UKOCHANA i ZNISZCZONA PIĘKNA SŁOWIAŃSZCZYZNA

Artykuł to fragment książki Antoniego Wacyka pt „Kultura bezdziejów. Rzecz o dziejowej degradacji narodu polskiego”, cała książka jest warta przeczytania bo pokazuje w jaki sposób Lechita – Sławianin stał się Polakiem – katolikiem. Na dole będzie link do całej książki Wacyka.
To przekształcenie to był długi i skomplikowany proces w sumie nie zakończony bo dziś wciąż istnieją ludzie którzy kultywują dawne wierzenia, tradycje i obyczaje i chwała im wszystkim za to, ale generalnie proces ten trwał setki lat, i myślę że rozbiory w Polsce są taką ważną datą gdy polskie stare tradycje zaczęły odchodzić w zapomnienie, wcześniej różnie to bywało, przypomnę że do XIII wieku nie istniała w Polsce sieć kościelna umożliwiająca jakąkolwiek skuteczną chrystianizację.
Jeszcze w XV wieku kazania w kościele w języku polskim należały do rzadkości, łaciny żaden prosty człowiek nie rozumiał, więc jak nie rozumiał to nie miał jak się tym zachwycić nawet, a 100 lat po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem kolejne ustawy synodalne wciąż zakazują czczenia „ydola Polonorum” bo Polacy wszystkich stanów świeckich powszechnie unikają ewangelizacji.
Katolizacja Polski rozpoczęła się w II połowie XVI wieku wraz z przybyciem Jezuitów do Braniewa w 1565 roku, do tej daty myślę że znakomita większość ludzi mimo chrztów i innych kościelnych wymuszonych sakramentów była tak naprawdę Poganami, natomiast władcy pod każdą szerokością geograficzną podchodzą do religii instrumentalnie jako tzw „opium dla mas” i myślę że u nas też tak było, zarówno Mieszko, Bolesław Chrobry i następcy mimo fundowania kościołów, dawania przywilejów duchownym i innych gestów traktowali religię jako jeden z instrumentów potrzebnych do umacniania swojej władzy, wiedzieli że stara tradycja szczególnie na wsiach ciężko się wykorzeniała z głów skoro ludność obchodziła takie święta sławiańskie jak Kupała, Dziady i inne.
To tyle tytułem wstępu ode mnie a teraz już Antoni Wacyk : 0g

Według tych co spreparowali nasze dzieje, wynikało by, że historia Polski zaczyna się w piątek, dnia 7 marca 966.
Przedtem była pustka i nic więcej.
Rozległe, zagospodarowane państwo, liczna i dobrze uzbrojona armia, dziedziczna władza książęca – wszystko to spłynęło na Mieszka I za jednym zamachem kropidła, wraz z chrztem.
Poprzednie kilka wieków dziejów naszych, poprzednich 14-stu co najmniej postaci władców naszych uznano za niebyłe, między bajki włożono.
Od niego, od Mieszka, od 15-tego władcy Polski zaczyna się dopiero jej historia.
W ten sposób każe nam pojmować naszą przeszłość historiozofia, której źródło i natchnienie stanowią autorytety takie jak:

Gall – ksiądz katolicki w. XII
Cholewa – biskup katolicki w. XIII
Kadłubek – biskup katolicki w. XIII
Boguchwał- biskup katolicki w. XIII
Długosz – arcybiskup katolicki w. XV
Kromer – biskup katolicki w. XVI
Naruszewicz – biskup katolicki w. XVIII

i legion innych, zasłużonych w wiekowe dzieje wynaradawiania słowiańskiej duszy polskiej, niszczenia w ogóle wszystkiego co było słowiańskie, a więc apostołom obcego Boga wrogie i nienawistne.
Nie dziwi więc , że to co dziś w szkole polskiej podaje się dziecku polskiemu jako historię ojczystą, jest jednym pasmem fałszów, legend i przemilczeń!
Bajeczne dzieje Polski nie kończą się – ale zaczynają datą 966.
Wtedy gdy śródziemnomorska kultura antyczna dobiegała swego kresu, w innej części Europy, w basenie morza słowiańskiego, Bałtyku, poczęła kiełkować i puszczać pierwsze pędy samorodna kultura słowiańska. 0g

Wyrastając na rodzimym podłożu potężnej, olbrzymie połacie Europy obejmującej, a jednolitej masy biologicznej słowiańskiej, kultura ta posiadała zdrowe, naturalne warunki rozwoju o nieograniczonych wprost możliwościach.
Realizacja tych możliwości, poprzez pełne samookreślenie się masy biologicznej, zorganizowanie budzących się energii duszy słowiańskiej, wymagała czynnika nieodzownego w każdym procesie kulturotwórczym – czasu.
Poziom kulturowo-cywilizacyjny i tendencje rozwojowe plemion zachodnio-słowiańskich w czasie, gdy Europa staczała sie w niż średniowiecza, pozwalały rokować najśmielsze nadzieje.
W tym okresie Słowianie posiadają już zdrowy, tchnący wiarą we własne siły człowieka system religijny z jego piękną mitologią, który to system religijny, bazujący się na twórczych, nieskaleczonych żadnym urazem psychicznym instynktach duszy ludzkiej, stanowił mocną podstawę tworzącej się kultury.
Światowid, Bóg wszystkich bogów i bożyców, pan świata ludzi, czczony wszędzie gdzie brzmiała piękna mowa słowiańska, był uosobieniem mocy i twórstwa, władcą ognia i wojny, dawcą wszelkiego żywota.
Sławił Światowida szczęk oręża, huk burzy i piorunów, a nie jękliwe zawodzenia litanii.
Religia Słowian nie była religią cierpiętnictwa, strachu i przebaczania wrogom.
Nie szczepiła pochwały nauki o marnościach tego świata.
Dusza dziecka słowiańskiego wolną była od kompleksów niższości, nie wpajano jej bowiem samopoczucia poczętego w grzechu skazańca za cudze winy.
Religia naszych przodków była pogodna, słoneczna, budząca optymizm i radość życia, była tworem ludzi zdrowych na ciele i umyśle.
Wyrosła na podłożu tej religii etyka i moralność Słowian, ich życie obyczajowe budzi w nas uczucie czci i dumy.
Gdy w roku 1124 biskup niemiecki Otto wybrał się do Pomorzan ze światłem objawionych prawd, dostał taką odprawę:

„Między chrześcijanami – rzekli przedniejsi obywatele Szczecina – spotykają się złodzieje i piraci. Jednych ludzi pozbawia się stopy, innych oczu; pełno w nich zbrodni i kar wszelkiego rodzaju; chrześcijanin nienawidzi chrześcijanina: zdala od nas z taką religią.” wschód slońca 2

Pomorzanie mieli pełne prawo tak mówić.
Współczesny autor wyprawy Ottona stwierdza mianowicie fakt, iż „taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte.
Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
Świadectwo to nie jest bynajmniej odosobnione.
Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w., wyliczając wspaniałości miasta Wolina, kończy w ten sposób:

„Poza tym, jeśli chodzi o moralność i gościnność, trudno by znaleźć lud bardziej zacny i szlachetny.”

A oto obraz stosunków społecznych w królestwie Ranów:

” – nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku. Skoro tylko podeszły wiek czyni któregoś z nich słabym i ułomnym ,zostaje on powierzony opiece potomka, obowiązanego sprawować ją z największą starannością.”

Tenże Helmold o Prusakach:

” Nadzwyczaj ludzcy wobec potrzebujących pomocy, wychodzą nawet na morze na ratunek znajdującym się w niebezpieczeństwie lub napadniętym przez piratów.
Wiele uznania godnych rzeczy można by powiedzieć o tym ludzie odnośnie ich moralności, gdyby tylko posiadali wiarę w Chrystusa, którego misjonarzy okrutnie prześladują.”

Wysoki poziom etyczny i obyczajowy naszych przodków, jakże dodatnio świadczących o ich kulturze, nie był wcale wynikiem jakiejś wrodzonej rzekomo Słowianom dobroduszności i miękkości serca.
Słowianie nie byli ludem ślamazarnych, sentymentalnych niedołęgów, za jakich chcą ich mieć nasi rzepichopiastowi historycy. 

Słusznie zauważa obcy autor:

„Pisarze słowiańscy, jak Szafarzyk, lubują się w przedstawianiu naszych przodków jako plemiona spokojne, nienapastliwe, niczego do szczęścia nie pragnące jak tylko spokoju z sąsiadami. Jednakże wydaje się nie być na to żadnego dowodu, są to raczej sny o dawnym wieku złotym, ponieważ, niewątpliwie, skoro tylko Słowianie pojawiają się na arenie historii, widzimy ich jako naród wojowniczy, agresywny i nie znający spokoju.” 0post 3

Smutne to, a zarazem znamienne, że prawdy o Słowianach szukać nam trzeba u obcych, a nie u swoich pisarzy.
Nie gnuśnych ciemięgów, ale wojowniczych zdobywców widział w Słowianach Karol Wielki, wznosząc przeciwko nim łańcuch twierdz wzdłuż Łaby i Sali.
Podobnie Duńczycy, zagrożeni przez Słowian w samym istnieniu, zabezpieczają przed nimi swój półwysep Wałem Duńskim.
W oczach Helmolda Polacy i Czesi są dzielni w boju, lecz niezwykle twardego serca w łupiestwie i zabijaniu.

Mówiąc zaś o Słowianach w ogóle, tenże kronikarz powiada:

„Ponadto ludom słowiańskim wrodzone jest okrucieństwo, nie znające granic, niespokojność ducha, co poprzez ląd i morze daje sie we znaki okolicznym krajom. Trudno powiedzieć o różnych sposobach śmierci, zadawanych przez nich wyznawcom Chrystusa.”

Wobec tych co z bronią w ręku szli rabować ich ziemie i dusze, Słowianie umieli być okrutni i nic dziwnego, że wówczas ucięte głowy niemieckich biskupów toczyły się pod stopy słowiańskiego boga w Radogoszczy.
Jeśli przeto apostoł Niemiec św. Bonifacy nazywa naszych przodków „najbardziej odrażającą i najbardziej zbrodniczą z ras ludzkich” – to wiadomo kiedy i w stosunku do kogo okazywali się Słowianie takimi.
Natomiast o cechującej ich wielkoduszności i szlachetności wobec słabych i bezbronnych możemy sądzić z następujących zdarzeń.
Poprzednikiem Ottona w próbach nawracania Słowian był hiszpański mnich, też biskup, Bernard.
Ducha bardzo ewangelicznego, ów świętobliwy biskup zjawił się wśród Pomorzan bez odpowiedniej świty, boso, w nędznym habicie zakonnym, pełen natomiast apostolskiego zapału.
Wzbudził ogólne lekceważenie i wzgardę, Pomorzanie bowiem, podobnie jak Ranowie, nie mieli u siebie biedoty ani żebractwa, ubóstwo uważali za nieprzyzwoitość, w żadnym wypadku nie dającą się pogodzić z powagą stanu kapłańskiego.
Patrzyli tedy na obdartego, a nieproszonego gościa jak na włóczęgę szukającego łatwego chleba. Gdy jednak biskup, gwałtem pragnąc aureoli męczeństwa, porwał się w Wolinie na święty posąg czy też obraz, gospodarze orzekli, że musi to być chyba nieodpowiedzialny za swe czyny maniak, niespełna rozumu.
Wsadzili szaleńca na statek i odstawili całego a zdrowego, lecz bez korony męczeńskiej, poza granice kraju. 0post 4

Upłynie 6 wieków „dobroczynnego” oddziaływania katolicyzmu, a na tej samej ziemi słowiańskiej, w Toruniu świat ujrzy ze zgrozą inną zgoła reakcję obrażonego w swych uczuciach religijnych społeczeństwa.
Padnie wówczas 13-cie wyroków śmierci, około 40 osób pójdzie do więzienia.
Krwawa Łaźnia Toruńska z 1724 r. to tylko jeden z przykładów katolickiej caritas w interpretacji Jezuitów.
Wracając do Słowian – zdrowie moralne i tężyzna duchowa naszych przodków czyniły ich zdolnymi do przejawiania imponującej aktywności życiowej, nie krępowanej żadnymi tendencjami kwietystycznymi.
Zamożność i dostatek Słowian Zachodnich budziły podziw u cudzoziemców, którzy z racji swego stosunku do pogaństwa nie byli wcale skorzy do przesady w pochwałach.
Towarzysz św. Ottona, notując mnogość zwierzyny i bydła, obfitość pszenicy i miodu w kraju Pomorzan, nie waha się napisać, że „gdyby miała winną latorośl, oliwki i figi, sądziłbyś że jest to ziemia obiecana, z powodu bogactwa drzew owocowych.”
O nich to, o naszych przodkach napisze obcy historyk z ubiegłego stulecia:

„Te wendyjskie ludy znały górnictwo, którego nauczyły się od Markomanów, i pozostawiły po sobie najstarsze ustawodawstwo górnicze. Byli oni narodem tak skrzętnym i rolnictwu tak oddanym, że każdą połać ziemi, którą zamieszkiwali, obracali na uprawę wszelkich gatunków zboża i owoców.”

Gdy taki był obraz życia pogańskich Słowian, to w tym samym czasie w Europie chrześcijańskiej, nękanej przez plagi, krucjaty i głód, kwitło w najlepsze ludożerstwo.
W biskupim mieście Troyes można było kupić na targu mięso ludzkie – ba! – upieczone w dodatku.
Słowianie Zachodni, chociaż celowali w rolnictwie, byli również ludem morskim i w tej dziedzinie przodowali sąsiadom, o czym świadczyć może szczegół, że sztuka solenia śledzi znaną była Pomorzanom wcześniej niż Duńczykom i Niemcom z nad morza Północnego, którzy dopiero u Słowian nauczyli się tej umiejętności.
Handel solą i śledziami kwitł w „słonym Kołobrzegu”, gdzie zawijały statki z dalekich stron i gdzie też zaopatrywało się w produkty morza bliskie zaplecze – Polska.
Pomorski bursztyn szedł szeroko w świat, znali go i cenili Rzymianie, Grecy, Arabowie. 0post 5
Każdego kto przystępuje do badania przeszłości Pomorza, uderzyć musi duża ilość osiedli, miast i portów, rozsianych gęsto pomiędzy Łabą a ujściem Wisły.
Starogard, Welegrad, Arkona – miasto 30-sto tysięczne w 12 wieku.
Roztoka, Dymin, Wolgast, Wszedom, Wolin, Szczecin, Kołobrzeg, Kamień – tętniły ruchem i życiem.
Miasta te posiadały z reguły własną organizację samorządową, z burmistrzem, radą miejską, urzędnikami, z własnym ustawodawstwem, systemem podatkowym, itp.
W Szczecinie, gdzie targi odbywały się 2 razy w tygodniu, znajdowało się specjalne podwyższenie na rynku, na które wchodziło się po stopniach, a które służyło urzędnikom miejskim do obwieszczania ludności rozporządzeń władz.
A oto jak wyglądała perła Bałtyku, legendarna, Wineta, słowiański Wolin, o którym kronikarz zapisał co następuje:

„Opowiada się o tym mieście rzeczy nadzwyczajne i prawie nie do wiary, wymienię przeto nieco godnych przekazania szczegółów o nim. Było to prawdziwie największe ze wszystkich miast Europy, a mieszkali tam Słowianie i ludność mieszana z innych narodów, Greków i barbarzyńców. Cudzoziemscy Sasowie również otrzymywali zezwolenie mieszkania tam na równych prawach z innymi, pod jednym warunkiem, a to żeby w czasie swego pobytu w mieście nie wyznawali otwarcie wiary chrześcijańskiej. Przez cały czas aż do zburzenia miasta jego mieszkańcy błądzili w wierzeniach pogańskich. Poza tym, jeśli chodzi o moralność i gościnność, trudno by znaleźć lud bardziej szlachetny i zacny. Bogate w towary wszystkich narodów, Jumne obfitowało we wszystko co było przyjemne i rzadkie.”

Na uwagę zasługuje również stolica Ratarów Radogoszcz, w ustach Helmolda:

” Bardzo szeroko znana Retra, siedziba bałwochwalstwa, gdzie została wzniesiona wielka świątynia, poświęcona demonom, z których najważniejszym jest Radgast. Jego posąg ozdobiony jest złotem a łoże okryte purpurą. Zajmująca środek miasta warownia ma dziewięć bram, dostępu do niej broni ze wszystkich stron głębokie jezioro. Drewniany most użycza przejścia jedynie tym, którzy pragną złożyć ofiary lub zasięgnąć rady wyroczni.”0post 6

O budownictwie Słowian możemy z całą pewnością powiedzieć, że stało na poziomie dalekim od prymitywu.
Świątynie słowiańskie były prawdziwymi dziełami sztuki, świadczącymi o wysokim smaku artystycznym i zamiłowaniu do piękna u ich twórców, biegłych w architekturze, rzeźbiarstwie i malarstwie.
Bije mocniej serce słowiańskie, gdy wyobraźnia chłonie opisy dawnej praojców świetności: „w mieście Szczecinie były cztery kontyny, lecz jedna z nich najokazalsza, zbudowana była z zadziwiającą sztuką i pięknie zdobiona, miała bowiem wewnątrz i zewnątrz rzeźby, obrazy postaci ludzkich, ptaków i dzikich zwierząt, które ze ścian spoglądały, a tak wiernie i naturalnie były przedstawione, że wydawały się jak żywe i życiem tchnące, i, co określiłbym jako rzadkość, żadna niepogoda, śnieg czy deszcz, nie były w stanie zaszkodzić świeżości barw malowideł zewnętrznych lub zamazać tego, co sprawiła sztuka malarzy.”
Tak wyglądały dzieła słowiańskich mistrzów.
Po nich przyjdą inni, zniszczą nienawistne im Piękno, a na jego gruzach obkadzać poczną swoje szpetne bohomazy.
Wspomnieć tu również należy o innym mieście pomorskim, Guckowie, gdzie mieszkańcy, zagrożeni przymusową chrystianizacją, używali wszelkich zabiegów by ocalić tamtejszy chram, który, uważany za wielkie dzieło sztuki, stanowił ozdobę miasta i przedmiot chluby ludności. Nie pomogło nic, i piękna świątynia guckowska podzieliła los wszelkich innych pomników sztuki słowiańskiej.
Zagładzie uległo piśmiennictwo słowiańskie, o którym wiemy, że było, a o którego poziomie możemy się dziś jedynie domyślać, porównując osiągnięcia naszych przodków w innych dziedzinach umiejętności ludzkich.
O roli, jaką słowa pisane odgrywało w życiu publicznym Pomorzan, sądzić możemy z tego, że gdy w roku 1128 książę Warcisław zwołuje wiec ogólnokrajowy i w tym celu rozsyła wici, są one pisane i zawierają wyszczególnienie spraw mających być przedmiotem obrad. 1żeromski

Już w X wieku Boso, biskup Merseburga, nawracacz Słowian, uważa za wskazane napisać dla nich liturgię katolicką w języku i alfabetem słowiańskim.
Mowę słowiańską znał również cesarz Niemiec Otto I.
Jeśli wierzyć kronice Prokosza, sztuka pisania znaną była naszym przodkom na długie wieki przed erą Gallów i Kadłubków.
Przed nimi istniał długi poczet dziejopisów pogańskich, najstarszym z których miał być Wojan, ojciec historii polskiej, twórca pisma słowiańskiego.
Sięgamy tu w pełną tajemnic epokę Lechów, Wicimirów, Kraków, Przemysławów, Leszków, Ziemowitów – epokę wykreśloną z historii naszej, uznaną za bajeczną, psuje ona bowiem harmonię rzepichopiastowej legendy.
Mówiliśmy już o tym, jak to Słowianie Zachodni, posiadając morze, umieli uczynić zeń źródło gospodarczego dobrobytu i teren pokojowej pionierskiej pracy.
Równie przedsiębiorczymi byli oni w dziedzinie morskiej sztuki wojennej.
Słowianie pierwsi z ludów pobrzeża bałtyckiego poczęli budować statki zdolne do przewozu wojsk konnych.
Tak jest; czego nie mogła dać kawalerii Czarnieckiego niedołężna Rzeczpospolita, jazda Pomorzan miała 500 lat przedtem.
W roku 1136 książę Racibor, załadowawszy swą armię na 250 statków, po 44 ludzi i po 2 konie na każdym, płynie z tym wojskiem około 300 mil morzem i ląduje po drugiej stronie Bałtyku na skandynawskim brzegu.
Tam zdobywa leżące przy ujściu rzeki Goty bogate i silnie bronione miasto Konungahella, przy czym zagony jazdy osłaniają oblegającą miasto piechotę.
Opisując szczegółowo przebieg oblężenia, kronikarz wymienia imiona dowódców wojsk Racibora, a mianowicie Unibor i Dunimir.
O śmiałej tej wyprawie długo było głośno na całej Północy. 0post 8
Dziś – które dziecko polskie zna imiona bohaterów, pomni dni sławy, kiedy to skaliste brzegi Skandynawii grzmiały echem kopyt słowiańskich koni.
Bardziej niż daleka ojczyzna Wikingów, wystawione były na najazdy Pomorzan, zarówno z morza jak i lądu, bliskie dzierżawy Duńczyków, starych nieprzyjaciół i rywali o władztwo Bałtyku.
I gdy czytamy, jak to król Danii Svein posyła w r. 1157 dary dla Światowida w Arkonie – m. in. kosztowny puchar złoty – widzimy w tym nie sentyment, ale gest polityczny dla pozyskania względów groźnych na morzu Ranów.
Dary chrześcijańskiego monarchy u stóp słowiańskiego Boga – cóż za wspaniały widok!
W tejże Arkonie w której stał Święty Biały Koń którego według wierzeń Ranów dosiadał nocą sam Światowid.
Tak było w one dni sławy i potęgi, kiedy zdawało się, że rozlany szeroko na olbrzymich przestrzeniach od Peloponezu po Jutlandię żywioł słowiański decydować będzie o obliczu Europy.
Sławę Trygława śpiewały nie tylko fale Bałtyku, kamienne twarze dumnego bożyca patrzyły również ze szczytów Karkonoszy w modrą toń Jadranu, Adriatyckiego morza.  

0post 7

Nie raz nie dwa szczerbił się miecz słowiański o mury złotego Carogrodu, a zbrojne zadrugi niosły swe panowanie hen aż do Grecji na Jońskie wybrzeża.
Na przełomie VIII w. zanosiło się na to, że Europa stanie się słowiańską.
To nie nastąpiło, przeciwnie, następne stulecia przynoszą już tylko powolne lecz ciągłe cofanie się Słowiańszczyzny, upadek jej kulturowy, niewolę duchową i utratę samodzielności politycznej ludów słowiańskich.
Dotyczy to w pierwszym rzędzie Słowiańszczyzny Zachodniej.
Jest rzeczą niezmiernej dla nas wagi zdanie sobie sprawy z tego, jak się to stało.
Od razu trzeba stwierdzić, że to co na ten temat mają do powiedzenia nasi uczeni, razi płycizną i brakiem krytycyzmu.
Nauka nasza orzekła bezapelacyjnie, że powodem nieodegrania przez ludy słowiańskie poważniejszej roli historycznej były wrodzone rzekomo Słowianom bierne cechy ich charakteru, a w szczególności skłonność do anarchii i niezdolność organizacyjna.
Fenomen katastrofy dziejowej Słowian trzeba było w jakiś sposób wytłumaczyć, przyjęto więc podsuniętą przez obcych tezę o „improduktivite slave”.
Teoria o nietwórczości słowiańskiej powstała w czasie, gdy Słowianin jest już tylko pojęciem biologicznym, a dawno przestał istnieć jako typ duchowy, reprezentujący własną, słowiańską kulturę.
Z czasów gdy ta ostatnia była wartością żywą, historia przekazała nam zgoła odmienny obraz Słowianina jako typu człowieka.
Możemy o nim sądzić choćby na podstawie tego, co wyżej zostało zebrane fragmentarycznie w odniesieniu do Słowian Zachodnich, do których my należymy. Zarzut anarchizmu Słowian wydaje się tym mniej przekonywujący, skoro się zważy, że wszystkie narody Europy wykluwały się wśród nieopisanego zamętu i chaosu walk wewnętrznych, kiedy to twory państwowo-polityczne znikały równie szybko jak powstawały, a liczba udzielnych księstw i ksiąstewek w łonie jednej i tej samej masy biologicznej szła, jak w Niemczech, w dziesiątki i setki. Ci zaś, co w dobrej wierze anarchizmem słowiańskim chcieliby tłumaczyć stan rzeczy w Polsce w epoce zwanej saską – stawiają się sami poza nawias ludzi myślących. 111

Porażka dziejowa Słowiańszczyzny, to przede wszystkim zagadnienie kulturowe.
Żywioł słowiański przestaje być samodzielnym podmiotem historii a staje się jej przedmiotem z chwilą, gdy zniszczeniu ulega motor duchowy, który tę olbrzymią masę biologiczną wprawił w ruch, nadawał jej wyraz i kierunek, stanowił o jej spoistości wewnętrznej i prężności na zewnątrz.
Motoru tego zabrakło, gdy zniszczona została kultura słowiańska.
Przyczyny klęski danego typu kulturowego mogą być trojakie: zetknięcie się z innym, wyższym typem kultury; zniszczenie mechaniczne przez wrogie siły fizyczne; niemoc wewnętrzna jako skutek zaszczepienia elementów rozkładowych z zewnątrz.
Pomijamy tu wypadek śmierci naturalnej typu kulturowego z powodu jego przeżycia się, o czym w odniesieniu do młodej kultury słowiańskiej nie można mówić.
Na jej zniszczenie złożyły się trzy pierwsze przyczyny.
Zachód Europy, znajdując się w bezpośrednim i długotrwałym zasięgu kultury grecko-rzymskiej, miał czas i możliwość wysunięcia się na przód w swym rozwoju według wzorów już gotowych, po które trza było jeno ręką sięgnąć do bezpańskiego skarbca po starożytnych.
Chrześcijaństwo, ta swoista kategoria kulturowa, zanim usadowi się w duszy Zachodu ze skutkami widocznymi dopiero w późnym średniowieczu, jest na początku tego okresu raczej tylko instrumentem szerzenia bezsprzecznie najwyższej w ówczesnym świecie cywilizacji rzymskiej, względnie tego co po niej pozostało.
Cesarstwo rzymskie Karola Wielkiego to nie tylko wyraz ambicji politycznych, ale również świadectwo latynizacji Zachodu.
W starciu z tym uformowanym już i okrzepłym duchowo Zachodem młode, występujące dopiero na drogę rozwoju Słowiaństwo było z natury rzeczy stroną słabszą, i to właśnie, nasza młodość kulturowa zadecydowała o wyniku walki.
Bo chociaż piękne osiągnięcia możemy zapisać na dobro Słowian Zachodu, to jednak jako całość Sławia w stosunku do swych wrogów, dysponujących bogatym dziedzictwem Rzymu, była konkurentem na dorobku, wartością kulturową młodszą, – i to ją zgubiło.
Wynikiem zetknięcia się dwóch obcych sobie światów może być tylko walka, nieubłagana, na śmierć i życie, a toczy się ona nie tylko wtedy gdy szczęka oręż i leje się krew.
Wojny są jedynie epizodami w bezkrwawych zmaganiach o zwycięstwo własnego sposobu pojmowania życia – stawka, która w każdym momencie dziejów mobilizuje ludzi przeciwko ludziom, ideę przeciwko idei, kulturę przeciw kulturze.
Świat słowiański i świat Zachodu to były moce nawzajem się wykluczające i najbardziej sobie wrogie.
Toteż z łatwością przyszło chrześcijaństwu poruszyć przeciwko Słowianom całą potęgę Zachodu, rozpalić wyobraźnię świeżo pozyskanych dla krzyża ludów, które z zapałem i gorliwością neofitów podejmują hasło walki z pogaństwem.

Qc7VGzg (1)

Wyprawy krzyżowe, o czym nasi historycy wolą milczeć, szły nie tylko do Palestyny.
Krucjacie z 1147, związanej z imieniem Bernarda z Clairvaux, przyświeca jako jeden z celów złamanie dumnych Słowian połabskich. Zebrane wówczas wojska dzielą się na trzy części: jedna z przeznaczeniem do Azji, druga do Hiszpanii przeciwko Arabom, trzecia zaś armia rusza na podbój Sławii.
Wyprawie, która ściągnęła panów i książąt z całych Niemiec, przewodzi z ramienia papieża jego legat i biorą w niej udział „wszyscy biskupi Saksonii”
W sławnej pamięci pozostanie bohaterska postać Niklota, księcia zagrożonych w pierwszym rzędzie Obotrytów, który nie czeka na wroga bezczynnie, uderza pierwszy, pustoszy jego ziemie, a równocześnie, budując twierdze na własnej granicy i zabiegając o pomoc sąsiadów, nie zaniedbuje niczego dla odparcia najazdu.
Krucjata z roku 1147 nie była pierwszą ani ostatnią.
Wyprawy na Słowian, organizowane przez papiestwo, groźne były tym bardziej, że pokrywały się całkowicie z interesem politycznym Niemiec.
Katolicki krzyż i germański miecz złączyły się we wspólnym wysiłku, by nieść znienawidzonej Sławii niewolę duchową i zagładę fizyczną.
Skuteczny odpór połączonym siłom wrogów dać tylko mogła zjednoczona moc słowiańska i nie brak dowodów, że świadomość tego istniała wśród poszczególnych plemion, zwłaszcza połabskich.
Z biegiem czasu zarysowują się tam trzy większe ośrodki krystalizowania się jedności słowiańskiej: związek Serbo-Łużycki, związek Weletów i związek Obotrytów.
Tym ostatnim często stają w potrzebie Pomorzanie, Czesi w utrzymaniu się Lutyckiego szańca widzą swój własny dobrze zrozumiany interes.
Właśnie Czesi karzą śmiercią odstępcę wiary ojców, Wacława, który inaczej niż to czyniła jego matka, dzielna Drahomira, pozostawił bez pomocy napadniętych Połabian i ukorzył się przed Niemcami.
Nim doszło do nierozumnych walk Krzywoustego z Pomorzanami, musiały istnieć jakieś ściślejsze związki pomiędzy tymi ostatnimi a Polakami, skoro Nestor żyjący w XII w. mógł pisać o jednym wielkim plemieniu Lechitów, w skład którego wchodzili oprócz Polan także i Pomorzanie, Wieleci oraz Obotryci, ponadto Mazowszanie, Wiślanie i inni.
Proces politycznego jednoczenia Sławii Zachodniej, zapoczątkowany powstaniem rozległego państwa Samona w VII w., imperium wielko-morawskiego w IX w. a związków połabskich w tym samym względnie późniejszym czasie – zwolna, ale postępował, a jego pierwsze etapy, znaczone nietrwałością tych tworów, należą do normalnych zjawisk w przebiegu krystalizacji wspólnoty rasowo-kulturowej.
Niestety, za Łabą proces ten, z przyczyn o których już mówiliśmy, dokonywa się szybciej.
W chwili gdy świat germański rusza na podbój Sławii, nie jest ona jeszcze dojrzałą kulturowo na tyle, by poczucie wspólnoty krwi i ducha skupić mogło rozstrzelony żywioł słowiański w jedną potężną całość, świadomą siebie, swych przeznaczeń i celów.
Odruchy samozachowawcze młodej, nieobjawionej jeszcze samej sobie duszy słowiańskiej są nieraz ślepe, często wprost samobójcze.
W momencie gdy na przedpolach Polski krwawią się Połabianie, którzy bohatersko opierają się germanizacji i katoliczeniu – w tym momencie Mieszko I otrzymuje chrzest, tym samym wprowadza bezwiednie wroga na tyły wiernych obrońców słowiańskiej ziemi i kultury.
Historycy nasi rozpływają się w pochwałach kroku Mieszka, jako aktu mądrości politycznej. Poglądy ich zgodne są na tym punkcie z bezinteresowną opinią członków Towarzystwa Jezusowego.
I Mieszko wbija nóż w plecy Połabskich Słowian… aach
Ponieważ wprowadzenie chrześcijaństwa do Polski, poza tym że było ciosem w plecy walczących Połabian, rozsadzeniem Lechii od wewnątrz, nie tylko że nie odsunęło od Polski niebezpieczeństwa germanizacji, ale przeciwnie, skutecznie torowało jej drogę.
Poddanie się chrześcijaństwu postawiło Polskę w roli klienta Zachodu, skazywało na trwałą zależność odeń w dziedzinie najbardziej decydującej o stosunku wzajemnym narodów, bo kulturowej.
Zmuszona do wyrzeczenia się tego wszystkiego co stanowiło dotąd jej własne oblicze duchowe, Polska wchodzi do społeczności narodów zachodnich jako nowicjusz, długo bez jakichkolwiek szans na dorównanie, a tym bardziej na przodownictwo swoim mistrzom.
Wyższość Zachodu reprezentowały wobec Polski, zwłaszcza w początkowym okresie, Niemcy, i to zaważyło fatalnie na dalszym układzie sił na naszych zachodnich granicach.
Uczynić trwałym dzieło Chrobrego, podnieść je do roli wszechsłowiańskiego imperium, nadać mu siłę atrakcyjną w oczach wycinanych na progu Polski plemion tego samego języka, tej samej wiary i ducha – mogło tylko pogaństwo.
Pogaństwo jako więź kulturowa, wspólna tej olbrzymiej masie ludzkiej, słowiańską mową słowiańskiego Światowida sławiącej. 
Tej mocy drzemiącej w ich sercach i duszach, przodkowie nasi nie byli jeszcze w pełni świadomi.

Idea zjednoczenia Sławii pod wodzą Polski straciła swą moc z chwilą, gdy zgasły znicze w Poznaniu, Gnieźnie, Krakowie.
Na miejsce zniczów postawiono, mieczem obcym chronione, krzyże – symbole zagłady tego wszystkiego co było duszą Słowiańszczyzny.
I, równocześnie, symbole wciskania się niemczyzny. 1flaga 2
Bez znaczenia pozostaje podkreślany w podręcznikach historii szczegół, że pierwsze forpoczty chrześcijaństwa dostały się do Polski nie prost z Niemiec, a drogą okrężną przez Pragę.
O chrześcijaństwie, a tym mniej o katolicyźmie czeskim z tego okresu nie można mówić poważnie, zważywszy, że długo po Cyrylu i Metodym i św. Wacławie, wciąż silne pogaństwo kilkakrotnie odzyskuje władzę nad krajem, jak za Drahomiry i Bolesława I, który panowanie swoje rozpoczyna rzezią chrześcijańskich księży.
Św. Wojciech dwukrotnie uchodzić musiał przed wzburzonym ludem, z Pragi do Rzymu, a okoliczności które skłoniły nieszczęsnego biskupa do udania się do Prusów były zgoła dramatyczne.
Wydaje się, że zwątpiwszy w nawrócenie zatwardziałych w pogaństwie rodaków, a wiedząc z doświadczenia, że do Rzymu, jako wygnaniec, nie ma po co wracać – w samobójczej, aureolą męczeństwa opromienionej śmierci poszukał końca swych zawodów i upokorzeń.
Słowianie, dopóki byli Wolni, żywili uczucia dalekie od miłości w stosunku do świętych patronów, narzuconych im później przez Rzym.
Jakże straszliwą wymowę posiada to, że zarówno św. Wacław, symbol upadku godności narodowej, jak i św. Stanisław, zdrajca swego króla, zostali patronami, jeden Czech, drugi – Polski! 
Zanim do tego dojść mogło, długo lała się krew i dymiły zgliszcza po całej ziemi naszej.
Podobnie jak to było nad Łabą, na Pomorzu, w Czechach i gdzie indziej, katolicyzm wchodził do Polski po trupach – o tym trzeba pamiętać.
Wprowadzany siłą, katolicyzm w Polsce długo jeszcze nie ważył się zapuszczać swych korzeni poza obręb miast i warowni, a cudzoziemskimi mnichami obsadzonych klasztorów.
Lud w swej masie trwał mocno w wierze ojców.
Po śmierci Mieszka II w r. 1034 zwycięskie pogaństwo zmiata z ziemi polskiej i te nieliczne placówki katolicyzmu i niemczyzny.
Na chwałę Światowida płoną, gdzie je zdążono postawić, kościoły.
Kazimierz Mnich (Odnowiciel) z jego niemieckim otoczeniem uchodzić musi z kraju, lud wszędzie wycina znienawidzonych księży.
Oprócz momentów religijnych i, mówiąc językiem dzisiejszym, patriotycznych, w tym wybuchu żywiołowej nienawiści mas ludowych grały też swoją rolę względy socjalne.
Krzyż oznaczał nie tylko wyrzeczenie się ojczystych bogów i obyczajów, ale również uciążliwe dziesięciny na rzecz kleru, z czym wszystkim wolny kmieć słowiański nie mógł się pogodzić bez walki.
Liczne powstania poniewolonych już plemion nadłabskich często na tym wybuchały tle i tym też w dużej mierze należy tłumaczyć zaciekłość, z jaką lud za Masława wyrzynał apostołów zagranicznej wiary.
To co u ludu było odruchem instynktownym, naturalną reakcją wobec obcości, wśród światlejszych elementów, skupionych wokół Masława, księcia Mazowsza, wyrażało się w świadomym dążeniu do odbudowy państwa na zasadach rodzimego pogaństwa.
Masław dostrzegał jasno niebezpieczeństwo krzyża, zdawał sobie sprawę, że chrześcijaństwo i słowiańszczyzna to są dwa światy nawzajem się wykluczające, że nie ma dla nich miejsca obok siebie razem na ziemi polskiej. Tragedią Masława było, że w tej przełomowej epoce tak jasno jak on patrzyło w Polsce niewielu.
Rozumiemy pobudki katolickich historyków, usiłujących pomniejszyć wypadki doby Masława, a jego samego sprowadzić do wymiarów zwyczajnego awanturnika.
Wyniosła postać pogańskiego władcy nie pasuje im do rzewnego obrazku rzepichopiastowej Polski, radośnie padającej w objęcia krzyża.
Z historii naszej nic nie wymaże faktu, że w sto lat prawie po owym reklamowanym roku 966 – w samym sercu polski powiewał dumnie sztandar Światowida.
Masław nie cierpiał katolicyzmu całą mocą swej słowiańskiej duszy, jak mówi podanie, darować głosicielom swoistej czystości duch ich pogardy dla spraw cielesnej higieny, co w oczach Słowian, zamiłowanych w swoich łaźniach, piętnowało katolickich mnichów mianem brudasów.
Takimi też byli ci pionierzy wytworzonej w zaduchu cel pustelniczych doktryny, że poniżenie człowieka dodaje chwały Bogu, że niechlujstwo ciała jest cnotą, a czystość osobista oznaką grzesznej pychy.
Słowiańska łaźnia, ten piękny i charakterystyczny szczegół życia naszych przodków, znika w miarę szerzenia się katolicyzmu i staje się na wsi polskiej zamierzchłym wspomnieniem w epoce saskiej, kiedy kościół i karczma stanowiły jedyne ośrodki życia zbiorowego ludności wiejskiej, kiedy na głowach bogobojnych owieczek rosły kołtuny, i kiedy w stolicy „postępowy” król bił własne wszy za pomocą srebrnego młotka.
Wróćmy jednak do czasów stokroć interesujących.
Na to co się działo w Polsce po wygnaniu Mnicha, nie mógł patrzyć obojętnie ani papież ani cesarz niemiecki, jednakowo zainteresowani.
Masław, zanim zdołał zorganizować kraj, osłabiony walkami wewnętrznymi i najazdami sąsiadów, ma do czynienia z powracającym na czele rot niemieckich Mnichem.
Walka trwa przez całe 6 lat, w ciągu których mnich raz za razem ponosi porażki, jest bity w każdej co roku ponawianej próbie opanowania Mazowsza, gdzie Masław trzyma się mocno.
Dopiero nowa pomoc zagraniczna, tym razem Jarosława Kijowskiego, uzyskana przez Mnicha za cenę Grodów Czerwieńskich, przechyla ostatecznie szalę na rzecz chrześcijaństwa.
W roku 1047 na polach Płocka dochodzi do rozstrzygającej bitwy…..i w bitwie tej, pod stosami 15 000 poległych wojów Masława pada Polska słowiańska. 1slowo

Wprawdzie katolicyzm długo jeszcze nie czuje się pewnie w roli zwycięscy – walki z odradzającym się wciąż pogaństwem wypełniają w Polsce cały wiek XI i XII, – ale wynik tych rozpaczliwych bojów jest już z góry przesądzony.
Pomorze, ostatni bastion Pogaństwa, po upadku Masława może się spodziewać od Polski wszystkiego prócz pomocy.
W roku 1168 przestaje bić serce Słowiańszczyzny – pada królewska Rana.
Potomków tych co z imieniem Peruna na ustach gromili zastępy krzyżowców, uczono zawodzić pieśń mnichów klasztornych: „O Gloriosa Domina”, która to kantyczka w przeróbce na język polski, jako pieśń św, Wojciecha, nazywa się dziś starodawnym hymnem rycerstwa polskiego!
Z pozbawionym głosu narodem samozwańczy opiekunowie mogli robić i robili co chcieli.
Z chwilą zniszczenia rodzimej kultury co była siłą cementującą je w jedną całość, poszczególne kraje słowiańskie tracą samodzielność swego rozwoju, a co za tym idzie politycznych i wszelkich innych.
Zawsze gotowe sie ujawnić w każdym wielkim organizmie tendencje odśrodkowe nie mają już żadnego hamulca, pomiędzy licznymi ludami jednej niegdyś Sławii wyrasta stale pogłębiająca się przepaść różnic religijnych, językowych, cywilizacyjnych.
Rozbici na mnóstwo karłowatych tworów państwowych Słowianie stają się jako piasek na pustyni miotany wichurą.
Burze dziejowe przewalać się odtąd będą bezkarnie po ziemiach słowiańskich, niosąc żywiołowi słowiańskiemu śmierć, zniszczenie i niewolę.
Połabianie giną do szczętu niemal, Ruś jęczy przez wieki pod knutem Tatara, Południe odcięte od zaplecza fatalnym klinem madziarskim pada łupem Islamu i okazyjnie krucjat papieskich.
Czechy po zastrzyku chrystianizmu wiją się w konwulsjach choroby wewnętrznej, której symptomy, w postaci na pozór łagodniejszej ale tym bardziej straszliwe w skutkach, wystąpią w Polsce w całej swej grozie nieco później, w epoce saskiej.
Losy Polski stanowią najbardziej wstrząsający akt w tragedii biosu słowiańskiego.
Polska, której duchowy rozwój zwichnięto u kolebki, ma na tyle sił żywotnych, by przez dość długi okres następny swych dziejów cieszyć się względną jeszcze pomyślnością i rozrostem. Kryzys wybuchnie dopiero pod koniec XVI wieku, gdy hamowany dotąd proces katoliczenia wystąpi ze zdwojoną gwałtownością, po czym sparaliżowany, uśpiony w letargu katolickiego błogostanu naród stanie się bezwolnym obiektem bezbolesnej już operacji rozbiorów. k1

Operacji oczywiście przez katolicyzm ani przewidzianej ani pożądanej, niemniej przezeń zawinionej.
Zbliżamy się do zakończenia niniejszych rozważań.
Zmierzają one do wykazania, że Polska Ideologia Grupy, polski charakter narodowy, zanim wykształcił się w swą dzisiejszą postać, przeszedł trzy fazy rozwojowe.
W fazie pierwszej, gdy naród oddycha atmosferą własnej, rodzimej kultury, charakter ten jest słowiańskim.
W rzędzie kategorii kulturowych stanowi typ zdecydowanie dodatni, jest charakterem twórczym, mocnym, jest pięknym okazem możliwości rozwojowych człowieczeństwa.
Tym piękniejszym i drogim, że naszym własnym.
Stajemy ze czcią przed cieniami przodków co wspaniałym duchem słowiańskim ożywieni tworzyli wielkość naszej Rodzicy – Sławii, szeroko po świecie roznosili chwałę jej imienia.
W XII wieku gasną znicze co chwale tej dodawały blasku.
W mrokach nocy co zaległa ojczystą jego ziemię ginie szlachetny typ Słowianina.
Następną fazę w historii Polskiej Ideologii Grupy możemy określić jako okres fermentacji duszy narodowej, w której silne są jeszcze pierwiastki słowiańskie, a nalot chrześcijaństwa, przechodzącego swój własny kryzys, zbyt słaby jest jeszcze by je zdławić.
Rozpędem dawnej jeszcze żywotności idąc, naród dochodzi do znacznej potęgi polityczno-wojskowej, nie może ona jednak stać się fundamentem pod budowę równie potężnego ośrodka kulturowo-cywilizacyjnego co byłby zdolny przetworzyć oblicze Europy środkowo-wschodniej i żywiołowi polskiemu trwałe w niej przewodnictwo zapewnić.
Nie może, bo chociaż ramię jeszcze silne, dusza narodu jest okaleczała.
Duch narodu, ten istotny motor dziejotwórczy, jest już pozbawiony dopływu oryginalnej siły napędowej, jest już traktowany coraz obficiej mieszanką doń się nie nadającą.
Motor duchowy polski zacina się, zwalnia obroty, w końcu staje i zastyga w bezruchu.
Następuje to z chwilą gdy po brzemiennym w skutki przełomie kulturowym w Polsce pod koniec XVI wieku katolicyzm, ten sztucznie na pniu biologicznym narodu zaszczepiony system duchowy, przyjmuje się w pełni i staje się odtąd jedyną treścią wypełniającą dusze milionów.
Rodzi się i pleni polakatolik, jedyny odtąd obywatel Wielkiej Parafii Nadwiślańskiej jaką staje się Polska.
Polak-katolik – ślepy janczar tych co z jego domu uczynią przedmurze chrześcijaństwa i umierać każą za ideały wiodące naród prostą drogą do zatraty.
W tym to okresie, jako prawe dziecko katolicyzmu, zostaje wykształcona Polska Ideologia Grupy w jej dzisiejszej postaci, w okresie tym krystalizuje się ostatecznie to co dziś zwie się polskim charakterem narodowym.
Przebieg tego procesu będzie tematem dalszych rozważań.
Tutaj należy jedynie stwierdzić, że charakter narodowy polski, jedyny czynnik decydujący o losach narodu, jest, od fatalnego przełomu w wieku XVI do dziś, – produktem katolickiej kultury.
Charakter ten nie ma w sobie nic a nic ze Słowiańszczyzny, jest jaskrawym zaprzeczeniem twórczego ducha starożytnych przodków naszych.  

KSIĄŻKA CAŁA TUTAJ 

http://toporzel.pl/teksty/bezd.html

16/12/2019