk pięknych w Warsaw Art Academy, a Martin Ostoja Starzewski jest profesorem nauk technicznych i inżynierii na University of Illinois w Urbana-Champaign.

W 2014 r. Stowarzyszenie Klanów Ostoja zostało oficjalnie zarejestrowane w Sądzie z siedzibą w Pałacu Ostoya w Jasionce, Rzeszów.

Znani członkowie

Ta sekcja ma wiele problemów. Pomóż ulepszyć go lub omówić te problemy na stronie rozmowy. (Dowiedz się, jak i kiedy usunąć te wiadomości szablonowe) Ta lista „znanych” lub „godnych uwagi” osób nie ma jasnych kryteriów włączenia lub wyłączenia. Pomóż zdefiniować jasne kryteria włączenia i edytuj listę, aby zawierała tylko tematy spełniające te kryteria. (Lipiec 2018) (Dowiedz się, jak i kiedy usunąć ten komunikat szablonu) Ten artykuł zawiera listę odniesień, ale jego źródła pozostają niejasne, ponieważ nie ma wystarczających cytatów z inline. Pomóż ulepszyć ten artykuł, wprowadzając bardziej precyzyjne cytaty. (Lipiec 2018) (Dowiedz się, jak i kiedy usunąć ten komunikat szablonu) (Dowiedz się, jak i kiedy usunąć ten komunikat szablonu)

Znani członkowie [120] [121] [122] klanu Ostoja:

0

Stanisław Ostoja-Kotkowski, pionier

Zobacz też

Referencje

  1.  Prof. Józef Szymański, Herbarz rycerstwa polskiego z XVI wieku , Warszawa 2001, ISBN 83-7181-217-5
  2. ^ Klejnoty autorstwa Długosza,Herbarz Gelre , Armorial Lyncenich, Kodeks Bergshammar, Armorial de Bellenville, Kronika Rady Konstancji, Toison d’Or
  3. b Franciszek Ksawery Piekosiński, Heraldyka polska wieków średni(Kraków, 1899)
  4. e Kaspar Niesiecki, Herbarz Polski , drukuj Jan Bobrowicz, Lipsk 1839-1846
  5. ^ László: A magyar állam főméltóságai Szent Istvántól napjainkig– Életrajzi Lexikon(Wysocy oficerowie państwa węgierskiego od Saint Stephen do współczesności – Encyklopedia biograficzna); Magyar Könyvklub, 2000, Budapeszt;ISBN 963-547-085-1
  6. ^ Oficjalna strona Muzeum Bran Castle, sekcja o Draculi [1]
  7. ^ Dvořáková, Daniela, Rytier a jeho kráľ. Stibor zo Stiboríc a Žigmund Lucemburský . Budmerice, Vydavatel’stvo Rak 2003,ISBN 978-80-85501-25-4
  8. ^ Magyar Arisztokracia-http://ferenczygen.tripod.com/
  9. ^ K. Tymieniecki, Procesy twórcze formowania się tego polskiego w wiekach średnich , Warszawa, 1921.
  10. ^ http://www.poniec.pl – „Jak Chelmscy stali sie Ponieckimi”
  11. ^ IH PANhttp: //www.slownik.ihpan.edu.pl/search.php? Id = 3775
  12. f Norman Davies. Boży plac zabaw. Historia Polski. Vol. 1: The Origins to 1795, Vol. 2: 1795 do chwili obecnej (1981 w języku angielskim: Oxford: Oxford University Press.) Boże igrzysko. Historia Polski, t. I, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1987,ISBN 83-7006-052-8
  13.  Ignacy Krasicki – Satyry (Dziela, r.1802-1804), Książę i Wiedza, Warszawa 1988
  14.  Piotr Nałęcz-Malachowski, Zbior nazwisk szlachty , Lublin 1805, druk Biblioteka narodowa w Warszawie 1985, (nr sygn.
  15. ^ M. Cetwiński i M. Derwich, Herby, legendy, dawne mity, Wrocław 1987
  16. b K. Jasiński: Rodowód pierwszych Piastów, Poznań: 2004, s. 185-187.ISBN 83-7063-409-5 .
  17. ^ Legenda o Janu z Jani –http://www.gniew.pl/index.php?strona=98&breakup=14
  18. ^ Helmut Nickel, Tamga i Runy, Magiczne liczby i magiczne symbole , Metropolitan Art Museum 1973
  19. b Ryszard Brzeziński i Mariusz Mielczarek, Sarmaci 600 pne-450 rne (mężczyźni-broń nr 373), Oxford: Osprey Publishing, 2002.ISBN 978-1-84176-485-6
  20. ^ Helmut Nickel, Świt rycerskości ,Metropolitan Museum of Art
  21. ^ Helmut Nickel, Tamga i Runy, Magiczne liczby i magiczne symbole ,Metropolitan Museum of Art , 1973.
  22.  Karol Olejnik: Cedynia, Niemcza, Głogów, Krzyszków . Kraków: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1988.ISBN 83-03-02038-2 .
  23. ^http://www.artteka.pl/www/terra/pl/wysocice/wysocice.htmlkościół rzymski w Wysocicach
  24. ^ Norman Davies, Boże igrzysko, t. I, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1987,ISBN 83-7006-052-8 , str. 128
  25. ^ Zygmunt Boras, Książęta piastowscy Wielkopolski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1983,ISBN 83-210-0381-8
  26. ^ Bartosz Parpocki, Herby Rycerstwa Polskiego , Kraków 1584, Kazimierz Józef Turowski, Kraków 1858, Nakladem Wydawnictwa Bibliteki Polskiej
  27. ^ Manteuffel, Tadeusz (1982). Formacja państwa polskiego: okres reguły książęcej, 963-1194. Detroit, MICHIGAN: Wayne State University Press.ISBN 0-8143-1682-4 . OCLC 7730959
  28. ^ Manteuffel, Tadeusz (1982). Formacja państwa polskiego: okres reguły książęcej, 963-1194. Wayne State University Press. str. 149.ISBN978-0-8143-1682-5
  29. ^ Oswald Balzer O., Genealogia Piastów, 2. wyd., Kraków 2005,ISBN83-918497-0-8 .
  30. ^ Oswald Balzer O., Genealogia Piastów, 2. wyd., Kraków 2005,ISBN83-918497-0-8 .
  31. ^ K. Tymieniecki, Procesy tworcze formowania sie spoleczenstwa polskiego w wiekach srednich, Warszawa 1921
  32. ^ Papricki, Bartosz (1858). Herby rycerstwa polskiego . Wydawnictwa Biblioteki Polskiej. str. 367.
  33. ^ Kaspar Niesiecki, Herbarz Polski, drukuj Jan Bobrowicz, Lipsk 1839-1846
  34. ^ Minakowski (Boniecki),ISBN 83-918058-3-2
  35. ^ Andrzej Sarwa , Opowieść o Halinie, ul. Piotra z Krępy , wydanie Armoryka
  36. ^ sandomierz.pl, oficjalnego serwisu miasta Sandomierza, historia, Sandomierskie legendy
  37. ^ W. Semkowicz, O litewskich rodach bojarskich zbratanych ze szlachta polska w Horodle w 1413r. , Miesiecznik Heraldyczny t. VI / 1913, s.144-145, 176
  38. ^ Milewski, Jan z Jani Wojeoda Pomorski 1454-1461,http://www.mbpstar.sunnet.pl/literat/milewskibibl.html
  39. ^ Jan Długosz, Annales seu cronici incliti regni Poloniae , Roczniki Jana Długosza (angielskie tłumaczenie kluczowych części dzieła,ISBN 1-901019-00-4 )
  40. ^ J. Bieniak, Wielkopolska, Kujawy, ziemia leczycka w latach 1300-1306, Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu, t.LXXIV, z.2 / 1969, s.23
  41. ^ Minakowski-Adam Boniecki
  42. ^ IH PAN (Polska Akademia Nauk),Słownik historyczno-geograficzny
  43. ^ Kasper Niesiecki, Herbarz Polski, wyd. JN Bobrowicz, Lipsk 1839-1845, T.7, strona 241
  44. c Sroka, Stanisław A.: Ścibor ze Sciborzyc. Rys biograficzny. W: Polska i jej sasiedzi w póznym sredniowieczu. Kraków, Towarzystwo Naukowe „Societas Vistulana” 2000, s. 139-158
  45. ^ Jan Długosz, Annales seu cronici incliti regni Poloniae, Roczniki Jana Długosza (angielskie tłumaczenie kluczowych części dzieła,ISBN 1-901019-00-4 )
  46. ^ Antoni Eckstein „Dzieje Ponieca do połowy XVI wieku.” Roczniki Historyczne nr 2 1926 r
  47. ^ Bartosz Parpocki, Herby Rycerstwa Polskiego, Kraków 1584, Kazimierz Józef Turowski, Kraków 1858, Nakladem Wydawnictwa Bibliteki Polskiej
  48. ^ Polska Akademia Nauk, „Polski Słownik Biograficzny”, Kraków od 1935 roku – Abel Biel
  49. ^ Polska Akademia Nauk, „Polski Słownik Biograficzny”, Kraków od 1935 – Moscic, Wojewoda Gniewkowski
  50.  A. Prochaska, Scibor ze Sciborzyc, Roczniki Tow. Nauk. w Tor., R19: 1912
  51. ^ Markó, László: A magyar állam főméltóságai Szent Istvántól napjainkig – Életrajzi Lexikon (Wysocy Oficerowie Państwa Węgierskiego od Saint Stephen do Teraźniejszych Dni – Encyklopedia Biograficzna); Magyar Könyvklub, 2000, Budapeszt;ISBN 963-547-085-1
  52. ^ Mályusz, Elemér: Zsigmond király uralma Magyarországon (panowanie króla Zygmunta na Węgrzech); Gondolat, 1984;ISBN 963-281-414-2
  53. ^ Historia Transylwanii autorstwa Akadémiai Kiadóhttp://mek.niif.hu/03400/03407/html/118.html
  54. c Dvořáková, Daniela: Rytier a jeho kráľ. Stibor zo Stiboríc a Žigmund Lucemburský. Budmerice, Vydavatel’stvo Rak 2003,ISBN 978-80-85501-25-4
  55. b Antoni Eckstein „Dzieje Ponieca do połowy XVI wieku.” Roczniki Historyczne nr 2 1926 r.
  56. c Antoni Prochaska http://kpbc.umk.pl/dlibra/docmetadata?id=12158&from=publication& .
  57. b Dvořáková, Daniela: Rytier a jeho kráľ. Stibor zo Stiboríc a Žigmund Lucemburský. Budmerice, Vydavatel’stvo Rak 2003,ISBN 978-80-85501-25-4 .
  58. „Oficjalna strona Muzeum Bran Castle, sekcja o Draculi” . brancastlemuseum.ro . Źródło: 1 lutego 2018 r .
  59. ^ John VA Fine, The Late Medieval Balkans . str. 509
  60. ^ Florescu i McNally, Dracula, Prince of Many Faces . str. 40–42
  61. ^ György Fejér (red.), Codex diplomaticus Hungariae X.4. Nr CCCXVII. Buda, 1841. 682-94
  62. ^ Rezachevici, „Od Zakonu Smoka do Draculi”
  63. ^ ^ László, Gyula (1996), Magyars – Ich życie i cywilizacja, Corvina, s. 195,ISBN 963-13-4226-3
  64. ^ „D. Piwowarczyk, Poczta rycerzy polskich XIV i XVw, Wydawca: BELLONA, Rok wydania: 2008, Język: polski,ISBN 978-83-11-11109-7 . ”
  65.  Bożena Mściwujewskiej – Kruk, Ryszard Kruk, Almanch Muszyny 2007
  66. b Gusztáv Wenzel: Stibor vajda , Budapeszt 1874
  67. ^ Herby rycerstwa polskiego przez Bartosza Paprockiego zebrane i wydane rp 1584, wydane przez Kazimierza Józefa Turowskiego, Kraków 1858
  68. ^ Polski Slownik Biograficzny, Polska Akademia Nauk, Kraków 1935, s. Moscic
  69. ^ Antoni Prochaska, Scibor ze Sciborzyc , s. 202 (s. 66 –http://kpbc.umk.pl/dlibra/doccontent?id=12158&dirids=1 )
  70. ^ Julia Radziszewska, Studia spiskie. Katowice 1985
  71.  A. Prochaska, Scibor ze Sciborzyc , Roczniki Tow. Nauk. w Tor., R19: 1912, s.146-205
  72. ^ Informator o kaplicy św. Moniki przy kościele św. Katarzyny w Krakowie – Archiwum Sióstr Augustianek, ul. Skałeczna 12, Kraków, datowany: w Krakowie, 25 marca 1987 r., Zebrała na podstawie materiałów archiwalnych T.II.ASA, s. Aleksandra Józefa Trojan
  73. ^ Igor Ďurič, Národná Obroda. 2004-06-08. http://www.obroda.sk/clanok/9270/Hrady-Slovenska–Beckov/Zarchiwizowano 21 grudnia 2007 r. w Wayback Machine . Pobrane 19 stycznia 2008 r.
  74.  Antoni Prochaska na podstawie Wenzelhttp://kpbc.umk.pl/dlibra/docmetadata?id=12158&from=publication&
  75. ^ Antoni Prochaska, Scibor zeSciborzyc, s.204 (str.68 –http://kpbc.umk.pl/dlibra/doccontent?id=12158&dirids=1 )
  76. ^ Meier, Jörg; Piirainen, Ilpo Tapani; Wegera, Klaus-Peter,Deutschsprachige Handschriften in slowakischen Archiven , Berlin 2009,ISBN 978-3-11-019334-3
  77. ^ Marian Biskup, Wojna trzynastoletnia, Gdańsk 1965
  78. ^ Antoni Prochaska, Scibor zeSciborzyc, s.205-206 (s.69-70 –http://kpbc.umk.pl/dlibra/doccontent?id=12158&dirids=1 )
  79. ^ Magyar Arisztokrácia –http://ferenczygen.tripod.com/
  80. „Kościelecki Jan, h. Ogończyk (zm. 1475)” . http://www.zsckr.koscielec.pl . Źródło: 1 lutego 2018 r .
  81. ^ http://www.poniec.pl – „Historia rodu Ponieckich – Ścibor”
  82. ^ Urbasie –http://www.urbasie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=34&Itemid=19/
  83. „Beckov” . http://www.slovakheritage.org . Źródło: 1 lutego 2018 r .
  84. ^ Poniec http://www.poniec.pl – „Jak Chelmscy stali sie Ponieckimi
  85. „Encyclopædia Britannica” . britannica.com . Źródło: 1 lutego 2018 r .
  86. ^ Kaspar Niesiecki, Herbarz Polski , drukuj Jan Bobrowicz, Lipsk 1839-1846 | lista ważnych urzędów w Polsce i Rzeczypospolitej
  87.  Franciszek Piekosiński – „O dynastycznem szlachty polskiej”, Kraków 1888
  88. ^ Adam Boniecki „Herbarz Polski” Warszawa 1899-1913, Severyn Uruski „Rodzina. Herbarz Szlachty Polskiej”, Warszawa 1904-1917, Kojalowicz, Kasper Niesiecki, „Herbarz Polski” Lipsk, 1839-1846
  89. ^ Tomasz Lenczewski, Genealogia rodów utytułowanych , Część I, s.10, pulblished 1995-1996, ref. http://www.genealog.home.pl/gd/szablony/pojecia.php?lang=pl&file=khtwp
  90. ^ Bogucki A., Komes w polskich źródłach średniowiecznych, Warszawa-Poznań 1972
  91. ^ Grodecki R., Polska piastowska, Warszawa 1969
  92.  Słownik etymologiczny języka polskiego , wydanie pierwsze, Kraków 1927 (wydanie 9, Warszawa, Wiedza Powszechna, 2000)
  93. ^ Jerzy Jan Lerski, Piotr Wróbel, Richard J. Kozicki (1996). Słownik historyczny Polski, 966-1945. Wydawnictwo Greenwood. str. 415.https://books.google.com/books?id=FPxhOu_n1VYC&pg=PA415&dq=pac+lithuanian&client=firefox-a
  94. c Władysław Czapliński, J. Długosz, Życie codzienne magnaterii polskiej w XVII wieku, Warszawa 1976
  95. ^ # Antoni Mączak, Magnateria, w: Encyklopedia historii Polski do 1945 roku, t. I, Warszawa 1981
  96. ^ ornatowski.com
  97.  Szymona Konarskiego Armorial de la Noblesse Polonez Titree (Paryż, 1958), Genealogie Rodow Utytulowanych w Polsce (vol. 1) Tomasza Lenczewskiego (1995-1996)
  98. ^ Adam Boniecki „Herbarz Polski” Warszawa 1899-1913, Severyn Uruski „Rodzina. Herbarz Szlachty Polskiej”, Warszawa 1904-1917
  99. ^ Leszek Jan Jastrzębiec-Czajkowski na Ornatowski.comhttp://www.ornatowski.com/lib/zhistoriiszlachty.htm
  100. ^ Kasper Niesiecki, „Herbarz Polski” Lipsk, 1839-1846, Adam Boniecki „Herbarz Polski” Warszawa 1899-1913
  101. ^ Jerzy Jan Lerski; Piotr Wróbel; Richard J. Kozicki (1996). Słownik historyczny Polski, 966-1945 . Wydawnictwo Greenwood . str. 415.
  102.  Ilona Czamańska, „Wiśniowieccy; Monografia Rodu”,ISBN 978-83-7177-229-0
  103. ^ Jerzy Lileyko (1984). Życie codzienne w Warszawie za Wazów. Warszawa. s. 201–202.ISBN 83-06-01021-3
  104. b Adam Boniecki „Herbarz Polski” Warszawa 1899-1913
  105. ^ Roman Aftanazy Dzieje dawnych rezydencji na dawnych kresach Rzaczpospolitej, Wojewodztwo Wilenskie, v.4, s.37 i 120
  106. ^ Tadeusz Nowak „Kazimierz Siemienowicz, ok. 1600-ca.1651”, MON Press, Warszawa 1969
  107. ^ Michael Sendivogius, Alchemiczne listy Michaela Sendivogiusa do Rosicrucian Society, Holmes Pub Group Llc,ISBN1-55818-404-X
  108. b Tadeusz Korzon, „Wewnetrzne dzieje Polski za Slanisława Augusta”, Kraków 1897
  109. ^ Jerzy Jan Lerski, Piotr Wróbel, Richard J. Kozicki (1996). Słownik historyczny Polski, 966-1945. Wydawnictwo Greenwood. str. 94.ISBN 978-0-313-26007-0
  110. ^ Minakowski, „Potomkowie Sejmu Wielkiego”,ISBN 83-918058-3-2
  111. c Boryslav Gryschiuk – Ignacy Ścibor-Marchocki, http://www.castles.com.ua/marchocki.html
  112. b Sylwester Groza, „Hrabia Ścibor na Ostrowcu”, tom I – II, Warszawa 1848
  113. ^ Stanisław Estreicher, „Bibliografia Polska, Drukarnia Universytetu Jagiellonskiego, Kraków 1912
  114.  Stanisław Estreicher, „Bibliografia Polska, Drukarnia Universytetu Jagiellonskiego, Kraków 1912, Adam Boniecki” Herbarz Polski „Warszawa 1899-1913
  115.  Chodera Janina, Kiryk Feliks (czerwony.): Słownik biograficzny historii Polski (Slownik biograficzny historii Polski), tom 2. Wrocław: Ossolineum, 2005.ISBN 8304048574.
  116. ^ Zdzisława Królikowska, Ks. Kacper Kotkowski-ostatnie lata życia. ,Zeszyty Sandomierskie , nr 8, 1998, str. 58-59
  117.  Polski Słownik Biograficzny, tom II, strona 136
  118.  Polski Słownik Biograficzny, tom XXIV, Wrocław 1979
  119. ^ Polska Akademia Nauk, „Polski Slownik Biograficzny”, Kraków od 1935 roku
  120. ^ Adam Boniecki: Herbarz polski. T. 16. Warszawa: skł. gł. Gebethner i Wolff, 1913
  121. ^ Seweryn Uruski: Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, Warszawa 1906
  122. ^ Polska Akademia Nauk, „Polski Słownik Biograficzny”, Kraków od 1935 roku

Źródła

  • Prof. Józef Szymański, Herbarz rycerstwa polskiego z XVI wieku, Warszawa 2001, ISBN  83-7181-217-5
  • Piotr Nalecz-Malachowski, Zbior nazwisk szlachty, Lublin 1805, druk Biblioteka narodowa w Warszawie 1985, (nr. Sygn. List of ruleBN80204)
  • M. Cetwiński i M. Derwich, Herby, legendy, dawne mity, Wrocław 1987
  • K. Jasiński: Rodowód pierwszy Piastów, Poznań: 2004, s. 185–187. ISBN  83-7063-409-5 .
  • Franciszek Ksawery Piekosiński, Heraldyka polska wieków srednich, Kraków, 1899
  • Karol Olejnik: Cedynia, Niemcza, Głogów, Krzyszków. Kraków: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1988.ISBN  83-03-02038-2 .
  • K. Jasiński: Rodowód pierwszy Piastów, Poznań: 2004, s. 185–187. ISBN  83-7063-409-5 .
  • Bartosz Parpocki, Herby Rycerstwa Polskiego, Kraków 1584, Kazimierz Józef Turowski, Kraków 1858, Nakladem Wydawnictwa Bibliteki Polskiej
  • Norman Davies, Boże igrzysko, t. I, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1987,ISBN  83-7006-052-8
  • Oswald Balzer był za rokiem urodzenia 1086 na podstawie zapisów najstarszego polskiego źródła: Roczników Świętokrzyskich i Rocznika kapitulny krakowski; O. Balzer: Genealogia Piastów
  • Oswald Balzer O., Genealogia Piastów, 2. wyd., Kraków 2005, ISBN  83-918497-0-8
  • W Polsce żydowskie odrodzenie kwitnie – drobni Żydzi. ”New York Times. 12 lipca 2007
  • K. Tymieniecki, Procesy tworcze formowania sie spoleczenstwa polskiego w wiekach srednich, Warszawa 1921
  • Ornatowski, http://www.ornatowski.com
  • W. Semkowicz, O litewskich rodach bojarskich zbratanych ze szlachta polska w Horodle w 1413r., Miesiecznik Heraldyczny t. VI / 1913, s.144-145, 176
  • Jan Długosz, Annales seu cronici incliti regni Poloniae, Roczniki Jana Długosza (angielskie tłumaczenie kluczowych części pracy, ISBN  1-901019-00-4 )
  • Urbasie, http://www.urbasie.com, Rycerze (do XV), s. 3, http://www.urbasie.org (dotyczy gniazd Ostoja około 1400)
  • J. Bieniak, Wielkopolska, Kujawy, ziemia leczycka w latach 1300-1306, Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu, t.LXXIV, z.2 / 1969.
  • Kaspar Niesiecki, Herbarz Polski, drukuj Jan Bobrowicz, Lipsk 1839-1846
  • Sroka, Stanisław A.: Ścibor ze Sciborzyc. Rys biograficzny. W: Polska i jej sasiedzi w póznym sredniowieczu. Kraków, Towarzystwo Naukowe „Societas Vistulana” 2000
  • Louis I. (2009). W Encyclopædia Britannica. Źródło: 24 kwietnia 2009 r. Z Encyclopædia Britannica Online: http://www.britannica.com/EBchecked/topic/348730/Louis-I
  • László: A magyar állam főméltóságai Szent Istvántól napjainkig – Életrajzi Lexikon (Wysocy urzędnicy państwa węgierskiego od Saint Stephen do współczesności – Encyklopedia biograficzna); Magyar Könyvklub, 2000, Budapeszt;ISBN  963-547-085-1
  • Mályusz, Elemér: Zsigmond király uralma Magyarországon (panowanie króla Zygmunta na Węgrzech); Gondolat, 1984;ISBN  963-281-414-2
  • Dvořáková, Daniela: Rytier a jeho kráľ. Stibor zo Stiboríc a Žigmund Lucemburský. Budmerice, Vydavatel’stvo Rak 2003,ISBN  978-80-85501-25-4
  • Bogyay, Thomas von. „Drachenorden”. W: Lexikon des Mittelalters 3. Monachium, 1986
  • Antoni Eckstein „Dzieje Ponieca do połowy XVI wieku”. Roczniki Historyczne nr 2, 1926
  • Oficjalna strona Muzeum Bran Castle, sekcja o Draculi [1]
  • John VA Fine, The Late Medieval Balkans
  • Florescu i McNally, Dracula, Prince of Many Faces
  • György Fejér (red.), Codex diplomaticus Hungariae X.4. Nr CCCXVII. Buda, 1841
  • Rezachevici, „Od Zakonu Smoka do Draculi
  • Gusztáv Wenzel: Stibor vajda, Budapeszt 1874
  • Archiwum Sióstr Augustianek, ul. Skałeczna 12, Kraków, datowany: w Krakowie, 25 marca 1987 r., Na podstawie materiałów archiwalnych T.II.ASA, s. Aleksandra Józefa Trojan
  • László, Gyula (1996), Magyars – Ich życie i cywilizacja, Corvina, s. 195,ISBN  963-13-4226-3
  • D. Piwowarczyk, Poczta rycerzy polskich XIV i XVw, Wydawca: BELLONA, Rok wydania: 2008, Język: polski, ISBN 978-83-11-11109-7 . ”
  • Bożena Mściwujewskiej – Kruk, Ryszard Kruk, Almanch Muszyny 2007
  • Julia Radziszewska, Studia spiskie. Katowice 1985
  • A. Prochaska, Scibor ze Sciborzyc, Roczniki Tow. Nauk. w Tor., R19: 1912
  • Igor Ďurič, Národná Obroda. 2004-06-08. https://web.archive.org/web/20071221211507/http://www.obroda.sk/clanok/9270/Hrady-Slovenska–Beckov/ . Pobrane 19 stycznia 2008 r.
  • Meier, Jörg; Piirainen, Ilpo Tapani; Wegera, Klaus-Peter, Deutschsprachige Handschriften in slowakischen Archiven, Berlin 2009,ISBN  978-3-11-019334-3
  • Albert II. (Król niemiecki). Encyclopædia Britannica (wyd. 11). 1911.
  • Marian Biskup, Wojna trzynastoletnia, Gdańsk 1965
  • Armorial de Gelre 1370-1395, Bibliothèque Royale de Bruxelles (ms. 15652-56)
  • Sandomierz.pl, oficyny serwis miasta Sandomierza, historia-sandomierskie legendy
  • Minakowski, ISBN  83-918058-3-2
  • Adam Boniecki „Herbarz Polski” Warszawa 1899-1913
  • Severyn Uruski „Rodzina. Herbarz Szlachty Polskiej”, Warszawa 1904-1917
  • Kasper Niesiecki, „Herbarz Polski” Lipsk, 1839–1846
  • Wojciech Wijuk Kojalowicz, Herbarz, Kraków 1897
  • Tomasz Lenczewski, „Genealogie Rodow Utytulowanych w Polsce”, 1995–1996
  • Szymon Konarski, „Armorial de la Noblesse Polonaise Titree”, Paryż 1958
  • Węgierska arystokracja (Magyar Arisztokrácia) – http://ferenczygen.tripod.com/
  • Ilona Czamańska, „Wiśniowieccy; Monografia Rodu”, ISBN  978-83-7177-229-0
  • Stanisław Estreicher, „Bibliografia Polska, Drukarnia Universytetu Jagiellonskiego, Kraków 1912
  • Tadeusz Korzon, „Wewnetrzne dzieje Polski za Slanisława Augusta”, Kraków 1897
  • T. Chrzanowski, „Dziedzictwo. Ziemianie polscy i ich udział w życiu narodu”, Kraków, Znak, 1995
  • J. Żarnowski, „Społeczeństwo II Rzeczypospolitej 1918-1939”, Warszawa 1973
  • Polska Akademia Nauk, „Polski Slownik Biograficzny” ( Polski Słownik Biograficzny ), Kraków od 1935 roku
  • Sylwester Groza, „Hrabia Ścibor na Ostrowcu”, tom I – II, Warszawa 1848
  • Historia Transylwanii autorstwa Akadémiai Kiadó http://mek.niif.hu/03400/03407/html/118.html
  • P. Engel, Zsigmond bárói (Baronowie Zygmunta), w E. Marosi i in.
  • Manteuffel, Tadeusz (1982). Formacja państwa polskiego: okres reguły książęcej, 963-1194. Wayne State University Press. str. 149.ISBN  978-0-8143-1682-5
  • Pal Engel, Królestwo św. Szczepana, historia średniowiecznych Węgier 895-1526 , Nowy Jork 2001,ISBN  1-85043-977-X
  • Helmut Nickel, The Down of Chivalry, The Metropolitan Art Museaum
  • Helmut Nickel, Tamga i Runy, Magiczne liczby i magiczne symbole, Metropolitan Art Museum 1973
  • Richard Brzeziński i Mariusz Mielczarek, Sarmaci 600 pne-450 ne (mężczyźni-broń nr 373), Oxford: Osprey Publishing, 2002. ISBN  978-1-84176-485-6

 

11.05.2019

 

„De origine et situ Germanorum” czyli Germania Tacyta

Ancient_Germania_-_New_York,_Harper_and_Brothers_1849 (1)

Germania (łac. De origine et situ Germanorum, dosłownie – O pochodzeniu i kraju Germanów) – napisana przez Publiusza Korneliusza Tacyta około roku 98 n.e, jest etnograficznym dziełem o plemionach Barbarzyńców żyjacych poza granicami Cesarstwa rzymskiego, od Renu do Wisły, i od Dunaju na północ do Morza Baltyckiego i Północnego.
Granica na Wiśle między Germanią a Sarmacją była oczywiście umowna, Rzymianie mający duże kłopoty z klasyfikacją plemion barbarzyńskich podzielili w taki sposób ten ogromny obszar.
Tacyt wymienia 60 takich plemion, ile z nich miało korzenie prasławianskie ciężko powiedzieć, turbosłowianie powiedzą że wszystkie ale to gadka bez dowodów i bez źródeł.
Teutony czyli Anglowie, Sasi i Jutowie którzy najechali Brytanie w połowie V wieku nie byli Sławianami więc element teutoński istniał na terenie zachodniej Germanii napewno już w Antyku i nie spadł tam z nieba nad Ren w V wieku, Fryzowie mieszkający jak dziś Holandia też Sławianami nie byli, podobnie u Nas – element prasławiański istniał na terenie Odrowiśla i nie „wskoczył” tam nagle z prypeckich bagien.
Myślę że można spokojnie zakładać że od Wisły do Łaby Germania była prasławiańska, ponieważ od Łaby na wschód nie stwierdzono i nie istniały żadne ślady kolonizacji i osadnictwa Teutonów aż do czasów Karola Wielkiego czyli do IX wieku.
Pisał o tym i argumentował ten fakt np. Anglik Thomas William Shore w książce „Origin of the Anglo-Saxon race” z 1906 roku.
Od Łaby do Renu Germania była zapewne mieszana etnicznie i Teutoni i Prasławianie funkcjonowali tam razem, kiedyś haplogrup nie było a wszystkie te plemiona były Poganami wielbiącymi Słońce, Błyskawicę i szeroko rozumianą naturę.
Starożytne europejskie Pogaństwo to tzw religia naturalna
https://www.wikiwand.com/pl/Religia_naturalna
Dzieło Tacyta zachowało się tylko w jednym egzemplarzu znalezionym w opactwie Hersfeld w Niemczech i przeniesione zostało do Włoch w roku 1455, gdzie Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II), po raz pierwszy zbadał je i zanalizował, wzbudzając zainteresowanie pośród niemieckich humanistów, takich jak Konrad Celtis, Johannes Aventinus czy Ulrich von Hutten .
Po studiach i debatach pismo to zostało uznane za autentyczne źródło obrazu starożytnej Germanii.
Kto nie czytał to zapraszam do lektury
KVB

KSIĘGA O POCHODZENIU I SIEDZIBACH GERMANÓW

 

1. Germania jako całość oddzielona jest od Galów, Retów i Pannonów rzekami Renem i Dunajem, od Sarmatów i Daków – wzajemnym strachem bądź górami. Resztę otacza Ocean, obejmujący szerokie półwyspy i niezmierzone przestrzenie wysp: poznano tam niedawno pewne ludy i królów, ujawnionych dzięki wojnie.  Ren, biorąc początek wśród niedostępnych i stromych szczytów Alp Retyckich, po nieznacznym skręcie na zachód miesza się z północnym Oceanem. Dunaj, wypływając z łagodnie i miękko wznoszącego się pasma gór Abnoby, dociera do wielu ludów, aż wreszcie sześcioma odnogami wpada do Morza Pontyjskiego; siódme ujście pochłaniają bagna.

2. Samych Germanów uznałbym za tubylców, którzy prawie nie wymieszali się z innymi, przybywającymi do nich ludami ani z gośćmi. Wszak nie lądem niegdyś, lecz na statkach przemieszczali się ci, którzy pragnęli zmienić swe siedziby, a do niezmierzonego Oceanu, leżącego – że tak powiem – po przeciwnej stronie Ziemi, docierają nieliczne tylko okręty z naszego świata. Poza tym, pomijając niebezpieczeństwa strasznego i nieznanego morza, któż opuściłby Azję, Afrykę lub Italię i podążał do Germanii, ziemi brzydkiej, o surowym klimacie, ponurej z wyglądu i niecywilizowanej, gdyby nie była jego ojczyzną?

W starożytnych pieśniach, gdyż tylko taka jest u nich forma pamięci i kronik, opiewają boga Tuistona, zrodzonego z ziemi. Jemu przypisują syna Mannusa, praprzodka i założyciela ludu, Mannusowi – trzech synów, od których imion najbliżsi Oceanu mają zwać się Ingewonami, mieszkający w środku – Herminonami, pozostali – Istewonami. Niektórzy – opowieść o zamierzchłych czasach dopuszcza wszak swobodę – zapewniają, że wiecej było boskich potomków i liczniejsze nazwy plemion: Marsowie, Gambrywiowie, Swebowie, Wandyliowie, oraz że są to imiona prawdziwe i starożytne; ponadto, że nazwa Germania jest świeża i nadana niedawno, ponieważ Germanami nazywali się niegdyś ci, którzy pierwsi przekroczyli Ren i wypędzili Gallów, dziś zwani Tungrami. Owa nazwa – plemienia, nie ludu – powoli tak się utrwaliła, że najpierw ze strachu wszystkich zaczęto zwać imieniem zwycięzcy, wkrótce potem sami siebie nazwali nowym imieniem Germanów.

3. Wspominają, że przebywał u nich i Herkules, którego – pierwszego z wszystkich dzielnych mężów – opiewają, idąc do walki. Mają również takie pieśni, których brzmienie, zwane przez nich barditus, podnosi ich na duchu, a to, jak śpiewają, wróży im wynik nadchodzącej bitwy. Budzą bowiem trwogę lub popadają w nią, wedle tego, jak zabrzmi pieśń w szyku, a śpiew ich zdaje się już nie głosem, lecz współbrzmieniem męstwa. Szczególnie ceniąc sobie szorstkość dźwięku i przerywany pomruk, przybliżają tarcze do ust, aby głos, odbity od nich, narastał, stając się pełniejszy i cięższy. Niektórzy sądzą ponadto, że również Ulisses dotarł do Germanii, zagnany w tę część Oceanu podczas swej długiej, legendarnej tułaczki, i że Asciburgium, leżące na brzegu Renu i do dziś zamieszkane, zostało założone i nazwane przez niego; co więcej, że znaleziono niegdyś w tym miejscu ołtarz poświęcony Ulissesowi wraz z imieniem jego ojca, Laertesa, oraz że do dziś na pograniczu Germanii i Recji istnieją jakieś pomniki i grobowce z napisami wykonanymi literami greckimi. Nie zamierzam ani dowodzić tego, ani temu zaprzeczać; niech każdy według swej natury da wiarę lub nie.

4. Sam przychylam się do poglądów tych, którzy sądzą, że plemiona Germanii, nie wchodząc w związki małżeńskie z innymi ludami, zawsze były ludem odrębnym, czystym i podobnym tylko do siebie. Stąd też, wśród takiej masy ludzi, wygląd ciał jest jednakowy u wszystkich: dzikie, niebieskie oczy, rude wlosy, ciała potężne, wytrzymałe tylko w ataku. Wytrwałość w pracy wymagającej wysiłku już nie ta sama; źle też znoszą pragnienie i upały, do chłodu i głodu – pod takim niebem i na takiej ziemi – przywykli.

5. Ziemia, jeśli nawet ma trochę zróżnicowany wygląd, ogólnie jednak albo jest porośnięta groźnym lasem, albo pokryta strasznymi bagnami, wilgotniejsza bliżej Galii, bardziej wystawiona na wiatry w sąsiedztwie Noricum i Pannonii; dość płodna, drzewom owocowym niechętna, w trzodę obfita, lecz zwykle niepozorną. Nawet bydłu brak dorodności oraz ozdoby czoła; cieszą się jego liczbą, bo to ich jedyne i najcenniejsze bogactwo. Srebra i złota bogowie – nie wiem, z przychylności, czy z gniewu – poskąpili. Nie przysiągłbym jednak, że nie ma zupełnie w Germanii żył srebra lub złota: któż bowiem to zbadał? Do ich posiadania i używania nie przywiązują takiej wagi jak my. Srebrne naczynia, ofiarowane w darze ich posłom i naczelnikom, można u nich zobaczyć w takim samym lekceważeniu jak ulepione z gliny. Niemniej jednak najbliżsi nam cenią złoto i srebro, jako użyteczne w handlu, a także rozpoznają pewne rodzaje naszych pieniędzy i przedkładają je nad inne. Mieszkający w głębi kraju praktykują prostszy i dawniejszy zwyczaj: wymianę towarów. Pieniądze lubią stare i od dawna znane, serraty i bigaty. Wolą też srebro od złota, lecz nie z upodobania, ale jedynie dlatego, że wartość pieniądza srebrnego jest stosowniejsza dla handlujących towarem powszechnym i tanim.

6. Nawet żelaza nie mają w nadmiarze, jak można wnosić z rodzaju broni. Nieliczni używają mieczy lub większej broni drzewcowej; noszą włócznie, zwane przez nich frameami, o wąskim i krótkim grocie, lecz tak ostrym i wygodnym w użyciu, że tą samą bronią walczą w razie potrzeby zarówno z bliska, jak i na odległość. Jeździec zadowala się tarczą i frameą, piechurzy, nadzy albo w lekkim płaszczu, miotają nadto oszczepy, każdy wiele i niezmiernie daleko. Nie chełpią się zdobnością; jedynie tarcze barwią nader wyszukanymi kolorami. Nieliczni mają zbroje, ledwo który – hełm metalowy albo skórzany. Konie nie wyróżniają się wyglądem ani szybkością. Nie uczą ich, jak my, przeróżnych zwrotów; prowadzą w przód albo jednym skrętem w prawo, tak zacieśniając szereg, że nikt nie pozostaje z tyłu. Ogólnie biorąc, więcej siły w piechocie; dlatego też walczą przemieszani, gdyż piechurzy, wybrani spośród całej młodzieży i ustawieni z przodu szyku, dorównują w szybkości walczącym jeźdźcom. Określona jest także ich liczba: po stu z każdego okręgu, stąd nazywani są wśród swoich „setką”; co zatem pierwotnie było liczbą, stało się zaszczytnym imieniem. Szyk ustawia się w kliny. Odwrót z pola, jeśli ponownie zaatakujesz, to dla nich znak roztropności raczej niż bojaźni. Ciała swoich wynoszą nawet z nierozstrzygniętych bitew. Porzucenie tarczy poczytują za szczególną hańbę i nie godzi się zniesławionemu uczestniczyć w obrzędach ani w zgromadzeniu; ocalałym w ten sposób z wojny nieraz powróz kończył niesławę.

7. Królów wybierają podług urodzenia, wodzów podług męstwa. Ale władza królów nie jest nieograniczona i niezależna, wodzowie zaś raczej przykładem niż dzięki swej władzy – jeśli są w gotowości, widoczni, jeśli walczą przed szykiem – wzbudzając podziw zyskują posłuszeństwo. Zresztą stracić kogoś, uwięzić, czy nawet wychłostać wolno jedynie kapłanom, i to nie w charakterze kary, ani nie z rozkazu wodza, lecz jakby z woli boga, który – jak wierzą – towarzyszy walczącym. Do walki niosą wizerunki i pewne znaki wzięte z gajów. Szczególnym zaś bodźcem dla ich męstwa jest to, że nie przypadek ani dowolne skupisko tworzy oddział lub klin, lecz więzy rodzinne i pokrewieństwo; również najbliżsi znajdują się nieopodal, stąd słychać zawodzenie kobiet, kwilenie niemowląt. To dla każdego najważniejsi świadkowie, od nich największa pochwała. Zanoszą swe rany do matek, do żon, a te nie lękają się zliczyć ich i opatrzyć; przynoszą też walczącym posiłek i zachętę.

8. Pamięć przekazuje, że niejeden szyk, wygięty już i chwiejny, uratowały kobiety, w nieustającym błaganiu ukazując walczącym swe piersi oraz przypominając o nieuchronnej niewoli; doprawdy bardziej obawiają się jej oni dla swych kobiet, dlatego też łatwiej można podporządkować sobie poszczególne ludy, jeżeli nakaże im się wydać jako zakładników także szlachetnie urodzone dziewczęta. Co więcej, uważają, że jest w kobietach coś świętego i wieszczego, stąd nie gardzą ich radą ani nie lekceważą przepowiedni. Widzieliśmy za Boskiego Wespazjana, że wielu długo uważało za istotę nadprzyrodzoną Weledę; ale i dawniej czcili Albrunę i wiele innych, przy tym dalecy od schlebiania im i bez zamiaru czynienia z nich bogiń.

9. Spośród bogów najbardziej czczą Merkurego; w określone dni godzi się składać mu w ofierze nawet ludzi. Herkulesa i Marsa przejednują dozwolonymi zwierzętami. Część Swebów składa ofiary również Izydzie. Gdzie przyczyna i początek obcego kultu, wiem niewiele, jedynie to, że sam znak o kształcie liburny dowodzi sprowadzenia obrządku. Ponadto, z uwagi na wielkość tego, co niebiańskie, nie zwykli zamykać bogów w czterech ścianach ani przedstawiać ich jakkolwiek na kształt ludzki. Poświęcają im gaje i lasy, a imiona bogów nadają temu tajemnemu bytowi, który im jedynie bojaźliwa cześć pozwala dostrzec.

10. Jak nikt inny przywiązują wagę do wróżb i wyroczni. Zasada wyroczni jest prosta: gałązkę odciętą z drzewa owocowego tną na kawałki, po czym, umieszczając na nich pewne znaki, rozrzucają je przypadkowo i byle jak na białej tkaninie. Następnie kapłan plemienia, jeśli rzecz jest publiczna, albo ojciec rodziny, jeśli prywatna, wzywa bogów i spoglądając w niebo podnosi jeden po drugim trzy z nich, interpretując je stosownie do wyrytych uprzednio znaków. Jeśli są nieprzychylne, nie zasięga się ponownie rady w tej sprawie aż do końca dnia, jeśli zaś dają pozwolenie, szuka się jeszcze potwierdzenia we wróżbach. Znają i tu wróżby z głosów oraz z lotu ptaków; co zaś osobliwe – słuchają również przepowiedni i ostrzeżeń koni. Żywi się je na koszt publiczny w owych lasach i gajach, białe, nieskalane żadną pracą dla człowieka; zaprzężonym do świętego wozu towarzyszy kapłan z królem albo naczelnikiem plemienia, wsłuchując się w ich parskanie i rżenie. A żadna wróżba nie jest od tej bardziej wiarygodna, nie tylko wśród ludu, lecz także wśród możnych i kapłanów. Ci bowiem uważają siebie za sługi bogów, konie – za ich powierników. Istnieje jeszcze inna praktyka wróżb, które przepowiadają im wynik ciężkich wojen. Jeńca z tego ludu, z którym toczy się wojna, jakimś sposobem pochwyconego, stawiają do walki z wybranym spośród swoich współplemieńców. Każdy walczy ojczystą bronią, a zwycięstwo jednego lub drugiego przyjmują za przepowiednie.

11. W mniejszych sprawach radzą naczelnicy, w większych ogół, ale tak, że kwestie rozstrzygane przez lud omawiane są wcześniej przez naczelników. Schodzą się, jeśli nie zdarzy się przypadkiem nic nagłego, w określone dni podczas nowiu albo pełni księżyca, co uważają za najpomyślniejszy początek przedsięwzięć. Nie liczą zresztą czasu według dni, jak my, lecz według nocy. Tak postanawiają, tak się umawiają: noc zdaje się sprowadzać dzień. Taką zaś mają wskutek wolności wadę, że nie schodzą się jednocześnie, jak na rozkaz, lecz drugi i trzeci dzień marnują wskutek opieszałości przybywających. Zasiadają uzbrojeni, jak się każdemu w tłumie spodoba. Ciszę zarządzają kapłani, którym wówczas przysługuje także prawo karcenia. Wtedy głos zabiera król lub naczelnicy, wedle wieku, urodzenia, zasług wojennych, daru wymowy, lecz bardziej z mocą doradczą niż z władzą rozkazywania. Jeśli wniosek się nie spodoba, odrzucają go podnosząc zgiełk, gdy spodoba się, uderzają frameami jedna o drugą; najzaszczytniejszy to rodzaj zgody, gdy do swej pochwały użyją broni.

12. Na zgromadzeniu wolno także wnieść oskarżenie oraz wszcząć proces w sprawie gardłowej. Charakter kary zależy od występku: zdrajców i zbiegów wieszają na drzewach, bojaźliwych, tchórzy oraz cieleśnie zniesławionych topią w błocie lub bagnie, zarzucając ich z góry chrustem. Owo zróżnicowanie kary wynika z przekonania, że karząc przestępstwa należy je ujawniać, karząc zaś hańbę – ukryć ją. Lecz i dla każdego drobniejszego występku mają stosowną karę; na skazanych nakłada się grzywnę w koniach i trzodzie. Część grzywny wypłacana jest królowi lub plemieniu, część temu, który się jej domaga lub jego krewnym. Na tych samych zgromadzeniach wybiera się też naczelników, którzy wymierzają sprawiedliwość w okręgach i wsiach. Każdy z nich ma po stu towarzyszy z ludu, jako doradców i dla dodania sobie autorytetu.

13. Niczego zaś ani publicznie, ani prywatnie nie przeprowadzają, inaczej jak tylko uzbrojeni. Jednak według obyczaju nosić broń wolno każdemu dopiero wtedy, gdy plemię uzna, że jest do tego gotów. Wówczas, właśnie na zgromadzeniu, któryś z naczelników albo ojciec lub krewni zdobią młodzieńca tarczą i frameą: to dla nich toga, to dla nich pierwszy zaszczyt młodości; wcześniej wydają się częścią domu, odtąd – wspólnoty. Znakomite urodzenie albo wielkie zasługi ojców zapewniają godność naczelnika nawet bardzo młodym; dołączają oni do innych, silniejszych i bardziej doświadczonych, a wstydu im nie przynosi pokazać się między towarzyszami. Nawet w drużynie panuje hierarchia, wedle decyzji tego, za którym idą. Wielkie współzawodnictwo istnieje zarówno w drużynie, o pierwsze miejsce przy naczelniku, jak i wśród naczelników, o najliczniejszą i najdzielniejszą drużynę. Jest dla nich oznaką godności i mocy otaczać się zawsze gromadą doborowych młodzieńców; w czasie pokoju są im oni ozdobą, na wojnie – obroną. Ci, którzy wyróżniają się wielkością i męstwem drużyny, zyskują rozgłos i sławę nie tylko wśród swego ludu, lecz także u sąsiednich plemion. Do nich wyprawia się poselstwa, obsypuje darami, a nieraz sama ich sława kładzie kres wojnom.

14. Gdy przychodzi stanąć w szyku, hańbą jest dla naczelnika dać się przewyższyć w męstwie, hańbą dla drużyny nie dorównać w męstwie naczelnikowi. Już zaś na całe życie niesławę i hańbę przynosi, gdy ktoś przeżyje naczelnika i powróci z bitwy. Głównym wszak ich zobowiązaniem jest bronić go i strzec oraz uświetniać własnymi mężnymi czynami jego chwałę: naczelnicy walczą dla zwycięstwa, drużyna dla naczelnika. Jeśli plemię, w którym się narodzili, gnuśnieje w długotrwałym pokoju i bezczynności, większość szlachetnie urodzonych młodzieńców z własnej woli podąża do plemion, które właśnie prowadzą jakąś wojnę; lud ten bowiem nie lubi spokoju, a też łatwiej zabłysnąć wśród niebezpieczeństw; poza tym wielkiej drużyny nie utrzymasz inaczej, niż wśród przemocy i wojny. Domagają się bowiem od swego naczelnika hojności: a to konia bojowego, a to skrwawionej i zwycięskiej framei, albowiem biesiady i zbytek, wystawny choć niewyszukany, mają w charakterze zapłaty. Źródłem szczodrobliwości są wojny i grabieże. Nie tak łatwo nakłonisz ich, by zaorali ziemię i czekali na plony, jak do tego, by wyzwali wroga do walki i zasłużyli na rany; co więcej, wydaje się im gnuśnością i tchórzostwem zdobywać w pocie czoła to, co możesz zdobyć krwią.

15. Ilekroć nie ruszają na wojnę, spędzają [nie]wiele czasu na polowaniach, więcej znacznie w bezczynności, oddani spaniu i obżarstwu. Kto najdzielniejszy i najwaleczniejszy, nic nie robi; troska o dom, penaty i pola złożona jest w ręce kobiet, starców i najniedołężniejszych w rodzinie; sami próżnują, a szczególna to sprzeczność natury, że ci sami ludzie zarazem tak kochają lenistwo i tak nienawidzą spokoju. Jest w zwyczaju plemion, by każdy z osobna dobrowolnie przynosił naczelnikowi trochę bydła lub plonów, które przyjmowane w dowód czci przydają się również w potrzebie.

16. Wiadomo dość dobrze, że plemiona germańskie nie zamieszkują żadnych miast, a nawet nie dopuszczają łączenia siedzib. Mieszkają z dala od siebie, każdy w innym miejscu, wedle tego, jakie kto sobie upodoba źródło, pole lub las. Nie zakładają wsi jak my, z domami stojącymi obok siebie, lecz każdy zostawia wolną przestrzeń wokół swego domu, aby zabezpieczyć się przed ogniem, a może po prostu dlatego, że nie umie budować inaczej. Nie używają nawet kamienia ani dachówek, korzystając zawsze z nieociosanego drewna, bez troski o piękno i wygląd. Pewne miejsca staranniej zdobią gliną, tak jasną i błyszczącą, że przypomina barwne linie malowideł. Zwykli też drążyć podziemne jamy i przykrywać je grubo nawozem, jako schronienie przed zimą i schowek na plony. Takie miejsca bowiem łagodzą ostrość mrozów, wróg zaś, gdy nadchodzi, plądruje to, co na wierzchu, a miejsca ukryte pod ziemią albo pozostają mu nieznane, albo tym właśnie go zwodzą, że wymagają poszukiwań.

17. Okryciem każdego jest płaszcz spięty zapinką albo, gdy jej brak, kolcem; poza tym nieokryci, spędzają całe dnie wokół paleniska i ognia. Najzamożniejszych wyróżnia strój, jednak nie luźny, jak u Sarmatów i Partów, ale obcisły, uwydatniający kształty ciała. Noszą też skóry dzikich zwierząt: najbliżsi rzeki – niedbale, a mieszkający dalej – staranniej, ponieważ wraz z handlem nie dotarły do nich wytwory cywilizacji. Skóry zdarte z wybranych zwierząt zdobią cętkami ze skór stworzeń żyjących w zewnętrznym Oceanie i nieznanym morzu. Kobiety ubierają się nie inaczej niż mężczyźni, częściej jedynie noszą okrycia lniane, zdobione purpurą, a ponieważ z górnej części szaty nie tworzą rękawów, mają nagie łokcie i ramiona; także najbliższa ramieniu część piersi pozostaje nieokryta.

18. Obyczaje małżeńskie są tam jednakże surowe, a żadne inne nie zasługują na większą pochwałę. Albowiem chyba tylko oni wśród barbarzyńców zadowalają się jedną żoną z wyjątkiem nielicznych, którzy – nie z pożądliwości, lecz wskutek wielu składanych im propozycji wynikających z ich szlachetnego pochodzenia – związani są liczniejszymi małżeństwami. Posągu nie wnosi żona mężowi, lecz żonie mąż. Obecni przy tym rodzice i krewni przyjmują dary, jednak dary pomyślane nie dla niewieściej przyjemności i nie ku ozdobie panny młodej, lecz woły, konia wraz z rzędem oraz tarczę z frameą i mieczem. Za te dary dostaje się żonę, a ona w zamian ofiarowuje mężowi coś z uzbrojenia: to jest dla nich najściślejsza więź, to są tajemne obrzędy, to uważają za bogów małżeństwa. Aby żona nie sądziła, że może nie rozmyślać o męstwie i pozostawać z dala od wojennych wydarzeń, przy samym zawarciu małżeństwa przypomina się jej, że przybywa jako towarzyszka trudów i niebezpieczeństw, ta, która w czasie pokoju i podczas bitwy tak samo będzie się narażać i cierpieć. Świadectwem tego są sprzężone woły, koń gotów do walki i podarowana broń: oto, jak ma żyć i jak ma ginąć. To, co przyjmuje, powinna w nienaruszonym i godnym stanie przekazać dzieciom; dostaną to synowe i znów oddadzą wnukom.

19. Żyją więc one w nieskalanej obyczajności, niezepsute pokusami widowisk ani czarem uczt. Pisma i jego sekretów nie znają zarówno mężczyźni, jak kobiety. Z rzadka, jak na tak liczny lud, dochodzi do cudzołóstwa. Kara za nie jest natychmiastowa i zastrzeżona dla mężów: obnażoną i z obciętymi włosami wygania mąż na oczach krewnych z domu i chłoszcząc pędzi przez całą wieś. Nie ma wszak przebaczenia dla bezwstydnej: choć piękna, choć młoda, choć zamożna, męża już nie znajdzie. Nikt bowiem nie śmieje się tam z powodu występków, a szerzenie zepsucia i uleganie mu nie uchodzi za ducha czasu. Lepiej jeszcze postępują te plemiona, u których za mąż wychodzą jedynie dziewice: ich nadzieje i modlitwy spełniają się tylko raz. Tak jak jedno im dane ciało i jedno życie, tak jednego biorą sobie męża, aby nie sięgać myślą ani pożądaniem poza związek z nim i kochać w nim nie tyle męża, ile małżeństwo. Ograniczać liczbę dzieci albo zabić kogoś z potomstwa mają za hańbę, a więcej tam dobre obyczaje ważą niż gdzie indziej dobre prawa.

20. Chodząc po całym domostwie nadzy i brudni, nabierają takiej postury i takich rozmiarów ciała, które wzbudzają nasz podziw. Każde dziecko karmione jest piersią przez własną matkę, a nie oddaje się ich niewolnicom lub mamkom. Pana od niewolnika nie odróżnisz po lepszym sposobie wychowania. Pędzą życie wśród tej samej trzody i na tej samej ziemi, aż wiek oddzieli wolnych, a męstwo uzna ich za swoich. Późno młodzieńcy zaczynają współżycie, stąd też niewyczerpany ich wigor. Także dziewcząt się nie pośpiesza; ta sama u nich świeżość młodości, podobny wzrost: dobierają się wedle sił fizycznych i zdrowia, a moc po rodzicach przejmują dzieci. Dla siostrzeńców równie zaszczytne miejsce jest u wuja, co u ojca. Niektórzy nawet uważają takie więzy krwi za ściślejsze i bardziej uświęcone, a przyjmując zakładników domagają się właśnie siostrzeńców, jako tych, którzy mają skuteczniej zapewniać przychylność i wiązać większą część rodziny. Dziedzicami jednak i następcami czynią swoje własne dzieci, i to bez testamentu. Jeśli nie ma dzieci, kolejno dziedziczą bracia, stryjowie i wujowie. Im więcej krewnych, im większa liczba powinowatych, tym milsza starość; bezdzietność zaś nie daje żadnych korzyści.

21. Obowiązkiem jest brać na siebie zarówno przyjaźnie czy to ojca, czy to krewnego, jak i nieprzyjaźnie. Te jednak nie trwają nieprzejednane; nawet zabójstwo da się bowiem zmyć określoną liczbą trzody i bydła; zadośćuczynienie przyjmuje cały dom, z korzyścią publiczną, ponieważ nader niebezpieczne są nieprzyjaźnie pośród wolnych. Biesiadom i gościnności żaden inny lud nie oddaje się szczodrzej. Nie wpuścić kogokolwiek pod dach uchodzi za niegodziwość; każdy podejmuje gościa przygotowaną stosownie do możliwości ucztą. Gdy zapasy się wyczerpią, gospodarz staje się przewodnikiem i towarzyszem; udają się do sąsiedniego domu bez zaproszenia. Lecz nic w tym zdrożnego: podejmowani są z równą życzliwością. Co się tyczy gościnności, nikt nie dzieli ludzi na znanych i nieznanych. Obyczaj nakazuje obdarować odchodzącego, o ile sobie czegoś zażyczy; również zażyczyć sobie czegoś wzajem można bez trudu. Cieszą się z darów, lecz ani ofiarowanych nie liczą, ani otrzymanymi nie czują się zobowiązani. [Pożywienie gościa i gospodarza jest jednakowe].

22. Prosto ze snu, który przeważnie przeciągają długo w dzień, idą się myć, zazwyczaj w ciepłej wodzie, gdyż większą część roku trwa u nich zima. Umyci zabierają się do posiłku; każdy ma swoje miejsce do siedzenia i własny stół. Następnie udają się do zajęć, a nie rzadziej na uczty, zawsze uzbrojeni. Strawić dzień i noc na piciu nikogo nie hańbi. Częste, jak to wśród pijanych, sprzeczki z rzadka kończą się na obelgach, częściej rozlewem krwi. Ale i o wzajemnym godzeniu nieprzyjaciół, i o kojarzeniu małżeństw, i o powoływaniu naczelników, o pokoju wreszcie i wojnie radzą zazwyczaj na ucztach, jakby przy żadnej innej okazji umysł nie był równie otwarty na zwykłe sprawy i do wielkich równie się nie zapalał. Lud wolny od podstępu i przebiegłości otwiera nadto w takiej chwili zakamarki serc, zatem jawne jest, co każdy myśli. Nazajutrz powraca się do sprawy, a jedna i druga pora ma swoje uzasadnienie: naradzają się, gdy nie umieją kłamać, postanawiają, gdy nie mogą sie mylić.

23. Napój mają z jęczmienia lub pszenicy, sfermentowany, trochę na podobieństwo wina. Ci, którzy mieszkają nad brzegiem, kupują też wino. Strawę mają prostą: leśne owoce, świeżą dziczyznę lub zsiadłe mleko. Bez wystawności, bez pobłażania zmysłom odpędzają głód. W zaspokajaniu pragnienia nie okazują już takiej wstrzemięźliwości: jeśli zacznie się pobłażać ich pijaństwu, podsuwając im, ile zapragną, nie mniej łatwo pokonani zostaną własnymi przywarami niż orężem.

24. Rodzaj widowisk mają jeden i wszędzie ten sam: nadzy młodzieńcy, dla których jest to rozrywka, skacząc rzucają się pomiędzy miecze i najeżone framee. Ćwiczenie zrodziło biegłość, biegłość – sztukę, jednak nie dla zysku czy zapłaty; nagrodą za najbardziej nawet śmiały wyczyn jest zadowolenie widzów. W kości grają – czemu może się zdziwisz – na trzeźwo i na poważnie, wygrywając i przegrywając z taką lekkomyślnością, że gdy już nic im nie zostanie, ostatnim rzutem grają o własną wolność. Zwyciężony idzie w dobrowolną niewolę: choć młodszy, choć silniejszy, pozwala się związać i wystawić na sprzedaż. Jest w tym jakaś niedorzeczna zawziętość, którą oni zwą wiernością zobowiązaniom. Pozyskanych w ten sposób niewolników sprzedają, by również siebie uwolnić od wstydu takiego zwycięstwa.

25. Zresztą korzystają z niewolników nie tak jak my, którzy rozdzielamy poszczególne obowiązki między służbę. Każdy z nich ma swoją siedzibę i swoje domowe ognisko. Pan nakłada na niewolnika daninę w zbożu, trzodzie lub tkaninach, jak na dzierżawcę, i o tyle tylko jest mu on podległy; pozostałe domowe obowiązki wypełnia żona i dzieci. Rzadko chłoszczą niewolnika lub zakutego w kajdany zmuszają do pracy: zdarza się, że zabijają, jednak nie z surowości dyscypliny, lecz w popędzie gniewu, jak nieprzyjaciela, z tą tylko różnicą, że bezkarnie. Wyzwoleńcy stoją niewiele wyżej od niewolników, rzadko dochodzą do znaczenia w domu, nigdy w plemieniu, z wyjątkiem jedynie ludów rządzonych władzą królewską. Tam bowiem wyrastają i ponad wolnych, i ponad szlachetnie urodzonych; u pozostałych nierówność wyzwoleńców jest dowodem istnienia wolności.

26. Nie znają lichwy i ciągniętych z niej zysków; w ten sposób lepiej się przed nią chronią, niż gdyby była zakaźna. Pola, stosownie do liczby uprawiających, zajmowane są przez ogół na zmianę; dzielą je następnie między siebie według godności, a rozległość terenu ułatwia podział. Pola co roku zmieniają, a ziemi jest pod dostatkiem. Nie trudzą się, by grunty były żyźniejsze i bardziej rozległe, nie zakładają sadów, nie wydzielają łąk, nie nawadniają ogrodów: ziemi powierza się jedynie zasiew. Stąd także roku nie dzielą na tyle części co my: zima, wiosna i lato mają u nich swój sens i nazwę, jesieni zaś ani imienia, ani darów nie znają.

27. Nie przywiązują wagi do wystawności pochówku: przestrzega się tylko, by ciała sławnych mężów zostały spalone na określonym rodzaju drewna. Budując stos, nie gromadzą na nim ani szat, ani wonności; każdemu do ognia wkładają jego własną broń, niektórym dodają też konia. Grób wznoszą z darni; pomnikami – wzniosłymi i kunsztownymi oznakami zaszczytu – gardzą jako ciężarem dla zmarłych. W lamencie i łzach ustają szybko, późno w bólu i smutku. Kobietom przystoi opłakiwać, mężczyznom – zachowywać w pamięci. Tyle dowiedzieliśmy się ogólnie o pochodzeniu i obyczajach wszystkich Germanów. Teraz powiem o instytucjach i praktykach poszczególnych ludów, na ile się różnią, oraz o tym, które plemiona z Germanii wywędrowały do Galii.

28. Boski Juliusz, najszacowniejszy z autorów, podaje, że niegdyś siły Galów były znaczniejsze; wiarygodne jest tedy, że również oni przybywali do Germanii. Jakże znikomą przeszkodę stanowiła bowiem rzeka dla ludu, który wyrósł w siłę, by zmieniał siedziby i zajmował nowe obszary, dotąd wspólne i niepodzielone między władztwa królestw. Tak więc między Lasem Hercyńskim a rzekami Renem i Menem osiedlili się Helwetowie, dalej Bojowie, oba ludy galijskie. Dotąd przetrwała nazwa Boihaemum, przypominając o dawnej historii miejsca pomimo zmiany jego mieszkańców. Lecz czy Arawiskowie przesiedlili się do Pannonii od Osów, ludu germańskiego, czy też Osowie od Arawisków do Germanii – a do dziś mają ten sam język, te same prawa i zwyczaje – trudno orzec, jako że dawniej życie na obu brzegach – w równej biedzie i równej wolności – miało te same zalety i te same wady. Trewerowie i Nerwiowie chełpią się germańskim pochodzeniem, które – jako chwalebne – zaprzecza jakoby ich podobieństwu do gnuśnych Galów. Sam brzeg Renu zamieszkują niewątpliwie plemiona germańskie: Wangionowie, Tribokowie, Nemetowie. Nawet Ubiowie, chociaż zasłużyli, by stać się rzymską kolonią i chętnie zwą się od imienia jej założycielki Agrypińczykami, nie wstydzą się swego pochodzenia. Wszak niegdyś, przekroczywszy Ren, zostali w dowód uznania dla sprawdzonej wierności umieszczeni na samym jego brzegu, by nas bronić, nie zaś by mieć w nas ochronę.

29. Najmężniejsi ze wszystkich tych ludów Batawowie zamieszkują niewielki odcinek brzegu, głównie zaś wyspę na Renie. Plemię to, niegdyś część Chattów, wskutek domowych waśni przeniosło się do dzisiejszych siedzib, by stać się tu częścią Imperium Rzymskiego. Jako ślad dawnego sojuszu pozostał im przywilej: nie są poniżani trybutami i nie niepokoi ich poborca podatków; wyjęci spod ciężarów i danin, przeznaczeni jedynie do walki, trzymani są – niczym oręż – na wypadek wojny. W takiej samej zależności pozostaje lud Mattiaków; wielkość ludu rzymskiego zaniosła bowiem za Ren, poza dawne granice, szacunek dla Imperium. Toteż pozostając w swych granicach na własnym brzegu, umysłem i sercem działają z nami, we wszystkim podobni Batawom prócz tego, że dzięki swojej ziemi i niebu znają gwałtowniejsze usposobienie. Nie zaliczyłbym do ludów Germanii – chociaż osiedli za Renem i Dunajem – tych, którzy zamieszkują Agri Decumates. Ziemie te, o wątpliwej przynależności, zajęli co lekkomyślniejsi, ośmieleni biedą Galowie; potem, gdy przesunięto granice i przeniesiono posterunki, stali się wysuniętym krańcem Imperium i częścią prowincji.

30. Za nimi żyją Chattowie, których siedziby, poczynając od Lasu Hercyńskiego, są mniej płaskie i mniej bagniste niż innych plemion zamieszkujących Germanię; ciągną się tam bowiem wzgórza, stopniowo rzednąc: to Las Hercyński towarzyszy swoim Chattom aż do podnóża gór. Mają oni silne, sprężyste ciała, groźne spojrzenie i wielką śmiałość oraz wiele, jak na Germanów, rozsądku i pomysłowości: umieją wybrać przełożonych, wybranych słuchać, zachowywać szyk, wyczuć okazję, odroczyć atak, rozplanować dzień, obwarować się nocą, pomyślność poczytywać za coś niepewnego, a męstwo za rzecz niezawodną i – co wielce rzadkie i znane tylko rzymskiej dyscyplinie – bardziej zdawać się na wodza niż na wojsko. Cała ich siła spoczywa w piechocie, którą prócz uzbrojenia obciążają różnym sprzętem i zapasami: innych widzisz, jakby szli na bitwę, Chattów – jakby na wojnę. Rzadkie są u nich wypady i przypadkowe potyczki. Właściwość to raczej konnicy szybko osiągnąć zwycięstwo i szybko ustąpić: pośpiech jest towarzyszem niepokoju, zwlekanie idzie w parze ze stałością.

31. To, co u innych plemion germańskich spotyka się rzadko i jedynie jako wyraz osobistej śmiałości, u Chattów przerodziło się w powszechny zwyczaj: gdy tylko dorosną, zapuszczają włosy i brodę, i póki nie zabiją wroga, nie pozbywają się tego wyglądu twarzy, który ślubem zaprzysięgli męstwu. Odkrywają swe oblicze nad zdartą z wroga, skrwawioną zbroją i dopiero wtedy, spłaciwszy zaciągnięty przy narodzinach dług, uważają się za godnych ojczyzny i rodziców; gnuśni i tchórzliwi pozostają zarośnięci. Co dzielniejsi noszą jeszcze żelazny, haniebny w oczach ludu pierścień, niczym więzy, od których uwalnia ich dopiero zabicie wroga. Bardzo wielu spośród Chattów tak spodobał się ten wygląd, że nawet gdy osiwieją, wyróżniają się nim, pokazywani zarówno wrogom, jak i swoim. Do nich należy początek każdej bitwy, oni stanowią zawsze pierwszy szyk, a widok to niezwykły; albowiem nawet w czasie pokoju nie łagodnieją ich twarze. Żaden nie ma domu ani pola, ani jakiejkolwiek troski: do kogo przyjdą, dostają jeść; trwonią cudze, gardzą własnym, aż bezsilna starość sprawi, że staną się niezdolni do tak trudnego męstwa.

32. Najbliżej Chattów – nad Renem zdecydowanie już płynącym w swym korycie i zdatnym do tego, by być granicą – mieszkają Usypowie i Tenkterowie. Tenkterowie sztuką jazdy konnej przewyższają zwykły kunszt wojenny i nie większą jest sława piechoty u Chattów niż u Tenkterów konnicy. Tak postanowili przodkowie, potomkowie idą w ich ślady, sztuka ta jest zabawką dla dzieci, przedmiotem rywalizacji młodzieży, oddają się jej także starcy. Wraz ze służbą i domem dziedziczy się też konie: otrzymuje je syn, ale nie – jak resztę – najstarszy, lecz ten, który śmielszy i bardziej przydatny na wojnie.

33. Obok Tenkterów mieszkali niegdyś Brukterowie; mówi się, że przybyli tam teraz Chamawowie i Angrywariowie, pokonawszy Brukterów i – za zgodą sąsiednich plemion – doszczętnie ich wybiwszy, czy to z nienawiści do ich pychy, czy dla atrakcyjności łupu, czy też wskutek jakiejś przychylności bogów względem nas; ci bowiem nie poskąpili nam nawet widoku bitwy. Padło ich tam ponad sześćdziesiąt tysięcy: nie od oręża rzymskiego, lecz – co tym wspanialsze – ku uciesze naszych oczu. Niech pozostanie, proszę, i niech trwa u ludów, jeśli nie miłość do nas, to przynajmniej wzajemna nienawiść, skoro w obliczu losu zagrażającego Imperium nic lepszego od niezgody wśród wrogów nie może nam ofiarować fortuna.

34. Na tyłach Angrywariów i Chamawów znajdują się Dulgubinowie i Chasuariowie oraz inne mniej znane ludy, z przodu sąsiadują z nimi Fryzowie. Podział Fryzów na Większych i Mniejszych wynika z miary ich sił. Oba plemiona aż po Ocean opierają się na Renie, zamieszkując wokół ogromnych jezior, znanych rzymskiej flocie. Zresztą zapuściliśmy się tamtędy na sam Ocean, a wieść się rozniosła, że stoją tam wciąż Słupy Herkulesa: czy to rzeczywiście dotarł tam Herkules, czy też przyzwyczailiśmy się przypisywać jego sławie wszystko, gdziekolwiek jest coś wspaniałego. Nie zabrakło odwagi Druzusowi Germanikowi, lecz Ocean nie pozwolił mu zgłębić tajemnic własnych i Herkulesa. Potem już nikt nie próbował, gdyż zdawało się, że pobożniej i szacowniej jest w czyny bogów wierzyć niż je poznać.

35. Dotąd poznaliśmy zachodnią część Germanii; na północy jej brzeg wielkim łukiem zawraca. Najpierw tam lud Chauków, który, choć zaczyna się, zajmując część wybrzeża, przy Fryzach, sąsiaduje ze wszystkimi ludami, które wymieniłem, aż wreszcie wciska się miedzy Chattów. Tak niezmierzone przestrzenie Chaukowie nie tylko posiadają, lecz także w całości zamieszkują. Lud ten, wśród Germanów najznakomitszy, woli strzec swej wielkości sprawiedliwie. Niepożądliwi i opanowani, spokojni i pozostający z boku, nie wywołują wojen, nie czynią rozbojów, rabunków ani spustoszeń. Ich męstwa i mocy dowodzi przede wszystkim to, że bez krzywdzenia innych dochodzą do przewagi. Każdy ma jednak broń na podorędziu, a jeśli sytuacja wymaga wojska, gotowe są rzesze mężów i koni. W czasie pokoju sława ich nie mniejsza.

36. Obok Chauków i Chattów Cheruskowie, przez nikogo nienękani, długo hodowali sobie nader gnuśny pokój; było to dla nich raczej miłe niż bezpieczne, ponieważ wśród silnych a popędliwych sąsiadów pokój jest pozorny: gdy dochodzi do walki, ten zyskuje miano prawego i spokojnego, kto silniejszy. Tak też Cherusków, niegdyś nazywanych dobrymi i sprawiedliwymi, teraz zwie się głupimi i zgnuśniałymi; zwycięskim Chattom fortuna przyniosła sławę mądrości. Fosowie, lud sąsiedni, pociągnięci klęską Cherusków stali się im towarzyszami w nieszczęściu, choć nie byli im równi w pomyślnych czasach.

37. Na tym samym półwyspie Germanii mieszkają nad Oceanem Cymbrowie, małe dziś plemię, lecz o wielkiej sławie. Szeroko rozciągają się ślady dawnej ich chwały, rozległe miejsca obozowe na obu brzegach, z których rozmiarów dziś jeszcze wnosić możesz o wielkości i sile ludu oraz dać wiarę ich tak ogromnej migracji. Sześćset czterdziesty rok kończyło nasze miasto, gdy, za konsulatu Cecyliusza Metellusa i Papiriusza Karbona, po raz pierwszy dał się słyszeć szczęk oręża Cymbrów. Jeśli policzymy odtąd lata do drugiego konsulatu cesarza Trajana, będzie ich niemal dwieście dziesięć; tak długo Germania jest przez nas zwyciężana. W tym czasie wiele sobie nawzajem zaszkodzono. Ani Samnici, ani Punijczycy, ani Hiszpania czy Galia, ani nawet Partowie nie przypominali o sobie częściej. W rzeczy samej, dotkliwsza od królestwa Arsacesa jest dla nas wolność Germanów. Cóż nam bowiem rzucił w twarz Wschód oprócz zabójstwa Krassusa, a i sam przecież utracił Pakorusa i ugiął się przed Wentydiuszem. Germanie zaś, rozgromiwszy lub pojmawszy Karbona i Kasjusza, Skaurusa Aureliusza i Serwiliusza Cepiona, wreszcie Maksymusa Malliusza, zabrali na raz pięć konsularnych armii ludowi rzymskiemu, a Warusa z trzema legionami samemu Cezarowi. I nie bez strat pobili ich Gajusz Mariusz w Italii, Boski Juliusz w Galii, Druzus, Neron i Germanik na ich własnym terenie; potem wielkie groźby Gajusza Cezara obróciły się w żarty. Odtąd był spokój, aż skłonieni naszymi waśniami i wojną domową zdobyli zimowe leża legionów, niepokojąc nawet prowincje galijskie; stamtąd odparci, byli dla nas ostatnio przedmiotem tryumfów raczej niż zwycięstw.

38. Teraz wypada powiedzieć o Swebach, a nie jeden to lud, jak Chattowie czy Tenkterowie. Zajmują bowiem większą część Germanii, podzieleni na plemiona i związki, chociaż w całości zwą się Swebami. Osobliwością tego ludu jest zaczesywanie włosów na bok i podwiązywanie ich w węzeł. W ten sposób Swebowie odróżniają się od pozostałych Germanów, w ten sposób wolni spośród Swebów od niewolników. U innych ludów rzecz to rzadka i zdarzająca się tylko wśród młodzieży, czy to wskutek jakiegoś pokrewieństwa ze Swebami, czy też – co się często zdarza – naśladownictwa. U Swebów nawet siwi starcy czeszą do tyłu sterczące włosy, a często też związują je na samym wierzchołku głowy, naczelnicy nawet z większą ozdobnością. Tak się troszczą o wygląd, lecz nic w tym zdrożnego. Nie dla spraw miłosnych bowiem to czynią, lecz – gdy wyruszają na wojnę – zdobią się tą fryzurą. Dla dodania sobie wzrostu i wzbudzenia strachu w oczach wroga.

39. Za najstarszych i najznakomitszych wśród Swebów uważają się Semnonowie, a ową starożytność ich pochodzenia poświadcza religia. W oznaczonym czasie wszystkie ludy tej samej krwi przysyłają posłów do lasu uświęconego wyroczniami ojców i pradawnym strachem. Tam, zabijając w imieniu społeczności człowieka, dają początek straszliwym, barbarzyńskim obrzędom. Do gaju żywią jeszcze inny rodzaj szacunku: nie wejdzie tam nikt, jeśli nie jest skrępowany więzami – na znak podległości wobec mocy bóstwa. Jeśli przypadkiem przewróci się, nie wolno mu ani wstać, ani dać się podnieść – z powrotem wytacza się po ziemi. Cały ów rytuał podkreślać ma to, że jakoby właśnie stamtąd wywodzi się lud i tam obecny jest bóg, władca wszystkiego, reszta zaś jest mu podległa i posłuszna. Wiarygodności dodaje temu fortuna Semnonów: zamieszkują sto okręgów, a wielkość ich plemienia pozwala im wierzyć, że stoją na czele wszystkich Swebów.

40. Dla odmiany, tytułem do chwały Langobardów jest ich mała liczba. Otoczeni przez liczne i silne plemiona pozostają bezpieczni nie dzięki posłuszeństwu, lecz temu, że w bitwach narażają się na niebezpieczeństwa. Z kolei Reudignowie, Awionowie, Angliowie, Warynowie, Eudosowie, Swardonowie i Nuitonowie chronieni są przez rzeki lub lasy. Nic u nich godnego uwagi za wyjątkiem tego, że wszystkie czczą Nerthus, czyli Matkę Ziemię, oraz mniemają, że interweniuje ona w sprawy ludzkie i odwiedza plemiona. Na wyspie wśród Oceanu znajduje się święty gaj, a w nim poświęcony bogini wąż, nakryty zasłoną. Dotknąć go wolno jedynie kapłanowi. Ten, stwierdziwszy, że w środku obecna jest bogini, kroczy z wielką czcią za jej wozem ciągniętym przez krowy. Nastają wtedy radosne dni i świętuje się w miejscach, które bogini zaszczyca przybyciem i gościną. Nie wszczynają wojen, nie chwytają za broń: wszelkie żelazo trzymają w zamknięciu. Pokojem i beztroską tylko dotąd się cieszą i tylko dotąd je miłują, dopóki tenże kapłan nie powróci do świątyni z boginią, sytą już obcowaniem ze śmiertelnymi. Wkrótce wóz, zasłonę i – jeśli możesz dać temu wiarę – samo bóstwo obmywa się w ustronnym jeziorze. Posługują przy tym niewolnicy, których to jezioro zaraz potem pochłania. Stąd – wobec takiej tajemnicy – strach i sakralna niewiedza: czym jest to, co zobaczyć mogą ci tylko, którzy za chwile zginą.

41. Ta część Swebów zamieszkuje w głębi Germanii. Bliżej – że podążę teraz wzdłuż Dunaju, tak jak wcześniej wzdłuż Renu – znajduje się plemię Hermundurów, wierne Rzymianom. Dlatego handel z nimi, jedynymi wśród Germanów, nie odbywa się na brzegu, lecz z dala od niego, i to we wspaniałej kolonii prowincji Recji. Przechodzą wszędzie, i to bez nadzoru, a chociaż innym plemionom pokazujemy tylko nasz oręż i obozy, przed tymi otwieramy domy i wille, a nie znać po nich pożądliwości. U Hermundurów bierze początek Łaba, rzeka niegdyś dobrze znana, dziś – jedynie ze słyszenia.

42. Za Hermundurami żyją Narystowie, a następnie Markomanowie i Kwadowie. Wyjątkowa jest sława i siła Markomanów, a także ich siedziba, którą zdobyli, mężnie wypierając Bojów. Lecz ani Narystowie, ani Kwadowie nie są gorsi. Jeśli podążać wzdłuż Dunaju, ta część stanowi jakby czoło Germanii. U Markomanów i Kwadów jeszcze za naszej pamięci byli królowie z ich plemienia, ze szlachetnego rodu Maroboduusa i Tudrusa (dziś już także obcych znoszą), lecz siła i moc królów opiera się na autorytecie Rzymu. Rzadko wspieramy ich orężem, częściej pieniędzmi, lecz z niegorszym skutkiem.

43. Na tyłach Markomanów i Kwadów mieszkają Marsygnowie, Kotynowie, Osowie i Burowie. Spośród nich Marsygnowie i Burowie językiem i kulturą przypominają Swebów. Język celtycki u Kotynów, pannoński u Osów, a również to, że godzą się na składanie trybutów, dowodzi, że nie są oni Germanami. Część trybutów nakładają na nich Sarmaci, część Kwadowie – jako na cudzoziemców. Kotynowie – ku ich większej hańbie – kopią nawet żelazo. Wszystkie te ludy zasiedliły w niewielkim stopniu równiny, raczej górskie lasy oraz szczyty [i grzbiet] gór. Rozdziela bowiem i przecina Swebię nieprzerwane pasmo górskie, za którym żyją liczne ludy. Z nich najszerzej rozciąga się związek Lugiów, podzielony na liczne plemiona. Wystarczy wymienić najważniejsze: Hariowie, Helwekonowie, Manimowie, Helizjowie, Nahanarwalowie. U Nahanarwalów zobaczyć można gaj, miejsce starożytnego kultu, któremu przewodzi kapłan w kobiecym stroju; mówią, że bogami są tam -tłumacząc na pojęcia rzymskie – Kastor i Polluks. Taki jest ich charakter, nazywają się Alci. Nie ma tam ani posągów, ani śladu obcego ceremoniału –   czczą ich jednak jako braci i jako młodzieńców. Dalej Hariowie, straszniejsi niż to wynika z ich sił, którymi przewyższają wymienione wyżej ludy; dają oni upust wrodzonej dzikości, wspomagając ją pewnymi zabiegami i dogodnym czasem. Czernią tarcze, malują ciała, do bitwy wybierają ciemne noce i samym widokiem tak złowróżbnego wojska sieją postrach wśród wrogów, z których żaden nie wytrzymuje nieznanego i zgoła piekielnego widoku. We wszystkich bowiem bitwach pierwsze ulegają oczy.

44. Za Lugiami żyją Gotonowie rządzeni przez królów, nieco surowiej niż inne ludy germańskie, wciąż jednak bez utraty wolności. Tuz obok, przy Oceanie, Rugiowie i Lemowiowie. Typowe dla wszystkich tych ludów są okrągłe tarcze, krótkie miecze i posłuszeństwo wobec królów. Dalej, na samym już Oceanie, plemiona Swionów, potężne – prócz mężów i oręża – dzięki swej flocie. Kształt ich statków jest o tyle osobliwy, że z obu stron mają dziób, którym zawsze mogą przybić do brzegu. Nie są zaopatrzone w żagle i nie mają po bokach szeregów przymocowanych wioseł. Zdają się na wiosłowanie swobodne – jak na niektórych rzekach – i zmienne, stosownie do potrzeb: raz z tej, raz z drugiej burty. Zaszczytem jest u nich bogactwo, dlatego włada nimi jeden, nad wszystkimi bez wyjątku, ciesząc się niekwestionowanym posłuszeństwem. Również broń nie każdemu jest dostępna, jak u innych Germanów, lecz trzymana pod strażą, i to niewolnika; Ocean bowiem chroni przed nagłym napadem wrogów, a bezczynne, przy tym uzbrojone ręce łatwo mogą oddać się swawoli. Jest zatem w interesie króla nie powierzać broni ani szlachetnie urodzonemu, ani wolnemu, ani nawet wyzwoleńcowi.

45. Za Swionami rozciąga się inne morze, leniwe i niemal nieruchome. Pogląd, iż otacza ono i zamyka krąg świata, bierze się stąd, że ostatni blask zachodzącego słońca trwa tam do wschodu, i to na tyle jasny, że blakną przy nim gwiazdy. Panuje przekonanie, że gdy wynurza sie ono, można usłyszeć dźwięki i ujrzeć kształty jego koni oraz promienie wokół głowy. Tam już – a wiadomość to prawdziwa – kończy się świat. Zatem na prawym brzegu Morze Swebskie obmywa siedziby Iudów Estiów, którzy mają zwyczaje i strój jak u Swebów, język zbliżony do brytańskiego. Czczą Matkę Bogów. Jako oznakę tych wierzeń noszą na sobie coś w kształcie dzika, co niczym broń czyni czciciela bogini bezpiecznym nawet pośród wrogów, chroniąc go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Rzadko czynią użytek z żelaza, częściej z kijów. Zboża i inne płody uprawiają – jak na niedbałych zazwyczaj Germanów – cierpliwie. Przeszukują też morze i jako jedyni ze wszystkich zbierają na mieliznach i na samym brzegu bursztyn, który zwą glesum. Jaka jego natura i przyczyna powstania, nie pytają – jak to barbarzyńcy – i nie wiedzą. Długo musiał leżeć wśród tego, co wyrzuca morze, póki nasze umiłowanie zbytku nie nadało mu nazwy. U nich jest bezużyteczny. Surowy zbierają, nieobrobiony przewożą, ze zdumieniem przyjmują zapłatę. Można sądzić, że jest to sok z drzew, ponieważ często prześwitują w nim jakieś ziemne lub latające stworzenia, które utkwiwszy w cieczy uwiezione zostały przez szybko krzepnącą substancję. Przypuszczam, że bujne lasy, czy też gaje – tak jak w odległych krainach Wschodu, obfitych w kadzidło i balsam – muszą też znajdować się na wyspach i w krajach Zachodu, a ich soki, wyciśnięte promieniami blisko znajdującego się słońca, spływają; do sąsiedniego morza i gnane wiatrem wyrzucane są na przeciwległy brzeg. Jeśli zbliżysz bursztyn do ognia, zapala się jak łuczywo, dając płomień obfity i wonny. Zaraz też staje się miękki niczym smoła lub żywica.

Za Swionami następują plemiona Sitonów. We wszystkim podobne, różnią się pod jednym względem: rządzi u nich kobieta. Tak bardzo się oddalili nie tylko od wolności, lecz nawet od niewoli.

46. Tu koniec Swebii. Waham się, czy do Germanów, czy do Sarmatów zaliczyć ludy Peucynów, Wenetów i Fennów, chociaż Peucynowie – niektórzy zwą ich Bastarnami – przypominają Germanów językiem, kulturą oraz typem siedzib i domostw. Wszyscy są u nich niechlujni, a starszyzna gnuśna. Przez mieszane małżeństwa oszpecili się trochę, upodabniając się do Sarmatów. Wenetowie przejęli od nich wiele zwyczajów: gdzie tylko bowiem między Peucynami i Fennami rozciągają się lasy i góry, wszędzie tam włóczą się za rabunkiem. Trzeba ich jednak zaliczyć raczej do Germanów, jako że i domy budują, i tarcze noszą, i szybko przemieszczają się pieszo. Wszystko to jest odmienne od zwyczajów Sarmatów, żyjących na wozie i koniu. Fennów cechuje niezwykła dzikość i budząca odrazę bieda: nie mają ani oręża, ani koni, ani domowego ogniska. Ich pokarmem są zioła, odzieniem skóry, posłaniem ziemia. Jedyną nadzieję pokładają w strzałach, których groty – z braku żelaza – wykonują z kości. Ta sama zdobycz żywi mężczyzn i kobiety: razem bowiem polują i dzielą się łupem. Dla niemowląt kryjówkę przed dzikimi zwierzętami czy deszczem splatają z gałęzi. Tamże wracają, gdy podrosną, a i na starców czeka to samo schronienie. Lecz za szczęśliwsze to mają niż utrudzić się w polu, napracować się przy domu, wśród nadziei i lęku kształtować własny i cudzy los. Bezpieczni od ludzi, bezpieczni od bogów posiedli rzecz najtrudniejszą: nie mają nawet życzeń. Reszta już bajeczna; Heluzjowie i Oksjonowie z ludzkimi twarzami, ciałami i członkami dzikich zwierząt. Zostawię to – jako rzecz niestwierdzoną – bez rozstrzygnięcia.

Źródło – Publiusz Korneliusz Tacyt, Germania, tłum. T. Płóciennik, wstęp, komentarz J. Kolendo, Poznań 2008, s. 62-97.
http://www.poselska.nazwa.pl/wieczorna2/historia-starozytna/slowianie-w-germanii-tacyta-niebezpiecznym-dziele-etnograficznym-z-98-rne

Bonusik dodatkowo:

Germania Tacyta przekład Adama Naruszewicza z 1804 r
http://biblioteka.kijowski.pl/antyk%20rzymski/06.%20tacyt%20korneliusz%20gajusz%20-%20germania.pdf

Germania – tłumaczył Władysław Okęcki, Kraków 1902 r
http://rcin.org.pl/dlibra/docmetadata?id=5626&from=publication

28.04.2019

 

Czytamy Mavro Orbiniego cz. 4 – Wszyscy byli kiedyś Sławianami ;)

Otto Freising (XI, 21) pisze, że Awary pochodzą od Gepidów. Często walczyli z cesarzami rzymskimi, zwłaszcza z Mauritiusem, który w celu zachowania pokoju z nimi musiał płacić im znaczny hołd każdego roku. 

Pavel Deacon (XVII) w biografii wspomnianego Mauritiusa mówi: „Podczas cesarza Mauritiusa w 577 r. Z Narodzenia Pańskiego, Awarowie, którzy niedawno podbili najsłynniejsze miasto Europy, Sirmium, wysłali posłów do cesarza, żądając zapłaty 80 tysięcy dukatów złota, które otrzymywali co roku, a poza tym dodać kolejne 20 tysięcy. Cesarz, pragnąc zachować pokój, spełnił ich żądania.”

Wkrótce potem książę Awarów Kagan (Sasapo) wysłał nowe poselstwo, domagając się zwiększenia tej kwoty o kolejne 100 tysięcy dukatów. Kiedy cesarz odmówił, Awary zniszczyły miasto Singidun (Sigidone) i zdobyły wiele miast w Illyrii, po czym cesarz zawarł pokój z Kaganem przez patrycjusza Elpidię i Komentiolę.

Wkrótce jednak ponownie zerwał pokój z Mauritiusem i wysłał armię Sławian przeciwko Tracji, która dotarła do Długich Murów, powodując wielkie szkody. Cesarz nakazał strażnikom pałacu i plebsom miasta strzec długich murów, mianował komendanta Commentola i wysłał go z armią przeciwko Barbarzyńcom. Kometsiol, walcząc z wrogiem, wbrew wszelkim oczekiwaniom, złamał go, zabijając wielu i zamieniając resztę w lot; jednak w siedemnastym roku panowania Mauritiusa Kagan brutalnie zaatakował Dalmację całą swoją armią i dotarł do Balca (Balca), splądrował 40 miast w jego okręgu.

Ci Awary mieszkali w Dolnej Panonii, skąd następnie zjechali do Bawarii. Byli w wielkiej przyjaźni z Dalmatyńczykami i bardzo im pomogli w walkach z Saksonami. Opat Ursberg w The Origin of the Saxons pisze, że Heinrich, syn księcia Saksonii Otto, zgromadził dużą armię, przez długi czas prowadził wojnę z Dalmatyńczykami. Kiedy siły tych ostatnich osłabły, sprowadzili Awarów przeciwko Heinrichowi.

Jednak innym razem, gdy Awarowie chcieli zaatakować Saksonię dużymi siłami, ich dalmatyńscy przyjaciele zrobili z nimi bardzo źle: kiedy armia Awarów przemaszerowała przez Dalmację, zwróciła się do nich jako ich dawni przyjaciele, o pomoc Dalmatyńczycy że Awary jechali do Saksonii i że Sasi przygotowali z nimi wojnę, zamiast dać im prezent, rzucili grubego psa. Awary, zdając sobie sprawę, że to nie czas na pomszczenie zniewagi, ograniczyły się do rozśmieszenia swoich przyjaciół z Dalmacji. Peter Krusber (V) i Vidukind Holland przedstawili szczegółowy opis historii Awarów, wspominając o Alanach.

Wychodząc ze Skandynawii, wspólnej ojczyzny wszystkich Sławian, Alanie zostali podzieleni na dwie części: niektórzy udali się do Azji, a Ptolemeusz umieścił ich w pobliżu Gór Hyperborejskich i, jak pisze Enea Silvio, są teraz nazywani Tatarami; druga część – w sojuszu z Vandalami i Burgundami (Burgundioni), wyparła Franków.

W trzeciej książce Ptolemeusz nazywa ich Scytami:

„Wówczas Amaxobowie (Ammassobi) i Scytowie Alani żyją w głębi lądu”. 

Julius Kapitolin w biografii Antonina Piya identyfikuje Alans jako Dacian, jednak wg Jordana i Prokopa powinni być nazywani raczej Gotami, ponieważ, jak zauważył Procopius w książce I, Wojny z Vandalami, i w innych miejscach mieli jeden i ten sam język co Goci.

alan

Ammianus Marcellinus (III) pisze o Alanach i ich miejscu zamieszkania w następujący sposób:

„Alani żyją w pobliżu Amazonek, okupując ziemie na wschodzie i dzieląc je na różne plemiona lub narody, które rozciągają się w kierunku Azji do rzeki Ganges, która oddziela Indie wpada do Morza Południowego. Tak więc Alani mieszkający w obu częściach świata, aby wymienić różne plemiona, które uważam za zbędne, będąc nomadami, zajmują ogromne przestrzenie, ale wszystkie są nazywane Alanami i są zjednoczone w zwyczajach i stylu życia: nie mają chat, domów, nie przestają wędrować i karmić się mięsem i obfitymi ilościami mleka, spędzając całe życie w namiotach. Namioty te są pokryte zgiętą, drzewną korą i wędrują z nimi przez niekończące się pustynie. Przybywając na pastwisko, znajdują się wokół i jedzą w tych kibitach jak zwierzęta. Gdy pastwisko jest opuszczone, są usuwane, jak gdyby zabierały swoje miasta na te namioty: spotykają się tam mężczyźni i kobiety, rodzą i karmią tam dzieci. Gdziekolwiek pójdą, pod ich wiecznym schronieniem czują się tak, jakby byli na krawędzi. Mają dużo koni, które zawsze jeżdżą przed nimi, gdziekolwiek się udają, mają dużo koni, ponieważ wolą je od innych zwierząt. W tamtych stronach pola, trawa i owoce są zawsze obfite, dlatego gdziekolwiek się udają, nie brakuje im jedzenia. Wszystko to tworzy żyzną ziemię, obmywaną przez wiele rzek. Wszyscy, którzy nie odnoszą korzyści, przechowują swój bagaż i robią, co mogą, a także proste i łatwe zadania; młodzi ludzie uczą się jazdy konnej, ponieważ ich zdaniem chodzenie jest godne pogardy, a wszyscy są zręcznymi wojownikami. Prawie wszystkie są duże, mają piękne rysy, brązowe włosy i bardzo szybki i nieco przerażający wygląd. W sumie są oni podobni do Hunów, ale bardziej ucuywilizowani. Polując docierają do torfowiska Moei, Cieśniny Cymerskiej, Armenii i Medów. Nie należą do ludzi spokojnych, dla Alanów istnieje niebezpieczeństwo i wojna. Są uważani za szczęśliwych, którzy znajdują swoją śmierć w bitwie; ten, kto umiera na starość lub z innego powodu, jest wyrzucany jako tchórz i łajdak. Najwyższym zaszczytem, ​​jaki otrzymują, jest zabicie wroga a jako chwalebne trofeum wieszają skalpy swoim walczącym koniom, zdzierają wrogów, których zabili z odciętych głów, i walczą dalej z tymi skalpami na koniach. Alans nie mają kościołów, świątyń, ale wyciągając miecze i wbijając je w ziemię, czczą ich jako boga Marsa, którego uważają za pasterza tych ziem, w których wędrują. Wspaniale uczą się o nadchodzących wydarzeniach: po zebraniu kilku prostych prętów w gronie, wypowiadając zaklęcia, uwalniają je w pewnym momencie – i będą wiedzieć, co powinno się wydarzyć. Należąc do wspaniałej rodziny z urodzenia, nie wiedzą, czym jest niewolnictwo i wciąż wybierają władców lub sędziów spośród najbardziej doświadczonych wojowników. ”  Tak mówi o Alans Ammian.

sarmatia

W starożytności, jak pisze Józef w siódmej księdze „wojny żydowskiej”, po opuszczeniu swojego kraju Alani zaatakowali Palestynę, Egipt i Judeę i poddali te prowincje brutalnemu zniszczeniu. Później, za czasów cesarza Wespazjana, jak mógł przeczytać Botero w Księdze I Europy, kiedy król Hyrkan otworzył dla nich przejście przez kaspijskie bramy, wywrócili Medów i Armenię do góry nogami.

W późniejszych czasach Alanowie służyli Rzymianom, którzy płacili im pensję i zyskali sławę jako dzielni wojownicy: Ammianus w książce XXXI opisuje ich jako najzdolniejszych wojowników, silnych i doświadczonych w wojnach. Gotowie, po kilku nieudanych próbach penetracji Tracji, zostali ostatecznie zmuszeni do zwrócenia się o pomoc do Alanów, którzy w nadziei na wydobycie zgodzili się i tym razem próba zakończyła się sukcesem.

Cesarze Domicjan i Traian wielokrotnie walczyli z Alanami, którzy zabrali Konstantynopol pod panowanie cesarza Decjusza.

Cesarz Adrian, widząc, że ten lud ciężko pokonać, próbował, jak pisze opat Prumski (V, 9), pokonać go za pomocą darów; Podobnie zrobił cesarz Gracjan, jak pisze Paul Deacon w księdze II.

Cesarz Gordian próbował pokonać ich za pomocą sił wojskowych, ale został przez nich pokonany. Jak pisze Suffried z Meissen, cesarz Walentynian, daremnie próbując pokonać Alanów, wydał edykt, zgodnie z którym ci, którzy ich pokonają, zostaną zwolnieni z płacenia daniny przez okres 10 lat.

Wtedy część Germanów, chcąc zdobyć to honorowe prawo, wykazali się znacznymi umiejętnościami wojskowymi i męstwem i byli w stanie pokonać Alanów, za co zostali nazwani Frankami. Sam Walentynian, ponownie rozpoczynając wojnę z Alanami, został pokonany i, jak pisze Irenicus (VI), został uduszony na rozkaz króla Barbogasta (Barbogasto).

Potem Alanii, zjednoczeni z innymi Sławianami, mianowicie Vandalami, Burgundami i Suevami, pod dowództwem dowódcy Sangibana, pojmali Galię, a stamtąd udali się do Hiszpanii, gdzie zajęli jedną z części tego królestwa, później zwaną Goti – Alania, lub jako zniekształconą według Irenicusa nazywa się dzisiaj Katalonia lub Katalonia.

W tym samym czasie nie uspokoili się i zaatakowali Portugalię, gdzie zdobyli miasto Emeritus Augustus z całą Galicją, co można przeczytać w Epitome Conrada Peitingera. Tam na chwilę założyli swoje królestwo. Jak pisze Luitprand z Pawii (V), około 823 roku Narodzenia Pańskiego, Radomir, najbardziej chrześcijański król Galicji, pokonał króla Pawii Abdarę.

Ta część Alanów, która pozostała w ich ojczyźnie na Sarmacji, została wytępiona przez sąsiednie plemiona, a teraz nikt nie mieszka w ich kraju, z wyjątkiem, jak pisze Mechowski, od czasu do czasu przechodzą tamtędy Kozacy.

Sławianie to Bastarnowie i Peucyny, jak donosi Biondo w pierwszej księdze pierwszej dekady, żyjący na obszarze, który zaczyna się od gór Pevkinsky lub Karpat, i rozciąga się do Wielkiego Morza między ujściami Istry i Borisphen. Dionizjos Grek, Strabo i Ptolemeusz, mówiąc o Bastarnach i Peucyni, twierdzą, że byli to ludzie, którzy żyli aż do wybrzeża całego bagien Meotian.

1

Według Justina pierwsza kampania Bastarnas była przeciwko Dacianom i całkiem szczęśliwie zakończyła się dla nich. Później walczyli z Paulem Emilie, który, jak pisze Plutarch w swojej biografii, zniszczył 10 tysięcy ich jeźdźców w bitwie. 

Orosius (IV), Eutropius i inni piszą, że najsilniejsze plemię Bastarna wyszło z Istrii w konsulacie Lepidy (za namową Perseusza) i ponownie zaatakowało rzymskie posiadłości.

Trebellius Pollion pisze, że cesarz Klaudiusz walczył z Bastarnami. Wcześniej Bastarnowie zostali pokonani przez Pompejusza i Cezara. Później zbuntowali się przeciwko cesarzowi Augustowi, jak pisze Flor. Plutarch jednak wyraźnie mówi, że w wojnie z Mitrydami Rzymianie byli bliscy klęski i tylko pomoc Sławian, a mianowicie wspomnianych Bastarnów i Sarmatów, którzy sprzeciwiali się Mitrydatom, uratowała ich. Plutarch opowiada o tym szczegółowo w swoim traktacie O szczęściu Rzymian.

W końcu, wyczerpani ciągłymi wojnami, Bastarnowie zostali wydaleni ze swoich ziem przodków i, według Bonfiniego, przenieśli się do życia na Węgrzech, i na Wyspę Dunaju (l’lsola del Danubio), gdzie wkrótce dobrowolnie przyjęli wiarę katolicką.

Sławianie lub jak Regino Melanchleiny lub eminkhleny, jak pisze Karl Vagriysky (IV), wielokrotnie przekraczali Istres i atakowali strzegących go rzymskich żołnierzy. 

Melanchlean Ptolemeusz umieszcza na 2. mapie Azji obok Alanów, Wołgi i Amazonek, słynnych wojowniczek. Stamtąd, z czasem, jak donosi Johann Goropii (VII „Gotodanyk”), przenieśli się do życia na granicach Podola, na przestronnych równinach, dogodnych dla pastwisk.

Ludovik Tsrievich (Ceruino) pisze, że ci Sławianie ukryli i splądrowali miasto Salona, ​​dawną rezydencję królów Dalmacji i, jak pisze Strabo, stocznię (Arsenale) floty Dalmacji. Salon był także rzymską kolonią i nazywał się Marcia Julius, co widać po jednym starożytnym epigramie umieszczonym w Madzoki na 28 stronie.

To miasto, według niektórych pisarzy, miało obwód około piętnastu mil i słynęło z wojen z różnymi narodami i imperiami. Według Pliniusza (III, 20), był 222 mil od Zadaru, a sprawiedliwość była tam administrowana dla różnych ludów podzielonych na 744 decurii.

Pomimo tego, że to miasto wielokrotnie odważnie odpierało ataki Rzymian i innych dzielnych ludów, ostatecznie zostało zabrane i zniszczone przez niezwyciężonych Sławian – wspomniał Ukrani, który według Karla Vagriyskiego często zdradzał niemal całą Dalmację, by okrutnie ograbić.

Sławianie Hirry i Skirry, jak pisze Jan Dubraviy w „Czechach” (I), mieszkali nad Wisłą. Po opuszczeniu tych ziem Hirry służyły jako najemnicy różnych władców. Od czasu do czasu, zjednoczeni z Alanami i Gotami, walczyli z Rzymianami, aż wraz z innymi Sarmatami (mówi Dubraviy) osiedlili się w Ilirii i Istrii. Gdy synowie Attyli zostali pokonani, Skyrrowie zdobyli Górną Mezję, jak pisze Johann Naukler w XVI pokoleniu, a później pozostali tam.

Sławianie, Finowie lub Fennowie byli najbardziej północnymi ludźmi, zajmującymi ledwie nadającą się do zamieszkania część świata. Byli dobrymi łucznikami, a pod względem szybkości rzucania lotkami nie byli równi na całym świecie. W bitwie używali dużych i szerokich strzał, uprawiali czary i byli godnymi pozazdroszczenia łowcami. Przemieszczając się z miejsca na miejsce, nie mieli określonego miejsca zamieszkania – z pomocą zakrzywionych desek poruszali się po zboczach pokrytych śniegiem gór.

fenni

Kiedy uciekali przed wrogiem lub go ścigali, nie mieli sobie równych wśród śmiertelników. Kiedy Svev Arngrim, który później został zięciem duńskiego króla Frotona, zaatakował ich i złamał, Finowie uciekli i rzucili trzy kamienie na twarz wroga, co wydawało się prześladowcom niezdobytym górom. Armia Arngrima powstrzymała prześladowania, wierząc, że z powodu gór nie mogą się ruszyć.

Następnego dnia Finowie ponownie walczyli z wrogiem, ale ponownie ponieśli porażkę. Uciekając rzucili trochę śniegu na ziemię, która wydawała się nieprzyjacielowi wielką i szeroką rzeką, a ta rzeka ukryła ich przed wzrokiem wroga. Kiedy zostali pokonani po raz trzeci, nie wykorzystując swojej magii, poddali się i prawie stali się wasalem duńskiego królestwa. W tym czasie ich królem był Tengil. Zdarzenia te, według Saxo Grammar (V), miały miejsce na krótko przed przyjściem Chrystusa na ziemię.

Dacianie, którzy ze względu na swoje pochodzenie byli prawdziwymi Sławianami, według Jordana Pavel Varnefrid i Jerome w komentarzach do Euzebiusza, również wyszli ze Skandynawii. Oddzieleni od reszty wydalili północno-wschodnie wybrzeże Dunaju i zgodnie z jednomyślną opinią wszystkich historyków osiedlili się tam na zawsze. Z tego powodu, za cesarza Vittellina, zgodnie ze świadectwem poety Stacii, żyli już na tych brzegach.

Eutropius w „[Redukcji] historii Rzymu” (VII) mówi, że Daci zniszczyli Konsula Apiusa Sabina i prefekta Praororium Corneliusa Fuska z dużą armią rzymską.

Kraj Dacji miał obwód tysiąca mil. Tam walczyli z cesarzem Trajanem, który po zbudowaniu mostu przez Dunaj, którego pozostałości są nadal widoczne, wziął osobistą rolę w wojnie i pokonał króla Detsebala. Cesarz Domicjan, który świętował nad nimi fałszywy triumf, walczył z Dakami, chociaż był bardziej pokonany niż zwycięzca.

Po pokonaniu Daków cesarz Traian, widząc, że ich kraj został spustoszony i prawie wyludniony z powodu ciągłych wojen, wysłał imigrantów z całego imperium, jak pisze Eutropius w VII książce. Dlatego teraz w Dacii mówi się językiem, który wydaje się składać z wielu innych języków.

Język niemiecki został wprowadzony po raz pierwszy w Dacji pod rządami Karola Wielkiego, który, zgodnie ze świadectwem Johanna Avbanusa (III, 5), wysłał niemieckich imigrantów, którzy mieszkają w siedmiu fortecach i nazywają się Zibenburzhtsy (Seibenburgesi) tym regionom. Niemniej jednak, w języku używanym obecnie w Dacji, istnieje wiele słowiańskich słów.

Sława i chwała Sławian w dużej mierze przyczyniła się do powstania Normanów, którzy, jak pokazaliśmy, byli Sławianami. Pisarze, w szczególności Pierfrancesco Jambulari (I), opowiadają o swoim pochodzeniu: „Mniej więcej w czasie śmierci cesarza Ludwika I, a mianowicie w 840 r., Wojska skandynawskie opuściły korsarzy, zwanych przez Franków Normanami, „Ludzie z północy”.

Dokonując niszczycielskich nalotów na wybrzeże Francji i Niemiec i wspinając się na wielkie rzeki głęboko w głąb lądu, nie tylko złamali Frisoni, ale także spalili Hamburg, oblegali Kolonię w Niemczech i zdobyli Nevstriję, zwaną teraz Normandią, we Franci. Kradzieże i najazdy Normanów trwały do ​​887 roku, kiedy Rollon, który później otrzymał imię Robert, z armią nowych Normanów udał się do Anglii, ale odrzucony przez Brytyjczyków przybył z armią w pobliskim regionie Francji, gdzie przez wiele lat osiedlali się mieszkał jego Normanowie.

norman

Natychmiast łącząc się z nimi i zdobywając prawie całą ziemię od Zatoki Saint-Malo do Sekwany, którą starożytni dawniej nazywali Sekwanę, Rollon ruszył wyżej wymienioną rzeką i dotarł do Rouen. Zatrzymując się w tym mieście, zamówił obóz i czekał. Ponieważ nikt nie przybył do [miasta], aby pomóc, Rollon objął go w pewnych warunkach. Tak więc, opanowując tak duże i bogate miasto, Rollon nie chciał już angażować się w napad na morze.

Jego duch pragnął wielkości: wierząc, że z łatwością zdobędzie całe królestwo Franków dzięki ogromnej przewadze, jaką stanowiła obecność trzech żeglownych rzek Sekwany, Ery i Garonne, Rollon wysłał do domu po posiłki. Kiedy przybyły posiłki, zdecydowanie przesunął flotę w górę Ery, a silna armia przeleciała przez okolicę, dokonując niszczycielskich nalotów wokół, okradając, zabijając, zdradzając wszystko, co może być przydatne lub do pewnego stopnia wygodne. dla przeciwnika.

Król Franków, który rządził w tym czasie, Karol wysłał do niego posłów z prośbą o zawieszenie broni na trzy miesiące i łatwo uzyskał zgodę, ponieważ Norman ze swoją armią potrzebował odpoczynku i uzupełnienia sił. Gdy tylko rozejm dobiegł końca, Rollon ruszył dalej i oblegał Paryż; i być może opanowałby go, gdyby nie odwaga mieszczan. Ostrzegł, że książę Burgundii Richard i hrabia de Poitiers Ebl (Ebalo) przyszedł im z pomocą, poszli na tyły Normanów, którzy zwrócili się w stronę nowego wroga, pokonali ich zabijając wielu wrogów.

Rollon, rozwścieczony porażką, gdy tylko zdołał odzyskać siły, wydał rozkaz wszystkim żołnierzom, aby nie mieli litości i nie patrzyli ani na płeć, ani na wiek, ani na religie, ale aby zabić każdego, kto wpadnie w ich ręce, okrada, pali i zniszcz wszystko na swojej drodze. Wojownicy, wykonując rozkaz i znacznie dalej, zaczęli burzyć i poziomować wszystko wokół. Karl, wezwany przez baronów, aby położyć kres tej dewastacji, widząc niemożność konfrontacji z wrogiem z pomocą siły, próbował ponownie negocjować ze swoim zwycięskim wrogiem.

Ostatecznie uzgodniono, że Rollon, przyjmując wiarę chrześcijańską, otrzyma rękę córki Carla Giseli (Cilia) i Bretanii oraz Normandii jako posag z obowiązkiem zapłaty francuskiej koronie niewielkiego rocznego znaku w uznaniu prawa do posiadania przez miłość, a nie broń. Po czym strony zawarły pokój i związały się.

Tak więc Rollon został ochrzczony i od tego czasu zaczął nazywać się Robertem na cześć hrabiego de Poitiers Roberta, który był jego następcą podczas chrztu. Zmienił także nazwę kraju, nazywając region, który wcześniej nazywał się Nevstriya, jako Normandia. Ci, którzy chcą dowiedzieć się o innych wojnach i kampaniach Normanów przeciwko cesarzom rzymskim, radzę przeczytać opata Regino i opata Prumskiego, którzy w najbardziej ostrożny sposób opisali historię Normanów.

Teraz zwracamy się od nich do Marcomanów i Quadów, którzy zasłynęli ze swojej siły militarnej, a o Bułgarach opowiemy w osobnym traktacie na końcu tej książki.

Marcomanni byli Vandalami lub Sławianami, jak pisze Albert Krantz we wstępie do „Saksonii” i Suffried Petri w drugiej książce. Plemię sławiańskie, jak zauważył Wolfgang Latius (IX), to również Quadi. Oddzieleni od reszty Vandali, Markomanie toczyli starożytne bitwy, i wypędzili najzacieklejszych ludzi, którzy wypędzili ich z ziem przodków i opanowali je, jak pisze Suffried.

1

We wskazanym miejscu pisze:

„Starożytni Boi zostali wygnani przez Marcomanów, czyli Vandali, którzy wciąż posiadają Czechy, więc Bohemians są Vandalami. Starożytna nazwa kraju została zachowana, a teraz ci, którzy byli Marcomans, lub bardziej ogólnie Vandale, mówili tym samym językiem i to potwierdza ich pochodzenie. Byli właścicielami całego kraju, który jest teraz podzielony na Morawy, Czechy i Dolną Austrię. ”

Była to pierwsza rezydencja Markomanów, jak pokazuje Cornelius Tacitus, mówiąc:

„Markomanie zdobyli swoją pierwszą chwałę, władzę i miejsce zamieszkania przez dzielność, po tym, jak wdali się z nami w walki”. 

Drugim miejscem zamieszkania był kraj Trevera. Migracja Marcomanni odbyła się tam w dwóch etapach: pierwszy był pod dowództwem króla Marcomans Sueva Ariovista, drugi pod rządami Tyberiusza, który według Svetony przesiedlił wielu Germanów. Trzecia rezydencja Marcomanni znajdowała się w Dacii Nadbrzeżnej (Dacia Ripense), gdzie przebiegają granice Węgier i Transylwanii. Wspomina o tym Cornelius Tacitus (II).

Czwarta rezydencja znajdowała się w Górnej Panonii, gdzie obecnie znajduje się Austria i część Księstwa Styrii. Do tego regionu, o ile mogłem się tego dowiedzieć, Markomanie przeprowadzili się cztery razy. Po raz pierwszy, jak pisze Tacyt (II), zostali oni przeniesieni przez cesarza Klaudiusza. Za drugim razem, według Juliusa Kapitoliny, sami pojmali Górną Panonię i Valerię.

Po raz trzeci cesarz Gallien przedstawił Górną Panonię i Valerię swojemu zięciowi, królowi Marcomanni. Tak pisze Sekstus Aureliusz. Wreszcie, jak zauważył Marcellinus w kilku miejscach, cesarz Walentynian miał wiele kłopotów z Marcomanni w Panonii i Valerii.

1

Odnalazłem również odniesienia do faktu, że w czasach cesarzy Juliusz i Oktawian, Marcomanni i Kwady mieszkali w niektórych rejonach Panonii, ale te obszary zostały im odebrane przez Oktawiana i Tyberiusza. Jednak pod Adrianą zwrócili je sobie. Cesarz Mark Antonin (Antonio) ponownie zmusił ich do opuszczenia tych ziem aż do czasu komodora i Bassiana. Później, jak pisze Sextus Rufus, zostali wygnani przez cesarza Aleksandra.

Piąta siedziba Marcomanni i quadów znajdowała się na Śląsku i Marka Brandeburga nad Odrą. Szósty jest w kraju trevera, jak pisze Widukind w biografii Heinricha i Otto. Ich siódma siedziba znajdowała się w Belgica nad morzem. Ósma, ostatnia, ale jedna, znajduje się na wybrzeżu Morza Niemieckiego między Danią a Flandrią.

Zgodnie ze świadectwem historyków, we wszystkich wymienionych miejscach zamieszkania, Markomanie słynęli ze swoich militarnych wyczynów. Często walczyli z Rzymianami, i budzili ich strach. Na krótko przed tym, jak Marek Antoniudsz został cesarzem, Marcomanni, w sojuszu z Sarmatami, Vandalami, Qwadami i innymi Sławianami, przekroczył Dunaj, zajął Panonię i zabili 20 tysięcy Rzymian. Jak świadczy Aukian w dialogu „Aleksander”, pod dowództwem Marka Antonina, Rzymianie zostali zmuszeni do walki z tym ludem.

1

Pisze on: „Mark Antonin, po rozbiciu Marcomanów, Quadów i Sarmatów, uwolnił Pannonię od niewoli”. 

O tym, ile potu i krwi Rzymianie rzucili, by osiągnąć to zwycięstwo, Julius Kapitolin bardzo dobrze pokazuje w swojej historii życia:

„Mark Antoniusz, wydając cały swój skarb na tę wojnę i nie chcąc w żaden sposób uciekać się do dodatkowych rekwizycji od rzymskich poddanych, zaaranżowanych na Forum Trajana handlujące i sprzedające całą cesarską biżuterię, złote, kryształowe i murrinowe misy, srebrne naczynia, jedwabne i tkane złotem ubrania jego żony, ozdobione perłami i kamieniami szlachetnymi. Pozbawił się także wszystkich posągów najlepszych mistrzów tej sztuki ”.

 A potem dodaje:

Uzbroił gladiatorów, nazywając ich„ zobowiązującymi ”, wynajętymi Dalmatami, Dardanami, Diogynitami i Germanami”. 

Krótko mówiąc, dołożył wszelkich możliwych starań, aby przygotować tę wojnę, o której wspominają również Svida i Lucian w dialogu „Aleksander”.

Jednakże, jak pisze Orosius (VII, 9), Markomanie zostali pokonani dzięki boskiej opatrzności, a nie męstwu Marka. W rzeczywistości rzymska armia, penetrując ziemie Quadów, została poddana takiemu oblężeniu przez niezliczone zbuntowane plemiona barbarzyńców, mianowicie: Marcomans, Quady, Vandale, Sarmaci i Svets,

Lucian, poganin i najgorszy wróg chrześcijańskiego imienia, pisał że to zwycięstwo przypadło Markowi dzięki wyroczni Apolla.

Ta wojna Marka Antoniusza z Marcomanni, jak pisze Suetonius Tranquill w biografii tego cesarza i Eutropiusa (VIII), była największą i najważniejszą ze wszystkich wojen prowadzonych przez Rzymian i była nie mniej ważna niż wojny z Kartagińczykami. Według Marka nie było takich ludzi, którzy przynosiliby więcej niepokoju i szkód w Imperium Rzymskim niż Markomani.

Jak pisze Marcellinus (XXII), Mark, przechodząc przez Palestynę w drodze do Egiptu, zirytowany niepokojem wśród Żydów, zawołał:

„Marcomanni, Quadi iSarmaci! Nadal uważam tych ludzi za bardziej niespokojnych i irytujących niż ty! ”

Pomimo wspomnianej porażki w wojnie z Rzymianami, Markomani nie przestawał niszczyć rzymskich prowincji. Pod rządami cesarza Commodusa poddali Imperium Rzymskie tak silnemu atakowi, że według Sekstusa Rufusa, Commodus był zmuszony zawrzeć z nimi pokój i co roku płacić znaczną daninę, ponownie dając im część Panonii do Dunaju.

Tak więc, kiedy Markomanie ustalili swoją władzę nad Pannonią, rozpoczęli wojnę z cesarzem Aurelianem, który, jak napisał Vopisk w swojej biografii, nie dał im właściwego odparcia i pozwolił im wejść do Włoch, gdzie zdewastowali wszystkie okolice Mediolanu. Jednak później, kiedy pojmali Retję z Noricum, zostali pokonani przez Walentyniana – pisze o tym Jambulari (II).

Pod rządami cesarzy Halle i Constantine, Zonara (III, IV) pisze, że Quady, w sojuszu z Sarmatami, dokonały bezczelnego nalotu, splądrowali Pannonię i Górną Mezję, a następnie często powtarzali swoje naloty. Aby chronić te prowincje, jak pisze Jambulari (II), Rzymianie zostali zmuszeni do utrzymania tam Duca. Według Johanna Cocleusa i Botero, ojczyzną Quadi, był region położony między Czechami a Polską, a później zwany Śląskiem.

1

Czesi nadali jej tę nazwę: jak pisze Jan Dubraviy w „Czechach” (VIII), Czesi, widząc, że wielu ludzi z Misny, Pomorza i wielu innych obszarów zaczęło przenosić się do ojczyzny quadów, nazywali ich w swoich „łzach” językowych co oznacza „ludzie, którzy jak węże” „wspięli się na te ziemie”. Jednak początkowo, jak napisał Riccardo Bartolini (VIII), nazywano ich „Łysej” (Lysij), a potem Ślązacy (Ślesi).

Pierwszym z królów Marco-Rzymian, którzy panowali na Łabie, w Czechach, na Morawach i w Austrii, od czasu ustanowienia autokracji Rzymian, był Morobuduo. Przeniósł Marcomanów do Czech, jak pisze Strabo w geografii (VII). Tyberiusz zaatakował tego króla i w tamtych czasach Marcomanni, jak pisze Wellay Paterkul (II), byli zachwyceni samym Imperium Rzymskim. Catualda (Cataualda), wydalając Maroboda, który żył przez wiele lat na wygnaniu w Rawennie, został królem Marcomanni.

Wspomina o tym Cornelius Tacitus w Historia Augusta (II). Po regułach Catualda, Vibilius (Giubilio), który wydalił Catualdę i zmusił go do spędzenia reszty dni we Frejus (Freio) w prowincji Narbonne. Po śmierci Vibilii, dzięki łasce cesarza Tyberiusza, Vannius został mianowany królem, który rządził jako Marcomanni i Sweve przez czterdzieści lat, dopóki nie został wydalony przez swoich wujów z matki Vangone i Sidone.

Po klęsce w bitwie, jak piszą Tacyt (II) i Pliniusz (III, 12), Vannius otrzymał ziemię od Rzymian w Panonii, gdzie mieszkał przez resztę swoich dni. Następnie, według Tacyta (XIX), do czasów cesarza Wespesiana Markomanie i Szwedzi byli rządzeni przez Sidona (Sido) i Italo. Varaberto, szósty król Marcomanni, był pod rządami cesarza Marka Antoninusa i prowadził z nim wojnę, jak piszą Lucian i Kapitolin, przez trzy lata z rzędu. Po Varabert, Brand (Brando) rządził jako Markoman, który według niektórych zbudował Brandenburgię, którą Widukind nazywa miastem Braniborians (Brannaburij).

Według Dioklecjana, według Jordana, Gunterich i Arderich rządzili jako Marcomans i Suevs. Po nich był Salonin, którego córka o imieniu Pipa wyszła za mąż za cesarza Gallienusa, jak wspomniał Sekstus Aureliusz. Po śmierci Salonina rządzili Artamund (Hartamundo) i Kariovist (Cariovisto), którzy przyszli z pomocą cesarzowi Aurelianu przeciwko Gotom, gdy walczył z nimi w Illyricum.

W tym czasie Marcomanni opuścili swój kraj: jeden z nich przeniósł się do Rezii, a drugi do Valerii i Posavsky Panonii (Pannonia Sauia). Pierwszym królem tych, którzy okupowali Valerię i Posaviyu (Sauia) był Gabinius, o którym wspomina Marcellinus. Po Gabiniusie królował Juninund (Chunimundo), który został pokonany przez Teodomira, króla Ostrogotów i ojca Teoderyka z Werony (Bernense). Jego następcami byli Ahiulf i Rimismund (Romismundo), o których wspominają Jordan i Procopius.

Inne akty i wojny Marcomanni można znaleźć w Dion i Wolfgang Lazius. Dodamy tutaj kilka liter, które Marcomans użył podczas pisania. Listy te znaleziono w starych kronikach frankońskich, które zawierały również genealogię Karola Wielkiego.

Reszta lister, jak pisze Latius, nie poddała się lekturze z powodu zniszczenia księgi, w której znaleziono również wspomniane wyżej. Jednak Yeremey Russky, w miejscu, w którym mówi o Markomanach, mówi, że nie było dużej różnicy między literami Markomanów i Sławian.

Dla samych Słowian zwycięstwo pozostało – Gotowie, Vandale, Marcomany i inne wymienione przez nas narody, które mówili tym samym językiem ze Sławianami, obalali i podporządkowali imperia i królestwa niemal całego świata, ale zaczęli kłócić się z innymi Sławianami i stracił wszystkie podbite ziemie, jak opisano szczegółowo powyżej.

Tylko Słwianie byli w stanie utrzymać i utrzymać w mocy te kraje i królestwa, które niegdyś ogarnęły lub obrabowały zarówno wymienione, jak i inne narody, zachowując w nich swoją tradycję, imię i język.

Do dumy i chwały plemienia słowiańskiego dodaje fakt, że nie tylko mężczyźni, ale także ich kobiety były bardzo wojownicze, takie jak słynne i dzielne Amazonki. Karl Vagriysky i Johann Horopii (VIII „Amazonika”) piszą, że Amazonki były żonami Sarmatów. Świadczy o tym także ich miejsce zamieszkania – nad Wołgą między Melanhlenami a Serbami (Sirbi), którzy, jak pokazaliśmy, były Sławianami.

Jordan i Hartman Schedel w ilustrowanej „Kronice” wierzą, że Amazonki były walecznymi żonami, a zatem wraz z mężami walczyli w męskim stroju przeciwko cesarzowi Aurelianowi. Niezależnie od tego nie można zaprzeczyć, że Amazonki były sławiańskie. Po tym, jak ich mężowie zostali zdradziecko zabici, Amazonki, zabierając broń i atakując wroga prawdziwie męską sprawnością, w pełni pomściły śmierć swoich mężów. Później, stając się doświadczonymi wojownikami, Amazonki pod dowództwem królowej Marpezii zrobiły tak wielki marsz do granic Azji, że Marpezii słusznie można postawić na równi z najlepszymi generałami i cesarzami. W rzeczywistości zwyciężyło aż do gór Kaukazu, zaprowadzając pokój z jednym i podbijając innych. Jej pobyt dał powód, by najlepsi poeci nazwali ją jednym z klifów.

Stamtąd Amazonki, jak potężna rzeka, zalały całą Azję Mniejszą i podbiły Armenię, Galację, Syrię, Cylicję, Persję (Persję) i inne potężne kraje Azji. Osiedliwszy się na tych ziemiach, zbudowali wiele pięknych miast i zbudowali potężne cytadele i fortece. Wśród innych wspaniałych dzieł Amazonki założyły dwa słynne miasta – Smyrnę i Efez, aw tym drugim, na cześć bogini Diany, którą czcili głęboko z powodu ich wrodzonej gorliwości w łowiectwie i łucznictwie, zbudowali tę samą świątynię, której piękno było zdumione cały świat. Później został podpalony przez pewnego Herostratusa, który chciał uwiecznić jego imię takim aktem.

1

Ponadto królowie Grecji, przerażeni mocą Amazonek, wysłali przeciwko nim najlepszego dowódcę Herkulesa. Później Amazonki prowadzone przez Penthesilea (Pantasilea) przybyły z pomocą Trojanom przeciwko Grekom i istniały do ​​czasów Aleksandra Wielkiego. Dowiedziawszy się o jego niezwyciężeniu, Królowa Amazonki, Calestre lub Minutia, jak pisze Justin, nie mogła znaleźć dla siebie miejsca, dopóki w towarzystwie 300 tysięcy kobiet nie przyjdzie do niego, spędzając po drodze 30 dni.

Wierzyła, że ​​zdobędzie wielkie szczęście, rodząc dzieci od tak potężnego władcy i autokraty całego świata, które odziedziczą jej ojcowską siłę i męstwo. Po spędzeniu 14 dni z rzędu w ramionach Aleksandra i poczuciu ciąży, pośpiesznie wróciła do swojego królestwa. Tam wkrótce zginęła, a wraz z nią wyścig Amazonek prawie się zatrzymał.

Ale jak nie wspomnieć o Tamir, królowej Massagetów (którzy, według Ammianus Marcellinus, byli Alanami. Marcellin śledzi autora Farasman Grek, wspomniany przez Dion w historii życia cesarza Hadriana), który dał tak odważne odparcie perskiego króla Cyrusa i ostatecznie pozbawił go życia? 

Jeśli ktoś się sprzeciwi i powie, że Tamira była królową Scytów, odpowiem, że Józef w rozdziale 2 XI książki „Starożytności żydowskie” twierdzi, że Cyrus poprowadził armię przeciwko Massagetom, którzy, jak mówi, zostali pozbawieni życia.

Alkida Gotyanka była również bardzo sławna, a więc sławiańska. Jak pisze Olaf Magnus (V, 23), po raz pierwszy zaangażowała się w rzemiosło korsarza, otaczając się mnóstwem takich dziewczyn jak ona. Kiedy pewnego dnia natknęła się na flotyllę prowadzoną przez mężczyzn, od których zginął naczelny wódz, mężczyźni, uderzeni siłą, pięknem i męstwem, wybrali ją na miejsce zmarłego dowódcy floty.

W tamtych czasach, gdy Szwedzki Król Pierścień (Ringone) prowadził wojnę z duńskim królem Haraldem (Araldo), słowiańskie kobiety, zajmując stronę Haralda, służyły mu w tej wojnie nie tylko jako zwykli wojownicy, ale (ponieważ było ich wiele) pełniły obowiązki przywódców wojskowych.

Albert Kranz pisze o tym w Vandalia (I, 12) i Olaf Magnus (V, 8). W tej wojnie szczególnie sławne były sławiańskie kobiety Het (Tetta) i Visna (Visna), które były wojownicze z natury, doświadczone na wojnie i odważne w duchu. Het dowodziła dużą częścią armii, a Visna nosiła główny sztandar, który straciła w potyczce prawą i odciętą przez giganta Starcade (Starcatero), rękę dowódcę armii Svev.

Amazonki i dziewice w Czechach nie były gorsze od męstwa Amazonki, które, jak pisaliśmy powyżej, obejmując broń i wydalając mężczyzn, rządziły królestwem przez 7 lat.

Kinana (Cinane) Macedonka (a więc, jak wkrótce pokażemy, Sławianka), siostra Aleksandra Wielkiego, jak druga Marpezii, dowodzona przez wojska, walczyła z wrogiem i zabiła Iliryjską królową Carię własnymi rękami.

Tevta, żona iliryjskiego cara Agrona, po śmierci męża przez długi czas rządzona przez Dalmatyńczyków, najbardziej dzielnych ludzi, którzy wielokrotnie pokonywali Rzymian, z którymi Tevta prowadził wiele wojen, a nie bez męstwa, o czym świadczy Polybius (III).

1

A miasto Salon w Dalmacji było w stanie uwolnić się od długiego oblężenia [wojska] cesarza Oktawiana tylko dzięki swoim kobietom. Dion (XL) opowiada o tym w ten sposób: „Mieszkańcy Salony, idąc do ostatnich za fortyfikacjami razem ze swoimi żonami, gwałtownie ich zaatakowali i dokonali wielkiego aktu: żony w czarnych szatach z płynącymi włosami i pochodniami w rękach, to znaczy w w formie, która sprawiała wrażenie najbardziej przerażające, włamali się do obozu wroga o północy i, oszołomieni przez strażników, którym, prawdę mówiąc, wydawali się diabłami, w jednej chwili podpalili go ze wszystkich stron. Mężczyźni, którzy za nimi podążyli, wymordowali większość żołnierzy obudzonych tym podnieceniem, a także większość śpiących i zdobyli obóz z portem, w którym stała flota Oktawiana ”.

Gloryfikował Sławian Dion w książce LVI, widząc, że ich mężowie chcą zawrzeć pokój z Rzymianami i stać się ich poddanymi, dołączyli do rzymskich uciekinierów, którzy byli w Ardubie i poszli z nimi przeciwko mieszkańcom miasta. Cierpiąc porażkę w starciu i widząc, że ich mężowie chcą być posłuszni Rzymianom, kobiety kochające wolność zdecydowanie zdecydowały się zrobić wszystko, ale nie podporządkować się.

Chwytając swoje dzieci, rzucili je w ogień albo do rzeki, powtarzając wyczyn Iliryjskiego dardanoka, który, jak mówi Dion, uważał niewolnictwo za największy wstyd. Złapani w beznadziejną sytuację, kiedy nie można było uniknąć niewolnictwa, dardankowie wzięli swoje dzieci w ramiona i rzucając je do basenu, wykrzyknęli: „Teraz naprawdę nie powinniście być niewolnikami. Zanim przejdziesz ścieżką tego nieszczęsnego życia, ty, wciąż pozostań wolny”

Prawie tak samo postąpiły dalmatyńskie kobiety (jak pisze Arnold Pontak Bordeaux w Traktacie o zmieniających się stanach) – widząc, że ich mężom zabrakło strzał, chwycili swoje dzieci i „zabijając ich uderzeniem w ziemię, a potem rzuciły w twarz do wroga.” Opisuje również Flor, mówiąc, że byli Ilirami.

Celowo pomijając wiele innych przykładów siły i męstwa Sławian, zwrócę się teraz do innych narodów, które mimo, że nie wyszły ze Skandynawii, to jednak wszystkie były z rodzaju sławiańskiego.

ciąg dalszy nastapi za jakiś miesiąc….

27.04.2019

http://tvoyhram.ru/stati/st96.html